piątek, 15 maja 2020

Areszt domowy, tydzien #9, czyli dwa miesiace minely jak jeden dzien...

Bosz... Nie do wiary, ze juz tyle siedze w domu. Minely dwa miesiace... Bardziej niesamowite jest chyba tylko to, ze poza pierwszymi dwoma tygodniami, ktore ciagnely sie niczym gile z nosa, kolejne siedem smignelo niczym z bicza strzelil i gdyby nie zmieniajace sie, coraz bardziej zielone i rozkwiecone widoki na osiedlu, wydawaloby mi sie, ze nadal mamy marzec...

Nie dziwie sie mojej siostrze - nauczycielce, ze po wakacjach nie chce jej sie wracac do pracy. Dwa miechy to wystarczajaco dlugo, zeby sie rozleniwic, ale za krotko, zeby zatesknic za robota. ;) Ja co prawda pracuje z domu, ale za biurem kompletnie nie tesknie. Na internecie jest mnostwo artykulow o tym, zeby siedzac teraz w domu codziennie ladnie sie ubrac, zrobic makijaz, itd. Ze smiechem stwierdzam, ze sporo takich postow pisanych jest przez dziewczyny ogolnie pracujace z domu i zarabiajace na blogowaniu. Skoro pracuja z domu okragly rok, to moze faktycznie czuja taka potrzebe... Osobiscie, po niemal 20 latach praktycznie stalej pracy, ciesze sie, ze nie musze wciskac sie w eleganckie portki oraz bluzki. Swietnie pracuje mi sie przy stole jadalnym, w dresach. ;) Co ciekawe, wszystkie znajome Amerykanki maja podobne poglady. To takie troche nasze "polskie", zeby siedzac w domu wygladac seksownie i elegancko, a pelny makijaz robic nawet idac do osiedlowego warzywniaka. :)

W kazdym razie, to wrazenie, ze czas stanal w miejscu, poteguje jeszcze fakt, ze pogoda poprawia sie bardzo opornie... Kolejny rok wiosne mamy mokra i zimna. Poza pojedynczymi, cieplymi dniami, temperatury utrzymuja sie okolo 10 stopni. Kiedy jest 14-15, to dzien okreslam jako "przyjemny". ;) W koncu, dzisiaj temperatura skoczyla do ponad 20 stopni i tak juz z grubsza ma zostac (oprocz wtorku, na ktory zapowiadaja znow tylko 13 stopni). Jak to czesto bywa, nie bedzie czasu przejsciowego. Z zimna i wiosennych kurtek, wskoczymy prosto w upaly i podkoszulki, a co. ;)

Zanim jednak wiosna tupnela noga i pogonila zime na dobre, w miniona sobote padal sobie snieg. :O I to nie, ze poproszyl delikatnie, a gdzie! Cale popoludnie mielismy przelotne sniezyce!

Na zdjeciu oczywiscie tych wielkich platkow sniegu prawie nie widac... :/

Oczywiscie temperatury byly plusowe (choc ledwie - ledwie), wiec nic nie osiadalo, nie mniej niesamowite bylo patrzec za okno, a tam... zamiec sniezna! W prawie polowie maja! :O

Niedziela obfitowala za to w inne ekscytacje. Po pierwsze byl to tutejszy Dzien Matki. Bi juz od kilku tygodni smarowala po kartkach i chowala skonczone "dziela". Nik, znacznie mniej chetny do takich prac, zloscil sie i biadolil, ze jednym z zadan do Polskiej Szkoly bylo narysowanie laurki na Dzien Mamy. Pozniej zas oswiadczyl, ze on juz swoje zrobil i slyszalam tylko jak Bi namawiala go cichcem zeby obejrzal inspiracje na YouTube i cos jeszcze narysowal. :D

Laurki, kartki, obrazki... :)

Poza laurkami, Bi podarowala mi... pieniazki. Cale 23 centy! :D Kiedy, troche zaskoczona, powiedzialam, ze nie musiala dawac mi swojej kasiorki, bo ja przeciez sama zarabiam, moja panna odpowiedziala, ze to nic, bo ona chciala mi dac pieniadze, po czym wzruszyla ramionami, ze "i tak nie lubi centow". Pewnie  - matce cenciaki, sobie zostawila "dulary"! :D

Kartka z kasiora. Rozsmieszyla i wzruszyla mnie jednoczesnie. Cudowna pamiatka, z bledami, a w dodatku napisana czesciowo po polsku. :) "Kocham cie mama ti jestes the best. Ja kocham jak you kiss me good night and read a book for me. Ti jestes the best mom in the world that anyone could have". Pisownia oryginalna, tylko bez polskich liter. :D

Z okazji Dnia Matki, mialam pretekst, zeby znow cos upiec. Tym razem padlo na "truskawkowa chmurke", choc mi wyszla raczej chmurka "owocowa". Dlaczego? Najpierw na liste zakupow wpisalam mezowi "mrozone truskawki lub maliny", a on kupil... mieszanke jagod, malin i jezyn. ;) A potem okazalo sie, ze mialam tylko dwie galaretki truskawkowe, wiec trzecia wzielam z czarnej porzeczki. :D
W kazdym razie to moje trzecie podejscie do tego ciasta i chyba bedzie ostatnie. Jest pyszne, nie powiem, choc polaczenie bezy z bita smietana jest nieco zamulajace... Niestety, ta bita smietana zawsze, ale to zawsze rozplywa sie przy probie krojenia ciasta! Tym razem, pomimo calej nocy w lodowce, zaczela splywac bokami juz po polozeniu na wierzch bezy! :/

Gotowe ciasto. Widac splywajaca bokami smietane. Na szczescie po wlozeniu do lodowki zastygala bez dalszej jazdy w dol

Nie wiem co robie nie tak. Na torcie pieknie sie trzymala, a tutaj... szkoda gadac. Albo tutejsza smietana jest jakas inna, albo po prostu za duzo jej daje. No ale tyle wychodzi z 500 ml smietanki w przepisie. Nie wiem, moze kiedys dam temu ciastu jeszcze jedna szanse, ale podziele ilosc bitej smietany przez polowe. Nizsza warstwa ma szanse sie sztywniej trzymac...

Po przekrojeniu. Ja wiem, ze ciasto ma smakowac, a nie wygladac, no ale...

Niedziela byla jednym z tych pieknych, slonecznych dni, ktore przez okno wydawaly sie cudownie cieple, a potem czlowiek wychodzil z domu i jak owial go zimny wicher, to mial ochote uciec z powrotem do srodka. Dlatego, po obowiazkowym spacerze wokol osiedla (na ktory mialam srednia ochote, ale trzeba poruszac stare kosci), odmowilam pojechania na przejazdzke rowerowa. Zreszta, mialam okres, wiec wiecie... Nic przyjemnego kiedy jeszcze siodelko wrzyna sie w dupke. ;) I dobrze, ze nie pojechalam, bo omineloby mnie "ciekawe", a w kazdym razie ekscytujace (przerazajace?) wydarzenie. Bi zostala ze mna i kiedy stalysmy sobie na tarasie, patrzac w ogrod (ogladalam z westchnieniem chwasty w warzywniku ;P), sposrod drzew z tylu wylazl sobie... niedzwiedz! Widac, ze mlody jeszcze, taki niedzwiedzi smarkacz swiezo pogoniony zapewne przez matke. W bialy dzien! Przeszedl sobie spokojnie tylem ogrodu, okrazyl nasza szopke, po czym zawrocil, przeszedl ponownie przez trawnik, wszedl z powrotem w lasek i dopiero tam puscil sie biegiem niewiadomo dlaczego!

Idzie i niucha kolo naszej szopki... Kosmata bestia... :/

Bi az kwiczala ze szczecia (milosniczka drapieznikow sie znalazla), ja az taka radosna nie bylam... Pod rododendronami z tylu marzy mi sie ogrodowa hustawka... A wlasciwie marzylA, bo teraz stwierdzam, ze chyba wole trzymac sie jednak blizej domu... ;)

Co poza tym... Zrobilam kolejne podejscie do pasemek. Tym razem kupilam farbe, do ktorej nie trzeba bylo zakladac czepka. Nakladalo ja sie szczoteczka na wybrane pasemka. Duzo wygodniejsze, ale... Zawsze przeciez musi byc jakies "ale". ;) Farba byla tym razem dosc wodnista i dziwnie mi sie ja rozprowadzalo. No i ten tyl to koszmar po prostu... Rezultat? Mimo, ze tym razem widac wyraznie, ze wlosy sie rozjasnily, to z tylu zrobilam sobie dwie jasniejsze plamy i to w paskudnym, zoltym (a raczej prawie pomaranczowym) odcieniu!!! :/


No trudno, najwazniejsze, ze ogolnie znow z "myszy" zrobilam sie na blondynke. Wiecej juz nie kombinuje. Po prostu kiedy salony fryzjerskie na dobre sie otworza, oddam sie w rece mojej ulubionej Wioletki i niech ratuje, co sie da. A reszta kiedys odrosnie. :D
Tak swoja droga, to propaganda szerzy sie rowno i szeroko. Ogolnie, wiekszosc ludzi pracujacych w malych firmach, boi sie o przyszlosc i finanse i martwi, ze kryzys bedzie sie ciagnal za nami przez rok, albo i dluzej. Osobiscie, gdyby nie zmartwienie co z dziecmi, gotowa bylabym wracac normalnie do pracy i zaczac zwyczajnie zyc. Okazuje sie jednak, ze ci, ktorych kryzys gospodarczy nie dotyczy, maja wrecz odmienne zdanie. Na Fejsie kraza ankiety pytajace o samopoczucie i gotowosc na otwieranie biznesu. I tak, jedna z bylych kolezanek z pracy, ktora teraz pracuje w ogromnej miedzynarodowej firmie a obecnie wykonuje obowiazki z domu, odpowiada, ze jest przerazona i absolutnie nie gotowa na powrot do pracy. Dodam, ze prace ma taka, ze nie ma kompletnie kontaktu z klientami. Jak sie ja poczyta, mozna dojsc do wniosku, ze wirus najwyrazniej tylko czyha zeby ja dopasc za drzwiami chalupy i ugryzc w grube dupsko. ;) Nie jestem zlosliwa, kobita ma bardzo "hamerykancka" posture, ktora na Fejsie regularnie zwala na problemy z tarczyca. Taaa... Nie mowie, bardzo prawdopodobne, ze faktycznie ma te niedoczynnosc tarczycy, ale wiecie, ja widzialam ile i co ona jadala... ;)
Ale wracajac do koronawirusowej paniki. No zalamuja mnie tacy ludzie. Ona, owszem, pracuje w wielkiej firmie (produkujacej slynne napoje gazowane), wiec raczej nie ma ryzyka, ze firme zamkna i wysla ja na bezrobocie, wiec latwo jej mowic, ze nie chce wracac do biura, bo sie boi. Ta osoba, dodatkowo wrzuca na Fejsa apele rzekomo pisane przez innych ludzi, jak np. swojej fryzjerki (pisalam o wlosach, dlatego mi sie przypomnialo ;P). Salony fryzjerskie maja pozwolenie otwarcia od 20 maja. Owa fryzjerka pisze wiec, ze jest wlascicielka salonu i chociaz by chciala, to tak strasznie, ale to strasznie boi sie go otworzyc. Ze fryzjerzy nie moga zachowac bezpiecznego dystansu spolecznego, musza pracowac bezposrednio z ludzmi itd. Dobrze, poniekad to rozumiem, no ale... Ona jest wlascicielka salonu, nie chce, niech nie otwiera. Nikt jej nie zmusza Zapewne ma jakis tam kapital, ktory pozwoli jej przetrwac jakis czas... Niech mowi jednak za siebie, zamiast nawolywac do buntu wszystkich fryzjerow... Zastanawiam sie, czy dziewczyny, ktore zatrudnia w swoim salonie, mysla tak samo? Kokosow przeciez nie zarabiaja. Wiem, ze moja fryzjerka, wraz z czterema innymi, wynajmuja "krzesla" w salonie fryzjerskim, grupowo skladajac sie na uzytkowanie owego pomieszczenia. Nie wierze, ze nie martwia sie, ze bez zarobku nie moga placic za wynajem i ryzykuja strate miejsca gdzie przez wiele lat wykonywaly swoj zawod. Podejrzewam, ze tylko czekaja na pozwolenie, zeby jak najszybciej moc znow podjac prace... I tak ma wiekszosc ludzi, ktorzy z dnia na dzien zostali bez zarobku... A wielu z nich zostanie na zasilku jeszcze wiele tygodni, jak nie miesiecy...

Z przyjemniejszych tematow, to troche spozniona, ale Bi dostala kartke z zyczeniami urodzinowymi, wlasnorecznie wypisana przez pania dyrektor z ich szkoly. :) Do kartki dolaczona byla naklejka, ktora dzieci zwykle nosily z tej okazji w szkole oraz olowek z dedykacja od dyrektorki. ;) Bardzo mila niespodzianka.


Ja za to gotuje (niezbyt chetnie przyznaje) i pieke jak szalona. Faszerowana cukinia byla pyszna, choc Potworki oczywiscie jej nie tknely. ;)


Chetniej jednak pieke. A idzie w brzuch i udka niestety, w cycki uparcie nie chce. :D Poza tortem dla Bi i malinowa chmurka, upieklam dwa razy mini serniczki cytrynowe, bo po kremie do torta zostalo mi 2/3 wiaderka masy sernikowej i chcialam ja gdzies zuzyc. Jak to bywa z nowymi przepisami i ten musialam dopracowac. Na dno papilotek trzeba bylo wylozyc pokruszone herbatniki. Niestety, kiedy potem wlewalam na nie mase sernikowa, okruchy z herbatnikow zaczely w niej plywac! W rezultacie mialam problem, zeby poznac czy serniczki juz sie dosc upiekly i sie lekko Spiekly. ;) Przy drugiej partii herbatniki na dnie ugniotlam i serniczki wyszly juz idealne. :)

Jesli zostanie Wam czasem troche twarogu na sernik (do przepisu potrzeba 300 gram), polecam - pychota!

Oprocz tego, znudzil nam sie chlebek bananowy oraz bananowe muffinki, wiec zaczelam szukac gdzie tu jeszcze moge zuzyc takie przejrzale banany. Sprobowalam ciasteczek, ale niestety, pierwszy przepis, choc bajecznie szybki i prosty, wyszedl bez-na-dziej-ny. Ciastka smakowaly po prostu jak chlebek bananowy, tylko w mniejszej wersji. :D

Smaku tych ciastek nie ratowala nawet zawartosc czekolady ;)

Zdecydowanie to nie to, o co mi chodzilo. Potem jednak wyszukalam przepis na ciasteczka bananowo - owsiane i te zdecydowanie lepiej nam podeszly. Zdjecia nie mam, ale mysle, ze jeszcze nie raz zagoszcza w naszym domu. :)

Aha! W poniedzialek wplynela jedna z zaleglych pensji! Niestety tylko pojedyncza. Tego samego dnia dostalam maila, ze wplynie kolejna. No ciekawe kiedy i czy znow pojedyncza, czy od razu podwojna, zeby juz wszystko nadrobic? Jak mamy za tydzien pomalu ruszac z praca, to niech sie dziadyga stara. ;)

We wtorek ratowalysmy z Bi pszczolke. To znaczy nie wiem czy ten egzemplarz akurat potrzebowal ratunku, ale gdzies kiedys przeczytalam, ze jesli znajdzie sie letargiczna, zmeczona pszczole, mozna podac jej troche wody z cukrem. No i siedziala taka "nieruchawa" na naszych frontowych schodkach. Tego dnia szalala znow straszna wichura i przyszlo mi do glowy, ze pszczola zaleciala za daleko od ula i nie miala sily frunac z powrotem pod wiatr. Bi ochrzcila ja "Bee-Bee" (od bee - pszczola), co zapewne mialo byc uklonem w strone jej wlasnej ksywki - Bibi. ;) Rozpuscilam szybko w wodzie troche cukru i wylalam obok owada.

Pszczolka Maja Beebee :)

Ciezko bylo stwierdzic czy cos wypil, ale pol godziny pozniej zaczal chodzic wzdluz schodow, a chwile potem odlecial. Albo wiec cos pszczole pomoglysmy, albo po prostu musiala odsapnac. ;)

Piekna niespodzianke sprawil mi moj bez. Juz spisalam go w sumie na straty, poniewaz jestesmy w tym domu trzecia wiosne i krzak nie mial zamiaru kwitnac. Mowilam nawet M., zeby go wycial, tym bardziej, ze po zimie polowa krzewu okazala sie byc uschnieta. Malzonek postanowil dac mu jednak jeszcze szanse. I okazalo sie, ze wypuscil jednak kwiaty (bez, nie malzonek ;P)! Wysoko nad moja glowa, wiec nie zauwazylam ich dopoki nie zrobily sie naprawde duze, prawie gotowe do zakwitniecia! :)

A jednak! :D

W tym roku tylko jedna, jedyna "kisc", ale mam nadzieje, ze to dobry poczatek i teraz juz co roku bedzie mial ich wiecej! Kiedy to zobaczylam, mialam ochote usciskac niesfornego krzaczora! ;)

Zaczelismy tez przygotowania warzywnikowe. Troche pozno, ale pogoda kompletnie nie wspolpracowala. Jeszcze w tym tygodniu dwa razy mielismy ostrzezenia przed przymrozkami! :O Strasznie zimna ta wiosna w tym roku...

Przekopany i bez chwastow (wreszcie!). Poki co rosnie tylko zeszloroczna marchew, pietruszka oraz szczypior. :)

W tym tygodniu mialam tez co-dwutygodniowa telekonferencje z praca i choc raz dostalam w miare dobre wiesci. Co do wyplaty to znow jakies obiecanki i pokretne obietnice, ze do 8 czerwca wszystko nadrobia. Telekonferencja byla 13 maja, wiec ma im to zajac praktycznie miesiac, hmmm...
Dobra wiadomoscia jest za to fakt, ze choc nasz Stan pomalu odmraza gospodarke i otwiera niektore branze od 20 maja, ja poki co mam nadal pracowac z domu. Budynek, w ktorej miesci sie nasza firma ma byc narazie otwarty "na pol gwizdka", a to znaczy, ze w naszym biurze moga byc maksymalnie dwie osoby i pracujace tylko pol dnia. Do pracy maja wiec narazie przychodzic tylko osoby, ktore musza przeprowadzic jakies testy w laboratorium. A i to bedzie zapewne nieco ograniczone poki co, bo po dwoch miesiacach prawie stalej nieobecnosci, pierwszy tydzien to bedzie inwentaryzacja - co przestalo dzialac, co sie skonczylo, co przeterminowalo, itd.  Zamowic nowe akcesoria, odczynniki i  od nowa zorganizowac prace. Nie wydaje mi sie, zebym otrzymala pozwolenie na prace zdalna do konca wakacji (choc to byloby najlepsze), ale jeszcze przez kilka tygodni (mam nadzieje) nie musze sie martwic o opieke nad Potworkami. Oczywiscie rzad naszego Stanu narazie nie podjal zadnych decyzji co do polkolonii... :/

To na tyle wiesci z tego tygodnia. Szykuje nam sie piekny i cieply weekend, wiec mam nadzieje, ze M. przywiezie mi kompost do warzywnika (ktory mozna dostac za darmo w naszym miasteczku), pojade po sadzonki i w koncu posadze warzywka. :)
Potworki pozdrawiaja! ;)

Zagonilam ich ostatnio do roboty i z moja mala pomoca przygotowali sobie leniwe pierogi. A co! Ciagle wolaja jesc, to niech se sami gotuja! :D

Jak widac, drzwiczek od szafek kuchennych nadal nie mam :D

Buziaki i do przeczytania! :*

36 komentarzy:

  1. Proszę się nie zrażać do tej chmurki :) tylko następnym razem dodać do ubitej śmietany żelatynę .Na 0,5 litra 2 łyżeczki żelatyny.Najpierw żelatynę zalać odrobiną zimnej wody i wymieszać .Po chwili będzie napęczniała dolać do niej trochę wrzątku i wymieszać .Przed dodaniem do śmietany żelatyna nie może być gorąca , za zimna też nie.Najlepiej ją zahartować odrobiną ubitej śmietany .Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chmurkę robię z kremem na bazie mascarpone i śmietany, zawsze wychodzi

      Usuń
    2. Niestety, z zelatyna juz tez probowalam i nie wychodzi... To chyba rzeczywiscie wina tutejszej smietany. :(

      Usuń
  2. Ja wchodząc głębiej w naszą puszczę obawiam się spotkania z dzikiem czy wilkiem, bo takie są u nas, a tu proszę Misiu Jogi we własnym ogródku... Powiem szczerze, nie wyszłabym za nic do ogrodu mogąc spotkać takiego gościa :D

    Ja przyznam, jestem jedną z tych, które same już nie wiedzą co myśleć, ale bardziej skłaniam się ku ostrożności, niż rzucaniu się na hura do normalnego życia. Właśnie zastanawiamy się co zrobić z zarezerwowanymi wakacjami, jechać czy jednak w tym roku odpuścić i po prostu pozwiedzać to co w okolicy... Jedno i drugie ma argumenty za i przeciw.
    Pomysł z przesłaniem laurki i ołówka od dyrektorki - świetny. Pod wieloma względami amerykańska szkoła bardzo mi się podoba.
    A kartka od Bi - coś niesamowitego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hamerykanskie podstawowki sa niesamowicia przyjazne dzieciakom. Ciagle cos sie dzieje, co i rusz atrakcje, specjalnie dni, itd.
      Ja tez sama nie wiem jak postepowac. Z jednej strony chce juz zyc normalnie, ale z drugiej troszke sie boje tak calkiem wyluzowac...
      Do niedzwiedzi, jak do wszystkiego, mozna sie przyzwyczaic. Na szczescie, mimo ze dostajemy sygnaly, ze sa i laza, az tak czesto ich nie widac, szczegolnie w bialy dzien. ;)

      Usuń
  3. Jak mnie u Ciebie dawno nie było!
    No, ale po prawdzie to dawno mnie nie było u wszystkich, bo jakoś tak z czasem albo z lenistwem... jak zwał tak zwał :D
    Wiesz, ja już tak długo pracuję w domu, i chyba faktycznie tak mam, że człowiekowi gęba się śmieje jak się ładnie ubierze albo chociaż obsmaruje gębę kremem BB. Owszem, czasem mi się tego nie chce robić, na pewno bym też po domu w szpilkach nie biegała (zawsze mnie śmieszą seriale, w których pani domu pomyka w domu w szpilkach) ale ten makijaż lubię :) Chyba przez to, że od czasu do czasu wrzucam na Insta zdjęcie na gorąco jak piszę i potem tak patrzę na siebie, jak wyglądam jak czarownica i robi mi się zimno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie, moja Droga, po prostu nie ma ostatnio na blogowisku! ;)
      Heh, troche to rozumiem. Teraz, bedac w domu, praktycznie przestalam robic makijaz. A mojego meza, czasem na spacerze, nachodzi ochota zeby strzelic fote. A na zdjeciu, pies piekny, dzieci, wiadomo, sliczne, a ja jak jakas uboga krewna. ;) Ale i tak malowac mi sie nie chce. :D

      Usuń
  4. Jaka wzruszająca ta laurka od Bi! Kasa mnie rozbawiła :D
    Niedźwiedź- niebezpieczna sprawa! Do nas od strony lasu podchodzą tylko sarenki i całe szczęście. Ogród mamy ogrodzony, ale jakbym zobaczyła niedżwiedzia, to też bym się nieźle wystraszyła! Swoją drogą, też mi się marzy huśtawka ogrodowa...
    Warzywnik super, mam nadzieję, że któregoś sezonu będę mogła pochwalić się własnym ;) Póki co sadzimy ozdobne tujki i borówki, Michalinka chętnie uczestniczy we wszelkich pracach ;)
    Trzymam kciuki, żeby praca zdalna potrwała jak najdłużej, zawsze to jedno zmartwienie mniej, co zrobić z dziećmi... Pozdrawiam słonecznie! U nas to serio już prawie lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponad miesiac zajelo mi, zeby odpowiedziec na komentarze, wiec w miedzyczasie u nas tez przyszlo lato. Bardzo gorace i bardzo wilgotne. Dobrze, ze klima w domu... ;)

      Usuń
  5. Ja też chcę kasę na Dzień Mamy! :-)))

    Z tym wirusem to jest tak, że każdy patrzy ze swojej perspektywy, no tak to już jest i chyba zawsze było. Tym, co mają pewną pracę, pewnie się nie spieszy wcale do firm, choć mogą się do tego nie przyznawać. A ci, którzy mają niepewny byt, modlą się o utrzymanie posady. Ja byłam sceptycznie nastawiona do nauczania online, ale o dziwo idzie lepiej niż sądziłam, bo uczę dorosłych, a z nimi jest po prostu konkretnie i każdy wie, po co jest na zajęciach (godzej z jedną grupą młodocianych, ale też nie jest tragicznie). Czy bym tak chciała na dłużej? Nie sądzę. To jest wygodne, bo oszczędzam mnóstwo czasu, eliminując dojazdy, oraz nerwów (ciągły pośpiech). Ale kontakt z drugim człowiekiem jednak jest mi potrzebny...

    Trzymam kciuki za Twoją zdalną pracę, oby dla Ciebie jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, trzymaj, bo to naprawde wygoda, wiedziec, ze nie musze szukac polkoloni, tylko po prostu sama zaopiekuje sie potomstwem. ;)
      Masz racje, zawsze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia...

      Usuń
  6. Ojezusicku :D miś!!! Kurna, tez miałabym stracha. A nie da sie jakos odgrodzic zeby Toto nie lazilo do Was?
    Laurka od Bi cudowna!!! Wzruuuszz!

    A u nas też taka nijaka ta wiosna. Pozdrawiamy (jeszcze) z Gornego Slaska ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wiosna byla bardzo zimna i deszczowa, ale jak juz przyszlo lato, to niemal z miejsca zrobilo sie upalnie i wilgotno. Nie narzekam jednak. Wole tak, niz marznac. :)
      Odgrodzic by sie mozna, tylko ze naokolo nas nikt nie ma plotu i troche smiesznie by wygladalo jakbysmy sie odgrodzili. ;)

      Usuń
  7. My się szczerzymy na widok bocianów czy zajęcy za oknem, a u Was taaaka zwierzyna. Pewnie miałabym niezłego pietra. Rozumiem, że one nie tylko w nocy. Pora dnia nieważna.
    Miły gest ze strony panie dyrektor. U nas nie do pomyślenia. Jak dyrekcja pamięta imię to już dużo.
    Tata Tygrysa już wrócił do pracy. Ja zdalnie, choć podejrzewam, że to już kwestia dnia. Babacia zapowiedziała, że całego tygodnia nie da rady z Młodym, więc pewnie na zmianę będziemy brać w tygodniu dzień dwa wolnego. I taki to będzie tegoroczny urlop, ale w sumie już odpoczęliśmy wystarczająco dużo :) My na razie mamy dokąd wrócić, ale zwolnienia zapowiadane są na przyszły rok. Jest nadzieja, że oboja z jednej firmy nie zwolnią. Ale kto wie? Zwłaszcza, że od jutra mamy nowego dyretora. Świetny pomysł organu nadzorującego na zmianę szefa w takim czasie.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poki co jeszcze pracuje zdalnie i nie ukrywam, ze mam nadzieje pociagnac tak do konca wakacji. Z drugiej strony, nie wiadomo kiedy te "wakacje" sie skoncza, bo juz strasza, ze dzieciaki moga na jesien wrocic do szkol w jakiejs dziwacznej formie...
      Wiesz, pani dyrektor u dzieciakow na pewno ma liste i leci po niej. Nie sadze zeby pamietala daty urodzenia ponad 300 dzieci. ;)

      Usuń
  8. Ojacie!! Slina mi już leci widząc ta chmurke!! Co tam wygląd, ona musi byc mega pyszna - juz to sobie wyobrażam. Ale rozumiem Cię, za każdym razem obiecuje sobie, że to już moja ostatnia Pavlova, ale jej smak jest obledny i on mi taki wychodzi, więc piękę nadal ;) Masz jakiś specjalny przepis, czy mam sobie wygooglac "chmurke"?
    Do bitej śmietany dosyp fix śmietanowy, powinno pomóc.

    Laurki z życzeniami bomba - wiesz ,że Tymon też nas obdarował w tym roku swoja kasa z okazji naszych urodzin ;) i nie były to grosze.. :O
    Prezent że szkoły swietna sprawa- u nas tak przedszkole robi, zawsze jest korona i książeczka z dedykacją :)

    Niedźwiedź!!! Wow! Aż nie wiem co napisać? Widok piękny, choć wyobrażam sobie Twoje przerażenie, ale i tak zachwycilas mnie ta przygoda ;) Macie ogrodzony ogród??

    Z koronaświrusem już tak jest, każdy go wykorzystuje dla siebie, Ci co jak piszesz, mają ciepłe bezpieczne posadki i nie lubia swej pracy, to będą na potęgę nadal się go bać, Ci co widza zagrożenie swoich posad, albo mają na utrzymaniu własne firmy, wybiegaja z myśleniem w przyszłość i boją się konsekwencji przez tych którym do pracy wracac się nie chce.. W Polsce fryzjerzy zgrzytaja mocno zębami, ale jeszcze bardziej na to na jakich absurdalnych warunkach mogliby zacząć oficjalnie wracać do swej pracy i dlatego nadal pracują ale w "podziemiu" - takie mamy chore realia.. i ja się im wcale nie dziwię. Na biadolenie i udawany strach moga sobie pozwolić nieliczni, ale i tu ich krotkowzrocznosc może ich z czasem zaskoczyć. Apropos/
    Przewinął mi się ostatnio taki Mem - że jak to jest, kasjerka z biedronki nie może chodzić do fryzjera, a fryzjer do biedronki może?... No, tak to właśnie wygląda nasza "narodowa ostroznosc", haha, jedna wielka improwizacja, a i tak nadal znajdują się Ci wystraszeni wierzący w słuszność tych wszystkich śmiesznych "działań dla naszego dobra".

    Jak Ci ten bezik przekwitnie, to obetnij mu ten kwiatostan, będzie Ci w kolejnych latach kwitl obficiej :)
    A cukinię faszerowana kocham!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i z pszczółka super, tak właśnie trzeba robić :)

      Usuń
    2. Do fryzjerów to trudno dostać się - koło mnie wszystkie miejsca bez problemu otworzyły się. Zakład koło mojego biura od poniedziałku działa na full (mały, osiedlowy)- Pani nie miała żadnych kłopotów, by otworzyć zgodnie z zasadami, bardzo zadowolona, że Klienci są. Dziś z kolei byłam w swoim salonie (duży, jest też kosmetyczka, masaż) - właściwie jedyna zmiana to brak kawy, bo zapisy zawsze były. Oczywiście są maseczki i płyn do dezynfekcji. Właśnie tego typu wpisy powodują niepotrzebne zamieszanie i przekłamanie. Dorota

      Usuń
    3. Rozumiem, że najbardziej wiarygodnym źródłem są takie wpisy "że koło mnie to to i tamto..", jeśli tak, to przepraszam, za wprowadzenie zamieszania. Juz rozumiem, koło Ciebie i Twojego biura jest tak, więc pewnie wszędzie tez tak musi być.
      Ok, dziękuję za uświadomienie..

      Usuń
    4. Kurcze, przymierzam sie, zeby zadzwonic do mojej fryzjerki, ale az sie boje co tu wymyslaja. No i nie usmiecha mi sie siedziec 3 godziny w maseczce. ;)
      Nie ogrod mamy nieogrodzony. Tutaj malo kto ogradza. Chociaz facet ponizej nas wycina jedno drzewo po drugim i az korci zeby sprawdzic w miescie gdzie przebiega granica i plot postawic, zeby "niechcacy" i z naszej posesji nie poscinal. ;)
      Dobra, nastepnym razem musze sprobowac z tym smietan fix... Co do przepisu Iwonko, to kazdy przepis na "chmurke", czy to malinowa, czy truskawkowa sie nada. Moj jest jakas wersja "na skroty", bo zamiast kruchego spodu, kladzie sie herbatniki. :)

      Usuń
  9. znów zawołałam Krzyśka do laptopa - popatrz, do nas to tylko koty do ogrodu przychodzą a Agata ma niedźwiadka!
    A tak bez żartów - bardzo Ci dziękuję za Twoje posty, są autentyczne i naturalne. Każdy czytam z uwagą i na każdy wpis czekam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie Klarko. Jak pisze sie taki pamietniczek, to czasem czlowiek dziwi sie, ze ktokolwiek chce czytac takie farmazony! :D

      Usuń
  10. Jak chcesz, to albo dodaj śmietan fix do smietanki 36%, albo do takiej ubitej smietanki (mały kubeczek 150 ml) dodaj opakowanie mascarpone (250g, po łyżce na małych obrotach)

    wierz lub nie, ale czytam cie prawie od samego poczatku i uwielbiam za hamerykanskie życie od kuchni. i za to, że nie masz insta z kodami zniżkowymi na hasło 'cotobedzie' tez ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nie, nie planuje z bloga zrobic jednej wielkiej reklamy. :)
      Ja wlasnie dodaje mascarpone. Kiedys dalam zelatyne i efekt byl tak samo mizerny. Musze sprobowac z tym smietan fix, choc zaczynam podejrzewac, ze to wina tutejszej smietany... :(

      Usuń
  11. Nie do wiary, prawda? Że to już tyle minęło. To samo powtarzam. Nie wiem jakim cudem, gdzie ten czas się podział. A praca zdalna tak mnie pochłonęła, że miałam jeszcze mniej czasu dla siebie niż zazwyczaj :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na poczatku zachlysnelam sie iloscia czasu, a teraz znow umyka mi on gdzies miedzy palcami. :) Chyba to jednak prawda, ze czlowiek najlepiej sie organizuje jak ma pelny grafik. :)

      Usuń
  12. U mnie tez tygodnie leca jak szalone. Duzo zmian sie szykuje, ale nie mam o dziwo czasu siasc i napisac, bo teraz cisna testy i eseje na kursie online i probuje nadrabiac filmiki. Bi kochana z karteczka na Dzien Mamy no i super ze udalo Wam sie uratowac pszczolke. Ja ostatnio robilam sernik na zimno i standardowo carrot cake. Innych inwencji tworczych na razie nie mam. Ja zasadzilam w tym roku bez. Zobaczymy czy sie przyjmie. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zasadzilam rok temu malwy. Rosly slabo, a jeszcze M. mi je co chwila kosil. :/ W tym roku kilka wykielkowalo, jednak nawet puscila paki. I co? Pies wbiegl za pileczka i ja zlamal! O dziwo nadal nie zwiedla, ale kilka dni pozniej malzonek przejechal po niej kosierka. I po moim marzeniu o malwach. :(
      Ja kilka dni temu upieklam carrot cake po raz pierwszy w zyciu, uwierzysz? Ale wyszedl pyszny, wiec na pewno powtorze.

      Usuń
  13. Nonono, niedzwiedzia gratuluje, bo u nas drobniejsza zwierzyna jedynie grasuje. Prawde mowiac - ja umarlabym ze strachu.
    Podziwiam, ze szef nadal placi, chociaz z opoznieniem. Jego business tez ma przeciez straty, a skads przeciez te pieniadze musza sie brac. A co nakazow/zakazow nieotwierania businessow - czy to fryzjerskich czy knajpianych itp - krew sie we mnie gotuje, jaka to bezczelnosc, zeby rzad o tym decydowal! Bo rzad zawsze swoja pensje dostanie - nawet, gdyby wcale nie popracowal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szef zaczal placic, nadrobil, ale juz uprzedzil ze kasy ma do konca czerwca, a potem, jak Chiny nie zaczna regularnych przelewow, znow beda opoznienia... :(

      Usuń
  14. Też uwielbiam Potworki i wieści z USA. Czytam cię prawie od początku i czekam na każdy wpis. Pozdrawiam z Rzeszowa. E.

    OdpowiedzUsuń
  15. Laurki od dzieci urocze! Szczególnie ta z kasą:)
    Widok niedźwiedzia w ogrodzie by mnie zmroził na bank - masakra!
    Chmurkowe ciasto bym z chęcią pożarła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedzwiedz od tamtego czasu na szczescie sie nie pojawil. :)
      Ta chmurka jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Bylaby tez szybka, gdyby nie pieczenie bezy, ktora w sumie sie nie piecze, tylko "suszy"...

      Usuń
  16. Agaciu, potwierdzam zdanie poprzedniczek.
    Bardzo szanuję Twoją szczerość i autentyczność i to, że Twój blog nie jest słupem reklamowym, jak wiele innych.
    Pokazujesz prawdziwe życie rodziny w Ameryce, prawdziwy obraz małżeństwa, nie wciskasz lukrowanych, ckliwych historyjek. Za to masz ogromny szacun u mnie.
    Dlatego też tu wracam.
    Ps. Chmurka mnie zaintrygowała. Robiłam tylko pawlovę z bitą śmietaną i owocami, a ta chmurka wygląda obłędnie, idealna na spotkanie z przyjaciółmi. Muszę też zrobić. :)
    Widok niedźwiedzia w ogrodzie pewnie przyprawiłby mnie o zawał, ale wiem, że do wszystkiego można się przyzwyczaić.
    Gdy mieszkałam na obrzeżach Warszawy, odwiedzały nas dziki. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziki to plaga w moim rodzinnym Trojmiescie, szczegolnie, ze ludzie sa nienormalni i je karmia! :O
      Moj przepis na Chmurke jest uproszczony, bo na dno, zamiast kruchego placka, kladzie sie herbatniki. Dzieki temu byloby bardzo szybkie, gdyby nie pieczenie/suszenie bezy. Ale przepis jest prosciutki, wpisz w google "chmurka malinowa" albo "truskawkowa" i wyskoczy kilkanascie przepisow, choc wszystkie sa takie same w sumie. :)

      Usuń