piątek, 8 maja 2020

Areszt domowy tydzien #7 i #8 z cala seria ku*wicy w tle

Mysle, ze nie musze Wam pisac, ze jest chu*owo i tyle. :(

Moj szef zalega z jedna wyplata jeszcze z marca czy lutego (juz sie gubie pomalu), ostatniej kwietniowej tez nie dostalam i pierwsza majowa rowniez nie wplynela. Oczywiscie przy kazdej telekonferencji obiecanki cacanki i rady zeby zadzwonic do banku, bo teraz pozwalaja odsunac w czasie splaty pozyczek za dom. Pomijam milczeniem, ze zasady zaleza od poszczegolnego banku i nie kazdy sie na to zgadza, ale po prostu cos mnie trafia jak tego slucham! W doopie mam jego rady! On - moj pracodawca, zamiast przelac pensje, mowi, zeby zalatwiac z bankiem przesuniecie pozyczki! No przeciez to jakas paranoja!!! Jak, kuffa, obiecuje, to ma placic i tyle! Albo niech NIE obiecuje, tylko przeprosi i mowi jasno, na czym stoi! Po prostu brak mi slow na tego czlowieka, poza barwnymi epitetami! :/

W koncu, w zeszlym tygodniu powiedzialam sobie "basta". Tydzien zaczal sie stresujaco, bo w poniedzialek musialam pilnie skonczyc nanoszenie poprawek oraz odpowiedzi na pytania do napisanej procedury. Oczywiscie, jak na zlosc, byl to jeden z tych dni, kiedy dzieciaki przychodzily po pomoc w kazdej, malej dupereli. Nie do opisania jest jak mi cisnienie skacze, kiedy Nik wola, zeby mu pomoc, patrze na zadanie i pytam czy obejrzal filmik z instrukcja, a on odpowiada, ze nie! Po prostu mnie wtedy trafia, bo co innego przeczyac/ obejrzec i nie rozumiec do konca, a co innego olac to, bo przeciez "mama obejrzy czy przeczyta i niech ona sie glowi, co mam robic"! :/ Albo Mlodszy oznajmia z gory, ze bedzie potrzebowal mojej pomocy, wiec rozklada sie z kartkami obok, przy stole jadalnym. Ok, ale on ciagle GADA! Mamrocze sam do siebie, wierci tylkiem po krzesle, wstaje, robi runde wokol stolu, itd. Ja probuje sie skupic, a ten mi ciagle lazi i "brzeczy" przy uchu!
W rezultacie wydarlam sie na Potwory kilka razy i to tak, ze az mnie gardlo drapalo. A kolejnego dnia, kiedy emocje opadly, Nik od niechcenia zagadnal, ze musi cos skonczyc z poprzedniego dnia, bo nie wiedzial jak, a nie chcial mnie prosic, bo bylam w zlym humorze i bal sie, ze znow na niego nakrzycze... Nie macie pojecia jak mi sie glupio i przykro zrobilo. Biedne dziecko i wyrodna matka!
Zas kolejnego dnia mielismy telekonferencje i szef oznajmil beztrosko, ze mimo, iz jakas tam pomoc finansowa ma potwierdzona, to kolejna wyplata w poniedzialek i tak nie wplynie "bo costam" (nie jestem w stanie przez telefon zrozumiec, o czym on mowi). Ani przepraszam, ani pocaluj mnie w dupe!
I po tym wlasnie stwierdzilam, ze pierdziele. Ja tu stresuje siebie i doprowadzam dzieci do nerwicy, a i tak nic z tego nie mam. W takim razie: "jaka placa, taka praca". Nie placa, ja nic nie robie. Od zeszlej srody mam tylko wlaczonego Outlook'a, w razie gdyby ktos cos ode mnie potrzebowal, ale nie pracuje. Jesli pensja wplynie, zaczne pisac kolejna procedure. Jesli nie wplynie, zaczne moze w poniedzialek, zeby moc z czystym sumieniem powiedziec podczas telekonferencji, ze taaak, zaczelam pisac kolejna. ;)
Od zeszlej srody zajmuje sie wylacznie domem i Potworkami i powiem Wam, ze od razu poziom stresu i zmeczenia poszybowal w dol. Oczywiscie do zera nie dojdzie, bo po pierwsze, idzie okres, a po drugie, u M. obcieli godziny po raz kolejny i musielismy zaczac dokladac do rachunkow z oszczednosci. Dobrze wiec nie jest, za to istnieje realne zmartwienie o przyszlosc... Ale przynajmniej odpadla mi ku*wica kilkanascie razy dziennie, ze ja staram sie cos pisac do pracy, a Potworki co chwila przerywaja...

Kolejna przykra wiadomoscia jest nasza majowka. Tutaj jest ona z okazji Memorial Day, ale ze jest to swieto ruchome (zawsze jednak ustawiane na poniedzialek pod koniec maja), wiec co roku wypada w nieco innym terminie. Tym razem wolnym dniem bedzie 25 maja i mielismy juz zarezerwowany kemping od 22 do 25-ego. Niestety, w piatek dostalam maila oraz telefoniczna wiadomosc, ze zamkniecie pol kempingowych w tamtym Stanie przedluzono (poki co) do 1 czerwca, wiec nasza rezerwacje anulowali... :(
Nie dosc, ze juz sam fakt popsutych planow jest przykry, to jeszcze wkurza mnie, ze to do cholery kemping! Nie hotel ani pensjonat, gdzie mieszka wiele osob pod jednym dachem, tylko srodek lasu! W dodatku na tym polu bylismy juz wielokrotnie, wiec wiemy, ze odleglosci pomiedzy miejscowkami sa spore. Jest dosc miejsca, zeby innych ludzi obserwowac z daleka, zza krzakow. Przeciez mogli po prostu wprowadzic pewne obstrzezenia, jak zakazac odwiedzajacych (na kempingach dozwoleni sa goscie przyjedzajacy do biwakowiczow, pod warunkiem, ze wyjezdzaja przed zmrokiem) albo zamknac place zabaw oraz publiczne lazienki. Wtedy oczywiscie nie przyjechalby nikt z namiotami, ale ludzie z przyczepkami lub RV mogliby nadal spokojnie biwakowac i nacieszyc sie swiezym powietrzem. Ale nieee... lepiej wszystko zamknac na glucho. :/ A mi teraz tak bardzo potrzeba takiej odskoczni...

A, no i 1 maja wracalibysmy z Polski. Teraz nie wiadomo nawet czy nasza sierpniowa podroz dojdzie do skutku...

Poza sprawami szkolno - pracowymi, staramy sie jak najpozyteczniej wykorzystac czas aresztu domowego. W praktyce wyglada to tak, ze ja usmiecham sie przymilnie do meza, a on z mniejszym lub wiekszym entuzjazmem, zabiera sie za kolejny "projekt". :D Niektore zreszta doklada sobie sam, np. remont schodow, ktorego zadne z nas nie mialo w planach na najblizsza przyszlosc. ;) Schody nie wygladaly tak zle, chociaz poprzedni wlasciciele pomalowali pozolkle balustrady pokryte jakas sliska farba, bez uprzedniego "zmatowienia". W rezultacie niemal natychmiast zaczela z nich oblazic nowa farba. No i dywanik na nich polozony, juz kiedy sie wprowadzalismy, byl gdzieniegdzie obluzowany. Teraz, po dwoch latach Potworkowego zjezdzania po nim na dupskach, lub czolganiu sie na gore na brzuchach, na kilku schodkach oderwal sie zupelnie i latal luzem, grozac wypadkiem. Ze swojej strony, nienawidzilam tego dywanika od przeprowadzki, bo strasznie ciezko sie go odkurzalo. Nie dosc, ze trzeba bylo z odkurzaczem "tanczyc" na schodach, to jeszcze czlowiek odkurzal w jedna strone, druga, w poprzek, sama rura, a wszelkie paprochy oraz wlosy dalej sie w najlepsze trzymaly. Porazka! Juz kilka razy wspominalam M., ze najlepiej to g*wno zerwac i zostawic deski i juz. Okazalo sie jednak, ze pod spodem schody sa pomalowane tylko nieco poza linie dywanika, byly pilniejsze rzeczy i jakos ten projekt zostal odsuniety w czasie.

Tak wygladaly schody. Tu akurat ich gorna polowa, bo dolnej nie zdazylam pstryknac zanim M. zerwal dywan ;)

Az do dwoch tygodni temu, kiedy M. potknal sie o poluzowany chodnik i malo nie zlecial z kilku ostatnich stopni. Oczywiscie wsciekl sie, ze "w koncu cos trzeba z tymi schodami zrobic!". No to mowie, ze przeciez gadam od dwoch lat, ze nienawidze tego dywanika i ze chce go zerwac. W domysle, ze nastepnego dnia, czy kiedys tam. Ale nie, moj malzonek, poprzez doplyw adrenaliny, rzucil sie na nieszczesny chodnik i zaczyna rwac! :O Jest 21 godzina, wlasnie polozylismy Potworki do lozek i zaczynam im czytac, ale dla M., jak cos go najdzie, nie ma ze spokojnie, poczekamy, kolejnego dnia bedzie na to czas... Moze to zreszta dobrze, bo najczesciej jak odklada cos "na pozniej", to wraca do tego po kilku... latach. :D

Tu juz poprawna polowa. Tak wygladaly schody po zerwaniu dywanu. A moglo byc tak prosto... :D

W kazdym razie kolejnego dnia zabral sie za szlifowanie schodow ze starej farby. Niestety, odkrylismy kolejna, niezbyt mila niespodzianke... Ten dom ma ich kilka, np. drzwi do pokoju Bi pozbawione sa zamka. To znaczy jest klamka, jest "jezyczek", ale we framudze brakuje tej metalowej wkladki, ktora go trzyma. Jest gladkie drewno. :O Czyli drzwi w tym pokoju nawet sie tak naprawde nie zamykaja, bo nic ich nie trzyma. Jesli wietrze sypialnie, otwieraja sie i zamykaja swobodnie pod wplywem ruchu powietrza. :D Za to drzwi do szafy w holu, maja... zamek! Normalnie z jednej strony taki dzyndzel do przekrecenia, a z drugiej dziurke od klucza. W szafie! :O Rzecz jasna klucza nie mamy, bo skad. Jak kiedys Nik przekreci zamek od wewnatrz (a on lubi tak sobie bezmyslnie pomacac, przekrecic; juz raz musielismy sie wlamywac do lazienki bo przekrecil zamek, wyszedl i zamknal drzwi) i zamknie szafe, to nie dostane sie do poscieli ani recznikow. ;)
Wracajac jednak do schodow. Serio, nie wiem jak ten dom budowano... Zwykle tyl nad stopniem, wchodzi w rowek w desce przytrzymujacej ow stopien. Do tej deski przyczepia sie deske bedaca stopniem, dochodzaca do tylnej dykty i tworzy to jedna, schludna i solidna calosc. Mam nadzieje, ze wiecie mniej wiecej o co mi chodzi? A u nas?! U nas zarowno tyl, jak i stopien sa przyczepione do balustrady oraz sciany i zczepione razem metalowymi "klamrami" widocznymi na zdjeciu, a ktore wczesniej ukrywal dywanik! M. probowal owe klamry odkrecic, ale okazywalo sie, ze wtedy, pod ciezarem krokow, caly schodek oraz tylna dykta zaczyna latac luzem! :O No i co teraz?! Kupic nowy chodnik i przybic go z powrotem? Kazdy po jakims czasie sie poluzuje. Ja marzylam, o normalnych, drewnianych schodach. W koncu zdecydowalismy sie doczepic listewki i pod nimi ukryc klamry... A podczas przycinania listewek okazalo sie, ze gorna polowa schodow jest... o 4 cm szersza! :D
Jak na taka niewielka powierzchnie, troche sie M. narobil. Schody trzeba bylo oszlifowac ze starej farby, wygladzic, oczyscic, pokryc bejca do drewna, a potem dwiema warstwami lakieru.

Tu juz oszlifowane i oczyszczone ze starych powlok

Oczywiscie po kazdym takim zabiegu, deski musialy dobrze wyschnac. Boszzz, jak to wszystko smierdzialo... Jak na zlosc, wiosna jest nadal zimna i nie moglam nawet pootwierac za bardzo okien, zeby porzadnie przewietrzyc... A pyl po szlifowaniu scieralam doslownie ze wszystkiego i w kazdym pomieszczeniu na dole! W jadalni w bezposrednim sasiedztwie schodow, w salonie, a nawet z blatow kuchennych, ktore sa na koncu korytarzyka i spodziewalam sie, ze pylu na nich nie bedzie, a juz na pewno nie w takiej ilosci... Zeby mozna bylo wchodzic na gore, M. robil co drugi schodek. Pare razy malo sie nie zabilam, schodzac co drugi stopien na dol... No i najgorsze - zrobiona narazie jest tylko dolna polowa schodow, wiec czeka nas powtorka z rozrywki! :D
Ale efekt koncowy uwielbiam! Mimo, ze oszlifowane oraz oczyszczone, to nie sa nowiutkie deski prosto od stolarza. Bejca wydobyla z nich lekkie nierownosci oraz odbarwienia i wygladaja (jak dla mnie) przepieknie - stare schody nadgryzione zebem czasu! :) Strasznie lubie takie drewno z historia!

A oto i zakonczony projekt, no polowa! :)

Kolejnym zakonczonym (prawie) projektem jest salon. W koncu moj malzonek znalazl w sobie mobilizacje zeby pomalowac go druga warstwa farby. To oznaczalo zas, ze w koncu, po dwoch latach od przeprowadzki, moglam powiesic zaslony! :D

Rzecz jasna zdjecia kompletnie nie oddaja koloru... No coz... :/

Co za radosc!!! Nie do konca zadowala mnie to duze okno i zastanawiam sie nad nieco innym upieciem na nim zaslon, ale poki co, niech bedzie, bo nie mam pomyslu.

Salon mamy niestety ciemnawy, w koncu dobrze to widac na zdjeciach bez zapalonych swiatel.

Teraz chcialabym tylko powiesic jakies obrazy, juz nawet kilka mam upatrzonych, ale zanim cokolwiek zamowie, chce poczekac na wyplate, a ze ta niewiadomo kiedy wplynie, to poki co sciany sa puste... :/

Zeby nie bylo, ze spedzamy czas wylacznie na remontach, nadal codziennie udajemy sie na spacer po osiedlu i spedzamy przynajmniej godzine na dworze. Jesli jest cieplej, zostajemy na powietrzu wiekszosc popoludnia, ale niestety, pogoda slabo tej wiosny wspolpracuje... Jest chlodno i czesciej deszczowo niz slonecznie. I bardzo, ale to bardzo wietrznie. Co drugi dzien wichury urywaja glowy. Czasem jednak trafi sie ladniejszy dzien i na szczecie dosc czesto jest to weekend. I tak, ostatnia sobota kwietnia byla bardzo przyjemna. Nie goraca, ale sloneczna, przy temperaturze okolo 20 stopni. Idealnie na przejazdzke rowerowa, z czego skwapliwie skorzystalismy. ;)

Nik nadal na swoim ukochanym BMXie. Przy kazdej gorce ryczy, ze nie ma przerzutek, ale kiedy M. proponuje mu, ze kupimy nowy rower, a ten sprzedamy, Mlodszy ostro protestuje. Bo on by chcial miec dwa :O

Niestety, w tym roku, podczas tych przejazdzek, najslabszym ogniwem... jestem ja. No formy nie mam kompletnie i przy najmniejszym wzniesieniu ledwie zipie! :D Dlatego tez te nasze przejazdzki sa poki co dosc krotkie. Co prawda zachecam rodzine, zeby oni sobie jechali dalej, a ja spokojnie wroce do domu, ale solidarnie wracaja ze mna. ;)

Tymczasem, mimo ze w zasadzie nie rozmawiamy z dziecmi na temat obecnej sytuacji, cos tam jednak gumowe ucha podsluchuja z naszych rozmow, cos moze mowia nauczyciele podczas prezentacji i Bi podchwytuje haselka. Ostatnio, podczas malowania kreda na podjezdzie, bez zadnej podpowiedzi z naszej strony, Bi wysmarowala takie cos:

Kilku sasiadow z entuzjazmem wykrzykiwalo haslo :D

Sasiedzi byli zachwyceni. :D A Nik, znacznie mniej chetny do prac plastycznych, narysowal dla mamusi narcyzy. ;)

Zonkile dla mamusi :*

Za to rozbraja mnie szczerosc Bi w stosunku do zadan szkolnych. Pod koniec kazdego zadania dzieci maja miejsce na zaznaczenie co poszlo dobrze, a co zle, a na koniec dnia moga napisac jak ogolnie minal im dzien i dlaczego. I czasami Bi wypisuje niezle kwiatki. :D

Nie wiem, czy bedzie dobrze widac, ale Bi napisala, ze jest dumna z tego, ile napisala na kazdym slajdzie, po czym skomentowala sama siebie, ze "jest dumna, bo w szkole nigdy tyle nie pisze". Szczerosc, nie radosc! :D

Tu z kolei dzieciaki na koniec dnia maja wybrac emotikonke okreslajaca ich nastroj i opisac dlaczego wybraly akurat ta. Jak widac "buzka" Bi jest taka nijaka i w komentarzu napisala, ze "LEXIA byla wkurzajaca". LEXIA jest programem edukacyjnym, w ktorym dzieci cwicza pisanie. Starsza niestety orlem "spelowania" nie jest, a ze nie znosi byc poprawiana, to sie z programem niezbyt "dogaduja" :D

Potworkowa mamuska zas, wspiela sie na inne wyzyny "plastyczne" i postanowila zrobic sobie pasemka, o! Ostatnio robilysmy je sobie z matka kiedy bylam na studiach, ale stwierdzilam, ze co to dla mnie. ;)

"I'm sexy and I know it..."

Blad! Dopoki nie zaczelam, zupelnie nie przelecialo mi przez mysl, ze wtedy bylysmy we dwie, natomiast bedzie bardzo trudno w pojedynke powyciagac sobie wlosy z tylu glowy... Nagimnastykowalam sie z lusterkiem, nameczylam, w ktoryms momencie mialam juz lzy frustracji w oczach, ale jakos dalam rade. I potem ku*wica mnie wziela, bo choc trzymalam farbe na wlosach pol godziny, rozjaznily sie tylko pasma wlosow przy samej twarzy!
Przed



Po - widac przy twarzy jasniejsze pasemko



Z boku oraz tylu nie chwycilo NIC!

 Przed


Po - znowu, jasniejsze pasmo przy twarzy, poza tym gdzieniegdzie jakies jasniejsze refleksy i to by bylo na tyle :/


No by Was cos nie trafilo?! :D Czeka mnie podejscie nr. 2, z inna farba.


Zadziwiajaco, wszystko to zdarzylo sie w ciagu tygodnia #7. Ciekawe, ze kiedy mijal wcale nie wydawal sie az tak wariacki. ;)

A potem nadszedl urodzinowy weekend. :)
Dla Bi obchody zaczely sie juz w piatek, bowiem dzieciaki z jej klasy przygotowaly dla niej prezentacje z zyczeniami.


A nie pisalam, ze ulubionym zwerzeciem Bi jest teraz tygrys? Najwyrazniej Starsza podkreslala to w szkole rownie stanowczo, co w domu i w efekcie prawie kazdy slajd z zyczeniami mial w tle tygrysa. :)
Dodatkowo, podczas klasowego wirtualnego spotkania, dzieciaki (oraz niektorzy nauczyciele) mieli skladac Bi zyczenia i spiewac Happy Birthday. Jak to bywa z tymi spotkaniami, zyczenia nauczycieli cos przerywaly, wiekszosc dzieciakow patrzyla zdziwiona w ekran i tylko jedna dziewczynka w tle spiewala. :D
Bi byla tez niesamowicie zadowolona, bo okazuje sie, ze w ich szkole, kazdy dzien zaczynal sie od przemowienia z glosnikow, podczas ktorego oglaszano jaki jest dzien, czy jest to jakies specjalne swieto, oraz wymieniano te dzieci ze szkoly, ktore mialy tego dnia urodziny. Teraz te ogloszenia sa puszczane jako filmik i w piatek wymieniono Bi jako jedna z urodzinowych dzieci, z czego byla oczywiscie niesamowicie dumna. To dziecko uwielbia byc w centrum uwagi. Dla porownania, Nik w takich sytuacjach najchetniej schowalby sie pod lawke. ;)

Ja spedzilam polowe piatku, szykujac tort. Nie chwalac sie, w pieczeniu biszkoptow staje sie pomalu "miszczem". ;) Wyrosl naprawde pieknie, a co lepsze, po wystygnieciu gora opadla mu idealnie plasko, ale to juz oczywiscie przypadek. W kazdym razie choc raz nie trzeba bylo nic docinac. :D

Biszkopcik idealny :)

No dobra. Biszkopty wychodza mi po "miszczosku", ale robic kremy to ja sie dopiero ucze. Coz, skoro moja babcia zmarla zanim zainteresowalam sie kuchnia i pieczeniem (a torty robila niesamowite!), a moja matka w zyciu torta nie upiekla, to czego sie mozna spodziewac... Postawilam wiec znowu na moj sprawdzony krem sernikowy - jeden "czysty", drugi z dodatkiem kakao. Oba wychodza pyszne. :) Polewa jak zwykle na bazie bitej smietany, z dodatkiem mascarpone. Dekorowalam to cholerstwo prawie do polnocy, bo bita smietana szybko sie "ciapala", wiec musialam co chwila wszystko chlodzic. No i kolor zolty mial byc planowo pomaranczowy, ale barwniki kiepsko sie mieszaly i wychodzil albo zolty albo czerwony. W koncu skapitulowalam, ale na szczescie ta zolc nawet tu pasuje. Obrazek kupilam oczywiscie gotowy i zgodny z aktualna miloscia mojej Starszej. ;)

Obrazek w ogole wyszukalam przesliczny

Ogolnie uwazam, ze wyszedl niczego sobie. :D

Przed pojsciem spac ulozylam stosik prezentow na krzesle przy lozku solenizantki i juz od wczesnych godzin porannych w sobote, slyszalam jak Potwory buszowaly, wszystko rozpakowujac.

Prezenty, ach prezenty...

Kazda rzecz byla trafiona, bo kazda z "listy marzen". W wielkim jaju maskotka, glutki oraz jakies naklejki, figurki i takie tam... Mini Hatchimals'ami podzielila sie nawet z Kokusiem; normalnie dzien dobroci dla zwierzat. :D Lalka otrzymala zestaw ubranek, w tym koszulke nocna pasujaca do koszulki Bi. ;)

To juz drugi zestaw pizamek pasujacych do siebie :)

Furore zrobil jednak zestaw do paznokci. Starsza nie tylko udekorowala swoje lapki, ale zrobila po jednym paznokciu mamie, bratu, a nawet dziadkowi, ktory, ignorujac kwarantanne, odwiedzil nas w koncu w niedziele. ;) Tylko tata sie wylamal. Kolejna wielka radoscia byly odwiedziny z samego rana przyjaciolki - sasiadki. Dziewczyny podeszly tylko na chwile zeby wreczyc prezent, ale dzieciaki tak sie ucieszyly na swoj widok, ze zostaly prawie godzine ganiajac po ogrodzie. A ja sobie pogadalam w koncu z sasiadka, ktora szczerze lubie. :)
Urodziny miala wiec Bi bardzo udane. Nowe zabawki, piekna pogoda, wiec spedzilismy na dworze prawie caly dzien. Po obiedzie zapalilismy swieczke i zaspiewalismy Sto Lat, choc tylko w gronie naszej czworki.

I juz... Moja dziewczynka oficjalnie 9-latka...

Niedziela zaczela sie od wizyty dawno niewidzianego dziadka, ktory przyjechal zeby dostarczyc prezent i pomoc nam uporac sie z tortem. ;) Poczatkowo moj tata nawet nie planowal do nas wpadac, urodziny nie urodziny, ale akurat mielismy weekend z niemal letnia pogoda i kiedy powiedzialam mu, ze przeciez mozemy siedziec na tarasie, w koncu skapitulowal. A potem i tak weszlismy do domu, bo o tej porze na zewnatrz nie mamy ani kapki cienia w miejscach, gdzie mozna wygodnie usiasc, a slonce prazylo az milo. :D
Po wyjezdzie dziadka, korzystajac z pierwszego tak pieknego dnia w tym roku (po poludniu temperatura doszla do 27 stopni!), zabralam sie za ogrod. Przepielilam jedna z rabatek, po czym posadzilam 20 bulw mieczykow, 12 krokosmii (te bulwy wygladaly niezbyt "zywo" i nie wiem, czy cos z nich wyrosnie), a takze chyba z 2000 nasion kosmosow i 1000 cynii. Urobilam sie jak dziki osiol i mam tylko nadzieje, ze cos z tego wyrosnie. ;) Najwieksze nadzieje pokladam w mieczykach, bo po pierwsze, uwielbiam je, a po drugie niektore bulwy juz zaczynaly kielkowac, wiec wiem, ze sa zywe. ;)

Tak oto skonczyl sie tydzien 7 aresztu domowego, a potem zaczal tydzien 8, ktory im dalej, tym jest gorszy. Juz napisalam wyzej, ze moja pierwsza majowa wyplata nie wplynela... W zeszlym tygodniu gubernator Stanu oglosil, ze jesli liczba hospitalizacji z powodu covid-19 bedzie spadac przez 14 dni z rzedu, od 20 maja zacznie stopniowo "otwierac" Stan. W poniedzialek hospitalizacje spadly po raz 12-ty, ale juz we wtorek podskoczyly. Nieznacznie, ale jednak. W srode znow spadly. Pytanie jak to wplynie na decyzje gubernatora, bo ludzie maja pomalu dosc i wiekszosc zaczyna otwarcie ignorowac zalecenia dystansu spolecznego. Ile w koncu mozemy zyc jak pustelnicy, nie widywac sie z rodzina, a z sasiadami krzyczec do siebie z dwoch stron ulicy? :/

Jednak, jesli od 20-ego faktycznie niektore firmy zaczna sie otwierac, jedna z branzy sa laboratoria naukowe, do ktorych zalicza sie moja firma. Mozliwe wiec, ze bede musiala wrocic do pracy. I tu doszedl kolejny problem, bo gubernator beztrosko oglasza "odmrazanie" gospodarki, ale jednoczesnie we wtorek oglosil zamkniecie szkol do jesieni! :/ Powiedzcie, czy to nie jest chore?! To co maja z dziecmi zrobic rodzice, ktorzy beda musieli wrocic do pracy?! A wiekszosc musi wrocic, bo z czegos rachunki przeciez trzeba placic, prawda? :/ Osobiscie staram sie o tym nie myslec (i tak dosc mam zmartwien) i mam nadzieje, ze w razie czego bede mogla popracowac z domu chociaz do konca miesiaca. O to co dalej, bedziemy sie martwic pozniej. Dopiero za tydzien maja oglosic czy otwarte beda polkolonie i na jakich zasadach, ale gdzies obilo mi sie o uszy, ze beda one dzialaly dopiero od 29 czerwca, czyli i tak praktycznie caly czerwiec jest pod znakiem zapytania... Typowe. Wszystko bez ladu, skladu i logiki. :/

Martusia napisala ostatnio, ze "wiem, ze nic nie wiem, czyli witamy w Polsce". Jak widac to nie tylko w Kraju same niewiadome. Hameryka nie zostaje daleko w tyle pod tym wzgledem...

Dopisek:

Pozalilam sie na blogu, a tymczasem wczoraj dostalam w koncu maila, ze otrzymam wyplate. Ciekawe kiedy wplynie, a co wazniejsze, w jakiej sumie. Bo jesli moj szef mysli, ze rzuci nam na odczepnego jedna wyplate, kiedy zalega trzy i wszystko bedzie gucio, a my potulnie jak baranki wrocimy do normalnej pracy w biurze i laboratorium, to sie grubo myli... :/

22 komentarze:

  1. Raz jeszcze sto lat dla Twojej ślicznej dziewieciolatki!! :)
    Tort wyszedł super!
    Fajnie, że udało się tak fajnie w trudach sytuacji zorganizować urodziny :)
    Twoja Bi to zodiakalny byk?

    Schody rewelacja!! My tak robiliśmy podłogę w salonie, sloje i różne zabarwienia bejcy na nich zrobiły mega efekt tak samo :)
    Te dywaniki na schodach u amerykanów zawsze mnie rozwalaly, ale takiej niespodzianki pod nimi w życiu bym nie przewidziała:D ale ktoś miał pomysł z tym pomalowaniem!! "Grunt to frunt" ;)

    Zaslonki na dużym oknie powies nad wneka okienna, tak jak na małym oknie i będzie Ci się podobać:)

    Szef Twój faktycznie leci nieźle w kulki.. przesrane :/ Gubernator też widzę przemyślał sprawę, ech. Taka sama improwizacja jak w Polsce.

    Choć ocenzurowanych tyle Twoich zdjęć tym razem, to widzę ogromne podobienstwo dzieciaków do Ciebie :) A z farbowaniem, spróbuj jakimś rozjasniaczem czy coś takiego, może za ciemne włosy dla farby. Pamiętam jak woda utleniona kiedyś robiliśmy sobie takie pasemka, rzecz jasna moich ciemnych nawet taka woda nie chwycila ;) ale wszystkie blond koleżanki bardzo sobie ją chwalily. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ale ja kurde jestem blondynka! Popielata, ale jednak. Zdjeci kompletnie nie oddaja mojego koloru wlosow. Powinna kazda farba chwycic bez laski. ;)
      Zaslonek nie za bardzo moge powiesic nad wneka, bo ona jest gleboka - polmetrowa. Nie za dobrze by to wygladalo.
      Ze schodami to ktos mial naprawde ulanska fantazje... Jak u mojego taty zrywalismy dywany polozone w kazdym pomieszczeniu (poza kuchnia i lazienka) od sciany do sciany, to przynajmniej na schodach, pod spodem byly piekne, rowno pomalowane deski. Ale nie u nas...
      Tak, Bi to byczek. Nic dziwnego, ze probuje rzadzic. ;)

      Usuń
  2. Odraczanie rat kredytu, to akurat ostatnia rzecz, ktra powinna szefa interesować... To Twoja sprawa czy chcesz się o to starać, a jego obowiązkiem jest zapłata za Twoją pracę, a nie udzielanie 'dobrych rad'. W Belgii też odraczają spłaty pożyczek, ale z tego co słyszę, to trzeba mieć oczywiście baaaardzo niskie dochody i jak masz jakieś oszczędności na koncie to też raczej tak chętnie nie odroczą. Więc to już jest ostateczność, jak się przymiera głodem :/
    Co do wyjazdów, to niestety wielka niewiadoma... Szczerze, to ja nie wiem czy autem uda nam się pojechać do Polski w sierpniu/we wrześniu, a co tu mówić o samolotach :/ Które trzeba zaklepać wcześniej. Jechać niby możemy, bo wpuścić nas muszą, ale jak mam po przyjeździe siedzieć w domu na 14-dniowej kwarantannie i uziemić też rodzinę, to przecież nie będziemy się pchać :(
    A co do kempingu, to oczywiście też uważam, że to bez sensu, że jest taki zakaz. Przecież spędzalibyście ten czas we czwórkę, z dala od innych, w czym problem? :/
    Haha no ładnie, u nas tak naokoło było pomalowane wokół kaloryferów, po ich zdjęciu też tragedia. Ale na schodach bym się tego nie spodziewała :D A M. temperamentny! Ale to dobrze, przynajmniej się zabrał do roboty ;) I efekt końcowy prześliczny!
    Bi miała super urodziny! Najważniejsze, że zadowolona z prezentów, a i torcik na pewno przepyszny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. niestety jest strasznym nerwusem. Najgorzej, ze czesto sam sobie wymysla takie "projekty", a potem klnie na czym swiat stoi, czasem czyms rzuci... Bez kija ani podchodz. ;)
      Powiem Ci, ze im blizej sierpnia, tym wieksze tez mam watpliwosci, czy my do tej Polski polecimy. Narazie loty z Ameryki sa ciagle odwolane, ale nawet jak na nie zezwola, to jesli mialabym spedzic 14 dni na kwarantannie, to raczej tez sobie odpuszcze...

      Usuń
  3. Rzeczywiscie, co do tortow, zrobilas sie prawdziwa "miszczynia". Moze wiec jeszcze zmienisz sciezke kariery, szczegolnie, ze zarobek w obecnej pracy jest taki niepewny? (Wybacz glupi dowcip, staram sie Cie rozweselic.) U nas tez cienko z ekonomia, az nie mozna sie polapac o co z ta PLANdemia chodzi. Chyba glownie jednak chodzi o reset gospodarczy i pelne zniewolenie spoleczenstw, zebysmy zyli za miske ryzu, jak w Korei Pln.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie napisane - też jestem zdania, że jest drugie dno tego wszystkiego i właśnie glownie chodzi o ten reset gospodarczy i podporzadkowanie sobie nas. Dobrze im idzie :/

      Usuń
    2. Niestety tak, bo cywilizowane spoleczenstwa poddaja sie nakazom-zakazom bez szemrania. Jak na razie.

      Usuń
    3. Ja sie zaczynam powaznie obawiac, czy ta "pandemia" nie miala na celu zlikwidowanie szkol i wyslanie dzieci na stale na nauczanie domowe. Przez to, oczywiscie jedno z rodzicow (zazwyczaj matka) musialoby zrezygnowac z pracy i rodzina powrocic do modelu kiedy kobieta siedzi w domu, a facet zarabia... Wszystkie sektory gospodarki bowiem pomalu otwieraja, a ze szkolami strasza jakimis durnotami...

      Usuń
  4. Jeszcze raz wszystkiego dla najlepszego dla Bi!!! Tort piękny. Te opłatki są świetne i tutaj naprawdę wybrałaś niesamowity, a jeszcze pozostała dekoracja :) Ja piec mogę, ale właśnie z dekoracją u mnie dość kiepsko...

    Szef leci sobie w kulki i naprawdę zachowuje się niepoważnie. Albo niech przelewa wszystko co zaległe, albo niech otwarcie powie na czym stoicie. Jak ja nie znoszę takiego krętactwa...

    A i bym zapomniała, te życzenia dla Bi i ogłoszenia na każdy dzień - świetny pomysł. Szkoda, że u nas w szkołach nie ma czegoś takiego. Z pewnością sprzyja to większej zażyłości wśród uczniów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, ze dzieciaki tylko czekaja na to, zeby ktos mial urodziny. Tylko chyba nie chodzi nawet o obdarowanie solenizanta, jak o to, ze dzieje sie cos nowego, innego niz na codzien. :D
      Mam tak samo. Upieke biszkopt, zrobie krem od biedy, ale dekoracje leza i kwicza. Te oplatki to naprawde rewelacja.

      Usuń
  5. Wow schody niezla różnica! My też żyjemy teraz remontem ;)

    Tort wyszedł Ci piękny! Podziwiam, bo ja bym w życiu takiego nie zrobiła!

    To trzymam kciuki za wypłatę i za powrót do normalności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tez remonty trwaja w najlepsze. ;)
      Dzieki! Z tego torta bylam naprawde bardzo dumna. :)
      Och Kochana, do tej normalnosci to nie wiem kiedy w pelni wrocimy...

      Usuń
  6. Często narzekam na moją pracę, ale ma ona zdecydowanie jeden wielki plus- wypłata, o którą nie muszę się martwić. Nawet w obecnej sytuacji praca państwowa daje mi poczucie bezpieczeństwa finansowego. Trzymam kciuki, żeby u Ciebie się wszystko ułożyło po Twojej myśli :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, ze czasem oplaca sie byc w budzetowce. ;)

      Usuń
  7. Agatko, po pierwsze. Sto lat dla pieknej, zlotowlosej ksiezniczki. Cud laleczka z zadziornym charakterkiem - idealna Synowa :-) jesli chodzi o wyplate to jest jakis zart.. Bardzo sobrze, ze nic nie robisz. Tez bylam tak postapila. Ze szkola u nas tez zamknieta do jesieni i tez Irlandia baaaardo opieszale poluznia nam zycie. Dla mnie po raz kolejny to jakis zart z tym wirusem i jestem w tej grupie 'Konspiratorow'. Jesli mam wyjsc na ulice - bede ta pierwsza w rzedzie. Torcik wyszedl Tobie piekny Zdolniacho no i duze brawa dla M. Schody sa zrobione naprawde solidnie.
    Przykro mi z powodu kampingu. Ja juz gubie nadzieje na Kanary na koniec czerwca no chyba, ze Trump udowodni, ze wirus to sciema. Wtedy wszystko wroci do normalnosci. Come on Mr President!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz kurcze zaczynam coraz bardziej watpic, ze polecimy w sierpniu do Polski! :/
      U nas pomalu wszystko otwieraja, ale co do szkol to ciagle glosza jakies teorie wyssane z palca. Rozmawiam z rodzicami, nauczycielami. Wszyscy zgodnie twierdza, ze maja nadzieje, ze we wrzesniu szkoly otworza normalnie. A po internecie w pizdu artykulow, ze nauczyciele boja sie wrocic do pracy, ze jedna matka z druga nie zamierza posylac dzieci z powrotem, ze ne da sie otworzyc szkol "bezpiecznie"... No przeciez to jakas paranoja! :O
      Moja Droga, jako przyszlej tesciowej, napisze Ci, ze takiej synowej jak Bi to byc raczej nie chciala! :D Chyba, ze z wiekiem zlagodnieje, ale jak zostanie jej taki charakter, to wspolczuje jej mezowi oraz tesciom. To nie jest panna, ktora bedzie grzecznie kiwac glowka i taktownie gryzc sie w jezyk. Zapowiada sie raczej na taka hetere z kawalow, gdzie zona czeka na meza z walkiem w reku. :D

      Usuń
  8. Uściski i życzenia jeszcze raz dla Bi:)
    Tort - wielkie brawa! I biszkopt i dekoracja wyszły super aż mi smaka narobiłaś:))
    Schody FANTASTYCZNE!!! Też bym takie chciała:) A ten dywanik rzeczywiście był mało wyjściowy;)) Pomysł z pomalowaniem schodów do dywaniku mnie serdecznie rozbawił - patenty jak w UK albo rodem z bajki "Sąsiedzi";)))

    Co do Twojego podejścia do pracy, to Ci przyklaskuję. No jak można być takim ciulem i ciągle zalegać z wypłatą?!?! Nie wiem czy bym w końcu nie straciła cierpliwości i nie skręciła awantury! I jeszcze te złote porady o rozmowy z bankiem!!!

    Nik rozczulił mnie żonkilami:)
    ps. On taki sam wiercipięta jak mój Mamelek;)))
    ps 2. co do włosów - ja sobie w akcie desperacji sama podcięłam - hi,hi:) a dodam, że mam krótką fryzurę i to wymagało alpejskiej kombinacji i ułańskiej fantazji;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak udalo Ci sie samej podciac wlosy! Moja siostra tego dokonala, ale ma je dlugie i scinala na prosto, bez kombinacji. A jak Twoje sa krotkie, to w ogole podziwiam! :)
      Oj tak, szczegolnie w starszych domach (choc nasz jest 40-letni, czyli na tutejsze warunki wcale nie taki stary) mozna tutaj znalezc niezle patenty i remonty "na skroty". ;)

      Usuń
  9. Agaciu, współczuję tych wszystkich stresów i rozumiem Twoją frustrację. Po prostu przelała się czara goryczy, musiałaś wykrzyczeć z siebie złość.
    Ale zobacz, idzie ku lepszemu - patrz: dopisek (oczwyiście zakładając, że chodzi o 3 zaległe wypłaty i będą wypłacone teraz, a nie w nieokreślonej przyszłości).
    Bo w przeciwnym razie - niech szef się nie dziwi, że straci zmotywowanych pracowników.
    Tort wyszedł rewelacja, podpatruję z zainteresowaniem, bo w tym tygodniu też czeka mnie pieczenie. ;)
    Super pomysł z codziennym wyczytywaniem jubilatów.
    Holendrzy też celebrują urodziny.
    W szkole moich dzieci przy wejściu w holu stoi specjalna talblica "Happy Birthday" i potencjalni jubilaci są na niej danego dnia wpisywani. Chyba dyrekcja musi mieć specjalną listę, by to kontrolować. :)
    Podziwiam, że się sama zabrałaś za pasemka. Nie, ja bym wymiękła z tą folią z dziurkami. Myślę, że w domowych warunkach łatwiej byłoby użyć paseczków folii aluminowej.
    Ale tak w ogóle to masz piękne, gęste włosy, Agaciu, a to paskemko dadaje uroku.
    Schody wyglądają super, brawo dla męża (zazdroszczę, bo mój niestety absolutnie nie ma smykałki do prac domowych).
    Trzymajcie się, Kochani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj malzonek z kolei zawsze zrzedzi, ze czemu ma placic komus za cos, co moze zrobic sam. ;) Problem w tym, ze kompletnie sie na takich rzeczach nie zna, posilkuje YouTube'm i wszystko trwa tygodniami... ;)
      U nas w szkole to wiem, ze nauczyciele oraz dyrekcja maja liste solenizantow. Urodziny obchodzone sa w klasie, wyczytywane w codziennych ogloszeniach, dzieci dostaja urodzinowe ksiazki w bibliotece... Nic dziwnego, ze leca tego dnia do szkoly w podskokach. ;)

      Usuń
  10. Mega ten tort! A co do włosów, masz na czasie bo teraz modne są pasemka przy twarzy 😃. Buziaki z Górnego Śląska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, zupelnie niechcacy, ale podazylam za moda! :D

      Usuń