Jak to jednak w zyciu bywa, nic nigdy nie dzieje sie tak, jak czlowiek przewiduje. Jestem wiec w domu... A powinnam byc w pracy. Moj swiezo upieczony 4-latek potrzebuje dodatkowej troski.
Tak naprawde, Nik pokasluje juz od okolo miesiaca. Raz mocniejszy, raz slabszy, ale kaszel jest. Po tym jak rok temu kaszlal bite 3 miesiece, a wizyty u pediatry konczyly sie diagnoza: wirus i brakiem jakiegokolwiek leczenia, w tym roku pokaslywanie Mlodszego i okazjonalne smarki, skutecznie ignorowalam.
Jednak w sobotnia noc, tylko Bi spala snem sprawiedliwego, natomiast reszta rodziny spala slabo i na raty, bowiem Kokusia wyrywal ze snu upierdliwy, suchy kaszel, a wyrwany ze snu Kokus, to Kokus zly. Zaczynal wiec ryczec, co z kolei budzilo matke i ojca... Ktorzy bezskutecznie starali sie dziecku nieco ulzyc... Nastepnie, w niedziele, kaszel nie pozwolil Nikowi zasnac na drzemke. Po dniu bez drzemki, polaczonym z wieczornymi obchodami urodzin, spodziewalam sie, ze Mlodszy padnie wykonczony i przespi cala noc, z kaszlem czy bez. Nic bardziej mylnego! Pod wieczor Kokusiowi puscilo sie z nosa, a kaszel zrobil sie dla odmiany mokry, odrywajacy. To niby dobry znak, tyle ze Nikowi tyle tego zalegalo, ze probujac odkaszlnac, zrywalo go na wymioty, az w koncu autentycznie sie porzygal. :/
A dzis, od samego ranka, Nikowi leci z nosa doslownie Niagara, a dodatkowo kicha raz za razem, kaszle za to mniej. Goraczki brak, humor dopisuje, energia rozpiera, wiec najwyrazniej to po prostu wyjatkowo paskudne przeziebienie. Mimo jednak, ze wg. tutejszych placowek edukacyjnych, smarki i kaszel to nie powod do pozostania w domu, wzielam wolne. Na szczescie w przedszkolu jeszcze sie az tak nie czepiaja frekwencji. ;)
Dobrze sie sklada, ze akurat w czwartek mamy bilans. Przy okazji pediatra obejrzy Nika i oslucha. Ale szczepienia, ktore mial otrzymac, raczej bede musiala przelozyc na pozniejszy termin. Chyba, ze Mlodszy doswiadczy naprawde gwaltownego ozdrowienia. ;)
Udalo mi sie wyprawic do szkoly Bi, bez tlumaczenia, dlaczego jej brat zostaje w domu. Po prostu nic jej nie powiedzialam, a ona nie zorientowala sie, ze nie zabieram plecaka ani poscieli Kokusia. Skapnie sie jednak, jak wroci do domu i na bank bedzie ryk. ;)
Swoja droga, chetnie zostawilabym w domu i Bi. Starsza jest co prawda zdrowa, ale mi nie chcialo sie z domu nosa wysciubiac. ;) W nocy padal snieg, ktory nad ranem przeszedl w deszcz. W rezultacie wszedzie lezy mokra, lodowata breja (szkoly znow mialy opoznienie o 1.5 godziny!), jest szaro, mokro, zimno, bleeee... I na taka pogode musialam ciagnac podziebionego Nika, bo nie mam komu zlecic odwiezienia Starszej do szkoly. Za rok, zdecydowanie musze zapisac oboje na autobus. Najlepszy sposob, zeby moc wyslac do szkoly tylko jedno dziecko. ;)
Siedze wiec w domu i usiluje ogarnac troche bajzel po wczorajszych urodzinach. Na szczescie, po poczatkowym buncie, udalo mi sie przekonac syna do polozenia sie na drzemke. Nie wiem tylko ile pospi, skoro w pozycji horyzontalnej co chwila odzywa mu sie kaszel. :( A ja chcialabym zrobic czystki w zabawkach... Mimo, ze urodziny byly tylko w gronie rodzinnym, Mlody zdecydowanie sie oblowil i co ciekawe, kazdy z otrzymanych prezentow jest hiciorem. ;) Poczawszy od wielkiej smieciary, o ktorej Nik gadal juz od wakacji:
Az do ogromniastego zestawu narzedzi.
(Bob Budowniczy :p)
Najwiekszym hitem, okazal sie jednak prezent od dziadka (szok, bo dziadek zazwyczaj srednio trafia)! ;) Jest nim zdalnie sterowane auto, ktore ma (podobno) mozliwosc wykonywania sztuczek w stylu wirowania na jednym kole.
(Nie smiejcie sie z tych wszystkich zdjec - Nik sam dopraszal sie sesji :D)
Podobno, poniewaz dziadek nie zauwazyl chyba, ze zabawka jest od 6 lat wzwyz i 4-latek w zyciu nie da rady odpowiednio ustawic auta i poruszyc galkami pilota tak, zeby auto wykonalo jakis trik. Zreszta, ide o zaklad, ze i 6-latek by sobie nie poradzil, bo ja sama probowalam i moge sprawic, zeby auto krecilo sie w miejscu, ale zmusic je, zeby wirowalo na jednym kole, za cholere nie potrafie (pomimo instrukcji). ;)
To wszystko jest jednak niewazne. Najwazniejsze, ze Nik auto uwielbia tak, ze zdolal wyczerpac w nim baterie jednego wieczora. ;)
A urodziny, jak urodziny... Dziadek przyjechal w miare punktualnie, ciotka M. i jej facet za to, z ponad godzinnym spoznieniem... :/ Ten babsztyl jest niereformowalny... Nawet na nasze przytyki, tylko sie smieje, ze juz dawno powinni bylismy przywyknac... Serio, gdyby to nie byla jedna z dwoch czlonkow rodziny, ktora mamy na miejscu, dawno przestalabym ja zapraszac na jakiekolwiek uroczystosci...
A poza tym posiedzielismy, pogadalismy, dzieciaki poszalaly z nowymi zabawkami i pojadly slodyczy. Mlodszy zdmuchnal swieczki i tyle z imprezy. ;)
Ale wracajac do zabawek... Nik podostawal prezenty, a Bi trafilo sie oczywiscie pare "nagrod pocieszenia"... Dom wiec tonie w zabawkach jezcze bardziej niz przed tygodniem. A juz wtedy czlowiek non stop sie o cos potykal... ;) A chcialabym jeszcze wyprawic Nikowi przyjecie w sali zabaw z dzieciakami w przedszkola i znajomych. No i Swieta ida... Rany, ile przybedzie dupereli... Dlatego juz wczoraj wieczorem, uzbieralam kilka zabawek (ktorymi Potworki wcale lub malo sie bawia) z jednego pokoju i wynioslam do piwnicy. Chcialam tez przejrzec auta oraz lalki z pokoju dzieci, a takze ich polke z ksiazkami. Wiem, ze jest tam kilka pozycji typowo niemowlecych, ktorych i tak juz dawno nie czytamy. A przyda sie troche miejsca na kolejne lektury. ;)
Teraz pora na dawke humoru:
Jedziemy do szkoly/ przedszkola w sniezny poranek.
Nik: "Musimy jechac sybko!"
Bi: "Nie, nie mozemy, bo sie poslizgniemy i przyjedzie policja i da mamie... eeee... medal!"
Medal za wariacka jazde! Genialnie! ;)
***
Prowadze (znow) auto. Kierowca przede mna, wpycha sie na chama na moj pas. Naciskam hamulec, warczac pod nosem (za glosno):
"Nie mogles poczekac, co? Ty glupi baranie!"
Na efekty nie musialam dlugo czekac...
Nik: "Mama, a dlacego Ty zawsze mowis na inne samochody "balany"?
Bi: "Albo osioly?"
Hehe, nie na samochody, dzieci, nie na samochody... ;)
***
Mlodszy od rana jeczy, marudzi, wymusza i smeci.
Matka (ktora ma mocno dosc): "Nik, ile mozna mekolic?! Ja juz nie moge tego sluchac!"
Nik: "Postalam sie przestac..."
Jesli nawet sie staral, to nieskutecznie. ;)
***
Babcia i dziadek pytaja Kokusia, ile ma lat.
Nik pokazuje im 4 paluszki.
Babcia: "To ile to jest?"
Nik (szybko przelicza): "Four!"
Wtracam: "A po polsku?"
Nik: "Dziesiec!"
***
Nik usiluje operowac swoim nowym autem. Pojazd dla nieco starszych dzieci, wiec kiepsko mu idzie. W koncu zadowolony stwierdza:
"Jus sie naucylem tego dziadostwa!"
***
Chwile pozniej zostawia auto i lapie za inna zabawke. Przypominam mu, zeby wylaczyl samochod oraz pilota, bo maja swiatelka i szybko wyczerpuja im sie baterie. Nik rozglada sie po pokoju.
"A gdzie ja polozylem pilota?"
Mama (prycha pod nosem): "No ja tego nie wiem..."
Nik (z rezygnacja wznosi oczy ku gorze): "I znowu szukanie..."
***
A na koniec, czesc kulinarna posta. Rzadko kiedy wrzucam tu odkryte przepisy, ale tym razem musze Wam cos zarekomendowac! :)
Przed urodzinami Nika, zastanawialam sie co podac gosciom. Zaprosilismy nasza mini - rodzinke na 17, wiec wiadomo, ze obiad odpadal. Poczatkowo pomyslalam, ze tort i kawa/ herbata wystarcza, ale im dluzej sie zastanawialam, tym bardziej sklanialam sie ku jakiejs przekasce. Poniewaz dopiero co pichcilam na Thanksgiving, a za 2 tygodnie czeka mnie maraton kuchenny na Swieta, wiec nie mialam ochoty na nic wymyslnego. Az w koncu mnie olsnilo! Muffiny z lososiem i koperkiem! Na ten przepis trafilam juz jakis czas temu, ale jakos nie mialam okazji go wyprobowac. Niedawno wpadl mi on ponownie w rece, a poniewaz to przekaska rybna, zakodowalam sobie, zeby wrocic do niego w okolicach Wigilii. Lubie jednak wyprobowywac wczesniej nowe przepisy, wiec i tym razem, stwierdzilam, ze upieke dwie pieczenie na jednym ogniu. Wyprobuje recepture i bede miala czym poczestowac gosci na urodzinach! Ha! ;)
Dziewczyny, jesli gdzies tam wpadl Wam w oko podobny przepis, nie wahajcie sie! Muffiny wyszly przepyszne! Dobra, meska czesc podeszla dosc sceptycznie, moj tato stwierdzil, ze smakuja jakos dziwnie, jakby ryba (a mowilam wyraznie, ze sa z lo-so-siem!), ale to faceci, co oni tam wiedza?! ;) Zarowno ja, jak i ciotka M. sie na te muffiny rzucilysmy! Zdecydowanie robie je na Wigilie! Najwyzej jak goscie je zbojkotuja, zjem je sama, o! :D
I na tym koncze obecnego tasiemca. Teraz to juz naprawde odezwe sie po bilnasie Nika. ;)