piątek, 16 sierpnia 2013

Telenowela :)

Ten post dedykuje Oli, ktora zastanawia sie, jak wygladalby serial o "prawdziwym" zyciu! Przedstawiam rodzinke, ktorej losy sluzylyby wybornie za scenariusz! ;)

Nie moge uwierzyc, ze znam tych ludzi osobiscie i tak naprawde sa przecietnymi obywatelami jakich wiele. :)

Zaczyna sie od zwyczajnej rodziny. Znajomi moich rodzicow - matka, ojciec, starszy syn, mlodsza coreczka. Ona - nauczycielka, on - probuje rozkrecic wlasna firme. Wydaja sie zgodnym malzenstwem, pomalu sie dorabiaja. Mija kilka lat. W tym czasie interes ojca rusza pelna para, zaczyna im sie coraz lepiej powodzic, w koncu spelniaja swoje wielkie marzenie - kupuja i wykanczaja wlasny dom.

I tu niestety zaczyna sie psuc. Firma ojca ma coraz slabsze obroty, koszty utrzymania domu zaczynaja ich przytlaczac. On topi problemy w alkoholu. Ona nie patrzy na to obojetnie, awantury sa na porzadku dziennym. On coraz czesciej sypia poza domem. W koncu jak grom z jasnego nieba spada wiadomosc - ma romans. Decyduja sie na separacje. W miedzy czasie jego firma upada kompletnie. Ima sie roznych, glownie dorywczych zajec, ale oficjalnie pozostaje bez stalego zrodla dochodow. Coraz wiecej pije, mieszka u swojej matki. Nie placi na dzieci bo nie ma z czego.

Ona z dnia na dzien zostaje z domem i dwojka dzieci na utrzymaniu z nauczycielskiej pensyjki. Lapie sie dodatkowych zajec, lepi i gotuje po nocach pierogi do pobliskiego sklepu, byle tylko zarobic pare dodatkowych groszy. W koncu oglasza, ze wynajmie poddasze domu lokatorowi. Znajduje w koncu chetnego i przez jakis czas zyje spokojniej. Nie na dlugo. Calkiem jeszcze mloda i atrakcyjna, wpada w oko lokatorowi. Przez jakis czas udaje im sie utrzymac zwiazek w tajemnicy, ale w koncu wychodzi on na jaw. Rozpetuje sie burza, oczywiscie najbardziej oburzony jest jej niewierny malzonek. W koncu, po dlugiej sadowej batalii biora rozwod. Dom zostaje sprzedany, dziela sie pieniedzmi. On mieszka nadal ze swoja matka, choc jego "przyjaciolka" jest tam czestym gosciem. Ona kupuje mieszkanie, do ktorego wprowadza sie z dziecmi i swoim facetem.

W srodku tego calego zamieszania jest syn naszej pary. Chlopak jest juz nastolatkiem kiedy rodzice sie rozstaja. Jest w trudnym wieku, a rozwod rodzicow mial na niego dodatkowo negatywny wplyw. Zaczyna wagarowac, w koncu z jednego z najlepszych liceow w miescie jest zmuszony przeniesc sie do znacznie gorszego. Nie moze zniesc faceta matki i nienawidzi przyjaciolki ojca. Miota sie przez pewien czas miedzy nimi, pomieszkuje raz z jednym, raz z drugim. W koncu przeprowadza sie na stale do babci, zdaje mature, zaczyna prace i zaoczne studia. Chce sie usamodzielnic, a jest juz pelnoletni i moze sam o sobie decydowac. Kuzyn proponuje mu, zeby wprowadzil sie do niego. Ma on mloda zone i mieszkanie znacznie za duze dla bezdzietnej pary. Ponadto, musi czesto wyjezdzac w delegacje, a jego malzonka boi sie zostawac sama.

Kto zgadnie ciag dalszy? ;)

Po kilku miesiacach w rodzinie znow wybucha skandal. Mloda zona kuzyna jest w ciazy, a ojcem jest nie kto inny, a syn naszych bohaterow! Kuzyn jest wsciekly, grozi, ze nigdy nie da zonie rozwodu. W rezultacie cala rodzina podzielila sie na dwa stronnictwa, ktore do dzis ze soba nie rozmawiaja.

Jak to sie skonczylo? Wlasciwie toczy sie nadal, bo wiekszosc "postaci" nadal zyje. On do konca zycia mieszkal ze swoja matka, popadajac coraz glebiej w alkoholizm. Zmarl mlodo, bo okolo 50-tki. Ona zyla ze swoim "lokatorem" przez dobrych kilka lat, ale w koncu sie rozstali. W sanatorium poznala przystojnego wdowca, a kiedy sama owdowiala, wzieli slub.
Syn jest nadal z zona kuzyna. Nie maja slubu, ale nie jestem pewna czy to kuzyn spelnil swoja grozbe i nie dal jej rozwodu. Ich syn jest juz nastolatkiem.

A corka naszych bohaterow? Nie, nie zapomnialam o niej. Zniosla cala ta historie calkiem spokojnie, byla dzieckiem, kiedy rodzice sie rozstali. Nie sprawiala wiekszych klopotow, dostala sie do liceum, zdala mature. Zawirowania rodzinne musialy jednak miec i na nia jakis wplyw, bo studia zaczynala kilka razy na roznych kierunkach, ale z tego co wiem zadnych nie skonczyla. Chociaz teraz zostalo jej niewiele do 30-stki (ma okolo 27 lat), nigdy jeszcze nie byla w dluzszym stalym zwiazku, chociaz jest dziewczyna ladna, bystra i wydawaloby sie przebojowa. Ciekawa jestem zreszta jak potoczy sie jej zycie. To bliska kolezanka mojej siostry, wiec pewnie kiedys sie dowiem. :)

I jak? Czy to nie wyborny scenariusz do brazylijskiej telenoweli? :)

środa, 14 sierpnia 2013

"Urlop"

Pewnie ciekawi Was jak nam minal urlop? ;)

Podsumujmy:

M. mial postawic plot: hmm... wmurowal slupki i to by bylo na tyle...
Mial tez posprzatac piwnice: hehe, dobre sobie...
JA mialam umyc okna: ekhem... Pozdejmowalam i popralam firanki i zaslony, okien nie ruszylam...
Mialam wypielic ogrod: ogrod? Jaki ogrod? ;)
Chcialam pojechac choc raz na plaze: tu akurat psikusa wywinela nam Matka Natura, bo pogoda zrobila nam sie wrzesniowa i temperatura nie przekraczala 20-25 stopni, co dla mnie jest stanowczo za chlodno na wyprawe nad ocean.

Co wiec robilismy przez tydzien? Wlasciwie, jak teraz patrze wstecz to nie wiem... Dwa dni zajelo M. wmurowywanie nieszczesnych slupkow. Dwa dni lalo, wiec nie dalo sie zrobic nic na zewnatrz. A poza tym, zajmowalismy sie Potworkami, jezdzilismy na plac zabaw, bawilismy sie w ogrodzie, a kiedy padaly na drzemki i na noc, my rowniez padalismy wykonczeni na kanape. Dopiero po dziewieciu calych dobach z nasza dwojka dotarlo do nas ile psychicznej i fizycznej odskoczni daja nam nasze prace. :) Naprawde, po tygodniu z dziecmi mam takie zakwasy w udach, ze hej! Podziwiam samotne matki i mamy, ktore spedzaja cale dnie z dziecmi czekajac na pracujacego do pozna meza... Opieka nad dziecmi to jest jednak ciezka, fizyczna orka...

Jednej rzeczy udalo nam sie jednak dokonac. Zabralo nam to niestety niemal 3 dni z urlopu. Mianowicie, matka ma nowe autko! No dobrze, moze nie do konca "nowe", ale nowe dla mnie! :)Uczucia jak narazie mam dosc mieszane. Po pierwsze, przywiazuje sie jak glupia do rzeczy martwych. Moja ukochana Toyotke mialam 6 lat i nie mialam z nia absolutnie zadnego problemu! Wystawilismy ja na sprzedaz i teraz za kazdym razem jak ja widze, to plakac mi sie chce. :( To byl pierwszy samochod, ktory sobie wymarzylam, wybralam i kupilam za zupelnie wlasna kasiorke. A teraz sie go pozbywam i czuje sie jakbym go zdradzala. :( Poza tym autko bylo juz splacone. Nie musze dodawac, ze to spora ulga dla domowego budzetu. A tu znowu wpakowalismy sie w comiesieczne splaty na nastepne kilka lat...  No i z nowym autem zwyczajnie sie nie znamy. Wsiadam i czuje sie kompletnie obco. Jest troche wieksze (i sporo dluzsze) od mojej staruszki, wiec musze od nowa nauczyc sie nim manewrowac. Dzis rano np., wycofujac, uderzylam tylem w rowerek Bi... Ma tez taki obcy zapach nowosci, zupelnie inny od swojskiego smrodku Toyotki... :) No nic, za pare miesiecy sie przyzwyczaje i zapewne przywiaze do niego rownie namietnie...

A skoro juz pisze, to przy okazji pochwale synka. Wczoraj poraz pierwszy sam stanal! Narazie jeszcze nie do konca wyprostowany, bo raz oparty o stoleczek Bi, a drugi raz o lezacego na podlodze dziadka. Nie mniej jednak stanal na stopkach, a nie kolankach! :) Teraz znow bede musiala za nim chodzic krok w krok, zanim nauczy sie z pozycji stojacej klapnac na pupe, zamiast leciec jak kloda do tylu. ;)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Osiem miesiecy "Koko" :)

W sobote Niko skonczyl 8 miesiecy!

Najwazniejsza cecha osmiomiesiecznego Kokusia (od Niko = Koko, czyli imie brata wedlug Bi), to pogodne usposobienie. Z byle powodu smieje sie w glos! Ostatnio dorwal papierowy kubek jednorazowy i zaczal go turlac. Oczywiscie okragly kubek wyslizgiwal mu sie z raczek i "uciekal" po parkiecie, a Nik gonil za nim rechoczac tak glosno az sie zanosil. :)

A, bo zapomnialam napisac, ze Nik zapiernicza juz na czworakach jak wyscigowka! Spusci sie go z oczu na minute i juz trzeba go szukac. :) Najulubienszymi pomieszczeniami, ku mojej zgryzocie, sa lazienka i kuchnia. W lazience boje sie, ze gruchnie glowa na twarde kafle, a w kuchni, ze wlezie w psie miski. To drugie nie przeszkadzaloby mi ani troche, ale niestety, jak kiedys pisalam, nasza suczka pilnuje misek i warczy na dzieci. Wole sie nie przekonywac, czy bylaby w stanie ugryzc.
Swiatlo w lazience Nik zauwazy z kazdego pokoju, nawet najdalszego i peeedziii! Wlasciwie to nie wiem co go tam tak ciagnie, bo nasza lazienka jest zwyczajna, nudna, nawet nie mamy zadnych dzieciecych, kolorowych ozdob. :)

Nik czesto staje na czworaka ale z wyprostowanymi nogami. Jesli wybierze sobie malo stabilne podloze na takie wygibasy, leci glowa do przodu. W rezultacie czolo ma upstrzone siniakami, jedne schodza, a na ich miejsce pojawiaja sie swieze. :) Podciaga sie tez na kolankach do mebli i wyzszych zabawek. Ostatnio nawet jedna noga podpiera sie na stopie. Ciekawe kiedy podejmie proby wstania na wyprostowanych nogach.

Poza tym Niko robi sie coraz madrzejszy. Zawolany, przyraczkuje do mamy lub taty. Czasem nie trzeba go nawet wolac. Kiedy ktores z nas wejdzie do pokoju po dluzszej przerwie, oczy robia mu sie okragle jak piec zloty i leeeci sie przywitac! :) Na haslo "chodz do mnie", wyciaga raczki, zeby go podniesc. A ostatnio w nocy plakal i za zadne skarby nie chcial sie uspokoic. Bylo juz po 3, wiec zrezygnowana spytalam "A moze ty jestes glodny? Chcesz cyca?". A ten maly skubaniec natychmiast sie uspokoil i poczekal grzecznie az umoszcze sie na kanapie! :)

Oczywiscie najatrakcyjniejsza osoba w domu jest Bi. Ulubionym przedmiotem jest zas siostrzany kubek - niekapek, za co brat zostal juz nieraz odepchniety i trzepniety. Nik caly czas sledzi siostre, a wczoraj ganiali sie na czworakach po calym przedpokoju. Patrzylam z rozczuleniem, bo pierwszy raz bawili sie razem i tak zgodnie.

Niko jest tez straszna gadula. Caly czas nawija: ga-ga, la-la, gi-gi, grrr-grrr, ba-ba, a kiedy jest zmeczony zalosne: dej-dej-deeejjjj.

Mlodszy jest tez posiadaczem 2 dolnych jedynek. Tak tak, kilka dni po pierwszym zabku przebil sie drugi i teraz podczas usmiechu blyszcza mu w paszczy dwie, sliczne perelki. Szkoda, ze jeszcze za male, zeby je uchwycic na zdjeciu. :)

Spi juz w "prawdziwym" lozeczku i chyba odpowiada mu ono bardziej niz kolyska. Ma wiecej miejsca na obroty i wlasciwie przestal spac na plecach. Jak zagladam do niego to zawsze lezy na boczku albo na brzuszku z pupa w gorze. :)

To chyba na tyle. Kontrola lekarska dopiero za miesiac, wiec nie mam pojecia ile mierzy ani wazy, ale "czuc", ze sporo. Jest pulchny i okragly jak kuleczka, ale na szczescie "tusza" zupelnie go nie ogranicza. Tak ruchliwego dziecka jeszcze nie widzialam. :)

 



JeZdem!

Jestem, jestem, wrocilam do blogowego swiata zywych... :)

Mam mnostwo zaleglosci, bo czytalam Was na biezaco, ale komentowac juz nie mialam jak. M. jakby wyczul, ze cos sie "swieci", bo chodzil spac po mnie i nie kladl sie w dzien na drzemki (co normalnie uwielbia). Szosty zmysl normalnie. ;)

Mam tez cala liste pozaczynanych i planowanych postow. Najwazniejsze to kolejne, miesieczne podsumowanie rozwoju Nika, bo przeciez skonczyl 8 miesiecy w sobote. Nalezy mu sie chwila uwagi. :)

A wiec witOjcie!!! ;)

sobota, 3 sierpnia 2013

Telegram na szybko

Pisze ekspresowo, podczas kiedy M. usypia Bi. Stop.

Dzis Nikowi przebil sie pierwszy zabek, juppiiii! Stop.

To by wyjasnialo czemu w srode marudzil mi caly wieczor, nawet na rekach. Stop.

Pobil siostre na glowe. Bi pierwszego zeba miala dopiero w wieku 10.5 miesiaca. Stop.

Do nastepnego! ;)

piątek, 2 sierpnia 2013

Powiadomienie :)

UprzejmNie donosze, ze w przyszlym tygodniu mam urlop! Czy rowniez od blogowania, to sie okaze. :)

Malzonek moj szanowny rowniez wzial wolne i bedziemy sie urlopowac aktywnie - czyli konczyc te przydomowe roboty, ktore leza odlogiem i patrza na nas z wyrzutem. Niektore juz baaardzo dlugo. Jak plot czekajacy na postawienie. Albo piwnica czekajaca na posprzatanie po wyniesieniu baniaka na olej (to juz rok stuknie, aaaa!). Albo brudne okna. Ogrod zarosniety chwastami. Moglabym tak jeszcze dlugo wymieniac. :)

W kazdym razie, z M. w domu, nie wiem czy uda mi sie cosik pisac. Mam pare zaczetych postow w roboczych, moze jak malza zmorzy robota i padnie wieczorem wczesniej ode mnie, to uda mi sie cos skonczyc i opublikowac.

A tymczasem - do przeczytania! :)

Maly krolewicz

Nie, nie bedzie kolejnej edycji Royal Baby. :)

Dzis o moim malym, osobistym ksieciu. Musicie wiedziec, ze Niko jest typowym niemowlakiem: slini sie, rzyga mlekiem, lapki wsadza w kazdy syf, jak je chrupke, to kawalki ma nawet we wlosach. Ale ma jeden czuly punkt: nienawidzi miec kupy w pieluszce! Kupa wymaga natychmiastowej zmiany, wytarcia, inaczej jest ryk, kwik i ogolnie rozpacz na calego! :)

Wieczorem polozylam malego spac. Minelo moze 30 minut. Placze. Ide, glaszcze, uciszam. Przysypia. Za kilka minut znowu ryk, tym razem juz wyraznie wsciekly. Ide, uciszam, ale nic nie pomaga, kwiczy na calego. Dotykam czola czy nie cieple, zastanawiam sie czy moze wyjac zel na dziasla (a moze to zabki?). W koncu stwierdzam, ze dam mu pare minut, moze sam sie wyplacze i zasnie. Ha, jasne... W rezultacie naprzemian glaszcze i probuje uspokoic i wychodze z pokoju bo zaczynaja mnie brac nerwy.

Mija mi tak dobre 40 minut. I pewnie mineloby wiecej, gdybym przypadkiem, pochylajac sie nad mlodym, nie uslyszala, ze sobie popiarduje. Cos mnie tknelo. Wacham maly zadek. A jakze, kupa jak ta lala! Wzielam panicza na przewijak, gdzie caly zadowolony, ze ktos mu wyciera tylek do czysta, zaczal sobie przysypiac. Balam sie, ze rozbudze go przy przewijaniu i bede miec problem, zeby go spowrotem uspic, ale okazalo sie, ze niepotrzebnie. Przewiniety i odlozony do kolyski natychmiast smacznie zasnal.

Arystokrata sie znalazl... :)