Lilypie Kids Birthday tickers
Lilypie Kids Birthday tickers

piątek, 5 marca 2021

W marcu jak w garncu

Poprzedni weekend byl... nudny. ;) W piatek Nik wrocil ze szkoly z katarem. Skad? Kto wie... Poczatkowo winilam samego Kokusia, ktory ostatnio rutynowo wracal ze szkoly z przemoczonymi skarpetkami. Na przerwach bowiem wlazil w kupy sniegu (zapominajac wczesniej zmienic buty na sniegowce), a potem chodzil tak reszte dnia z mokrymi nogami. Idealna recepta na przeziebienie... :/ Na szczescie zadnych konkretnych planow nie mielismy. Polska Szkola nadal odbywa sie przez internet, a na dworze padalo, wiec mlodziez caly dzien spedzila w domu. Po aplikacji odpowiednich syropkow, juz w niedziele Nikowi katar zdawal sie pomalu przechodzic, pozwolilam mu wiec jechac na tenisa, z mysla, ze w maseczce raczej nikogo nie zarazi.

Moj przeziebiony syn... Wychodzi spocony, bez czapki, bez kurtki... Udusze kiedys! ;)
 

Niestety, domownicy mieli mniej szczescia i juz w niedziele wieczorem, jak na komende mnie oraz Bi rozbolaly gardla... W poniedzialek rano zas, wstalam z jedna cieknaca dziurka w nosie... A wiec chyba jakis wirus. Pieknie... :/

Fota z poniedzialku, ale z grubsza nadal mamy takie wlasnie widoki. Snieg topnieje, ale dosc opornie
 

Po poludniu byl trening druzyny plywackiej i mialam naprawde wielki dylemat czy jechac z nimi, czy nie. Oboje byli jednak chetni (Bi wrecz rozentuzjazmowana), a ze Nik mial juz tylko lekko przytkany nos, a Bi niewiadomo, stwierdzilam, ze niech jada. Bi co prawda mowila cos, ze gardlo ja lekko boli, ale to jest dziecko, ktore chetnie robi wokol siebie zamieszanie, wiec nie do konca wiedzialam na ile cos jej faktycznie dokuczalo... :D

Nik przytrzymuje sie scianki
 

Co do samej druzyny, to nie pamietam czy pisalam, ze stwierdzilismy z M., ze jesli chce, Bi moze wrocic na treningi? Tym razem to tata szybciej sie ugial. Ja bylam bardziej sceptyczna, pewnie dlatego, ze to mnie wczesniej Bi jeczala, ryczala i tupala nogami o wypisanie. Nie mialam ochoty przechodzic przez to po raz kolejny, ale ze plywanie jest ogolnie bardzo zdrowym sportem, uleglam. No i niestety okazalo sie, ze mialam nosa, bo zaraz po pierwszym treningu Bi stwierdzila, ze wlasciwie to jednak nie chce chodzic! :O Nawet obecnosc najlepszej przyjaciolki nie pomogla...

A tu wlasnie Bi doplywa
 

Oczywiscie czesciowo problemem bylo to, ze po ponad 2-miesiecznej przerwie Bi stracila forme i z treningu wyszla zmeczona i "polamana". Wieczorem zaczela dopytywac czy latwo jest sie wypisac i zaznaczyla, ze jesli jej przyjaciolka zrezygnuje, to ona tez... Nie ma latwo z ta dziewczyna, oj nie... ;)

We wtorek zas zaczely sie zajecia ze wschodnich sztuk walki, na ktore oba Potworki pedzily jak na skrzydlach. Nik pamietajac je z zeszlego roku (kiedy zostaly skrocone o kilka zajec przez korone, ech...), a Bi bo strasznie chciala sprobowac. Tutaj tez klania sie wplyw najlepszej kolezanki, ktora od wielu lat trenuje Taekwondo. Pokazuje czasem Bi jakies kopniecia czy inne cwiczenia, Starszej sie spodobalo i sama zapragnela sprobowac swoich sil. Tutaj rowniez nasuwa mi sie tylko mysl, ze zobaczymy jak dlugo potrwa entuzjazm. :D

Stroj z zeszlego roku jeszcze jako tako pasuje ;)
 

Dla mnie trening Potworkow oznaczal niestety, tak jak przy tenisie, godzine kwitniecia w aucie... Zajecia odbywaja sie w przestronnym, odnowionym budynku. Spokojnie byloby tam miejsce dla wszystkich rodzicow zeby sie rozproszyc (jest tylko osmioro dzieci w grupie), sa krzesla zeby usiasc, ale nie. Bo korona. Rodzice maja czekac na zewnatrz i koniec... :/ Nie oplacalo mi sie wracac do domu, bo z dojazdem w te i nazad, spedzilabym w nim raptem pol godziny. Przemknelo mi przez mysl, zeby podjechac do centrum miasteczka po kawe, tylko ze wlasnie tamtedy przejezdzalam i bylo totalnie zakorkowane. Na sama mysl mi sie odechcialo. ;) Przesiedzialam wiec w aucie calutka godzine, troche na telefonie, troche czytajac ksiazke... i jakos zlecialo.

Sroda oznaczala kolejny trening na basenie, a przy okazji lekcje skrocone o dwie godziny. Nauczyciele mieli szkolenie, my zas calkiem produktywnie spedzilismy czas, bowiem przymusilam Potworki do odrobienia pracy domowej do Polskiej Szkoly. Nie chcieli, oj jak bardzo, ale przekupilam pozwoleniem gry na Playstation, ktorej normalnie w tygodniu nie ma. :D Przy okazji odbylam rozmowe z corka, bowiem zaznaczajac prace domowa, zauwalylam, ze wszystkie kartki z cwiczeniami z soboty (nauczycielka wysyla konspekt tego, co robili) miala czyste. Moja corka, przez dwie godziny nie zapisala ani slowka! :O Nawet zreszta nie probowala sie tlumaczyc, tylko wykrzyknela, ze "ale sluchala, co pani mowila!" Jakos nie bardzo jej wierze... ;) Na basenie, jak na basenie, oba Potworki plywaja szybko i ladnymi stylami.

Dzieciarnia slucha, mniej lub bardziej uwaznie trenera, a ten wyglada na nieco zagubionego :D
 

Nooo, Nik ma problemy z motylkowym, ale tego akurat nie cwiczyli. ;) Za to Bi dostala kolejny lekki opiernicz, bo (czego sie obawialam zapisujac ja ponownie do druzyny) caly trening wydurniala sie z psiapsiolka, zamiast sluchac trenera. Oczywiscie panna ma milion wymowek oraz powodow do oburzenia, ze to A. sie wyglupiala i ja zaczepiala! No przeciez Bi to takie niewiniatko, tiaaaa...

Czwartkowy grafik troche nam sie pokomplikowal, bo tego dnia jest i trening druzyny plywackiej i sztuk walki. Normalnie wybralalabym raczej sztuki walki, bo trwaja tylko przez marzec, ale tego akurat dnia mialam tez wirtualny meeting o 5:30, wiec Potworki musialy jechac z tata. A ze M. chcial przy okazji pocwiczyc, to pojechali na basen. Nik nie bardzo byl zadowolony i dobitnie dal o tym znac. W ogole tego dnia wstal chyba lewa noga, bo od rana urzadzal awantury. Rano, ze pod bluzke musial ubrac podkoszulek, potem ze nie chce czapki, obiad mu nie pasowal, chcial jechac na karate, a nie na basen, itd. Ciagle cos. Tego dnia dzieciaki znow konczyly lekcje wczesniej z okazji szkolen nauczycieli i korzystajac z okazji, zaprosilam do nas przyjaciolke Bi oraz jej siostre. Akurat dobrze sie zlozylo, ze byl na to dodatkowy czas, a jednoczesnie cala czworka miala potem trening, wiec wiadomo bylo, ze sie nie zasiedza. :D Po tej wizycie naszla mnie refleksja, ze starzeja sie te dzieciaki. Spodziewalam sie jak zwykle piskow, krzykow oraz dziekigo biegania gora - dol. po domu. Tymczasem dzieciaki bawily sie raz w swoich pokojach, raz na samym dole, w bawialni, ale spokojnie i wzglednie cicho. Bylam w lekkim szoku. Zdecydowanie towarzystwo staje sie bardziej opanowane. Oczywiscie powodem tego mogl byc fakt, ze 3/4 grupy to byly dziewczynki. Podejrzewam, ze grupka z wiekszoscia chlopcow mogla byc bardziej postrzelona. ;) Moj meeting zas, o ktorym wspomnialam wyzej, byl na temat nowej szkoly, do ktorej Bi pojdzie od wrzesnia. Kilka juz chyba razy wspomnialam, ze w naszym miasteczku podstawowka to klasy 0-IV. Na dwa lata, czyli klasy V-VI, dzieci przechodza do innej szkoly, tzw. "wyzszej" podstawowki. Tak w ogole, nie wiem czy wiecie, ale w Hameryce typowy uklad to szkola podstawowa (klasy 0-V), pozniej 3 lata gimnazjum (middle school) i pozniej juz 4 lata liceum (high school). Nasze miasteczko troche sie wylamuje, zreszta nie tylko ono. Tak jak w Polsce bowiem, w szkolach czesto zaczyna brakowac miejsc i wydzialy oswiaty kombinuja jak moga. U nas postanowiono polaczyc ostatnia klase podstawowki oraz pierwsza gimnazjum w osobnej szkole. Inne miasteczka rozdzielaja klasy np. na 0-II w jednej szkole, III-V w innej, przy czym, w zaleznosci od ilosci dzieci w danym roczniku, zmienia sie to z roku na rok. Takie troche pomieszanie. To, co robi nasze miasteczko, nie bardzo mi sie podoba, bo mam wrazenie, ze po wzglednej stabilnosci podstawowki, dzieciaki beda teraz przerzucane, dwa lata w jednej szkole, dwa w drugiej i dopiero w high school znow 4 lata w jednym miejscu... Meeting w kazdym razie okazal sie raczej... nudny. ;) Ogolnych informacji bylo niewiele, a 80% czasu poswiecono na program... muzyczny. Widac od razu, ze to oczko w glowie owej szkoly. Nasze miasteczko w ogole znane jest z wysokiego poziomu nauczania muzycznego. Nauka gry na instrumentach smyczkowych oferowana jest juz od II klasy szkoly podstawowej, wtedy jednak jest dowolna. Natomiast w "wyzszej" podstawowce, ucznowie, poza zwyklymi lekcjami muzyki, musza wybrac albo orkiestre (gdzie nadal beda grac na skrzypcach, wiolonczeli badz altowce), albo zespol (ktory rozni sie od orkiestry wiekszym wyborem instrumentow), albo chor. Moga tez wybrac dwa z tych zajec. Bi poki co twierdzi, ze wybierze orkiestre, zeby nadal grac na skrzypcach, oraz chor. Zobaczymy, bo jeszcze moze jej sie odmienic, choc czasu na zastanowienie bedzie miec niewiele - wyboru nalezy dokonac juz do konca marca. :O

No i dobrnelismy do piatku. Katary zdaje sie znikly. To znaczy dzieci wydaja sie zupelnie zdrowe, mnie od czasu do czasu cos w nosie podenerwuje, ale jest ok. Wirus okazal sie malo zjadliwy. ;) Pogode mamy nadal w kratke. Po kilku cieplejszych dniach, czwartek oraz piatek znow byly okolo zerowe, a weekend ma byc wrecz lekko mrozny. Kolejnych opadow sniegu w prognozie jednak brak. ;) Zostalam tez dzis wrobiona przez sasiadke w opieke nad jej corkami. Ze ja sie zawsze tak wpakuje. ;) Dostalam od niej rano maila, czy moglabym odebrac jej dziewczyny ze szkoly, bo niania ma wolne, maz dentyste, a ona ma meeting do 16. Troche sie zdziwilam, bo panny jezdza od jakiegos czasu autobusem, a sasiadka pracuje teraz z domu, wiec wlasciwie to moglyby po prostu wejsc i pokrecic sie te 30 minut po chalupie. Dom sasiadow ma jednak bardzo dlugi podjazd, otoczony w dodatku po obu stronach wysokimi tujami, tak ze chalupy z ulicy kompletnie nie widac, pomyslalam wiec, ze sasiadka po prostu chce sie upewnic, ze corki dotra bezpicznie, skoro nie ma ich kto odebrac z przystanku. Odpisalam wiec, ze nie ma sprawy, odbiore dziewczyny. I "troche" sie zdziwilam, kiedy odpisala, ze bardzo dziekuje i ze przyjedzie po corki o 16:10! :D Nosz kurna, czyli mam je odebrac iiii zabrac do siebie?! To nie mozna tak jasno napisac or razu? ;) Pozgrzytalam nieco zebami, ale co bylo robic? Odebralam cala czworke, przywiozlam do domu, nakarmilam (a raczej probowalam, bo sasiadki to straszne niejadki) i wyslalam do zabawy. Rzecz jasna z 16:10 zrobila sie prawie 17, ale to tylko szczegol. ;) Bi miala wiec kolezanki dwa dni pod rzad, a Nik sie obrazil, ze do niego zaden kolega nie przyjezdza. Obiecalam biedakowi, ze napisze do mamy jego ulubionego kumpla i spytam czy moze przyjechac, ale szczerze, to mam cichutka nadzieje, ze sie nie zgodzi. Wiecie, pandemia i te sprawy. :D Dziewczynki dziewczynkami, ale przy kolegach w Nika wstepuje istne tornado i az cierpne na mysl, czy chalupa to wytrzyma. To nie lato, gdzie dzieciaki wyrzucilo sie na dwor i mogly tam ganiac kilka godzin. ;)

I mam wrazenie, ze jeszcze cos mialam Wam napisac, ale kompletnie nie pamietam co. Jak mnie oswieci, to najwyzej dopisze. :D

18 komentarzy:

  1. Haha, sasiadka cwana jest. Przypomnial mi sie wasz sasiad w dawnym domu, co dzieci na cale popoludnia deponowal. Nie badz frajerka, oglos cennik jak kazda niania.
    Plywanie to fantastyczny sport. Oby Bi nadal chciala go uprawiac, bo ogolnorozwojowy i praktycznie przydatny. Podobnie jak sztuki walki. Ja plywanie i judo mialam w szkole i do dzis wdzieczna jestem rodzicom, ze moglam te dyscypliny uprawiac. Bo nawet w zgrzebnym PRLu byly zwiazane z tym wydatki (chocby dojazd), wiec Bi powinna to doceniac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ze ja zawsze na takich ludzi trafiam! :D

      A moja szkola podstawowa, zwaca sie dumnie "sportowa", miala jedna wlasnie sportowa klase (w kazdym roczniku), ktora byla beniaminkiem dyrekcji oraz nauczycieli. Mielismy dwie sale gimnastyczne, ale po lekcjach rezerwowane byly wlasnie dla tych sportowych klas. Dla reszty dzieci (okolo tysiaca, bo szkola byla ogromna) nie bylo juz nic... :/

      Usuń
  2. Fajnie, że dzieciaki mają tyle kontaktu z tak różnym sportem, nie dość, że to zdrowo to jeszcze mają szansę spróbować wielu rzeczy. Pisałam u siebie, że Eliza już nic kompletnie nie trenuje, nawet konie które tak kochała, poszły w odstawkę. To mnie i boli i trochę cieszy, jednak zawsze miałam serce w gardle, kiedy jeździła, a już jak skakała to nawet nie pytaj. Teraz za to przebąkuje o... boksie :D Eliza to dziecko, które potrzebuje adrenaliny, nie da się ukryć. Ja się powoli z tym godzę, ale tatus nie może przeboleć, chyba chciałby bardziej dziewczęcą wersję córki. U nas może akcji z odbieraniem czyiś dzieci nie ma, ale przesiadywanie u nas w mieszkaniu to standard. i o ile zazwyczaj jest spokojnie, to czasem, jak się zejdą dwie koleżanki plus Lila, to mam ochotę wystrzelić się w kosmos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wlasnie taka nadzieje, ze jak Potworki sprobuja wielu sportow, to w koncu znajda cos, co stanie sie dla nich pasja. No i ze przyzwyczaja sie do ruchu i zawsze beda szukac aktywnosci zamiast siedziec na kanapie. Czy sie uda, czas pokaze. ;)
      Mi wlasnie o to chodzi, ze ja odebrac odbiore. Nie ma problemu. Wsadze do auta i juz. Tylko potem godzinami "przechowywac" u siebie nie mam ochoty. :D

      Usuń
  3. Oj do Bi potrzeba anielskiej cierpliwości. Ale przyznam, że nie zapisałabym jej znowu na pływalnię, skoro tyle czasu wcześniej marudziła. Choć wiadomo pływanie jest bardzo zdrowe i fajnie żeby dzieci pływały.
    Sąsiadka nieźle Cię wrobiła. Nie znoszę takich sytuacji. Jak chciała, żebyś wzięła je do siebie, to trzeba było od razu o tym napisać, a nie w ten sposób. Ale nie martw się. Ja też zawsze dam się wrobić w takie rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez chcialam ja jeszcze troche "przetrzymac", ale tatus zmiekl... :D
      Ja niestety tez jestem za mila, a najgorzej jak ktos specjalnie tak zada pytanie, zeby cie w blad wprowadzic. To juz mnie wkurza niemilosiernie, a nie umiem sie postawic... :/

      Usuń
  4. Tak z czystej ciekawości- czy jest jakakolwiek czynność/zadanie do wykonania przez twoją córkę, nie okupiona fochem/płaczem/złością?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom czasem sie zdarza. Z naciskiem na CZASEM.:D

      Usuń
  5. Jak fajnie, że Potworki korzystają z różnych sportów. Nasz młodzieniec odporny na wszystko, co wiąże się z obecnością większej liczby osób w pobliżu. Tańce skończyły się płaczem. O piłce nawet nie myślę. Choć jest postęp, bo dał się namówić na angielski w 5osobowrj grupie. Jak będzie zobaczymy od września. Także żal mi trochę, a z drugiej przeraża mnie logistyka. Zawsze Cię podziwiam, że ogarniasz i przede wszystkim chcesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nik tez opieral sie dlugo, ale potem nagle cos "zaskoczylo" i teraz chetny jest do prawie wszystkiego. ;) Logistyka niestety jest nieraz ciezka, ale da sie to pogodzic, pod warunkiem, ze sie wlasnie chce, no i ze a sie auto, bo transportem publicznym tak z nimi sie tulac, to sobie nie wyobrazam. ;)

      Usuń
  6. No akcji z Bi nie zazdroszczę;)) A sąsiadce tak się nie daj wkręcać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasu na nudę u Was nie ma, życie na pełnych obrotach :) i tak to jest, że im więcej się dzieje w naszym życiu tym bardziej jesteśmy zorganizowani i na wszystko znajdujemy czas. Ja ostatnio tylko praca-dom i nie wiem kiedy dni przelatują mi przez palce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jest, prawda? Jak trzeba to czlowiek wszystko sobie pouklada w grafiku i da rade. A jak czasem ma jedna, dwie rzeczy do zalatwienia, to wydaje sie, ze nie zdazy i nie da rady. :D

      Usuń
  8. To sasiadka sobie wymyslila. Fajne jednak jest to, ze chyba nie ma u Was jakies takiej koronkowej paniki. Wszystko funkcjonuje, chociaz maseczki zaakceptowane sa jako nowa normalnosc.
    Bi to dziewczynka z charakterem. Ja uwazam, ze jesli jest potencjal to trzeba inwestowac, a ona naprawde jest dobra jesli chodzi o plywanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bi jest ogolnie dobra w sportach. Czego sie nie podejmie, niezle jej wychodzi. Tyle, ze panna ma swoje fochy i nieraz uprze sie, ze nie bo nie i nie ma zmiluj. ;)
      Tak, odpukac, panuje u nas, nieco inna niz jeszcze w 2019 roku, ale wzgledna normalnosc. Ciekawe tylko jak dlugo? ;)

      Usuń
  9. Sąsiadka poszła po bandzie, nie ma co.

    Zdziwiona jestem, że ulegliście Bi jeśli chodzi i basen. Myślałam że dłużej to będzie trwało. W ogóle to oni mają jakieś dni wolne? ;) Tu szkoła polska, tu zajęcia takie inne i jeszcze normalnie szkoła. Podziwiać Was trzeba. A raczej Ciebie, bo ich ogarniasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez jestem zdziwiona, ale M. zadecydowal w sumie za nas oboje. ;)
      Tak, Potworki maja obecnie wolny... piatek. :D Poza tym, cos tam kazdego dnia jest. ;)

      Usuń