piątek, 5 czerwca 2020

Areszt domowy tydzien #12, czyli basen, troche szkoly oraz jeszcze basen ;)

Tak, tak! Rok szkolny wreszcie dobiega konca! Jeszcze tylko 4 dni, z czego dwa beda skrocone. Dodatkowo, w poniedzialek dzieci maja miec wirtualny Field Day, czyli cos na ksztalt Dnia Sportu, nie oczekuje wiec zadnych powazniejszych zadan. W zasadzie juz w tym tygodniu wielu nauczycieli luzuje. Nie ma nowych zadan z hiszpanskiego, ani instrumentu (zreszta, skrzypce oddalismy we wtorek do szkoly), z muzyki byla do zrobienia tylko ankieta, a z plastyki prosba, zeby zostawic komentarze na wirtualnej galerii szkoly. Ja sie ciesze, Nik sie cieszy, M. w sumie zwisa i powiewa i tylko Bi placze, ze bedzie tesknic za kolegami. ;)

Wreszcie skonczy sie przeszkadzanie mi co 10 minut, bo costam. Z drugiej strony, obawiam sie, ze bedzie problem z halasem. Bawiace sie Potworki, to dzieci wrzeszczace, piszczace i tupiace. Zeby miec wzgledny spokoj do pracy, bede musiala chyba zezwolic na czas na tabletach, jednoczesnie nie chce jednak, zeby spedzali calych dni gapiac sie w ekrany. Poki pracuje z domu, a oni nie sa na polkoloniach, bede musiala chyba zrobic grafik codziennego czytania oraz zadan w cwiczeniach. A co! Pomiedzy marcem i czerwcem nauczyli sie niewiele nowych rzeczy, troche nauki przez wakacje im nie zaszkodzi. ;)
Ale to za tydzien. Poki co, jeszcze choc troche tej "szkoly" maja. ;)

Miniony weekend uplynal pod znakiem basenu. Jak juz Potworki maja w ogrodzie wode, to wiadomo, ze nie popuszcza. ;) O ile w sobote bylo goraco - 27 stopni, a w sloncu pewnie 30, to w niedziele wial lodowaty wicher, a temperatury na sloneczku moooze dochodzily do 20 stopni.

Sobota byla naprawde piekna

Poczatkowo na pytania o wode odpowiedzialam, ze absolutnie nie, ale tak dlugo chodzili za mna i jeczeli, ze w koncu machnelam reka. Powiedzialam, ze jak dadza rade sie zamoczyc, moga sie pochlapac.
No ba, oni by nie dali rady?! Co prawda wyjscie z wody zaowocowalo gesia skorka i szczekajacymi zebami, ale i tak zabawe mieli przednia. ;)
Aha, w niedziele Nik doczekal sie postrzyzyn, ale specjalnych zdjec "przed" i "po" brak, za to Bi zrobila matce "manicure". :)


W poniedzialek byl oczywiscie Dzien Dziecka. Tutaj sie go nie obchodzi, ale zawsze cos im z tej okazji dawalam. Tak sobie to zapamietali, ze juz od kilku tygodni dopominali sie, czy cos dostana. Najlepsze, ze w tym roku kompletnie tego nie planowalam, bo przez to siedzenie w domu, co chwila cos dla nich zamawiam, szczegolnie stosy nowych ksiazek. Liczylam, ze nie beda pamietac, szczegolnie, ze skonczyla sie Polska Szkola, w ktorej zawsze o takich wydarzeniach przypominali, a tu zonk. ;) Co bylo robic. Bi od jakiegos czasu marzyla o hula hop, a Nikowi polamaly sie raczki od skakanki, wiec pomyslalam, ze to bedzie dobra okazja na nowe. Niestety, przy zamowieniu pokazalo mi jakies kosmiczne daty dostarczenia, grubo po Dniu Dziecka. Zaczelam wiec szukac czegos innego. Bi uwielbia plesc bransoletki z kordonka i juz od jakiegos czasu mialam upatrzony dla niej zestaw z "trzymadlem". Wkurza mnie bowiem, ze przykleja nitki tasma klejaca do stolow (i to w jadalni i salonie, no przeciez nie u siebie...), ale potem zamiast skonczyc bransoletke, to owo "dzielo" majta mi sie po stole tygodniami. Teraz przynajmniej ma urzadzenie ze specjalnym haczukiem oraz szuflada na kordonek. Nikowi zas kupilam auto zdalnie sterowane, ktore mial jeszcze na liscie do Mikolaja, a ktorego wowczas mu nie kupilam.
A potem, oczywiscie, wszystko przyszlo jeszcze przed Dniem Dziecka, Potwory dostaly po dwa prezenty, a M. musial sobie pozrzedzic, ze ich rozpieszczam. ;)

We wtorek pojechalismy odebrac reszte szkolnych rzeczy Potworkow. Przyznaje, ze zupelnie inaczej to sobie wyobrazalam i ze wzgledu na dzieciaki nawet czekalam na ten dzien. Wiedzialam, ze nie wpuszcza wszystkich rodzicow na raz do szkoly, spodziewalam sie wiec, ze beda umawiac kazda rodzine na osobna godzine. Zreszta cos takiego mignelo mi w ktoryms mailu.
Tiaaa...Nie bylo mowy zeby w ogole osobiscie wejsc do szkoly, czy chociaz podejsc do jej drzwi! Kazda rodzina miala podjechac samochodem i wszystko odbierali i rozdawali przez okno auta. Przy pierwszym stanowisku rejestrowali imiona dzieci, przy drugim oddawalo sie instrumenty, ksiazki z biblioteki oraz inne szkolne wyposazenie, a przy trzecim dostawalo sie torbe z rzeczami dzieci. Rodziny mialy sie stawic w przedzialach czasowych ustalonych alfabetycznie. Niby wszystko szlo calkiem sprawnie, ale naczekalismy sie, ze hej, choc tu klania sie to, ze przestrzeganie zasad zawsze kopnie cie w tylek. ;) Kiedy dostalam maila o odbiorze rzeczy, zalaczona byla w nim jasna mapka, ze kolejka aut, ustawia sie wzdluz ulicy, przy ktorej znajduje sie szkola. Kiedy wiec dojechalam na miejsce, ale znalazlam sie na uliczce prostopadlej do tej "szkolnej", grzecznie skrecilam i pojechalam na koniec kolejki. A potem, kuzwa, okazalo sie, ze prawie wszystkie inne auta, ktore przyjechaly z tamtej strony, wciskaly sie w kolejke! W rezultacie wszystko zajelo nam cholerne 40 minut, z czego wiekszosc czasu poruszalismy sie noga za noga w sznureczku. Nik w tylu jojczal na calego, a kiedy pozwolilam mu odpiac sie z pasow, lazil po calym tyle auta, wdrapywal sie miedzy przednie siedzenia, itd. :/
Mimo wszystko jednak, byla to jakas forma odmiany od nudnej, utartej codziennosci, wiec nie narzekam. To co mnie najbardziej wnerwilo, to ze w kilku poprzednich mailach informowano, ze wraz z rzeczami pozostalymi z wyprawek dzieci, beda tez rozdawac laptopy. W naszym miasteczku, kazde dziecko ma w szkole swojego laptopa, na ktorym czesto pracuje. Kiedy w marcu zamkneli szkoly, rozdawali te komputery, ale tylko po jednym na rodzine. My wzielismy go dla Nika i teraz myslalam, ze dostaniemy kolejny, dla Bi. Chcialabym zeby juz zostawila mojego starego laptoka w spokoju. Niestety, zostalam poinformowana, ze w prawie laptopow beda sie kontaktowac w kolejnych tygodniach. Czyli trzeba bedzie kolejny raz odstac swoje w kolejce... :/ Tylko po chusteczke dzieciom laptop w czasie wakacji?! :/

Niestety, obawiam sie, ze to przygotowanie do kontynuacji zdalnego nauczania w kolejnym roku szkolnym... :( Wydzial oswiaty naszego miasteczka pisze otwarcie, ze nie wie, w jakiej formie szkola bedzie otwarta na jesien i czy w ogole zostanie otwarta. Duzo bedzie zalezec od decyzji gubernatora naszego Stanu. To on podejmie ostateczna decyzje, co do otwarcia szkol. Slyszalam juz o planach zajec dwuzmianowych (dla Polakow to zadna nowosc, ale tutaj wszystkie dzieci chodza do danej szkoly w tych samych godzinach), zajec tylko w ograniczone dni w tygodniu, itd. Innym pomyslem jest, zeby uczniow starszych, czyli w Middle School oraz High School wyslac na nauczanie zdalne na stale, a maluchy rozdzielic po klasach w zwolnionych w ten sposob budynkach... Zadna z tych opcji nie jest idealna, ale kolezanka - nauczycielka "pocieszyla" mnie, ze u niej w szkole mowa jest o mozliwosci zamkniecie placowek az do stycznia, kiedy na rynek ma szanse wejsc szczepionka! Po prostu mnie zmrozilo i mam nadzieje, ze to po prostu plotka, ktorej nikt powaznie nie traktuje. Po pierwsze, nie wiadomo, czy szczepionka w ogole wejdzie na rynek. Po drugie, nie sadze, zeby byli w stanie wprowadzic ja obowiazkowo (osobiscie nie planuje szczepic ani siebie, ani dzieci). Po trzecie, w styczniu to bedziemy w samym srodku sezonu grypowego, wiec zaloze sie, ze szkoly i tak by sie nie otworzyly w tym czasie...
No coz... Staram sie nie nakrecac. Przypominam sobie, ze do wrzesnia zostaly 3 miesiace, podczas ktorych wiele moze sie zmienic. Za kazdym razem jednak, kiedy o tym mysle, po prostu zoladek zawiazuje mi sie w supel ze stresu... :(

Poza tym, po 3 dniach kiedy w dzien bylo raptem po 17-18 stopni, a w nocy nawet 8 (ogrzewanie sie nad ranem wlaczalo!), znienacka przyszly upaly po ponad 30 stopni. Nie powiem, ze wzgledu na Potworkowy basen, nawet sie ciesze, ale z drugiej strony, takie skoki mnie wykanczaja. Jeszcze jak na zlosc, pierwszy dzien tych upalow zbiegl sie w czasie z drugim dniem okresu. Oczywiscie zlosliwa bestia przyszla wczesniej i akurat drugi dzien byl tym najgoretszym, gdzie w sloncu mielismy chyba ze 35 stopni, wiec pollezalam na tarsie pod parasolem i zdychalam. Nawet Bi okazala zrozumienie, kiedy powiedzialam, ze zle sie czuje, wiec nawet mowy nie ma zeby zapraszac jej kolezanke z wizyta. Od kilku dni slyszalam bowiem w kolko, ze kiedy A. moze przyjsc i kiedy A. moze przyjsc. Tego dnia musialam chyba jednak nawet wygladac "slabo", bo Bi nie nalegala.
Przy okazji, pisalam juz Marcie, ale napisze i tu, sobie na pamiatke (ku przestrodze?), jak mnie corka podsumowala. Wiecie, ten PMS wyjatkowo dal mi sie we znaki. Jesli sama po sobie widzialam, ze zachowuje sie kompletnie irracjonalnie, to cos musialo byc na rzeczy. ;) Po prostu chodzilam cala rozstrzesiona i mialam ochote tylko naprzemian plakac, albo wrzeszczec. Pare razy zauwazylam, ze widzialnie trzesly mi sie rece, wlasciwie bez powodu. Po prostu jeden klebek nerwow i hormonow. Ciezko byc kobieta... ;)
W kazdym razie, ktoregos dnia Bi stwierdzila, ze "mama, ty to jestec albo taka bardzo, bardzo mila, albo straaasznie niemila. Nigdy nie jestes posrodku". :D
Pieknie, zaraz wyjdzie, ze matka ma chorobe dwubiegunowa. ;)

Poza tym, wkurzeni ciaglym blotem wokol basenu, bo plachta pod spodem nie zakrywala do konca ziemii, a Potworki przy zabawie chlapaly, zastanawialismy sie, czym wylozyc te odkryte rogi.

Tak bylo wczesniej, choc fota nie oddaje tego ciaglego syfu i blocka

W przyszlym roku mam nadzieje, ze M. wylozy ten kwadrat plytami albo kamieniem i zrobi takie jakby patio. W tym, jako rozwiazanie "na szybkiego", zdecydowalismy sie wysypac tam kore. Decyzji tej pozalowalam juz kolejnego dnia, bowiem Potworki co chwila wylaza z basenu po kolejne zabawki, a wlazac z powrotem, nanosza kore do wody. Ja zas dorobie sie w koncu moze bicepsow, bo pol dnia spedzam wylawiajac z wody liscie, podtopione owady, oraz wyzej wspomniana kore. ;)

Tak wyglada teraz - troche schludniej. Po prawej miejsce na ognisko, ktore teraz przywalone jest kupa wyrwanych chwastow. Jak wyschna, sie je spali. A po lewej moj warzywnik, w ktorym wszystko rosnie jak glupie ;)

Proby pokrycia szafek kuchennych gotowa bejca z lakierem okazaly sie kompletna porazka. Na powierzchni zostawaly ni to bable, ni to jakies farfocle. Ch*j to wie w sumie, co to bylo, ale wygladalo strasznie. ;) Na wyszlifowanej do surowego drewna desce przy wyschnieciu znikalo, na lekko tylko zmatowionych szafkach, zostawalo. Podobno winne moga byc nawet chemikalia uzywane do czyszczenia szafek. :O Ja bylam za potraktowaniem ich jak schody - bejca + warstwa lakieru. Niestety, M. mi nie dal nic zrobic, a sam sie nie palil, a za to zrzedzil ile sie dalo. W koncu wkurzona powiedzialam, zeby zawiesil drzwiczki z powrotem i lepiej zajal sie lazienkami. ;) I to wywolalo efekt, choc nie dokladnie taki, o jaki mi chodzilo. Ja bowiem naprawde wolalabym, zeby M. wyremontowal najpierw lazienki. Niestety, moj maz broni sie przed tym jak moze, oswiadczyl wiec, ze on bedzie malowal szafki, ale... farba, nie bejca. I zebym wybrala kolor. Wszystko mi opadlo, bo zupelnie nie tak wyobrazalam sobie nasza kuchnie. Juz widzialam ja w pieknym wisniowym drewnie, a tu moj malzonek wymysla sobie cos kompletnie innego!

Zwiastun. Poki co musialam wyjac wszystkie kubki, lampki, miseczki, pojemniczki, itd., a takze cala jedna szafke roznych przekasek i bardziej niz "jak to bedzie wygladac" przeraza mnie mysl, ze potem bede musiala to wszystko od nowa ukladac na polkach. :D

Coz, po lekkich, ekhem... perturbacjach, z fochem, ale wybralam kolor i mozecie liczyc na to, ze pokaze Wam efekty. ;)

Na pozegnanie zostawiam Was z moimi iryskami. Te piekne, wielkie i zolte niestety wszystki przygiely sie do ziemi. Na szczescie te fioletowe sa sliczne i kwitna cala masa. :)


Milego weekendu!

10 komentarzy:

  1. Nie mialam pojecia, ze w USA jakikolwiek stan planuje dalsza spoleczna separacje i dluzsze nauczanie zdalne dla szkol. To kompletne wariactwo! Wyglada na to, ze oficjele rzadzacy bronia jak niepodleglosci status quo szkodliwosci, zakaznosci i smiertelnoci COVIDu, chociaz od wybuchu protestow i rozrob w Minneapolis i wszedzie indziej, wielkie skupiska ludzkie bez zadnej izolacji, NIE przyniosly zadnego wzrostu zachorowan czy zgonow. Ale politycy musza z czegos zyc... Wiec chca nadal rzadzic zakazami, nakazami, az nam ta Ameryka dokona zywota. U mnie w miescie otwieraja wkrotce stanowy universytet, zeby mozna bylo zaczac zajecia w college'u. Nie ma tez zadnej mowy o obowiazkowosci szczepien.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia Twoich dzieci w basenie wyglądają jak katalogowe:) Super, pozytywnie zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agatko, no u nas odnosnie szkoly to wyglada ta sytuacja identycznie. Nie wiem czy irlandzki rzad czeka na 'magiczne szczepionki", czy nie zdazyli zaintalowac w okolicach 5G,bo mowia, ze powrot moze w listopadzie!!!?? Wiec kraje wszystkie maja ugadane jak postepowac w sprawie wirusa. A basen macie cudowny. Sama bym wskoczyla z przyjemnoscia! Szczegolnie w takie upaly. U nas byly i sie zmyly. Podobno cieplo (ponad 20'C) wroci za kilka dni. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja Wam zazdroszczę, że już macie koniec szkoły. My jeszcze 2 tygodnie, a właśnie nam dyrektor zapowiedział, że zdalne nauczanie będzie trwać do 25.06 ;/ Nie wiem po co...

    Patrząc na ten Wasz basen, to człowiek sam ma ochotę do niego wskoczyć. Na niektórych zdjęciach naprawdę wygląda jak zdjęcia z katalogu w ofercie wakacyjnej. Kurczaki, aż żałuję, że nie mamy takiego ogrodu :D

    No to niezłe mieliście zamieszanie przy odbiorze i oddawaniu rzeczy szkolnych. Ale potwierdziło się to, że uczciwy dwa razy traci... My 19.06 mamy oddać do szkolnej biblioteki podręczniki i wypożyczone książki, każda klasa ma wyznaczoną godzinę, my akurat mamy od 13 - 14, zobaczymy jak to wyjdzie. Mamy mieć maseczki, swoje długopisy, podręczniki w reklamówce, mamy wejść odpowiednim wejściem i stać w wyznaczonych miejscach przed biblioteką...

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz kiedy większość nauczycieli zajętych będzie egzaminami, a dzieci korzystając z pogody częściej będzie na zewnątrz niż przy książkach, nauczanie zdalne stanie się tylko fikcją. Byle przetrwać do wakacji. I bardzo dobra decyzja, że u Was już wcześniej koniec.

    OdpowiedzUsuń
  6. Basen superowy macie! Ja właśnie przymierzam się do zamówienia nowego dla Juniora na działkę :)

    Remont widzę nadal trwa.. u nas już po na szczęście :)

    A kwiaty piękne. Te duże żółte irysy też mam na działce, identyczne :) Pozdrowienia ślę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super macie z ptym ogrodem :D
    I basen - ekstra!
    My w ostatnią sobotę mieliśmy piękną pogodę i zrobiliśmy sobie wycieczkę nad jezioro. Ale było fajnie :D

    U nas nauczanie jeszcze trwa, ale nie wiemy jak to będzie we wrześniu.

    Irysy piękne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Irysy obłędnie piękne! Wielki basen w ogrodzie - sama radość:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Agaciu, miłego weekendu dla Was również, a przede wszystkim przyjemnego zakończenia roku szkolnego (to jutro, prawda?) i spokojnych wakacji.
    Macie piękny ogród i cudowny basen, byle pogoda była, to Potworki będą miały zajęcie.
    Oczami wyobraźni widzę chlapiące się dzieciaki i Ciebie na leżaczku z książką. ;)
    Wiem, kochana, przeważnie nie masz na to czasu (jeszcze ten remont!), ale takich spokojnych chwil Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana jak czytam o tej paranoji szkolnej, to też mi się nóż w kieszeni otwiera. U nas podobnie, coraz śmielej przebąkują, że we wrześniu wcale dzieci mogą do szkół nie wrócić... o zgrozo! Tymon zacznie 4 klasę, Tola pierwszą, czyli dwa przełomy w życiu dziecka.
    nie wiem czemu to wszystko ma służyć, niedowierzam, że to wszystko dzieje się naprawdę.
    Masz rację, tu się bali, bali, a tu nagle bach, zabili murzyna i zmiana tematu w mediach... Sytuacja poważna, gdzieś tam protestujący mają rację, szkoda tylko, że zawsze się muszą trafić tacy, co akcje wykorzystują i rozruby z kradzieżami urządzają. Jak potem traktowac prawdziwy powód poważnie. To wszystko to pewnie po prostu upust emocji i niezgody jaka w ludziach siedzi po ostatnich przedziwnych wydarzeniach na świecie..

    Basen robi furorę, super :) Widać tą pełnię szczęścia u Potworków. Zakup idealny.
    Irysy cudne!
    Remont trwa i spędza sen z powiek, ale efekt będzie piękną nagrodą :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń