sobota, 11 kwietnia 2020

Nigdy nie jest tak zle zeby nie moglo byc gorzej, czyli areszt domowy, tydzien #4

Pozornie tydzien czwarty nie roznil sie zbytnio od trzeciego. Nadal "siedze" z Potworkami w domu, walczac z nauczaniem zdalnym i probujac zrobic choc cokolwiek zwiazanego z wlasna praca. Bi, jak zawsze, "uczy sie" w wiekszosci samodzielnie. Nie powiem, to dla mnie ogromna ulga, ma to jednak rowniez i ciemne strony. Po poludniu zasiadam do mojego jej laptoka i sprawdzam czy zrobila wszystko, co ma zadane. Niestety, dosc czesto sobie cos ominie (przypadkiem lub celowo). Zdarzylo sie, ze oswiadczyla bez zazenowania, ze trzeci dzien pod rzad miala zrobic to samo (szlifowac pisane wypracowanie) i, wedlug wlasnych slow: "miala juz dosc", wiec to zlala cieplym moczem. ;) Musze jednak przyznac, ze w wiekszosci przypadkow, kiedy wolam panne, zeby przyszla i zrobila pominiete zadania, przychodzi bez szemrania. Dobra, czasem z przewrotem tych swoich pieknych oczu. ;) Od czasu do czasu zdarza sie jednak solidny foch i awanturka.
Problemem sa nadal w-f, plastyka, muzyka (i skrzypce) oraz hiszpanski, do ktorych zadania sa wysylane w tak zagmatwany sposob, ze nieraz ja sama glowie sie kilka minut, gdzie je znalezc. Wyglada to mniej wiecej tak, ze wychowawczynie podaja link do lekcji wrzuconych przez juz konkretna pania od przedmiotu. Klikniesz na link, masz (teoretycznie) instrukcje. Z tej instrukcji nie wynika jednak dokladnie, co nalezy zrobic, bo pod nimi znajduja sie czasem lekcje, a czasem zalaczane sa filmiki do (ponownie) instrukcji! Jakby ludzie czytac nie umieli! W rezultacie ma sie 3-4 linki do filmikow. Czesc z nich to "lekcje", czesc to zwykle instrukcje. Miedzy nimi pomieszane sa linki do "zadan". Te zadania to czasem odpowiedzi na pytania nauczycielek (co wywoluje kolejne linki do filmikow i miejsc na odpowiedz) lub gotowe testy ze slownictwa (to np. do hiszpanskiego). Po prostu kogel mogel totalny i najgorzej, ze w kazdym tygodniu lekcje oraz zadania sa w innej formie i innym miejscu, nie da sie wiec tego zapamietac! Jesli ja sie w tym gubie, to nie wiem jak maja sobie poradzic takie maluchy?!  Tak jak jednak w pierwszym tygodniu przejmowalam sie (i w konsekwencji wsciekalam), ze musze klikac przez kilkanascie linkow i filmikow, zeby dojsc do tego, czego dzieci maja sie nauczyc i gdzie wrzucic wykonane zadania, w tym tygodniu zaczelam olewac to totalnie. Nie moge dojsc, co masz zrobic? Nie robisz. Nie musisz pracy oddac? Tez nie robisz. To ostatnie dotyczy glownie Nika, ktorego pani uparcie zadaje im cos do zrobienia, ale czesto zamiast podac link, zeby wyslac to zadanie jej, pisze, zeby dzieci przeczytaly lub pokazaly je komus w domu. No sorki, ale mnie to srednio bawi, szczegolnie, ze w przypadku Kokusia to ja musze pomoc mu w wykonaniu owego zadania... Jak cos kobieto zadajesz, to sobie to potem sprawdzaj. Kto tu jest w koncu nauczycielka? :/
Jesli mowa o Kokusiu, to nic sie nie zmienilo. Nadal jest kompletnie niesamodzielny. W ciagu 3 tygodni, zdarzyl sie jeden dzien, gdzie prawie wszystko wykonal sam. W pozostale dni, poza porannymi wiadomosciami wysylanymi do kolegow oraz pani, do kazdego zadania wola mnie. :/

Jak juz przy szkole jestesmy, to kolejny raz wku*wila mnie ta polska. Zadna to ostatnio nowosc zreszta. Otoz, kolejne dwie soboty mialy byc planowo wolne od zajec. Poniewaz dosc mam otrzymywanych konspektow lekcji i dodatkowo pracy domowej (!) z miejsca, za ktore, do cholery, place, ucieszylam sie, ze dwa tygodnie odpoczniemy sobie od robienia po trochu prac do polskiej szkoly.
O naiwnosci moja! Obie panie przyslaly normalnie zadania! Pani Bi zaznaczyla co prawda, ze "gdyby dzieci mialy czas...", ale pani Nika po prostu wyslala konspekt oraz prace domowa jak zwykle! No niedoczekanie! Tym razem sama robie Potworkom 2-tygodniowa przerwe i niech mnie (panie, nie Potworki) pocaluja! ;)

To wszystko to jednak w zasadzie nic nowego. Tak to wyglada niemal od poczatku tej nowej, dziwnej rzeczywistosci. Niestety, zgodnie z tytulem, powinnam byla sie cieszyc, ze irytacja na lekcje oraz nauczycielki jest moim jedyny problemikiem.
Pisalam Wam juz kilka razy, ze ciesze sie, ze M. normalnie pracuje i zarabia, bowiem jestesmy obecnie, nawet tutaj, w zdecydowanej mniejszosci. Moja radosc mieszala sie niestety z obawami, ze w koncu cos z tej pracy przywlecze, a konkretnie wiadomego wirusa.
Jak napisalam kilku z Was w komentarzach - stalo sie! Pod koniec zeszlego tygodnia M. mial w pracy stycznosc z facetem, ktory otrzymal pozytywmy wynik testu na koronawirusa. To znaczy, w jego budynku takich osob bylo juz kilkanascie, ale zawsze pracowali na innym wydziale i nie mieli z nim bezposrednich kontaktow. Pomijam tu oczywisty fakt, ze lazienki oraz stolowka sa wspolne, wiec ktokolwiek jest chory ma spore szanse rozniesc to dalej. No, ale teoretycznie M. z nikim zarazonym bezposrednio nie pracowal, ani nie rozmawial. Az do tego goscia z zeszlego tygodnia. Chlop nie dosc, ze z jego departamentu, to jeszcze lazil bez celu, kaszlal i kaszlal, az w koncu ktos nakablowal do kierownika. Kiedy ten zaczal go maglowac o ten kaszel, facet bezczelnie odpowiedzial, ze zakrztusil sie ciasteczkiem!!! Dopiero nastepnego dnia, kiedy nadal platal sie po budynku i kaszlal w najlepsze, inna kierowniczka wyslala go do domu z nakazem nie wracania bez zaswiadczenia od lekarza, ze jest zdrowy. Co najlepsze, w poniedzialek ten sam osiol dzwonil, ze on sie dobrze czuje i chce wrocic do pracy (na szczescie mu nie pozwolono), a we wtorek napisal maila, ze niestety ma potwierdzenie zarazenia! :O W mailu jeszcze raz dodal, ze on sie dobrze czuje i czy moze wrocic do pracy! Stukniety, czy co?!
W kazdym razie, facet ma swoj taki jakby kantorek, w ktorym znajduja sie maszyny potrzebujace specjalnych warunkow. Pracuje z nim tam jeszcze dwoch mezczyzn, ktorych oczywiscie natychmiast wywalono do domu. Podobnie z nastepnymi trzema, ktorym on pomagal cos sprawdzac, wiec spedzili z nim sporo czasu w bezposrenim kontakcie. Zostalo jednak kilku takich, jak M., ktorzy widzieli go codziennie, ale przelotnie. Oni narazie nadal pracuja. Malzonek moj wlazil do tego jego kantorka, ale twierdzi, ze na doslownie kilka sekund, dac mu jakies papiery. Nie mniej, facet lazil po calym ich departamencie, kaszlal jak gruzlik, a papiery, ktore M. mu dal, czesciowo przyniosl z powrotem. Ile zdazyl na nie nakaszlec? Ile dotknal brudnymi lapami (M. twierdzi, ze to fleja obgryzajaca paznokcie)? Ile zarazkow rozsial w stolowce czy lazience? Ile M. zdazyl "lyknac" wchodzac do tego jego pokoiku? Wielka niewiadoma... Teraz czekamy jeszcze nastepny tydzien, zeby zobaczyc czy M. sie nie zarazil. Jesli tak, to... Nie wiem, co. Trzeba bedzie miec nadzieje, ze nie zarazi mnie i dzieci, a jak juz, to ze cala czworka przejdziemy to w miare lagodnie... :( Ja mam oczywiscie czarne wizje, ze co jak ja i M. wyladujemy w szpitalu?! Co z dziecmi?! Moj tata jest juz po 60tce. A jesli i on sie zarazi?! Poza nim, nie mamy tu nikogo! A jesli... wole nie dokanczac mysli... :(
Sprawy nie ulatwia fakt, ze M. jest nadal przeziebiony. Nie wiadomo wiec, czy to zwykle przeziebienie, czy lagodnie przechodzi ten caly covid-19, czy to moze dopiero poczatek. Najgorsza jest wlasnie ta niewiedza i swiadomosc, ze to gowno ma taki dlugi okres wylegania. Akurat ida Swieta i choc dla nas niewiele beda sie roznic (za wyjatkiem, ze ani moj tata, ani chrzestny Potworkow nie przyjada) od normalnych, to jednak ten dodatkowy stres sprawil, ze odechcialo mi sie wszelkich przygotowan... :/

Zeby moj humor jeszcze poszybowal w dol, nie dostalam kolejnej wyplaty! Po prostu szlag mnie trafia! W poprzednia srode dostalam jedna z zaleglych. W tym tygodniu miala wplynac juz normalna, liczylam tez, ze moooze nadrobia druga zalegla. Niestety, nie wplynela zadna. Tyle gadania na telekonferencji, ze juz bedzie wszystko wracac do normy, zeby nie skladac podan o bezrobocie bo szef stara sie o dofinansowanie z racji koronawirusa i nasze wnioski o zasilek moglyby sprawic, ze jego podanie zostanie odrzucone, itd. No i co?! Jajco! Znowu sobie w ch*ja leci! To naprawde wyglada, ze rzuca co trzecia wyplate zeby nam na chwile zamknac geby, zebysmy mysleli przez moment, ze moze juz bedzie ok, a on wtedy uchachany omija sobie dwie kolejne. A te jego, ze "on stara sie o dofinansowanie", zaczynam miec po prostu w nosie! :/

Z lotem do Polski tez mamy przerabane. Mielismy leciec w niedziele Wielkanocna. Wiecie, ze dopiero w czwartek nasz lot zostal oficjalnie odwolany?! Zeby bylo smieszniej, jeszcze w srode zupelnie "zniknal" z grafiku! Przy sprawdzaniu statusu lotu, na 10 kwietnia pokazywano, ze sa odwolane, na 11 kwietnia pokazywalo, ze lataja normalnie (!), Podobnie na 13-ego, a przy probach sprawdzania lotu na 12-ego, data automatycznie przeskakiwala na 11-ego! Cuda po prostu! No ale na szczescie w koncu go oficjalnie odwolali i teraz tylko pytanie co z pieniedzmi. Czy oddadza bez szemrania, czy beda sie upierac na przelozeniu daty...? Moj tata mial leciec pod koniec marca, jego lot oczywiscie zostal odwolany, a Lufthansa do dzis pieniedzy nie oddala... :/

Na koniec, w czwartek wieczorem, gubernator naszego Stanu oglosil, ze przedluza zamkniecie szkol do... 20 maja! Czaicie to???? Dwudziestego MAJA! Ja cie pierdziele! Teraz juz praktycznie pewne jest, ze nie otworza szkol do jesieni, bo wedlug naszego kalendarza, jesli dzieciaki wrocilyby na te date, chodzilyby don zawrotne 2.5 tygodnia! :/

Napisalabym "dobijcie mnie", ale ze w obecnych czasach moze to byc zyczenie dosc latwe do zrealizowania, to nie napisze. ;)

Post wyszedl mi ponury do potegi n-tej, bez chocby jednej dobrej wiesci, wiec zeby nie bylo az tak pesymistycznie, napisze Wam o tym, co ostatnio wyprawia moja matka. Jak wiadomo, jest ona "specyficzna". Pomine to, ze przy kazdej wizycie u mojej siostry, podkrada jej z lodowki jajka, maslo, itd. Zeby bylo jasne, matka ma emeryture, a moj tata wysyla jej dodatkowo co miesiac kilkaset dolarow, wiec to nie tak, ze nie starcza jej na jedzenie. ;) Pomine tez historie z tym, ze juz kilkukrotnie podczas kwarantanny pojawila sie u mojej siorki bez zapowiedzi, a za to w maseczce, bo "ona oszaleje siedzac tak ciagle w domu!" i "ona juz nie moze wytrzymac!" i "siostra jest swinia, bo powinna poprosic, zeby ona sie do nich wprowadzila na czas kwarantanny!". To sa raczej historie pokazujace jak egoistyczna oraz zepsuta jest ona osoba. Natomiast od czasu do czasu palnie jednak cos, z czego mozna sie posmiac. ;)
Otoz, moj tata postanowil zgapic od nas przygotowanie wlasnego plynu do dezynfekcji, tylko zamiast uzyc aloesu, rozcienczyl po prostu spirytus woda. Po skonczonej produkcji wyliczyl, ze wyszlo mu pi razy oko 60% alkoholu. Moja matka oczywiscie skwitowala, ze to za malo i nie zadziala. No dobra, no to tata dolal troche spirytusu i przy kolejnej rozmowie pochwalil sie malzonce, ze teraz ma juz prawie 80% alkoholu w owym plynie. A na to moja mamuska:
"No co ty, to za duzo, nie zadziala, ten wirus sie w tym zakonserwuje i przezyje!"

Tutaj po prostu zamiast komentarza wrzuce Wam to: 🤦

*

Coz zostalo mi na sam koniec... Rzeczywistosc mamy taka, jaka mamy, ale ze Wielkanoc uparcie nie chce zniknac z kalendarza, to:

ZDROWYCH i Wesolych Swiat!!!

Fota z Fejsa. Mam nadzieje, ze wywola choc lekki usmiech :)

26 komentarzy:

  1. Trzymajcie się. Tylko spokój nam pozostał

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczaki wymiatają :) ale mama bije wszystko na głowę ;) Współczuję siostrze, a z tej kwarantanny tyle dobrego, że nie będziesz musiała w święta tego na żywo słuchać i oglądać.. Choć wiem, marne to pocieszenie, ale choc odrobinę chcialam :)
    Agatko, wiem, wiem jak musisz się martwić i popadać w psychozę, po całej tej akcji w pracy M. I wiem też, że najgorsze w tym wszystkim jest - co z dziećmi gdyby.. Nie mam zlotej odpowiedzi, nie mam możliwości zagwarantować Ci, że będzie dobrze, moge ci tylko życzyć tego i mocno trzymać kciuki!! Ale spróbuję choc odrobinę pocieszyć. Doczytałaś pewnie już u mnie, że mój Brat pracując kilka dni w karetce z chorym lekarzem, jest zdrowy, a po trzech dniach kwarantanny został ściągnięty do pracy w służbie zdrowia... Tak jak i burmistrz mojej siostry miał kontakt kilkudniowy ze swoim chorym (pierwszy przypadek na Mazowszu) synem i ani on, ani żona, ani nikt z otoczenia burmistrza nie zaraził się, a syn juz tez zdrowy. U mojej siostry męża podobna sytuacja w firmie, tylko o zarażeniu pracownika dowiedzieli się jak trafil z udarem do szpitala i nikt nie wie czy zaraził się w szpitalu, czy wcześniej i z tym chodził. W każdym razie firma powiadomiła sanepid, który sprawę olał, czyli wychodzi, że wirusa mają gdzieś i być może nie jest on az tak grozny jak nam wmawiają. Co w sumie widać po tym, że nie zdziesiatkowal jeszcze ludzi pracujących non stop od pandemii w sklepach, na poczcie, w firmach kurierskich itd, oni przecież non stop mają styczność z każdym w sumie i nie padają jak muchy. Trzeba być dobrej myśli, aby nie oszalec.. Wiem wiem, łatwo się mówi. Ale zle myśli często więcej szkody mogą zrobić niż rzeczywisty wróg.
    Z twoi szefem - na dwoje babka wróżyła. Nie zazdroszczę sytuacji. Szef albo sytuację naciąga, albo wasi pracodawcy mają tak samo przekichany jak polscy i trochę mu się nie dziwię, że uprawia ta zonglerke. U nas górnolotne opowieści rządu o pomocy dla firm, a w rzeczywistości nie ma żadnej, toniemy powoli. Wsparcie dostali tylko... Rolnicy(!) którzy notabene mogą spokojnie pracować, jeżdżą w pojedynke w traktorach po polach, Sieją, orzą, produkty ich im schodza bo teraz żywność to jedyny porzadany produkt także ten.. Zwykła kiełbasa przedwyborcza dla nich, proste. Emeryci emerytury mają, nieroby 500plus - głosować ma kto, reszta niech się buja i tak zbędna, bo za dużo widzi. Ciekawe skąd potem na te 500plus, trzynaste emerytury, dofinansowania rolników wezmą, jak firmy padną? Elektorat nadal wierzy, że rząd z własnej kieszeni bierze. Ech.
    Co nam pozostało Kochana. Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, spokojnych myśli i mimo wszystko radości na te Święta.
    Współczuję tego 20 mają, nam poki co przedłużyli jeszcze o tydzień po świętach, ale to chyba takie dawkowanie, żeby nie od razu z grubej rury, bo ludzie oszaleja, widząc co się dzieje wokół. A przeciągać pewnie będą, bo maja teraz niezly dochód z mandatów za absurdy i nikt nic nie może poprotestować bo wszyscy siedzimy uwięzieni, także zarządzanie teraz takim krajem to wymarzona sytuacja :( a bezrobocie i frustracja rośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, tak wmawiaja, ze ten wirus taki zarazliwy, a z obserwacji widze co innego. U M. w pracy, z tym zarazonym chlopem mialo kontakt kilkanascie osob, w tym kilka pracowalo bezposrednio z nim, w jednym, nieduzym pomieszczeniu. I co? NIKT sie nie zarazil...

      Z szefem to ja mam mniejszy problem z tym, ze nie placi, bo jestem w stanie zrozumiec obecna sytuacje. Mnie wkurza, ze nie jest szczery. Moglby po prostu powiedziec: sorry, nie mam za co Wam zaplacic. Mozecie przeczekac ten czas ze mna, lub wysle was na bezrobocie. A on co dwa tygodnie obiecuje, ze zaplaci, nadrobi zalegle wyplaty, a potem... cisza. Pierdolca, za przeproszeniem, mozna dostac. :/

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że M. nie zdążył się zarazić, a jeśli tak to, że przejdzie to świństwo łagodnie i nie zarazi Was... Choć teraz też już jestem prawie pewna, że każdy z nas prędzej czy później będzie musiał przez to przejść, nie da rady zamknąć wszystkiego na rok czy nie wiadomo ile i czekać na szczepionkę, albo aż wirus rozpłynie się sam w powietrzu :/ Ale mam dokładnie takie same obawy co do dzieci jak Ty, co będzie jeśli oboje się rozchorujemy... Czasem nachodzą mnie takie myśli i nie mam pojęcia co by wtedy było... T. ma tu w Belgii brata ale szczerze, praktycznie nie mamy kontaktu, a poza tym jemu i jego 'konkubinie' nie powierzyłabym psa, a co dopiero dziecko... Także lepiej nie myślmy o najgorszym, będzie dobrze!
    Co do zaległych wypłat, to u nas też na szczęście T. jeszcze prawie cały marzec pracował, także jedna wypłata doszła, ale teraz czekamy nie wiem jeszcze ile na kasę z bezrobocia i jakieś dodatki, które rząd obiecał, ale to też nie wiadomo kiedy wyślą... Tyle było wniosków, a teraz jeszcze święta. Ja powinnam też dostać parę stówek z ubezpieczenia, ale przez to, że w związku z wirusem sporo ludzi poszło na lewe zwolnienia zanim jeszcze ich firmy się pozamykały, to ubezpieczalnie sprawdzają wszystkie wnioski jeszcze dokładniej i już któryś raz z rzędu proszą mnie o doniesienie tego samego zaświadczenia od lekarza czemu nie mogę pracować. Tak jakby brzuch miał mi nagle się zmniejszyć... Także pewnie kiedyś pieniądze dotrą, tylko kiedy. Wszędzie teraz będzie ciężko, trochę się boję jak cała ta pandemia wpłynie na gospodarkę i ekonomię... :/
    Mimo wszystko Wesołych Świąt dla Was, oby były zdrowe, bo teraz to najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie M. sie nie zarazil. NIKT sie nie zarazil, nawet ci, ktorzy pracowali w bezposrednim towarzystwie tego zarazonego faceta. Czyli wychodzi, ze ten wirus wcale az taki zarazliwy nie jest... :/

      U mnie nadal jaja z wyplatami, a teraz w dodatku u M. obcinaja godziny. To oznacza, ze trzeba bedzie ruszyc oszczednosci. Dobrze, ze je mamy... :/

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że skończy się tylko na strachu, choć i tego wolałabym, żebyście nie musieli przeżywać.

    Trzymajcie się Kochani!!!

    Wszystkiego najlepszego na te święta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na szczescie tylko na strachu sie skonczylo. Przynajmniej tym razem. :)

      Usuń
  5. Agata współczuje sytuacji z mężem :(( Oby nie był zarażony i Was nie zarazil! Trzymam kciuki i zdrowia życzę!! Spokojnych Świąt dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zarazil, chyba ze przeszlismy covid-19 bezobjawowo. ;)

      Usuń
  6. Życzę by wszystko było dobrze i by Twój mąż nie był chory ani nie przyniósł Wam tej zarazy!!!
    Kurczaki górą, tak jak i stwierdzenie Twojej mamy;) No cóż - niemalże każdy staje się już ekspertem od koronawirusa;))
    Życzę Wam by mimo przeciwności losu przeżyli dobre i radosne, ZDROWE święta!
    Buziaki dla Was od nas:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie M. sie nie zarazil, a moja matka, owszem, wiecznie wysnuwa swoje wlasne teorie. ;)

      Usuń
  7. Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agatko, nie martw sie. U nas w fabryce 1000 osob. Jedna zarazona, drugiego matka (pielegniarka)z ktora mieszka ma pozytywny wynik, a on codziennie chodzi do pracy. Zadbajcie o odpornosc. Jak M. mial stycznosc to duzo wita C I d3. Na pewno nic sie z tego nie wykluje. Wiecej strachu, niz prawdziwe go zagrozenia, ale o to Im chodzi.
    Skorumpowanym gnojom WhO : https://www.globalresearch.ca/can-we-trust-who/5708576
    A z wyplata to naprawde porazka jakas. Szef leci sobie w kulki.
    PS twoi rodzice sa w separacja czy nadal malzenstwem? Wybacz za personalne pytanie, ale zawsze mnie to ciekawilo :-) duzo spokoju ducha Agatko w te Swieta Wielkanocne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie u M. nikt z tych, co mieli kontakt, sie nie zarazil. Po tym doswiadczeniu nawet M. przestal az tak sluchac swoich spanikowanych rodzicow, ktorzy nawet z nami na Skypie, caly czas podnosza glowy w strone tv i powtarzaja te wszystkie "sensacje". Ale nie dadza sobie nic powiedziec. :/
      Nie obrazam sie, bo wiele osob o to pyta. Moi rodzice sa nadal malzenstwem, choc trudno to nazwac zwiazkiem, skoro widuja sie raz w roku przez 3 tygodnie. :D

      Usuń
  9. Przykre jest to, że w całej tej sytuacji jeszcze musicie się martwić innymi rzeczami. Mam nadzieję, że wszystko się wyprostuje, a przede wszystkim M. będzie zdrowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. na szczescie zdrowy. Zeby byla rownowaga, w pracach coraz gorzej. :/

      Usuń
  10. Oj, niewesolo jest nam "z tym wszystkim". Ja wlasciwie nawet nie zauwazylam swiat wielkanocnych w tym roku. Cos tam kupilismy w polskim sklepie, zeby sie nazywalo. Byl zurek, troche salatek i jajka. Ogolnie depresja niewiadomej przyszlosci bierze gore nad nami. Przykre to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, to prawda. U nas te Swieta malo sie roznily od corocznych, ale jednak atmosfera jest ogolnie bardziej przytlaczajaca. :(

      Usuń
  11. Oj z tym zdalnym nauczaniem to jakaś masakra. Nie wiele ma wspólnego z nauczaniem. U nas zlecają zadania w ilości 10x tyle co w przedszkolu. Czasami wrzuca jakiś filmik.

    Oby Twój mąż się nie zaraził.

    Mama wymiata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, moja matka jest "genialna"! :D

      M. na szczescie sie nie zarazil.

      W szkole nadal porazka, choc nawet Nik (tfu, tfu) zaczal troche lepiej to ogarniac... ;)

      Usuń