czwartek, 14 marca 2019

Marcowe oczekiwanie

Dziekuje Wam dziewczyny za tak liczny odzew pod poprzednim postem! Wiedzialam, ze zawsze mozna na Was liczyc kiedy czlowiek potrzebuje poglaskania po glowce. ;)
Tak przy okazji, to wcale nie mialam zamiaru dawkowac napiecia. :D Wiadomosc wrzucilam na sam koniec, poniewaz wiedzialam, ze gdyby zdjecie testu znalazlo sie pierwsze na wokandzie, zaraz zlecialaby sie rzesza ciekawskich. A tak, wiadomosc jest tylko dla wiernych czytelniczek, ktore wchodza nawet pomimo nie zwaiastujacego sensacji tytulu i ktore przebrna przez tasiemca. ;)

Co u nas?
Ja obecnie cala jestem czekaniem. Do wizyty zostalo jeszcze 1.5 tygodnia, tymczasem nie moge sie na niczym skupic. Nic mnie nie bawi, malo co cieszy. Caly czas wsluchuje sie w swoj organizm, a ten, jak na zlosc, nie wysyla mi zbyt pomyslnych sygnalow. Wrozba z cycek (Brytusia, po prostu padlam ze smiechu na te okreslenie! :D) nadal bez zmian. Lewa pobolewa, ale mam wrazenie, ze z kazdym dniem coraz mniej. Prawa zaboli jak nacisne tu i owdzie, ale szczerze, to chyba kazda piers, nawet nie-ciazowa, zaboli jak sie ja dobrze pomietosi. :/
Nie odrzuca mnie od kawy, nie mam nudnosci. Wrecz przeciwnie, jestem wsciekle glodna (moze to tez jakis objaw?). Szczegolnie rano musze co dwie godziny cos przekasic, bo tak mi w brzuchu bulgota i ssie, ze szok. Po poludniu jednak uczucie wilczego glodu z grubsza zanika.
Nie jestem tez senna, a pamietam, ze w ciazy z Bi usypialam jak tylko usiadlam przy biurku w pracy, a po powrocie do domu musialam zaliczyc obowiazkowa drzemke, zeby jakos funkcjonowac do konca dnia. Z Nikiem na samym poczatku tez po pracy ucinalam komara, chociaz wtedy bralam to za niedospanie spowodowane nocnym wstawaniem do Bi. Teraz wieczorami mam tyle samo energii co zawsze (czyli, nie oszukujmy sie, niewiele), tyle ze z trudem dociagam do 23, gdzie wczesniej potrafilam buszowac do polnocy. To jednak zwalam na zmiane czasu. Tak, my niestety juz zmienilismy czas na wiosenny i chodze niedospana i zla. Co za idiota to wymyslil!!! Potworki tez wstaja wkurzone i burczace (i nie moge sie ich dowolac z dolu, gdzie jeszcze w zeszlym tygodniu wstawali przede mna), bo mimo, ze teoretycznie klada sie o godzine wczesniej, to organizm twardo trzyma sie dawnej pory pobudki i sie buntuje...

Tak to sie kreci... Jeszcze przez 1.5 tygodnia bede zyla w takim zawieszeniu. Najchetniej zakopalabym sie pod koldre i je przespala... Niestety, jak na zlosc, w pracy nadal kociol, choc moze to i dobrze, bo inaczej pewnie godzinami przegladalabym na google hasla "brak objawow w ciazy" i fiksowala coraz bardziej.
Zeby jeszcze lepiej oddac moj stan umyslu dodam, ze nie pstryknelam w tym tygodniu ani jednego zdjecia. Nie mialam tez co prawda ku temu okazji, bo stracilam checi zeby robic cokolwiek ciekawego czy gdzies wyjsc... W niedziele lodowisko, na ktore chodzilam tej zimy z Potworkami bylo otwarte ostatni dzien. Nastawiona bylam zeby koniecznie zabrac ich ostatni raz w tym roku, ale niestety. Rano obudzilam sie z zatokowym bolem promienujacym od nasady nosa, przez kosc lewego policzka, az po ucho... :/ Niestety, to niekonczace sie przeziebienie, przeszlo w zapalenie zatok. Czy nie uroczo? :( Lodowisko sobie wiec odpuscilam. Moze gdybym nie byla w tej ciazy (nie-ciazy?), machnelabym na zatoki i pojechala, ale tak to wole dmuchac na zimne. :/

No wlasnie. Poniewaz bol zatokowy po trzech dniach nie mial zamiaru mijac, pojechalam do tzw. "walk-in clinic". Tu w Stanach nie ma bowiem przychodni, do ktorej mozna zadzwonic i sprobowac dostac sie do lekarza pierwszego kontaktu. Trzeba miec swojego lekarza z prywatnym gabinetem, do takiego zas, czesto-gesto dzwoni sie, ze jest sie chorym, a sekretarka na to, ze... miejsce maja za 3 dni! :O Jedynym wyjsciem sa wiec takie walk-in clinic, do ktorych nie trzeba sie umawiac. Mozna po prostu wejsc i zobaczyc czy dyzurujacy lekarz bedzie potrafil pomoc. Przyznaje, ze choc z dziecmi pojawiam sie u pediatry regularnie, to sama ze soba w walk-in clinic bylam wczesniej tylko 2 razy, obydwa z takim bolem gardla, ze nie bylam w stanie przelykac. W pierwszym przypadku mialam angine, w drugim... okazalo sie, ze jestem panikara, mialam jakiegos wirusa i bol rzeczywiscie sam przeszedl po kilku dniach. :D
Tym razem odbylam wiec trzecia wizyte w takiej ogolnodostepnej przychodni i mam mieszane uczucia. Doktorek - Hindus, bardzo sympatyczny, nie powiem. Oczywiscie na podstawie objawow szybko potwierdzil zapalenie zatok. Schody zaczely sie, kiedy powiedzialam mu, ze najprawdopodobniej jestem w ciazy, wiec cokolwiek przepisze musi byc bezpieczne w pierszym trymestrze. No i bach! Doktorek oswiadczyl, ze nie przepisze mi NIC! :O Poniewaz nie mam goraczki on uwaza ze to infekcja wirusowa (skad wie, skoro wymazu nie robil?!), wiec antybiotyk i tak by nie pomogl. Kazal psikac w nos sola morska i... uwaga! Plukac gardlo woda z sola! Spytalam jak to ostatnie ma wplynac na zatoki, wiec tlumaczyl, ze tam wszystko jest ze soba polaczone. Poniekad to wiem, ale nawet przechylajac glowe do tylu grawitacja raczej przeciez nie sprawi ze ta woda poplynie do zatok? :/ W kazdym razie mialam ochote zakrzyknac: "Panie, ja od prawie 4 tygodni lecze sie domowymi sposobami, jak widac z mizernym efektem!!!". Nieco grzeczniej, ale wytlumaczylam, ze probowalam sie sama wyleczyc i skoro w koncu przemoglam sie i pojechalam do lekarza, to znaczy ze potrzebuje czegos mocniejszego niz woda z sola! W koncu, dosc niechetnie, ale zgodzil sie wypisac antybiotyk, jednak polecil, zebym zanim go wykupie, sprobowala jednak wody z sola... :D
Coz, antybiotyku nie wykupilam. Jeszcze. Widze jednak, ze raczej sie bez tego nie obedzie. Minely dwa dni, a lewy policzek jak od czasu pulsowal bolem, tak pulsuje. :/

Z innych ciekawszych wydarzen, odbylam dyzur w Polskiej Szkole Potworkow. Ciekawe doswiadczenie, nie powiem. ;)
Nie pamietam czy pisalam, ale w szkole, do ktorej chodza Potworki, kazda rodzina ma obowiazek albo odbebnic dyzur, albo zaplacic $100. Kiedy przeczytalam o tej oplacie cala sie zjezylam, teraz jednak widze, ze jest ona wymagana zeby poniekad przymusic rodzicow do dyzuru. Poniewaz szkola wynajmuje pomieszczenia od lokalnego High School w sobote, nie ma w ten dzien normalnych pracownikow, ktorzy pilnuja porzadku. Poza tym nauczycielki nie moga zostawic dzieciakow samych, a przeciez potrzebuja od czasu do czasu wyjsc do toalety, zjesc cos, czy zwyczajnie zrobic sobie przerwe.
Dyzur okazal sie malo uciazliwy. Na szczescie okazalo sie, ze jest nas czworo na jednym korytarzu, wiec sporo bylo gadania i smiechu. Choc na poczatku wydawalo sie, ze moze byc "wesolo", kiedy zaraz po 20 minutach otworzyly sie drzwi klasy i nauczycielka poprosila, zeby pomoc, bo jedno z dzieci... wymiotuje! :O O rany... Trzeba bylo zaprowadzic dzieciaka do lazienki, pomoc mu przetrzec zabrudzone ubranie, itd. Fuuuj... Na szczescie mlodzian (okolo 10-letni) mial przy sobie telefon i zadzwonil po rodzicow, zeby go odebrali. Pod koniec dyzuru zas, w innej klasie chlopiec (to zawsze chlopcy!) zamiast jak czlowiek podejsc do smietnika, postanowil sie do niego "slizgnac" na kolanach. Niestety zle wymierzyl odleglosc i tak rabnal kolanem w metalowa framuge, ze nauczycielka musiala zabrac go do biura zeby zobaczyc czy maja zimne oklady. ;)
Mialam tez 15 minut dyzuru w jednej z klas, kiedy dzieciaki mialy przerwe na drugie sniadanie, a nauczyciele na cokolwiek potrzebuja. ;) To byla V klasa, czyli dzieci okolo 11-letnie. Poniewaz Potworki sa nieco mlodsze, przezylam lekki szok nad przepascia pomiedzy swiatem dziewczynek oraz chlopcow. Panny siedzialy przy stolikach, skubaly przekaski, pokazywaly sobie cos w telefonach, jedna malowala rzesy (tak, 11-latka! :O)... Slowem, aniolki. Chlopaki? O Boszzzz, co to byla za banda! Jeden mial miekka (na szczescie) pileczke. I cala ich gromada biegala w kolko po klasie, rzucajac sobie ta pilke, nurkujac pod stolikami i przeskakujac nad rozrzuconymi plecakami! Tylko czekalam az ktorych wywali sie i rabnie glowa w metalowe nogi od stolikow i krzesel! Poniewaz kompletnie ignorowali moje upomnienia, w koncu ograniczylam sie do stania pod jedna ze scian, wzdluz ktorej ustawione byly komputery. Stwierdzilam, ze sprzet jednak jest cenniejszy niz glowy tych lobuzow i postanowilam chronic go wlasna piersia. :D Nie musze mysle mowic jak bylam szczesliwa kiedy nauczycielka wrocila z przerwy? ;)
Mialam miec jeszcze jeden dyzur w klasie, ktora okazala sie miescic w zupelnie innej czesci szkoly. Chodzilam, szukalam, nawet dwa razy spytalam dyzurnych z tamtej czesci o droge... Bezskutecznie. Szkola jest ogromna, w dodatku polozona na wzgorzu, wiec rozniaca sie ukladem na kazdym pietrze, a korytarze, korytarzyki oraz dodatkowe pomieszczenia tworza taki labirynt, ze w koncu sie poddalam. Glupio mi troche i mam nadzieje, ze tamta nauczycielka miala do dyspozycji jakas inna dyzurna osobe, zeby na chwile wyjsc, ale po prostu znalezienie tamtej klasy mnie przeroslo. ;)
Reszta dyzuru minela juz spokojnie. Ot, ktorejs nauczycielce pobiec cos skserowac, bo ksero na innym pietrze, drugiej popilnowac chwile klasy bo musiala do lazienki, itd. Cztery godziny minely niewiadomo kiedy. :) Gdyby nie fakt, ze w czasie, kiedy Potworki sa w Polskiej Szkole lubie na spokojnie zrobic zakupy i ogarnac choc minimalnie chalupe, to zgodzilabym sie dyzurowac czesciej. ;)

Jak pisalam wyzej, nie pstrykalam ostatnio zadnych zdjec, ale na szczescie wychowawczynie Potworkow cos tam podsylaja. Szkoda tylko, ze ich celem jest pokazanie klasowych aktywnosci, a nie ladne ujecia dzieciakow. ;) I tak, w zeszlym tygodniu chyba, z okazji dnia Reading Across America, szkola urzadzila tzw. "read-a-thon", czyli maraton czytelniczy. Wszystkie klasy przychodzily do biblioteki po kolei tak, zeby caly dzien w szkole odbywalo sie czytanie. ;)

 Tu Bi czyta z kolezankami:

Calkiem wygodne poduchy maja w tej bibliotece ;)

A tu Kokus z kolegami:

Czerwony jak burak i upocony - potem dziwic sie, ze ciagle chory. :/ Swoja droga, wszystkie inne dzieci wygladaja normalnie, a sadze, ze szalaly tak samo, tylko moje jakby spod prysznica wyszlo :/

Po wygladzie mojego dziecka widac od razu, ze przyszli prosto z przerwy. ;)

Oprocz takich specjalnych dni ogolnoszkolnych, kazda klasa zbiera punkty za dobre zachowanie, porzadek itd. Czasami przypomina mi to Harrego Pottera i Hogwart, gdzie kazdy "dom" zbieral punkty, tylko ze w Potworkowej szkole nie ma rywalizacji. Kazda klasa i kazdy rocznik zbieraja punkty dla samych siebie, a kiedy uzbieraja ich okreslona ilosc, dzieciaki wybieraja sobie nagrode. Czasem jest to dodatkowa przerwa, czasem dluzsza glowna przerwa w ciagu dnia, czasem moga przyniesc do szkoly zabawke, a jeszcze kiedy indziej przyjsc do szkoly w pizamach. ;) Tym razem klasa Kokusia wybrala "breakfast and reading celebration". Dzieciarnia mogla przyniesc cos malego na sniadanie (ja upieklam owsiane ciasteczka), wychowawczyni przyniosla soczki, a potem mlodziez rozlozyla sie na przyniesionych z domow kocykach i oddala lekturze. :)
Niestety, zdjecie, na ktorym jest Nik wyszlo totalnie zamazane, ale wygladalo to tak:

Dzieciarnia rozlozona po calej klasie, gdzie kto znalazl skrawek podlogi

A jesli ktos stesknil sie za buzkami Potworkow, to prosze:

Selfie :D

Zdjecie jeszcze z listopada. Ktoregos dnia, kiedy jeszcze spalam, Potworki swisnely moj telefon (prosto ze stolika nocnego - bezczelni!) i napstrykaly zdjec. ;) Sobie, oraz... psu:

Piesa tez wyraznie zaspana i zdziwiona, ze od rana atakuja ja paparazzi :D

Potem telefon grzecznie odlozyli z powrotem i czekali z niecierpliwoscia na moja reakcje kiedy zobacze nowe fotki. ;) Reakcja byla mieszana, bo choc zdjecia wyszly im calkiem udane, to fakt, ze podkradli mi telefon, juz wcale a wcale mi sie nie podobal. ;)

I na tym chyba zakoncze, bo jak na brak tematow do pisania, znow wyszedl mi tasiemiec. Taki krotszy. ;)

17 komentarzy:

  1. http://agnieszkamaciag.pl/jak-wyleczyc-chore-zatoki/
    Mi pomogło, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję zatok. A brakiem objawów się nie nakrecaj. Najważniejsze że nie dzieje się nic złego. Będzie dobrze ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Ty moja, czuję, że dobrze będzie :) Przeszłam trzy ciąże, czwartą jak wiesz nie w pelni i każda była inna, każda. W pierwszej mdliło mnie rano, w kolejnej bolał mnie brzuch okresowo non stop i tą straciłam, w trzeciej nie miałam nudności, nie wymiotowałam, nie bylam zmęczona, nic mnie nie bolało, miałam wsciekłą ochotę na sex, nienawidziłam slodyczy ;) w czwartej rzygałam jak kot dzien cały, miałam przydomek żywy trup... cycki nie bolały mnie nigdy w żadnej! Bolą za to teraz zawsze przed okresem :p

    Rany, to przestawianie czasu, u nas już tez za moment. Masz racje, kto to wymyślił??

    O matko, po samym opisie zaczęły boleć mnie zatoki, ałć. Współczuję :((( U nas też już lodowisko rozebrali, wczoraj własnie wjeżdżał tir z lawetą bo jego elementy pod szkołę, więc Tymon był w niebowzięty :)

    haha jak zwał tak zwał, u nas też jak jesteś chora, jak dzwonisz to też za 3 dni najpredzej wizyta ;) Z marszu to tylko właśnie taki ostry dyżur, bądź tzw świąteczna pomoc lekarska, w obu wypadkach przyjeżdżasz, odczekasz swoje, albo wchodziś od razu, zależy od szczęścia i nigdy nie wiesz czy na konowała czy lekarza trafisz... bo oni jakby z łapanki sa, mają dyżury i też często to jacyś Hindusi :). Na takiego konowała (nie Hinduskiego) właśnie kiedyś trafiłam z Tymonkiem i Jego nieszczęsnymi nereczkami :/

    Przesrane z tymi ciążami i chorobami :/ Zwłaszcza w pierwszym trymestrze. Noe współczuję Ci bardzo. Mistrzowi nie chcieli nic poza amolem sprzedać jak usłyszeli że jestem w 9 tygodniu ciąży i rzygam na parkingu z bólu głowy...

    OMG hahaha dyżur i niezły przymuś do niego ;) Ale już wiesz czemu :) To Ci się trafiło. Wszystko mogę przeżyć, ale wymiotujący ktoś, o Boże... :D no nie zazdroszczę. A ten ślizg, no jakbym Tymona widziała, On też normalnie nie chodzi, On ze ślizgiem na kolanach przeważnie własnie. Na szczęście póki co to tylko spodnie reanimowac trzeba, normalnie szwalnię powinnam otworzyć, bo z torbami nas puści przez te spodnie ;)

    fajny tez read-a-thon :) Kokuś niczym król na tronie czyta :) No, widac że wyczynowiec z Niego niezły ;) już wiesz, co będzie robił jak będzie miał 11 lat ;)

    Super pomysł z tym breakfast and reading celebration :) W naszej szkole niestety ta czystość w klasie jest na zasadzie rywalizacji z innymi klasami. nagrodą jest dyplom i jakieś duperele, szkoda że nie np breakfast and reading celebration :) Tymona klasa przegrywa podobno zawsze tym, ze Szymon ma zawsze brudne paznokcie.... o mój Boże! :D

    Wisze że ja też kiedyś takie fotki znalazłam w moim telefonie, który również leżał grzecznie obok łóżka ;)

    Ag trzymam cały czas kciuki ogromne!!! Wyczekuję z Tobą i czekam na te cudowne wieści :***

    OdpowiedzUsuń
  4. W Belgii też trzeba mieć swojego lekarza GP z własnym gabinetem i to do niego się zgłaszasz w razie choroby. Pierwszy raz byłam u takiego, żeby zrobił (w sumie to zrobiła, bo to była lekarka) mi Betę i potwierdziła ciążę ;)
    Jeszcze półtora tygodnia, przeleci szybciej niż myślisz! I im więcej masz zajęć z dzieciakami i w pracy, tym szybciej :) Ale niby mówisz, że nie masz żadnych objawów ciąży, a co z brakiem okresu? ;) To chyba jest dość mocny argument? ;) Z czasem pojawią się i inne symptomy. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wierzę, że będzie dobrze i będzie baby nr 3 :)) Trzymam kciuki!

    Zapalenia zatok współczuje.. Oby szybko przeszło! Zdrowia dużo życzę i czekam na dobre wieści :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zatoki przesrane. Ja mam chyba juz chroniczne zapalenie,ale nigdy na nie nic nie bralam. Najlepsze plukaniem - Zieba fajnie opisal jak robic to bezpiecznie.
    Trzymam kciuki za baby nr 3. Jak sie dowiesz,ze wszystko dobrze to pojawia sie objawy :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najgorsze to wyczekiwanie, ale czas szybko leci i ani się obejrzysz będzie wszystko wiadomo.
    Współczuje choróbska i mam nadzieje, że już lepiej?
    Zmiana czasu przed nami. Nie znoszę tego!pozniej człowiek niewyspany, a w sumie mam to na codzień ;))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej!

    Dopiero co znalazłam Twój blog. Może powodem jest to, że nie zaglądałam jednak do blogosfery? :)

    Bardzo przyjemnie mi się czytało ten post. Piszesz bardzo szczerze, aż chce się czytać! Na pewno będę tu zaglądać. Zostanę na dłużej i zaobserwuję ;)

    Sama mam problemy z zatokami, więc wiem, co czujesz. Ten straszny ból... Laryngolog mi nie pomógł. Właściwie to nawet nie zostałam przebadana.

    11 lat i malowanie się? Ja pierwszy raz tuszu używał w wieku 16 lat i uznałam, że wyglądam bardzo nienaturalnie i zaraz go zmyłam.

    Wierzę, że będzie dobrze! Trzymam za Ciebie kciuki!

    Pozdrawiam,
    M

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaglądam codziennie do Ciebie. I myślę ciągle o Tobie:)
    I cholerne zatoki! Ja z Mamelkiem w ciąży myślałam, że mam grypę;)))
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, trzymam kciuki!!! Bardzo, bardzo mocno!! Jestem spóźniona z czytaniem, ale własnie nadrabiam, a tu takie wieści!!! Rzeczywiście, bomba! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. OJEJ, OJEJ!!! Nie było mnie z powodu senności i lenistwa, wracam, a tu takie...
    Jestem, będę z tobą myślami i całuski <333 Wszystko będzie dobrze :**

    OdpowiedzUsuń
  12. Wcale Ci się nie dziwię, że tak nerwowo czekasz. Ale nadal trzymam mocno kciuki, że wszystko będzie dobrze.

    Fajnie mają w tych szkołach, z tego co piszesz i co widać na zdjęciach, to czasami żałuję, że nasze dzieciaki nie mają takich luźnych dni. U Oliwki już teraz jest sporo nauki, a z tego co wiem, to potem jest jeszcze gorzej. Tutaj duży nacisk kładzie się na naukę, no ale potem mamy finalistów wśród najstarszych klas i to z różnych przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  13. czekamy razem z Tobą! już bliżej niż dalej :) :*

    OdpowiedzUsuń
  14. O raaaaaaaaany :D No to już bez czytania poprzedniego postu wiem, że się działo! Agatko, no wow! Jestem bardzo bardzo pozytywnie zaskoczona. I oczywiście zaczynam czekać razem z Tobą :* Wiesz to na pewno sama, ale naprawdę zdarzają się ciąże "bezobjawowe" :) I ponoć kobiety je sobie chwalą :p

    Jeszcze zanim zaszłą w ciążę z Lilą często miewałam kłopoty z zatokami, fatalnie wspominam tamten okres :( Także bardzo Ci współczuję.

    Przepaść w tym wieku to normalna kwestia :) Teraz takie 11latki to już niemal małe kobietki, a chłopcy- cóż- ich prawa natury wydają się nie omijać i po prostu są normalnymi 11latkami :D I jak świat światem- dziewczynki jednak dojrzewają szybciej niż chłopcy. Czy to dobrze? Tego akurat nie wiem, ale jak patrzę na te panny z Elizy szkoły, wyedukowane na kosmetycznych kanałach na youtubie, instgramie... Cóż, czasami naprawdę czuję się przy nich taaaaaaka malutka :)

    Lilce regularnie zdarza się brać mój telefon do sesji zdjęciowych :D Różne są ich efekty :)
    Kochana, no będę o Was myśleć ciepło i mam nadzieję, że ten czas do wizyty zleci Ci jednak szybko!

    OdpowiedzUsuń
  15. Badz dobrej mysli. Wszystko bedzie OK.

    OdpowiedzUsuń
  16. kurczę...tyle się wydarzyło, kochana najpierw gratulacje. rozumiem twój stres - także gorąco trzymam kciuki aby poszło po twojej myśli. z zatokami mnie pomagały inhalacje - gorąca woda w misce, plus krople Amol, herbatki z rumianku i recznik na głowe..pięknie schodziło z zatok. Ponadto nieśmiertelne bańki, ale nie dam głowy uciąć czy można w ciązy...buziaki

    OdpowiedzUsuń