środa, 3 października 2018

O lazience, "klubie", wrozkach i o tym ze nadal nie ogarniam polskiej szkoly ;)

I niestety mamy pazdziernik.
Dlaczego niestety? Ano dlatego, ze najmniej lubiana przeze mnie pora roku, rozgaszcza sie na dobre. ;) Poki co nie mam powodu do narzekania. Srednio 1-2 dni w tygodniu sa naprawde chlodne i/lub deszczowe, natomiast przez reszte mamy slonce oraz 19 - 23 stopnie. Zlota (nie)polska jesien. :) Co prawda drzewa sa w wiekszosci nadal zielone, wiec tej jesieni nie widac, ale za to ja czuc, bo noce sa juz zimne. To znaczy, w porownaniu z Polska chyba sa cieple... ;) Czasem temperatura w nocy spadnie do 11-12 stopni, ale zazwyczaj zatrzymuje sie na 14-15 kreskach. Mogloby wiec byc duuuzo gorzej, chociaz mi i tak brakuje upalow. ;) Przynajmniej jednak nie musze Potworkow ubierac w czapki oraz kurtki kiedy wychodzimy na dwor, co widze na wielu polskich blogach.

Niestety roznice temperatur zdazyly juz zebrac zniwo - Nik ma katar. Znowu! Raptem dwa tygodnie pochodzil zdrowy i ponownie smarcze. A tak sie ucieszylam, ze udalo mu sie choc raz wyjsc z kataru bez zapalenia ucha, to masz babo placek. Znowu walczymy ze smarkami! :/ Tym razem niestety wirus trafil sie jakis bardziej zjadliwy, bo i Bi ma slyszalnie przytkany nos i mnie cos bierze. Wyraznie czuje drapanie w gardle i choc przez kilka dni wmawialam sobie, ze to przez suche powietrze, trzeba spojrzec prawdzie w oczy - zarazilam sie od potomstwa. :(

Jesien czuja tez niestety niedzwiedzie i w niedziele rano otrzymalam sms'a od sasiadki z naprzeciwka, ze wlasnie widziala na ulicy "misia", ale juz sie oddala od naszych domow. Z mieszanka obawy oraz ciekawosci obeszlam wszystkie okna, ale niedzwiadka nie dojrzalam. I w sumie dobrze. ;)
Za to we wtorek rano w wiadomosciach przeczytalam, ze na poludniu naszego Stanu niedzwiedz zabil na farmie owce. No, takich "sasiadow" to zupelnie sobie nie zycze! Tym razem byla to owca, a nastepnym? :O

Zapytacie co poza tym sie dzialo przez ostatni tydzien wrzesnia? A jak nie zapytacie, to i tak napisze. ;)

Po pierwsze, praca nad lazienka pomalu idzie do przodu. Najtrudniejszym etapem poki co bylo zamontowanie brodzika. Nie dosc, ze podloga krzywa, to brodzik od spodu ma cos a'la styropian lub twarda gabke i to okazalo sie ukladac w "lodeczke". Brodzik jest do pewnego stopnia gietki, wiec w rezultacie brzegi brodzika uginaly sie pod byle ciezarem na tyle mocno, ze przeszkadzalo to w montazu zabudowy. W koncu jednak M. udalo sie jakos wszystko naprostowac i przykrecic brodzik do desek.

Dawno sie tak nie cieszylam z widoku zwyklego brodzika :D

Teraz przyszla pora na postawianie specjalnych, anty-grzybowych "scian". Pisalam juz, ze domy hamerykanckie to szkielet z drewna i cos jak grubsza i sztywniejsza dykta z zewnatrz. Od wewnatrz, na ten szkielet kladzie sie wytwor zwany "drywall". Wyglada to jak panel o grubosci okolo 1.5 cm, wypelniony czyms, co przypomina gips. Nie jestem budowlancem i nie chce mi sie nawet tlumaczyc na polski z czego dokladnie jest to zrobione (rozni sie zreszta w zaleznosci od przeznaczenia), w kazdym razie jest na tyle cienkie, ze wieszajac na scianach cos ciezszego, np. szafki, telewizor lub nawet spory obraz, trzeba najpierw znalezc deski ze szkieletu domu idace pod spodem i to na nich zawieszac. Zreszta, wiele z Was widzialo zapewne hamerykanskie filmy, gdzie ktos zrobil dziure w scianie bowiem mocniej ja kopnal lub czyms uderzyl. Takie mocne sa te "konstrukcje. ;) Dlatego, kiedy czasem pisze, ze hamerykanckie domy sa bardzo akustyczne, musicie mi uwierzyc na slowo, ze przez takie scianki slychac absolutnie wszystko. Tego sie nie da porownac nawet z mieszkaniem w blokowisku. To trzeba zobaczyc, a wlasciwie "uslyszec".
Mala polska dygresja. :) Jedna z najbardziej popularnych scian - paneli, czyli drywall jest "Sheetrock" (to jak Adidas wsrod scian :D). Polacy maja na nie oczywiscie swoja nazwe i odkad przyjechalam do Stanow, przy okazji rozmow o remontach slyszalam o SIDRAKACH. Wiele lat zajelo mi rozszyfrowanie co to takiego te sidraki. :D Dopiero kiedy w starym domu przedzielalismy jeden z pokoi na pol, M. z kolega przywiezli je do montazu sciany i wtedy mnie olsnilo: nie sidrak, tylko Sheetrock! ;)

Stan ze srody wieczor - dwie sidrakowe sciany obite. :D Przy okazji macie premiere wybranych przeze mnie kafelkow - widzicie ten oparty o zielone skrawki kafel (kafl?)? ;)

Po drugie, Bi czuje sie (a raczej "czula", ale o tym za chwile) lepiej w polskiej szkole, znalazla przyjaciolke, wiec i mnie bedzie milej ja odprowadzac. Szkola ma niestety cos ze strona komputerowa i np. praca domowa dla klasy Nika, ktora wychowawczyni ponoc zamiescila we wtorek, pojawila sie dopiero w piatek wieczorem. Z tego wzgledu zupelnie ja przeoczylam. Zreszta, nawet gdybym w piatek wieczorem przeczytala, ze Nik potrzebuje czerwona kartke papieru i tak nie mialabym jej skad wytrzasnac. ;)
W miniona sobote bardzo mi ta polska szkola podpasowala, bowiem wpadlam na kolezanke, ktora zaprosila mnie na kawe zanim musialysmy wracac po dzieciaki. W pierwszej chwili odmowilam, planowalam bowiem jechac na zakupy i m.in. kupic mieso. Balam sie, ze w bagazniku udusi sie we wlasnym sosie. ;) Po chwili jednak palnelam sie w czolo. Nie widzialam sie z R. od lipca, bo obie pracujemy i ciezko nam sie zgrac. Niewiadomo kiedy znow nadarzy sie okazja. Mieso przezyje (gdyby moglo, bo to przeciez juz padlinka :D). Pojechalam na te kawe.
I wiecie co? Potrzebowalam tego. Siadlysmy na tarasie i chociaz raz pogadalysmy nad kawka bez ciaglego: "Gdzie dzieci? Co robia? O, jest Bi , sa chlopaki R., gdzie Nik?" oraz brzeczacego nad uchem "Maaaamooo!". I chociaz potem wpadlam do domu i zlapalam sie za glowe, ze mam tyyyle roboty, to ta godzina relaksu byla tego warta! :D

Weekend mial byc bogaty w atrakcje dla Potworkow, ale niestety jedna nie wypalila. W sasiednim miasteczku (ale doslownie kilka ulic od naszego domu, bo mieszkamy na pograniczu) mial sie odbyc festyn z dmuchancami, malowaniem twarzy, karuzelami i tym podobnymi, "dzieciowymi" atrakcjami. Niestety, w zeszlym tygodniu mielismy dwa niemal cale dnie ulewnego deszczu. W piatek, kiedy sprawdzono teren festynu, okazalo sie, ze gleba jest nadal grzaska. Impreze wiec odwolano i cieszylam sie, ze nie powiedzialam o niej wczesniej Potworkom, bo musialabym sie zmierzyc z rozczarowaniem i marudzeniem. Sobote spedzilismy wiec w domu. M. walczyl z lazienka, a do dzieciakow przyszly sasiadki z naprzeciwka, wraz z mama zreszta, wiec po raz drugi tego dnia mialam okazje pogadac o pierdolach. Dla mnie sobota byla wiec bardzo towarzyska. Az ZA bardzo, bo oczywiscie nie wykonalam polowy zaplanowanych czynnosci. :)

W niedzielne popoludnie zas, zostawilam meza nadal przeklinajacego w lazience i zabralam Potworki do pobliskiego "klubu". W cudzyslowiu, bo nie wiem jak to nazwac. Miejsce te jest jeziorkiem otoczonym lasem, z pawilonami, stolami piknikowymi, placami zabaw, boiskami do siatkowki, a latem z mozliwoscia kapieli lub wypozyczenia kajaka badz innej lodki. ;) Organizowane sa tam tez zajecia z przyrody oraz lokalnej flory i fauny dla dzieci z pobliskich szkol (Bi miala wycieczke szkolna na wiosne). Teren jest jednak zamkniety dla osob postronnych. Trzeba wykupic czlonkostwo zeby miec tam wstep na codzien. Dlatego wlasnie nazwalam go "klubem". ;) Od czasu do czasu organizowane sa jednak zajecia lub wystawy dla pospolstwa ogolu i na taka wlasnie wystawe pojechalismy. ;) W lesie, na jednym ze szlakow spacerowych, skonstruowane zostaly domki wrozek oraz krasnoludkow. Projekt zapoczatkowany byl odobno przez jakas artystke, mialam wiec spore oczekiwania. Tu sie jednak nieco rozczarowalam, bowiem tegoroczne domki zostaly stworzone rekoma ludzi prywatnych, w tym dzieci, niektore porazaly wiec kiczem. ;)

Niemozliwie kolorowy i przysypany brokatem projekt autorstwa dzieci z zajec w bibliotece ;)

Czesc jednak byla skonstruowana za pomoca galazek, kawalkow drewna, mchu, itp. i rzeczywiscie byly to male cudenka.

Tu byla nawet cala, "wrozkowa" wioska

Inne zas z "domkami" nie mialy nic wspolnego i trudno bylo nawet okreslic czemu miala sluzyc owa kompozycja, poza udawaniem sztuki. ;)

Choinka? :D

Ja cieszylam sie spacerkiem przez las, Bi z zachwytem ogladala konstrukcje, tylko Nik szedl i marudzil: "This is BORING! BOOO-RIIIING". Niestety, chlopcy i wrozkowe domki nie ida w parze. ;)
Mala sensacja dodajaca spacerowi przez las "pieprzu" bylo, kiedy Nik oznajmil, ze... musi kupe! :O Jestesmy w srodku lasu i to takiego niezbyt gestego, wiec brak nawet wiekszego krzaka zeby sie za nim schowac. To sobie pore wybral... I teraz wielka niewiadoma - wytrzyma czy nie wytrzyma? Na szczescie wytrzymal. ;)

Na wystawe (oraz zeby skorzystac z rzadkiej mozliwosci wstepu na teren "klubu" bez czlonkostwa), zjechala sie polowa naszego miasteczka. Co chwila musielismy przystawac, zeby z kims sie przywitac i zamienic kilka slow. Na koniec Bi wpadla na dwie kolezanki z klasy i w tym towarzystwie spedzilismy czas juz do konca.

Bi i najlepsza psiapsiolka - jak ogien i woda ;)

Bi konstruowala swoj wlasny domek:

Poczatkowo domek byl trojwymiarowy, ale sie zawalil, wiec Bi stworzyla makiete :)

Pozniej zaliczylismy dwa place zabaw i nagle okazalo sie, ze zlecialy 3 godziny. :)

Hit placu zabaw - "kopara"!

A! W jednym miejscu stala tez maszynka do robienia gigantycznych baniek, ktora byla oczywiscie hitem wsrod dzieciakow. :)








W poniedzialek dostalam wiadomosc od pani Bi z polskiej szkoly, ze dzieciaki przygotowuja sie do pasowania na ucznia. Prosi, zeby pocwiczyc w domu slowa wierszyka oraz piosenki. O ile wiersz "Kto ty jestes" jest powszechnie znany, o tyle o piosence "Pierwszaczek" nigdy wczesniej nie slyszalam. A slow pani nie rozdala. ;) Poza tym, dzieciaki cwicza taniec poloneza i tu wynikla afera ze strony mojej corki, ktora tradycyjnie odmowila tanczenia w parze z chlopcem. ;) Musze z mym dzieckiem powaznie porozmawiac. ;) Ciekawe jest to, ze teraz kategorycznie odmawia jakiejkolwiek wspolpracy z plcia brzydka, a za kilka lat pewnie sama bedzie kokietowac kolegow. ;) Poza tym, Bi cos strasznie sie tymi wystepami stresuje. Oswiadczyla nawet, ze nie lubi polskiej szkoly, bo maja wystepowac na scenie. Ona, ktora pierwsza wyrywa sie do popisow, nagle zlapala treme! :O
W kazdym razie te pasowanie zapowiada sie na wielka uroczystosc i az sama jestem jej ciekawa. Chyba ze Bi rzeczywiscie tak sie stremuje, ze ucieknie ze sceny i bedzie obciach. ;)
Od pani Kokusia rowniez dostalam wiadomosc z praca domowa, tylko... ja wyrzucialam! :O Na usprawiedliwienie mam to, ze jestem przyzwyczajona, iz z hamerykanckiej szkoly Potworki przynosza tyle kartek, niedokonczonych prac itp., ze wiekszosc "utylizuje". Kiedy wiec Nik przyniosl w plecaku plik pozornie przypadkowych karteluszek, wywalilam je, zeby nie trzymac zbednej makulatury, zanim pani zamiescila na stronie informacje, ze jedna zawiera prace domowa. Ups...
Kiedys to ogarne... ;)

Trzymajcie sie moje Drogie jesiennie! :)

27 komentarzy:

  1. Ja dzis pogratuluje meza: Brawo, jest dzielny i pracowity, ze ogarnia takie powazne i realne remonty w domu. Moj malz zawsze radzi, zeby remont w domu zrobil "ktos". A przeciez nie zawsze latwo mozna znalezc odpowiednia osobe do takiej roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, powiem Ci, ze w zeszlym tygodniu byl wrecz przeciwienstwem tego, co napisalas. Do niedzieli nie ruszyl przy lazience palcem! A to niestety nie jest robota, ktora mozna robic "z doskoku" przez pol roku... :/ To znaczy mozna, ale wtedy ma sie tyle czasu rozbabrana, niefunkcjonalna lazienke. ;)

      Usuń
  2. U Was jak zwykle dzieje się dużo :) Zazdroszczę temperatur - u nas 14 stopni to w dzień jest, w nocy ledwo 4-5, zimnica jak ciort (tak czort powinien być, wiem :D), dzisiaj trochę wygląda słńce, co po wczorajszym całodziennym deszczu jest jak zbawienie!

    U mnie też sezon katarowy otwarty, niestety. Kasia niedawno miała katar i kaszel, wyszła z tego ale kaszel wciąż się utrzymuje... ehh te wirusy.

    Kochana u Ciebie remont trwa, a mnie czeka - i to całej kuchni, odkładam najdłużej jak mogę, ale widzę, że nie będzie wyjścia, nie lubię, nie lubię, ale efekt będzie piękny - tylko ile nerw napsutych to sama wiesz ;)

    U nas do szkoły wkroczyła ameryka i mamy dziennik elektroniczny, a w nim oprócz planu lekcji, ocen itp. info o pracach domowych, konsultacjach, sprawdzianach i innych takich tam szkolnych sprawach. Mam apkę na komórkę i mi się wszystko pięknie wyświetla - życ nie umierać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie zamienilismy sie z Polska pogoda. Jest 13 stopni. W sobote w nocy ma spasc do zera. :O W niedziele dzieciaki maja zaproszenie na urodziny i modle sie o jakas zmiane bo zapowiadaja 8 stopni. A impreza jest na polu mini-golfowym! :/
      Mojemu Nikowi raz leci z nosa, raz go przytyka, raz wydaje sie, ze nic mu nie dolega. Juz nie wiem co to moze byc... :/
      Nasza kuchnia tez sie prosi o odnowienie, ale poki co lazienki sa w znacznie gorszym stanie, potem marzy mi sie oblozenie kamieniem kominka i dopiero wtedy pomyslimy o kuchni. Poki co chcemy wymienic galki na nowoczesniejsze. ;)
      Prosze, to Wy w Polsce macie w szkole Ameryke, a my w Ameryce jestesmy 100 lat za murzynami! :D A tak naprawde to nie mam zupelnie wgladu w punktacje dzieci. Ocen narazie nie maja, ale czasem maja testy na punkty. Niestety, nauczyciele nie podaja tu daty testu, wiec nie ma nawet jak pocwiczyc z dzieckiem materialu. ;)

      Usuń
  3. Nas też czeka ta uroczystość- pasowanie na ucznia za tydzień. I też jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie :) Junior uczy się wiersza (po polsku) i piosenki (po angielsku) ;)

    Wycieczka fajna, my też lubimy takie miejsca :)

    Jestem ciekawa Waszej łazienki i efektu końcowego :)

    Miłego weekendu życzę! I zdrowia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lazienki sama jestem ciekawa! :D Poki co, po minionej niedzieli w koncu prace znow ruszyly, bo mielismy lekko przestoj! ;)
      To pasowanie tutaj to jakas wielka gala bedzie! Nawet zerowki beda mowily jakis wiersz! :O

      Usuń
  4. Bedzie pieknie - M sie narobi ale potem moze z duma mowic "wlasymi rencami"!
    Kokus wyrosl i wyciagnal sie- to pierwsze co mi wpadlo w oko.Widzialas jak Laleczka pozuje do zdjec?? Nozk do przodu, usmiech, wlos- no cudnie!!
    Pogody ci zazdroszcze, bo ja jaszczurka i ciepelko uwielbiam a u nas w nocy 2- 5 stopni a w dzien 17... wolalabym wszystko o 10 wiecej :)
    Zimne pozdrowienia za ocean :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. mowi, ze go wykonczy ta lazienka! A jeszcze dwie zostaly! :D
      To prawda, Kokus jakos w wakacje wyszczuplal i wyciagnal sie. Taka "glizda" sie z niego zrobila. ;) A Bi tak, pierwsza, zeby "strzelic poze". :D
      Niestety, do nas przyszla jesien. Tylko 13 stopni i co chwila pada. :/

      Usuń
  5. Chyba mamy podobne kafelki:)))
    Koparka na placu zabaw najlepsza!!!
    Ps. Kiedyś w necie natrafiłam na filmik o artystce, która robi domki wróżek. Te jej instalacje są czasowe i różni ludzie (bo nie tylko dzieci) zostawiają tam liściki. Niektóre bardzo wzruszające...
    Może to ta sama artystka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze ta sama. Nie wiem, bo umknelo mi jej imie i nie moge nawet Ci podac. ;)
      Bardzo mozliwe, ze masz podobne kafle, bo w sumie styl teraz dosc modny. Wybralam duze zeby M. sie szybko kladlo. Okazuje sie, ze kladzenie to jedno, ale docinanie to dopiero mordega! :D

      Usuń
  6. Trzymam kciuki za łazienkę. Nie znoszę remontów :( Nadal mam traumę po tym wakacyjnym u nas, a pokój dziewczyn wciąż nie skończony. Marcin z tego słynie, że zrobi największą robotę a potem detale kończy miesiącami. Nie wiem, czy mam jeszcze siłę z tym walczyć.Bo wkurza mnie to oczywiście nadal, żeby nie było :)
    Zawsze mnie ekscytują doniesienia o Waszych czworonożnych gościach, których u nas poza zoo raczej nie uświadczysz. Ja już nie pamiętam, kiedy byłam z koleżanką na kawie... Albo z Marcinem gdzieś sama... Chyba w kwietniu, jak byłam u Niego w Gdańsku :) Też by mi się przydał więc taki reset z kawą na tarasie! Zazdroszczę i korzystaj, jak się jeszcze przytrafi. A powiem Ci, że Lila na razie bardzo chętna do płci przeciwnej, nie wiem nawet czy nie za bardzo :)
    Ten weekend ma być w Szczecinie bardzo ciepły. Ale przeżyliśmy już tej jesieni 3stopnie z rana! I mamy pierwsze ofiary- czyli mnie. Zapalenie oskrzeli. Z jednej strony męczę się z kaszlem, z drugiej- po prostu odpocznę od pracy. Nie mniej jednak widzę, że odporność mi chyba "siada" bo przecież pod koniec lipca też brałam antybiotyk...
    Ściskam Agatka i powodzenia dla Bi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz juz chyba wrocilas do pracy? Mam nadzieje, ze wypoczeta i pelna werwy! ;)
      U nas z czwartku na piatek ma byc -1! Mam nadzieje, ze sie to jednak zmieni, bo przyczepka nadal nie jest zabezpieczona na zime, a M. nadal meczy sie z lazienka i nie ma czasu na inna robote...
      Wlasnie, lazienka... M. ma tak samo jak Marcin, ze detale zostawia sobie na wieczne dokanczanie... Rekord pobil w starym domu, kiedy przybil listwy sufitowe w jednym z pokoi, po czym zalepienie laczen oraz pomalowanie ich zajelo mu... 8 lat! :D Teraz w lazience co prawda jeszcze trwaja glowne prace, ale juz odpuscil sobie na prawie tydzien! Mnie szlag trafial, a on otwarcie przyznawal, ze dosc ma tej lazienki i nie wie kiedy znow zacznie cos w niej robic... :O
      Co do Bi i chlopcow, to zupelnie jej nie rozumiem. Z synami mojej kolezanki bawi sie wspaniale. Szczegolnie z jednym z nich zawsze razem, jedno lazi za drugim, kiedy sie widzimy, sa nierozlaczni... Ale koledzy z klasy, czy to amerykanskiej, czy polskiej sa be i tyle... Teraz, po niemal 2 miesiacach szkoly w koncu chyba zaakceptowala, ze musi czasem wykonac zadania z kolegami i koniec... Ale podejrzewam, ze bunt jest za kazdym razem.

      Usuń
  7. Fajny ten klub! Potworki miały bogatą w atrakcję niedzielę :) Zresztą, tak jak każdy weekend ;)
    Jestem ciekawa relacji z pasowania!
    I dobrze, że M. potrafi sam tak dużo zrobić w domu. Łazienka widać nabiera już kształtów. Nie musicie szukać fachowców, a o dobrych jest naprawdę ciężko. Mój Teo też zajmuje się wszelkimi naprawami w domu sam i ledwo co się wprowadziliśmy do nowego domu, a on cały czas myśli co by tu jeszcze zrobić. Najbardziej interesują go wszelkie elektryczne i elektroniczne udogodnienia - taki ma fach i przenosi go też na teren prywatny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, ze Teo sam chce i lubi dlubanie kolo domu. Moj M. owszem, robi, ale tylko jak naprawde musi (bo cos sie zepsulo) albo jak mu wierce o to dziure w brzuchu. ;) Ale niestety fachowcem nie jest. Oglada filmiki, czyta i robi wszystko metoda prob i bledow. Niestety, czasem musi cala swoja robote rozbierac i zaczynac od nowa, co jest frustrujace dla niego i dla mnie przy okazji tez. ;) Ale fakt, ze nie musimy marwic sie o fachowcow - partaczy i zaoszczedzamy kupe kasy. ;)

      Usuń
  8. U Nas odwoluja imprezy tylko jak idzie huragan. Deszcz to normalka :-) a ja lubie te 3 h wolnosci w soboty . Ostatnio bylam na zakupach z Mezem. U Nas nie ma tragedii ale nocami czasami temp spada do kilku stopni.Za dnia 12-14'C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w tym tygodniu mamy pogode irlandzka. Jest wlasnie okolo 13 stopni, a w nocy 8. Jak dzis podskoczylo do 17 (ale za to padalo) to wydawalo sie TAK cieplo! ;) Ale w czwartek ma przyjsc pierwszy, nocny przymrozek. :(
      Ja bardzo lubilabym te 4 godziny spokoju kiedy Potworki sa w polskiej szkole, ale staram sie tyle w te pare godzin upchnac, ze w rezultacie latam z wywieszonym jezorem i mam wrazenie, ze i tak malo zrobilam. A wyrzuty sumienia nie pozwalaja mi klapnac z ksiazka na kanapie, choc bym chciala. ;)

      Usuń
  9. to są chyba po prostu płyty gipsowo-kartonowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno masz racje Klarko. Ja po prostu nigdy sie z nimi w Polsce nie spotkalam. :)

      Usuń
  10. Sie tam u Was dzieje! Trzymam kciuki za Bi i występy :)
    mnie też wraz z pierwszymi chłodami dopadło gardło i katar :(


    A czy w sklepach wraz z październikiem pojawiły się dekoracje i ubrania bożonarodzeniowe? U nas już wczoraj (w nd) panie w Tesco układały niemowlęce ubranka świąteczne.. A jak będę potrzebować w grudniu to nie będzie hehe.

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zebys wiedziala! Po jednej stronie kosciotrupy i dynie na Halloween, a po drugiej choinki i Mikolaje! :D
      Dzieje sie tak w sumie zwyczajnie, szkolno-domowo. Przy dwojce dzieci w wieku szkolnym na nude narzekac nie mozna. :)

      Usuń
  11. Twój M to jak moj mężu, dlubie i dlubie, ale efekt jest i kasa w kieszeni, bo nie trzeba nikomu płacić. Ja to zawsze się dziwię, ze hamerykanckie domy są zazwyczaj budowane z dykty i rigipsow. A później pierwszy lepszy wiatr i fruuuu...
    Fajny ten klub, ale szkoda, że trzeba za niego płacić. Brawo dla Nika, że wytrzymał ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, te domy to jak domki z kart. Dobrze, ze u nas z reguly nie ma huraganow ani tornad. Jak sie jakies trafi, to slabe i raz na kilka lat. :)

      Fakt, ze kase oszczedzamy, ale ta lazienka to nas wykonczy. Przy kazdym etapie wyskakuje jakis problem! :/ I ciagnie sie to tyyyle czasu... A najgorzej, ze dwie pozostale lazienki tez sie prosza o remont, a obawiam sie, ze po doswiadczeniu z ta, M. powie, ze potrzebuje pol roku odpoczynku. ;)

      Usuń
  12. U nas w ciągu dnia jeszcze te temperatury są przyjemne, ale ranki i noce już zdecydowanie chłodne. Potem człowiek nie wie jak się ubrać, bo tu zimno, a potem mógłby się rozbierać. Nie lubię czegoś takiego, wolę bardziej zdecydowaną pogodę :D

    Ojej, tego sąsiedztwa to ja Wam naprawdę nie zazdroszczę. Chyba bałabym się wychodzić z domu.

    Już po pokazanym kafelku czuję, że zakocham się w tej Waszej nowej łazience. I czekam na koniec remontu.

    My za bardzo chyba chcemy wszystko zrobić. Taki odpoczynek bez dzieci, biegania i w miłym towarzystwie jest niezbędny do normalnego funkcjonowania. Niby o tym wiemy, ale często zapominamy. Mi już chyba też zaczyna brakować takiego miłej rozmowy przy kawie, na luzie, bez dzieci, bez pośpiechu, bo ostatnio wszystko mnie wkurza...

    Dla Nika pewnie było zbyt statycznie w tym lesie. Ale mnie by skusiła sama przechadzka po nim, a ta wróżkowa wioska prezentuje się całkiem fajnie i aż boję się myśleć, ile pracy w to włożono.

    Ja też jestem ciekawa tego Waszego pasowania, bo zapowiada się naprawdę świetnie. U nas tą piosenkę, którą ma Bi, śpiewała chyba jedna z klas z tego co kojarzę. Ale pocieszę Cię, ja też ją wtedy słyszałam pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez zawsze powtarzam, ze choc zimna nie lubie, to niechze juz sie ta pogoda zdecyduje: jak cieplo to cieplo, jak zimno to zimno. A nie, ciagle hustawka... ;)
      Powiem Ci, ze ja tez dosc nerwowo reaguje kiedy rano wychodzimy i Nik pedzi i znika mi za rogiem domu. Bo ja wiem, co sie tam moze czaic? :O
      Wierz mi, Martus, ze ja tez juz czekam na koniec remontu!!! :D Ten akurat strasznie nas "przejechal"! Co chwila cos wyskakuje i M. mowi juz, ze albo w koncu skonczy ta lazienke, albo ona wykonczy jego! :D
      To bylo moje pierwsze spotkanie bez dzieci od chyba 3 lat i nawet nie zdawalam sobie sprawy jaki mam deficyt takich spotkan! ;)
      Nik biegal po lesie jak oszalaly! Brakowalo mu jednak rowera, a ja nie pozwolilam wziac, bo nie wiedzialam czy wolno...
      Im wiecej slysze o naszym pasowaniu, tym bardziej jestem przerazona. Teraz wychodzi, ze nawet zerowki beda spiewac jakas piosenke, wiec zakladam, ze starsze klasy tez. Impreza na cala szkole! :O

      Usuń
  13. Agaciu, życzę Wam zdrowia w tym "przejściowym" sezonie.
    Niech znikają te katary! No i cierpliwości do remontu.
    A kolor kafelków bardzo ładny, taki "seledynek".
    Z przyjemnością poczytałam, co u Was.
    Nuda Wam na pewno nie grozi! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katar Nika to kurcze chyba jednak alergia, bo ciagnie sie juz bite 3 tygodnie... :/
      Nie nie, zielona jest sciana! :D Kafelki sa szare, wpadajace lekko w braz! ;)
      Mi zawsze sie wydaje, ze pisze o nudach. No bo to tylko dom-szkola-zajecia pozalekcyjne. Czasem wspomne cos o pracy, czasem gdzies pojedziemy. A potem jednak wychodzi tasiemiec. ;)

      Usuń