***
O bilansie i aktualnych rozmiarach Bi mialam wspomniec przy okazji pisania innego posta, ale taka kontrola zasluguje na osobny wpis! ;)
Czy ja pisalam rok temu, ze bilans 4-latka byl bilasem przez duze “B”? Cofam to! Kontrola 5-latka, to byl dopiero BILANS!
Zazwyczaj, jadac z dziecmi do pediatry, spedzam w klinice okolo godziny. Tylko, ze okolo polowa tego czasu to czekanie. Najpierw w poczekalni, potem w gabinecie. Tym razem rowniez spedzilysmy tam z Bi godzinke, tylko, ze z tych 60 min, moze 5 bylo czekaniem.
Jak wiec wyglada bilans 5-latka w Hameryce? ;)
Bylo oczywiscie zwyczajowe mierzenie, wazenie, macanie wezlow chlonnych, zagladanie w uszy, gardlo, oczy, osluchiwanie i ucisk brzucha w celu sprawdzenia watroby, trzustki i Bog wie czego jeszcze. Lekarka zmierzyla jej tez cisnienie “hugging machine”. :D
Oprocz standardowego “opukiwania”, przeprowadzone zostalo badanie sluchu. Bi miala je robione rowniez rok temu. W tym roku przeprowadzono je ponownie i tym razem Starsza wspolpracowala! ;) Pomoglo byc moze, ze trafilysmy na mlodziutka pielegniarke ze wspanialym podejsciem do dzieci. Wytlumaczyla Bi, ze bedzie slyszala pipczenie oraz buczenie i za kazdym razem kiedy to uslyszy, ma za zadanie podniesc reke do gory. Pamietajac zeszloroczne pipczenie Bi dla zabawy, bylam sceptyczna. Okazalo sie jednak, ze wywiazala sie znakomicie!
Nastepnie badanie wzroku. Najpierw pielegniarka pokazala Bi karty z obrazkami. Na czarno – bialych kwadratach, na brzegu kazdej scianki, narysowane byly: dziewczynka, chlopiec, ptaszek oraz kotek. Srodek zas zapelniony byl literkami “E”, ktorych ramiona wskazywaly na ktorys z obrazkow. Pielegniarka najpierw przeprowadzila cwiczenie na kartach, zeby upewnic sie, ze Bi rozumie o co chodzi. Nastepnie Bi musiala patrzec w cos na ksztalt komputerka (u okulisty maja cos podobnego, do automatycznego sprawdzania wzroku), chociaz mi to uparcie przypomina mikroskop. ;) Znow padly pytania, na ktory obrazek wskazuje litera “E”. Potem po stronie ktorego obrazka znajduje sie kolorowa plama. A na koniec jakiego koloru jest kropka (domyslam sie, ze sprawdzaja czy dziecko nie ma daltonizmu).
Nastepnie dostalam w reke plastikowy kubeczek i polecenie, zeby Bi sprobowala do niego nasiusiac… Hmm… Starsza wysikala sie na moje polecenie dokladnie przed wyjsciem z domu, wiec mialam watpliwosci czy cos “wydusi”. Poza tym, sama jeszcze w kubek nasikam, ale dziecko? Trudno, trzeba bylo cos wymyslic. ;) Pomaszerowalysmy do lazienki, postawilam dziecko (spanikowane i kurczowo sie mnie trzymajace) na sedesie, kazalam przykucnac i sikac. Ja mialam lapac cenna ciecz do kubka. ;) Szczegolow operacji Wam oszczedze, dodam tylko, ze mam nadzieje, ze oklady z moczu dobrze robia na dlonie. ;) Do kubka rowniez udalo mi sie zlapac, niewiele, ale wystarczylo. Pocieszam sie, ze za 1.5 roku, z Nikiem, chociaz to pojdzie sprawniej. Czasem dobrze miec “dyndusia”. ;)
Najgorsze jednak (dla mnie) bylo jeszcze przed nami. Pielegniarka bowiem oznajmila, ze musza pobrac probke krwi, zeby sprawdzic poziom hemoglobiny. Brrr… Co prawda okazalo sie, ze potrzebuja doslownie kropelke z paluszka, ale i tak mialam obawy jak Bi zareaguje. Wiecie, z wczesnego dziecinstwa zostala mi trauma. ;) Pamietam, ze pielegniarki tak mocno tlukly mi igla w palca, ze potem przez dwa dni bolal mnie opuszek. Kiedy troche podroslam, doslownie blagalam, zeby zaczeli pobierac mi krew z zyly w zgieciu lokcia. ;) Coz, mi przelecialy przez glowe wszystkie te wspomnienia, podejrzewam ze musialam zbladnac, wyobrazilam sobie juz Bi zaryczana i wyrywajaca sie… Tymczasem pielegniarka naklula jej palec czyms co wygladalo i dzialalo niczym dlugopis, a Starsza nawet sie nie wzdrygnela! :D Kropelka krwi zostala zebrana na szkielko, Bi dostala malenki plasterek, co wprawilo ja oczywiscie w zachwyt i po krzyku. A matka ukradkiem otarla pot ze skroni… ;)
Fajnie, ze pobranie krwi oraz moczu odbylo sie na samym poczatku. W czasie, kiedy Bi miala ogledziny z pediatra, pielegniarka porobila wszystkie testy i na koniec wizyty dostalam od razu wydruk z wynikami. J
Badania te byly doslownie czytaniem w moich myslach. Jadac bowiem na bilans, mialam zamiar poprosic pediatre o skierowanie na morfologie oraz badanie moczu. Taka jest bowiem specyfika tego kraju, ze bez skierowania nie mozna sobie po prostu podjechac do laboratorium i poprosic o zrobienie testow. Tymczasem, ostatnia morfologie Bi miala konczac 2 lata. Mocz miala badany tylko raz, po przedluzajacej sie goraczce, w ramach kompleksowych testow. Nie miala wtedy nawet 2 lat. Poza tym, chcialam sprawdzic czy wszystko ok, poniewaz, chyba nie pisalam o tym na blogu, ale Bi chrzaka. Wedlug mnie za czesto. W ciagu wieczora potrafi to robic kilkanascie razy… Nie potrafie okreslic, kiedy zaczela, ale napewno dobrych kilka miesiecy temu. Wydaje mi sie, ze na poczatku byla to pozostalosc po przeziebieniu, tylko ze dziwnie sie przedluza. M. uwaza, ze to na tle nerwowym, taki tik i zdarza mu sie nawet upomniec corke, zeby juz przestala… Ja sklanialam sie bardziej, zeby uznac to za przedluzajace sie podraznienie drog oddechowych. Nawet polecilam Bi, zeby zamiast ciagle chrzakac, porzadnie odkaszlnela. Teraz Starsza wiec pochrzakuje z elementami kaszlu. ;) W kazdym razie, poniewaz w miniona jesien, zime i teraz wiosne (zapewne “dzieki” przedszkolu) Bi lapala co chwila katar czy kaszel, chcialam zrobic jej morfologie, zeby sprawdzic czy nie ma lekkiej anemii czy “cus”. Spytalam tez pediatre o skierowanie do laryngologa (bo tak, do specjalisty tez nie mozna tu sobie ot tak, pojsc! :/). Pediatra, po ogledzinach, stwierdzila, ze w gardle Bi nie widzi nic niepokojacego, ale za to ma ona obrzeknieta sluzowke nosa. Stwierdzila, ze jesli wydzielina splywa gardlem, moze byc przyczyna takiego chrzakania. Mamy sprobowac spray do nosa raz dziennie przez miesiac. Hmmm… Mialam ochote powiedziec jej co mysle o tym calym spray’u. Psikniecie zwykla sola fizjologiczna, laczy sie z jednym z rodzicow trzymajcym Bi, a drugim probujacym trafic do dziurki przy krecacej sie na wszystkie strony glowie. :D A sama zainteresowana, wrzeszczy oczywiscie wnieboglosy! Ja dziekuje, narazie nawet tych kropli nie kupilam. Poza tym, ciiii, ale mam wrazenie, ze Bi chrzaka jakby mniej. Moze rzeczywiscie byla to jakas dluuuga pozostalosc po przeziebieniu, a teraz, kiedy zrobilo sie cieplo, organizm wraca do normy…
Pediatra, po ogledzinach “lekarskich”, sprawdzila tez co nieco z rozwoju intelektualnego. Zupelnie nie wiem po co… W kazdym razie zapytala Bi, czy jest dziewczynka czy chlopcem, a nastepnie poprosila, zeby narysowala dziewczynke i podpisala ja swoim imieniem. Bi wykonala polecenie, chociaz troche na “odwal-odpieprz”, bo jej “ludek” nie mial ani wlosow, ani ramion, gdzie normalnie Bi dorysowuje nawet dlonie z palcami. ;) Nastepnie lekarka narysowala ksztalty i pytala Bi czy je zna. Tu moje dziecko sie stremowalo i poprawnie okreslilo tylko kolko, reszte pomylila. A wiem, ze podstawowe ksztalty rozpoznaje. J Potem Bi musiala jeszcze skoczyc na wybrany przez siebie kafelek (i okreslic jego kolor), postac chwile na jednej nodze i skakac “naprzemiennie”. O tym ostatnim, pediatra powiedziala, ze Bi jest dobrze rozwinieta fizycznie, bo zazwyczaj dzieci w jej wieku tego jeszcze nie potrafia. Ciekawe, bo mi sie wydaje, ze Starsza robi to od “zawsze”. ;) I chwala Bi, ze zrozumiala o co chodzi, bo kiedy pediatra spytala “Can you skip?”, przyznaje, ze nie mialam pojecia co to ma byc. A to skakanie, ale odbijajac sie raz jedna, raz druga noga. ;)
Na koniec dane techniczne, ktore co prawda dopisalam do postu o 5-letniej Bi, ale jak juz pisze o bilansie, niech bedzie komplet danych. ;)
Wzrost: 114.3 cm
Waga: 20.8 kg
Przez rok, Bi przytyla niemal 2 kg, co pediatra okreslila jako normalny przybor masy. Dla mnie to niewiele. Nic dziwnego, ze zrobily jej sie jakies kosciste kolana. ;) Za to urosla ponad 6 cm! Jesli chodzi o wzrost jest w 90 centylu. Najwyrazniej wyciaga sie w gore, zamiast “rosnac” w szerz. Zebym ja tak mogla. ;)
A na koniec zarcik, ktory powinien pewnie trafic do Waszej ulubionej serii, ale ze jest czescia bilansu, wpisze go tu.
Jak wspomnialam wczesniej, pediatra spytala Bi: “Are you a boy or a girl?”
A na to moje dziecko: “A butterfly…”
Kurtyna.












