piątek, 8 marca 2013

Nasz dzien Kobitki!

Maz pamietal, nie wiem jakim cudem. Ale ograniczyl sie do zyczen, kwiatka nie dostalam, a szkoda bo strasznie lubie tulipany...

Dostalam za to prezent od Matki Natury. Zeslala nam piekna sniezyce. Od wczoraj caly czas sypie. Jest na plusie, wiec czesc topnieje, ale i tak spadlo nam dobre 30-40 cm. W zwiazku z tym, ze drogi sa podobno (bo nasza ulica wyglada ok) nieprzejezdne, mamy dzis wolne, ha! Dostalam smsa w sama pore, kiedy juz ubieralam sie do pracy. Szkoda, ze nie pomysleli wczoraj, nie zrywalabym sie o 5 rano. :) Ale i tak jest fajnie. Jak Bi wstanie wystarczajaco wczesnie z drzemki, to moze nawet pojdziemy lepic balwana, a co! ;)

Wiec prosze, po calej zimie w domu, zalapalam sie nawet na "snow day" w pracy!

czwartek, 7 marca 2013

Versatile Blogger odslona trzecia

Zostalam ostatnio nominowana do ponizszej nagrody przez Eewelke. Oto ona (nagroda, nie Eewelka):



To juz moja trzecia nominacja i zaczynam miec powazny problem z wymysleniem dla Was czegos o czym jeszcze nie wiecie. Poniewaz jednak jestem w pracy swiezo po urlopie macierzynskim, postaram sie znalezc 7 ciekawych rzeczy, ktorych nie wiecie wlasnie o moim miejscu zatrudnienia. Moze byc? Ha, pewnie, ze moze, bo ja tak mowie, a to MOJ blog! ;)

1. Pracuje dla laboratorium (ale to chyba kiedys pisalam).

2. W styczniu minelo 7 lat odkad zostalam zatrudniona. Jestem jedna z 4 pracownikow, ktore sa z firma niemal od poczatku jej istnienia.

3. Jestem jedna z najwczesniej zaczynajacych prace. Panicznie boje sie wylaczania alarmu (jesli cos pojdzie nie tak i sie nie wylaczy, po paru minutach przyjezdza policja i trzeba sie dosc gesto tlumaczyc bo nie lubia przyjezdzac bez powodu). Dlatego jesli zdarzy mi sie przyjechac pierwsza, siedze w aucie az pojawi sie ktos jeszcze. :)

4. Moj kolega z biura i jednoczesnie najlepszy tutaj kumpel jest gejem. Straszna szkoda dla zenskiej populacji, bo facet z niego i przystojny i przemily. :)

5. Przez kilka lat byla z nas grupa iscie miedzynarodowa. Wsrod laborantow mielismy dwie Polki, jedna Rosjanke, Turka, dziewczyne z Dominikany, a dwoch szefow bylo Chinczykami.

6. Za budynkiem mamy patio ze stolem i krzeslami oraz grilla, wiec od wiosny po jesien jadamy lunch'e na swiezym powietrzu, a niektorzy z nas nawet  grilluja. Chetnie wynosilabym tam latem rowniez dokumenty do przejrzenia, ale nie moge bo pizdzi tam jak w Kieleckiem i papiery rozdmuchaloby na 4 strony swiata.

7. Mamy tez budke dla palaczy, wygladajaca jak przystanek autobusowy, z ktorej nikt nie korzysta bo na 20 pracownikow nikt nie pali. Za to wiekszosc jest nalogowymi kawoszami, potrafiacymi wypic 5-6 kubkow dziennie. :)

No prosze, nawet nie bylo tak trudno. A do dalszej zabawy nie nominuje nikogo konkretnie, bo wiekszosc juz sie bawila. Chyba, ze ktos ma nieodparta ochote podzielic sie swoimi tajemnicami, to serdecznie zapraszam. :)

wtorek, 5 marca 2013

Bilans pierwszego dnia

Agata:praca - 1:0

Oglaszam wszem i wobec, ze lubie moja prace! Wlasciwie to zawsze to powtarzalam, wiec niespodzianka nie jest. :) Lubie moich wspolpracownikow, z ktorych wiekszosc witala mnie z entuzjazmem, wypytujac o dzieci. Lubie moich szefow, ktorzy tez sprawiali wrazenie zadowolonych z mojego powrotu. Moj osobisty szef co prawda lekko mnie zirytowal, bo nie czekajac az sie rano troche ogarne, dal mi liste projektow za ktore mam byc samodzielnie odpowiedzialna. Ale wybaczam mu, bo bral pol dnia wolnego, wiec musial zalatwic wszystko zanim wyszedl. :) Moje konto zostalo w koncu odblokowane i zajelo mi jakies 2 godziny, zeby przejrzec zalegle maile. ;) Z druga pompujaca kolezanka wypracowalysmy sobie grafik "mleczny" bo dziewczyna okazala sie dosc pruderyjna i nie chce robic tego w tym samym czasie. Mnie tam towarzystwo nawet by odpowiadalo, przynajmniej moglabym umilic sobie czas gadulstwem. :) Zapomnalam juz jaki cholerny mamy ruch na drodze o 3:30. Zajelo mi dobre 5 minut zeby wyjechac z parkingu! A potem pojechalam po Bi do opiekunki i kilka minut zajelo mi przekonanie uparciucha, ze tak, MUSIMY jechac do domku, do tatusia, braciszka i pieska. Dopiero ten ostatni wydal sie na tyle kuszacy, zeby dziecko pozwolilo zalozyc sobie buty, kurtke, czapke i zapakowac do auta. A potem jechalysmy sluchajac i spiewajac (znaczy sie ja spiewalam) dzieciecych przebojow z plyty radia Zet. ;)
A potem przekroczylam prog domu i sie zaczelo. Nakarmic Nika, nakarmic Bi, wlozyc gore brudow do zmywarki, pozmywac co trzeba recznie, przewinac Bi (kupa), zapakowac lunch na nastepny dzien, przygotowac ciuchy dla siebie i Bi, przewinac Nika (kupa), zaaplikowac witaminy obojgu dzieciom, zabawic synka, ktory marudzil i marudzil az w koncu usnal mi na rekach, nakarmic Bi, polozyc i jedno i drugie spac. Chcialam jeszcze odpowiedziec na komentarze pod ostatnimi postami i przeczytac kawalek ksiazki. Na komentarze do swoich postow odpowiedzialam, otworzylam ksiazke i juz przy pierwszej stronie literki zaczely mi sie rozplywac. O 21:30 juz smacznie chrapalam. :)

Nik:tata - 2:0

Moj syn zdecydowanie odmowil picia z butelki! Sprobowalismy dzien wczesniej jak to pojdzie, ale pociagnal dwa lyki i zasnal snem sprawiedliwego. :) Stwierdzilismy wiec, ze nie bedzie tak zle... Za to wczoraj darl sie jak zarzynane prosie, wymachiwal lapkami (maz odgrazal sie, ze go zwiaze, hehe) i przez caly dzien wypil moze z 50 ml. M. dzwonil do mnie kilka razy strasznie sfrustrowany, a w tle slyszalam jak maly wrzeszczy na calego. Z Bi nie mielismy az takich problemow. Pierwsze butelkowe karmienie odbylo sie w atmosferze buntu, ale mala zaraz podlapala, ze butla tez ma mleko i wiecej nie protestowala. Nik jest najwyrazniej bardziej uparty. Kocha swojego cyca i jest mu wierny. :) Podejrzewam, ze fakt, ze nie znosi smoczka, pogarsza jeszcze sprawe, maly nie lubi po prostu smaku plastiku i juz. Krzywi sie, zlosci i pluje dalej niz widzi. I dlawi przy okazji. No trudno, bedzie musial przywyknac... Ale kilka dni bedzie przekichane. Wieczorem maly tez byl nieswoj, marudzil bez powodu, chcial byc ciagle noszony, zupelnie jak nie moj synek. Pewnie zestresowal go brak mamy w dzien, brak cyca, no i ta znienawidzona butla...

poniedziałek, 4 marca 2013

Hej-ho, hej-ho...

...do pracy by sie szlo!

Hehe, pisze juz z mojego wlasnego komputerka, przy moim wlasnym biureczku! :) Narazie troche sie obijam bo musze sie od nowa wdrozyc w obowiazki. Poza tym oddzial kadr zapomnial odblokowac moje konto, wiec nie moge nawet sprawdzic poczty. Oddzial jest w innym stanie, wiec dzwonie tam od godziny i zostawiam wiadomosci, ale narazie nikomu nie chce sie ruszyc tylka i odebrac telefonu, a co dopiero mi pomoc. :)

Napisze wiecej jutro bo wole nie przeginac w pierwszy dzien. :)

niedziela, 3 marca 2013

22-miesieczna cwaniara :)

Bi od urodzenia byla niezlym rozdarciuchem. Chwile wzglednej ciszy mozna bylo uzyskac biorac dziecko na rece, wiec byla noszona dlugo i czesto. To noszenie tak jej sie spodobalo i weszlo w krew, ze nawet kiedy zaczela samodzielnie chodzic, nadal domagala sie brania na rece. M. pogarszal jeszcze sprawe, bo bedac osobnikiem niecierpliwym, do niedawna bedac poza domem, nie stawial dziecka w ogole na nogi. Mala byla wiec przenoszona nawet z auta do domu (odleglosc raptem z 50 m, nie wiecej). Moje protesty nie zdawaly sie na nic, dopiero po narodzinach Nika dotarlo do niego jaka glupote robil. Mamy teraz dwoje dzieci wymagajace (lub domagajace sie) noszenia, a M. wscieka sie i marudzi, ze Bi "taka duza", a nie chce chodzic. Ja tam sie jej nie dziwie, krolewna tatusia przyzwyczaila sie do komfortu i nie chce z niego rezygnowac. Niedlugo trzeba bedzie kupic lektyke i zatrudnic czworo seksownych latynosow do przenoszenia jej z miejsca na miejsce. :) A na powaznie, walczymy z tym przyzwyczajeniem, ale latwo nie idzie. Bi urzadza sceny w domu, awantury w sklepie. Siada na ziemi i tyle. Trzeba wziac ja na rece bo inaczej nie ruszymy. Ale poniewaz dziecko rosnie i nabiera rozumu, to zaczyna dopominac sie o swoje podstepem. Np. scenka z wczorajszego popoludnia:
Wkladam naczynia do zmywarki, Bi krazy kolo mnie od kilku minut skandujac: "opa, mama opa, opa, opa...". Ja nie reaguje. W koncu Bi kuca, lapie sie za stope i jeczy bolesciwie. Pytam z troska czy boli ja nozka. Na to moje dziecko wydaje z siebie jeszcze zalosniejszy jek, mowi "auc mama, auc", pokazujac na stopke, po czym kustyka (lewa noge trzyma sztywno jak kuternoga) do mnie, wyciaga raczki i prosi slodko: "mama OPA!!!". Musze przyznac, ze wygladalo to tak komicznie, ze uleglam ze smiechem i wzielam moja aktoreczke na rece. :)

Poza tym Bi pomalu poszerza slownictwo. Doszlo nam ostatnio e-e, co oznacza grubsza sprawe w pieluszce (szkoda, ze mowi to po czasie). Zaczela tez pieknie mowic "dziadzia", co oznacza oczywiscie dziadka. Do tego "be" albo "fuj" na okreslenie czegos brudnego albo smieci. Bi zalapala tez dwa slowa uchodzace za dosc intymne. :) Pierwsze to "cyca", ktore wbrew pozorom jest czasownikiem i w ten sposob Bi opisuje, ze braciszek sie pozywia. :) Drugim slowkiem jest zas "pupa" i nie mam pojecia kto ja tego slowa nauczyl. U nas kroluje raczej "tylek", albo pospolita "dupa". :) Probuje nauczyc ja tez mowic "Niko", ale narazie wychodzi jej "Koko" i nie mowi go swiadomie.

Przygoda z nocnikiem skonczyla sie na jednym razie i zeby (na szczescie) tez chwilowo odpuscily. :)

Bi probuje nasladowac wszystko co robimy przy Niku. Uparcie podkrada wiec pieluchy, zeby mozolnie nakladac je lalom i misiom. Maskotki bujaja sie w bujaczku brata i leza na macie edukacyjnej, albo w foteliku samochodowym. Wystarczy tez odwrocic sie na moment, zeby misie zostaly zapakowane w Nikowy kombinezon (ktory wlasnie sobie przygotowalam do ubrania malemu) albo zawiniete w jego kocyk. :)

Im jest starsza tym jest tez wieksza zlosnica i przekora. Jesli powie jej sie, ze ma cos zrobic/ nie robic, mozna byc pewnym, ze zrobi dokladnie na odwrot. Robi sie tez bardziej zaborcza. Zabiera Nikowi kazda grzechotke, ktora wloze mu do raczki, a opiekunka mowi, ze innym dzieciom tez potrafi zabrac zabawki, przy okazji je szarpiac i popychajac. Z drugiej strony np. w sklepie, podchodzi i przytula lub caluje zupelnie obce dzieci. Szczegolnie ciagnie ja do dzieci okolo rocznych, prawdopodobnie dlatego, ze w tym wieku jest jej kolezaneczka u opiekunki. :)

Skonczyly sie dobre czasy, kiedy mozna bylo wylaczyc wkurzajace, grajace zabawki, powiedziec, ze "ojej, zepsute" i miec chwile odpoczynku dla uszu. Bi potrafi wlaczyc juz teraz kazda, co robi czesto i to po kilka naraz. Teraz, zeby uniknac kakofonii trzeba niestety wyjmowac baterie... :)

piątek, 22 lutego 2013

Przelom?

Pisalam juz kilka razy, ze nie mialam zamiaru odpieluchowywac Bi przed nadejsciem nieco cieplejszych dni. Chcialam sie za to zabrac w pelnej gotowosci "bojowej", z pozwijanymi dywanami i stosem czystych majteczek. Teraz, kiedy opieka nad Nikiem pochlania lwia czesc mojego czasu, nie widzialam sensu, zeby pakowac sie w takie przedsiewziecie. A nie lubie tez niczego zaczynac i rzucac w polowie. Bi zreszta tez nie wykazywala gotowosci w tym aspekcie. Owszem, siadala na nocnik, ale tylko w ramach zabawy, w pelnym "umundurowaniu" i doslownie na kilka sekund. Kiedys zaczela robic kupe w trakcie przewijania i posadzilam ja na nocnik w nadziei, ze dokonczy juz do niego i moze bedzie to pierwszy krok, ale narobila takiego wrzasku jak nigdy, jakby plastik parzyl ja w tylek. :) Tak wiec ponownie przesunelam planowane rozpoczecie akcji "Pieluchom Stop", na okolice maja.

Ale dzisiejszy ranek dal mi do myslenia.

Opiekujac sie Nikiem i obserwujac blyskawiczne tempo jego rozwoju, zapomnialam, ze moje strasze dziecko tez caly czas rosnie, dojrzewa i uczy sie. W porownianiu z bratem, rzeczywiscie wydaje sie jakby Bi stala w miejscu. Nic bardziej mylnego.

Bi od dawna umie juz rozebrac sie do rosolu, ale dotychczas interesowalo ja wylacznie sciaganie ubrania, pielucha wydawala sie integralna czescia jej ciala, nigdy jej nie ruszala, choc czyste pieluchy lubi rozpinac i zapinac misiom. Dzis rano miala na sobie jednoczesciowa pizamke, wiec nie dala rady jej sobie zdjac, za to poraz pierwszy odpiela i sciagnela sobie pieluche. Po czym usiadla na nocnik (nadal w pizamce). Podeszlam wiec do niej i spytalam czy chce zrobic siusiu na nocnik. Chce. Wytlumaczylam wiec, ze trzeba usiasc na "tronie" gola pupa i pomoglam pozbyc sie pizamki. Spodziewalam sie, ze albo nie bedzie nawet chciala klapnac na zimny plastik, albo zaraz z niego zwieje. Ale nie, siedziala i siedziala i co chwila zagladala miedzy nogi, czy cos sie tam nie pojawilo. :) Bylam sklonna zostawic ja tam tak dlugo az cos zrobi albo jej sie znudzi, ale niestety moj maz nie mial tyle cierpliwosci, a mial do zalatwienia pare spraw i po drodze chcial odwiezc ja do opiekunki. Zabral wiec dziecko z nocnika, a szkoda.

No i teraz mysle co robic. Skoro moja corka zaczela wykazywac checi zalatwiania "spraw" na nocnik, moze juz teraz pozwijac dywany, nalozyc jej majtki i obserwowac? Niestety, Bi nie umie jeszcze wolac, ze musi na nocnik, wiec musialabym chodzic za nia krok w krok, zeby w pore zlapac i zaniesc na tron. A przy Niku to nie zawsze mozliwe. Martwie sie, ze kiedy sie zmoczy jak ja np. bede karmic malego i nie zauwaze, to bedzie chodzic taka zasikana, siadac na zimna posadzke i przeziebi sobie pecherz. Poza tym za tydzien wracam do pracy i obawiam sie, ze wprowadze poczatki nocnikowania, moze nawet beda jakies pierwsze efekty, a potem nie bedzie mnie, zeby tego dopilnowac i caly wysilek pojdzie sie bujac... I tak nie wiem jak pogodzimy nocnikowanie z pobytem u opiekunki, bo raczej bedziemy musieli do niej ubierac Bi pieluchy. Chcialabym przynajmniej w domu byc konsekwentna. Z drugiej zas strony martwie sie, ze jesli Bi teraz wykazuje jakies checi, zeby zalatwiac sie na nocnik, a ja to zignoruje, to po jakims czasie jej przejdzie i w maju mozemy napotkac wiekszy opor. Lepiej chyba byloby isc za naturalnym rozwojem dziecka, a dzisiejszy ranek pokazal mi, ze moje jest gotwe.

Sama nie wiem. Chyba poczekam kilka dni i zobacze czy to nie byl jednorazowy przypadek... A moze inne mamusie, bardziej doswiadczone w tym temacie maja jakies sugestie? :)

wtorek, 19 lutego 2013

Przygotowan nadszedl czas

Ostatnio rano Bi zostala oddelegowana do opiekunki, M. zasnal snem kamiennym, za to Nik zaczal maraton marudzenia. Nie namyslajac sie, zapakowalam go wiec do auta i pojechalam na dlugo odkladana wizyte do pracy. Fajnie bylo zobaczyc znajome geby! :) Wszyscy wybyli ze swoich biur zeby popodziwiac mlodego, ktory po drodze zasnal i ani myslal sie obudzic. Taki maluch to u mnie w pracy sensacja, bo oprocz mnie rodziny zalozyly zaledwie 4 osoby. Reszta to wieczne wolne ptaki, osoby samotne i dwie bezdzietne pary.

Wizyta zas uswiadomila mi, ze zostalo niewiele czasu do powrotu w ten przybytek na stale. A ja mam kilka rzeczy do przygotowania przed powrotem...

Przymierzylam wszystkie moje spodnie do pracy i dupa. Wcisnac sie wcisne, dopiac sie dopne, ale siedziec w nich 8 godzin to raczej nie dam rady. Czekaja mnie wiec zakupy, a ja nienawidze kupowac spodni! Mam plaski tylek i we wszystkich wygladam beznadziejnie! A tak w ogole to musze zaczac robic jakies brzuszki, bo zostala mi po 2 ciazach pod rzad piekna, sflaczala oponka i trza sie jej pozbyc. :)

Poza tym musze wyciagnac moja sprawdzona pompe Philipsa i sprawdzic czy dziala. Narazie zaczelam odciagac troche mleka miedzy karmieniami reczna pompka, zeby uskladac zapas na chociaz 2 pierwsze dni. A za niedlugo bede musiala zaczac raz dziennie pompowac i dawac Nikowi mleko z butli. Boje sie, ze inaczej moze M. narobic histerii przy karmieniu. Bi wczesniej nie przyzwyczajalismy ale o dziwo plakala tylko przy pierwszym "butelkowym" karmieniu. Tym razem jednak nie chce ryzykowac.

Zostaly tez paczki. Co roku wyslamy siostrzenicom i bratankowi w Polsce paczki na Boze Narodzenie. W tym roku (czy raczej juz zeszlym) sobie odpuscilismy bo przy konczeniu pracy magisterskiej, a pozniej opiece nad Nikiem, nie mialam glowy ani czasu na zakupy. Postanowilismy wiec wyslac paczki na Wielkanoc. Tyle, ze wolalabym porobic zakupy zanim wroce do pracy, zeby skorzystac z okazji, ze moge polazic po sklepach w srodku tygodnia i rano, kiedy jest najmniej ludziskow. Tyle, ze juz malo czasu zostalo...

Przydaloby sie tez pojsc do fryzjera. Odrostu jeszcze wlasciwie nie widac, ale fajnie byloby troche "odswiezyc" te moja fryzure zeby jakos wygladac, teraz, kiedy bede regularnie wychodzic "do ludzi". :)

Mialam tez porobic gruntowne porzadki w szafach, poodkladac ciuszki z ktorych Bi juz wyrosla, poprzegladac rzeczy "na wyrost", czy do czegos juz nie dorosla, itd.

A najgorzej, ze zwyczajnie nic mi sie nie chce...