piątek, 13 września 2013

Z cyklu: Bi gada!

Kilka dialogow i sytuacji z ostatnich dni:

Bi: "Mama, dejki da Bibi!" (czyt: mama daj Bi zelki)
Mama: "Nie, zelki sa w nagrode za zrobienie siusiu albo kupy, a ty przeciez nic nie zrobilas."
Nastepuje szybka zmiana frontu:
Bi: "Tata, dejki da!"
Tata: "Bi, a moze ty bys cos normalnego zjadla, zamiast zebrac o slodycze?"
Bi (tupiac noga): "NIE! NIE AM TATA! NIEEE!!!"

Mozna sobie juz pogadac, a raczej przepraszam, poklocic sie. ;)

 Bi domaga sie piosenek na youtube. Poniewaz wszystkie jej sie ponudzily, wiec wzdycham i zaczynam wyliczac.
"Chcesz Puszek Okruszek?"
"NIE!!!"
"A Dzik jest dziki?"
"NIEE!!!"
"A moze Zuzia, lalka nieduza?"
"NIEEE!"
Itd. przez dluzsza chwile...
"No to co ty chcesz, bo ja juz nie mam pomyslow?"
"U-u-u-u, a-a-a-a!!!"
"CO ty chcesz?!"
"U-u-u-u, a-a-a-a!"
"Jakie u-u-u, a-a-a?"
"To!" (pokazuje w strone ekranu)
"Ktore to? Ja tu nic nie widze."
Dziecko zdegustowane tepa matka, wdrapuje sie na krzeslo i pokazuje palcem na ekranie, malutkie okienko z... "Ciekawskim George'm"!
A to u-u-u, a-a-a, to po prostu odglos wydawany przez malpke. Teraz juz bede wiedziala. :)

Ktoregos wieczoru, siedzac mi na kolanach, Bi wiercila sie i wierzgala, az w koncu potraktowala mnie z lokcia i w rezultacie stracila z nosa okulary. Lekko poirytowana zaczelam zrzedzic:
"Wiesz co Bi? Ze Niko kreci sie i macha lapkami na wszystkie strony, to jeszcze moge zrozumiec, w koncu to dzidzius i malo rozumie. Ale ty??? Taka stara krowa, a w miejscu nie usiedzi!"
Bi (obrazona): "Ja nie muuu, mama!!!"
Ma racje dziewczyna. Brzydko ja nazwalam. :)

Bi mowi tez coraz wiecej po angielsku. To akurat malo mnie cieszy, bo chcialam, zeby nauczyla sie w miare porzadnie polskiego zanim pojdzie do szkoly. A tu chodzi do polskiej opiekunki i przynosi do domu slowa angielskie zamiast polskich! Ale co zrobic skoro mowiace dzieci u niani, gadaja glownie w jezyku angielskim, z racji posiadania jednego amerykanskiego rodzica i starsze rodzenstwo. Natomiast dzieci, ktorych oboje rodzice sa Polakami, jeszcze nie mowia...

W kazdym razie angielski mojej dwulatki wyglada tak:

Kilka dni temu chodzila sobie po domu i mamrotala pod nosem. Zaczelam sie przysluchiwac. Co mowi moje dziecko? Ono liczy! Do szesciu! Po angielsku! Brzmialo to mniej wiecej tak: uaaa-tuuu-tiii-fooo-faaa-siiis :) Niesprawiedliwe, po polsku umie tylko do czterech!

Opracowala tez sobie wlasna wersje, czy raczej mieszanke piosenek o alfabecie i "Happy birthday". Prosze sobie zaspiewac (na nute "happy birthday"): ej, bi, si, di tu juuu! Ej, bi, si, di, tu juuu!!!
I tak w kolko. ;)

Ostatnio tata guzdral sie troche podczas szykowania do pracy. Bi jest naszym malym strozem porzadku i lubi jak wszystko odbywa sie zgodnie z normalnym schematem. Przygladala sie przez chwile M. miotajacemu sie na wszystkie strony, zbierajacemu kubek z kawa, torbe z jedzeniem, wracajacemu sie do pokoju po czysta koszule i wstepujacemu jeszcze do lazienki. W koncu zniecierpliwiona przyniosla ojcu buty i oznajmila "Go, tata, go!".

Na koniec scenka sprzed paru dni.
Bi siedzac mi na kolanach i ni z tad, ni z owad, zdzielila mnie reka. Postawilam ja natychmiast na ziemi tlumaczac, ze skoro mame bije, to nie chce jej juz miec na kolanach. Oczywiscie zaczela z rykiem gramolic sie na mnie spowrotem. Oznajmiam, ze musi najpierw przeprosic.
Ja: "Powiedz ladnie przepraszam i przytul mame"
Bi usiluje zarzucic mi rece na szyje.
Ja (nie poddaje sie): "To milo, ze mnie przytulasz, ale sprobuj powiedziec przepraszam. No sprobuj. Prze-pra-szam!"
Bi patrzy na mnie zadziornie i zamiast powiedziec magiczne slowo, pochyla sie i... caluje mnie w reke! Padlam ze smiechu! Nie mam pojecia kto ja nauczyl tego gestu, ale przypomniala mi sie staroswiecka etykieta, wedlug ktorej dzieci powinny z szacunkiem calowac po rekach Pania Matke!

środa, 11 września 2013

Dialogi wczesnoporanne

Tym razem bohaterem bedzie malzonek. :)


Wchodze do sypialni przed wyjsciem do pracy. M. spi.

Ja: "To ja wychodze"
M. (zszokowany): "Co??? Gdzie idziesz?"
Ja: "No do pracy..."
M.: "Do pracy? Po co???"
Ja (juz troche zirytowana): "Jak to po co? Do pracy ide przeciez!"
M. (nieprzytomnie): "Jaki dzis dzien?"
Ja: "Sroda!"
M.: "Matko, a ja myslalem, ze to weekend..."

Nie ma to jak dobry sen... ;)

wtorek, 10 września 2013

Dziewiec!

Tyle miesiecy konczy dzis Nikusinski! Ale to zlecialo! Jeszcze trzy i bede miec w domu roczniaka!

No to jaki jest 9-miesieczny Niko?

Jak motorek! ;) To dziecko w miejscu nie usiadzie! Nawet jak wisi na cycu, to caly czas wierci sie, zsuwa dupke, szarpie mnie za bluzke, albo usiluje wsadzac mi paluszki do ust. Albo odchyla sie do tylu i rechocze. :) A czasami niestety nadal zdarza mu sie swirowac, zloscic, plakac i gryzc przy jedzeniu.
Wie tez dokladnie gdzie chce sie bawic i podnosi wrzask kiedy zastapi mu sie droge albo zamknie drzwi, nawet jak jest jeszcze daleko i wydawaloby sie, ze nie zauwazy.
Ale ogolnie jest wesolkiem, smieje sie znacznie wiecej niz Bi w jego wieku. Po prostu ma tez temperament (to chyba jednak rodzinne), wiec od czasu do czasu musi pokazac pazurki. :)

Nadal jest okraglutki niczym kuleczka. Raczkowanie jakos nie wplywa ujemnie na jego wage. Ubranka nosi na 80 cm i sa tak na "styk". Problem mam tylko ze spodniami. Te na 9 miesiecy sa dobre na dlugosc, ale za ciasne w pasie (grubas!), za to te na 12 miesiecy sa dobre w pasie, ale ogolnie szerokawe i przydlugie. Zawijam je, ale oczywiscie podczas raczkowania co i rusz sie odwijaja.
Tak wiem, powinnam je podszyc, ale nie moge sie zebrac. :)

Zaczynaja mu troche gestniec wloski. Glownie na czubku glowy. Z tylu i po bokach tez rosna, ale sa znacznie krotsze i tak jasne, ze z daleka niemal ich nie widac. :)
Oczy ma zupelnie jak siostra, duze i niebieskie, ale rzesy ma jasne. Bi od malego miala piekne, dlugie, geste i ciemne rzesy, dlatego te jej oczyska sa takie wyraziste. Nika jak narazie sa jasniutkie, ale rownie dlugasne. Moze z czasem sciemnieja, a wtedy kryjcie sie dziewczyny, lamacz serc nadchodzi! ;)

Nik uwielbia kola. Niewazne czy to w samochodziku, jezdziku, wozku dla lalek Bi, czy we wlasnej spacerowce. Jak sa kolka, to jest pelnia szczescia. Wtedy siedzi i kreci nimi w te i we wte. I moze tak dosc dlugo, co jest ewenementem, bo zazwyczaj kazda zabawka nudzi mu sie po 2 minutach.

Jesli polozy sie na podlodze aksamitna poduszke z kanapy, kladzie sie na niej, przytula i zamyka oczka. Jest wtedy przeslodki. :)

Co potrafi?
Wstaje w dowolnym miejscu, nawet opierajac sie o pionowa sciane lub lustro. Zaczyna tez pierwsze, niepewne proby przemieszczania sie w bok. Za to od czasu do czasu przyprawia mnie o zawal - odwraca sie od trzymanego melba, opiera sie o niego tylko jedna raczka, a druga usiluje dosiegnac matke. Wyglada to jakby mial ochote sie puscic i ruszyc do mnie. Az mi serce staje! :)

Zabki?
Nadal tylko 2. Dziwne, bo pamietam, ze Bi, jak wreszcie zaczely jej rosnac, to wychodzily przez jakis czas jak grzyby po deszczu. A u Nika minal miesiac i nic. Nawet ostatnie dwa dni marudzenia i nieprzespana noc nie zaowocowaly nowym zebem. A bylam pewna, ze zabkowanie byla przyczyna...

Wylamalam sie z pierwotnego planu i nie skonczylam w tym miesiacu sciagac pokarmu w pracy. Niko jest wiec nadal na tylko jednym "bezmlecznym" posilku - sniadaniu. Ale od tego miesiaca juz definitywnie koncze pompowac. Bedzie wiec dostawal zmiksowane zupki i inne obiadki.

Probowalismy dawac Nikowi specjalne, male chrupeczki rozpuszczajace sie w buzi, zeby mogl sobie cwiczyc chwytanie kciukiem i palcem wskazujacym. Niestety, zupelnie mu one nie podeszly. Chwytac umie, ale po kilku probach przestal wsadzac je sobie do ust, za to zrzuca je na ziemie. Z czego oczywiscie skwapliwie korzysta pies. :)

Mialam pisac jak idzie mi oduczanie go jedzenia w nocy. Nie pisze, bo nie idzie mi w ogole, ale to temat na osobnego posta... Wlasciwie to przez pewien czas mielismy calkiem fajne noce, ale ostatnio znow nastal jakis bunt, ponownie wstaje po kilka razy i zmuszona jestem karmic wczesniej zamiast pozniej. Co, nie ukrywam, nie napawa mnie zachwytem, ale moze to jakis skok rozwojowy...

Nie mam pojecia ile Niko wazy i jaki jest dlugi bo wizyta lekarska dopiero za dwa tygodnie... Szkoda, bo sama jestem ciekawa...

Oto on, moj 9-cio miesieczniak:


poniedziałek, 9 września 2013

Te dzieci! Te noce!

Jestem monotematyczna, wiem. Nic nie poradze, ze co kilka dni jedno albo drugie (albo oboje jednoczesnie) przezywa nocny bunt...

Tym razem dzieci postanowily zjednoczyc sily i wspolnie uniemozliwic rodzicom sen.

Najpierw Niko. 1:48. Steka, kweka, wlasciwie nie placze, ale marudzi i marudzi. W koncu mialam dosyc bo i tak nie moglam spac nasluchujac, wiec poszlam do jego pokoju i wzielam na rece. Blad, matka, powazny blad! Natychmiast zaczelam pluc sobie w brode na wlasna glupote, bo Nik, zamiast jak zwykle sie uspokoic i wtulic w matke, wlaczyl syrene na dobre! Nosze mala gadzine, szepcze uspokajajaco do uszka, wreszcie ucicha. Po chwili przysypia. Odkladam do lozeczka. Ryk! Biore spowrotem na rece. Dalej wyje! Znow nosze, uspokajam. Nogi w tylek mi wlaza, rece omdlewaja (w koncu jest co nosic). Nik ponownie przysypia. Znowu proba odlozenia do lozeczka - zakonczona rozdarciem malej japy. Stwierdzilam, ze widocznie musi sobie chwilke poplakac i wrocilam do lozka. M. sie zlitowal (nie wiem czy nade mna czy nad synem) i poszedl do niego. Po dluzszej chwili maly ucichl, a ja zaczelam sobie przysypiac.

Nie dlugo. Tym razem rozdarla sie Bi! Poszlam do niej, a ona domaga sie taty! W koncu udalo mi sie spacyfikowac ja obietnica, ze poloze sie kolo niej. Tyle, ze spedzilam na tym waskim lozku dobre pol godziny, a ta potwora przewraca sie na jeden bok, na drugi, na brzuch, na plecy, przywalila mi w czache niekapkiem... A spac nie bedzie! Dwa razy wydawalo mi sie, ze usnela i probowalam wyslizgnac sie z lozka. Za kazdym razem zaczynala wyc, ze "mama lez tu!". W miedzyczasie M. udalo sie odlozyc Nika do lozeczka i wrocic do naszej sypialni. Kiedy na moja trzecia probe powrotu do wlasnego lozka, Bi znow wlaczyla syrene, malzonek przyszedl i zaproponowal, ze teraz on sie z nia polozy. Czy musze dodawac, ze ja na to jak na lato? ;) Zrobila sie juz 3 nad ranem, a o tej porze zaczynam juz odliczanie jak niewiele zostalo mi snu (budzik dzwoni o 5:30). Udalo mi sie nawet przysnac.

Niestety to nie koniec nocnych przygod. :(

Zbudzil mnie wrzask (doslownie) Bi. Patrze polprzytomna na zegarek - 4:20. Okazalo sie, ze Bi robila z tata dokladnie to samo co ze mna. Wiercila, przewracala z boku na bok, a spac nie chciala. W koncu M. sie wkurzyl i postanowil wrocic do swojego lozka, czy to sie smarkuli podoba czy nie. Hmm... Smarkuli sie to baaardzo nie spodobalo. Urzadzila taka awanture, ze az sciany sie trzesly! Nie uszlo to oczywiscie uwadze brata, ktory wlaczyl wlasna syrene. Poszlam nakarmic malego ssaka, przykazujac ojcu, zeby zrobil cos ze starszym wyjcem. W koncu zrobilo sie cicho. Wychodze z pokoju Nika, a Bi lezy na kanapie w salonie. Okazalo sie, ze kiedy M. nakazal jej powrocic do swojego lozka, mloda na znak buntu poszla do salonu. Balismy sie, ze zleci z tej kanapy, wiec ulozylismy poduszki na podlodze. Bi przeniosla sie wiec z kanapy, na podloge. I zeby tam chociaz grzecznie polezala... Ale nie... Po 15 minutach zaczela nawolywac ojca. Wkurzona poszlam i kazalam wybierac, albo wraca do lozka, albo spi na poduszkach na podlodze. Wybiera podloge. Ok. Niestety, po chwili znow wola tate. Tym razem znacznie glosniej. Przyznaje, ze skapitulowalam. Byla juz 5:10 i marzylam, zeby jeszcze choc na moment sie zdrzemnac. Malo pedagogicznie zaproponowalam wiec corce, zeby przyszla do lozka rodzicow. Oczywiscie zgodzila sie z ochota. Wcisnieta pomiedzy nas wreszcie zasnela...

A czemu opisuje "fajna" nocke z takimi szczegolami? W koncu wystarczylo napisac, ze dzieci nie daly mi spac od 1:50 do 5:10 nad ranem. Otoz, pisze ku pamieci. Bo nieuchronnie za kilka lat nadejdzie piekny dzien, kiedy ktores z dzieci przyjdzie prosic o kolejny zestaw Lego, albo lalke Barbie. Juz widze oczami wyobrazni jak odmawiam stanowczo, a na pytanie o przyczyne odmowy, odpalam kompa i czytam im ten post!

Zemsta bedzie slodka! ;)

piątek, 6 września 2013

Migawki z ostatniego weekendu

Poprzedni weekend - dlugi zreszta, nie rozpiescil nas niestety pogoda. Najladniej bylo bodajze w sobote - pochmurno, ale popadalo tylko z rana. W pozostale dni naprzemian mzylo, lalo albo przechodzily burze. Dobrze, ze chociaz cieplo bylo. A raczej duszno i parno, ale jak czytam o jesieni, ktora nastala w Polsce, to juz wole tutejsza duchote... Po ktorej zreszta dzis nie ma sladu, ma byc "tylko" 21 stopni. :)
A z rana bylo 8! Slownie: osiem!!! Brrrr...

W kazdym razie bedzie glownie zdjeciowo, bo nie ma wlasciwie co opisywac.

Prosze, oto Bi w "wyjsciowym" wdzianku. Ja ubralam jej elegancka sukienke, a ona spojrzala za okno, zobaczyla kaluze i uparla sie, zeby ubrac kalosze. Na moje proby namowienia jej na pantofelki, zareagowala rykiem. No to machnelam reka, co tam...



Oczywiscie po takiej zabawie sukienka nadawala sie juz tylko do prania, a jeden z kaloszy byl do polowy wypelniony woda... :)

A tu karmienie slynnych kaczek, ktorym Bi podjada chlebek. M. pstryknal chyba z szesc zdjec i to jest jedyne, na ktorym chociaz Niko patrzy w obiektyw. :) I prosze sie nie krzywic na szope i odrosty matki. Czas sie wybrac do fryzjera... ;)




A ponizsze zdjecie niezmiennie wywoluje u mnie usmiech. Podczas deszczu dzieci sie nudza... A moje siedza przed drzwiami i jak zahipnotyzowane wpatruja sie w ulewe. :)




A moment pozniej zaczelo blyskac i grzmiec i matka w panice zamknela drzwi. :)

środa, 4 września 2013

Z serii: szalenstwa Panny Bi - Bi ma glos :)

Dzis z innej beczki, bo trzeba sobie humor poprawic. Szczegolnie po takim wieczorze i nocy jak wczorajsza... Nik dal z siebie wszystko. W negatywnym znaczeniu. Jeczal, poplakiwal, marudzil, za cholere nie dawal sie odlozyc do lozeczka kiedy przyszla pora spania. A potem pobudka co godzine, az do 24:20, kiedy odmowil dalszego snu do 2:00 nad ranem. Potem pobudka znow o 4:30 na cyca, a pozniej o 6:00. Tym razem bez wyraznego powodu. :( Wczoraj rano mial lekka goraczke, po poludniu stan podgoraczkowy. Na dodatek slini sie tak, ze broda przypomina mu doslownie wodospad Niagare! A wiec albo podlapal wirusa od Bi, albo ida kolejne zeby. Albo i jedno i drugie...

Nagroda Nobla dla wynalazcy makijazu! Dzis rano oczy mialam jak malenkie, zapuchniete szparki... :)

Ale wracajac do tematu posta. Niedlugo przyjdzie chyba czas na rozpoczecie nowej serii. Bi sie pomalu rozgaduje. Okreslenia i spostrzezenia dwulatka sa oczywiscie zrodlem ubawu po pachy. :)

Na przyklad:

M. usmazyl racuchy z jablkami. Bi oczywiscie nieufna w stosunku do jedzenia, dlugo nie chciala sprobowac pysznosci. Kiedy wreszcie sie przelamala, na pytanie taty "Dobry racuszek?" odpowiada: "Kej" (okey).

To moja wina. Zdecydowanie naduzywam tego wyrazenia. :)

Podczas jazdy na rowerku w ta i spowrotem po podjezdzie, mijamy wyjatkowo brzydkie grzyby. Chyba sa to purchawki, ale glowy nie dam. Natomiast Bi "wie" dokladnie co to jest i  twierdzi uparcie, ze nasz pies zalatwil tam grubsza potrzebe. Dlatego tez kazdego popoludnia musze uslyszec conajmniej 375684 razy: "Bella e-e tu, fuuu!". Dla Bi widok tych grzybow jest "nowy" za kazdym razem gdy kolo nich przejezdza lub przechodzi, niewazne, ze rosna tam od kilku tygodni. :)

Zadziwiajace jest tez jak szybko taki maluch chlonie obce jezyki. Z ulubionej kreskowki podlapala hiszpanskie czesc, czyli "hola" (ola). Teraz przy powitaniu z Bi, jej odpowiedz jest jedna niewiadoma. Mozna uslyszec polskie "cies", angielskie "hi", albo hiszpanskie "hola". Rosnie mi troj-jezyczne dziecko. :)

Niesamowite jest tez, ze maluch, ktory posluguje sie nadal tylko kilkoma podstawowymi zwrotami, juz zaczyna odmieniac przez przypadki. O samochodzie powie, ze jest "mami" (mamy), albo o butach, ze sa "tati" (taty). Przy okazji stala sie strozem naszej wlasnosci. Kiedy ostatnio popilam lyczek mezowskiej herbaty, dziecko "napadlo" na mnie, ze "nu-nu, mama, tati to!". Czyli matka wara, bo to herbata ojca... ;)

Uwielbia kiedy spiewam piosenke "Old McDonald had a farm". Kazdy wers konczy baaardzo glosnym "I-JA, I-JA, JOOO!!!". :)

To tyle o gadaniu dwulatka. Ostatnio jechalismy do parku, a przy okazji wzielismy woreczek suchego chleba, zeby nakarmic nim stadko kaczek i gesi. A Bi, ktora ostatnio nie chce jesc po prostu NIC, po drodze zjadla kromke tego suchego, czerstwego chleba! I zjadlaby wiecej, ale uswiadomilam ja, ze nie bedzie miala czym nakarmic ptaszkow. Chyba zaczne chodzic od domu do domu, jak w starej polskiej komedii, proszac o "suchy chleb dla konia" i bede nim karmic dziecko, skoro tak jej smakuje... :)

wtorek, 3 września 2013

Duze dzieci - duzy klopot, male dzieci... - same zmartwienia?

Ech, humor mam spaczony na jakis czas...

Nie odzywamy sie do siebie z M. On stwierdzil, ze kiedy jestem zla to zlorzecze naszym dzieciom. Nie bylby oczywiscie moim M. gdyby nie dodal, ze Bog slucha i moze splenic moje zyczenie. Ta niedorzecznosc zostawie bez komentarza. W kazdym razie postukalam sie w glowe i przestalam do niego odzywac, bo z fanatykami religijnymi mi nie po drodze...

A o co konkretnie poszlo?

Nik od urodzenia ma tendencje do tzw. "zanoszenia sie", kiedy sie wkurzy lub uderzy. Bierze gleboki wdech i... dlugo, dlugo nic. Juz kilka razy az klepalismy go po plecach, zeby "zalapal" i wzial oddech. I zawsze w koncu bral...

Ale wczoraj... To bylo straszne...

M. zamknal mu bramke do kuchni przed nosem. A ten maly gamon znow zaniosl sie placzem. Tyle, ze tym razem sekundy mijaly, a on nic. Chwycilismy go na rece, klepalismy, ja nawet przekrecilam go do gory nogami. I dalej nic... W koncu cala buzia mu zsiniala, galki oczamne uciekly mu gdzies do tylu i nie wiem... Albo zlapal oddech w ostatniej chwili, albo autentycznie zemdlal, ale natychmiast odzyskal przytomnosc... W kazdym razie wreszcie zaczal oddychac. Ale jeszcze przez 10-15 minut byl jak nacpany. Oczy same mu sie zamykaly i wygladal jakby mial zasnac. Podejrzewam, ze krecilo mu sie w glowie od niedotlenienia... Ale juz pol godziny po calym zdarzeniu smial sie i raczkowal po domu jak zwykle...

Bardzo sie ciesze, ze widzimy w tym miesiacu pediatre. Mam nadzieje, ze moze wysle nas na jakies dokladniejsze badania, bo o ile wczesniej troche mnie to zanoszenie sie niepokoilo, to teraz przerazilam sie nie na zarty! Oczywiscie weszlam na internet i zaczelam czytac. Wiekszosc wpisow twierdzi, ze niektore dzieci maja taka tendencje, ale z tego po prostu kiedys wyrastaja. I ze, chociaz dla rodzicow to okropne doswiadczenie, to zazwyczaj takie ataki sa niegrozne. Jednak w niektorych przypadkach, zanoszenie sie moze byc objawem choroby serca lub padaczki... :(

A poki co panikuje na dzwiek placzu malego i lece do niego jak tylko steknie...

Martwie sie... :(