poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Z serii: w tym domu sie gada + kilka potworkowych "akcji"

Wlasciwie to powinnam byla zmienic tytul na "w tym domu Nik gada", bowiem wszystkie przytoczone tesciory naleza do Kokusia. Nie, zeby Bi zaniemowila czy cus. O nie, wrecz przeciwnie, gada chyba az w nadmiarze, tylko, ze glownie sa to roznorakie fochy oraz pretensje. Nie da sie ukryc, ze jakis ciezki okres przechodzi to dziecko tego lata... :/

Bi teskni za przedszkolem. Teskni za paniami oraz kolegami. A jednoczesnie wie juz, ze za tydzien nie wraca w znajome mury, tylko do strasznej (bo nieznanej) zerowki. Moge tylko wyobrazic sobie co sie dzieje w tej blond glowce, bo sama czuje sie lekko zestresowana... "Lekko", bo bardziej niepokoi mnie jak zareaguje na zmiany Nik (dla niego bedzie to naprawde kolosalny szok), ale troche jednak martwie sie i o Bi... Najwiekszy stres przezywa jednak ona, a ja nie moge w zaden sposob zapewnic jej, ze bedzie dobrze (o czym jestem przekonana).

"Ja robie, co ja lubie!!!"

Slyszymy od naszej corki kilka(nascie) razy dziennie. Pasuje jak ulal, bez wzgledu na to, czy matka akurat czegos zabrania, czy kaze cos zrobic. Ona robi, co ona lubi... :/ Coz... gdzies odreagowac musi...


Ekhem... Tego, wiec... Ponizej teksty Nika:

Jedziemy na basen. Poniewaz cale 25 min. drogi uplynelo na sluchaniu stereo z tylnego siedzenia: "A kieeedy dojedziemy? A juuuus jestesmy? A gdzie ten baaaseeen?", wiec kiedy w koncu wjechalismy na parking, z ulgi wyrwalo mi sie "No, wreszcie...". Z tylu natychmiast dalo sie slyszec glosik:
Nik: "To tutaj mieska ten basen?"

Nawet basen potrzebuje mieszkania. ;)


***

Nik gania z Maya. Po chwili zza sciany slysze krotki pisk psa. Wkraczam do akcji.
"Nik, co zrobiles Mai?!"
Nik (z paluchem w nosie, niepewnie): "Zlobilem jej ksywde..."
Matka: "To wiem! A jak zrobiles jej krzywde?"
Nik: "Nadepnalem jej na palce..."
O malo nie parsknelam z tych palcow...
Matka (stara sie wygladac srogo): "Dlaczego nadepnales jej na lapke?! Daj, ja Tobie nadepne na paluchy u nogi, chcesz zobaczyc jak to boli?"
Nik: "Nie chcem..."
Matka: "No to nie rob tak Mai, bo ja to tez boli!"
Nik (skruszony): "Obiecuje, ze bede ostlozniejsy z Maya..."
Idzie przytulic sie do Mai: "Pseplasam Maya, ze ci nadepnalem na lapke..."

Na niego nie da sie po prostu gniewac! ;)


***

Znow scenka z siersciuchem w roli glownej.

M. wsciekl sie na psa, ktory, w pogoni za wiewiorkami znow oderwal koncowke rynny i deszczowka, zamiast odplywac w ogrod, lala sie pod sam dom. Naindyczony, mruczy polglosem grozby pod adresem Mai, miedzy innymi, ze odda ja do schroniska.
Nik wspanialomyslnie bierze Majuche w obrone. Najpierw groznie wyciaga paluch w kierunku ojca, krzyczac:
"Nie! Takie nie sa zasady!".

Nastepnie podchodzi do mnie po wsparcie i oznajmia:
"Tata nie moze oddac Mai na jakies wysypisko!"


***

Moje dzieci trudno nazwac naprawde dwujezycznymi, szczegolnie Nika, ktory w jakichs 95% gada po polsku. Faktem jest jednak ze paplaja sobie, swobodnie wkrecajac angielskie wyrazy w polskie zdania. ;)

Nik (udaje pieska): "Dzisiaj jest skolny lok i piesek posedl do school"

Nik przytrzymuje mi siatkowe drzwi:
"I am stronger nis te dzwi!"


***

Nik marudzi, zebym go pokarmila. Ide, ale wzdycham ciezko: "Dziecko, ile ty masz lat...?"
Nik (bez wahania): "Dwadziescia!"

No. Mam nadzieje, ze kiedy moj syn rzeczywiscie osiagnie tak "zaawansowany" wiek, nie bedzie juz prosil mamusi, zeby go pokarmila zupka. :D


***

Uwaga! Tekst ostatni NIE dla wrazliwych!!! :D

Nik, zaciekawiony, kiedy podcieram mu tylek:
"Palufki cy slaka?"


***


Poza gadaniem, cieszymy sie ostatnimi, wakacyjnymi popoludniami oraz weekendami. Kiedy tylko sie da, basenujemy. We wlasnym, sflaczalym dmuchancu...


Lub nieco porzadniejszych zbiornikach...


Zbieramy marne bo marne, ale jakiestam plony z ogrodka.


Powstaja kolejne sloiki malosolnych.

(Dwa na raz, to moj tegoroczny rekord :/)

Na dzis machnelam faszerowana cukinie z wlasnej grzadki (szkoda, ze najwyrazniej ostatnia, wiecej nie rosnie :/). Dwa baklazany czekaja na przerobke w lodowce, dwa kolejne gotowe sa do zerwania.

A Potworki bawia sie i broja. Jak to Potworki. ;)

Kilka dni temu na przyklad, Nik pozazdroscil matce kwiatow i postanowil zalozyc wlasny ogrod. :)
A jak na wiosne sadzilam kwiatki w doniczkach, to nie mial najmniejszej ochoty pomagac...
W kazdym razie, ogrod Nika okazal sie dosc nieszablonowy, bowiem urzadzil go... na przyczepie ciezarowki! :D W tym celu nasypal na pake piachu z piaskownicy (niewazne, ze na tak jalowym podlozu nic sie nie utrzyma...), polozyl kilka kamykow, pozrywal glowki kwiatow (zbrodnia!), po czym powtykal je w piasek. O, tak to sie prezentowalo:

(Prawda, jaki ladny skalniaczek?)

Nie mozna mu w kazdym razie odmowic kreatywnosci! ;) Za to nastepnego dnia byla rozpacz, bowiem z kwiatkow zostaly nedzne, zwiedle smieciuchy...

Siostra oczywiscie pozazdroscila bratu ogrodka (a glownie chyba pstryknietego przez matke zdjecia). Poczatkowo usilowala sie wlaczyc w jego projekt, ale wobec stanowczego (i bardzo glosnego) prostestu Kokusia, obrazona skopiowala go w... misce. :D


Skoro juz mowa o zabawach w piasku, Potworki jakis czas temu olaly piaskownice. Moze powodem jest to, ze rodzice udzielaja ostrej reprymendy za kazdym razem, kiedy znajduja kupki owego piasku w przypadkowych miejscach w ogrodzie. A moze pokretna, dziecieca logika...
Albowiem...
Kolejnym odkryciem bylo, ze tam gdzie trawa zostala wypalona przez slonce (badz siuski siersciucha) i wydeptana, zostaja lyse placki niczego innego, jak wlasnie ziemi! A ze glebe mamy bardzo gliniasta, wiec zabawe maja Potwory tym lepsza... Kopia, leja wode, po czym grzebia w blocku obiema lapkami. A ja naprawde, no naprawde nie rozumiem, dlaczego nie moga sie w ten sposob bawic w piaskownicy?! Czym rozni sie ten piasek i tamten piasek?!
Dobra, chyba wiem czym. Ten w piaskownicy jest za czysty. ;) Wiekszosc z Was ma niezle pojecie jak Potworki wygladaja po takiej zabawie w blocie. Szczegolnie, ze latem nosza ubrania w raczej jasnych kolorach. W kazdym razie, producenci odplamiaczy byliby zachwyceni... :D
Zdjecia musialam robic cichcem az z tarasu, bo za kazdym razem kiedy podchodzilam z telefonem blizej, Potworki zaciekawione przerywaly zabawe i lecialy do mnie z pytaniem "A co robiiisz?".
A co matka moze robic? Pstryka zdjecia dzieciarni, oczywiscie. ;)


W kazdym razie, jak widac, Potwory grzebia na pozor zgodnie, bo kazde w osobnym grajdolku. Proby polaczenia sil w jednym miejscu, skonczyly sie ostra klotnia i z lopatka na glowie, wiec... ;)

Skoro mowa o wybrykach milusinskich, to ostatnio zmywajac naczynia, wylapalam katem oka jakis podejrzany ruch pod stolem w jadalni. Zrozumialam tyle, ze Nik dokarmia czyms Maye. W pierwszej chwili myslalam, ze byly to bananowe mini muffinki, ktore tego dnia Nik pochlanial niemal garsciami. Ruszylam z ochrzanem, bo po pierwsze, nie sadze, zeby muffinki byly odpowiedznim zarciem dla psa o slabym zoladku, a po drugie, badzmy szczerzy, nie po to pieklam je prawie do 23 (zaczelam po polozeniu dzieci spac), zeby teraz polowa zostala skonsumowana przez siersciucha!
Okazalo sie jednak, ze czesciowo sie pomylilam. Nik nie czestowal Mai ukochanymi muffinkami. Bylo gorzej... On dawal jej papilotki! A te durnowate, lakome stworzenie zjadalo je bez mrugniecia okiem! Naprawde rozumiem, ze pachnialy babeczkami, zapewne zostawalo tez na nich sporo okruchow... Ale naprawde, nie czuje psisko, ze przysmak ma dziwna, papierowa "wkladke"?! :D
Na szczescie efektow ubocznych konsumpcji celulozy, nie odnotowalam... ;)

Na tym nie koncza sie ostatnie, nikowe przypadki. Zeby jeszcze bardziej umilic matce zycie, moj prawie 4-latni syn, ostatnio sobie pierdnal (sorki jesli sie krzywicie, ale to dopiero poczatek, ostrzegam lojalnie :D). Niby baczek nic specjalnego, zdarza sie, matce zreszta tez. Tyle, ze ten kokusiowy okazal sie, hmmm... soczysty, ze to tak ujme. ;) W rezultacie, nie dosc, ze w gaciach mial pieknego "kleksa", nie dosc, ze wysmarowal sobie nim oba poldupki, to jeszcze sciagajac majty, rozsmarowal go na muszli klozetowej. Od zewnatrz. Ech... :/

A dzien wczesniej posikal sie w gacie. A dokladniej, to posikal gacie, spodenki, lydki, skarpetki oraz sandaly... :/

Poniewaz ten post zostal kompletnie zdominowany przez Nika, dodam jeszcze, ze syn moj jest bardzo przyjacielski.

A przyjaciol znajduje sobie dosc... nietypowych. Pieczolowicie np. zbiera z podlogi wlosy. A ze moje sa sredniej dlugosci, a Bi naprawde dlugie, wiec bez trudu znajduje jakis wyjatkowo ponetny egzemplarz. Chodzi potem po domu ze znaleziskiem w lapie (matka odruchowo chrzaka, bo juz widzi ten wlos w gardle), oznajmiajac: "To moj psyjaciel wlos!". Oczywiscie predzej czy pozniej psyjaciel wymyka mu sie z dloni i jest rozpacz. Krotka na szczescie, bo wystarczy rozejrzec sie po podlodze w lazience, a przyjaciol znajdzie sie natychmiast bez liku. ;)

Kolejnymi stalymi przyjaciolmi Kokusia sa gasiennice, ktore pieczolowicie zbieram z moich petuni. Caly czas pojawiaja sie kolejne i moje biedne kwiatki zupelnie przestaly juz kwitnac, bo gasiennice w pierwszej kolejnosci rzucaja sie na paczki. :/
Odbieglam jednak od tematu.
Zbieram wiec szkodniki z kwiatkow. Codziennie znajduje 2-3. Nie bardzo wiem co nimi robic. Pewnie powinnam po prostu rozdeptac, ale milosiernie wrzucam w chaszcze, darujac im zycie. Ostatnio jednak, zaczelam je dawac pod "opieke" Nikowi, ktory z pasja, dotychczas zarezerwowana dla wlosow, oznajmil, ze to sa jego psyjaciele i bedzie sie nimi opiekowal. "Podopieczni" zostaja ladowani na pake ciezarowki, pozbawionej chwilowo funkcji "ogrodu". ;) Niestety, przyjazn ta jest bardzo jednostronna, bowiem kokusiowi psyjaciele w nocy tajemniczo sie z ciezarowki ulatniaja. ;)

No dobrze. Bylo o wybrykach, bylo o obsesjach. To teraz bede chwalic. Z lekka nutka sarkazmu, oczywiscie. ;)

Moj syn wiec, w wieku 3 lat oraz 8 miesiecy, SAM zalozyl sobie sandaly! :D

Nie to, ze nie jestem dumna. Pewnie, ze jestem. Jak z kazdego, nowego osiagniecia moich dzieci. Tutaj nie wiem jednak, czy nie usiasc i nie zaplakac... ;) Nik ma prawie 4 lata. Potrafi od biedy ubrac majty oraz, z wielkim bolem, spodnie. Teraz potrafi zalozyc sandaly i to tylko dlatego, ze wystarczy do nich po prostu wsunac stopy. A i tak myla mu sie nogi. ;) Za kazdym razem, kiedy wspominam, ze Bi w tym wieku potrafila ubrac sie i rozebrac od stop do glow i zapiac zarowno zamek blyskawiczny jak i guziki, po prostu zalamuje rece. Chlopcy to naprawde inny gatunek... ;)

Co poza tym? Kolega z biura matki, sprzedal jej wirusa. Z drapiacym gardlem i cieknacym nosem, w miniony weekend nie nadawalam sie za bardzo na plaze czy basen. Zreszta, pogoda byla bardzo niestabilna. Goraco, ale pochmurno, duszno i caly czas straszylo burza. Ktora jednak przyszla dopiero w niedzielny wieczor.

W sobote utknelismy w domu. M. rano pojechal do pracy i jakos tak wyszlo. Zeby jednak nie marnowac calutkiego weekendu (wiadomo: sobota i niedziela bez wyjazdu, dniami straconymi!), w niedzielne popoludnie postanowilismy zaryzykowac zmokniecie i pojechalismy na farme. Ta sama, na ktora jezdzimy kilka razy w roku. Bi prosila, zeby na nia jechac juz od poczatku wakacji, ale juz kiedys chyba wspomnialam, ze tam nie ma praktycznie cienia, a przy ponad 30-stopniowych temperaturach, to raczej kiepska miejscowka. W koncu, w niedziele, co prawda slupek rteci pokazywal 28 stopni, ale slonce co chwila chowalo sie za chmury i uznalismy, ze teraz albo nigdy! ;)

Obawialam sie troche, ze w tym roku Bi okaze sie juz farma znudzona (byla tam w koncu w maju z grupa przedszkolna), a Nik niewystarczajaco zainteresowany. Rok temu (moze dlatego, ze bylismy tam kilka razy), dzieciaki w ktoryms momencie chodzily znudzone i nawet karmic zwierzat im sie bardzo nie chcialo. Obawialam sie powtorki...

Nic takiego!

Bi oraz Nik byli zachwyceni! Biegali, karmili co sie da (tylko lamy usilowaly nas opluc, wiec ominelismy je szerokim lukiem)...


...glaskali kucyki.


Nik w tym roku nawet odwazyl sie przejechac!


Mine mial co prawda niepewna, ale wytrzymal dzielnie dwie rundy wokol pastwiska. ;)

Bi, jako stary wyjadacz, nie tylko, ze siedziala pewnie, ale od czasu do czasu wykrzykiwala cicho cos w rodzaju "hee-haw!" i dziewczyna trzymajaca kuca smiala sie, ze jest prawdziwa kowbojka. ;)


Dzis zas mielismy lekki przedsmak jesieni. Takiej wczesnej. ;) Odpuscila wilgotnosc powietrza, a temperatura spadla do "chlodnych" 25 stopni. Do tego porywisty wiatr i w cieniu przechodzily mnie ciarki z zimna. Naprawde musze zastanowic sie nad przeprowadzke na Floryde. Poludniowa. ;)

14 komentarzy:

  1. ja też chcę 25 stopni! u nas ze 16 chyba:(
    teksty Nika są super;) a Bi jak to kobieta, fochy ma z natury;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Bi to kobita pełną gębą. ;)

      U nas nadal ciepło. Dziś jakieś 22 stopnie, ale za to wilgotność taka, że cała się lepie, bleee...

      Usuń
  2. moje dziewczyny od jakiegoś czasu "trują" o podróż pociągniem, a więc właśnie sobie opracowałam plan, że pojedziemy na wystawę Lego :) Od stacji to raptem 2 km spacerem przez park, więc powinny spokojnie przejść, a sama wystawa ponoć jest dużo lepsza niż ta co była 2 lata temu, także szykuje nam się rodzinna wycieczka. Niestety nie w ten weekend ponieważ świętujemy, ale w następny już mam nadzieję ziścić moje plany :) Pociągiem nie jechałam całe wieki. Myślałam o zoo ale jest sporo dalej (od stacji ma się rozumieć), więc dziewczyny mogłyby marudzić a tu jeszcze alejkami trzeba chodzić i powrót więc to wycieczka na auto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze przejazdzka spodoba sie Twoim dziewczynom! Moi byli pod slabym wrazeniem na naszej kwietniowej wycieczce z "Tomkiem". Ale trzeba im oddac sprawiedliwosc, ze nasz pociag wlokl sie w slimaczym tempie. ;)

      Usuń
  3. Jego psyjaciel włos! Jak to łatwo usatysfakcjonować dziecko :PP
    Są genialni, oboje, Nik bardzo kreatywny, ogródek miszcz!
    Biedna Bi, ewidentnie przeżywa :( ucałuj ją ode mnie. Niedługo będzie lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bi niestety, tak jak piszesz, przezywa... I minie jeszcze troche czasu zanim w pelni zaakceptuje zmiany...

      A Kokus, rzeczywiscie potrafi byc zaskakujaco latwy do usatysfakcjonowania. ;)

      Usuń
  4. Och Potworki sa wyjatkowe!! Sliczne, a to juz Ci mowilam :)Czytajac Twoje wpisy juz jako dojrzalsza mam doroslych Pisklakow mysle, ze duzo przegapilam i moze nawet zbyt "lekko" do pewnych spraw podchodzilam...jakos bardziej moge teraz zrozumiec zachowanie malych dzieci.
    Ogrodki w piachu natychmiast przypomnialy mi "ogrodki pod szkielkiem"- znasz cos takiego? ich zywot tez nie byl dlugi.
    No i na koniec- fajny ten wasz ogrod- prawie taki wlasny, prywatny park :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo zarosniety i nieokielznany park, obecnie... :D
      Ogrodki pod szkielkiem... Cos mi to mowi, ale nie pamietam dokladnie...
      Ja tez lapie sie na tym, ze bagatelizuje niektore rozterki Potworkow. Po prostu wsrod codziennej bieganiny, mniejszych i wiekszych problemow, czasem zapominam, ze oni maja tylko po kilka lat i te ich problemiki, to dla nich naprawde ogromne dylematy. ;)

      Usuń
  5. Teksty i akcje powalające;)
    U nas odwrotnie - młodszy synek jest zdecydowanie bardziej samodzielny od starszej siostry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to wylamuje sie ze schematu! :D

      Usuń
  6. I skąd w tych małych główkach takie pomysły ? Teksty Nika - super . Uwielbiam tą dzieciencą szczerość i naturalność !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te male glowki caly czas sluchaja, przetwarzaja i w koncu powtarzaja. ;)

      Usuń
  7. Teksty i potworkowe dokonania jak zwykle super. A mnie oczywiście najbardziej rozbawił ten, przed którym przestrzegałaś :D :D :D farma jest świetna. szkoda, że nie mamy czegoś takiego w pobliżu, bo do wrocławskiego zoo ze względu na absurdalnie wysokie ceny wstępu raczej szybko się ponownie nie wybierzemy :S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ze ta farma jest super, a przy tym taniutko. Nasze lokalne zoo to samo - nie powala, ale za to ceny zbijaja z nog. Bylismy tam dwa lata temu i raczej juz nie wrocimy. Predzej poczekamy rok - dwa i pojedziemy do wielkiego zoo w Nowym Jorku. ;)

      Usuń