piątek, 3 kwietnia 2015

Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie...

Weny, weny szukam... Ktos ja widzial, uciekajaca zapewne w dzikiej panice, z rozwianym wlosem i wysoko zadarta kiecka?

Nie chce mi sie pisac. Odkad zauwazylam, ze juz za tydzien Swieta... Mysl o Wielkanocy z tesciami przyprawia mnie o zniechecenie. Mysl o przygotowaniach z tesciowa sprawia, ze mam ochote wyjechac. Daleko.

Nie, moi tesciowie nie sa okropnymi ludzmi. Od niemal 2 miesiecy staramy sie wszyscy nie wchodzic sobie w droge i byc uprzejmi. Och, jacy my jestesmy uprzejmi! Czuje sie obrzydliwie sztucznie. Mam wrazenie, ze nawet kiedy zwracam sie do meza i dzieci, a w tym samym pokoju siedza tesciowie, moj glos nie brzmi naturalnie...

Obecnosc obcych ludzi w moim domu uwiera mnie i uciska jak kamyk w przyciasnym bucie. Nie czuje sie swobodnie, nie czuje sie soba, odliczam tylko dni do czasu jak wyjada. Czuje sie jak pod permanentna inwigilacja. Teraz jeszcze te Swieta... Przed przylotem tesciow liczylam, ze skroca swoj pobyt i wyjada przed Swietami. Po pierwszym miesiacu zauwazylam z panika, ze sie nie zapowiada. Drugi miesiac prawie minal i wiem juz, ze nie ma na to szans... Nie ma wiec rady, trzeba przetrzymac tez Wielkanoc.

Na poczatku, to ze tesciowa przejela pichcenie, uznalam za zalete "inwazji". To, ze gotowac nie lubie, to w koncu zadna tajemnica. Wizja domowych, zdrowych obiadkow byla calkiem zachecajaca. Teraz jednak stwierdzam, ze "domowe", to moze one i sa, ale co do ich zdrowia to mam powazne watpliwosci. Mianowicie tesciowa zuzywa w tydzien tyle oleju i cukru, co ja w jakis miesiac. No dobra, tego ostatniego moze nie sypie do potraw, ale zuzycie pierwszego przyprawia mnie o ciezki szok. Ciekawe, ze nic nie smakuje przesadnie tlusto, ale olej idzie jak woda, a przeciez nie wyparowuje z butelki? W kazdym razie myslac o swiatecznym gotowaniu w tym samym czasie co tesciowa, cos mi sie przewraca w zoladku... Szczegolnie, ze sama kiedy gotuje, nienawidze kiedy ktos inny zaglada mi do garow, no nie znosze!

Rok temu o tej porze, planowalam radosnie gotowanie i pieczenie. W Wielki Piatek normalnie pracujemy, ale wzielam dzien wolny na przygotowania.
W tym roku, jeszcze kilka dni temu ponuro twierdzilam, ze w piatek normalnie ide do pracy, a sprzatanie mam w powazaniu. Baaardzo glebokim... Tym bardziej, ze malzonek moj pozostawal gluchy na prosby, zeby dogadal sie z matka czy planuje robic cos specjalnego na Swieta. Dlaczego sama nie spytalam? Nie wiem, sama nie wiem... Chodze totalnie zniechecona i bez humoru... Zlapala mnie chandra i nie chce puscic...
W kazdym badz razie, M. zupelnie nagle, we wtorek oznajmil, ze ojeju! Musi pogadac z mama, bo za chwilke Swieta! Tez mi odkrycie... Ja truje mu od ponad tygodnia, ale M. oczywiscie zachowuje sie jakby sam nagle wpadl na to, ze moze jego matka cos planuje. W srode oznajmil, ze tesciowa upiecze tort. Czyli cos tam mysli o przygotowaniach... W takim razie ja zamierzam upiec sernik i przygotowac salatke, bo jakby co planuje zbojkotowac wyroby tesciowej i pozywic sie wlasnymi produktami. Juz samo wspomnienie M., ze jego mamusia piecze najlepsze torty na swiecie, sprawia, ze z gory zakladam iz nie sprobuje ani kawaleczka. Dziecinne? Byc moze. Zaczynam odczuwac coraz wieksza pokuse, zeby zrobic na zlosc, dopiec, dociac i pogonic w koncu tesciow na cztery wiatry... :( Powstrzymuje mnie tylko resztka dobrego wychowania. Sama jestem ciekawa czy wytrzymam jeszcze miesiac, czy "pekne". Jesli cierpliwosc mi pusci, to szykuje sie niezle widowisko... :/
A dzis biore jednak pol dnia wolnego, bo nie chce potem wieczorem latac jak ze sraczka. Podczas nikowej drzemki chce pomalowac z Bi jajka, a wieczorem bede sprzatac. Tak jak zawsze, zadnego tam szorowania szafek i odsuwania mebli! ;) Na sobote mam nadzieje pozostanie juz tylko pichcenie. Upieke ten nieszczesny sernik chocbym miala siedziec pol nocy, bo nie wiem o ktorej tesciowa laskawie zwolni kuchnie... I tu znowu. Moge sobie wyobrazic radosc z jaka przygotowywalabym pisanki z Bi i wiozla dzieciaki na swiecenie jajek, gdyby tescie nie wtracali swoich trzech groszy na kazdy temat. A tak, robie to zeby podtrzymac tradycje, ale zupelnie nie odczuwam radosci ani ekscytacji... W srode wieczor zaszylam sie w piwnicy zeby napelnic jajeczka (do szukania w ogrodzie) slodyczami i drobiazgami. Myslalam, ze poprawie sobie humor na mysl o radosci w oczach Potworkow kiedy beda znajdywac i otwierac kolejne jajca. Pomoglo, ale tylko na jeden wieczor. Kolejny ranek znow przywital mnie chandra... Niech juz bedzie po Swietach! Albo nie! Niech juz bedzie polowa maja i po wyjezdzie tesciow!

Poki co staram sie odsuwac zniechecenie jak najdalej. Ale ono uparcie wraca... Zasadzilam rzezuche.


Mialam to zrobic z Bi, ale nie udalo mi sie wykrzesac z siebie entuzjazmu do cierpliwego tlumaczenia i pomagania dziecku przy tym przedsiewzieciu... Ponurak we mnie wygral i zrobilam to wieczorem, po polozeniu dzieci spac. Na szybko i nie odczuwajac zupelnie przyjemnosci... Ale przyznaje, ze czuje cieplo na widok malenkich, kielkujacych roslinek. To idealna pora roku na obserwowanie budzacego sie zycia. Co prawda pogoda uparcie zaprzecza jakoby byla juz wiosna. O, prosze, tak wygladal nasz ogrod w zeszla sobote!


Mam nadzieje, ze byla to juz ostatnia sniezyca w tym roku! Na Swieta zapowiadaja pelne slonce i 12 stopni, ale uwierze jak to zobacze... Za to w sobote ma pizdzic jak w Kieleckiem, wiec nie wiem czy nam koszyczki nie odfruna razem z dziecmi. ;)

Osladzam sobie zycie jak umiem. Juz dwa razy w tym tygodniu pieklam muffinki. Dzieciaki przy tesciach zupelnie przestaly jesc banany, a "banana bread" mi sie przejadl, szukalam wiec alternatywy. Oto efekty:


Muffinki maslankowo-bananowe z orzechami! Polecam z czystym sumieniem (moge wrzucic przepis jakby ktos chcial). Wyszly mieciutkie, wilgotne, pyszne! A wiecie, ze ze mnie muffinkowe beztalencie, wiec jesli wyszly MI, wyjda kazdemu! ;)

A co poza tym? Syn moj zlapal katar. Od dwoch nocy budzi sie z placzem nie mogac oddychac, wiec oboje z M. chodzimy jak zombie... Odciagnac smarkow sobie oczywiscie nie da, a wydmuchac nie umie. Meczy sie wiec dziecko, a rodzice to tak przy okazji... Cala sroga zime dzieciaki przechodzily zdrowe, a wiosne witamy pierwszym w 2015 katarem! Za to tez moge "podziekowac" tesciom. Caly tydzien temperature mielismy okolo 5-6 stopni na plusie, w niektore dni nawet wyzsza. Dopiero kiedy Nik wykazal pierwsze oznaki zasmarkania, co nas zaskoczylo, bo poza nim wszyscy w domu zdrowi, zasypalismy z M. tesciowa gradem pytan, a ta sie przyznala, ze dzieci caly czas wychodzily na dwor w zimowych kombinezonach! Jezusmariaojapitole! Tak, to prawda, na ogrodzie mamy nadal spore polacie sniegu, ale wiekszosc juz odtajala. Przy 5 stopniach na plusie, w pelnym sloncu bylo zapewne +10. A ona mi dzieci ubiera w pikowane spodnie! Nic dziwnego, ze Nik jest chory. Upocil sie pewnie jak mysz, a potem lekki wiaterek i dziecko mam zalatwione! Tesciowa za taki brak pomyslunku powinna teraz sama wstawac do placzacego i budzacego sie po nascie razy w nocy dwulatka z zapchanym nosem!
Poki co (odpukac!) to tylko katar, bez goraczki. Mam nadzieje, ze tak zostanie, chociaz caly czas niepokoi mnie nikowa nieumiejetnosc wydmuchania nosa, przy jednoczesnej tendencji do zapalen uszu. Mam jednak nadzieje, ze obejdzie sie bez dodatkowych atrakcji... Oraz ze do Swiat sie w miare podkuruje i nie zarazi siostry...

A poki co, Moje Drogie, zycze Wam Wesolych Swiat!

Wiem, ze i ja moge przezyc te Swieta radosnie, wszystko zalezy tylko od nastawienia. To jednak jest, jakie jest, wiec... No nic, ze wzgledu na Potworki, postaram sie wycisnac z siebie choc minimum entuzjazmu. A potem zdam Wam relacje czy sie udalo. ;)

32 komentarze:

  1. Ja nie dosc, ze nie mam weny to mam blogowa awersje...
    Podziwiam, ze tak dobrze sobie radzisz z tesciami przez taki dlugi okres..podziwiam szczerze.
    Mam nadzieje, ze Swieta przemina w spokojnej I milej atmosferze.

    Udanych zatem zycze I do uslyszenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byly ani spokojne ani szczegolnie mile, ale najwazniejsze ze juz po. :)

      Do uslyszenia!

      Usuń
  2. Kurczę, a oni tak długo jeszcze czy nie wiadomo? Ja bym tyle nie wytrzymała :P
    Zdrowych radosnych kochana. I spokojnych jeszcze :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedys sama bedziesz tesciowa i zycze Ci z calej sily aby Ciebie traktowali tak samo jak ty swoich tesciow. O jaciepierdole ale ty jestes wkurzajaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale jak Agata Ich traktuje?! O jaciepierdziele kolejny anonimowy oszołom, który nie rozumie prostej prawidłowości- wkurza Cię autor? To tu nie wchodź... Za trudne?!

      Usuń
    2. Anonimie. Wielokrotnie, przy okazji podobnych komentarzy pisalam, ze nie bede tolerowac chamstwa i obrazania moich czytelnikow. Tak, blog jest publiczny i kazdy moze wejsc, przeczytac i zostawic komentarz. Tak sie jednak sklada, ze to moje "podworko", to JA jestem tu moderatorem i JA decyduje, ktore komentarze chce tu widziec. Dotychczas nie usunelam ani jednego. Twoj bedzie pierwszy.

      Usuń
    3. A tak przy okazji. Ojaciepierdole, JESLI kiedys zostane tesciowa, mam nadzieje, ze NIE bede miala w sobie takiego tupetu i egoizmu, zeby zwalic sie swojej synowej lub zieciowi na caly kwartal.

      Usuń
    4. Agatka, ja zablokowalam funkcje dodawania komentarzy przez Anonimow,bo tez zdarzylo mi sie otrzymywac 'mile' slowa :/

      Usuń
    5. Dzieki za wsparcie Martus...

      Miniu, mnie narazie anonimy dokuczaja tylko sporadycznie, wiec bardziej sie z nich smieje niz denerwuje. Wkurzaja mnie tylko ataki na moich czytelnikow. Kto wie, moze w koncu dojsc do tego, ze zablokuje anonimy, poki co niech sobie "uzywaja". ;)

      Usuń
  4. Moja Droga, nie zazdroszcze- mnie czeka nalot na kilka dni a juz wiem, ze wszystko wywroca do gory nogami :O
    Z serca zycze Ci spokojnych Swiat!! Wiem, ze nie bedzie lekko ... trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest wlasnie najgorsze. Przyjada, cale zycie czlowiek dostosuje "do nich", oni wyjada i wejda po prostu w swoja zwyczajna rutyne, a my bedziemy musieli ustawic od nowa codziennosc, co dla malych dzieci bedzie sporym szokiem...

      Usuń
  5. Agata, uwierz mi, ale rozumiem Cię doskonale, mimo, że mnie nigdy tyle "szczęścia" w postaci tak długiego czasu spędzonymi z teściami, nie spotkało...
    Jeśli Cię to pocieszy, to ja dzięki moim teściom, nieobecnym, a jednak wciąż obecnym w naszym życiu, też mam już te Święta skopane, i nic totalnie mi się nie chce. Wczoraj mieliśmy taką awanturę o Nich, że chciałabym się obudzić we wtorek rano...
    Trzymaj się, dla Potworków.
    To nie jest łatwe, być tak naprawdę mimo wszystko z obcymi ludźmi tyle czasu...
    Może zacznijcie gdzieś z M wychodzić, odreagujesz trochę, złapiesz jakiś dystans?
    Buziaki, i pogodnych Świąt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och naprawde? Wzruszajace. Koniec swiata.

      Usuń
    2. Och, na niby :) O jaciepierdziele ludzie co się z Wami dzieje :(

      Usuń
    3. Niestety Martus, moj maz pomimo obiecanek-cacanek, nie ma ochoty ruszac sie z domu. Wrecz przeciwnie, im bardziej zbliza sie wyjazd tesciow, tym on wiecej czasu chce z nimi spedzac. Poniekad go rozumiem, ale wiem tez ze po ich wyjezdzie szanse, ze gdziekolwiek pojedziemy we dwoje, spadna do zera...
      Przykro mi, ze poklociliscie sie o Twoich tesciow. Wydawalo mi sie, ze Marcin zgodnie zaakceptowal Wasze od nich odciecie, ale widze, ze jak w kazdej rodzinie, tak i u Was te stosunki sa mocno pokomplikowane...

      Usuń
  6. Wspolczuje.. i pomimo wszystko wesolych i smacznych Swiat zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Smacznie bylo, a dzieki Potworkom nawet dosc wesolo! ;)

      Usuń
  7. Poproszę przepis na muffinki, bo wyglądają wspaniale!

    Agata, niesamowicie Cię podziwiam za Twoją cierpliwość i siłę, że to wszystko wytrzymujesz. A M. jak znosi wizytę rodziców? Bo tak sobie myślę, że trzy miesiące to nawet z moimi WŁASNYMI rodzicami, których bardzo kocham i z którymi nie mam żadnych konfliktów byłoby mi trudno wytrzymać, a co dopiero z teściami... Ja dostawałam na głowę, gdy teście odwiedzali nas na 2 tygodnie więc naprawdę chylę przed Tobą czoła. I doskonale Cię rozumiem, że może Ci się wszystkiego odechcieć. No ale spróbuj wykrzesać tą odrobinkę entuzjazmu dla Bi i Nika, bo przecież na to zasługują. Pomyśl też, że minął półmetek wizyty teściów, czyli do ich wyjazdu bliżej niż dalej ;-)

    A w kontekście zabawnego tekstu anonima - byłabym przeszczęśliwa mając Ciebie za teściową ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie wiadomo jeszcze jaka tesciowa ze mnie "wyrosnie"! ;)

      M. wydaje sie, ze uwaza, ze jego rodzice robia nam niesamowita przysluge zajmujac sie Potworkami przez ten czas, kiedy tutaj sa. A jego mama gotujac dla wszystkich. Nie przyjmuje do wiadomosci, ze przeciez wczesniej wcale nie przymieralismy glodem i nie mielismy problemu ze znalezieniem opieki do dzieci. Ja osobiscie mam im za zle, ze przyjechali teraz, kiedy IM pasuje. Co to za pomoc na ich warunkach? Pomocy to potrzebowalismy albo po narodzinach Nika, albo po moim powrocie do pracy 3 miesiace pozniej. Ale wtedy nikt nie kwapil sie do przylotu, o nie... :/

      Przepis na muffinki wkrotce wrzuce. ;)

      Usuń
  8. Mimo wszystko - Wesołych Świąt!!!
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
  9. Agatka już jest z górki, wytrzymasz, za chwilę i wiosna, i pożegnanie teściów, dasz radę, a Twoje dzieci będą miały pamiątkę z dzieciństwa (mam nadzieję, że porobiłaś dużo zdjęć) z dziadkami, to dość ważne dla nich i dla Twojego męża, za kilkanaście lat docenią to

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesciowie bronia sie przed zdjeciami jak przed zaraza, ale cos im tam maz pstryknal. ;)

      Masz racje. To jedyna zaleta ich pobytu - pamiatka dla Potworkow...

      Usuń
  10. Wesołych Świąt i dobrego humoru...jeszcze trochę i będziecie sami w swoich czterech kątach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nooo tak doskonale cię rozumiem. dwie samice alfa w jednym gnieździe - sytuacja nie do pogodzenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to tez. Wiekszym problemem jest jednak starszy samiec, ktory uwaza, ze nadal jest samcem alfa, a tymczasem zwykly z niego burak. ;)

      Usuń
  12. Agatko, to mój debiut w pisaniu komentarza u Ciebie, więc może najpierw się przedstawię ;) Czytam Twojego bloga chyba od ponad roku i uwielbiam go! Zachęcił mnie tytuł, bo to samo myślę czasem o sobie i swojej sytuacji... Ale do rzeczy! Teściową próbuj się nie przejmować, wiem, łatwiej powiedzieć niż zrobić! Ale mimo wszystko spróbuj, dla własnego dobra, po co szargać sobie nerwy :) Wszystko ma swój początek, ale (co ważniejsze w tym przypadku) ma też swój koniec, 3 miesiące miną i zostaną tylko wspomnienia. I coś, co mi też zawsze poprawia humor jak myślę o teściach - odległość! Głowa do góry, to już całkiem niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo mi powitac cicha czytelniczke! :)

      To prawda, ze jeszcze troche i wszystko wroci na stare tory. Mysle, ze pomalu mamy juz dosc. Tesciowie napewno sa zmeczeni opieka nad dwojgiem rozbrykanych dzieci, poza tym im dluzej sa pod naszym dachem, tym bardziej wydaje im sie chyba, ze sa u siebie. Przynajmniej tesciowi... Ja tez mam coraz mniej cierpliwosci do ich obecnosci. Nawet Bi zaczela coraz czesciej marudzic, ze nie chce zostawac z dziadkami, tylko z mama... :)

      Usuń