wtorek, 7 kwietnia 2015

Irytacja juz zawsze tlem Swiat?

Swieta, Swieta i po Swietach. Cale szczescie!!! W tym roku cieszy mnie nawet fakt, ze tutaj Wielkanoc to tylko jeden dzien i wczoraj juz ze spokojnym sumieniem moglam wrocic do pracy zamiast "swietowac"... Przez te dwa i pol dnia wolnego irytacja gonila irytacje. Mniejsza badz wieksza, ale zawsze psujaca nastroj, ktory powinien przeciez byc radosny, tudziez podniosly... Przedstawiam Wam kilka migawek z naszej Wielkanocy.

Malzonek moj szanowny doslownie kilka dni przed Swietami, wymienil swoja milosc - iPhona, na "Szajsunga". :D Mnie to szczerze dynda i powiewa zgnilym kalafiorem... Tylko, ze akurat kiedy jego pomoc w domu, a w zasadzie przy zabawieniu choc na moment dzieci, bylaby nieoceniona, on wolal siedziec z nosem w ekranie telefonu, ustawiajac w nim wszystko co mozliwe. Podczas tego porywajacego zajecia byl oczywiscie gluchy i slepy doslownie na wszystko, a przy tym wku*wial sie ciagle na zupelnie obce oprogramowanie i kiepski aparat. Rzecz jasna nikogo w domu jego grozby, ze pozbedzie sie tego szmelcu, specjalnie nie ruszaly, ale psuly one juz i tak dosc napieta atmosfere...

Z racji tego, ze Pan Tata mial taki humor jaki mial, Potworki zgodnie przykleily sie do moich nog. Przez caly weekend mama miala ubierac, myc, podcierac, karmic, przytulac i zabawiac. A wszystko to w czasie kiedy probowala zrobic rowniez cos pozytecznego w domu... Poproszony o zajecie sie potomstwem tatus, albo po chwili zaczynal ponownie gapic sie w telefon, albo w ciagu 15 min. tracil cierpliwosc. Tutaj rezultat tez byl dwojaki. Czasem huknal na niesforne dzieciaki tak, ze z rykiem wracaly do mamy. Czasem zas wkurzony wychodzil do ogrodu, co znow nieuchronnie sprawialo, ze Potwory ponownie uczepialy sie matczynej spodnicy. A raczej spodni dresowych... Nawet poproszony o zrobienie im kilku swiatecznych zdjec nie potrafil utrzymac nerwow na wodzy. Zrobil trzy po czym odwrocil sie na piecie wkurzony, ze dwu- i czterolatek nie pozuja mu grzecznie jak profesjonalni modele...
Wczoraj wieczorem nagle mu sie odmienilo o 180 stopni i zaczal cos mi przebakiwac, ze nie ma sie co denerwowac, krzykami nic sie nie zdziala, a tylko psuje sie nastroj wszystkim naokolo... Szkoda, ze nie pomyslal o tym przed Swietami...

Nikowe przeziebienie nie przerodzilo sie (odpukac!) w nic gorszego, za to "przeskoczylo" na siostre. Bi zas przeszla je nieco gorzej, bo w czwartek wieczorem dostala goraczki. Na szczescie niezbyt wysokiej - 38.1, a przez kolejne dwa dni pozostal tylko stan podgoraczkowy. Ale marudzila i uzalala sie nad soba jakby miala conajmniej zapalenie oskrzeli... ;) Dzien pozniej M. zaczal narzekac, ze cos go "lamie", za to w niedziele wieczor kichac zaczal tesc. Tesciowa i ja jakos sie trzymamy, ciekawe tylko jak dlugo...

Wisienka na torcie tej "sielskiej" atmosfery bylo zachowanie Nika. Wyglada na to, ze slynny "bunt dwulatka", zamiast pomalu odchodzic w zapomnienie, przybiera nowe formy. A moze syn moj po prostu odreagowywal ogolna atmosfere, ale jego zachowanie bylo w te Swieta straszne. Juz nie pamietam kiedy ostatnio tyle razy na dzien podniosl mi cisnienie. Ryk i zanoszenie sie byly o wszystko. O to, ze on chce siedziec po mojej prawej stronie, ale kiedy Bi sie przesiadla, Nik natychmiast zaczynal wyc, ze on jednak chcial byc z lewej. Bi nie mogla nawet dotknac zadnej z jego zabawek. Nie chcial jesc tylko ryczal o ciastka. Przebieranie go laczylo sie z trzymaniem go za jedna noge, jednoczesna proba zalozenia mu pieluchy lub garderoby jedna reka, w tym samym czasie sluchajac potepienczego wycia i uchylajac twarz przed kopniakami serwowanymi "wolna" noga. Same w sobie te zachowania nie sa moze czyms nowym, ale dotychczas nie byly az tak intensywne. Zdecydowanie tez nie podoba mi sie to, ze Nik rzuca sie na wszystkich i oklada malymi piastkami. Do tej pory zdarzalo mu sie to w stosunku do siostry oraz dla testowania reakcji rodzicow. Teraz jednak tlucze wszystkich i to ewidentnie w zlosci...

Zeby bylo jeszcze "weselej", Nik zbiesil sie na popoludniowa drzemke. W sobote i niedziele spal sobie po godzinke - poltorej, co dla niego jest stanowczo zbyt malo. Za to w piatek drzemka trwala porywajace pol godziny! Po pierwsze to stanowczo za malo zeby psychicznie odpoczac od jego wybrykow. Po drugie, popsul mi plany. Specjalnie wyszlam z pracy wczesniej, zeby podczas drzemki syna spokojnie przygotowac z corka jaja na swieconke. Ugotowalam jajca, wyciagnelam farby plakatowe, rozlozylam gazete i... Nik sie obudzil! W wisielczym humorze oczywiscie... Nie tylko wiec nosilam go przez nastepna godzine, ale i malowanie jajek poszlo sie bujac. Jajca farbowalismy wiec zwyklym sposobem, czyli wsadzeniem do sloja z rozpuszczonym barwnikiem. Tyle ze nie przewidujac takiego obrotu sprawy, nie kupilam barwnikow i zostalismy z tylko dwoma kolorami pozostalymi z zeszlego roku - zoltym oraz zielonym... Trzeba jednak przyznac, ze Potworki mialy frajde patrzac na moje poczynania i niewielkie urozmaicenie kolorystyczne zupelnie im nie przeszkadzalo.

Dzieki Mlodszemu nawet swiecenie jajek odbylo sie w nerwowej atmosferze. Juz kilka dni przed Swietami dzieciaki poklocily sie o koszyczek, wiec pozyczylam dodatkowy z pracy (nie pytajcie mnie skad mamy wiklinowe koszyczki...) i zadowolona z siebie myslalam, ze po sprawie.



W sobotni poranek wyruszylismy do kosciola, dzieci radosnie niosly swoje koszyki, weszlismy do srodka i... zonk. Niko nie postawi swojego koszyczka na schodkach oltarza. Za zadne skarby! Nie pomagaja prosby, pokazywanie, ze wszyscy tu je klada i obiecanki, ze za chwile wezmiemy go z powrotem. Nie i koniec. Juz myslalam, ze bedziemy miec tylko polowe jajek poswieconych. Mlody sie jednak odwrocil, a ja wykorzystalam ten moment, zeby chwycic koszyczek i zaniesc go na oltarz. ;) Skonczylo sie to wyciem Nika przez polowe swiecenia... A po powrocie do domu Potwor Mlodszy nie opuszczal koszyczka na krok. Postawil go na stole i trzymal warte na krzesle obok. Jak sie okazalo nie dla samego koszyka, ale dla czekoladek, ktore w nim byly. M. wsadzil do swieconek czekoladowe zajaczki, zeby dodac im "koloru", jak to okreslil. Nie wiem (i wole chyba nie wiedziec) ile Kokus ich zezarl , zanim podejrzelismy co on tak grzebie pod ta serwetka. ;)

Polaczenie z Polska na Skype bylo wrecz fatalne. To znaczy z moja siostra jeszcze dalo sie pogadac. A raczej daloby, gdyby maly ssak nie marudzil. A tak pogadalysmy tylko moment kiedy Mila wisiala na cycku. Za to z tata udalo mi sie zamienic tylko kilka mocno przerywanych zdan. Ale to nic, za tydzien juz wraca...

Przy okazji przygotowan swiatecznych zaobserwowalam, ze moj tesc to ma zycie jak w Madrycie! Niezle sie skurczybyk urzadzil! Tesciowa juz od czwartku spedzala czas niemal od switu do nocy w garach. Ja od piatkowego popoludnia ogarnialam dom, przygotowywalam swieconke, a w sobote pieklam jeszcze sernik. Wszystko przy "asyscie" dzieci, czyli z dwukrotnym nakladem pracy... ;)Nawet M. byl regularnie odrywany od nowego telefonu i wysylany na nagle zakupy badz zaganiany do szybkiej pomocy. Moj tesc zas spedzil 3 dni przygotowan ogladajac tv, drzemiac na kanapie, zaliczajac kolejne msze w kosciele (na ktore trzeba go bylo wozic) i rozwiazujac krzyzowki. Ja rozumiem, ze facet jest juz po 70-tce. Rozumiem, ze tesciowa tak go nauczyla, ze calym domem zajmuje sie ona, a on nawet herbaty sobie nie zaparzy. Ale do cholery wszyscy sie uwijaja, to moglby chociaz minimalnie sie wysilic i zabawic wnuki! To bylaby naprawde ogromna pomoc! Ale nie, nie tylko nie pomagal, ale jeszcze przylazil proszac o jedzenie, picie i przelaczenie kanalu w tv, jasnie hrabia sie znalazl! :/

Cale Swieta "uratowaly" tylko i wylacznie Potworki. Tylko dla nich staralam sie zachowywac pogode i minimum entuzjazmu... Pomijajac kokusiowe wariacje ze swieconka, Potworki chlonely tradycje calymi swoimi malymi lebkami! :)

Juz o 6:30 rano w niedziele obudzil mnie tupot malych stopek. Najpierw myslalam, ze to Maya patroluje domostwo, ale po chwili tupot rozlegl sie ponownie i do mojej zaspanej glowy dotarlo, ze nie slysze pazurow. ;) Po chwili zas pojawila sie nade mna rozczochrana blond czupryna i Bi z podekscytowaniem (prawie podskakujac w miejscu) oznajmila, ze przyszedl zajaczek! Na to haslo przebudzil sie i Nik i glosno zazadal wyciagniecia z lozeczka. To by bylo na tyle jesli chodzi o dosypianie w swiateczny weekend... ;)




Potem juz byl jeden szal! Rozpakowywanie prezentow, ogladanie, zabawa! Przerwa na ubranie sie do kosciola, msze i uroczyste sniadanie, po czym z powrotem do zabawy.


Na powyzszym zdjeciu, ten balagan to jedna zabawka. Wielofunkcyjna, ale stanowiaca JEDEN komplet, ktory po zabawie chowa sie do schludnej skrzynki. To bedzie sie laczyc z pozniejszym tekstem. ;)



Poniewaz dzieciaki sie nieco podkurowaly, a zrobilo sie 12 stopni, poznym rankiem wymknelam sie z domu, zeby pochowac plastikowe jajeczka w ogrodzie i urzadzic Potworkom poszukiwania. :) Sporo musialam im podpowiedziec, ale i tak poszlo lepiej niz rok temu, kiedy to Bi zmiatala Nikowi wszystkie sprzed samego nosa. :) Tym razem sily byly niemal wyrownane, a nawet Bi sprawiedliwie podzielila sie pozniej z Nikiem lakociami.



Wrocilismy do domu, zeby je otworzyc i tu wkurzyl mnie tesc. I to tak, ze kompletnie zrujnowal moj humor na reszte naszego jedynego dnia Swiat...

Mianowicie, ledwie udalo nam sie przekroczyc prog domu, ledwie dzieci rzucily sie do stolu zeby wysypac jajeczka i zaczac otwieranie, tesc naskoczyl na mnie i malzona. Ze dzieci w Polsce (tu dodal imiona dzieciakow najmlodszego brata M.) nie dostaja tylu prezentow, ze po co im to wszystko, co to w ogole ma byc?! Na niesmiale tlumaczenie mego malzonka, ze to przeciez tylko zabawa i ciche mitygacje tesciowej, ze to nie Polska, zagrzmial, ze to wszystko przeciez KOSZTUJE!!! Szczerze mowiac juz wzielam sie pod boki, juz otwieralam usta, zeby go zjechac i spytac czy to on przypadkiem za to placil i zeby nie porownywac naszej rodziny do braci M. (o ktorych mam zdanie srednie i to delikatnie mowiac...). Na szczescie moj maz chyba zobaczyl moja mine, bo szybko zakrzyknal, ze trzeba przejsc sie z psem i zawolal na ojca, zeby urzadzil sobie z nim spacer. To dalo mi cennych kilka sekund na ochloniecie z wscieklosci i mentalne machniecie reka...

Nie bede urzadzac awantury. Przynajmniej narazie. Nie mniej zlosc mi jeszcze do konca nie przeszla, mimo, ze mamy juz wtorek. Jakim prawem ten dziadyga nas krytykuje i to w taki sposob?! U mojego meza w domu nie bylo tradycji prezentow od zajaczka. Ale u mnie w domu byla i zamierzam ja kontynuowac, szczegolnie, ze Amerykanie rowniez ja kultywuja. Wcale tez nie uwazam, ze dzieciaki dostaly jakos szczegolnie duzo! Po jednej wiekszej zabawce, jednej malutkiej, okulary przeciwsloneczne, naklejki, a oprocz tego Bi dostala komplet gumek do wlosow. Niko dostal tez kalosze, a Bi pantofelki wiosenne, ale to juz wlasciwie przy okazji, bo i tak musialam je im kupic, przeciez musza miec obuwie! Natomiast tradycja poszukiwania jajeczek w ogrodzie jest powszechnie obchodzona w Stanach, poza tym to dla dzieci dobra zabawa na swiezym powietrzu. Nasze jajeczka byly wypelnione tylko czekoladkami i miniaturowymi kubeczkami ciastoliny. W sumie bylo ich raptem 20. Wedlug mnie moze nie byly to bardzo skromne upominki, ale wydaje mi sie, ze nie byly tez az tak przesadzone, zeby sie o nie nas czepiac. A zreszta, nawet gdybym uznala, ze swietnymi prezentami dla 4- i 2- latka beda wlasne laptopy, to jest to moje, rodzicielskie prawo i moje pieniadze! Uch! Wkurzylam sie, no... ;)

Wczoraj juz szlam normalnie do pracy, ale przed wyjsciem urzadzilam Potworkom namiastke Smingusa Dyngusa. Wreczylam male pistoleciki na wode i hulaj dusza piekla nie ma! ;) Okazalo sie jednak, ze moje dzieci sa dziwne. Sadzilam, ze rzuca sie z woda na matke i dziadkow, a tymczasem Bi wybrala za cel ataku Maye, natomiast Nik - samego siebie! Psikal sobie w oczy raz za razem i zasmiewal sie w glos! ;)



Babcia cichcem namawiala, zeby popryskali dziadka i Bi posluchala (dziadyga wyskoczyl z lozka jak oparzony i dobrze mu tak! :D), ale Nik mial to w nosie. Niestety szybko zuzyl cala wode i zaczal ryki, ze chce wiecej, a mnie glupio bylo zostawiac dziadkom sprzatanie domu zalanego woda... Dopiero w pracy pomyslalam, ze moglam im ubrac plaszcze przeciwdeszczowe oraz kalosze, wypuscic na dwor i pozwolic zlac sie woda do woli. Moze wykorzystam ten patent w przyszlym roku. :)

Podsumowujac, ciesze sie, ze juz po Swietach, a jeszcze bardziej, ze nadchodzace Boze Narodzenie oraz przyszloroczna Wielkanoc spedze (mam nadzieje) bez tesciow! ;)

34 komentarze:

  1. U nas też jest tradycja prezentów od zajączka i w tym roku Junior się obłowił, bo dostał fajne prezenty. A ten twój tesc to niezly numer widze..

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza myśl jaka się u mnie pojawiła - naprawdę zabiłabym twojego męża za ten telefon

    Druga - długo jeszcze będziesz miała teściów? Bo ja mam wrażenie, że to się strasznie ciągnie, to jak musi się wlec Tobie?

    Co jemu do tego jakie prezenty kupujecie dzieciakom? Wasze dzieci, Wasze pieniądze. A ile pieniędzy idzie z racji ich pobytu u Was? Masakra, im dłużej to trwa tym bardziej Cię podziwiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesciowie wyjezdzaja za rowniutko 3 tygodnie od dzisiaj. :D

      No wlasnie ja tez bym pomyslala, ze skoro to nie on kupuje prezenty to nic mu do tego. Poza tym ja kupowalam wszystko dzieciom po troche, wiec nawet nie wydalam wiekszej sumki naraz, tylko uzbieralo sie to w ciagu kilku miesiecy!

      A maz i telefon - sama wiesz jakiego hysia faceci maja na punkcie gadzetow... ;)

      Usuń
  3. No wlasnie, ty jakos wyjatkowo opanowana jestes. Chyle czola w podziwie. Ja bym juz chyba wszystkich po kolei otrula... A zaczelabym od tescia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, czasem ma ochote, wierz mi... Powtarzam sobie, ze to rodzice meza i dziadkowie moich dzieci. I to dla nich trzymam nerwy na wodzy. Ale sa juz napiete do granic mozliwosci... :/

      Usuń
  4. U nas też zajączek chodzi, ale:
    a) Ł przestała wierzyć i chyba już był czas...
    b) udało się wynegocjować, żeby przestały być jakieś absurdalne (drogie) prezenty, a wreszcie drobne

    A poza tym byłam na Święta u teściów i ledwo żyję... Było okropnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moge sobie wyobrazic, w koncu tesciow mam na codzien (dobrze, ze tymczasowo). ;)

      U mnie w domu tez prezenty od zajaczka byly bardzo drobne i wlasciwie chcialam to kontynuowac z moimi dziecmi. Tylko prezent dla Nika wyszedl mi wiekszy. Ale w zasadzie wylacznie gabarytowo, bo kupilam go na przecenie. :D

      Usuń
  5. Twój teść widzę pokroju mojej szanownej "mamusi"...Boziu masz Ty kobito końskie zdrowie!
    Mój Mąż nowego telefonu wprawdzie sobie nie zafundował, ale na jego pomoc w tym roku liczyć nie mogłam...
    Robił wszystko, aby nie robić NIC!
    Także i ja odetchnęłam z ulgą na wieść o końcu Świąt!
    Buziaki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie nie! To TY masz konskie zdrowie, Monia! Moi tesciowie spedzili ze mna "zaledwie" 3 miesiace, a Ty "mamusie" masz na codzien! ;)

      Te chlopy! Moj malzonek przez te 3 miesiace nie tknal sie w ogole prac domowych, wiec jest caly przerazony, ze znow trzeba bedzie gotowac i rano ogarniac dzieciaki! Tragedia po prostu! Mnie to nie przeraza, za to odetchne, ze bede musiala sprzatac tylko po 4 osobach, w dodatku przez 5 dni w tygodniu przez wiekszosc dnia nas nie ma, wiec az tak sie nie bedzie brudzic. A dzieci musze i tak rano ogarnac bo zazwyczaj bez tego nie daja mi wyjsc do pracy. :)

      Usuń
  6. Słodkie te Twoje dzieciaki! U mnie w domu nie było tradycji prezentów na zajączka ale ja moim dzieciakom też kupiła upominki. Cieszyli się bardzo. Teśc mógł sobie darować komentarze, dobrze że go Mąż zabrał :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moglby, ale to nie ten typ. :)

      Dawanie prezentow dzieciom to sama radosc. W tym wieku ciesza sie z byle czego! :)

      Usuń
  7. O Boże, co za wstręny dziad... Też by mnie szlag trafił i to na każdym kroku... że też tacy ludzie w ogóle nie pomyśla jak bardzo potrafią być irytujacy.. Podziwiać Twoja cierpliwośc, bo po takim czasie nawet pierdoly potrafia wyprowadzić z równowagi. Ale wiesz co? Wygląda na to, że długośc pobytu daje się we znaki również teściowi skoro tak się czepia :) hehe, strzelił sobie dziadek w kolano :D

    U mnie w domu tez były prezenty na Wielkanoc. Znacznie skromniejsze od tych bożonarodzeniowych, ale były i slodkosci i jakieś drobne zabawki. No ale widac , ze u nich w rodzinie wszystkie święta obchodzi się raczej tylko duchowo w kościele ;) swoja droga, dobrze, ze nie odwiedzają was w boże narodzenie ;)

    A telefon...ughhh jakbym o H. czytala. W ostatnie święta uległ i kupiłam mu wymarzony telefon..i co? I tyle widziałam męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Faceci i ich zabawki! :D

      U mojego meza w domu nie dostawali prezentow na Gwiazdke w ogole! :) Za to zaliczali wszystkie mozliwe msze w kosciele. Ciesze sie, ze nie dorastalam w takim domu... Oddam jednak sprawiedliwosc, ze dostawali podobno duze prezenty na Mikolajki, gdzie u mnie dawalo sie z tej okazji tylko slodycze lub drobiazgi. :)

      To widac juz na kazdym kroku, ze wszyscy mamy dosc. A im blizej ich wyjazdu, tym kazdy coraz bardziej nie moze sie doczekac, co powoduje, ze spiecia sa coraz czestsze. :)

      Usuń
  8. Hm, kochana, a co kogo obchodzi ile zabawek mają Twoje dzieci i ile pieniędzy Was to kosztowało? :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyrazniej mojego tescia obchodzi. ;)

      Usuń
  9. Masz tone cierpliwosci Kobietko. Ja nie wiem jak ogarnelabym "niesfornego" Meza I jeszcze Tesciow miala tyle dni pod swoim dachem. Medal Ci sie nalezy Kochana, medal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzam to mojemu mezowi, ale jakos nie chce przyznac mi racji. ;)

      Usuń
  10. No to miałaś szaleństwo całą gębą ja bym chyba nie wytrzymała jakby ktoś zaczął porównywać a coś czuje w kościach że czeka mnie to w sierpniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak nienawidze porownywania dzieci! Moze jestem uczulona, bo dla mojej matki zawsze bylam ta gorsza, ale staram sie nawet przed soba nie myslec w kategoriach, ze ktores z moich dzieci jest w czyms lepsze/gorsze. Inne - owszem. Ale to wszystko.

      Usuń
  11. No cóż- możemy sobie rękę podać- i ja się MEGA cieszę, że już po Świętach, i również- Lila miała takie fazy w te świąteczne dni, że głowa mała...
    Mnie zawsze wnerwiają takie komentarze- bez względu na to, kto je prawie- że drogie, że tanie, że za dużo, że za mało... EH :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie znosze takiego oceniania. Moja kasa, moja sprawa...
      Cos na bank musi byc w powietrzu i to globalnie, bo na ktory blog nie wejde, czytam o problemach z zachowaniem dzieci. Taka pora roku czy co? ;)

      Usuń
  12. O mamuniu, ja na Twoim miejscu wykupiłabym caly zapas melisy w aptece :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam sie, ze melisa nie dziala na mnie kompletnie. Musialabym sie postarac o "maryche" czy cus. :D

      Usuń
  13. Dzieki bogu juz powoli widzisz swiatelko w tunelu ;) termin odlotu chyba sie zbliza???
    Ogladajac zdjecia zauwazylam, ze Potworki bardzo wyrosly- naprawde zmienily sie :) nadal sliczne, slodkie i takie milusie ale juz doroslejsze :O a w pizamkach ojejku taki do przytulenia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez ostatnio zauwazylam, ze Potworniccy urosli. Wszystkie spodnie zrobily im sie przydlugie! :)

      Usuń
  14. chyba jestem tu najstarsza i aż się boję cokolwiek pisać ale czy ta zmiana Nika nie jest spowodowana nieco innym trybem życia? Tak jeszcze bardziej dyplomatycznie - może to wpływ gości i dzieciak jest po prostu zmęczony i poirytowany dokładnie tak samo jak Ty?
    przesyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, kto wie? ;) Jednak taka gwaltowna zmiana zaszla w nim jakies 3 tygodnie temu, a tescie sa u nas prawie 3 miesiece. WYdaje mi sie, ze to jednak te cholerne zeby, polaczone pechowo z buntem dwulatka.
      Klarko, najstarsza czy nie, Twoje komentarze zawsze sa tu mile widziane! :*

      Usuń
  15. My tez szukalismy jajeczek. Pogoda byla przepiekna, wiec nie bylo wymowki i choroba do konca nie powalila nas z nog. Jesli chodzi o tych facetow, to niestety ja mam bardzo podobnie. Teraz maz gra na iPadzie w jakas okrapna gre o pociagach, ktora co 5 minut przypomina mu o swoim istnieniu ciaglymi powiadomieniami. Z facetami gorzej niż z dziećmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mezczyzni nigdy nie przestaja byc dziecmi! :D

      Ja sie bardzo na to szukanie jajeczek cieszylam, bo to taka fajna frajda dla dzieci, no ale tesc popsul cala radosc... :(

      Usuń
  16. To ile jeszcze zostało do odlotu??

    wdech.... wydech....wdech....wydech :D

    I wiesz co? bardzo podoba mi się ta tradycja z szukaniem jajeczek. Twoje dzieci - Twoja sprawa co i ile dostają.

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tez sie podoba! To fajna zabawa, polaczona ze skorzystaniem ze swiezego powietrza!

      Dokladnie, ktos by pomyslal, ze to moje dzieci i moje pieniadze, ale nie moj tesc... :/

      Usuń
  17. Na pocieszenie powiem Ci, że zawsze może być gorzej :-) My w Wielkanoc wylądowaliśmy z Blanką w szpitalu z rotawirusem - tak więc miej w głębokim poważaniu teścia, nie jego prezenty, nie jego kasa, nie jego sprawa, ważne, że byliście razem, zdrowi i dzieciaki miały radochę :-) Brytusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, to rzeczywiscie "fajne" mieliscie Swieta!

      Masz racje, ja na Wielkanoc zmagalam sie tylko z katarami i kaszlem maloletnich. Da sie przetrzymac. :)

      Usuń