wtorek, 12 marca 2013

Papierowa milosc

Od jakiegos czasu wszelakiego rodzaju papier stal sie nieslychanie cennym surowcem w naszym domu. Czy to chusteczki higieniczne, reczniki papierowe, papier toaletowy lub do drukarki, znika w zastraszajacym tempie. Wilgotne sciereczki tez sa w cenie.
Niestety, male, zadne zabawy lapki Bi siegaja coraz wyzej, a zamykanie na klucz kazdej rolki srajtasmy jest dosc uciazliwe... :) Wyroby celulozowe sa wiec spychane na koniec polek, w najdalsze zakamarki. Papier toaletowy powedrowal na parapet w lazience (ciekawe ile zajmie Bi zalapanie, ze moze wspiac sie na toalete zeby go dosiegnac?), a papier do drukarki na najwyzsza polke regalu. Ale i tak mamusia chodzi po domu i nieustannie zbiera gory papieru. Bo Bi prosze panstwa nie potrafi wziac jednej chusteczki, udac 15762 razy, ze wydmuchuje nos i ja wyrzucic do smieci. Nie, Mala Dama, kiedy uda jej sie dorwac pudelko, bierze jedna, wydmuchuje nos (a przynajmniej wydaje odglos bedacy wg. niej wydmuchaniem nosa), rzuca ja na ziemie i siega po nastepna aby powtorzyc proceder. I tak w kolko. Dzieje sie tak ze wszystkim, a winna jest oczywiscie dziecinna chec nauki wszystkiego co robia rodzice. Cale pudelko chusteczek schodzi wiec na nauke dmuchania nosa, cala rolka paieru toaletowego na wycieranie pupy misiom i lalom, podobnie, cala rolka recznikow papierowych potrzebna jest do 100-krotnego wytarcia stolika. Natomiast w podgrzewaczu do wilgotnych sciereczek (do przewijania brata) zostalo urwane wieczko, bo Bi dosiega, ale stojac na palcach, nie widzi co robi i stad szkody. Ale nawet w takiej niewygodnej pozycji potrafi wyciagnac cala paczke zeby tuzin razy wytrzec sobie buzie, pupe (a raczej rajstopy) i wszystkie zabawki...
Prosby, grozby, tlumaczenia i negocjacje nic nie daja. A matka, czyli moja skromna osoba, chodzi i zgrzyta zebami na biale smieci walajace sie po calym domu. Bo zapomnialam dodac, ze po dobrej zabawie, kazdy kawalek papieru musi zostac porwany na strzepki. Chyba, ze matka na czas go skonfiskuje. A jesli skonfiskuje za wczesnie to lepiej uzbroic sie w zatyczki do uszu... :)

12 komentarzy:

  1. o o o to samo jest i u nas. Kiedyś papier toaletowy lądował w klozecie, więc mokra cała rolka do wyrzucenia-straty były duże. A teraz właśnie rwanie papieru jest na topie, czasami Gliko upycha te strzępki w środek rolki-plus tego taki że papierki nie walają się po mieszkaniu. Zapraszam również do nas o nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za zaproszenie, bede zagladac. :)

      Usuń
  2. hehe przerabiałam coś podobnego ostatnio :) chociaż narazie tylko w formie porozrzucam to wszędzie, a co. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to szykuj sie na dalsze przeboje bo u nas tak sie wlasnie zaczynalo. ;)

      Usuń
  3. Grzesiek też uwielbia papier i z jednego kawałka robi tysiące!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba niestety najlepsza zabawa kazdego malego dziecka: ukrasc, podrzec, wdeptac w ziemie, to jest to! ;)

      Usuń
  4. Dodaję do osberwowanych, dziękuje, że się odezwałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam byla zrobic to juz dawno, nieladnie tak czytac i sladu nie zostawiac... :)

      Usuń
  5. :-D "Super" są te zabawy dzieciaków, z jednej strony człowiek się cieszy, ze dziecko się prawidłowo rozwija, naśladuje rodziców, a z drugiej szlag człowieka trafia, ze nie może wpłynąć na dziecko, zeby troszkę przystopowało ;-). Też tak miałam z tymi chusteczkami mokrymi i suchymi- jak wyciągał to na raz całe opakowanie. I nie daj Boże mu przerwać. A z papierem toaletowym biegał po całym domu rozwijając go sukcesywnie, zostawiał taką toaletową "nić Ariadny" :-).
    Dopiero teraz poczytałam o Niku z poprzedniego posta. Ależ te cudze dzieci szybko rosną! Ja też zawsze uwazałam te pierwsze 3 mies za najtrudniejsze w opiece nad dzieckiem. Jak dziecko ma powyżej 3 mies a jeszcze lepiej powyzej 6- to juz ma z nami lepszy kontakt, jest więcej mozliwości zabawy. Ale Ty się nim ciesz dopóki mozesz- bo jak on zacznie chodzić to cos czuję, ze Bi zostanie jego "guru" :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, ze Bi to bedzie jego idol oraz alfa i omega. Z jej pomyslami na zabawe? :) A ja bede miala takie dwa male tornada przelatujace przez dom. Juz sie boje... :)

      Usuń
  6. Nie ma to jak zacząć poranek i nadrabiać zaległości w czytaniu Twojego bloga- uśmiech na twarzy gwarantowany. Nie mam dzieci (nawet ich na chwilę obecną nie planuję), ale wierzę, że takie opisywanie spotykających Cię 'przygód' w jakiś sposób pozwoli mi się na nie przygotować psychicznie. Bo w poradnikach przeczytam o tym czym karmić, jak powinno się dziecko rozwijać, ale nie będzie tam niczego o tym jak bardzo może Cię takie maleństwo doprowadzić do szału :)
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, w poradnikach wszystko wyglada "cacy". Maluch spokojnie siedzi, usmiechniety, na polecenia zawsze odpowiada "tak mamusiu", brudzi sie tylko okazjonalnie i wcale nie balagani. A tak naprawde jest dokladnie na odwrot! ;)

      Usuń