czwartek, 10 stycznia 2013

Pierwszy miesiac

Uff, pierwszy miesiac zycia Nika za nami...

Poprawa? Zero... Nik nadal domaga sie jedzenia co 2 godziny. W zeszlym tygodniu zaczal robic w nocy dluzsze, 3-4 godzinne przerwy i ludzilam sie, ze to pomalu zmiana na lepsze. Ale w tym tygodniu zonk! i znow mam pobudki co 2 godziny. W dodatku, jak w dzien spi wiecej raz rano, raz po poludniu, to w nocy budzi sie codziennie o 5 rano i trzeba go nosic zeby ponownie zasnal, inaczej sie drze... Tak wiec frustracja mnie nie opuszcza, bo liczylam, ze po miesiacu bedziemy mieli jakies tam zaczatki rutyny, dluzszego spania, a tu figa z makiem. Poza tym Nik przez sen chrzaka, charczy, steka i wierci sie i potrafi robic to godzinami, az sam sie rozbudza i zaczyna ryczec. Spanie z nim w jednym pokoju to koszmar, ale ze wzgledu na czeste karmienia trzymam go nadal w kolysce przy lozku. Zobaczymy ile wytrzymam zanim mlody wyladuje w drugim pokoju, bo przy nim ani ja ani M. nie spimy.

Miesieczny Nik nie rozni sie wiec niczym szczegolnym od rozdartego noworodka, poza tym, ze jest znacznie wiekszy i pulchniejszy. Mielismy dzis wizyte u lekarza i maly mierzy juz 57 cm i wazy 4850g. To znacznie wiecej niz Bi w jego wieku (4300g). Polozony na brzuchu potrafi podniesc glowe tylko ociupinke i zaraz sie wscieka.Wydaje sie, ze potrafi skoncentrowac wzrok na zabawce i raz nawet udalo mu sie obrocic glowa za grzechotka, ale to jak narazie tylko raz.
Niestety pediatra zauwazyla, ze jedna z jego nozek wydaje sie dluzsza i faldki tez ma nierowne i nie jest pewna czy nie wypadla mu ze stawu biodrowego. Bedziemy wyslani na przeswietlenie, zeby to sprawdzic.

Tak wiec moje zycie wyglada mniej wiecej jak miesiac temu i dziecko nie potrafi narazie mi "wynagrodzic" calej tej ciezkiej harowki. Nauczylam sie za to troche panowac nad swoimi uczuciami. Po prostu, kiedy mlody nie chce spac, za to sie drze jak opetany, co robi matka? Zamyka drzwi do pokoju i pije kawke (bezkofeinowa). Albo czyta. A Nik w tym czasie ma mnostwo czasu na poplakanie do woli. I zeby nie bylo, ze jestem wyrodna matka (moze zreszta jestem), to robie tak tylko jak mlody jest nakarmiony, przewiniety i nie widze zeby go cos bolalo. Po prostu placze, bo tak. Najczesciej jest senny ale domaga sie noszenia. A matka mowi mu "a takiego!". Juz sie nauczyl skurczybyk, ze najfajniej sie zasypia przy lulaniu na raczkach. I przyznaje, ze o 5 rano tak robie bo chce jak najszybciej go uspic i jeszcze przydrzemac. Ale wieczorem? Phi, mowy nie ma, niech se chlopak powyje, nic mu nie bedzie. A potrafi sie tak udrzec 30-40 minut. Coz, kiedys sie nauczy, ze placz nic mu nie da i lepiej po prostu isc spac... I wydaje mi sie, ze lepiej jak sie podrze, niz zebym ja w koncu zaczela nim potrzasac. W chwilach najwiekszej frustracji, kiedy nie mam komu przekazac dziecka, lepiej zebym sie od niego na chwile odseparowala. Nie chce zeby Nik skonczyl jak Madzia z Sosnowca...

Tak wiec nadal nie jest u nas za fajnie. Moze za miesiac napisze cos lepszego... Oby...

17 komentarzy:

  1. bu... nie zazdroszcze... u nas na razie super, ale to dopiero ledwo tydzien z haczykiem za nami... niedlugo pewnie i mloda rozki pokaze... chyba, ze nie ;) he,he,he... trzymam za Was kciuki... szczegolnie za przespane nocki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Mnie ostatnio pediatra "pocieszyla", ze apogeum marudzenia przypada na okolo 6-8 tydzien, tak wiec wszystko najwyrazniej jeszcze przede mna... :( A Tobie zycze, zeby malutka pozostala taka grzeczna i spokojna, takie dziecko to naprawde skarb!

      Usuń
  2. ja tak miałam z obydwoma chłopcami.Jak widać dziewczynki są znacznie łatwiejsze w wychowaniu.Cierpliwości i jak najszybszej zmiany w zachowaniu Nika.Po 3 mcach przejdzie najgorsze, dasz radę:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez ciagle sobie powtarzam, ze po 3 miesiacach powinno byc juz z gorki. Tyle, ze ja wtedy wracam do pracy, wiec sama nie wiem... Ale czekam, zeby Nik zaczal juz konkretnie cos widziec i reagowac na nas, to znacznie latwiej bedzie go uspokoic i zabawic.
      A u mnie Bi byla taka sama, tez dala w tylek jak cholera, tylko nocki miala lepsze. Wiec chyba nie ma reguly. :)

      Usuń
  3. Mój malutki sie budził do ponad roku co 1,5 - 2h, a ja chodziłam po ścianach z niewyspania. żeby tego byłao mało to lulaliśmy go do spania prawie 2 lata ! No może z półtorej- a resztę zasypiał na naszych rękach wspaniałomyślnie pozwalając nam siedzieć :-) . Nigdy nie mieliśmy tyle sił psychicznych żeby dać mu się wypłakać z pół godziny zeby sobie sam zasnął. Zawsze bralismy rozdartego synka na ręce... Efekt jest taki ze mam nadgarstek lewej ręki mocno nadweręzony, bo nosiłam go głównie na lewej bo prawa w tym czasie gotowałam, sprzatałam itp.
    Mam nadzieję, że wytrzymasz w swoim postanowieniu niereagowania na wymuszajacy noszenie płacz, bo jak nie to skończysz tak jak ja....
    Ale nie wszystkie dzieci są takie, moja starsza córka zaczęła przesypiać całe noce jak skończylka 8 tygodni!
    Miejmy nadzieję ze Mały Nik czeka wlaśnie aż osiagnie ten wiek a potem już wszystko będzie z górki.
    Trzymam kciuki i ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bi tez zaczela dluzej spac w nocy w wieku okolo 2 miesiecy i trzymam sie tej mysli jak ostatniej deski ratunku. :)
      Hmm... Przeczytalam swoj wpis jeszcze raz i rzeczywiscie to brzmi jakby Nik ciagle byl zostawiany z placzem. Tymczasem jak narazie zdarzylo sie to 3 razy, kiedy juz naprawde mialam dosc... Najczesciej kapituluje i go nosze, chociaz zauwazylam, ze od 2 dni dla odmiany ma napady placzu gdzie nawet noszenie nie pomaga i jedynym ratunkiem jest cyc (chociaz mlody je pol godziny wczesniej wiec glodny nie jest). Ech, ciagle mu sie zmienia i jak narazie na gorsze...

      Usuń
  4. Życzę Ci dużo wtrwałości i trzymam kciuki, żeby Nik jak najszybciej zaczął przesypiać więcej czasu i nie wykańczał Cię psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Kiedys napewno sie polepszy! :)

      Usuń
  5. Napisz jak sobie Bi w tym wszystkim radzi, jak odbiera brata.
    Życzę, aby ten ciężki czas minął jak z bicza strzelił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minie, minie, kiedys, w koncu... Napisze o Bi, bo ona dla odmiany radzi sobie swietnie. :)

      Usuń
  6. Mój trzymiesięczniak też często je co 2 godziny. Tak już ma i ja to akceptuję.
    Reaguję na każdy płacz. Tulę, przytulam i poklepuję i jakoś ręce jeszcze mnie nie bolą.
    Gdy młody ma marudniejszy dzień noszę go w chuście - ja mogę w tym czasie spokojnie dom ogarnąć, młody grzecznie zasypia, sąsiedzi na wrzaski nie narzekają.
    Nie mówię, że zawsze jest pięknie, że czasem nie mam ochoty zostawić go płaczącego, bo już nie mam pomysłów jak utulić ten dziecięcy żal, ale wydaje mi się, że dzięki reagowaniu na jego potrzeby mam dziecko, które przez większość czasu jest szczęśliwe i zadowolone, które wie (no, może nie wie, ale przeczuwa), że może na mnie liczyć i może dlatego i w miarę się wysypiamy i nasze dni upływają przeważnie radośnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i w związku z tym chcesz powiedzieć, że ... ?
      Agata przyjęła taki system jaki przyjęła, tym bardziej że między Jej dziećmi jest mała różnica.
      Nikowi się krzywda nie dzieje, a takie komentarze 'a ja tak sobie świetnie radzę a Ty nie.. 'można sobie darować..

      Usuń
    2. No wlasnie... Tu nie chodzi o bolace rece, czy ogolne fizyczne zmeczenie. Tu chodzi o psychike. Moja pierwsza reakcja tez zawsze jest proba uspokojenia malego. Zostawienie go do wyplakania to ostatecznosc, ale czasami nie moge inaczej, szczegolnie, ze tak jak napisal anonim (przy okazji, dziekuje za zrozumienie) moja starsza corcia jest mimo wszystko malutka i tez ma swoje potrzeby, ktore czasem przypadaja w tym samym momencie, kiedy mlody zaczyna sie drzec. A ja musze decydowac, czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze i czesto "wygrywa" starsze dziecko. Niestety, dochodze do wniosku, ze kiedy ma sie wiecej niz jedno dziecko, to zadne nie dostaje juz 100% z rodzica.

      Usuń
  7. kurcze Agata serio myślisz, że to jest wyjście, tak go zostawiać do wypłakania? ja wiem, że jesteś wykończona, dwójka małych dzieci, sama na placu boju, niewyspana, u kresu sił... wiem, że masz dość i wiem doskonale z autopsji jak te pierwsze tygodnie dają w dupę... ale pić kawkę lub czytać kiedy mały się drze?
    Ja czytałam, ze dopiero w wieku około pół roku dzieci ZACZYNAJĄ rozumieć proces przyczynowo-skutkowy i wtedy jak beczą i się je zostawi to potrafią zakumać, że to nic nie daje, ale Twój maluszek ma dopiero miesiąc... Piszesz, że go zostawiasz jak jest nakarmiony i nic go nie boli, ale skąd to tak naprawdę możesz wiedzieć? a może jest typem który potrzebuje bliskości i potrzebuje swojej mamusi bardziej niż inne dzieci, miał ją blisko przez 9 miesięcy, a teraz przerażający świat dokoła i zlewka ze strony NAJWAŻNIEJSZEJ przecież dla niego osoby...
    Sorki, że Ci tak prosto z mostu, normalnie wczoraj wieczorem o Was myślałam i nie wiedziałam czy pisać czy nie, ale mi kiedyś też ktoś na blogu napisał prosto z mostu rzeczy, których nie zauważałam i byłam za to wdzięczna... jak sobie o Was myślałam, o małym Niku to normalnie chciałam go przytulić bo mi go szkoda... (Ciebie zresztą też, Ciebie mi na równi szkoda)
    Nie wiem, a może rzeczywiście miesięczniak już potrafi zakapować, że jak beczy bez powodu to to nie ma sensu, no ale czemu raz mama kołysze i tuli (nad ranem) a innym razem go zlewa? przecież on się nie zna na zegarku... pamiętaj, on na pewno nie robi tego złośliwie! on beczy bo Cię kocha i chce być blisko Ciebie!
    eM też dzisiaj wieczorem świrował i nosiłam te 8,5 kilo i tuliłam, a plecy mi pękaja po całodniowym pakowaniu, ale przecież jestem jego MAMĄ, on sie sam nie pchał na świat... jestem przekonana, że nic mu nie było tylko po prostu był marudny, ale chcę, żeby wiedział, że ja jestem dla niego, że go kocham i że może na mnie liczyć.
    Tulone i noszone dzieci, dzieci na których płacz się reaguje wyrastają na osoby pewne siebie, przekonane o własnej wartości i ufne, chyba chcesz mieć takiego syna? (nie wymyśliłam tego, to z książki o wychowaniu)
    3maj się kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, nie przepraszaj, ja sie nie gniewam. Tak jak napisalam wyzej Joannie, troche zle zredagowalam swoj tekst i wyszlo, ze maly drze sie do wyczerpania co wieczor. Tymczasem w ciagu tego miesiaca zdarzylo sie to raptem 3 razy. Ja doskonale wiem, ze Nik jest jeszcze za maly zeby skumac ze nie ma po co plakac i zrozumienie tego zajmie mu miesiace. Po prostu czasem juz nie wytrzymuje i kiedy tak placze i placze i nic nie pomaga to nachodza mnie mysli, zeby nim trzepnac o sciane. Wtedy szybko przekazuje go M., ale jak jestem sama i nie mam go komu oddac, to musze radzic sobie inaczej. Pomaga zostawienie go na chwilke. A ja nie wracam do niego dopoki nie czuje, ze jestem absolutnie spokojna. Chwila (nawet dluzsza) darcia jest (wg. mnie) lepsza dla Nika niz agresywna matka...

      Usuń
    2. Cieszę się, że to wypłakiwanie to ostateczność - rzeczywiście brzmiało to jakby mały był tak zostawiany niemalże codziennie. A ja w 100% zgadzam się z Olą - tak małe dziecko nie próbuje manipulować, nie płacze złośliwe - robi to, gdy jest mu źle. Powód tego "źle" może być bardzo błahy - może uwiera go metka w body, albo światło latarni tak świeci, że go rozprasza. On nie rozumie, dlaczego raz gdy coś mu jest przybiega się natychmiast, a czasem musi w nieskończoność (bo dla takiego dziecka to jest nieskończoność) płakać.
      Swojego komentarza nie pisałam też, by pochwalić się, że ja sobie radzę, a inni nie. Po piwersze byłoby to kłamstwem (sama zaznaczyłam, że często kusi mnie by go zostawić płaczącego), po drugie jestem w innej sytuacji mając tylko jedno dziecko. Chodziło mi o wskazanie, że jeśli reaguje się zawsze na płacz dziecka może okazać się, że tak naprawdę wymaga to mniej wysiłku - bo nie trzeba już rozhisteyzowanego dziecka brać na ręce - często okazuje się, że wystarczy podejść, dotknąć, nacisnąć ręką.
      Rozumiem, że jesteś wykończona i jest to trudne - szczególnie, że masz małą Bi, która wymaga opieki, ale nei wiem, czy przypadkiem sama nie pakujesz się w błędne koło tutaj - może np. Niko chce jeść tak często, gdyż ma dużą potrzebę bliskości - ssąc on nie tylko zaspakaja głód, ale i potrzeby emocjonalne. Jeśli nie są one zaspakajane poza porą karmienia będzie się tego jedzenia domagał częściej.
      Wydaje mi się, że dla Ciebie dobrym rozwiązaniem byłaby chusta. Nie ma gwarancji, że młody ją zaakceptuje i, że w ogóle to rozwiązanie wam podpasuje - może na początek pożycz ją od kogoś. To naprawdę spore ułatwienie - mały może spać blisko Ciebie, a ty w tym czasie spokojnie krzątać się po domu. Z innych porad, które mogę Ci udzielić - kup kolejne smoczki - często jest tak, że trzeba trafić w kształt, który dziecko zaakceptuje. A jeśli chodzi o sen - próbowałaś krępowania? Mój synek w dzień śpi tylko bardzo ciasno zawinięty kocykiem z rączkami wzdłuż tułowia. I na pocieszenie - rzeczywiście najgorszy jest 6 tydzień - później powinno już być z górki

      Usuń
  8. Widzę, że sytuacja z nowym współlokatorem identyczna jak moja. Tyle, że A. za Chiny nie chce spać w łóżeczku i nie mogę go zostawić jak wyje (a mam ogromną ochotę), bo mieszkam w bloku i boje się, że opieka społeczna mi zapuka prędzej niż on zaśnie ;-( Życzę Tobie i sobie dużo cierpliwości

    OdpowiedzUsuń