poniedziałek, 10 czerwca 2019

Szesc + szesc

Czyli Nik skonczyl 6 i pol roku! :)


Mam pustke w glowie... Kolejne polrocze smignelo sobie tak szybko, ze nie wylapalam zadnych wiekszych zmian w Kokusiu...

A nie, przepraszam. Wlasnie przypomnialam sobie, ze wkrotce po ukonczeniu 6 lat, Nik "wymienil" dwie dolne jedyneczki na stale. Poki co jednak nic nowego sie nie "kiwa", wiec na kolejna wizyte Wrozki Zebuszki przyjdzie mu troche poczekac. ;)

Skoro pisze o zebach, to w ostatnim polroczu Nik zaliczyl tez swoj pierwszy ubytek. Tu nie ma sie czym chwalic, ale za to leczenie zabka, Mlodszy zniosl bohatersko. Na fotelu nawet sie nie wzdrygnal, choc wczesniej troche sie denerwowal. Nie ma sie co jednak dziwic, skoro uprzednio dwa razy byl swiadkiem wrzaskow siostry na fotelu dentystycznym. Majac taki przyklad, naprawde mogl pomyslec, ze leczenie prochnicy to taki niesamowity bol i dziwie sie, ze nie musialam go do dentysty ciagnac sila. ;) A "po" sam stwierdzil zdziwiony, ze nie wie, dlaczego Bi tak plakala. :D

Mam wrazenie, ze Nik robi sie nieco sprawniejszy fizycznie. Nie tylko jezdzi na rowerze niczym szogun (na kempingu nauczyl sie jezdzic... bez trzymania kierwonicy!):

Fota na dowod

...ale tez szybko biega (poprzednio pisalam, ze na biegu charytatywnym dobiegl czwarty ze wszystkich pierwszoklasistow), a na drabinkach czy hustwkach wyczynia akrobacje na rowni z Bi. No i zima zapierniczal na nartach niczym profesjonalista! :D I tylko plywanie nadal idzie mu srednio, bo zamiast plynac eleganckim kraulem, Nik mieli wode "na pieska", a zamiast zabka, macha nogami bez koordynacji, wypychajac dupke nad wode. :D Jeden z instruktorow powiedzial mi jednak kiedys, ze chlopcom ogolnie trudniej przychodzi plywanie, wiec mam nadzieje, ze za jakis czas sie chlopak wyrobi. :)

Jak na szesciolatka konczacego pierwsza klase, Nik pisze calkiem - calkiem (zeby mu sie chcialo jeszcze rozwijac wypowiedzi! :D) i naprawde swietnie czyta. Z matematyka radzi sobie rowniez niezle, choc ma tendencje do robienia "glupich" bledow i np. w pospiechu zamiast odejmowac, dodaje. ;)
Ogolnie, mimo ze najmlodszy w klasie, w ogole nie odstaje od kolegow i jest raczej lubiany, bo co i rusz slysze ze ktorys kolega chcialby umowic sie z nim na wspolna zabawe. ;)
Z drugiej strony, byla ostatnio u mnie kolezanka z synkiem o rok starszym. Chlopaki sa razem w klasie w Polskiej Szkole, widzieli sie juz kilka razy na gruncie "prywatnym", ale tamtego dnia nie mogli sie jakos dogadac. Nik za cholere nie chcial sie dzielic zabawkami, a M., czy to w odwecie, czy po prostu majac gorszy dzien, dokuczal mu, np. strzelajac z pistoletu na wode prosto w buzie. W rezultacie, tamten ciagle przychodzil na skarge, a Nik sie kilka razy poplakal. A my nie moglysmy nawet w spokoju pogadac, bo caly czas trzeba bylo pacyfikowac to jednego, to drugiego.
Czyli Nik jest kolezenski, ale na wlasnym gruncie broni terenu. ;) Wiecie jak to jest. Zabawka moze lezec tygodniami w pudle, ale jak tylko wyjmie ja kumpel (lub siostra, hehe) to nagle robi sie mega atrakcyjna. :D

Zajecia plastyczne to zdecydowanie nie jest konik Nika, ale kiedy musi, potrafi sie nawet przylozyc i calkiem fajnie mu to wychodzi. Np. ostatnio wypisywal kartke urodzinowa dla kolegi z klasy.


W szkole, z okazji urodzin jakiegos dziecka, w I klasach, kazdy uczen wypisuje taka strone, a nauczycielka spina potem te kartki w pamiatkowa ksiazke. :) Jak widac, kolega Kokusia uwielbia Ninja Turtles. ;)

Nie mam pojecia jak Nik radzi sobie na muzyce, ale dosc czesto zdarza mu sie podspiewywac pod nosem i jak na moje, niewprawne ucho, spiewa calkiem czysto. W przyszlym roku moze podjac nauke gry na instrumencie w szkole i choc na poczatku upieral sie, ze nie chce, w koncu zdecydowal sie na... wiolonczele! :D Szczerze, to nie moge sobie wyobrazic malego Kokusia taszczacego wielki pokrowiec z instrumentem, nawet pomimo, ze te sa dobierane do wieku i rozmiarow dziecka. ;)

Jak pisalam ostatnio, Nik w koncu nauczyl sie uzywac wyobrazni i bawic zabawkami odgrywajac wymyslone role. Najczesciej bawi sie tak z siostra, ale kilka razy przylapalam go, kiedy obudzil sie przed wszystkimi i siedzial grzecznie w pokoju, bawiac sie figurkami z Lego.

Nik jest nadal strasznym pieszczochem i przytulasem. Przed wejsciem do autobusu szkolnego, tuli mnie i caluje, zupelnie nie krepujac sie, ze patrza na to kolega i kolezanki. Podobnie, kiedy w piatek zostalam w jego klasie po wystepach (o tym w kolejnym poscie) bez oporow wdrapal mi sie na rece i nie zwazal, ze koledzy ciagna go za nogawki i namawiaja do zabawy. Taki maminy syneczek. ;) W kosciele, kiedy nudzi mu sie i zaczyna sie juz za bardzo wiercic i/lub gadac, wystaczy drapac po pleckach, a Nik natychmiast siada bez ruchu z bloga minka. ;)

Jest niesamowicie pomocny i az rwie sie do pracy. Oczywiscie takiej, ktorej nikt od 6-latka nie oczekuje. Kiedy bowiem poprosze o pozbieranie zabawek, to olaboga! To tak ciezko, a on jest taki malutki! Ale pozamiatac podjazd miotla dwa razy od siebie dluzsza? Prosze bardzo. Pozbierac powyrywane przez matke chwasty, wrzucic na taczke, po czym przejechac ta wielka taczka przez caly ogrod (ktory jest na wzgorzu, wiec albo trzeba sie nasapac pod gore, albo mocno trzymac taczke, bo ucieknie w dol z ladunkiem), wjechac do lasku i tam wyrzucic zawartosc? Nie ma sprawy. ;) To Nik najchetniej zbiera z ogrodu galezie, ktore wiatr stracil z drzew. Rowniez on zbiega do garazu ochoczo kiedy przyjezdzam z zakupow i upiera sie zeby pomoc mi taszczyc siatki na gore. :) Kiedy M. kosi trawe, chodzi za nim krok w krok, a ostatnio nawet kawalek sam (w asyscie taty) skosil, mimo, ze ledwie jest w stanie pchnac nasza kosiarke. ;)

Jeszcze z 2-3 lata i mozna bedzie mu rzucic "dam ci $20 jak skosisz trawnik" :D

Idealnie na "pol-urodziny" doczekal sie strzyzenia. Sam juz o to prosil, bo odkad zrobilo sie troszke cieplej, strasznie sie pocil, drapal po glowie, itd. Ja za to nie moglam dodzwonic sie do fryzjerki, ktora zawsze go strzygla. W koncu M. sie wkurzyl i stwierdzil, ze zrobi to sam. Kokusiowi musialo byc juz faktycznie niewygodnie, bo zawsze upieral sie, ze on tylko pani Gosi da sie obciac, a tym razem, na propozycje taty, zgodzil sie natychmiast. :D W ten sposob, moj maly "hobbitek" przeszedl z tego:

Ja go tak strasznie lubie w dluzszych wloskach...

Do tego:

Zegnajcie kudelki, chlip...

A ja jak zwykle potrzebuje kilku dni zeby sie przyzwyczaic. :)

Poprawily sie Kokusia stosunki z... nie, nie z siostra, tu nadal sa wzloty i upadki z przewaga tych pierwszych, ale z... Maya. Jeszcze do niedawna, najwieksze ciegi Nik lapal za dokuczanie psu. Niewiadomo skad, bo Nik jest ogolnie bardzo wrazliwym i przyjacielskim dzieckiem, Mlodszy lubil znienacka pociagnac psa to za ogon, to za lape... Nasz siersciuch jest naprawde najcierpliwszym psem pod sloncem, ze jeszcze nigdy nie wyszczerzyl na niego zebow. Biedna Maya najczesciej tylko zapiszczy, a Nik zbiera kary. I zupelnie nie moge dojsc skad w ogole ma taki odruch dokuczania, bo to typ, ktory jesli nieopatrznie trafi na film przyrodniczy gdzie, no coz, zwierzeta na siebie poluja, zaczyna plakac. Ale swojemu wlasnemu psu robi krzywde i to juz mu nie przeszkadza. Ot, taki fenomen.

Zdjecie autorstwa Bi. Ostatnio naprawde nie moge spuscic telefonu z oka, bo przechwytuja go i pstrykaja sobie nawzajem foty :D

Nik nadal jest raczej niesmialy, ale wyraznie nabiera pewnosci siebie. Na koniec wspomnianej wyzej prezentacji dla rodzicow w szkole, wlasnie jego pani wybrala na przeczytanie koncowych podziekowan dla rodzicow, dwojki klasowej oraz pomocy nauczyciela. Bylam milo zaskoczona, bo to Bi raczej rwie sie do popisow. Nik, wzorem swojej mamuski, najlepiej stalby gdzies z tylu i wtapial sie w tlo. ;) No i zla jestem na siebie, ze mnie to ominelo! Zaraz po wystepie grupy Kokusia, popedzilam bowiem do klasy Bi, na jej prezentacje. Gdybym wiedziala, ze Nik bedzie mial wystep "solo", zostalabym do konca, tym bardziej, ze u Bi nie bylo scislej kolejnosci i mogla spokojnie przeczytac swoj tekst na samym koncu. No trudno. O wystepie na koniec dowiedzialam sie tylko dlatego (ani Nik, ani nauczycielka nie wspomnieli nic o tym), ze wychowawczyni wyslala link z cala prezentacja klasy. Niestety, mimo ze wrzucony na YouTube, jest chroniony i nie mogle nawet go przegrac. :/ Nagralam kawalek koncowej przemowy Nika telefonem, zeby miec ja dla siebie, ale jakosc jest gorzej niz marna. :(

Tutaj tak nie rzuca sie w oczy, ale ogladajac nagranie widac od razu, ze przegrane zostalo z ekranu :/

Bede musiala jakos to przelknac. ;)

Na koniec wrzucam dwa zapamietane z kempingu teksciory.
Nik jak wiadomo, mowi glownie po angielsku, chociaz "przycisniety" potrafi wypowiedziec sie po polsku. Czasem jednak tlumaczenie sprawia mu lekkie klopoty. I tak, akurat kiedy bylismy na majowce, wypadal polski Dzien Matki. Tlumaczylam mu to, wyjasniajac dlaczego M. dzwoni do tesciowej. Tutaj Dzien Matki wypadal dwa tygodnie wczesniej, wiec Potworki traktowaly to jako fenomen. :)
Mowie wiec, ze dzis jest Dzien Matki w Polsce, a Kokus upewnia sie zdziwiony:

"Dzien Matki's Day?" :D

Tak sie zlozylo, ze kolejnego dnia wypadalo u nas swieto Memorial Day, upamietniajace zolniezy, ktorzy zgineli sluzac ojczyznie. Potworki zaczynaja sie juz zywiej interesowac swiatem, chca poznac szczegoly roznych spraw, dopytywali wiec dlaczego nie maja tego dnia szkoly i o co w ogole chodzi w tym calym swiecie. Tlumaczylam wiec cierpliwie, ze to dzien, w ktorym pamietamy o zolnierzach, ktorzy bronili naszego kraju. Tlumaczenie z polskiego na angielski okazuje sie jednak podchwytliwe, bo kiedy Nik, swoim zwyczajem upewnia sie, ze dobrze zrozumial, wychodzi mu:

"They defeated our country?"

Nieee, no nasi wlasni zolnierze raczej naszego kraju nie pokonali, ale na usprawiedliwienie Kokusia trzeba przyznac, ze "defeated" brzmi dosc podobnie do "defended". :D

I to tyle o 6-i-pol-letnim Kokusiu. Gdybym miala zawieszona miarke, wrzucilabym chociaz jego aktualny wzrost. Niestety, miarka nadal, po ponad 15 miesiacach od przeprowadzki, lezy sobie w ktoryms pudle. :D

8 komentarzy:

  1. Kokus juz niedlugo przestanie byc potworkiem ;) gdzie te maluchy sie podzialy?? Dorastaja nam dzieciaki- z rozrzewnieniem czytam twoje zapiski, u nas juz od lat to dorosle zycie - nie ma szkoly, akademii, klockow lego ;) Wspominam z Wami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kokuscz tymi krótkimi wloskami jest juz taaaaki dorosły ��

    OdpowiedzUsuń
  3. czas zapitala bardzo.Mam wrażenie, ze ciągle przyspiesza!^, 5??Jakim cudem, skoro dopiero co pisałaś, że się urodził;D
    Grzesiek jakoś ma awersję do roweru, więc podziwiam;D

    OdpowiedzUsuń
  4. W krótkich włosach fajnie. Jak to mawiała moja śp. Babcia - kawaler już taki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę Ci, żeby Nik jeszcze długo pozostał takim przytulaskiem mamusi ;)
    A z krótkimi włosami, zupełnie inna buzia! Taki doroślejszy teraz się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku jak ten czas leci :) Ale powiem Ci, że ja przy samej Oliwce też jakoś tak więcej zwracałam uwagę na jej rozwój, co kiedy. A teraz jak już jest dwójka i tyle się dzieje, to jakoś mniej pilnuję.
    Kokuś przed i po obcięciu, to dokładnie tak jak Jasiu. Ja też zawsze potrzebuję kilku dni na przyzwyczajenie się do drobniejszej buzi Jasia, więc wcale Ci się nie dziwię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nik to już naprawdę duży chłopaki! Mi też jest tak strasznie żal, że ten czas tak szybko leci i nasze dzieci tak szybko rosną :( Mój mały Junior ma już 7 i pół roku to jest szok!

    Super, że Nik tak dobrze radzi sobie w szkole możesz być dumna :))

    OdpowiedzUsuń