środa, 7 lutego 2018

Lutowa codziennosc

Byly dwa posty ze styczniowa codziennoscia, pora na codziennosc lutowa. :)

*

Tak szybko jak Potworki zapisalam na pilke nozna, musialam ich z niej wypisac...

Pierwsze zajecia ominely ich ze wzgledu na chorobe Nika. Potem byli na jednych, po ktorych Nik uznal, ze jest tam za duzo biegania (:D), natomiast Bi sie podobalo. Na kolejne niestety wypadlo Kokusiowi zaostrzenie zapalenia ucha, wiec zamiast zostawic go na pilce, M. musial odebrac go ze szkoly i zabrac do lekarza. Kiedy zjawil sie na swietlicy, okazalo sie, ze Nik urzadza akurat taka histerie, ze stolowka (aka swietlica) az sie trzesie i cala kadra stoi nad zaplakanym Kokusiem, wrzeszczacym, ze on na zadna pilke nie chce chodzic. Ups... :D
Niestety, widzac, ze tata zabiera Nika, Bi rowniez odmowila zostania na zajeciach. :/ I tak, oboje stwierdzili, ze nie chca juz na nie chodzic... Dyskutowalam, negocjowalam, nawet przekupstwa sprobowalam. Nie i koniec.

Bi nadal utrzymuje, ze chce sprobowac baletu. Co do Kokusia, musze chyba odpuscic i zaakceptowac porazke. Kokus to mysliciel. Nie zrobie z niego na sile sportowca, chyba ze kiedys sam zechce. ;)

*

W Polsce nastal zdaje sie okres studniowek. Czas eleganckich kiecek, poloneza i czerwonych majteczek. ;)
Moje Potworki sa jeszcze mocno maloletnie, ale okazuje sie, ze w Hameryce swietuja swoje wlasne "studniowki", a mianowicie setny dzien szkoly. Ktory to wypadl akurat w ten wtorek - 6 lutego! :)
W klasie Nika, wszelkie przygotowania do studniowkowych obchodow zorganizowaly panie.

"Studniowkowa" korona oraz kartka od wychowawczyni

Bi natomiast musiala przyniesc do szkoly kolekcje stu rzeczy. Moglo to byc cokolwiek (guziki, naklejki, itp.) byle zmiescilo sie w sporym ziploc'u. Niestety, mialysmy z Bi nie lada problem, zeby znalezc w domu setke rzeczy tego samego rodzaju... No sorki, nie wiem co nauczyciele sobie wyobrazaja, ale nie trzymam stu guzikow, agrafek, ani tym bardziej pileczek kauczukowych. Nawet naklejek (ktorych zawsze uwazalam, ze Potworki maja za duzo) nie maliczylysmy 100. Juz myslalam, ze bede musiala kupic cos specjalnie na te okazje, ale na szczescie przypomnialam sobie, ze Bi posiada kilka zestawow puzzli ze 100 elementami. Idealnie! :)

Oprocz wymaganej kolekcji, dzieci mogly przebrac sie za 100-letnich staruszkow i to zadanie bylo juz tylko dla chetnych. Bi oczywiscie chetna BYLA, a jak! ;)

Babcia Bi :)

Nasza wersja 100-letniej staruszki, to koczek na glowie, duze korale, chusta na ramionach i wielka torebka. Wiecej nie udalo mi sie zorganizowac bez dodatkowej wyprawy do sklepu, a na nia nie mialam ochoty.

Dodatkowo, szkola zbierala artkuly do "food pantry" w naszym miasteczku. O tym, co to sa food pantry, pisalam tu. Klasy zerowkowe mialy za zadanie zebrac 100 tubek pasty do zebow, a pierwsze klasy, 100 butelek szamponu. Musialam wiec podzielic sie wlasnymi zapasami. ;)

*

Dowiedzialam sie, ze tydzien temu firma, z ktorej odeszlam w maju, zostala w koncu sprzedana mojemu dawnemu szefowi. Troche im sie przeciagnelo, zwazywszy, ze planowo transakcja miala zostac dokonana latem...
Wreszcie, po niemal 10 miesiacach dopinania sprawy na ostatni guzik, firma, w ktorej spedzilam 11 lat swojego zywota, przestala istniec. Przynajmniej w takiej formie, jaka pamietam. Nie ma mojego bezposredniego przelozonego. Kolega, z ktorym dzielilam biuro, pracuje na 1/2 etatu. Nasza asystentka zostala przeniesiona do pracy w laboratorium. Niezmnienne sa tylko 4 inne dziewczyny pracujace w laboratorium (z dwiema z nich pracowalam praktycznie od poczatku) oraz maz jednej z nich, zajmujacy sie komputerami oraz serwerem.
Bardzo jestem ciekawa jak rozwinie sie ta grupka "niedobitkow". ;)

Za to w obecnej pracy mamy luz, blues i w ogole, bowiem szefa wywialo do Chin... na miesiac. Ma facet wielkie szczescie, ze nasza grupka jest rozsadna, obowiazkowa i spokojna, inaczej po powrocie zastalby firme w rozsypce. :D

*

Zima o nas zapomniala, choc mam nadzieje, ze tylko chwilowo. Co prawda w tym tygodniu mamy lekkie przymrozki, we wtorek proszyl sniezek, a dzis (w srode) spadlo go nawet troche wiecej, ale od soboty temperatury znow maja byc plusowe i taki stan rzeczy ma sie utrzymac przynajmniej nastepny tydzien. I to ma byc LUTY?!
Pozostaje miec nadzieje, ze zima nie powiedziala jeszcze ostatniego slowa. Mam w koncu w pamieci koncowke zeszlorocznego lutego - kiedy Potworki w krotkich rekawkach i kaloszach grzebaly w ostatniej kupce sniegu.

O, prosze, wyszperalam nawet zdjecie - tak, to byl LUTY! :D

W marcu jednak przyszly siarczyste mrozy i nawet jeszcze na nartach pojezdzilismy. Oby w tym roku bylo to samo! :)

Tak, wiem, ze wiele z Was marzy juz o wiosnie, ja jednak uwazam, ze zima (pod warunkiem, ze przypomina te zime choc troche!) tez ma swoje uroki i chcialabym sie nia nacieszyc. :)

*

Skoro mowa o "cieszeniu sie" zima, Nik konczy jeszcze antybiotyk, a ja zmagam sie z resztka czegos na ksztalt zapalenia zatok. Mimo wiec tego, ze dupka mnie swierzbi zeby skoczyc chociaz na nasz lokalny stok narciarski, rozsadek bierze gore. Szczegolnie na wzglad na Kokusia, bo sama kiedys jezdzilam ze stanem podgoraczkowym, bawilam sie przednio i mialam w nosie, ze wlasnie cos mnie rozklada... Az do nastepnego dnia oczywiscie, kiedy juz nie wstalam z lozka... przez kolejne 3 dni. Ale i tak bylo warto! :D
No coz... To bylo dawno, ja mloda (i glupia), ale ze wyprawa na narty to przynajmniej 3-4 godziny ruchu, stwierdzilam, ze nie ma co Nika ciagnac... Zupelnie jednak nie moglam sobie odpuscic sportow zimowych i w niedziele wyciagnelam rodzine na... lodowisko! :D M. zrzedzil najpierw, ze on nigdzie nie jedzie. Potem, ze pojedzie, ale jezdzic nie ma zamiaru, tylko popatrzy. Ostatecznie rowniez wypozyczyl lyzwy, jezdzil i bawil sie przednio. ;)

To byl pierwszy raz Nika na lyzwach i tak jak sie spodziewalam, jezdzil tylko i wylacznie z podporka.

Strachajdupka ;)

Kiedy raz udalo mi sie go przekonac zeby sprobowal jechac trzymajac sie scianki, natychmiast sie wywalil oraz uderzyl w ryk, ze ma dosc i chce do domu. Moj "sportowiec"! :D Na szczescie przekonalam go, ze z podporka bedzie bezpieczny i obiecalam, ze nie bede go juz przekonywac do samodzielnosci. Podzialalo i godzine pozniej, kiedy zarzadzono przerwe dla wyrownania lodowiska, a my uznalismy, ze (na pierwszy raz wystarczy) czas sie zbierac, Nik podniosl krzyk na rowni z Bi, ze chce jeszcze.

Co do Bi, to ona, w przeciwienstwie do Nika, podeszla do lyzew zadaniowo i postanowila nauczyc sie jezdzic sama. Poniewaz jest z natury ostrozna, jezdzila wiec samodzielnie, ale przytrzymujac sie asekuracyjnie scianki.

 Lyzwiarka :)

Szlo jej coraz lepiej i pod koniec mialam problem zeby ja dogonic. Marny ze mnie lyzwiarz i tchorz na dodatek (teraz wiemy, po kim ma to Nik :D), a ze ja sie sciany nie trzymalam, to balam sie rozwijac jakies zawrotne predkosci. W przeciwienstwie do moich dzieci, bo nawet Nik pedzil z podporka jak szalony, nogi mu sie plataly i co chwila padal na kolana, ale szybko podnosil sie i zasuwal dalej. :)

Mam nadzieje, ze uda sie zabrac Potworki jeszcze przynajmniej ze dwa razy tez zimy. Mysle, ze Bi wtedy nauczy sie jezdzic juz bez podpierania sie o sciane. Na Nika nie ma raczej co liczyc. ;)

Mam tez nadzieje, ze Potworki sie po tych lyzwach nie rozloza. Ubralam ich w ocieplane spodnie, bo wiedzialam ze beda upadac, a takze dalam cieple czapy, bo od lodu ciagnie. Przynajmniej pamietalam, ze na lodowisku zawsze strasznie marzlam. Tymczasem to, na ktore pojechalismy, co prawda ma dach, ale jest naokolo otwarte, a ze temperatury byly plusowe, bylo zaskakujaco cieplo. I po powrocie do szatni, kiedy zdjelam im czapy, okazalo sie, ze Bi sie spocila, a Nik wygladal jakby wyszedl wlasnie spod prysznica! Niedobrze, bardzo niedobrze... :/

Mamy jednak srode i poki co nic sie nie dzieje, ale ciiii... :D

*

Tak jak wspomnialam wczesniej, dzis (w srode) spadla nam ociupinka sniegu. Taka naprawde tycia ociupinka. :) Prognozy we wtorek zapowiadaly 5-12 cm, nad ranem w srode (nie moglam spac i o 4 rano sprawdzalam pogode) juz tylko 2-7 cm, a ostatecznie, rano zapowiedzieli ponizej 3 cm. I tyle wlasnie spadlo, doslownie warsteweczka spod ktorej wystawaly zdzbla trawy.

Co nie przeszkodzilo oczywiscie w zamknieciu szkol w calym Stanie. :/ Moze jednak dobrze sie stalo, bo wczesnym popoludniem nadszedl cieplejszy front i snieg zmienil sie w marznacy deszcz, zas wszystkie powierzchnie w lodowisko! :O

W kazdym razie spedzilam spokojny dzien w domu z Potworkami, odwiedzil nas moj tata, a w poludnie wypuscilam Potworki na podworko, zeby potarzali sie w sniegu zanim przejdzie on w deszcz.
Dzieciaki nawet przy takiej mizernej ilosci maja radoche. ;) Poniewaz ani rusz nie dalo sie usypac nawet malenkiej goreczki, wykorzystali delikatny spad z boku naszego ogrodu i przymierzali sie do snowboard'u. ;)

Bi ma wlosy oraz czape na jednym oku, a Nik sekunde pozniej klapnal na pupsko. :)

Nie wiem co moje dzieci maja z czapkami, bo Nikowa tez jest na bakier. :D

*

I to wlasciwie by bylo na tyle... Po dzisiejszym marznacym deszczu, na drogach jest istna szklanka. Ciekawe, czy opoznia jutro rozpoczecie lekcji? :D

Dopisek czwartkowy:

Opoznili! O godzine... Rownie dobrze mogli w ogole nie otwierac dzis szkol, bo dzieciaki koncza wczesniej i pojechaly do placowek na zawrotne 3.5 godziny! :D

32 komentarze:

  1. No to macie fajnie. U nas spadła ociupina śniegu, ale przez chorobsko nie możemy z niego skorzystać. Trudno. Zazdroszczę łyżew, ja planuje zabrać juniora w przyszłym roku, bo teraz nie mogę jeździć, a Mężu jest wysoki i nie ma szans, żeby z własnej woli wszedł mną lud, bo mówi, że ma problem z równowaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, u nas tez ta odrobina juz stopniala, a jeszcze w dodatku Potwory chore. ;)

      Ja z kolei nie wiem czy uda sie Potworki jeszcze w tym roku zabrac... :/

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas w Poznaniu śniegu brak. Ale za to mrozik konkretny. Takie -7 w nocy to już coś. Południe zasypane śniegiem. Podobno do niedzieli a potem znowu jesień.. Mój małżonek się wybierał z kolegami na łyżwy ale ostatecznie nie poszedł. Bałam się, że się połamie a ja z brzuchem.. Przynajmniej on musi być sprawny ;)) trochę kijowo z tym zamykaniem szkoły u Was, bo przecież wtedy rodzic musi brać wolne. Czyli o 1 dzień urlopu mniej? Buźki Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, o 1 dzien urlopu mniej... :/ A w poniedzialek i wtorek znow szkoly nie ma i kolejny dzien w plecy (jeden wezmie M.).

      U nas bylo dzis 10 stopni na plusie, ptaki cwierkaly i normalnie czuc w powietrzu wiosne! ;)

      Usuń
  4. A u nas śnieg i słaby mróz. Jeśli pogoda się utrzyma, w sobotę mąż i dzieciaki wybędą na sanki. Ja niestety mam dyżur w pracy. Pozdrawiam dzielną łyżwiarkę Bi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo bym chciala znow wybrac sie w ten weekend, ale Potworki poprzeziebiane... :/

      Usuń
  5. Do nas zima wróciła mrozi ładnie tylko śniegu mało.. Ale za 4 dni jedziemy w góry, więc tam liczę na śnieg, bo u nas marnie..

    Na lodowisko też obiecałam Juniorowi,że pojedziemy, bo jeszcze w tym roku nie byliśmy, bo Młody stale chory był.. W zeszłym roku byliśmy 2 razy i bardzo mu się podobało :)

    Fajnie, że Bi taka odważna i wszystkiego chce spróbować! A Nik może się jeszcze odważy? Moze to przyjdzie z czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na Wasza relacje! Mam nadzieje, ze wypad bedzie niezapomniany!!! :)

      Ja mialam wlasnie nadzieje, ze w ten weekend zabiore Potworki znow na lodowisko, to sie poprzeziebiali... :/

      Nik to moze za rok sie odwazy, w tym sezonie nie ma szans. ;)

      Usuń
  6. Śliczna babuleńka!! A u nas śniegu jak na lekarstwo. I na sankach jeszcze w tym roku nie było jeżdżone... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to fatalnie... Potworki chociaz kilka razy na sankach byly, raz na lodowisku i tylko z nartami nam sie nie uklada...

      Usuń
  7. Zabrałam na lodowisko martyśkę ale zupełnie nie chciała jeździć, nawet z pingwinkiem. Myślałam, że jej będzie łatwiej bo jednak na rolkach jeżdzi ale jak widać to chyba nie to samo. U nas dzisiaj wiosna, ale co będzie jutro kto to wie? Dodatkowo w nocy do - 10 więc rano nie chce się wyjść z ciepłej kołderki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WYdaje mi sie, ze rolki jednak maja wieksze tarcie, wiec sa bardziej stabilne. Lyzwy sie slizgaja, wiec latwiej mozna orla wywinac. :D

      Usuń
  8. Uśmiałam się z Waszej wyprawy na lodowisko :D Fajnie tak, też bym pojeździła z dziećmi, ale jakoś tak trudno się zorganizować przy Rozi. Może w przyszłym roku nie będzie żadnego niemowlaczka w domu, to będzie lżej. Nigdy nie jeździłam na łyżwach, więc podejrzewam, że sama bym chciała taką podpórkę jaką ma Nik :D

    Na Kaszubach po kilkudniowej gwałtownej odwilży znów śnieg i spory mróz. Ale Rozia ma zapalenie krtani, więc średnio nam się udaje korzystać z uroków zimy, bo boję się z nią wychodzić zbyt długo, by jej nie dobić.

    Nik w koronie i Bi jako stuletnia babcia - uroczo :) Choroby, nie choroby, ale przynajmniej coś się u nich dzieje, nie nudzą się w domu jak mopsy... czyli jak my. Muszę się nieźle nagłówkować, by zorganizować dzieciom sensownie czas.

    Pozdrowienia i uściski od nas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, co do robienia z synka sportowca... Koleżanka miała tak samo. Jej mąż uparł się, że zrobi z syna piłkarza - zapisali go na zajęcia z piłki nożnej, aż sam trener poprosił, by go wypisali, bo wszystkim utrudnia zajęcia, bo ciągle płacze, że tego nie lubi :D No to ojciec wpadł na pomysł z boksem... Było jeszcze gorzej :D

      I w końcu zapytali, na jaki sport chce chodzić. Wybrał - ta dam - szachy. I jest szczęśliwy, i chodzi chętnie, i startuje w konkursach.

      Ciekawe, jak to będzie u nas, bo ja już się przymierzam do dwóch sportów dla Jerzyka: zapasów i piłki nożnej, hehehe. Kto wie, czy czasem też nie skończymy na szachach :)

      Usuń
    2. To jest wlasnie najgorsze, ze dzieci maja wlasne pomysly na zajecia. ;) Moj tata byl zawodowym pilkarzem, a i M. cos tam za mlodu kopal, wiec duze nadzieje wiazalama wlasnie z pilka nozna. Ale cos, skoro Nikowi kompletnie nie podpasowala... Na wiosne sprobuje namowic go znow na basen, ale marnie to widze... Jak narazie tylko na zajecia plastyczne chodzil chetnie... ;)

      Wiesz, wydaje mi sie, ze takim maluszkom jak Twoje nie potrzeba jeszcze az tak bardzo napietego grafiku i zorganizowanych zajec. To znaczy, Jerzyk juz pewnie dorasta do wieku, kiedy mama i siostry przestaja wystarczac, ale jesli rzeczywiscie poslecie go od wrzesnia do zerowki, to bedzie mial juz zajecia z rowiesnikami zapewnione. :)

      Usuń
  9. Fajnie Wam, chociaż trochę śniegu dla dzieci. Ja mam zimy święcie dość bo siedzę z młodym w domu i dostaję do głowy - wiesz ta nasza zima to taka nijaka, zimno, mgły, wiatry a jak coś pada to jedynie deszcz. Stefano prawdziwy śnieg widzial raz w życiu - 3 lata temu w Polsce, ok i raz tutaj - rok temu jak jechalismy do kina to popruszyło łaskawie kwadrans a dziecko moje w siódmym niebie ''mama udało mi się jednego złapać (płatek śniegu) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, u Was troche inny klimat, wiec prawdziwa zime szukac to najblizej gdzie? W Alpach? ;) Troche chyba daleko...

      W sumie Potworki nie maja co narzekac, bo koncowka grudnia i pierwsza polowa stycznia byly bardzo sniezne, ale potem wszystko ucichlo i nie ma zamiaru wracac. ;)

      Usuń
  10. Uwiodla mnie babulenka i jej atrybuty: koczek, chusta i korale. Zime macie jednak fajna - pozazdroscic.
    Widze, ze mialam racje co do poprzedniej firmy, ze pojdzie na sprzedaz. Wcale sie nie ciesze z takiego obrotu sprawy, jednak przewidziec ten los nie bylo trudno. Ciekawam dalszych losow tego
    "skurczonego" businessu. A przewiduje, ze ta firma okrojona podlaczy sie pod jakas inna - wieksza, i z czasem calkiem bedzie przez nia wchlonieta. Takie czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze skurczona firma przetrwa rok, bo na tyle moj byly szef mial dostac dofinansowanie od Stanu. Ale potem roznie to moze byc. Podejrzewam, ze znow zostanie sprzedana...

      Zima byla fajna do polowy stycznia. Teraz juz wiosna usiluje sie wprosic - dzis bylo 10 stopni na plusie! :O

      Usuń
  11. Agata, mialas racje :) Zlot czarownic w Warszawie ;)
    Zapraszam do czytania!
    Tradycyjnie juz napisze uwielbiam Potworki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie tak trudno bylo sie domyslic! ;)

      Usuń
  12. Oj, jak dobrze znam to zapisywanie i wypisywanie, najpierw dziecior chce, a potem mówi, ze nie będzie chodził...
    Przekonałaś mnie do przeniesienia bloga, zobaczymy jak mi to wyjdzie, bo wszystko jest inaczej, zapraszam na https://ptaknakrecacz954351742.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Nika to juz drugi raz kiedy wykrecil mi taki numer i chyba teraz juz poczekam, az sam bedzie mnie blagal doslownie na kolanach, zeby go zapisac. ;)

      Bylam juz u Ciebie, nawet komentarz zostawilam, ale przez moderacje go nie widac. :D

      Usuń
  13. A widzisz, u nas z piłką było dokładnie tak samo. Zapisaliśmy Tymona jakieś dwa lata temu, no dwa i pół. Trzy pierwsze treningi ok, na czwartym płacz, że on nie chce... Nie umiał tak twierdził zrozumiec o co chodzi trenerowi i szybko się zniechecił. No nic, trudno, nie ma nic na siłę. Po czym po wakacjach zaczął grać bardzo chętnie z chłopakami w przedszkolu w piłkę, dalej kontynuował kopanie w ogrodzie i zaczął przebąkiwać że chce chodzić na treningi. Nie zaryzykowałam jednak drugi raz. Potem jak już wiercił mi dziurę w brzuchu z początkiem tego roku szkolnego, że on chce na treningi, to czasu nam zbrakło i nie ma kiedy na nie chodzić póki co. Także może to przychodzi z czasem? Choć karate od kilku lat ćwiczy, ze skonczeniem przedszkola nadal kontynuuje ją w klubie i jest ok.


    Ale fajnie z tymi studniówkami :) i do tego wypadła Wam w urodziny Toli ;)

    Wasz niegdyś luty w krótkim rękawku na śniegu wywołał u mnie wielkie oczy - ale super kontrast :)
    U nas luty podkuj buty - mroźno i biało znowu. Ale w marcu już nie chcę zimy, o nie. Teraz tak jak najbardziej, ale nie w marcu czy kwietniu.

    Łyżwy super sprawa :) od dzieciństwa jeździłam z rodzicami na pobliski tor stegny. Wolę łyżwy niż narty, które nieco później próbowałam. My w tym roku mamy na terenie szkoły Tymona lodowisko, chodzi w ramach w-fu z klasą na nie, dodatkowo razem z nami też. I nie mogę się napatrzeć jak z jazdy na jazdę oboje robią postępy :) Tola, która była dwa lata temu na narodowym pierwszy raz na łyżwach i spędziła ten wypad na pingwinku z siedziskiem, bo nawet ustać przy nim nie umiała, tak jej się nogi rozjeżdżały, teraz po dosłownie kilku próbach jeździ sama. Niemożliwa jest. dzieciaki jak chcą to bardzo szybko się uczą wszystkiego :)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lol, mala Tolcia jezdzi sama? Super! :O

      Ja z kolei wole narty i ubolewam, ze w tym roku jakos nam sie nie sklada, zeby skoczyc na stok. Coz, jeszcze troche czasu zostalo, moze sie uda...

      Ja licze na powrot zimy w marcu, ze wzgledu wlasnie na te narty! :D

      Licze wlasnie, ze Nik sam z wiekiem znajdzie sobie jakis sport, ktory mu sie spodoba i bedzie sie go trzymal. Nie daje mi spokoju to nieszczesne plywanie. Moze na wiosne uda mi sie go namowic? ;)

      Usuń
  14. Taka dziecięca "studniówka" to fajna sprawa. U nas tego nie ma.
    Zastanawiam się czego mamy w domu sto sztuk by móc przytargać do szkoły?
    Oprócz puzzli:)
    Papierowe serwetki, bo na ich punkcie mam chyba lekkiego hopla mimo, że zbyt często ich nie używamy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to chociaz serwetki! :) M niestety mielismy tylko puzzle. :D

      Usuń
  15. Może i Nik nie będzie sportowcem - ale za to zostanie wybitnym artystą, prawnikiem, lekarzem albo jeszcze kimś innym :) Choć widzę,że na lodowisku daje sobie radę całkiem nieźle - że o Bi nie wspomnę :)

    Ten zwyczaj studniówkowy w sumie fajny - ale sama też bym pewnie miała problem ze znalezieniem takiej ilości rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi w sumie nie zalezy zeby Nik zostal olimpijczykiem. Chce po prostu zeby uprawial jakis sport dla zdrowia. Wysportowane dzieciaki maja zupelnie inna postawe, inne ruchy. No i pewnosc siebie, bo wiedza, ze w czyms sa dobre...

      Usuń
  16. Studniówka w tym wieku? :) Czad :)

    OdpowiedzUsuń