czwartek, 21 grudnia 2017

Co tam slychac przed Swietami? Post # 600

Tamtaramtam! To jest post # 600 na tym blogu!

W sumie to sama nie wiem, czy to duzo czy malo. Szescset wydaje sie sporo, ale z drugiej strony, pisze juz 5.5 roku, wiec czy to az taka produkcja? Chyba nie... W kazdym razie, co roku liczba postow systematycznie spada, wiec nie wiem czy kiedykolwiek dobije do okraglego tysiaczka... :D

Ale wracajac do tytulu, co tam u Was?

U mnie w kwestii przygotowan do Swiat, prawie kompletna ciiisza. :) Ida jak krew z nosa. ;) W zeszly weekend mielismy "zalatwic" choinke i swiatelka przed domem, ale koniec koncow nie odhaczylismy ani jednego ani drugiego. W sobote bowiem, kiedy M. zajechal do domu o 17:30, bylo juz ciemno i nie chcialo mi sie nigdzie ruszac, a niedziele mielismy w biegu, ale takim biegu nie majacym nic wspolnego ze Swietami. No ok, moze troche jednak majacym, bo jednym z powodow dlaczego dwa razy w ciagu dnia wpadlismy do domu na 1.5 godziny, po czym znow trzeba bylo pedzic dalej, byla spowiedz. Ktora w kraju gdzie polskie koscioly sa rozrzucone tu i owdzie (zazwyczaj daleko od siebie), jest tylko w pojedynczych dniach i ograniczonym czasie. Np. w naszym kosciele byla TYLKO w ta niedziele o 18. W innym pobliskim kosciele bedzie tylko w nadchodzaca sobote, rowniez na 18, ale to juz naprawde na ostatnia chwile, a poza tym, nie wiem czy udaloby mi sie oderwac od garow. ;)

M. ulitowal sie nad ryczaca Bi (oraz moja kwasna mina) i w poniedzialek, po tym jak odwiozl corke do szkoly, a ja zabralam Nika do pediatry, podjechal w koncu po choinke. Oraz stojak, bo stary, jak sie okazuje wywalil do kosza (ponoc byl pekniety), o czym zupelnie nie raczyl mnie poinformowac. Dobrze, ze nie szukalam tego durnego stojaka z obledem w oczach! :D

Ano wlasnie... Na bilansie z synem bylam w poniedzialek. I w sumie sie rozczarowalam. Pamietam, ze zeszloroczny bilans 5-latka z Bi, byl bardzo kompleksowy. Z Nikiem jednak, ani nie pobrali probki moczu, ani lekarka nie sprawdzila wzroku, sluchu, ani czy Nik potrafi rozpoznac ksztalty oraz napisac swoje imie. Poza ogolnymi ogledzinami i mierzeniem, pobrali Kokusiowi probke krwi zeby sprawdzic poziom zelaza oraz sprawdzili cisnienie. To wszystko. Nie wiem czy to dlatego, ze bilans Bi zbiegl sie z badaniami przed zerwoka, a Nika nie, czy dlatego, ze nasza pediatra odlicza juz dni do emerytury i wszystko jej zwisa i powiewa... :D

W kazdym razie, aktualne dane techniczne Kokusia to:

wzrost: 110.4 cm
waga: 20 kg

Jest tylko 800g lzejszy od Bi w tym samym wieku, ale za to az 4 cm nizszy. Ze Starszej jest wysoka panienka. ;)

Wracajac do choinki, to kiedy Potworki wpadly do domu po szkole i ja ujrzaly, nie bylo innej opcji, trzeba bylo ja ubrac! Teraz, zaraz, natychmiast!


Normalnie po szkole najpierw domagaja sie "papu", ale w poniedzialek jedzenie bylo niewazne. Mogli glodowac, ale choinka musiala zostac udekorowana.


I nie stracilismy ani jednej bombki! :O
W ten sposob troche swiatecznego klimatu sie do nas wkradlo. Poza tym jednak, ani nie wyciagnelam jeszcze naszej Szopki, ani balwankow i nie wiem czy w ogole oplaca sie wyciagac. ;)

Zanim jednak nadszedl weekend, kiedy NIE kupilismy choinki, ani NIE zawiesilismy swiatelek, w piatek, w zerowce odbylo sie spotkanie zatytulowane: Winter Crafts with Parents. Oczywiscie dziadek pracowal, a M. propozycje pojscia skwitowal parsknieciem, wiec to znowu ja musialam bronic honoru rodziny. ;) Nie zeby mi to jakos bardzo przeszkadzalo. Na codzien wstepu do szkoly nie mam, wiec od czasu do czasu chetnie przekraczam jej progi, zeby skontrolowac, czy moim dzieciom sie krzywda nie dzieje. ;)
Zartuje, Potworki ogolnie wydaja sie szkola zachwycone, chociaz dniami wolnymi tez nie pogardza. Obecnie odliczaja juz do przerwy swiatecznej. :)

Spotkanie minelo fajnie, jak zwykle. Najpierw dzieci robily z rodzicami balwankowe "maski" (nie wiem jak to nazwac)...

(Balwanek)

...a potem koralikowa sniezynke.

(Sniezynka juz wisi na choince)

Pozniej rodzice pociechom czytali.
Przy okazji zaobserwowalam, ze Kokus juz kolejny raz trafil do klasy z niezbyt zaangazowanymi rodzicami. U Bi na tych spotkaniach zawsze zostawalo jedno, gora dwoje dzieci bez rodzicow. U Kokusia - nie bylo polowy klasy. ;) Szkoda mi jednak tych dzieci, ktorych rodzice nie przyszli. Znow mialam okazje poobserwowac chlopczyka, ktory dopytywal sie, dlaczego jego tata sie spoznia. Niby nie plakal, ale co chwila powtarzal: "Gdzie ten moj tata? Przeciez obiecal, ze przyjedzie...". Na szczescie w koncu tata dojechal. ;)

Poza tym, w zeszly piatek Potworki robily bombki z blyszczacych paseczkow. Kupilam gotowy zestaw. :D Paseczki te dekoruje sie brokatowymi naklejeczkami oraz malutkimi blyskotkami. Kazda bombka zlozona jest z 18 takich paskow, blyskotki sa malenkie i zadanie to nieco dzieciaki przeroslo. Szczegolnie Nik musial niezle wysilic paluszki. Spedzili nad nimi dobra godzine, a ja w spokoju adresowalam swiateczne kartki. ;) Potem te paseczki trzeba jednak w miare rowno przymocowac do plastikowych uchwytow i rozlozyc w ksztalt bombki i przyznaje, ze nawet mi ciezko bylo tego dokonac. Nic dziwnego, ze zniechecone Potworki zrobily w koncu tylko po jednej bombce (materialow bylo na 6, czyli po 3 na lebka). ;)

(Choinki jeszcze nie bylo, wiec bombki wyladowaly na zyrandolu)

Kupilam im jeszcze gipsowe figurki do Szopki, do pomalowania. Poki co, "chomikuje" je w piwnicy, trzymajac na czarna godzine, czyli dzien, kiedy ja bede zalatana, a oni swirowac z nudow. Podejrzewam, ze ten dzien nadejdzie w sobote. ;)

Pierwsza partie kartek swiatecznych wyslalam dopiero w poniedzialek, bo w sobote, zanim odbebnilam z Bi gimnastyke...


...pojechalam na poczte po znaczki (poczta w okresie swiatecznym to zuoooo!), a potem przypomnialam sobie, ze mialam je nakleic i wsadzic kartki do skrzynki, listonosz zdazyl juz nas odwiedzic (moge wsadzac listy do wyslania do naszej skrzynki i listonosz je zabiera). :/
Trudno sie mowi. Pierwsza partia poszla w poniedzialek, a reszta we wtorek. Tylko jeden z braci M. niedawno sie przeprowadzil i M. juz tydzien "dowiaduje sie" o nowy adres, wiec ich kartka nadal czeka... ;) W zasadzie i tak wszystkie dojda dopiero po Swietach, wiec co za roznica czy bedzie to trzy dni po, czy tydzien... :D

We wtorek wieczorem zagniotlam ciasto na pierniki. Bi dopytywala sie o nie, odkad w niedziele kupilismy polewy w tubkach. Niestety, jej nauczycielka normalnie zadaje w tym tygodniu prace domowa (Pani Kokusia napisala, ze wie, ze ludzie maja sporo przygotowan, wiec zadan do domu w tym tygodniu nie ma), co troche psuje nam szyki, bo dodac do tego czytanke oraz gre matematyczna i schodzi godzina. Mialam rozlozyc pierniczenie na trzy dni: we wtorek zagniesc ciasto, w srode piec, a w czwartek dekorowac.

(Tym razem Potworki dzielnie wykrawaly pierniki do samego konca, nawet Nik!)

Niestety, kiedy w srodowy wieczor, upieczone pierniki pietrzyly sie na talerzu, Potworki podniosly lament, ze chca je dekorowac TERAZ, koniecznie! Co bylo robic. W duchu przedswiatecznej magii przesunelam nieco (a raczej sporo, bo o prawie 1.5 godziny) czas spania, zeby mogli oddac sie blogiemu mazianiu po pierniczkach.


Efekt? Kolorowy, to na pewno. :D

(Odrobina kiczu :D)

Czesc ciastek udekorowalam JA, ale nie przyznam sie nawet ktore, bo moj "talent" w tym zakresie jest spokojnie na poziomie Potworkow. Nie widac roznicy. :D Tylko nie wiem czy do Swiat dotrwaja, czy tak jak rok temu, Potworki pozra praktycznie wszystkie zanim zdaze je powiesic na choince... ;)

(Corcia zrobila ten pierniczek specjalnie dla mnie. Wzruszylam sie. :) Jesli nie widac, to tam jest napisane I Love. "you" juz sie nie zmiescilo :D)

Dzisiaj wieczorem zaczelam bigos. Jutro moze go skoncze, a moze rozloze po trochu na piatek i sobote. :) Tak juz mam, ze bigos lubie zaczac, potem schlodzic, znow podgrzac, cos do niego wrzucic, podgotowac, znowu zostawic, znowu cos dodac, itd. To bardzo powolny proces. ;) Ale za to efekt koncowy to, nie chwalac sie, majstersztyk! :D
Oprocz tego, musze sobie rozplanowac reszte pichcenia. Do konca tygodnia jestem wieczorami sama z Potworkami, a w sobote M. pracuje do 17, wiec wesolo nie bedzie. Dzieci mam niestety dosc aborbujace, a bajki dzialaja tylko na chwile. W zasadzie to sie ciesze, ze Potworki nie lubia spedzac polowy dnia przed ekranem. Po maksymalnie 1.5 godzinie wstaja i zaczynaja szalec i szczerze mnie to raduje. Ale kiedy mam robote, bywa to klopotliwe. ;)
Latwo wiec powiedziec, ze spedze dwa dni przy garach, kiedy co chwila bede musiala od nich odchodzic, bo "Maaamoooo!!!". :D Gotowania na szczescie nie mam szczegolnie duzo, bo i nasza gromadka jest niewielka. Ale zaplanowalam kutie, salatke sledziowa (w tym roku ciagnie mnie do takiej prostej, tradycyjnej) oraz nowa salatke z tunczykiem (az sie boje, chociaz przepis brzmi pysznie). Chce tez usmazyc rybke w panierce, bo dzieci rok temu sie nia zajadaly. Trzeba tez ugotowac barszcz, ale to raczej spadnie na M. Jego ciotka tradycyjnie przyniesie salatke jarzynowa, pierogi z grzybami, tatara z lososia (pycha!) oraz moze cos jeszcze. Musze tez upiec sernik i makowiec, bo to ulubione ciasta mojego taty, a i ja sama nie wyobrazam sobie Bozego Narodzenia bez serniczka. Z makowcem, jaki bym przepis nie wyprobowala, co roku mam jakies jaja, wiec juz go nie lubie. ;) A w niedziele, przed sama wieczerza, trzeba bedzie z grubsza odgruzowac chalupe. No i sie wykapac i wlosy ulozyc jako tako (korci mnie, zeby Bi zaplesc warkoczyki, ale boje sie, ze bedzie wygladac jak strach na wroble :D). Na malowanie paznokci pewnie jak zwykle nie starczy czasu. ;)

Troche roboty wiec bedzie, a poki co, co wieczor pakujemy z Potworkami prezenty dla nauczycieli. Nie ufam, ze Nik zapamieta co jest dla kogo majac piec paczek, wiec zanosza codziennie po trochu - we wtorek Bi zaniosla upominek dla Pani od muzyki, a Kokus dla nauczycielki hiszpanskiego. Te panie maja te same, wiec upominki byly od obojga. W srode zaniesli prezenty dla nauczycieli w-f'u (tych maja osobnych). W czwartek Bi zaniosla upominek od obojga dla Pani od "sztuki", a Nik dla dwoch asystentek swojej wychowawczyni. W piatek przyjdzie pora na prezenty dla glownych wychowawczyn obojga i ufff... koniec. :D
A ja musze ktorejs nocy popakowac prezenty dla calej rodziny (tylko gdzie je schowac, kiedy Potworki wyraznie cos czuja i pod byle pretekstem leza do piwnicy?) oraz spakowac paczke do Polski. Lubie ten Bozonarodzeniowy czas, ale huk roboty z lekka mnie przeraza. ;)

Mam nadzieje zajrzec tu jeszcze przed samymi Swietami, wiec narazie nie skladam Wam zyczen. Do przeczytania!!! :)

24 komentarze:

  1. No to sporo pracy jeszcze przed Tobą. My w tym roku Many totalny luz że względu na mnie, bo wiadomo za bardzo nie mogę tym razem fisiowac z przygotowaniami. A że w święta w domu będziemy praktycznie tylko nocować to się nie spinamy ��

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas podobnie - też lekki obłęd przedświąteczny, wczoraj robiliśmy pierniki, nawet Tymcio dekorował (i od razu konsumował) Więc doskonale rozumiem ogólne zabieganie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, pamietam Potworki sprzed roku - dwoch! Tez wcinali szybciej niz dekorowali! Szczegolnie Nik. ;)

      Usuń
  3. Ja też robote sobie rozłożyłam na parę dni, wczoraj pierniczki i pierogi, dzisiaj uszka i reszta prania i prasowania, a jutro cała reszta, żeby ino trochę zostało na niedziele :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez tak staralam sobie wszystko ulozyc, zeby na niedziele zostawic jak najmniej. I nawet sie udalo. ;)

      Usuń
  4. A ja siedze i pisze zamiast cos dzialac ;)
    a tak serio, po kroczku, po troche- najwazniejsze zaczac :)
    600 brzmi dumnie- ja mam 410....
    Ciesze sie Agata, ze piszezi czy ta cyfra jest duza czy mala nieistotne- wazne, ze spotykamy sie w tym wirtualnym swiecie i mamy okazje zajrzec za ocean, poznac zawsze cos nowego i byc waszym gosciem!
    U nas jeszcze w lesie ..te swieta, Ty juz duzo zdzialalas.... przy takich pomocnikach!! Wiesz, ze jeszcze nigdy nie robilam piernikow :0 STARA BABA ;)
    Spokojnych swiat Wam zycze i milego choc w malym gronie swietowania!!
    Usciski!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w domu rodzinnym tez nie pieklo sie piernikow. Dopiero kilka lat temu zainspirowala mnie blogosfera i postanowilam upiec je z Potworkami. I tak narodzila sie tradycja! ;)

      Jestes bardzo produktywna! 410, a piszesz prawie 2 lata krocej. To bardzo dobry wynik! Ja niestety widze, ze z roku na rok pisze mniej... Nie wiem skad kiedys bralam czas i wene, szczegolnie, ze Potworki byly duzo mlodsze...

      Usuń
  5. U Was zawsze dużo się dzieje :) Kurna, nie pieklam pierników w tym roku - jakoś tak wyszło :/ Życzenia wysłałam mailem, a jeżeli znajdziesz chwilę zajrzyj do mnie na blog :) Buziaki Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prawie tez sobie odpuscilam, ale w koncu sie udalo! ;)

      Usuń
  6. Wow, 600. To naprawdę nieźle brzmi. U mnie w archiwum wyraźnie widać, jak z roku na rok piszę dużo, dużo mniej.

    U nas nastroju świątecznego nie ma w ogóle nic, a nic. Upeikłyśmy co prawda pierniki, ale nawet to nie szło nam tak entuzjastycznie, jak zawsze. Teraz Marcin ubiera choinkę, bo dziewczyny póki co ekscytują się robieniem sobie jakichś jogurtowych wynalazków ;) Tyle w temacie świąt! Aż pisze się mi się w głowie post o świętach "wczoraj" i dziś...

    Niestety, takie imprezy w szkole/przedszkolu z rodzicami często się niewypałami. Obserwuje to u siebie w pracy. Robimy różne takie akcje, między innymi tzw.piernikowanie, i niestety rodzice się nie stawiają. I potem właśnie te dzieci czekają... A wbrew pozorom nawet takie maluchy już rozumieją i jest Im przykro.

    Agatko! Życzę Ci przede wszystkim spokojnych świąt! Wszystkiego dobrego dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim archiwum widac ten sam trend. Pocieszam sie, ze w takim tempie popisze jeszcze dla Was przez 2-3 lata a potem sie zobaczy. ;)

      Wlasnie, jak takie maluchy czekaja na mame i tate, to co dopiero maja powiedziec 5-6-latki, ktore widza, ze do wszystkich kolegow przyszli rodzice, a do nich nie. :(

      Usuń
  7. U nas też już po piernikach i naszych corocznych ciasteczkach orzechowych :) Piękne te Wasze wypieki :)
    Dużo zdrówka i radości na Święta

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też dopiero dziś byłam u spowiedzi i to tylko dzięki uprzejmości znajomych, którzy zabrali mnie do miasta obok. Takie życie na obczyźnie...
    Plany świąteczne w czwartek wieczorem uległy totalnej zmianie...
    Będziemy sami, ale tak po cichu dodam, że taki spokój też mi się marzył:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem takiego spokoju potrzeba. ;)

      Niestety, zycie na obczyznie bywa logistycznie upierdliwe. ;)

      Usuń
  9. Ładna choinka,wesołych Świąt :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeny ja już w ogóle nie mam czasu na pisanie. Za dużo się dzieje w realu. Ale chciałbym mimo wszystko blogowanie sprawiało mi dużo satysfakcji...ja robię w tym roku wigilię więc też kupę roboty, ale jakoś daję radę. Najważniejsze że po świętach mam chociaż dzień wolnego aby odsapnac :)). Agatko cudownych świąt, damy radę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze damy! Kto jak nie my? :D

      Gosia, mam nadzieje, ze do blogowania wrocisz! Brakuje tu Ciebie! :*

      Usuń
  11. Haha magoe czuc i ten pęd twoj rowniez :) Dzieje sie duzo widze i duzo mamy podobienstw w dzialaniu i tej szalonej przedswiatecznej, choc meczacej to fajnej gonitwie :) Paznokci tez nie zdołam pewnie pomalowac ;) Czas na to spedzam tu :p Nawet dzis napisalam post. Ale gdybym identycznej deklaracji jak ty, nie zlozyla pod poprzednim, pewnie bym nie dala rady juz nic opyblikowac. Nie ma to jak samemu sobie zadac zadanie nie do wykonania ;) Ale sie udalo.
    Pierniczki piekne!! Choinka tez byla najwazniejsza dla moich najmlodszych, wiercili dziure w brzuchu i od wczoraj piekna stoi juz w salonie i jej mniejsze siostry w pokojach dzieci ;)
    Z bajkami u nas tak samo i tez mnie cieszy, choc sa chwile, ze przeklinam ten dar ;)
    Agatko, wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze na te Swieta!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ped, tak! Jeszcze w grudniu narzekalam, ale teraz, wracajac do tamtych postow, czuje rozrzewnienie. Pomimo zagonienia i zrzedzenia, grudzien zawsze jest w jakis sposob magiczny. :)

      Usuń
  12. Wcale nie wygląda na to, żeby przygotowania do Świąt szły Wam jak krew z nosa ;) Jest choinka, są pierniczki, jest klimat - a przede wszystkim jest wspólnie spędzony czas, o który przecież najbardziej chodzi :) Wszystkiego najlepszego - niech magia trwa ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego wspolnego czasu wbrew pozorom, bylo niewiele... Bardzo chcialabym miec naprawde po kilka GODZIN, zeby z Potworkami dlubac jakies projekty. Ale, przy pracy na pelen etat i ogarnianiu domu i ich samych, nie da sie... :(

      Usuń