piątek, 17 lutego 2017

Bialy weekend i Wale(w)tynki :)

Tak jak w tytule. Zima zapomniala o nas na caly styczen, ale w lutym postanowila nadrobic choc troche zaleglosci. Przynajmniej na tydzien. Szkoda, ze nie nastepny, kiedy Potworki beda mialy ferie. Wtedy akurat mamy miec powrot wiosny, a jak... :/

W kazdym razie, po czwartkowej sniezycy, w piatek w nocy znow popadalo. Tym razem raptem 2 cm. Bez sensacji... Bo ta ostatnia przyszla w niedziele, kiedy od samego ranka sypalo az milo. W raptem kilka godzin nawalilo ze 30 cm. Potworki przeszczesliwe. ;) Niestety, po poludniu nadszedl cieplejszy front i zamienil snieg w marznacy deszcz. Za zimny, zeby stopic to biale dobro lezace naokolo, ale mimo wszystko zrobilo sie dosc paskudnie. ;)

I w taka pogode malzonek moj musial odsniezac. Po czym okazalo sie, ze nasza odsniezarka wyzionela ducha. A konkretnie to poszla jedna, jedyna srubka, ale przez to polowa "slimaka" nabierajacego snieg sie nie kreci, wiec odsniezarka jest bezuzyteczna. Srubka jest oczywiscie do wymiany, M. nawet zapasowa posiada, tylko co z tego, skoro polowa tej ulamanej, utknela sobie gdzies gleboko. Przy zapadajacym zmroku, spadajacej temperaturze oraz marznacym deszczu, M. nie chcialo sie rozkladac calego mechanizmu na czesci pierwsze. Wolal pomachac szufla. ;) Przy czym okazalo sie, ze jego nieprzemakalna kurtka stracila ta nieprzemakalnosc kompletnie. Malzonek wrocil przemoczony do skory i ten tego... Bylam pewna, ze go rozlozy jakies chorobsko, ale minelo 5 dni, a on zdrowy. Ech, tylko pozazdroscic takiej odpornosci... ;)

Malzonek jednak malzonkiem, ale radosc dzieci z tej dlugo wyczekiwanej zimy - bezcenna. Nie wybralismy sie na narty bowiem ja nadal nie odzyskalam pelni sil po przebytej grypie (ile to cholerstwo sie ciagnie, pozostawie bez komentarza...). Nawet na wieksza gorke nie chcialo mi sie Potworkow ciagnac, bo wiedzialam, ze koniec koncow to ja musialabym raz za razem taszczyc na szczyt ich "poddupniki". Na szczescie, w zupelnosci wystarczyla im goreczka usypana przez M. za pomoca dzialajacej jeszcze w czwartek odsniezarki. ;)

Tu, zdjecia jeszcze z soboty, kiedy temperatury byly mocno plusowe, ale snieg na szczescie sie trzymal.



Nalozenie Potworkom wiosennych czapek bylo jednak bledem. Po 10 minutach byly przemoczone, a ja pedzilam do domu po cieplejsze, bo dzieciaki sie w zabawie nie pitola i doslownie w sniegu tarzaja. ;)


A tu juz niedziela. Sypalo, ze swiata nie bylo widac, ale ja lubie wlasnie taka zime. Bardzo zaluje, ze w nastepnym tygodniu ma byc tak cieplo (na srode zapowiadaja 15 stopni!), ze wszystko stopnieje... :(


A we wtorek mielismy Walentynki... Moj maz jest osoba zupelnie nieromantyczna, o czym pisalam juz nie raz, wiec Walentynek nie obchodzimy. Zreszta, nawet jakbysmy mogli opylic komus dzieci, zupelnie nie mialabym ochoty pchac sie do restauracji w jeden z najbardziej obleganych wieczorow w roku. Dziekuje, powodow do irytacji mam wystarczajaco na codzien. ;)
Nawet wiekszosc znanych mi Amerykanow, na wzmianke o Walentynkach reaguje przewroceniem oczu oraz wzruszeniem ramion. Moze to jednak wynikac z tego, ze znakomita wiekszosc moich hamerykanckich znajomych, jest juz dobrze po 30stce i od dawna w stalych zwiazkach. Nie maja wiec wiekszego parcia na romantyzm. ;)

Ale za to tutejsze szkoly oraz przedszkola, bardzo sobie to swieto upodobaly. W zeszlym roku, olalam Walentynki zupelnie. To byl czas, kiedy ronilam moje niedoszle, trzecie dziecko, nie czulam sie ani szczesliwa, ani tym bardziej zakochana i kompletnie nie mialam do tego glowy... Ale zapamietalam, ze zrobilo mi sie glupio, kiedy Bi wrocila z przedszkola ze stosem walentynkowych kartek, naklejek oraz cukierkow, a ja uswiadomilam sobie, ze ona sama nie przyniosla kolegom nic.

W tym roku wiec, zakupilam upominki juz pod koniec stycznia, jak tylko wpadly mi one w oczy w supermarkecie. Poszlam w sumie na latwizne i kupilam kazdemu dziecku "gotowca", czyli mala paczuszke z mini kolorowanka, mini kredkami oraz naklejka. Niebieskie dla chlopcow, rozowe dla dziewczynek i juz. ;) A i tak, miedzy klasa Bi, a przedszkolem Nika (gdzie okazalo sie, ze obie grupy mialy swietowac razem), okazalo sie ze potrzebuje tych gotowcow... 46! :O Plus kartki dla pan nauczycielek...

A przed Walentynkami, trzeba bylo te drobiazgi podpisac. W poniedzialkowy wieczor, jadac autem do domu, plulam sobie w brode, bowiem planowalam przydusic do tego Potworki w weekend, ale mi sie zapomnialo...
Coz, trzeba bylo robic to na ostatnia chwile, a ja juz szykowalam sie na walke z Bi oraz Nikiem, ktorzy mogli miec zupelnie inne pomysly na mile spedzenie wieczora. Na szczescie, oboje podnieceni, ze dzieje sie cos innego niz codzien, z zapalem zabrali sie za podpisywanie. Bi dostala liste imion dzieci ze swojej klasy i poszlo jej bardzo sprawnie (jak juz znalazlam mazak, ktory pisal po blyszczacej, sliskiej folii ;P), za to Kokusiowi musialam pomoc, bo chociaz musial tylko podpisac sie swoim imieniem (panie prosily, zeby nie wpisywac imion adresatow zeby usprawnic proces dzielenia sie walentynkowymi upominkami) to jednak 28 walentynek dla dzieci, plus kilka dla nauczycielek, to troche duzo jak na 4-latka. Musze go jednak pochwalic, ze podpisywal sie w wiekszosci bez marudzenia. Szok, wiem! ;)

Z okazji Walentynek, w klasie Bi odbylo sie kolejne spotkanie dzieci z rodzicami.  Dzieciarnia mogla z tej okazji przyjsc do szkoly w pizamach, zeby poczuc sie bardziej przytulnie i domowo. ;)


(O, prosze, matka i jej "pizamowe" dziecko :D)

Tu zaznacze, ze pomysl ubrania do szkoly pizamy jest tutaj z jakiegos powodu bardzo popularny i praktykowany kilka razy do roku (Nik mial taki dzien w przedszkolu w grudniu, Bi miala tez 1 lutego ale z powodu grypy ja ominal), a mnie wydaje sie idiotyczny. Szczegolnie, ze rano mielismy 5 stopni na minusie... :/ Poza tym, dla mnie pizama to bardzo osobisty ciuch, niemal na rowni z bielizna i mysl o ubraniu jej w miejsce publiczne wydaje mi sie dosc, hmm... krepujaca. Ale coz, Bi z entuzjazmem podchwycila pomysl (i zdziwila, kiedy pod pizame kazalam jej ubrac majtki oraz podkoszulek :D), a okazalo sie, ze oprocz dwojki czy trojki "rebeliantow", reszta klasy rzeczywiscie stawila sie w pizamach oraz koszulach nocnych. ;)

W zalozeniu, rodzice mieli pograc z wlasnym dzieckiem w walentynkowe gry, poczytac ksiazeczki, itd. W praktyce, dzieciaki rzucily sie do wymiany walentynkowych kartek oraz drobiazgow, co zajelo im juz polowe z godziny przeznaczonej na czas z rodzicami. Pozniej rzeczywiscie wiekszosc dzieci rozsiadla sie z rodzicami na krzeslach oraz dywanie. Ale nie moja Bi. Ona byla bardziej zainteresowana przegladem swoich "walentynek" niz spedzeniem czasu z matka, ktora urwala sie z pracy specjalnie dla niej. :/ Ale na koniec, kiedy nauczycielka oglosila, ze pora pozegnac gosci, Bi rozplakala sie, zebym jeszcze nie jechala. I wez tu czlowieku, dogodz takiej... ;)

Powinnam byla zrobic zdjecie tego stosu walentynek, ktore Potworki przyniosly ze szkoly oraz przedszkola! Cala nasza wielka pufa zostala zawalona karteczkami, naklejkami, lizakami, zelkami i Bog wie czym jeszcze. :) A Bi oraz Nik, zupelnie jak nie moje egocentryczne Potworki, bardzo zgodnie sie tym wszystkim podzielili i powymieniali kiedy trafilo im sie cos, czego nie lubia. Szok #2! ;)

Wczorajszego wieczora zas, zabralam Potworki na zabawe dla dzieci, organizowana wraz z Polska Szkola przez moja dobra kolezanke. To juz chyba trzecia albo i czwarta taka zabawa, ale druga na ktorej bylismy. Poprzednim razem puszczona byla dlugometrazowa bajka, ale wiekszosc dzieci, znudzona, juz po pol godzinie biegala po sali i przeszkadzala innym. Tym razem organizatorki wpadly wiec na inny pomysl - puszczaly krotkie bajki (te z kolei byly raczej podroza sentymentalna dla rodzicow - "Bolek i Lolek", "Wilk i zajac", "Sasiedzi"), naprzemian z zumba dla dzieciakow i innymi grami ruchowymi. Sprawdzilo sie to znacznie lepiej, przynajmniej dla nieco starszych dzieci. I tak, Bi z zapalem dolaczyla do gier, ale Nik krazyl w kolko po sali. Nie chcial ani ogladac bajek, ani brac udzialu w zabawach. W koncu udalo mu sie dolaczyc do grupy lobuzow w jego wieku, ktorzy zajeci byli dzikim galopowaniem po sali, wlazeniem pod stoly, itd. Chlopaczyska i moj wsrod nich! :D Dopiero na sam koniec dolaczyl do tancow w koleczku.

(Przypomina mi to troche bale karnawalowe dla dzieci w Polsce, tylko bez przebran. Potworki stoja idealnie na wprost)

(Na koniec kazde dziecko dostalo po balonie. To dopiero byl szal! Czesc balonow nie przetrwala nawet pierwszych 5 minut! :D)

A tymczasem zabawa sie odbyla, Walentynki odeszly niemal w zapomnienie, za to w nastepnym tygodniu mamy dlugo wyczekane ferie zimowe (tutaj tylko tydzien)! Juz nie moge sie doczekac spania dluzszego niz do 6:50! Caly tydzien chodze jakas taka wymieta i zmaltretowana (to chyba polaczenie pogrypowego zmeczenia oraz okresu...) i odliczam tylko dni. ;) Oczywiscie mam nadzieje, ze szef zgodzi sie, zebym troche popracowala z domu i zaoszczedzila ze dwa dni urlopu, ale wiecie, praca z domu to nie to samo co siedziec 8 godzin w biurze. We wlasnej chalupie, moge pracowac nawet w pizamie! Toz to luksus! :)

Do napisania! Pewnie odezwe sie gdzies w przyszlym tygodniu i zdam sprawozdanie z naszego leniuchowania! ;)

20 komentarzy:

  1. Niesamowite te walentynki w Waszych szkołach , przedszkolach . Super !

    P. S oddam śnieg za dodatnia temperaturę 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda! Prosze o kapke sniegu, a wzamian chetnie oddam te dzisiejsze 18 stopni! Na pierwszy marzec, to stanowczo za duzo! ;)

      Usuń
  2. Od nas zima powoli odchodzi, mam nadzieję. Ileż można. Po ostatnich szaleństwach na śniegu polegliśmy całą trójką.
    Walentynki są chyba ważniejsze dla najmłodszych, niż dla nas. Ostatnio chrześniaczka M. tylko o nich mówiła i to z jakim przejęciem.
    Co do występu w pidżamie w szkole, mam podobne zdanie. Ale co kto lubi.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zima i wiosna walcza o wladanie, ale raz wygrywa jedna, raz druga. ;) Dzis mamy 18 (osiemnascie!) stopni, ale jutro juz tylko 7, w piatek 3, a w sobote niewiadomo czy nie zostanie na minusie! A potem znow ocieplenie... :O

      Usuń
  3. Jednym z koszmarow jakie mi sie snily za czasow szkolnych bylo pojawienie sie na lekcjach w pizamie albo bez butów 😂 a co do walentynek - kazda okazja jest dobra na np czekoladke ;-)
    Milego leniuchowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz po leniuchowaniu... Ale nie powiem, dobrze sie do pracy wracalo... ;)

      Usuń
  4. W piżamie do szkoły?? Szok ;) O tym jeszcze nie słyszałam ;)
    Walentynek też jakoś szczególnie nie świętujemy, ale kwiatki zawsze miło dostać :)

    Śniegu zazdroszczę! My już dawno po feriach, a Wy dopiero zaczniecie ;) Miłego odpoczynku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kraj to obyczaj. :D

      U nas juz po sniegu i z prognoz wynika, ze raczej juz go w tym roku nie ujrzymy. :(

      Usuń
  5. U nas właśnie topi się śnieg...
    A Walentynek nie zazdroszczę bo szlag by mnie trafił szykować tyle dla wszystkich w przedszkolu.
    A piżama hmm.. dla mnie też to raczej intymne ubranie, a nie wyjściowe i przy takim mrozie brr..
    I zdrówka dla Ciebie i udanych ferii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wzdychalam na mysl o szykowaniu walentynek do szkoly i przedszkola, ale w sumie ograniczylam sie do kupna duperelkow, potem Bi swoje podpisala sama, tylko Nikowi musialam troche pomoc. Nie bylo wiec zle. :)

      Usuń
  6. Właśnie siedzę w pidżamie :) I popieram - to bardzo wygodne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca w pizamie - to jest to! :D

      Usuń
  7. O Was zima sobie chociaż przypomniała, o nas praktycznie w ogóle nie myślała :P Przez całą zimę mieliśmy może z 5 cm śniegu, dzieciaki raz były na sankach gdzie więcej jechały po ziemi niż śniegu, a dni z temperaturą minusową uzbierałoby się może z dwa tygodnie :P

    Ja pamiętam, że w szkole były skrzynki do których się wrzucało kartki z walentynkami :) U Oliwki dzieci dostawały serca od pani, ale one ani paniom, ani sobie nawzajem nic nie robiły. My za to wymieniliśmy się słodyczami z rodzicami i Młodymi, dzieciaki od nas też dostały małe co nieco, Maja dostała sukienkę, a ja Krzyśkowi kupiłam piwo, bo stwierdziłam, że więcej się ucieszy niż z czekoladek, a że ja dostałam od niego słodkie, to mieliśmy się czym dzielić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my odwrotnie - w domu nie swietowalismy (chociaz kwiatka od meza dostalam), za to w szkole I przedszkolu, to byl szal! ;)

      A mi sie wydawalo, ze cala Polska w tym roku byla zasypana na amen. A jednak nie. ;)

      Usuń
  8. Oooo Agatka! U nas po śniegu to już dawno śladu nie ma. I ja osobiście nie ubolewam, ale jako mama- no żal mi dzieciaków. Moje na sankach były dwa razy... Trochę słabo jednak :(
    U Lilki była walentynkowa poczta, Jej jednak tego dnia nie było, ponieważ babcia miała wolne. Nie za bardzo się więc tą sprawą interesowałam (wiedziałam już wcześniej, że Lila będzie miała wolne) i to był błąd. Dostała walentynki od dzieci, a sama nie zaniosła żadnej... Trzeba się będzie za rok zrehabilitować :)

    W piżamie do szkoły? U nas o tym jeszcze nie słyszałam, ale w sumie- w wieku w jakim są dzieci, to chyba jeszcze uchodzi :) Obawiałabym się gdyby nastolatki miały paradować po szkole w piżamach :)
    Miłych ferii. Ja od jutra na urlopie. W sumie też będę pracować w domu. Dla odmiany ze swoimi dziećmi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znam Amerykanow, to nie zdziwie sie jak mi Potworki w High School oglosza, ze maja "pizamowy" dzien! :D

      Taki sam numer wykrecilam z walentynkami rok temu. Bi nie zaniosla nic, a dostala stosik od kolegow oraz pan. W tym roku postawilam sobie wiec za punkt honoru, zeby byc przygotowana. :)

      Taki juz klimat na Pomorzu, ze jak snieg spadnie 2-3 razy, to jest szal. Pamietam z dziecinstwa w Gdyni, ze bywaly zimy, ze na sanki nie szlysmy z siostra w ogole...
      A moje Potworki w sumie na sankach tez byly dwa razy (Bi udalo sie 3). ;) Przy pierwszych dwoch sniezycach, snieg topnial przed weekendem i nie zdazylismy ich zabrac. ;) Dobrze, ze stoki narciarskie sztucznie nasniezaja, wiec jeszcze na narty ich zabralismy. Inaczej prawie by sniegu nie widzieli. ;)

      Usuń
  9. U nas snieg leży nadal grubą warstwą, chociaż od soboty powoli topnieje, w dzien mamy lekko na plusie, a w nocy znowu lekko na minusie. Na środku podwórka mamy usypaną wcale nie taką malenką górkę, więc dziewczyny również urządzają zjazdy i nie trzeba daleko chodzić ;)
    Walentynek nie odchodzę już dawno dawno, chociaż czasem wyjść z domu wieczorem na kolację czy cos w tym stylu byoby fajne, tylko nie w taki dzki czerwony tłum ;)
    Myślę, że dla dzieci wyjście w piżamce to super zabawa, one inaczej to wszystko widzą, nie są jeszcze skrępowane pewnymi zasadami i już :) Myślę, że gdybym Martynie zaproponowała pójście w piżamie do przedszkola byłaby zachwycona :D
    Właśnie, zabawa karnawałowa! Hmm ciekawe kiedy u nas będzie, przecież lada chwila koniec karnawału.
    Udanych śnieżnych i ziomwych ferii, a Tobie chociaż kilku godzin spokoju na pracę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zabaw karnawalowych w szkolach i przedszkolach nie ma wcale. :( A przebirance sa na Halloween...

      Tutaj juz po sniegu... W piatek temperatury maja byc okolo 0 i cos tam chyba ma proszyc, ale bez akumulacji. :(

      Usuń
  10. Ta zima zdaje się nie mieć u Was końca ! A ja już wiosny wyparuję i mam nadzieję, że w tym roku już ani grama śniegu nie uświadczymy :)

    W piżamie do szkoły ? Cóż..,co kraj, to obyczaj ;) Mi zdarzało się wychodzić w piżamie z domu dawniej, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami - ale teraz jako mieszkanka 12-rodzinnego bloku jakoś nie wyobrażam sobie paradowania w takim stroju przed oczami sąsiadów ;)

    A Walentynki spędziłam u fryzjera - i dopiero kilka dni później narobiliśmy sobie cały "romantyzm" grzanym winem i obiadem w restauracji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie, nasza zima dopiero co sie zaczela i juz sie konczy! ;) Mielismy troche mrozow oraz sniegu na poczatku stycznia, a potem reszta miesiaca z temperaturami okolo +10! W lutym w koncu troche sypnelo, ale zima potrzymala tydzien. Teraz znow zero sniegu, a dzis ma byc 18 stopni! :O

      Usuń