środa, 12 października 2016

Musztarda w skarpecie

Jak to powiada Klarka "tytul musi byc chwytliwy". :D

Mojego meza boli pieta. Tak od okolo 3 tygodni. M., jak to M., do lekarza nie pojdzie, za to zgadal sie z kolega, podobno majacym taki sam problem. Kolega nie boi sie "bialych kitli", skonsultowal sie wiec z fachowcem. Okazalo sie, ze ma zapalenie. W piecie. Pierwszy raz o czyms takim slysze, ale nie znam sie, wiec nie dyskutuje. :D Podobno to od spedzania duzej czesci dnia na nogach, chociaz z tego co moj maz opowiada, to spedza jednak sporo czasu w pracy przy biurku. W kazdym razie, na podstawie diagnozy kolegi, M. zdiagnozowal u siebie takie samo zapalenie. ;) Kolega dostal srodki na stan zapalny. Malzonek moj nie byl u lekarza, wiec leczy sie sam. I tak, w ruch poszedl cuchnacy Voltaren (to nie jest post sponsorowany! :D), a poza tym, jakas zielarka - amatorka z polskiego sklepu, poradzila mu, ze na stany zapalne dobre sa nasiona gorczycy. M. spedza wiec wieczory, nagrzewajac ziarna musztardy (gorczycy) albo w skarpecie, ktora nastepnie naklada na stope, albo w miseczce, do ktorej potem wsuwa piete. Tygodniowa kuracja zaowocowala wylacznie kilkukrotnym poparzeniem problematycznej czesci ciala, natomiast poprawy brak, wiec wizyta u lekarza raczej M. nie obejdzie. ;)

To tyle o musztardzie. A ciekawe jestescie dalszego ciagu sagi lodowkowej? Telenowela nadal trwa! :D

W sobote, zgodnie z ustaleniami, przywiezli nam lodowke #3. Zabrali stara (a moze "nowa"? Bo w sumie mielismy ja niecaly miesiac...), po czym wniesli nowa. Juz na poczatku jasne bylo, ze magazyn nie wywiazal sie z obietnicy sprawdzenia sprzetu przed dostarczeniem. Mieli bowiem otworzyc paczke, podlaczyc lodowke i sprawdzic czy wszystko dziala i wyglada jak trzeba. Gdzies jednak zawiodla komunikacja, bo nikt tego nie zrobil.
No nic, na pierwszy rzut oka, wszystko wydawalo sie ok. Podczas instalacji, M. sprawdzil wszystkie panele, ktore tym razem zdawaly sie ladnie przylegac. Lodowka chodzi tez calkiem cicho, co tylko utwierdzilo nas, ze ta pierwsza, oprocz oderwanego panela, miala tez jakas mechaniczna usterke. Juz wydawalo sie, ze w koncu otrzymalismy niespaczony sprzet, kiedy... okazalo sie ze "trzecia" ma problem z drzwiami. A konkretnie, to zawiasy sa pogiete i brakuje w nich srub. To model z tych majacych z jednej strony lodowke, a z drugiej zamrazarnik. Rezultatem drzwi nie siedzacych na zawiasach jak trzeba jest to, ze w szpare miedzy drzwiami, na samej gorze nie wcisne nawet jednego palca, a na samym dole mieszcze dwa. Oprocz tego, patrzac z prawego boku, na samej gorze i na dole, drzwi i bok lodowki, ukladaja sie ladnie, w jedna linie. A na srodku, lodowka wystaje, jakby byla wybrzuszona. ;) I wiecie co? Gdyby to byl #1, moze nie zwrocilabym uwagi, olala te drzwi (chociaz, kurcze, powinny rowno przylegac, zeby gdzies powietrze nie uciekalo!), poniewaz to jednak juz trzecia, zagotowalam sie! Tym bardziej, ze mielismy obiecane, ze sprawdza ja przed dostarczeniem!

Facet dostarczajacy zadzwonil od razu do sklepu, zeby zdac raport, ze lodowka sie nie nadaje (ale oczywiscie tymczasowo zostala, bo nie wyobrazam sobie spedzic kolejnego tygodnia z turystyczna, jak w sierpniu), a my szybko wcisnelismy w Potworki obiad i popedzilismy do sklepu z reklamacja. Jak w poprzednich razach M. sie wsciekal, a ja tylko wzdychalam, tym razem odwrotnie: M. zaczal sie smiac, za to ja sie wku*wilam. W sklepie grzecznie, ale stanowczo wyluszczylam, ze to juz ponad miesiac jak "bujamy" sie z lodowkami, ze M. dwa razy tracil czesc dniowki, bo zwalnial sie z pracy zeby odebrac sprzet, ze juz drugi raz tracimy czas przyjezdzajac osobiscie do ich sklepu i ze spodziewalismy sie czegos lepszego od firmy o takiej renomie. Zazadalismy tez rozmowy z glownym managerem, ale ze byla to sobota, mial wolne. Dodalismy wiec, ze w tej chwili jestesmy tak rozczarowani, ze zadamy jakiejs rekompensaty za stracony czas i pieniadze, albo pojdziemy do mediow i opiszemy jaka obsluge dostalismy od sieci sklepow, ktora znana jest na cala Hameryke.

Jaki rezultat przyniosla nasza tyrada, przekonamy sie konkretnie w sobote, kiedy przywioza lodowke #4!!! :D. Poki co jednak, poniewaz oswiadczylismy, ze absolutnie nie chcemy czwartej lodowki z tego samego, felernego modelu, w ramach rekompensaty, pozwolono nam wybrac jakikolwiek model, a oni pokryja roznice. Huhuhu! M. krazyl wokol najdrozszych, fikusnych modeli, gdzie naciskajac guzik, mozna otworzyc np. tylko polowe drzwi, lub ich zewnetrzna obudowe. Jest nawet model z wbudowanym komputerem, ktory automatycznie zamawia brakujace produkty. :O Ja jednak, patrzac na te cuda techniki, widzialam tylko kolejne potencjalne awarie, szczegolnie, ze Potworki osiagnely juz wiek, gdzie same sobie otwieraja lodowke, zeby cos wyciagnac. Oczami wyobrazni widzialam ich dziko chichoczacych i naciskajacych guziki raz za razem. Wizja Potworkow + tableta w drzwiach lodowki, w ogole mnie przerazila. ;) Wybralismy wiec posredni model, z podwojna zamrazarka na dole i lodowka u gory, z podwojnymi drzwiami. Roznica wyszla okolo $700, wiec chyba zrobilismy dobry interes, ale wszystko okaze sie, kiedy dowioza lodowke bezpiecznie do naszej chalupy. Mam nadzieje, ze te drozsze modele robia porzadniej i zadne panele ani drzwi, nie beda obluzowane. ;)

Aha, zeby nie bylo watpliwosci, to zanim wybralismy pierwszy model, najpierw sprawdzilismy jaka firma lodowek jest w tej chwili najlepsza na rynku i taka wybralismy. No dobra, moglismy postawic na niemiecka precyzje i wziac Boscha, ale tu akurat cena zwalila nas z nog. Jaka firme wybralismy nie podam (chyba, ze w mailu, jak ktos ciekawy), bo nie chce robic reklamy, czy raczej, w naszym przypadku, antyreklamy. ;) Pierwszy wybrany przez nas model tez nie byl jakims badziewiem. Fakt, ze lodowka byla niewielka (stosunkowo, bo malenstwo to-to tez nie bylo), ale to dla nas bylo akurat zaleta. Cene (pewnie z racji rozmiaru) miala znosna i chyba o to sie rozbija. Tansze modele robione sa byle jak. Mam nadzieje, ze nowy model, bardziej "z gornej polki", bedzie bardziej dopracowany... ;)

Oczekujcie wiec kolejnej (ostatniej juz, mam nadzieje!) czesci sagi! :D

Co poza tym? Spedzilam 5 dni w domu i mam wyrzuty sumienia, ze bylam tak malo produktywna. Fakt, ze 4 z tych 5 dni, M. spedzil z nami w domu, a to zawsze utrudnia mi jakiekolwiek dzialanie. W sobote pol dnia spedzilismy na "zabawie" z lodowka i jej sprzedawcami... Zrobilismy tez zakupy w supermarkecie hamerykackim oraz polskim. Zaliczylismy msze w niedziele. Posprzatalam tez gruntownie chatke. Upieklam podwojna porcje muffinek... Oraz zmodyfikowana wersje chlebka bananowego. Ale mycie okien znow odlozylam na kiedys tam... W sobote i niedziele padalo, wiec i tak nie moglam. W poniedzialek M. robil porzadki jesienne w ogrodzie, a we wtorek dopadl mnie Pan Niechciej. ;) Dzisiaj wstalam zdeterminowana, zeby sie w koncu za to zabrac, ale zaraz po wygrzebaniu sie z poscieli, okazalo sie, ze mam zatkany nos i lepetyna mnie rypie. Najwyrazniej dopada mnie przeziebienie, ktore meczy Potworki od 2-3 tygodni i stanie w przeciagu jest dla mnie mocno niewskazane. Co ja zrobie, biedna, przeciez nie moge sie doprawic... :D

Spedzilam wiec piec dni z Potworkami, ktore przez pierwsze dwa dopytywaly o szkole i przedszkole, ale potem im sie spodobalo i juz w poniedzialek Bi uderzyla w placz, ze w czwartek (!) idzie do zerowki. :) Poza tym Bi oraz Nik rysowali, kolorowali, wycinali, lepili z ciastoliny, a kiedy w koncu ujrzelismy slonce, korzystalismy ze zlotej jesieni, bo temperatury nadal mamy przyjemne, 16-17 stopni. Jutro ma byc chyba nawet 20, ale za to z popoludniowym deszczem. :) Cwiczylysmy tez z Bi literki, co matke przyprawilo o bol glowy, a dziecku tak sie spodobalo, ze chce to robic po 3 razy dziennie. :D
A teraz trzeba bedzie odbebnic dwa dni w pracy i znowu bedzie weekend! ;) Az sie boje, co zastane jutro na biurku, bo mojego biurowego kolegi nie bylo do dzis w pracy, a szef wraz z asystentka ograniali zapewne tylko to, co najpilniejsze. Bedzie sie dzialo. :) Za to fajnie bedzie zaczac prace w niby poniedzialek, a zaraz nastepnego dnia miec piatek! :D

Zostawiam Was z jesienna fota Potworkow. Prawie polowa pazdziernika, a na moim telefonie tylko dwa zdjecia z tego miesiaca. Jakos nie mialam weny. :)



Taki piekny, jesienny zakatek zrobil nam sie kolo szopki. :)

32 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, wspolczuje, ale... nie pierwszy raz slysze o takich klopotach z zakupem nowego sprzetu AGD (w USA oczywiscie). My mielismy podobne klopoty po zakupie luxusowego samochodu - Jaguar S-type, w 2006. Psul sie bez przerwy! Sprzedalismy auto po 4 latach, tracac bardzo duzo pieniedzy. Eeech, Ameryka upada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu... Takich jaj z autem to serdecznie wspolczuje, szczegolnie, ze kosztowalo "troche" wiecej niz 1.5 tysiaka! :D

      Usuń
    2. Wtedy Jag S-type kosztowal ok. $55 tys. Po 4 latach, gdy skonczyla sie gwarancja (a wiec i darmowe naprawy!), sprzedalismy go za... $25 tys. A przebieg mielismy na tym aucie ponizej 10 tys mil, bo doslownie balismy sie nim jezdzic. Uzywalismy glownie drugi samochod. Zostalo nam wspomnienie bycia najwiekszymi glupkami samochodowymi.

      Usuń
  3. O zapaleniu pięty te pierwsze słyszę ! Mój M. ma dla odmiany rwę kulszową i od miesiąca leci na przeciwbólowych, a najbliższy termin rezonansu (na którym było oznaczenie "pilne") wyznaczyli mu...na marzec 2017 !

    U Was saga lodówkowa, a u nas prysznicowa. "Fachowiec" był już szósty raz - najpierw zapomniał dokręcić do kabiny jakieś elementy, potem kilka razy nas zalało, a teraz cały sylikon się odkleił i wszystko trzeba było od nowa łatać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra miala takie przeboje z prysznicem w starym mieszkaniu (ktore kupili w stanie surowym i sami wykanczali). Dwa razy wymieniali brodzik, uszczelnienia, a woda nadal lala sie do salonu...
      Hahaha, to dopiero "pilny" termin! :D Ale pociesze Cie, ze tutaj nie lepiej. Jak mialam atak kamieni nerkowych, to termin USG wyznaczyli na... za 3 dni! Szybciej nie mieli terminow. Oczywiscie wtedy po kamieniach nie bylo sladu. ;)

      Usuń
  4. Zaczne od musztardy ;) a moze to tzw"ostroga" i bol wlasnie w piecie spowodowany jest nia??
    Moze zmianan obuwia przyniosla by ulge??
    Co do lodowki- tragedia!! my mamy Samsunga z roznymi takimi extrasami po prawie 5 latach moge firme polecic. Mam nadzieje, ze ostatnia bedzie najlepsza- i skonczy sie ten niepotrzebny stres.
    Po powrocie z urlopu zimno zaskoczylo nas i kazde sloneczko i jesien - nawet na zdjeciu lapie do ciala i serducha :) Potwoeki bardzo wyrosly , a Nik po obcieciu wloskow kawal chlopaczka sie zrobil- kurcze maluchy dorastaja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, gdzie te moje malenstwa?! :(
      Hehe, nasza stara lodowka to byl wlasnie Samsung i tez taki z bajerami. Dzialal niecale 5 lat. :/ Zrazilam sie i powiedzialam, ze "Szajsunga" juz nie chce. ;)
      M. probowal chodzic w innych butach, wkladal zelowe wkladki i nic nie pomagalo. Nie wiem, co to za dziadostwo mu sie przypaletalo. Poza sedziwym wiekiem oczywiscie. ;)

      Usuń
  5. Masakra z tą lodówką mi odkąd zrobili odpukać się nie psuje. A co do stopy męża niech sprawdzi sobie dne moczanową, ponoć od tego się zaczynają problemy z nogami, mój mąż ma, a ma pracę siedzącą w większości i jak go łapnie to umiera, chodzić nie potrafi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, kolejna rzecz, ktora powinien sprawdzic! Najlepiej jakby w koncu poszedl do tego lekarza... ;)

      Usuń
  6. Łomatko się dzieje u Was ;) Saga lodówkowa już się na książkę nadaje, a u męża to może ostroga, moja mama miała... codziennik-kobiety.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojecia, ale bez wizyty lekarza, to M. moze sobie zdiagnozowac wiele przypadlosci i nie trafic. :D

      Usuń
  7. Kurcze, mnie tez boli pieta... Z gorczycy w skarpecie szczerze sie usmialam :) A na lodowke to juz rece opadaja- bardzo wspolczuje nerwow. Nie dajcie sie zbyc byle przeprosinami- rekompensata jawnie sie Wam nalezy. mam nadzieje,ze w sobote skoncza sie juz te wszystkie ''przygody''. Sciskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skonczyly sie, na szczescie, ufff... :)

      Usuń
  8. Oj to sobie narobił, ale jak to chłop - samo się zrobiło to i samo się wyleczy. Mojego jak nie przyciśnie to o lekarzu mowy nie ma. Ja tez do hipohondryków nie należę ale jak już trzeba to trzeba i się idzie. U nas jesień powitała nas katarem dzieci i kaszlem u starszej, co razem ze szczepionką odczulającą nie daje dobrego efektu, jak tak dalej pójdzie to będę musiała odczulanie przerwać a wolalabym tego uniknąć.
    Oby lodówka nr 4 okazała się ostatnią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie sie okazala. :D
      Nik, po prawie 4 tygodniach w koncu sie doleczyl. Umowilam go na szczepionke przeciw grypie (wymagana w tutejszych przedszkolach) i modle sie, zeby nic nie podlapal do tego czasu. A jak na zlosc, Bi zaczela smarkac. :(
      Chlopow juz widze rozgryzlas. Tylko moj mawia "samo weszlo, samo wyjdzie". :D

      Usuń
  9. Zdrowia dla męża i cierpliwości dla Was przy lodówkowych perypetiach;)
    Dzieciaczki urocze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lodowke w koncu mamy w pelni sprawna, ale maz dalej bawi sie w musztarde. :D

      Usuń
  10. Ale urocze zdjęcie <3 Takie w stylu stojących w ramkach u dziadków ;)
    Ja mam zwyrodnienia w stopie i też objawia się to bólem pięty, czasem drobnym, czasem takim że nie mogę chodzić i mnie rwie. Co to okazało się dopiero po prześwietleniu i od razu usłyszałam że z tym nic nie mogę zrobić, bo żeby dostać skierowanie na rozbijanie dziadostwa, najpierw musi mi się znacznie pogorszyć ;) Z podobnej beczki ostatni tydzień; Poszłam do lekarza, bo boli mnie jedno miejsce gdzie mam zgrubienie w piersi, dostałam skierowanie na prześwietlenie z dopiskiem pilne (termin na 30.12.), ale karty DiLO (termin w ciągu tygodnia) mi lekarka rodzinna nie chce wystawić bo patrząc na mnie przez ubranie stwierdziła że ona "nie podejrzewa u mnie nowotworu"... Oby nie, ale jeśli to jednak jakiś badziew to co wtedy powie mi i mojemu dziecku? A nawet jeśli nie, to boli do cholery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Trafilas na lekarke - supermenke, co ma x-ray we wzroku! :D Zartuje sobie, ale to rzeczywiscie jakas kpina! No i "pilny" termin na 30 grudnia. Kochana sluzba zdrowia... :/

      Usuń
  11. U nas się urwał uchwyt i przez to chyba lodówka na śmietnik, bo dokupić uchwyt nie tak łatwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, napewno mozna znalezc. Chyba, ze lodowka 20-letnia, to wtedy moze byc problem. ;) Moj maz do naszej znajdywal kazda jedna czesc, czy to mechaniczna, czy elektroniczna. Uchwyt tez pewnie by sie znalazl. ;)

      Usuń
  12. Nie zazdroszczę akcji z tą lodówką i piętą. Moja mama ma podobne problemy (z piętą)
    Zdjęcie cudne :)
    http://zuzia-i-zosia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie akcja - lodowka zakonczona. Oby na kilka(nascie) lat! :D

      Usuń
  13. O Boże, współczuję tych lodówkowych "przygód". Szlag człowieka może trafić... a co do musztardy :) no uwielbiam po prostu tą męską radosną twórczość chorobową :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlop do lekarza przeciez nie pojdzie, ale za to wykupi pol apteki srodkow homeopatycznych i bez recepty. ;)

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Ja normalnie mam wiele szacunku do babcino - domowego leczenia. Ale te nagrzane ziarna musztardy jakos mi nie pasuja... :D

      Usuń
  15. A myślałam, że to już koniec przygód z lodówką. Ale może nie ma tego złego...
    Zdrowia dla Męża. Mam nadzieję, że dotarł do lekarza, który poratował go innym specyfikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiaaa... ;)

      Na szczescie, chociaz z lodowka sprawa zamknieta. :)

      Usuń
  16. Ale macie pecha z tą lodówką. I choć bardzo Wam współczuję, to nie ukrywam, że parsknęłam śmiechem :) Ale przynajmniej plus jest taki, że macie droższą lodówkę, oby lepszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, lodowke mamy teraz na wypasie! I oby podzialala troche dluzej niz 4 lata! ;)

      Usuń