wtorek, 30 sierpnia 2016

Dzien Drugi: witamy kryzysik

A nie pisalam wczoraj, ze wole sie zbyt wczesnie nie cieszyc? Mialam racje. Jak zwykle. ;)

Niewazne, ze wczoraj Potworki wydawaly sie bardzo zadowolone z nowych miejscowek... Dzis, juz od rana, oboje skandowali, ze nie chca isc do szkoly. Nik mial oczywiscie na mysli przedszkole. ;)

Po odprowadzeniu:

Mlodszy Potworek jakos sie jednak trzymal. Tak jak wczoraj, wsadzil plecak do szafki, lunchbox na odpowiednia polke, po czym podszedl do okna, przez ktore patrzy, jak odchodze. Pomachal mi przez nie bez placzu, wiec mam nadzieje, ze poradzi sobie rownie dobrze jak wczoraj.

Za to Bi...

Jak juz kiedys pisalam, przedszkole jest doslownie po drugiej stronie ulicy od podstawowki. Poniewaz pogode mamy nadal piekna, zaparkowalam auto pod tym pierwszym, po czym, po odprowadzeniu Nika, wzielysmy z auta plecak Bi i do szkoly poszlysmy spacerkiem. I im bylo blizej, tym bardziej Bi zwalniala, tym bardziej kaciki ust jej sie obnizaly... Kiedy weszlysmy do jej klasy, wybuchnela juz regularnym szlochem i przylgnela do mnie, tak jak rok temu, na poczatku przedszkola... :( I tak jak rok temu, nauczycielka musiala ja przytrzymac, zeby dala mi w ogole wyjsc... :(

Po odebraniu:

Tak jak pierwszego dnia, odebralam Kokusia okolo poludnia. Tym razem, panie nie mialy dla mnie dobrych wiesci... :( Nik plakal. Co prawda podobno krotko i niezbyt intensywnie, ale zawsze. Sam gagatek tez przyznal, ze plakal, bo bylo mu smutno... :(

Bi nie lepiej. Tym razem nie bylo entuzjazmu i okrzyku, ze bylo fajnie... Nawet nie chce mowic co robila w szkole. Ozywila sie dopiero, kiedy zapytalam czy rysowala cos fajnego. Okazalo sie, ze mieli dzis plastyke i robili jakies specjalne prace z "wegielkiem". A przyszlo mi do glowy, zeby o to zapytac, bo dziecko odebralam z buzia i szyja cala w szarych plamach. ;)
Poza tym jednak, krotkim ozywieniem, kicha. :(

Juz sie boje dnia jutrzejszego... Podejrzewam, ze moga oboje ryczec juz od samego rana. :(

A z pozytywnych wiesci, wykorzystalam te 3 godziny bez dzieci, na zakupy obuwnicze. Dla siebie, a jak! ;)

Moje ukochane pantofle "do pracy", najwygodniejsze buty jakie kiedykolwiek posiadalam, zaczely sie sypac. Doslownie. W jednym, odkruszyl sie kawal podeszwy. Nie mowiac juz o tym, ze nosilam je w ciazy i moje spuchniete giry rozciagnely elastyczne paski, majace trzymac buty w miejscu. Jeden wiec co chwila spadal mi z piety. Nie ma sie jednak co dziwic, bo pantofelki te, kupilam jakies 10 lat temu. I wiecie co? Po tylu latach, rozciagniete i spadajace, ale byly nadal tak samo wygodne!

W kazdym razie, czas bylo je oddac na zasluzona emeryture na wysypisku. ;) Przedtem jednak, postanowilam podjac probe znalezienia im godnego zastepstwa.
Hmm... Kupic nowa pare, kupilam. Nielatwo znalezc cos na moje waskie platfusy, ale nie majac zbyt wielu wymagan oprocz wygody, da sie. Czegos rownie komfortowego, co stara para, nie mam chyba jednak szans znalezc... :( Nie licze tez, ze obecna wytrzyma 10 lat. Najwazniejsze jednak, ze mam w czym chodzic do pracy. Tak na codzien, bo na audyty oraz wizyty klientow, mam ladne, ale piekielnie niewygodne obcasy. ;)

Trzymajcie kciuki za jutro! Chociaz, obawiam sie, ze nawet zbiorowe zyczenia powodzenia od blogowych cioc, nic tu nie pomoga... :/

20 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki aby Potworki Cię zaskoczyły i obyło się bez płaczu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaskoczyly. Za dlugo juz ich znam... ;)

      Usuń
  2. Mimo wszystko trzymam kciuki, żeby z każdym dniem było coraz lepiej. My ostatnio przechodziliśmy koło przedszkola i Bąbel koniecznie chciał tam zajść. Na moje pytanie czy będzie chodził do przedszkola i bawił się z innymi dziećmi - wykrzyknął "tak!". Potem jeszcze dodał od siebie, że dzieci tam z paniami "risiują" - także może i w naszym przypadku zajęcia plastyczne będą najfajniejszą atrakcją ;) No ale zobaczymy w przyszłym roku, jak to będzie wyglądało w praktyce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby u Was poszlo szybciej i lepiej niz u nas... Poki co jest lekka tragedia... :/

      Usuń
  3. Ojjj.. mam nadzieję, że szybko się te lamenty skończą :) Więc żeby nie było płaczu trzymam kciuki. U nas (niestety) szał na żłobek nadal twa.. wczoraj odebrałam Podopiecznego i usłyszałam, że musieli go 5x przebierać bo nie chciał chodzić siku, a jak był to chwilę później miał mokre majty :( dziś ostatni dzień. Od jutra mnie nie będzie, no i zostanie aż do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, placz nadal trwa... Oby chociaz niespodzianek w gaciach wiecej nie bylo. :/

      Usuń
  4. Powodzenia, trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki. My jutro ciekawe ak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam, ze bylo dobrze. ;) Ale Mila to juz "stary" przedszkolak, wiec wie co i jak. :)

      Usuń
  6. Dadza rade. Trzymam kciuki za lepszy dzien Potworkow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bi juz wyraznie lepiej czuje sie w szkole. Nik za to... masakra... :(

      Usuń
  7. Trzymam kciuki, mimo wszystko, bo tylko tak mogę Cię wesprzeć - duchowo-internetowo :)
    Nauczona doświadczeniem z tamtego roku wiesz, że z dnia na dzień będzie lepiej, musisz niestety ten miesiąc jakoś przeżyć i jakoś niestety ma tu dość duże znaczenie. Ale będzie dobrze, za tydzien dwa na pewno lepiej niż teraz :) Ja za roku "oddaję" moją kruszynkę Kasię do przedszkola, a starsza idzie do pierwszej klasy, więc też będę kłębkiem nerwów. Co my matki mamy za życie, jak malutkie to stres, bo płacze i nie wiedomo o co chodzi, jak idzie do przedszkola czy szkoly to znowu stres, bo jak sobie poradzi, jak już nastolatek, to znowu kiedy wróci z tej imprezy, miała zadzwonić... jak tu nie osiwieć przed 40? ;) Trzymaj się:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi do 40 juz niewiele zostalo, to moze nie zdaze osiwiec? ;)
      Masz racje, nie ma chyba takiego etapu zycia dziecka, zeby matka mogla sobie zyc beztrosko i o nic sie nie martwic... :/ A jak jeszcze trafia sie dzieci z taka osobowoscia jak moje, gdzie o wszystko placza i sie boja, to i ja dodatkowo sie stresuje. :(

      Usuń
  8. Cóż, przetrwacie nawet jeśli początek nie będzie łatwy. Kiedy płaczą mów sobie w głowie że to przecież minie, zaaklimatyzują się. Ogólny obraz jest dobry, to pierwsze dni, a Nik nie płakał kiedy go zostawiałaś, Bi dobrze bawiła się na plastyce, to znaczy że jest punkt zaczepienia, coś co im się podoba. Może spróbuj im o tym przypominać. Np. Bi powiedz, a pamiętasz, jak rysowaliście węgielkami? (tajemniczym głosem) Ciekawe co pani wymyśli dzisiaj? Niech to będzie przygoda, odkrywanie, może się wciągnie.
    U nas wyjątkowa dla mnie notka, gorąco wszystkich zapraszam:
    http://mamazpowolania.blogspot.com
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzialam, ze poczatki nie beda latwe. W sumie w tym roku znosze to o wiele lepiej niz w zeszlym, ale i tak musze sie troche pozalic... ;)

      Usuń
  9. Najgorsze pierwsze dni, wytrzymacie to! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej tygodnie, w przypadku moich Potworow... :/

      Usuń