poniedziałek, 28 grudnia 2015

No i "po"

Po Swietach oczywiscie. I wiecie co? Nie zaluje. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Nie wiem gdzie podzialam sie "ja" z zeszlego roku, ktora podchodzila do Bozego Narodzenia z entuzjazmem rownym niemal podnieceniu swojej 3-letniej wowczas corki. Tamta radosna, mloda (przynajmniej duchem) kobieta zniknela, a na jej miejsce pojawila sie starsza zaledwie o rok, ale wydawaloby sie, ze o 10, zgorzkniala, zniechecona, smutna, ale jednoczesnie ciagle poirytowana baba...

Jedno jest pewne: te Swieta zdecydowanie NIE byly magiczne. I tak naprawde nie wiem co bylo tego przyczyna. Czy fakt, ze pracowalam az do srody? Czy rozplywajace sie ciasto na pierniki? Czy one same, zupelnie niesmaczne? Czy popis temperamentu mojego meza w przedwigilijny wieczor? Zakalec w serniku? Czy fakt, ze moj laptop, ktory wrocil z naprawy raptem miesiac temu, postanowil wyzionac ducha akurat na Swieta? Niemal godzinne spoznienie gosci w wigilijny wieczor? A pozniej zupelne olanie nas i niepojawienie sie w swiateczny poranek? Zyczenia trzeciego potomka przy oplatku, kiedy nadal mam w pamieci nasza listopadowa strate? Czy to, ze Potworki przestymulowane (i mimo prob oraz checi, "przeslodzone") odstawialy caly, dlugi weekend takie cyrki, ze tylko je za drzwi wystawic?

Nie wiem czy to byla zbyt wielka kumulacja, czy co? Niby to zwyczajne, malutkie prztyczki w nos od losu, zadna tragedia sie nie wydarzyla. A jednak po kazdym takim "prztyczku", coraz bardziej mialam ochote odwolac Boze Narodzenie i przeniesc je na jakis inny termin. Myslalam, ze moze spowiedz da mi jakies ukojenie. Moje stale czytelniczki wiedza, ze moja wiara jest niezbyt gleboka, a za to usiana watpliwosciami, ale chodze do spowiedzi i to nawet calkiem regularnie (tu juz kredyt nalezy sie M., bo to on mnie ciagnie, nieraz wrecz "za uszy"). I czesto czulam sie po niej taka... lzejsza. Tym razem pech przesladowal mnie nawet w kosciele. Chcac zaoszczedzic sobie stania w dlugiej kolejce, podeszlam do ksiedza, ktory siedzial posrodku na dostawionym krzesle. Ludzie za bardzo nie chcieli do niego isc, bo bylo sie tam ogolnie na widoku z kazdego zakamarka kosciola. Ja zazwyczaj tez tego nie lubie, tym razem jednak zostawilam na kuchence pyrkajacy bigos, wiec zalezalo mi na czasie. No coz... Ksiadz byl mlody i najwyrazniej nadal pelen entuzjazmu, co normalnie poczytalabym za zalete, ale niestety zywo zainteresowal sie moimi "grzeszkami", zaczal wypytywac o szczegoly, itd. Potem walnal mi dlugasny wyklad, a na koniec zadal taka pokute, ze zaczelam sie zastanawiac kiedy znajde na nia czas posrod swiatecznej goraczki... Najwyrazniej zostalam pokarana za chec szybszego "odfajkowania" spowiedzi... :/

W kazdym razie w I dzien Swiat mialam juz taki humor, ze nie tylko najchetniej zakopalabym sie pod koldre, ale i porzadnie sobie poryczala... Zamiast cieszyc sie z czasu z rodzina, mnie przesladuja mysli o przemijaniu, chorobach, smierci. W nocy mam koszmary. Ogolnie czuje sie strasznie zestresowana i spanikowana. Tak, spanikowana, to chyba odpowiednie slowo, mimo, ze nie potrafie nawet dobrze okreslic czego sie boje. A! Boje sie, ze to poczatek jakiejs depresji lub nerwicy. Co do ktorej nie mam nawet za bardzo powodu... A do okresu zostal mi (od dzis) tydzien, wiec w Swieta to raczej PMS (jeszcze) nie byl. Nawet na hormony nie ma jak zwalic... :(

Wisienka na torcie byly swiateczne rozmowy na skypie z siorka. Moja mamuska odwalila jej na Swieta taki numer, ze biedula opowiadajac mi o tym, az sie poplakala... Nie bede sie tu wdawac w szczegoly, bo czasem az mi wstyd, ze jestem spokrewniona z taka osoba... Jak ja sie ciesze, ze mieszkam caly ocean od niej!!! Oczywiscie kiedy rozmawialam z nia w II dzien Swiat, usilowala odwrocic kota ogonem i zrobic z siebie ofiare. To jej stala zagrywka, ale sorry Batory, nie ze mna te numery, za dlugo juz ja znam...

Same wiec widzicie... Kolorowo nie bylo. Wszystko to jednak byloby do przelkniecia lub zbycia wzruszeniem ramion, tylko z jakiegos powodu zbieglo sie to z moja kiepska kondycja psychiczna...

Mimo calej mojej grudniowej niecheci do Swiat (bo tak naprawde caly miesiac myslalam o nich z niechecia) postanowilam wycisnac z nich jak najwiecej. I udalo mi sie wylapac jakies mile chwile, chociaz to raptem "skrawki". Ale ogrzewaja nieco serce... Zreszta, czytajac blogi widze, ze nie jestem w tym roku odosobniona. Czasem mam wrazenie, ze rzeczywiscie cos wisi w powietrzu. To juz nie pierwszy raz kiedy wiekszosc blogow wspolnie narzeka i poplakuje na klawiature...

No a co z tymi bardziej sympatycznymi chwilami, zapytacie?

Zaraz, zaraz, gdzez to ja Was zostawilam...

Aha, w poniedzialek, z Bibusiowa jelitowka! :)

No coz, po poniedzialkowym poscie (blogowym, nie kulinarnym), mialysmy z Bi jeszcze jedna akcje "rzygankowa", ktora skonczyla sie kompletna zmiana garderoby, a takze praniem koca, poszewki, poduszki oraz dwoch pokrowcow z poduch nowego naroznika. Nie macie pojecia jak ja sobie gratuluje kupna naroznika, ktory mozna "wyprac"!!! :)

Tak jak jednak przypuszczalam, we wtorek Bi zachowywala sie juz jakby w zyciu nie chorowala. Domagala sie tez zawziecie "czekoladki", a ze staralam sie potrzymac ja na diecie, wiec przez wiekszosc dnia sluchalam jekow jaka to ona nieszczesliwa, a matka wredna... W dodatku Nika tez zatrzymalam w domu, wiec mialam dwojke brykajacych Potworow na glowie oraz deszcz za oknem, wiec nawet na dwor nie dalo sie ich wyprowadzic...

Ale zaraz, mialo byc o tych "milych" chwilach...

Eeee... W poniedzialek wieczorem, przewidujac taki obrot rzeczy, przygotowalam ciasto na pierniki. Juz przy przygotowaniu wydalo mi sie podejrzanie plynne, ale wstawilam garnek do lodowki i poszlam spac. Nastepnego dnia przystapilam do walkowania i wykrawania piernikow i sie zalamalam! W przepisie napisane bylo, ze ciasto moze sie lepic. Moze? MOZE??? Moje przyklejalo sie do dloni tak, ze musialam nia porzadnie strzepnac, zeby choc czesc sie oderwala. W przepisie napisano rowniez, zeby maki podsypywac tylko tyle, zeby ciasto dalo sie rozwalkowac. Ku*wa!!! Wysypalam dobre pol kilo, a po rozwalkowaniu i wycieciu ksztaltow, okazalo sie, ze ciasto make spod spodu praktycznie "wchlonelo" i przykleilo sie tak, ze przy probach przeniesienia ciastek na blaszke, kompletnie sie rozwalily! Oj, polecialo w strone biednych piernikow sporo przeklenstw! Koniec koncow musialam dodac 3x tyle maki co w przepisie, zeby cokolwiek dalo sie z tym cholernym ciastem zrobic. A korzystalam ze strony Moje Wypieki, polecanej na kilku blogach. Nie wiem skad taka porazka. Z Martusia W. doszlysmy do wniosku, ze to moze byc wina maki. W kazdym razie pierniki wyszly beznadziejne.



Niemal pozbawione tego cudownego, korzennego zapachu i w smaku tez nie powalajace. :/ Ale w zasadzie upieklam je glownie po to zeby dzieci mialy troche zabawy dekorujac je. Pamietam jednak, ze zeszloroczne zniknely z talerza i choinki ekspresowo, a w tym leza (i wisza) i nie ma na nie chetnych. ;)

Potworki jednak przystapily z zapalem do malowania.



Nie dajcie sie zwiesc wyrazowi skupienia na tej malej buzce. Nikowi cierpliwosci starczylo na "az" jeden piernik. :D



Bi za to jak sie dorwala, to udekorowala cala reszte.


No dobra, przy niektorych matka nieco pomogla, ale Bi naprawde wykonala lwia czesc pracy. :)

Kilkakrotnie zdazylam ponarzekac na blogu na to, ze pracowalam az do srody wlacznie. Okazalo sie jednak, ze zadzialalo to na moja korzysc. Wiedzac, ze nie mam nawet jednego calego dnia, kiedy moge zniknac miedzy garami a odkurzaniem, musialam spiac dupke i zorganizowac sie nieco lepiej. I tak, bigos robilam od soboty, po troszku kazdego dnia, az do wtorku. We wtorek upieklam sernik (a wczesniej te potworne pierniki), w srode po pracy machnelam makowiec, kutie oraz salatke sledziowa, a na Wigilie zostala mi jeszcze jedna salatka, sprzatanie oraz szybki prysznic. Barszcz oraz rybke w sosie cytrynowym robil M. W ten sposob wiekszosc przygotowac poszla calkiem sprawnie i bez stresu. Pomoglo tez, ze jak widzicie, nasze menu bylo raczej skromne. Ciotka M. przyniosla jeszcze pierogi, rybke oraz salatke. I to wszystko, chociaz na 7 osob (w tym dwoje dzieci, ktore z wigilijnych przysmakow zjadly tylko barszczu) bylo tego az nadto. W lodowce zaczelo sie poluzniac dopiero wczoraj. W mojej talii nie poluzuje sie jeszcze dlugo. :D

A stres wigilijny dogonil mnie, a jakze. Juz po poludniu, kiedy zblizala sie 16, goscie mieli przyjechac na 17, a ja nie moglam sie dowolac meza, ktory grzebal przy aucie (no gdziezby indziej...). Tymczasem chcialam juz nakrywac do stolu, ktory to maz musial mi rozlozyc, bo sama nie dam rady. Nie mowiac juz o tym, ze nadal nawet nie zaczal brac sie za ta cholerna rybe... Koniec koncow okazalo sie, ze M. mial nosa, bo chociaz moj tato zjawil sie punktualnie, to ciotka M. zajechala prawie o 18, a i tak czekalismy na nia z wieczerza. Moj pospiech byl wiec zupelnie niepotrzebny...

Co poza tym zapamietalam z przygotowan? Sledzie! Dziewczyny, nie macie pojecia jak mi sie chcialo sledzi!!! I dalej chce! Nawet piszac to zaczyna mi cieknac slinka! ;) Wsciekla bylam na sama siebie, bo cos mi sie pomylilo w obliczeniach i Matjasow kupilam na styk. A kiedy kroilam je do salatek, mialam ochote sama pozrec ze 3 opakowania. ;) Taka mialam "chcice" na te rybki, ze zupelnie ignorujac preferencje reszty rodziny, zrobilam dwie salatki sledziowe. I pochlonelam niemal cale sama. Nabawilam sie permanentnego wzdecia i odbijalo mi sie tymi sledziami caly weekend. Ale warto pocierpiec, bo pyszne byly. W najblizszy weekend w polskim sklepie robie zaopatrzenie na matjasy, machne sobie znow salatke i bede ja jadla sama przez tydzien, a co! :D

Poza tym otwieranie prezentow z Bi to gwarantowana dawka dobrego humoru. W tym roku ponownie zrobilismy numer z podlozeniem prezentow pod choinke, podczas kiedy ja krazylam z Potworkami przed domem wypatrujac Mikolaja. Smiac mi sie chcialo, kiedy na niebie pojawily sie migajace punkciki sygnalizujace samolot, ale Bi oswiadczyla, ze to napewno sanie Mikolaja i zaczela skakac ze szczescia. Tego skakania bylo zreszta duzo wiecej. ;)

W kazdym razie w koncu M. zawolal nas do srodka, oswiadczajac, ze Mikolaj juz byl, ale sie bardzo spieszyl i nie mogl na nas zaczekac. Potem tata czytal imiona odbiorcow, a dzieciaki rozdawaly wszystkim paczuszki i torebki.



Jak widac, Bi ledwie mogla opanowac ciekawosc. A ekscytacja na widok kazdej paczuszki (nawet nie swojej) nie miala granic. ;)



Moje starsze dziecko odpakowalo wlasne prezenty, pomoglo je rozwinac bratu, po czym chodzilo od osoby do osoby nudzac, zeby ci sztywni dorosli tez odpakowali swoje paczki. ;)

Tegoroczne Swieta niewatpliwie sponsorowala Kraina Lodu. Bi dostala plecak z Elsa i Anna, spiwor (taki biwakowy; czyzby to niema sugestia wakacji z Potworami?) oraz suknie Elsy, o ktora dusila mnie juz od dluzszego czasu.



 Ten tren okazal sie zmora. Juz w Wigilie Bi na niego nadepnela, poslizgnela sie i poleciala jak dluga do tylu, na glowe... :/

Zeby nie bylo wojny, Nik tez dostal stroj do przebrania:



Od Swiat nie mamy wiec w domu Bi oraz Nika, tylko krolowa Else oraz Strazaka Sama. ;)

Z prezentow dla dzieci jestem bardzo zadowolona. Dostaly tylko po jednej, zawalajacej miejsce zabawce. Natomiast NIE jestem zadowolona z ilosci slodyczy, ktora znalazla sie w ich paczkach. Ale to nic. Wszystko juz zostalo skonfiskowane i schowane gleboko w szafie. Nie mniej zastanawia mnie to zamilowanie dalszej rodziny do obdarowywania dzieci lakociami. Zabawki to za malo? :/

Dla matki rowniez Mikolaj okazal sie hojny. Nie dosc, ze dostala perfumy, o ktore prosila, to jeszcze w bonusie flakonik innych. I o dziwo, flakonik "trafiony", bo wiecie jak to bywa z gustami. ;) Poza tym, w II dzien Swiat, ktorego tutaj nie ma, malzonek uparl sie, ze kupi mi nowego laptoka. Po dlugiej konsultacji z kolega - informatykiem oraz mna sama (gdzie przewracal oczami, bo "baba" to musi miec ladne i zgrabne, zamiast szybkie i nowoczesne :D) pojechal i przywiozl mi nowe cacko. Po czym... musial jechac znow je wymienic, bo po wlaczeniu okazalo sie, ze laptok ma uszkodzony ekran. Ale juz nowy kompek wydaje sie dzialac bez zarzutu. ;)

Poza tym, w sobote zrobilam zdjecie ekranu z pogoda na ten tydzien. Widzicie wtorek, czyli jutro? Mamy szanse na pierwszy w tym sezonie snieg. ;)


A na koniec wiadomosc miesiaca (ktora znam od 2 tygodni, ale zapomnialam sie podzielic): ZDALAM moj egzamin! Juhuuu!!!!

35 komentarzy:

  1. Gratuluje zdania egzaminu!!! Brawo zdolna bestia. Ja nie czulam Swiat rok temu, w tym roku byly bardzo udane.
    Pierniczki wcale nie wygladaja nieapetycznie, a na gosci to chyba bym sie obrazila... nie znosze spoznialskich (ok, 15 min przelkne, ale nie dluzej).
    Pozdrawiam Was cieplo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nienawidze spoznialstwa, ale ciotka M. jest niereformowalna, a poniewaz to jego jedyna "rodzina" tutaj, wiec nalega na zapraszanie jej na kazde Swieto... :/

      Pierniki z wygladu jeszcze sie jakos wybronia, ale w smaku sa zupelnie bezjajowe. ;)

      Usuń
  2. Super ze egzamin zaliczony A święta no cóż, mają swoje wady i zalety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z egzaminem wielkie uff... A Swieta? Czasem trzeba po prostu przez nie przebrnac i juz. ;)

      Usuń
  3. a ja przeczytałam na szybko, a na dokładnie przeczytam wieczorem;) egzaminu gratuluję, ja rozładowałam (niestety) emocję wielką kłótnią z P w samą wigilię:( ale moze dzieki temu w swieta już mnie nic nie drażniło, Stroje dzieciaków piękne, zwłazzcza Elsa, ja pamiętam Wasz śnieg z poprzedniej zimy i naprawdę Ci sie za tym tęskni?! podziwiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zazwyczaj w przedswiatecznej goraczce zaliczamy przynajmniej jedna, ostra wymiane zdan. W tym roku skonczylo sie na kilku drobniejszych spieciach. ;)

      Wiesz, nawet zaczelo mi sie za sniegiem cknic. ;) Teraz jest tak buro, brzydko i ponuro...

      Usuń
  4. O, no widzisz- szkoda, że nie zgadałyśmy się o naszej śledziowej chcicy w mailach :) bo ja też ją miałam. Tylko zła jestem, bo chwyciła mnie jakieś 10dni przed świętami (i wiesz co ja wtedy pomyślałam???) i jej uległam. Nażarłam się przed świętami śledzi pod każdą postacią. No i kiedy przyszły święta, wraz ze śledziami, sałatkami śledziowymi... mój apetyt na nie już mi przeszedł. My powoli, powoli zbliżamy się do podobnej "fazy" na Krainę Lodu :)
    Kurczę, sama nie wiem, co jest z tymi świętami... I tak sobie myślę, że będąc dziećmi mamy tych swoich dorosłych, którzy zazwyczaj dbają o tą magię. No powiedz sama- czy mając 4-5-7-9lat martwił Cię zakalec w serniku? Albo to, że ktoś się spóźnia? Rozplanowywałaś prace przedświąteczne? A kiedy same jesteśmy dorosłe i nie wszystko idzie zgodnie z planem, a do tego dojdą jakieś inne bolączki, smuteczki, to w sumie łatwo chyba stracić ten świąteczny zapał, magię...
    Ja w tym roku robiłam pierniczki z Kwestii Smaku i też nie byłam zadowolona. A co do mąki, to jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym dała jej tyle, ile było w przepisie. Zawsze do pierników muszę dosypywać- czasem mniej, czasem więcej, ale zawsze to robię. Podobnie z drożdżowym, tam też cuda z mąką mi się dzieją.

    Tak, słodycze w prezencie. W tym roku wywalczyłam w końcu ich brak. I uwaga, uwaga- udało się. Przy Elizie to tam luz, Ona jest "niesłodyczowa", ale Lila??? Rozumiesz, co się co roku działo.

    Ten strój Bi przepiękny! Przypuszczam, że na bal karnawałowy też będę musiała taki nabyć, ale bez trenu :)

    Jeszcze raz gratuluję egzaminu :*
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyslam sie, co sobie pomyslalas. ;) Ja myslalam to samo o sobie, ale okazalo sie, ze to zwykle sledziowe lakomstwo. Musze je chyba robic czesciej niz raz do roku. ;)
      Masz racje. Kiedy czlowiek byl dzieckiem, patrzyl tylko na magie tego czasu. Gdzies tam w pamieci mam moja matke przeklinajaca nad iloscia roboty z ryba po grecku. Ale samej mi to zwisalo. Ja widzialam tylko choinke, koledy oraz Mikolaja. A teraz sama mam huk roboty i w dodatku chcialabym, zeby wszystko bylo idealnie, wiec nieuchronnie zamiast sie cieszyc drobiazgami, to sie nimi stresuje. :)
      Moje Potwory za slodycze dalyby sie pokroic, tak jak Lilcia. I niby wszyscy przepraszaja, ze oni wiedza, ze dzieciom slodycze nie sluza, ale i tak je rozdaja, bo przeciez Swieta, okazja, itd. :/

      Usuń
  5. To ja zacznę od końca . Gratuluję zdanego egzaminu !!! Super , że go zdałaś ! A wiemy , ze nie było łatwo wiec tym bardziej gratuluję !
    Na mojej głowie w tym roku były tylko ciasta ( osiem ) a i tak nie mogłam sie z niczym wyrobić . W wigilię wstałam o czwartej zeby ogarnac siebie i dom po nocnym pieczeniu . A z piernikami poszłam na łatwiznę - upiekłam je tydzień wcześniej z ciasta kupionego w ikei ...
    Ale jaka magia świąt - takie pierniki ...
    I cóż by jeszcze dodać - dobrze , że juz po ...
    A Mamusia ... Temat rzeka . Odwracanie kota ogonem , teksty ...znam z autopsji . Bez komentarza .
    I oby następny rok był bardziej optymistyczny . Z przyjemnością pożegnam ten stary . Nowy powitam z lękiem ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiem??? Ech, szacun Moja Droga :*
      Natomiast, mega podoba mi się sformułowanie "...jaka magia świąt-takie piekarniki". No coś w tym k... jest. A do radosnego machania rączką w geście "papa" staremu rokowi dołączam się bardzo optymistycznie. I lęk też czuję przed kolejnym. Pewnie z innych powodów, ale staję u jego progu z wielką nie wiadomą "co dalej"...
      Ściskam Was Dziewczyny.

      Usuń
    2. Przylaczam sie dziewczyny do entuzjastycznego machania 2015 na pozegnanie. Niech spada na drzewo. ;) A 2016, podobnie jak Ty Anetko, troche sie obawiam...
      Matko, dziewczyno, OSIEM ciast?! Ja upieklam dwa i mialam po dziurki w nosie odmierzania, wsypywania i czekania az sie wymiesza (mam mixer stojacy, wiec chociaz nie musze reki nadwyrezac :D). A w ogole w swiatecznym pichceniu najgorsze jest zmywanie! Ja mam niby zmywarke, ale mam tez malo szafek, a co za tym idzie niewiele misek, pojemnikow, itd. Wiekszosc z nich musialam wiec bez przerwy na biezaco myc i po kilku dniach rece tak mnie swedzialy, ze mialam je ochote drapac do krwi... :/
      A o gotowym ciescie na pierniki musze pomyslec w przyszlym roku. Moze choc raz nie bede sie wpieniac? ;)

      Usuń
  6. Gratuluję zdanego egzaminu. Jesteś wielka. I fajnie, że masz go już z głowy.
    Z piernikami, jak widać nie jesteś odosobniona. My chcieliśmy w zdrowszej wersji i zdrowo się powkurzaliśmy. Całe pudło stoi. Zejdą pewnie, jak już innych słodkości w domu nie będzie.
    Moja Mamusia z kolei co innego mówi mnie, co innego siostrze. Przede mną broni osoby, która podniosła mi ciśnienie w Wigilię. Przed siostrą krytykuje. I zrozum kobietę.
    Ależ radość z prezentów. Szkoda, że taka spontaniczność mija z wiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Bi biedna chodzila od osoby do osoby blagajac wrecz, zeby kazdy zobaczyl co dostal. ;)
      Moja matka to temat rzeka... Staram sie nie utrzymywac z nia zbyt zazylych kontaktow, bo to zawsze odbija sie na mojej kondycji psychicznej. Ale ona zawsze bronila i nadal broni obcych, w kazdej sytuacji. Dla kazdego ma wytlumaczenie. Tylko ja, siostra oraz nasz tata jestesmy najgorsi. Zawsze jest nami rozczarowana i zawsze sie za nas wstydzi, wedlug wlasnego widzimisie oczywiscie. :/

      Niestety, w tym roku pierniczki to porazka na calej lini. Te z zeszlego roku, chociaz przy wykrawaniu robily takie same numery, to chociaz smaczne byly... ;)

      Usuń
  7. a ja wiedziałam, że znasz :D niemniej jednak serdeczne gratulacje!! :-)
    Nam pierniki wyszły, ale i tak nie ma chętnych do ich jedzenia, no poza mną i Kubą :D
    Pięknych masz przebierańców :-) Elsa jak malowana, a i Sam niczego sobie!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Bi oszalala po prostu na punkcie Krainy Lodu. Kaze sobie czesac warkocza i nie da nawet podciac wlosow, bo chce miec takie jak Elsa. ;)
      Ku mojemu zdumieniu, pierniki zaczal z choinki podkradac Nik. ;)
      Widze, ze wszystkie tu we mnie wierzylyscie, tylko mnie samej tej wiary zabraklo. :)

      Usuń
  8. Stroje piękne,fajny pomysł na prezent! Moja chrzesniaczka ma taka sama sukienkę Elsy, bo też jest fanką tej bajkki i wszystko, co z Kraina lodu związane to zbiera ;)

    Gratuluje egzaminu i oby przyszłe Święta były lepsze! ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby! :)
      Pomysl na prezent podsunela mi sama Bi, proszac o sukienke Elsy. Zasugerowalam wiec, ze jak bedzie grzeczna, to moze przyniesie ja Mikolaj. ;) Pomyslalam, ze to fajna alternatywa dla kolejnych, walajacych sie po wszystkich katach zabawek. :)

      Usuń
  9. Przede wszystkim gratuluje zdania egzaminu !A tak sie martwilas :) Tez zauwazylam,ze duzo blogowiczow w tym roku na te swieta narzeka. Szkoda troche bo to jednak specjalny czas, ale na niektore sprawy nie ma sie jednak wplywu, z tymi piernikami to przypomnij mi pozniej to podziele sie z Toba sprawdzonym i naprawde zawsze wychodzacym przepisem :) A z rodzina to wiesz-tylko na zdjeciu sie dobrze wychodzi podobmno. Ja sie czasem tez ciesze,ze mam taki kawal do domu ,chociaz akurat w swieta troche samotni jestesmy. Tacy sami,samiutency,samotni... Pozdrawiam poswiatecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po niemal kazdej rozmowie z mamusia stwierdzam, ze wyprowadzka do Stanow, to byl genialny pomysl. ;)
      Bardzo chetnie wezme od Ciebie przepis na pierniczki! Dotychczas sprobowalam 3 roznych i kazdy byl do kitu! :/
      Wlasnie, w tym roku na blogach odbyla sie istna antyswiateczna kampania. ;)

      Usuń
  10. Agata- super!! gratuluje, choc powiem Ci, ze bylam pewna, ze to machniesz z palcem w ...nosie :)
    Potworki SLICZNE!! Pierniczki rowniez- wygladaja bardzo apetycznie!
    mam nadzieje, ze w Nowy Rok wejdziecie juz zdrowi i jelitowki i inne dziadostwa odejda w zapomnienie!! A te sledzie....?? Hmmm,taka extra zachcianka??? ;)
    Usciski za ocean :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje sie, ze to tylko taka tam zachcianka, te sledzie, bo mialam juz rozne mysli. ;)
      Pierniczki obronily sie troche wygladem, ale musisz uwierzyc mi na slowo, ze smakuja byle jak. W dodatku nie lubie tego lukru, ktory uzywaly Potworki, ale czego sie nie robi, zeby mialy troche frajdy. ;)
      Z palcem w... nosie to nie bylo, ale nadal czekam na maila z oficjalnym rozlozeniem punktow. Ciekawa jestem, ktora czesc najmocniej spieprzylam. ;)

      Usuń
  11. Gratuluje zdanego egzaminu!!!! Jak wiesz, u mnie święta też najfajniejsze nie były :( Życzę zdrowka i pomyślności na Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, w tym roku to jakas epidemia... :/

      Usuń
  12. Wiedziałam, że zdasz :P Jestem z Ciebie dumna :*

    Przykro mi tylko, że ten świąteczny czas nie byl dla Ciebie: spokojny, radosny, wesoły... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Kochana!

      W sumie spokojny (dosyc) byl, byl tez wesoly, bo przy Bi oraz Niku inaczej sie nie da. ;) Tylko z ta czysta radoscia bylo kruchutko... :/

      Usuń
  13. Gratuluje egzaminu!!

    Smutne jak brakuje tej wyjatkowej magii w swieta, znam to uczucie. Mysle ze u Ciebie zadzialala wlasnie ta kumulacja plus smutne wydarzenie listopadowe.. zycze Ci abys z czasem odnalazla znowu ta swiateczna radosc :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! ;)

      Mam ogromna nadzieje, ze nastepne Swieta beda juz inne, ale tak naprawde to niezalezne ode mnie... Czas pokaze...

      Usuń
  14. Gratuluję :)
    A te święta to dopadł normalnie jakiś wirus upierdliwy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokladnie takie same wrazenie! :D

      Usuń
  15. Mało co a bym przegapiła, że zdałaś egzamin :) Święta i po świętach, może to i dobrze. Mnie w tym roku zmęczyły nerwowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie caly grudzien wymeczyl. Ciesze sie, ze juz styczen. ;)

      Ja sama przegapilam fakt, ze mialam sie pochwalic na blogu jak zdam! Dobrze, ze Marta W. mi przypomniala! :D

      Usuń
  16. Nas między Świętami dopładla jelitówka, ale było fajnie :) Gratuluję zdania egazminu, a ten smak na śledzie to jakiś mi podejrzany jest.... może Twoje marzenie spełni się szybciej niż myślisz? Ściskam mocno, mam nadzieję, że za jakiś czas bedziesz to wszystko wspominała jako taotalną komedię omyłek i wywola to wszystko choć cień uśmiechu :) Trzymajcie się ciepło, u nas dziś mróz i wiatr, ale nie ma śniegu :(
    Ps. Moja strasza (5 lat) też dostała stórj Elsy i jest w nim zakochana - ehh te dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lo matko, wspolczuje! Nas dopadla idealnie (jesli to w ogole mozliwe przy jelitowce), bo tydzien - dwa przed Swietami. Do Bozego narodzenia zdazylismy wszyscy wydobrzec. ;)
      Tez mialam podobne mysli co do tych sledzi, ale wizyta u gina (niezwiazana z moimi "chcicami :D) niestety wykluczyla taka opcje. :(

      Usuń
  17. Ja coraz częściej dochodzę do wniosku, że jak mamy takie dni, że wszystko nas denerwuje, męczy i same nie wiemy o co chodzi, to znak że jesteśmy przemęczone. Tu może tego nie czujemy, ale organizm ma dość...

    Gratuluję zdania egzaminu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To calkiem mozliwe. Caly grudzien bylam zabiegana, zestresowana i w koncu juz na nic nie mialam ochoty. Chyba dlatego az tak ucieszyl mnie "kanapowy" Sylwester! :D

      Usuń