czwartek, 11 czerwca 2015

Kokusiowe 2 i pol roku

Mialam stworzyc sentymentalnego, lzawego do zerzygania posta podsumowujacego kolejne polrocze z zycia mego syna. Nie wiem jednak co mi z tego wyjdzie, bowiem chwilowo jestem w kolejnym juz, macierzynskim dolku, wywolanym dziecieca jelitowka, czy ch*j jeden wie co to jest (bowiem nie zapadl na nia NIKT, oprocz Potworkow), piecioma dniami wycierania obfajdanych tylkow, wstawiania kolejnych pran obs*anej odziezy i spedzeniem z marudna dziatwa dwoch dni w domowych pieleszach...

Krotko mowiac sympatycznie jest, okreslajac to duza dawka ironii...

No. To teraz o Niku. Ktory wlasnie skonczyl 2.5 roku. DWA i POL. Teraz z kazdym dniem juz blizej niz dalej do trzecich urodzin... Uwierzycie? Bo ja nie moge. Jak dla mnie on dopiero przyszedl na swiat. A jednoczesnie mam wrazenie, ze jest z nami od zawsze. Nie mam pojecia kiedy z pulchnego, wiecznie usmiechnietego niemowlaka stal sie chlopczykiem...

Dal mi on popalic przez ostatnie 1.5 tygodnia, oj dal! Parokrotnie z trudem powstrzymywalam sie, zeby mu nie strzelic porzadnego klapsa. Za to jape rozdarlam i to porzadnie dobrych kilka razy. Do pozostalosci przeziebienia, dolaczyla bowiem Nikowi wypychajaca sie piatka (ale o tym juz pisalam), ktora wyszla juz do polowy, ale troche jej jeszcze zostalo oraz ta pseudo-jelitowka. Po 4 dniach biegunki dolaczyl potwornie odparzony tylek i Nik stal sie jedna, marudna kupka nieszczescia. W rezultacie chlopaka wrecz nosilo. Bi na chorobe reaguje glownie sennoscia, za to Nik odstawia ryczaco-smarkajaco-marudzace cyrki. Wymuszanie rykiem ma opanowane do perfekcji, ale zazwyczaj da sie z nim nieco ponegocjowac. Nie podczas choroby czy zabkowania. A jak jeszcze mu sie obie rzeczy skumuluja, to kryj sie kto moze... W zasadzie przez 3 dni pod rzad slyszalam ciagle wycie, bo on chce czekoladke (ktorej wiadomo - nie moze), albo kawe inke (ktorej tez nie moze, ze wzgledu na dodatek mleka, a bez niego mu nie smakuje), chce na raczki, albo muuusi ogladac jedna, nudna jak flaki z olejem bajke. No powiedzcie, ile mozna sie przygladac jak jeden pojazd za drugim przejezdza przez myjnie?! Nawet Bi tego nie wytrzymuje i blaga, zeby wlaczyc cos innego, za to Nik tak ryczy az sie zanosi. I wez mu nie wlacz...

Pogoda sie w koncu poprawila, ale chore Potworki nie mialy nawet ochoty za bardzo bawic sie na dworze. Wychodzily, po czym siadaly na tarasie i po 15 minutach jeczaly, zeby wracac do domu...

Ale znow odbijam od brzegu. Mialo byc w koncu o Niku...

Dwu-i-pol-letniego Kokusia mozna okreslic jednym slowem: gadula. Wielokrotnie juz o tym pisalam, ale to jest naprawde niemozliwie wygadane dziecko. Nawija calymi dniami i niejednokrotnie w nocy. Dyskutuje, kloci sie i pyskuje, tak jak ostatnio, kiedy obrazony oswiadczyl matce: "Idz sobie! Nie pociebujem cie!".
No pieknie... ;)

Jak przystalo na chlopca, Nik uwielbia wszelkie pojazdy. W porownaniu jednak z grudniem, kiedy konczyl 2 lata i kochal traktory, teraz ukochanymi sa pociagi. Glownie te z "Tomka", ale innymi Nik tez nie pogardzi. Jest ciuchcia, jest pelnia szczescia. Wypad do muzeum pociagow jest jak najbardziej pozadany, ale to juz raczej po urlopie...

Jakos ostatnio Nikowi przeszla faza nasladowania siostry. Juz nie ma ryku, ze on tez chce siukienke, ani przebierania sie w Bibusiowy stroj ksiezniczki. Ale histeria o gumki do wlosow jest. Tyle, ze Nik zaakceptowal fakt, ze z jego szczecinki nie ma jak uczesac kucyka, wiec prosi zeby nakladac mu frotke na... ucho! :D

Milosc do koloru niebieskiego trwa i nie wiem czy kiedys przejdzie. Jeszcze przed choroba Potworkow, obiecywalismy im z M., ze jak pogoda sie poprawi, zabierzamy ich na lody. Po czym wymienialismy ulubione smaki. Dolaczyla Bi, zwierzajac sie, ze jej ulubiony to: "Truskawkowy, albo jagodowy, albo gruszkowy, albo malinowy", itd. Slowem, kazdy owocowy. ;) A na pytanie do Nika, jaki on lubi smak, Mlodszy odpowiedzial bez wahania: "Niebieski!". Niebieski? Aaa, to pewnie jagodowy! "Nie jagodowy! Niebieski!".
I gadaj tu z nim... ;)
Podobnie, wlasnie dzisiejszego ranka Potworki wpadly do sypialni i skaczac mi po brzuchu, opowiadaly, ze sie umyly. Bi dodala, ze popsikala sie perfumikiem. Truskawkowym! Co na to Nik? "A ja niebieskim!". :D

Poza swoim ostatnio dosc ciezkim, zbuntowanym charakterem, Nik miewa chwile dobroci dla zwierzat, aaa... znaczy sie matki. Oraz ojca. Czasami siostry... Przedwczoraj wlasnie, mimo, ze byl to dzien, ktory najchetniej wymazalabym z pamieci i kalendarza, Nik mial rano przyplyw czulosci. Wstajac z podlogi po zmianie pieluchy, znienacka objal mnie za szyje i wymamrotal slowa, na ktore czekalam od 4 lat: "Kocham mamusie!". Czekalam na nie od narodzin Bi, ale to moj dwu-i-pol-letni syn wypowiedzial je jako pierwszy. Bi jest na to zbyt malo wylewna. :)

Odpukac w niemalowane, przestaje byc takim wybredniakiem. A raczej, po miesiacach "zamkniecia" na nowosci, znow chetnie probuje wszystkiego co znajduje sie na jego talerzu. Oczywiscie czesto zdarza sie, ze posmakowane danie zostaje wyplute z niesmakiem, ale czesciej jednak okazuje sie, ze jest zjadliwe. I tak Kokus polubil prawie wszystkie zupy, prosi zeby mu wylapywac z nich marchewki i z duma oznajmia, ze on lubi waziwa. :) Jest jednak zdecydowanie miesozerca. Schabowy, mielone, klopsiki i gulasz - to jego faworyci. Nie przepada niestety za nalesnikami, pierogami czy wiekszoscia plackow (niestety, bo to ulubione dania Bi i wez tu ugotuj obiad, ktory wszystkim podpasuje!). Wyjatkiem sa tu placuszki twarogowo - waniliowe, ktore oba Potworki palaszuja az im sie uszy trzesa.

Samodzielnosc mojego syna niestety lezy i kwiczy. Jeszcze rok temu zawziecie probowal nauczyc sie samodzielnego jedzenia i idzie mu naprawde niezle, ale... No wlasnie, od jakiegos czasu domaga sie, zeby go karmic. Czy potrzeba uzyc lyzeczki czy widelca, oba sztucce spotykaja sie z taka sama niechecia. Nawet kiedy do jedzenia wystarcza raczki, Niko jeczy, zeby ktos go pokarmil...
Sztuki samodzielnego ubierania czy rozbierania Nik nadal nawet nie probuje osiagnac. Czasem udaje mu sie sciagnac jedna skarpetke. Na druga zazwyczaj braknie cierpliwosci i samozaparcia... Przygotowujac sie na odpieluchowywanie delikwenta, probowalismy nauczyc go chociaz samodzielnego sciagania portek i gaci. Taaa... Raczki Kokusia nie wspolpracuja, a ramionka uparcie nie dosiegaja do tylu wystarczajaco, zeby zdjac spodnie z tylka... :/

No wlasnie. Odpieluchowanie. Odsuniete w czasie z powodu niezytu zoladka. Nie wiem czy wystarczy nam na nie cierpliwosci... Mlodszy nie tylko bowiem nie potrafi sam sie rozebrac. Od jakiegos czasu nie informuje nas tez, ze ma "ladunek" w pampersie. A kiedys robil to za kazdym razem i myslelismy, ze to ladny wstep do rozpoznawania wlasnych czynnosci fizjologicznych... Na dodatek potrafi sie zalatwic tak cichcem i niepostrzezenie, ze nie sposob go przylapac! A na stwierdzenie: "Masz kupe!", wlasciciel smrodku reguje dzikim protestem i czesto proba ucieczki. Taaak, marnie to widze... ;)

A na koniec, kiedys niemal kazde miesieczne podsumowanie konczylo sie aktualnym stanem uzebienia. Potem na dluuugi czas byl przestoj, ale poniewaz wlasnie ruszyly sie Nikowe piatki, warto zaznaczyc, ze aktualna liczba zebiskow to 16 i POL zeba. ;) Czekamy na ostatnie 3.5 i bedzie spokoj na jakies trzy lata. :)

Zdjecie sprzed miesiaca (i nie pamietam czy juz go nie wrzucalam na bloga...), ale nie mam jakos nowszej, porzadnej foty samego Nika...


(Dwu-i-pol-latek w swoim zywiole :D)

24 komentarze:

  1. Kochana - życzę Wam zatem, a zwłaszcza Tobie - cudownego czasu z Synkiem :) Niech pokaże, jaki potrafi być fajny chłop z niego!
    Niechby choć na pół roku - do 3 urodzin ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem jaki on ma potencjal na fajnego chlopczyka - dlatego podwojnie wkurza mnie, ze teraz tak daje popalic. I chociaz wiem, ze to minie, to ciezko przetrzymac ten bunt i histerie...
      I nie, mam nadzieje, ze jak juz bunt dwulatka w koncu odejdzie w zapomnienie, to NIE pojawi sie na jego miejsce zaden bunt 3,4-latka! :)

      Usuń
  2. No to zdrówka i spokoju na te połówkowe urodzinki i tych 3,5 brakujących zebów, bo gdy wyjdą będzie tak cudownie :) My już mamy to za sobą uf :)
    Kolejny blog i kolejny jakiś wirus paskudny, ja mam nadzieję, że to po łączach nie przełazi, bo przestanę Was czytać :p Ale tak na serio nie zazdroszczę!
    Trzymajcie się i sto lat, a co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, ja czasem tez mam wrazenie, ze albo te wirusy sa jakies ogolnoswiatowe, albo przenosza sie internetem... Tak samo, na co drugim blogu jakies chorobsko, epidemia czy jak? :)
      Tez mam nadzieje, ze kiedy w koncu brakujace zeby wyjda, to i Nik sie nieco uspokoi, bo bywa bardzo ciezko...

      Usuń
  3. U mnie to samo tylko przez pol bo mam tylko jedno dziecko.Biegunka wymioty plus temperatura ale zwalam na zabki które bardzo nas męczą.
    Co za miłość do niebieskiego! I fajnie, przynajmniej mamyz tego kupę śmiechu :-D
    Jak tak czytam o jego buncie i braku zaradnosci to widzę Riczi za rok dwa..ma właśnie takie zapędy ze wyrośnie na podobną do Twpjego synka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Riczi moze Cie jeszcze zaskoczyc! :) Dziewczynki podobno bardziej garna sie do samodzielnosci i u nas sie to sprawdzilo. Bi w wieku Nika potrafila juz sie rozebrac od pasa w dol i ubieranie tez jej w miare szlo. A Nik ma to gdzies! :)

      Cos jest z tym podzialem na rozowy dla dziewczynek, a niebieski dla chlopcow. My zupelnie go nie wprowadzalismy, a wrecz unikalismy. Tymczasem nasze dzieci niewiadomo skad ulubione kolory wybraly sobie bardzo stereotypowe. :D

      Usuń
  4. Oj faktycznie nie masz lekko z twoimi "Potworkami" ;) Zdrowia dla Nich życzę i duuużo cierpliwości dla Ciebie! Trzymaj się. Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokladnie! Im zdrowia, mnie morze cierpliwosci! :)

      Usuń
  5. No to duzo zdrowka dla Kokusia oraz cierpliwosci i spokoju dla Mamy.
    Kokus to duzy i fajny chlopczyk, tylko wszystko mu sie skumulowalo i daje ostro w kosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie... Taka kumulacja jest fatalna zarowno dla dziecka, jak i rodzica... :/

      Usuń
  6. Jeeeeeny, ja właśnie jestem po nieudanej próbie położenia Lilki na drzemkę, więc gdybym ja teraz usiadła do pisania postu, to opieka społeczna zabrałaby mi dzieci jak nic. I oczywiście- Lilkę teraz roznosi energia, ale ja doskonale wiem, że już po 17 będziemy tu mieli emocjonalną masakrę!!!

    U nas to była typowa jelitóka, ale reszta jak u Ciebie- pranie, pranie i jeszcze raz pranie, marudzenie, i również odłożenie nauki nocnika :( Któreś już z kolei...

    Lila w kwestii samodzielnego jedzenia to leń nie z tej ziemi. To co uwielbia- czyli serki, potrafi jeść sama, a reszta? Zapomnij!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niko nawet jak cos lubi, nie chce tego samodzielnie jesc. :/ Hitem jest, kiedy jeczy, zebym go pokarmila ciasteczkiem! ;)

      U nas tez okazalo sie, ze to byla najzwyczajniejsza jelitowka. Z jednej strony ulga, z drugiej dawno juz nie czulam sie tak wymordowana przez wlasne potomstwo.

      Ja tez ostro nalegam na drzemki i posilki o stalych porach, na co moj maz przewraca oczami. Dla niego wszystko jest proste: nie chca jesc, niech beda glodne, nie chca spac, a niech nie spia. Jakos, nawet po 4 latach nie zalapal, ze niejedzenie i niespanie oznacza histerie nie do opanowania. Jest niereformowalny i wiecznie sie o to sprzeczamy... :/

      Usuń
  7. Moj Mlody ostatnio cos sie nawet zawstydzil, ze zrobil pipi do pieluchy, ale nadal opornie idzie nam odpieluchowanie. No nic, czekam na "ten" moment..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wlasnie dzis zaczelismy i narazie porazka na calej linii. :)

      Usuń
  8. Oj ciężko to nawet czytać, nie chciałabym być w Twojej skórze! Ale uszy do góry, może też spróbuj zakładać na nie gumki, jeśli to poprawia humor :D
    U nas też odpieluchowanie było dwa razy, najpierw Mi sama się podrajcowała, a później choroba i pogoda zmusiły nas do powrotu do pieluch i dopiero po niej mogłyśmy z nich zrezygnować, a wtedy nie było już tak zabawnie i kolorowo.
    Tyle się u nas dzieje, że dopiero teraz miałam czas żeby wrzucić notkę na bloga, nie mówiąc o czytaniu Was. Ale pozdrawiamy ciepło z naszych zakątków internetu i jesteśmy z Tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, ze wrocilyscie dziewczyny! Mam nadzieje, ze teraz juz bedziesz pisac regularnie!

      Ja czekalam czy moze Nik sam wykaze zainteresowanie tematem. W koncu ma w domu odpieluchowana siostre i nawet jego rowiesnik u opiekunki przestal nosic pieluchy... No niestety, tak jak samodzielnosc, tak i nocnikowanie Nik mial w powazaniu... Dzis nadszedl dzien oficjalnego zwiniecia dywanow, nalozenia majtek na maly tylek i jedziemy z koksem. Narazie rezultaty pozostawie bez komentarza. :D

      Usuń
  9. Hanka też skończyła 2.5 roku na tzw. fazię buczenia, jojczenia, jęczenia...jak zwał tak zwał - wydźwięk jest jeden..mamy dośc... o wszystko jęczy...choc mówi bardzo ładnie, ale etap syreny strażackiej bardzo przypadł jej do gustu - gorzej z nami :(...no, ale nic - staramy się jak mozemy ignorowac jej stęki - dając jej do zrozumienia, ze nikt jej nie rozumie, ale jak nam powie o co chodzi - chętnie pomożemy...czasem skutkuje :).
    Z pieluchą jestesmy za Pan brat...choc po jej odstawieniu zaczeły się kłopoty z kupą...przez parę mcy za chiny nie chciała jej robic, ani na kibelek, ani do nocnika, ani w majtki. byłam nawet z nią u pediatry bo jak wiadomo takie wstrzymywanie to nic dobrego...trochę nam pomógł "duphalac" i nawet gdy nie chciała zrobic - jej jelitka robiły swoje...dzięki bogu - tez etap minął, ale stresu co niemiara...takze trzymam kciuki za Nikusia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, wystraszylas mnie z ta kupa... To juz nie pierwszy raz o czyms takim slysze, wiec to chyba dosc powszechny problem. :/ Chociaz dzis oficjalnie rozpoczelismy nocnikowanie i Nik narobil w gacie bez skrepowania. :D
      Nik tak samo. Pieknie mowi, ale woli porozumiewac sie ze swiatem za pomoca ryku i mekolenia... :(

      Usuń
  10. O kurde, jelitowka to samo złooo a u dziecka to już chyba armagedon!! Zdrowiejcie szybko!

    A co do lodów to śpieszę donieść, że (przynajmniej w Polsce) niebieskie to smerfne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam, ze czlowiek u siebie jakos ta jelitowke przetrwa, ale u dzieci to jest jazda bez trzymanki!

      O smerfnych lodach nie slyszalam! :D Ale z naszej lodziarni pamietam, ze jakies niebieskie byly, wiec Nik nie powinien byc rozczarowany. :)

      Usuń
  11. Oj, rośnie Kokuś, rośnie. Czas leci, dzieci dorastają, tylko my młode i piękne :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam nadzieje, ze juz dobrze?? Zdrowko wrocilo??? Lubie Twoje potworkowe opisy- samo zycie, choc to juz Ci pisalam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocilo, kochana, wrocilo! Dziekujemy! :)

      Usuń