poniedziałek, 2 marca 2015

Jestem monotematyczna. Czy ja Was przypadkiem nie zanudzam? ;)

Bo... U nas nadal zimowo. :) Mimo, ze wczoraj oficjalnie rozpoczal sie marzec, a dla mnie marzec zawsze oznaczal poczatek wiosny, to w tym roku jakos jej nie widac... Nie dosc, ze caly weekend trzymal lekki mroz, tak okolo -4 stopni, to jeszcze wczoraj sypnelo kolejne 15 cm sniegu, jakby go malo bylo! Ale za to pieknie poprzykrywal nowa dostawe psich kup i zoltych plam, ktore zdazyly upstrzyc ogrod od ostatniej sniezycy. ;) Tak gwoli scislosci, to staramy sie na biezaco usuwac ten burdel zostawiany przez siersciucha, ale przy takich mrozach jakie ostatnio mielismy, to cholerstwo zamarza ekspresowo oraz przymarza do podloza, a wtedy to trzeba by kilofem odkuwac! Za to jak przyjda roztopy, nie bedzie chyba skrawka trawki bez resztek przemiany psiej materii. ;)

Ale uwaga! W tym tygodniu, w piec dni na siedem mozliwych, temperatura ma byc na plusie! W srode ma dojsc nawet do 8 stopni. Toz to niemal tropiki! :)

A za mna bardzo fajne dwa dni, az zal bylo wracac do pracy! W sobote malzonek opuscil mnie na niemal calutki dzien i mialam czarne wizje, jak wytrzymam tyle czasu sama z tesciami. Planowalam kolejny wypad z Bi na lyzwy, zeby wyrwac sie z domu chociaz na te 2 godzinki, ale okazalo sie, ze niepotrzebnie sama sie nakrecalam. Tescie bowiem cichcem i za naszymi plecami, umowili sie z ciotka M., ze ta zabierze ich na zakupy. Co prawda kochana tesciowa pytala rano uprzejmNie czy ja moze nie czuje sie na silach zostac pare godzin sama z dziecmi. Naprawde, doceniam troske (a moze to mial byc przytyk?), ale ludzie! Tu mowa o moich dzieciach! Nie jakichs obcych, rozwrzeszczanych bachorach (co nie znaczy, ze moje sa grzeczne i cichutkie), tylko moich wlasnych, prywatnych Potworkach, ktore znam od podszewki! :)

Tak wiec tesciowie wybyli z domu z moim blogoslawienstwem (i glosnym westchnieniem ulgi) i nie bylo ich 5 (PIEC!) godzin! Boze, jak cudownie! Spokojnie nakarmilam dzieciory, spokojnie wybylismy na porcje zabawy w sniegu. Przy okazji strwierdzam, ze albo chlopcy sa hmm... specyficzni, albo po prostu dwa latka to jeszcze malo na prawdziwe zabawy w sniegu. Nika bowiem nudzi tarzanie sie w puchu, czy zjezdzanie na tylku z gorki, czyli ulubione szalenstwa Bi. Co robil Nik? To:



Czyli ladowal bryly sniegu na taczke i przewozil je z miejsca na miejsce. Najlepsza miejscowka dla bryl okazal sie szczyt naszego "pagorka" przy tarasie. Niech Was nie zwiedzie ten wesoly usmiech na zdjeciu. Przy podjezdzaniu pod gorke, Niko regularnie gubil ladunek, co oczywiscie konczylo sie atakiem wscieklosci i rzuceniem sie nosem w snieg. Na proby pomocy reaguje jeszcze wieksza wscieklizna, wiec tego... ;)

Zabawy na sniegu, Potwory wynagrodzily matce po stokroc, choc nieswiadomie. Jak? Usypianie Nika przebieglo dosc burzliwie, bo ostatnio straszliwie protestuje przed drzemka. W koncu jednak padl, a tu niespodzianka! W miedzyczasie usnela takze Bi, ktorej zdarza sie to juz niezmiernie rzadko. Usnela co prawda w moim lozku i na mojej stronie, co wywolalo lekki niepokoj, bo a nuz sie posika? Stwierdzilam jednak, ze warto zaryzykowac i w ten sposob zyskalam niemal 2 godzinki dla siebie! Jejku jej! Nie pamietam kiedy ostatnio mialam czas posiedziec w ciszy, poczytac ksiazke i tak po prostu nie robic nic! ;)

Ale za to niedziela, ale za to niedziela... ;)
Niedzielne popoludnie bylo cu-dow-ne!!! Najlepsze tej zimy! Co robilam, no co, kto zgadnie? ;) Mala podpowiedz:



Taaaak!!! Wybralismy sie na narty! Po 6 latach przerwy, wreszcie wyladowalam na stoku! Balam sie jak zareaguje moje kolano, ale o dziwo wytrzymalo jazde bez najmniejszych komplikacji. Ale tez i jezdzilam na malej gorce dla poczatkujacych, bardzo lagodnie i staralam sie tak robic skrety, zeby niepotrzebnie nie obciazac nawalajacego stawu. ;)

Nawiazujac do powyzszego zdjecia. Kiedy juz wypozyczylismy dla Bi buty i narty, kiedy wbilismy jej nogi w mini-buciki narciarskie, pracownicy dopasowali mini-nartki, matka wcisnela giry we wlasne buciska, stekajac z wysilku je zapiela, co uslyszelismy?
"Musze siusiu!"
No zesz cholera! Co bylo robic. Przeczlapalysmy przez wypozyczalnie, dziedziniec na zewnatrz, nastepnie przez cala kafejke w drugim budynku, az do toalet. A tam oczywiscie trzeba bylo Bi rozebrac z kurtki, zeby mogla w ogole sciagnac spodnie. Ech, uroki wyjazdow z dziecmi... ;)

W koncu jednak dotarlismy na stok, a raczej na jego czesc stanowiaca cos na ksztalt oslej laczki, gdzie Bi rozpoczela pierwsza w zyciu lekcje jazdy na nartach.



M. wciagal corke na gorke za pomoca kijkow, po czym sprowadzal ja na dol. Po okolo pol godzinie, Bi zalapala rownowage na tyle, ze sama zjezdzala (na kreche) z tej mini goreczki o minimalnym nachyleniu. :) Czyli chyba poszlo jej calkiem niezle. No, w koncu gory ma we krwi, przynajmniej w polowie! ;) Wrzucilabym Wam filmik, ale nie wiem czy mi sie uda. Ale to wieczorem, bo w pracy nie mam go wgranego.

Wnioski? Jesli komus przyjdzie do glowy uczyc jazdy niespelna czterolatka, musi wziac pod uwage, ze w tym wieku dzieci nie maja jeszcze w pelni wyksztalconej kontroli nad miesniami nog. Tak samo jak Bi nie jest jeszcze w stanie odepchnac sie porzadnie w czasie jazdy na lyzwach, podobnie nie da rady ulozyc nog w "plug" do jazdy na nartach. Jesli ulozy jej sie odpowiednio narty, traci te pozycje w ciagu kilku sekund. ;) Natomiast byla zupelnie spokojnie w stanie utrzymac narty i rownowage prosto, zeby zjechac z gorki i sie nie przewrocic. Pod koniec zaczela nawet odkrywac, ze jesli przycisnie mocniej jedna lub druga narte, zacznie skrecac, ha! Szkoda, ze to byla nasza pierwsza i bardzo mozliwe, ze ostatnia wyprawa na narty w tym roku... W koncu mamy juz marzec... :(

Zeby nie bylo, ze tylko Bi miala frajde, matka tez sobie poszusowala, chociaz to chyba za powazne slowo na moj "wyczyn". Zalozylam ze poki M. gania za Bi, ja pozjezdzam, a potem sie zamienimy, wykupilam wiec karnet tylko na stok dla poczatkujacych. Chcialam sobie przypomniec jak sie to robi, a sadzilam ze na wiecej nie starczy mi czasu. Coz... Okazalo sie, ze M. (ktory zreszta byl nie w sosie, bo nie chcialo mu sie ruszac dupki z cieplego domku, a ja go z niego wyrwalam niemal na sile), zmienil zdanie i nawet nie wyciagnal nart z auta... A ja zjechalam 5-6 razy, po czym gorka mi sie znudzila. W koncu co to za goreczka, 3-4 skrety i bylam na dole... Ale co tam! I tak jestem przeszczesliwa! Znow poczulam lodowaty wiatr na twarzy podczas zjazdu w dol, sliski snieg pod nartami, miesnie przypomnialy sobie stare, wyuczone ruchy...
Pamiatkowe zdjecie narciarek (jest w ogole takie slowo?).




Bylo super, chce jeszcze! Lubie lyzwy, ale stwierdzam, ze nigdy nie pokocham ich taka miloscia jaka pokochalam narty... Tylko uda podziekowaly mi wieczorem zakwasami. A co tam, warto bylo! ;)

PS. Widzialam w koncu (przez Skype) moja nowa siostrzeniczke! Fajnie ja w koncu zobaczyc, chociaz jak kazdy noworodek jest... hmm... no... slodka, ale niezbyt urodziwa. ;) Poznalam tez imie, w koncu! Planuja nazwac ja Milena, jak tylko szwagrowi w koncu bedzie po drodze do USC. ;)

39 komentarzy:

  1. Absolutnie nie zanudzasz :) Bi na tych zdjęciach taka duża się wydaje!
    Milenka> Pięknie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziala, ze komu jak komu, ale Tobie to imie napewno sie spodoba! ;)

      Bi jest spora jak na swoj wiek, tak okolo pol glowy wyzsza od rowiesnikow. :)

      Usuń
  2. gdybys zanudzala to nikt by Ciebie nie odwiedzal :).u nas od lutego wiosna, a na termometrze prawie ponizej 0'C I te wichury do 130 km/h.
    Na nartach nigdy nie zjezdzalam.. na lyzwach jezdzic lubilam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim rodzinnym miescie byla taka sama pogoda. Luty oznaczal sztormy i wichury. :)
      Ja z kolei lubie lyzwy, ale nigdy ich nie pokocham tak mocno jak narty. Ciesze sie, ze chociaz w Bi bede miala towarzyszke w wypadach, jakby Niko sie wylamal, bo nic nie wiadomo. :)

      Usuń
  3. Gratuluję siostrzenicy :)
    A co do ubierania, to chyba zawsze tak było, moja mama też się wściekała, że po ubraniu chciało mi się siusiu!
    Cieszę się, że spędziłaś tak fajnie ostatnie dni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mileny to fajne baby!
    Mówi ci to ciocia Mileny :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja mysle, ze wszystkie siostrzenice to fajne baby! :)

      Usuń
  5. Ależ ci fajnie że masz górki "pod nosem". Ja żeby pojeździć na nartach muszę się tłuc jakieś 8-9 godzin samochodem a potem płacić grubą kasę za wynajęcie jakiegoś apartamentu dla naszej piątki bo jak już tak długo jedziemy to wiadomo że na kilka dni. Zazdroszczę, bo ja od czasu jak się nauczyłam jeździc- 9 lat temu, po prostu to pokochałam.
    Uśmiałam się ze swojej naiwności bo jak przeczytałam że miałaś cudowne dni w domu to pomyślałam że pokochałaś się z teściami i tak wam razem fajnie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, z tesciami sytuacja poprawna, ale szczegolnej milosci to raczej nigdy miedzy nami nie bedzie. ;)

      Gorki, ktore mam w poblizu sa raczej male. Dla takiego poczatkujacego narciarza jak ja w zupelnosci wystarcza, ale juz moj malzonek sie nudzi. :) Na wieksze gory musimy jezdzic okolo 2-3 godzin. Ale to juz jak dzieciaki podrosna...
      Ja tak samo. Nauczylam sie jezdzic w wieku 22 lat i pokochalam to jak zaden inny sport! :)

      Usuń
  6. Super!! Fajnie, ze ruszyliscie dupki i Bi "liznela" nart :) To bylyb grzech gdybyscie nie wykorzystali mozliwosci Meza- profi w domu i sie marnuje ;)
    Za te 5 godzin juz powinnas extra ugoscic Tesciow ;)) , jak czlowiek nie docenia tego co ma?? dopiero cos lub ktos musi nam nasz lad zburzyc...
    Wiosny zycze!! Bo juz marzec!! HURA!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ta wiosna dopiero niesmialo wychyla sie zza chmurki... ;)
      No wlasnie, tez powtarzam to M. - ze to wstyd, ze dotychczas SAM nie wzial Bi na narty, tylko musze go sila wyciagac. Wczoraj znow go "zmusilam". Co smieszne, on jest strasznie dumny z tego jak ona sobie radzi, ale bez mojej inicjatywy sie nie ruszy... :/

      Usuń
  7. Heh, a u nas dziś do wyboru, do koloru: deszcz, piękne słońce i ostry grad.
    Plus choroba w domu. Idę se strzelić w głowę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to macie pogode prawdziwie marcowa! :)

      Usuń
  8. Jeśli o mnie chodzi to mogę czytać Twoje zimowe posty nawet do sierpnia :) Jak fajnie, że zabrałaś Bi na narty. W ogóle nie wiem, czy ja jakaś niedoinformowana, czy też nie wspominałaś wcześniej o tej Twojej pasji? Bo bardzo mi się to podoba! Wyobraź sobie, że ja od dziecka zawsze miałam ochotę na narty i kiedyś tam Św. Mikołaj przyniósł mi nawet takie dzieciowe, ale z racji, że w góry mieliśmy daleko to pojeździłam sobie nimi tylko na górce za domem :-] a teraz to już mogę zapomnieć o wszelkich sportach zimowych, no przynajmniej dopóki dziecko mi nie dorośnie, bo na H. to nie mam co liczyć - jak prawdziwy południowiec nie widzi nic przyjemnego w obcowaniu z białym puchem :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Milenka - piękne imię. Zawsze mi się podobało.

      Usuń
    2. Mialam taka sama przygode z nartami w dziecinstwie! Moj kuzyn mial takie dziecinne, przywiazywane do butow. Zjechalam z malej gorki za blokiem, wywalajac sie oczywiscie przy tym i stwierdzilam, ze w ogole mi sie to nie podoba... ;) Dopiero na studiach, kiedy sprobowalam "prawdziwej" jazdy, to pokochalam.
      Mi kiedys rodzice podarowali na Gwiazdke lyzwy, po czym ani razu nie zabrali na lodowisko... ;)

      Miejmy nadzieje, ze Laura odziedziczy Twoj zapal do sportow zimowych, a nie cieplolubnosc taty! ;)

      Usuń
  9. Ty mówisz o młodym mój 11 letni latał z łopatą i koparą po śniegu więc to widocznie coś w męskich genach ;)
    My juz mamy wiosnę, a raczej jesień bo leje i wieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, jednak chlopaka mozna od razu rozpoznac po zamilowaniach... ;)

      To my taka jesien mielismy w sobote. Caly dzien padalo...

      Usuń
  10. Eh- zważywszy na odległość jaka nas dzieli- a bądź sobie, Agatko, z tą zimą monotematyczna :)

    Cieszę się bardzo, że tak fajny weekend za Tobą. No a ta niedziela- brzmi cudownie, mimo, że nigdy na nartach nie jeździłam. Jednak wiem, ile frajdy daje robienie czegoś, co się lubi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze pobede. Przynajmniej przez chwile, bo nawet u nas wiosna pomalu dochodzi do glosu. ;)

      Usuń
  11. U nas wiosennie prawie, a u Was taka zima- szok szok! Fajnie wyglądacie na tych nartach. Ja jeszcze nigdy na nartach nie jeździłam ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego. Mozna zaczac w kazdym wieku! ;)

      Usuń
  12. O zanudzaniu nie ma mowy!!! :)
    U nas głęboka jesień przeplatana z przedwiośniem :)
    Takiej ilości śniegu nie było u nas przez całą zimę :P
    Ale super, że tak sobie jeździcie na nartach :) Trochę zazdroszczę :)
    Ja to bym się połamała przy pierwszym podejściu :P
    Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polamalabys sie Monia, bo pierwsze czego ucza to jak sie bezpiecznie przewracac! ;)

      Poza tym polecam! Jazde na nartach mozna w kazdym wieku! Ja zaczelam jako 22-latka! :)

      Usuń
  13. Ja nart nie pokochałam. Byłam nawet na sportowym obozie, aby poczuć ten smak...ale jestem za sztywna do tego sportu...tak samo do jeżdżenia na łyżwach...
    Także zazdraszczam :)
    2h dla siebie??? toż to luksus w weekend ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prosze! Jestes pierwsza osoba, ktora mi mowi (pisze), ze nie lubi nart! ;) Zazwyczaj wszyscy, ktorzy sprobowali choc raz w zyciu, sie zakochuja! ;)
      Na lyzwach tez raczej nigdy nie osiagne jakiegos spektakularnego poziomu, brak mi zmyslu rownowagi i tchorz ze mnie. Ale wokol lodowiska, pomalutku, lubie sobie pojezdzic. :)

      Usuń
  14. Super, że w końcu udało Ci się zabrać Bi na narty, widać że jej się podobało.
    No i ten 5 godzinny oddech od teściów, to przecież jak dar losu, raj na ziemi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie?! ;)

      Bi w nartach sie z miejsca zakochala! Gdybym wiedziala, ze jej sie az tak spodoba, zaczelabym ja zabierac sama juz od grudnia!

      Usuń
  15. Nie zanudzasz!Raz,że dawno mnie nie było i fajnie nadrobić zaległośći i dowiedzieć saię co u Was,a dwa że lubię takie opisy z życia wzięte :-)
    Nie wiem czy wolałabym taki nawał zimy od tej pogody co mamy w kraju...zima to zdecydowanie jest kobietą kapryśną!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanie lubie taka sniezna i mrozna zime! Taka powinna w koncu byc! ;) No i przy starszych dzieciach lepiej mozna im czas zorganizowac, bo dla nich snieg = frajda! :)

      Usuń
  16. Jak super i jak fajnie macie, dzieciaki wniebowzięte, nie to co moje.. Nas zima porozpieszczać nie raczyła, śnieg był raptem przez 3 (TRZY!) dni i tyle "użyliśmy":-] Cóż.. czekamy na piękną wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W grudniu juz myslalam, ze i u nas tak bedzie. Ale w styczniu zasypalo nas na dobre. :)

      My tez juz pomalu na wiosne czekamy, ale cos jej sie nie spieszy. :)

      Usuń
  17. :) a ja wczoraj marudziłam na swoim blogu, jak to tej zimy nam w tym roku brak :) Od wczoraj typowa pogoda w marcu jak w garncu, jak słońce, raz zmróżony śnieg, rozpuszczający się momentalnie. A zima? A zima tegoroczna rozczarowała mocno, zwłaszcza moje dzieci, śniegu jak na lekarstwo. A jeszcze dwa lata temu marudziłam, kiedy ten śnieg zniknie i będzie wiosna ;)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co rok to loteria! ;) My taka zime mielismy 3 lata temu, ze snieg spadl tylko raz i utrzymal sie raptem kilka dni. Ale za to juz w marcu chodzilismy w lekkich bluzkach. :)

      Usuń
  18. Świetna zima! I te narty - super :). Trzeba umieć się cieszyć każdą porą roku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie! Szczegolnie jak akurat ta pora roku hojnie nas obdarzyla! :)

      Usuń
  19. W życiu nie stałam nawet na nartach :(.
    Wszystkiego dobrego dla siostrzenicy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotka, nic straconego! Narty maja to do siebie, ze mozna na nich zaczac jezdzic w kazdym wieku! Ja nauczylam sie dopiero na studiach! ;)

      Usuń