poniedziałek, 24 listopada 2014

Dziecko toksycznej matki

Do tego posta zabieralam sie kilkakrotnie. Zaczelam go pisac w ramach autoterapii, ku mentalnemu oczyszczeniu. Potem mialam go sobie zupelnie odpuscic. Tak sie jednak zlozylo, ze wczoraj na Onecie ukazal sie arykul, nomen omen, o toksycznej matce. Kiedy go przeczytalam, zrobilo mi sie goraco i pierwsza mysla bylo: to o mnie! Dobrze jednak sie stalo, ze zwlekalam, bo post pisany kiedy jeszcze emocje buzowaly, a adrenalina hulala w obiegu, bylby pewnie chaotyczny i pozbawiony sensu. Chociaz nie wiem czy nie rozkrece sie w trakcie pisania, cisnienie mi nie skoczy i nie wyjdzie, mimo najszczerszych checi, groch z kapusta...

Przez wiekszosc zeszlego tygodnia zmagalam sie z moja rodzicielka. Naprawde, slowo mama nie moze mi teraz przejsc przez usta... Ta kobieta nie zasluguje na ten tytul...

W zasadzie sama po czesci rozpetalam te burze. Mianowicie opowiedzialam tacie o "przygodzie" Nika i wspomnialam (podobnie jak na blogu), ze "nasluchalam sie" od meza na ten temat. I to tyle w temacie. Ani nie mielismy przeciez z tego tytulu cichych dni, ani wiekszej awantury... Moj tato, jak to on, powtorzyl to swojej malzonce. A ja otrzymalam smsa tresci mniej wiecej:

"Nienawidze tego twojego meza, chce zebys sie z nim rozwiodla!".

Hola, hola! M. ma swoje wady. Ma ich sporo, przyznaje, ale kto ich nie ma?! Klocimy sie i owszem (no przyznajcie sie, jest wsrod Was chociaz jedna, ktora NIGDY nie poklocila sie z mezem/ partnerem???). Jest cholernie przewrazliwiony na punkcie dzieci. Ale czy to, ze zdenerwowal sie na wiesc o wypadku syna, jest zaraz powodem do rozwodu?!

Tak dla zobrazowania sytuacji, stosunki mojej matki z M. od niemal roku sa poprawne acz baaardzo chlodne i ograniczone do minimum. Nie wiem czy pisalam o tym na blogu, ale po tym, jak zmuszeni bylismy uspic nasza porzednia suczke, moja matka wyslala mi smsa, w ktorym wyzwala M. od "s**insynow". Na nieszczescie moj telefon przez moment wyswietla tresc smsa po jego otrzymaniu. I M. to przeczytal, bo siedzial akurat obok. Mozecie sie domyslic, jak sie poczul. W pierwszej chwili chcial odpisac swojej tesciowej w podobnych slowach, ale sie opanowal. Od tego jednak czasu, pozdrawia moja matke (i to z rezerwa), tylko kiedy sie przypadkiem napatoczy w kadr, podczas kiedy ja rozmawiam z nia na Skype. Moja matka zas powziela sobie za cel wieszanie na nim psow...

Od czasu do czasu, dostawalam smsy w stylu, ze M. mnie nie szanuje, ze to zly czlowiek i ja jeszcze wspomne jej slowa. Tak bez powodu. Zwykle kompletnie je ignorowalam, albo odpowiadalam wymijajaco. Glownie dlatego, ze zazwyczaj dostawalam takie widomosci w pracy, a nie chce zeby kolega widzial, ze siedze i co chwila klikam w telefon. No coz, mozna sie bylo do tych okazjonalnych wiadomosci przyzwyczaic. Ale w zeszlym tygodniu, nie wiem co mnie podkusilo, ale kolegi nie bylo, moglam bez wscibskich spojrzen pisac, wiec ostro zaprotestowalam. Grzecznie lecz stanowczo napisalam, ze sie myli. O Boze, jaka bylam glupia! Trzeba bylo nie odpisywac w ogole! Bo moja matka dopiero wtedy sie rozkrecila!

Pamietacie, pisalam kiedys, ze jak poznalam M., moja rodzicielka straszyla, ze gorale tylko "pija i bija"? Wcale bym sie nie zdziwila gdyby ona wtedy miala szczera nadzieje na taki wlasnie scenariusz dla mojego malzenstwa. No niestety, M. nie przepada za alkoholem i z cala pewnoscia mnie nie bije. Zamiast sie cieszyc, moja matka szuka innego celu ataku. W sumie strzela na oslep. Nie przebierajac w slowach. Przeczytalam ze jestem zaslepiona (po 7 latach malzenstwa???), ze on mnie nie kocha ani nie szanuje, ze jestem przez niego tlamszona, ze on nikogo ogolnie nie szanuje i to cud, ze chociaz dzieci go obchodza! Wykasowalam pieczolowicie wszystkie te wiadomosci, nie chcac zeby M. je przeczytal, wiec nie jestem w stanie dokladnie ich przytoczyc. I to chyba dobrze, bo ja sama nie chce pamietac... Wedlug mojej rodzicielki, nikt w Polsce (zapewne miala na mysli moja rodzine, ktora M. widziala tylko przelotnie) mojego meza nie lubi, podobno uwazaja go za prostaka oraz dziwaka przy okazji. Ze z taka geba w zyciu nie znalazl by sobie zony gdybym ja nie miala nieszczescia sie na niego napatoczyc. Ze jestem ladna, wyksztalcona dziewczyna, stac mnie na normalnego faceta, a M. powinien mnie na rekach nosic, bo dzieki mnie dostal papiery, zeby legalnie zostac w Stanach. A, jeszcze, ze jest NAZNACZONY (tutaj juz mi cycki opadly), bo urodzil sie z rozszczepem wargi... I jeszcze dodala, zebym nie kasowala wiadomosci od niej, bo ona chce, zeby M. wiedzial co ona o nim mysli. Nooo, w takim razie czemu nie napisze bezposrednio do niego? A w najgorszym wypadku moge mu to powtorzyc...

I wiecie co? Wszystko to byloby jeszcze do przelkniecia. Gdyby matka nie okrasila kazdego smsa soczystymi epitetami. Oprocz wiec tego, ze moj maz to prostak, jest przy okazji chamem, ch*jem i sk**wysynem. Pierwsze smsy wzbudzily we mnie lekkie rozbawienie, ktore szybko przeszlo w irytacje, a nastepnie wkurzenie. Bo moja matka nie przyjmowala zadnego argumentu. Ja tlumaczylam, ze sie myli, a ona dalej swoje, z jeszcze wieksza zawzietoscia. Im bardziej bronilam M., tym bardziej ona wyzywala go od najgorszych sk*rwieli i oskarzala o cala liste wykroczen malzenskich (dziwne, ze o zdradzie nie pomyslala). Moja wscieklosc byla tym wieksza, ze to nie byly 3-4 wiadomosci. Taka wymiana smsow ciagnela sie przez wiekszosc tygodnia i zastanawiam sie skad mialam na to cierpliwosc... I jakim cudem w ogole dalam sie w to wciagnac! W koncu zaproponowalam, zebysmy spokojnie pogadaly przez skype w sobote rano, kiedy M. mial byc w pracy. Ale w sobote nie odpowiadala na smsy, a na Skype zadzwonila kiedy znudzona czekaniem wyszlam w koncu z Potworkami na dwor. Kiedy sie zorientowalam, napisalam, ze mozemy pogadac nastepnego dnia, bo musialam juz klasc Nika na drzemke. Matka na to, ze "nie bedzie gadac jak ten ch*j, moj maz, bedzie w domu i zebym sie przyznala, ze to dla mnie trudny temat i unikam rozmowy". Ku*wa! Pewnie, ze temat trudny, ale nie dlatego, ze ukrywam jaka rzekoma porazka jest moje malzenstwo, tylko dlatego, ze moja pie*rznieta matka nie przyjmuje zadnego argumentu, tylko upiera sie przy swoim (oczywiscie jej tego nie napisalam tak dosadnie, chociaz moze powinnam). W koncu matka "przegiela pale", kiedy po poludniu, gdy M. byl w domu, przyslala smsa, ze lepszy juz na meza bylby ......... (i tu padlo imie jednego z moich ex-ow). Nosz ku*wa!

Nie wytrzymalam w koncu i napisalam jej, zeby odczepila sie (najpierw uzylam dosadniejszego slowa, ale wykasowalam i zaczelam od nowa, nie bede sie znizac do jej poziomu) od mojego malzenstwa i zeby uwazala, bo udusi sie kiedys wlasnym jadem. Moze niezbyt ladnie tak do wlasnej matki, ale mialam dosc.

Wczoraj po poludniu zas, rozmawialam z tata, ktoremu jak sie okazalo udalo sie pogadac w weekend w malzonka. Dowiedzialam sie miedzy innymi, ze moja matka, wyrazila sie na temat swojej nienarodzonej jeszcze wnuczki (dla przypomnienia, moja siostra jest w ciazy): "Nie chce w ogole slyszec o tym nowym dziecku, nie chce go nawet znac, nie bede go wychowywac!". Po pierwsze, nie sadze, zeby moja sis potrzebowala babci do wychowania wlasnego dziecka. Po drugie, jak mozna tak powiedziec o wlasnej wnuczce??? Wyglada na to, ze moja matka jest na wojennej sciezce z calym swiatem, nie tylko ze mna... Nawet to nieco pocieszajace...

Wiecie co jest jednak najgorsze?

Wplyw, jaki ta kobieta nadal ma na moja psychike. Podobnie jak Dorosle Dzieci Alkoholikow, ja nigdy w pelni nie uwolnie sie od jej manipulacji... Odcielam sie od niej calym oceanem, a ona i tak potrafi sprawic, ze przestaje ufac wlasnemu rozsadkowi... Mimo, ze jestem dorosla, mam wlasny rozum, zaczely mi jednak po glowie krazyc uparte mysli, w stylu: a co jesli ona ma racje? Moze M. rzeczywiscie o wszystkim decyduje, a ja tego nie widze? Moze naprawde zle sie do mnie odnosi? Nie pyta mnie o zdanie, tylko robi co chce? A moze ona widzi cos czego ja nie widze? Jesli kiedys powaznie zachoruje, moze M. naprawde zamiast mi pomoc, zacznie mnie traktowac jak smiecia? Moze to tylko kwestia czasu zanim podniesie na mnie reke? Moze kiedys bede musiala wyplakac jej w sluchawke "mialas racje!"?

Przez kilka dni bylo mi ciezko, na szczescie w pracy kociol trwa, wiec nie mialam zbyt wiele czasu na smutne mysli. Ale znow zaczelam budzic sie w nocy z uciskiem w piersi i uczuciem nieuzasadnionego strachu. Ponownie zaczely mi sie trzasc rece.
Paradoksalnie, uczucie bezpodstawnego stresu i zyciowej porazki, pozwolilo mi odzyskac zdrowy rozsadek. To uczucie jest mi bowiem doskonale znane. Z czasow kiedy mieszkalam z matka pod jednym dachem. Zylam wtedy w ciaglym napieciu, zawsze usilujac odgadnac jej nastepny krok oraz mozliwe reakcje i sie na nie przygotowujac. Dajac sie wciagnac w jej manipulacje. A jesli sie nie dalam, przezywajac przez kilka dni pieklo. Nie fizyczne, bo odkad zrownalam sie z matka wzrostem, juz tak czesto nie obrywalam. Ale razy psychiczne byly gorsze. Slyszalam, ze jestem nieudacznikiem, jestem brzydka, jestem glupia, jestem bezgusciem. Nigdy nikt mnie nie zechce. Powinnam dziekowac Bogu, ze trafila mi sie taka matka jak ona, bo dzieki niej moze cos w zyciu osiagne. Zawsze bede w uszach slyszec jej wrzaski... I jej ulubione "ty k**wo, zebys zdechla". Tak, uslyszalam to (nie raz) od wlasnej matki. Moja skrajna niesmialosc nazywala debilizmem. A skad mialam nabrac pewnosci siebie, skoro w domu slyszalam tylko, ze do niczego sie nie nadaje?

Nie wiem skad w mojej matce tyle zlosci. Mysle, ze w gruncie rzeczy to bardzo nieszczesliwa osoba, ktora probuje miec nad wszystkim kontrole i wpada we wscieklosc, kiedy ta kontrola jej sie wymyka. Nienawidzi jakiegokolwiek przejawu indywidualnosci. Siostra i ja, mialysmy wygladac jak ona, zachowywac sie jak ona i myslec jak ona. Kiedy tata byl w domu, kierowala furie glownie przeciw niemu. Kiedy go nie bylo, na kozla ofiarnego wybierala sobie mnie. Siostra byla od zawsze jej ulubienica, wiec chociaz jej tez sie obrywalo, nie mowie ze nie, to jednak nie do takiego stopnia. To ja bylam ta najgorsza, to mnie zawsze dawala za przyklad tuzin znajomych rodzin, gdzie matki i corki byly najlepszymi przyjaciolkami. Nie mialam prawa miec wlasnego stylu. Tym bardziej nie mialam prawa do wlasnego zdania.

Po ostatnim tygodniu widze co sie dzieje. Jest mi to doskonale znane. Cale zycie slyszalam, ze moje kolezanki mna manipuluja i mnie wykorzystuja (ciekawe do czego?). Ze po co one w ogole sie ze mna przyjaznia, skoro sa pewne siebie, wesole i ladne, a ja 10x brzydsza i glupsza?
Teraz slysze podobne slowa, ale pod adresem meza. Moich obecnych kolezanek nie zna, wiec uczepila sie M. Ona zawsze atakuje osoby, ktore sa mi bliskie. Chce zebym kazdego podejrzewala o interesownosc, nikomu nigdy nie ufala. Zeby nikt nie byl dla mnie wazny, bo tylko ona wie co jest dla mnie dobre.
A tak naprawde to ona zawsze manipulowala moimi uczuciami. Do dzis probuje dyktowac mi jak mam zyc, a kiedy odmawiam wini inne osoby (w tej chwili mojego meza) o to, ze mna "kieruja". Mysle, ze w glebi swojego zaborczego serca, zazdrosci, ze ktos inny niz ona, pomaga mi podejmowac decyzje, wyrabiac sobie zdanie... Ona nadal nie odciela tej przyslowiowej pepowiny i za wszelka cene chce miec wplyw i wglad na moje zycie. I byloby to zrozumiale, gdyby nie robila tego przez wszczynanie awantur i proby sklocenia mnie z mezem. A ja chetnie bym ja dopuscila do mojego malego "swiatka", gdybym sie nie bala, ze go zatruje. Wlasnie tym jadem, o ktorym napisalam jej w wiadomosci.

Kiedy sobie to uswiadomilam, bylam w stanie w koncu wziac gleboki oddech. Ustalo to uczucie palpitacji serca, rece tez przestaly mi sie trzasc. Nie, nie natychmiast, pomalutku, potrzeba bylo na to dwoch dni i jednej nocy, kiedy budzilam sie z koszmarow ktorych nawet nie pamietalam.

Tylko, ze to nie koniec. Moja matka nie odpusci. Ona ucichnie na jakis czas, aby znow zaatakowac, kiedy nie bede sie tego spodziewac. To smutne, ale najchetniej odcielabym sie od niej zupelnie, tylko szkoda mi dzieci. Chcialabym zeby znaly babcie, jaka by ona nie byla...


No dobrze. Pozalilam sie. Oczyscilam nieco umysl z czarnych chmur. Na koniec sie pochwale dwiema rzeczami. Pierwsza:


Tak Martus, to sa TE muffinki! Postanowilam, ze znajac moje babeczkowe "zdolnosci", najpierw upieke partie probna, zeby potem w samo Thanksgiving nie rwac sobie wlosow z glowy, ze goscie za zakretem a ja musze w biegu klecic jakies awaryjne ciasto... Na szczescie te wyszly mi idealne. Co prawda jakos slabo urosly, ale co tam, najwazniejsze ze smakuja. A jak smakuja? Oblednie! Mialas racje, sa przepyszne!!! Od tej pory to moje ulubione muffinki! Tak mi posmakowaly, ze bede je pewnie piec przez caly rok. Tutaj mozna dostac mus dyniowy w puszkach (to tak dla leniuchow). Moze to nie to samo co swiezy, ale mysle, ze w muffinkach nie poczuje sie roznicy. :)

Poza tym, przedstawiam Wam mojego nowego kumpla:


Po blisko pol roku przypominania i marudzenia, malzonek przykrecil mi w koncu siodelko!


Jak widac po zdjeciach, cwicze (tak, tak, juz zaczelam!) w uroczych okolicznosciach "przyrody". Tak, to nasza piwnica. ;) No coz, M myslal o postawieniu rowerka w pokoju, z ktorego wyrzucilismy Nika, ale to byl kiepski pomysl. Juz widze jak co chwila musialabym sciagac z niego Potwory i tylko kwestia czasu byloby zanim ktores wywrociloby go na siebie. Cwicze wiec rozgladajac sie po cementowych scianach, liczac pajeczyny oraz zastanawiajac sie co jeszcze, z przechowywanych tam gratow, mozna spokojnie wywalic na smietnik. :)

A poza tym, zaczelam odliczac do dlugiego weekendu. Jeszcze godzina w pracy oraz jutrzejszy dzien, a od srody mam juz wolne, juhuuu! ;) Co prawda M. w piatek pracuje, ale dziadek obiecal wpasc pobawic sie z Potworami, wiec moze nie zwariuje. :)

41 komentarzy:

  1. Straszna matka! Może jedna ścianę oklej foto tapetą np. z widokiem plaży. Pozdrawiam. Edyta -Gdynia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano straszna...

      E nie, kiedys chcemy wykonczyc czesc piwnicy na pokoj zabaw/ silownie, wiec poki co niech sobie tam bedzie jak jest. Mam przynajmniej motywacje, zeby pozbyc sie czesci gratow. ;)

      Usuń
  2. Wiesz przykre jest to, ze jak rodzice moga dziecku spaczyc psychike. Moja siostra miala podobnie z moim Tata. Zawsze najgorsza, najglupsza, najbrzydsza. Ja, chociaz faworyzowana to tez nigdy 'nieidealna'. Smutne jest to, ze nawet teraz nie odpuszcza I probuje Ci wszystko wmowic I rzadzic Toba.
    Szczerze to ja wolalabym zeby moje dzieci nie znaly takiej babci, ktora nie szanuje Ciebie, a juz w ogole twojego Meza....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to wlasnie martwie sie najbardziej. Narazie moja matka z Potworkami praktycznie nie rozmawia, ale nie wiem jak bedzie w przyszlosci. Tylko, ze znajac ja, to nie tyle bedzie im nadawac na mnie i M., co z czasem moze zaczac krytykowac i narzucac wlasne zdanie IM. Mam tylko nadzieje, ze z racji, ze z babcia nie beda kompletnie zwizazani, po Niku i Bi splynie to jak po kaczce...

      Usuń
  3. Agata...
    Tak mi przykro :(((
    Wiesz, nawet nie wiem co napisać. Ja miałam podobną sytuację z ojcem- też nas nie bił, ale wyżywał się psychicznie- głównie na mnie, bo on nienawidzi kobiet (tak,wiem- to po co mu żona?! Ale to temat na rozprawkę albo i trylogię...). Byłam głupią krową, debilką, nic miałam nie osiągnąć itd. Moich znajomych i koleżanek może się nie czepiał, ale bałam się kogokolwiek zaprosić do domu, bo w najlepszym przypadku nie odpowiadał na "dzień dobry i do widzenia"- w gorszym- "kurwował" sobie pod nosem, a ja wiedziałam co to znaczy- ktoś zakłóca jego święty spokój...
    Ale nie o tym chciałam- ja zawsze miałam oparcie i zrozumienie w mamie. Może dlatego byłam z Nią tak blisko, Ona zresztą całe życie kłóciła się z ojcem o mnie, o to, że tak mnie traktuje. I tak sobie myślę- oczywiście, że te lata gnębienia odcisnęły na mnie swoje piętno, ale świadomość, że mama tak bardzo mnie kochała, dowartościowywała, jednak trochę to wszystko równoważyła. I myślę sobie, że jednak lepiej- choć w ogóle nie wiem czy słowo "lepiej" tu pasuje- kiedy coś takiego dzieje się między ojcem a dzieckiem, bo jednak mama to mama- powinna być dla nas gwarantem bezpieczeństwa, bezgranicznej miłości i akceptacji. Chociaż- do prawidłowego funkcjonowania i rozwoju potrzebujemy tego od obojga rodziców, i z tym nie da się dyskutować.

    Wiesz, tak się zastanawiam- może przemyśl to, czy naprawdę chcesz, żeby dzieci znały taką babcię. Mnie też kiedyś wydawało się, że to ważne itd... Jednak zmieniałam zdanie i dziś uważam, że nie lepsza taka babcia niż żadna- kiedy widziałam jak teściowa traktuje Elizę, dałam sobie spokój.
    Dziś to wszystko, ale wrócę tu jutro, bo temat rzeka.
    Ściskam. I pamiętaj- to Ty żyjesz z M. pod jednym dachem, Ty jesteś Jego żoną i Ty wiesz najlepiej co przy Nim czujesz- nikt nie może "mącić" między Wami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Bardzo się cieszę, że muffinki smakowały. W ogóle nie czuć w nich dyni, a są takie mięciutkie i wilgotne! Ale Agata- mam jeszcze lepszy przepis :) Jutro podeślę :)

      Usuń
    2. Dzieki Martus za ten komentarz... Nie wiem czy chce zeby Potworki znaly TAKA babcie. Narazie ona jest dla nich slodka niczym miod. Ale wiem jedno: mnie ponizala cale zycie, ale nie pozwole jej tknac wiary w siebie moich dzieci. Jesli kiedys osmieli sie je skrytykowac w ten sposob w jaki obnizala moja samoocene, odcinam sie od niej natychmiast i to gruba kreska!
      Jezu Marta, wspominalas kilka razy, ze miedzy Toba i ojcem nie bylo rozowo, ale nie spodziewalam sie czegos takiego... Nie wiem skad w niektorych rodzicach jest tyle wrecz nienawisci do swoich dzieci... I to dzieci grzecznych, zdolnych, nie jakis mlodocianych kryminalistow...
      Ech, mialas szczescie, ze mama tak o Ciebie walczyla... Moj tato wstawil sie za mna tylko RAZ i to raczej tak od niechcenia, bardziej mial juz dosc zrzedzenia matki niz rzeczywiscie bylo mu mnie szkoda... Najgorsze jednak bylo to, ze taty wlasciwie nie bylo - pracowal przez wiekszosc czasu za granica. Matka byla wiec nie tylko moja tyranka, ale bylam tez calkowicie od niej uzalezniona i ona doskonale o tym wiedziala. Tylko to dawalo jej taka wladze nade mna i siostra...
      Ja tez niechetnie zapraszalam kolezanki do siebie, ale z innego powodu. Moja matka ma "na zewnatrz" opinie wesolej, towarzyskiej, przemilej pani. Kumpele, ktorym zwierzalam sie z tego co sie dzieje za zamknietymi drzwiami, pytaly mnie czasem "o czym ja mowie, przeciez moja mama to taka fajna babka". Taaak, fajna, dla obcych... Chyba nie do konca mi wierzyly. Poza tym kiedy ktos do mnie przychodzil, probowala mnie glaskac po glowie (do dzis tego nie cierpie) i mowila rzeczy w stylu "ona jest taka niesmiala, taka ciota, zaopiekujcie sie nia bo sama to zginie...". Nie musze chyba dodawac, ze zapraszalam kolezanki tylko jak juz nie mialam wyjscia...
      I masz racje, tylko ja i M. wiemy jak jest miedzy nami. Nie jest moze kolorowo, ale tez i my jestesmy na tyle dojrzali, ze nie potrzebujemy ciaglych ochow, achow i fajerwerkow...

      Usuń
  4. O żesz k...!!! Przepraszam za wyrazenie:/ ale w głowie mi się nie mieści jak własna matka może takie rzeczy wypisywac/mówić. Szacun dla Ciebie że nie zariowalaś przy niej. Mimo że to matka to ja bym się od nirj odciela chyba.
    Piszesz że chcesz aby powtórki znały babcię ale czy ona nie będzie taka w stosunku do nich jak do innych?
    A to co powiedziala o swojej przyszlej wnuczce-szok. EWybacz pytanie ale czy ona ma wszystko wporzadku z głową?
    Szczerze wspolczuje rodzicielki:(
    Justyna
    Pamietalisko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, czasem sama sie zastanawiam czy moja matka jest do konca normalna... Nie wiem jednak kto moglby to zdiagnozowac. Ona dla obcych ludzi jest slodziutka jak miod i naprawde potrafi nimi manipulowac. Kiedys miala spotkanie z psychologiem jako czesc obowiazkowych badan w pracy. Naopowiadala tej pani o tym jaka to ona jest nieszczesliwa, jak to nie ma celu w zyciu, itd. Potem w domu oznajmila mi i siostrze ze zbolala mina, ze pani psycholog zdiagnozowala u niej depresje, przepisala jakies tabletki i polecila porozmawiac z corkami, zeby zaczely spedzac z nia wiecej czasu i zapewnily rozrywke... Smiech na sali...
      Nie wiem jak to bedzie w przyszlosci miedzy moimi dziecmi i nia. Jesli zacznie czepiac sie dodatkowo ich, zerwe z nia kontakty napewno. Narazie ma dla nich tylko ochy i achy... Tyle, ze juz otwarcie krytykuje moje metody wychowawcze, oczywiscie przy moich dzieciach. Bi jest coraz starsza i martwie sie, ze zacznie to w koncu wykorzystywac przeciwko mnie i M...

      Usuń
  5. Nie wiem co napisać bo mnie zatkało. Wspominałaś już coś o swoich relacjach z rodzicielką, wspominałaś kilka razy o jej nienormalności ale....teraz obrazek mi się wyostrzył, nabrał kolorów i "wyskakuje z poza ram". Nie umiem Ci napisać nic mądrego ale chciałam po prostu dać znać, że podziwiam Cię i że jesteś niesamowita, że udało Ci się odciąć od tej toksyczności (w większej mierze). Mam też wrażenie (i cichą nadzieje), że (za przeproszeniem) pierdolenie Twojej rodzicielki odniesie zupełnie odwrotny skutek - zamiast oddalić Cię od M., przybliży Cię do niego jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak! Prawdopodobnie przez takie a nie inne wychowanie, stalam sie bardzo podatna na wplyw mojej matki. Kiedy ona wygaduje takie rzeczy, zamiast sie smiac, po jakims czasie zaczynam sie zastanawiac "a moze cos w tym jest?". :(
      Moja najwieksza obawa jest, ze majac takie wzorce, bede je powielac na wlasnych dzieciach...

      Usuń
  6. Mnie również zatkało.
    Jaki by nie był Twój M., jakbyście się nie kłócili, sprzeczali, to póki Ty go kochasz i wzajemnie się szanujecie, nie widze powodu, aby ktoś wyrażał się o nim w takich słowach. I to Twoja własna matka :( Przecież Twoją najbliższą rodziną jest Twój mąż i Twoje dzieci, nie wiem do czego ona sobie rości prawa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja matka to... no coz, moja matka. Juz kilka lat temu doszlysmy z siostra do wniosku, ze ona bylaby najszczesliwsza gdybysmy sie obie rozwiodly i zamieszkaly z nia i dziecmi. A ona znow mialaby nad nami niepodzielna wladze i jeszcze wnuczki do rzadzenia. Caly babiniec, bo ona nie znosi chlopcow, wiec Nik dla niej niemal nie isnieje. Zawsze powtarza, ze "no fajne z niego dziecko, ale jednak to chlopak"... :/

      Usuń
  7. O BOZE!!!!!!!!!!! :O
    Powiem Ci, ze musialam dwa razy przeczytac...bo uwierzyc nie moge...To takie przykre... nierealne dla mnie... Ja wariatka na punkcie dzieci i rodziny "nie ogarniam". Powiem tak: wspolczuje Ci moja droga...Sorry ale ta Pani ma chyba problemy z sama soba, nie mam wytlumaczenia dla jej zachowania. Dobrze, ze dzieli Was odleglosc oceanu- ja bym pewnie juz zakonczyla "ta znajomosc". Raz, drugi ale za trzecim razem... sorrry- nie ma takiego numeru!
    Twoje marzenie o babci dla dzieci rozumie ale czy naprawde warto?? Predzej czy pozniej zaatakuje rowniez Potworki- bo moze do taty podobne, badz jego cechy charakteru odziedziczyly...
    Sciskam Cie mocno, czola chyle - bo jestes wielka- ja bym nie miala tyle zrozumienia dla takiego czlowieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego sie wlasnie obawiam. Ze kiedys babcia obroci sie przeciw Potworkom... Wiem, ze wtedy juz definitywnie bedzie oznaczalo to KONIEC. Bo M. jest jednak obca dla niej osoba, chociaz nie tlumaczy to absolutnie jej zachowania. Ale Bi i Niko to jej wnuki. Dochodzi jeszcze problem, ze one predzej czy pozniej dowiedza sie co babcia mysli o ich tacie. Wtedy albo same odworca sie od babci, albo zaczna powtarzac te same odzywki... No i to, ze juz teraz slysza od niej krytyke naszych metod wychowawczych. Predzej czy pozniej zaczna to wykorzystywac i to rowniez moze sie okazac ta kropla, ktora przeleje czare...

      Usuń
  8. Agatko, i mnie aż zatkało... ale niestety nie pozytywnie :(
    I tym bardziej podziwiam Ciebie jako kobietę i osobę dorosłą, która potrafiła wyrwać się od oprawcy - tak tak uważam, że Twoja mama jest oprawcą.
    Więcej nie będę się wymądrzać, bo nie wiem co to znaczy mieć taką matkę, ale dobrze, że z siebie to wyrzuciłaś...
    ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrwalam sie cielesnie, ale czesto lapie sie, ze mentalnie nadal jestem ofiara... Najwiekszy strach budzi we mnie to, ze zaczne powielac jej wzorce. Nie chce psychicznie katowac wlasnych dzieci i niszczyc ich wiary w siebie. Chyba zaden normalny rodzic tego nie chce... :(

      Usuń
  9. ja nie wiem po co Twoim dzieciom taka babcia, za parę lat zacznie je napuszczać na ojca czyli Twojego męża

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie skasuję tego komentarza ale bardzo Cię przepraszam, nie powinnam tak impulsywnie wyrażać swojego zdania, to zbyt osobiste sprawy
      napiszę tylko, że bardzo Cię lubię i dlatego tak zareagowałam

      Usuń
    2. Nie musisz przepraszac Klarko! Napisalas szczerze co myslisz, a ja cenie sobie takie komentarze.
      Jeszcze nie wiem co zrobie. Zawsze ciezko jest mi podejmowac decyzje i tak jest w tym wypadku. Cokolwiek moja matka by nie mowila czy robila, zawsze bedzie mi sie po glowie kolatac, ze to jednak "moja matka"... Podejrzewam jednak, ze predzej czy pozniej zrobi cos niewybaczalnego i to moze przelac czare...

      Usuń
  10. Współczuję ale moim zdaniem powinnaś się odciąć dopóki nie nabierze rozsądku i powiedzieć jej to dosadnie. Ja jak teściowa nieuznawała Niuńka odciełam ją na rok od wnuków dopiero potem dotarło do niej że wszystkie dzieci trzeba traktować jednakowo. Jeśli Twoja matka nie ma szacunku dla twojego męża to nie ma go także dla Ciebie, po co Ci taki problem? Może jak przestaniesz z nią gadać po jakimś czasie zrozumie co zrobiła i się zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze gdyby w ten sposob atakowala moje dzieci, odcielabym sie od niej juz dawno... Moze zreszta do tego dojsc, bo stosunek mojej matki do Nika, jest hmm... narazie zadowalajacy, ale lubi podkreslac, ze to chlopak, a chlopaki "ida w rodzine zony i odwracaja sie od matki"... Nie pozwole zeby faworyzowala Bi, a jego pomijala machnieciem reki...

      Usuń
  11. Kiedys zacytowalas taki piekny wiersz o dzieciach...Kazdy czlowiek decyduje o sobie. Ty masz dzieci wiec musisz i dla nich zdecydowac ktora droge maja obrac. Czasem trzeba mocno zaplakac zeby moc sie znow usmiechac. Ja mialam (mam) wspanialych rodzicow- niestety tata juz odszed... oni zawsze mi powtarzali i do dzis powtarza mi Mama ze zawsze, ale to zawsze obojetnie co zrobi i co sie stanie moge zawsze do niej przyjsc. Tata twierdzil ze trzeba popalniac samemu bledy zeby mozna bylo cokoliwek zrozumiec- niestety jak czlowiek mlody nie slucha rad rodzicow :) Pozdrawiam i sciskam. Czytam Cie zawsze raz skomentowalam- mam rowniez 2 potworki. BUZIAKI. A klocic sie kazdy kloci zeby moc sie znow pogodzic :) moim zdaniem tam gdzie ludzie bardzo zgodnie i ukladnie zyja maja duzo talemnic i nie sa szczerzy ze soba nie rozmawiaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi sie wlasnie wydaje, ze decyzja ktora podejme, bedzie dyktowana dobrem dzieciakow. Narazie jestem sklonna nie zaklocac ich stosunkow z babcia. Niestety babcia otwarcie krytykuje mnie i meza przy nich. Bi i Niko sa narazie mali, ale predzej czy pozniej zaczna sie dopytywac dlaczego babcia mowila to czy tamto. Albo beda sie do nas odzywac w ten sam sposob... To bedzie oznaczalo definitywny koniec...

      Usuń
  12. Bardzo Ci współczuję. Na prawdę podziwiam Cię, że nie odcięłaś się wcześniej. Teraz chyba jest na to czas. Klarka wspomniała, że za parę lat babci będzie napuszczać dzieci na ojca i może mieć rację, albo co gorsza, zacznie Twoje dzieci tak traktować.
    A jeśli chodzi o Twoją mamę, to za pewne sama w życiu była podobnie traktowana, albo czegoś jej bardzo w dzieciństwie brakowało, że stała się taką osobą, jaką jest.
    ps. muffinki wyglądają pysznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja matka wspomina czesto, ze jej ojciec byl trudnym czlowiekiem (dziadek zmarl jak mialam 8 lat, wiec praktycznie go nie pamietam), ale mame bardzo kochala. Szkoda, ze charakterem jednak chyba poszla w dziadka, bo babcia byla wspaniala, ciepla osoba...
      Nie wiem, ciagle waham sie co robic. Martwie sie tez, ze odciac tak zupelnie mi sie nie uda, bo musialabym tez zerwac kontakty z tata I siostra. Tata jest tu dla mnie jedyna blizsza rodzina, wiec ciezko to widze...

      Usuń
  13. Brrr... Aż dostałam gęsiej skórki na myśl o takiej matce. Wiesz, do tej pory gdy opisywalas jej szaleństwa, zawsze się podsmiewalam, ale teraz widzę, że ta kobieta to po prostu potwór. Ja bym się chyba całkowicie od niej odcięła w takiej sytuacji... A to co powiedziała o dziecku Twojej siostry w ogóle mi się w głowie nie mieści... Też wydaje mi się, że babcia zawsze będzie z niej kiepska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bo wariactwa mojej matki czesto wydaja sie smieszne. I SA, dopoki nie okazuje sie, ze ona mowi powaznie i trzeba jej tlumaczyc jak przedszkolakowi, ze gada bzdury. Tylko, ze przedszkolaka mozna jakos przekonac lub przekupic, a mojej matki nie... :/
      Wiesz, ona babcia jest tak naprawde jednej wnuczki - starszej corki mojej siostry. I nie moge tu nic powiedziec, wydaje sie swietnie w tej roli odnajdywac. Mysle, ze pomimo takiego glupiego gadania, druga wnuczke pokocha rownie mocno. Moje dzieci jednak malo ja obchodza (chociaz ona twierdzi co innego), szczegolnie Niko...

      Usuń
  14. Bardzo mi przykro, że musicie się z tym borykać. Po prostu brakło mi słów, gdy to przeczytałam. Dobrze że jesteście daleko od siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez sie ciesze, ze wyemigrowalam. Niestety, jak sie okazuje, nawet tak daleko nie jestem poza jej wplywem... :(

      Usuń
  15. To jest normalnie patologia. Twoja matka ma poważny problem, który kwalifikuje się do leczenia. Poważnie. W mojej rodzinie był podobny przypadek i moja kuzynka odcięła się od matki. Już ponad trzy lata nie maja kontaktu. Dopiero teraz odżyła. Przemysł sobie czy chcesz tak żyć. Jak dzieci podrosną będzie nimi manipulować i nastawiać je przeciwko Wam. Koszmar jakiś. Pozdrawiam i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal waham sie co robic. Odciecie sie to juz powazna decyzja... Po zeszlorocznych wyzwiskach na temat mojego meza, nie kontaktowalysmy sie przez jakies 3 miesiace. Pomalu (nawet nie pamietam jak to sie stalo) kontakt wrocil I teraz prosze, cala sytuacja sprzed roku wraca...
      Ja jednak zawsze mam gdzies w glowie to, ze to przeciez matka... Tak jak pisze, mam przez nia kompletnie wyprany mozg. Ona zachowuje sie jak wariatka, a ja zastanawiam sie czy moze ma racje... Ech...

      Usuń
  16. Jejku, podziwiam, że utrzymujesz jeszcze z mamą stały kontakt. Ja bym już nie dała rady i nawet nie jestem pewna, czy chciałabym żeby moje dzieci miały bliższy kontakt z taką babcią...
    Przykro, że rodzice potrafią być tak okrutni w stosunku do swoich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, po prostu zawsze gdzies mi sie po glowie kolata, ze to matka... Poza tym ona nie jest taka caly czas. Ma napady, ze wyzywa, urzadza awantury, a potem przez jakis czas jest dobrze... I wiem, ze to mimo wszystko jest karygodne zachowanie, ale jakos podczas tych "dobrych" tygodni lub miesiecy, wybaczam, chociaz nie zapominam...

      Usuń
  17. Agato, twoja matka zachowuej sie (teraz i w przeszlosci) jak osoba chora psychicznie - gleboko antysocjalnie. Rozumiem, ze matka jest matka, ale... powazne choroby powinny byc leczone, a nie tolerowane. Dla twego (i bliskich) zdrowia psychicznego bedzie chyba lepiej unikac takiego czlonka rodziny. Wspolczuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz, ona zachowuje sie w ten sposob tylko w stosunku do swojego meza i dzieci. Dla obcych gra przemila, wesola i pomocna osobe, wiekszosc ludzi ja uwielbia... :/

      Usuń
  18. W piwnicy wstaw telewizor/radio, fajniej sie pedaluje przy muzyce. Polecam ksiazke, ktoea napisal Jim Conaway"adult children of legal or emotional divorce" mi pomogla. Pozdrawiam, Klara F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Musze poszukac tej ksiazki...

      Usuń
  19. Doskonale Cię rozumiem. naprawdę. Znam ten klimat od podwórka. u mnie taką toksyczną osobą był ojciec.
    Nawet jako dorosła kobieta, bałam się do niego jeździć tak zatruwał mi krew jakiego to mam np. nieudacznika męża.
    Może nie ma się czym chwalić, ale kiedy umarł jedyne co poczuliśmy z mamą i siostra to - ulgę... i wcale mi nie zależało aby mój Syn miał "dobry" kontakt z moim toksycznym ojcem. wręcz przeciwnie. chroniłam go aby nie przesiąknął jadem dziadka.
    Współczuje Ci bo manipulacje twojej matki widać jak na dłoni. Może to już choroba, ale życzę Ci abyś umiała chronić siebie i rodzinę.
    Bo u mnie każda "chwila słabości" (no kto czasem nie ponarzeka na męża, dziecko, prace) kończyła się stekiem bluźnierstw, szydery i prostackiego zachowania ze strony Ojca..a Ja się tylko nie potrzebnie nakręcałam.
    Teraz widzę to dokładnie i pracuję nad sobą - aby wyjść z szablonu w jaki wpakował mnie mój rodzic...
    Życzę dużo wiary we własne siły.
    Bo jesteś najlepsza mamą dla swoich dzieci i najlepsza żoną dla swojego męża...remerber ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Gosiu!

      Twoj opis ojca pasuje jak ulal do mojej matki... :( Tylko, ze ona akurat sobie sama "dopowiada" moje problemy malzenskie. Od dawna nauczylam sie, zeby mowic jej jak najmniej, ale ona wie, ze jestem osoba skryta i uwaza chyba ze ukrywam jaka jestem nieszczesliwa. A kiedy zapewniam, ze nie jestem i tak upiera sie przy swoim twierdzac, ze po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy. Albo, ze moj maz to lajdak, a ja tego zwyczajnie nie widze... Nie mam pojecia skad w tej kobiecie taki brak wiary w to, ze komus moze po prostu byc dobrze... Mam wrazenie, ze ona CHCE zeby mi bylo zle i zebym dzwonila do niej wyplakac sie i prosic o rade... :/
      Mnie jednak martwi to, ze jej glupie gadanie, mimo wszystko trafia na podatny grunt. Slucham i slucham o tym, ze moj maz jest beznadziejnym prostakiem i zaczynam zastanawiac sie, czy moze cos w tym jest! Ona, nawet bedac tak daleko, nawet pomimo, ze jestem dorosla, potrafi nadal zasiac we mnie ziarno niepewnosci... Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi sie uwolnic calkowicie od jej wplywu... :(

      Usuń
  20. Trafiłam na Twój blog przypadkiem. Szukałam czegoś o toksycznych matkach. Moja mieszka tysiące kilometrów ode mnie. Mimo to każda rozmowa na Skype kończy sie tym że szukam pocieszenie w internecie. Nie umiem poradzić sobie z emocjami jakie we mnie siedzą. Nie umiem być asertywna względem mamy ;-( Co ciekawe, jestem osobą BARDZO otwartą i wyjatkowo asertywną. Ale przy mamie jestem stłamszona maksymalnie i nie umiem sie bronić... Pozdrawiam Cię ciepło! ;-)

    OdpowiedzUsuń