poniedziałek, 2 czerwca 2014

Weekend przeszedl jak burza

No i znow poniedzialek... W pracy ponownie zapowiada sie kociol, szczegolnie ze w piatek chce wziac wolne, zeby na spokojnie posprzatac chalupe, zrobic zakupy i zaczac pieczenie na planowane sobotnie przyjecie urodzinowe Bi (wreszcie, wreszcie!). Oznacza to, ze musze zmiescic robote na 5 dni w dniach czterech, ale co to dla mnie, nie? ;) Bardzo nerwowo sprawdzam tez prognozy pogody. Co 15 minut, jakby cos sie moglo w tym czasie zmienic... Narazie sa zadowalajace, ale zostalo jeszcze 5 dni, wiec kto wie? ;)

A jak tam minal Wam weekend? U nas po staremu, czyli wyjace i smarkajace (tym razem od rykow nie przeziebienia, chociaz Niko nadal leca gile, podejrzewam, ze od ciagle pchajacych sie zebow)dzieci, zakupy, pranie, sprzatanie, upieczony "banana bread", zabawa w ogrodzie i kolejny kleszcz na siersciuchu. Jak to tutaj mowia: "same old, same old". :)

Nasz "samobojca" tez wrocil. Czy raczej powinnam napisac samobojcY, bo podejrzewam, ze jest ich wiecej. Tym razem pstryknelam delikwentowi fote zanim wypuscilam go (ja?) w bezpieczne miejsce.


Czy nie ladna ropuszka? ;)

Poza tym kupilam Bi okulary przeciwsloneczne. :) Mialam juz dosc rykow w samochodzie, kiedy dosiegnie jej chociaz najmniejszy i najbledszy promien slonca. Nawet przesaczony przez rolety... Co ciekawe na podworku Mala Dama uparcie sciaga kapelusz i tam juz slonce swiecace jej prosto w oczy w ogole nie przeszkadza. Hmm... Dziecko to stworzenie pelne sprzecznosci. W kazdym razie w sklepie rzucily mi sie w oczy dzieciece okulary przeciwsloneczne i pomyslalam: BINGO! :) Bi zadowolona, a i my delektujemy sie cisza dobiegajaca z tylnego siedzenia. Chyba, ze Potwory urzadza akurat popis piskow i nieartykulowanych wrzaskow. :)
A Bi, jak na typowa kobiete przystalo, wystarczylo pol godziny, zeby odkryc, ze kiedy slonce zajdzie za chmury, okulary wybornie sluza za opaske:



Poza tym wczoraj swietowalismy Dzien Dziecka. Sami dla siebie, bo w Hameryce nie ma takiego swieta. :) My jednak postanowilismy podtrzymywac stare, polskie tradycje. No dobrze, JA postanowilam, bo moj malzonek ma Dzien Dziecka w powazaniu, jak zreszta kazde inne swieto (oraz urodziny, imieniny i rocznice) oprocz Wielkanocy i Bozego Narodzenia. :)
Nie jestem zwolenniczka wielkich prezentow na swieto dzieci. Mysle, ze za pare lat raczej bede sie starala zaplanowac dzieciakom jakas fajna wycieczke do zoo czy innego akwarium. Poki jednak sa za mali, zeby docenic calodniowe wyprawy, zostaja drobne prezenty. W tym roku dostali wielka pake kredy do malowania po chodniku. W rezultacie wiekszosc podjazdu po wewnetrznej stronie bramy nabrala koloru. :)


Wybaczcie jakosc zdjec, ale oni albo sie ruszaja, albo odwracaja, albo mrugaja, albo patrza centralnie w dol. Masakra. :)

Krowa i domek w tle to moje dziela (nie smiac sie (!), probowalam zachecic corke do rysowania, bo nie wiedziec czemu miala opory), Bi az taka zdolna to nie jest. :) Okazalo sie, ze Potwor Starszy przyjal nowa forme wyzycia artystycznego ze spora doza nieufnosci oraz niepewnosci, za to Niko byl zachwycony! Podejrzewam, ze dlatego, ze na codzien nie daje mu kredek ani pisakow, bo wiem, ze skonczy sie to konsumpcja wyzej wymienionych. Krede zreszta tez musial posmakowac, ale na szczescie okazala sie niezbyt smaczna. Synal skrzywil sie jak po cytrynie i zaniechal podgryzania, za to skupil sie na gryzmoleniu. :)

W ramach wycieczki z okazji Dnia Dziecka, zabralismy Potwory na plac zabaw. No co, to tez wycieczka! ;) Wsam raz dla maluchow, a zreszta do parku mamy 20 minut jazdy, wiec "podroz" zaliczona. A ze po drodze zatrzymalismy sie na ulubiona kawe, wiec i rodzice skorzystali. Co prawda malzonek cos tam burczal pod nosem, ze tyle roboty kolo domu, ze lunche na caly tydzien same sie nie pogotuja, itd. Normalnie pewnie przyznalabym mu racje, ale to przeciez byl Dzien Dziecka! A ostatnio tak sie skupilismy na doprowadzaniu ogrodu do jako takiego stanu, ze wg. moich obliczen, ostatnio na placu zabaw bylismy w Wielkanoc, ponad miesiac temu!





W niedalekiej przyszlosci przewiduje problemy z Nikiem. To dziecko niczego sie nie boi! Zjezdza z najwiekszych slizgawek, probuje wspinac sie po drabinkach, przechodzi przez tunele (dla porownania - Bi dopiero w tym roku odwazyla sie w nie wejsc!), itd. Juz widze jak za rok bede za nim biegac, asekurowac trzesacymi sie rekami i po prostu czuc jak na glowie wyrasta mi jeden siwy wlos za drugim...
Za rok??? Co ja pisze, zaloze sie, ze to bedzie juz jesienia/zima!

A po powrocie do domu - kolejna porcja bazgrolenia po podjezdzie.



A na koniec kolejna perelka z weekendowych dzieciecych rozmowek:
Rozbieram Bi do spania. Sciagam jej skarpetki, a ona podsuwa mi pod nos jedna smrodliwa girke, a potem druga, z rozkazem:
"Wachaj!"
Nie bardzo mi to w smak, ale przysuwam nos do stopek, udaje, ze sie zaciagam, po czym macham reka i teatralnie prycham "Fuuuuj, jakie smierdzace syry!". Bi zanosi sie smiechem. Po czym... sciaga sobie gacie, wystawia w moja strone zadek i wola:
"Teraz pupe wachaj!"

!!!!!!!! ;)

16 komentarzy:

  1. Młodemu przejdzie to, potem będzie szalał tak, żeby się nie zabić. Niuniek jak ojciec wracał to poleciał z parapetu na łóżko, które stało pod nim potem na ziemię jeszcze się wyrabal wstał i poleciał do taty nie zważając na nic. Teraz to by tego nie przeżył, jeszcze wszystko przed Tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wlasnie nadzieje, ze z czasem Mlody nabierze troche instynktu samozachowawczego. :)

      Usuń
  2. Hej Agata :)
    No więc wróciłam ;) Trochę się u mnie pozmieniało..to wcale nie jest "same old"
    Te twoje dzieciaczki takie kochane...Bi bardzo rezolutna i Niko w tyle nie stoi !O urodzie córci wspominałam już wczoraj...urocza panienka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, "kochane" to chyba najrzadziej stosowany przeze mnie epitet. Czesciej zdarza sie "narwane", "szalone", "durnowate". Ale urody to im rzeczywiscie nie odmowie. :))

      Usuń
  3. Miałaś super pomysł z kredą. Jako dziecko uwielbiałam nimi bazgrolić :-) Niby duperel, a ile radości może sprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez uwielbialam rysowac kreda, tylko mialam tablice do tego, po chodniku nie pamietam zebym rysowala. Chociaz pamietam, ze szukalo sie wsrod kamieni kawalkow "kredy" zeby narysowac chociaz "klasy" do skakania. :)

      Usuń
  4. Też uważam, że na Dzień Dziecka nie potrzeba wielkich prezentów, bo najważniejszy jest czas spędzony z dzieckiem/dziećmi :)

    Co to wąchania to dla mnie nic nowego, bo Tusia uwielbia mi tak robić... i na nic zdaje się mówienie, że nie mam ochoty wąchać jej nóżek :D Na pomysł wąchania pupy na szczęście jeszcze nie wpadła hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az strach sie bac czasem jakie pomysly im wpadaja do tych malych glowek. ;)
      Ja tez mysle, ze na Dzien Dziecka lepszy jest jakis drobiazg albo wycieczka. Szczegolnie u nas gdzie na poczatku maja sa urodziny Bi, wiec Strasza dostaje juz mnostwo wiekszych prezentow.

      Usuń
  5. Z wachaniem pupy to jednak mocna przesada, jako propozycja dla rodzicielki, ale jak widac - zgodne przystawanie na dzieciece pomysly wachania stop - i tak sie moze konczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano moze... Chociaz nie wiem skad Bi wpadla na pomysl wachania akurat pupy. Nie paszek, nie brzuszka, tylko dupki. ;)

      Usuń
  6. To mnie zaskoczyłaś, że u Was nie ma dnia dziecka, co prawda nigdy w to nie wnikałam, ale myślałam, że skoro dzień mamy niejako jest na prawie cały świat, to tutaj jest podobnie. Człowiek uczy się całe życie :)
    A dzieciaki jakie zadowolone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi zawsze sa zadowoleni, wystarczy dac im cos czym moga wybrudzic maksymalna ilosc krajobrazu. Kreda tez nie ograniczyli sie do podjazdu. Wysmarowali taras, krzesla, a Nik probowal tez rysowac po szklanym stoliku i bardzo byl rozczarowany, ze sie nie da. :)) Dobrze, ze kreda zmywalna, wiec potem tylko w ruch poszedl waz ogrodowy i znow mamy czysto. :)

      Usuń
  7. Moj Mlodszy Syn jest identyczny. On niczego sie nie boi, nikogo sie nie boi. Moj Maz twierdzi, ze niestety inteligencji po nim nie odziedziczylo :) bo np. Starszak musi sie zastanowic I minie dobrych kilkach minut zanim podejmie decyzje. U Nas Dnia Dziecka tez raczej nie obchodza ... pozdrawiam. W jakim miescie mieszkacie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wlasnie zweryfikowalam troche swoje poglady. :)Myslalam, ze z Nika taki "chojrak", ale w sobote mielismy kilkoro maloletnich gosci i stwierdzam, ze moje dzieciaki, chociaz na swoim terenie, byly najbardziej oniesmielone. :)
      A mieszkamy na lekkim zadupiu, w zadnym miescie. :) Jestesmy prawie idealnie posrodku pomiedzy Nowym Jorkiem a Bostonem, okolo 2.5 godz. jazdy do jednego i drugiego. :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Och! Zranilas moje artystyczne uczucia! ;)

      Usuń