wtorek, 18 lutego 2014

Moje dzieci to dzikusy, a malzonek mnie wkurza

Takie tam po-weekendowe rozwazania... ;) Wiem, ze dzis jest juz wtorek, ale od jakichs 2 miesiecy nic nie robie na czas. Weekendowe opowiesci beda wiec we wtorek, trudno... ;) A weekend mialam calkiem sympatyczny, tylko zaczal sie od wkurwa.
Bo wiecie, jestem spiochem. Co prawda dawno juz zaakceptowalam, ze przy posiadaniu dzieci nie bedzie wylegiwania sie w sobote w lozku do 10. Ale kurcze, po przebudzeniu lubie te 15 minut polezec, zeby sie dobudzic. Dzieki Bogu, odkad M. nie odsypia nocek, w sobote zrywa sie pierwszy (wlasciwie to pierwsza jest Bi. Przylazi do naszej sypialni z niesmiertelnym jekiem "tata chooooc!!!") i zabiera potomstwo do salonu. A ja probuje otworzyc oko. ;) Tylko, ze w poprzednia sobote wychodzilo mi to wyjatkowo opornie. Powodem byl Mlody, ktory najpierw zbudzil sie na cyca o 4, a potem od 5 budzil sie co 10-15 minut ze strasznym, swidrujacym wrzaskiem, usilujac najwyrazniej wymusic od nas wstanie i uwolnienie go z lozeczka. Niedoczekanie... W kazdym razie od 4 nad ranem praktycznie nie spalam tylko przydrzemywalam sobie, wiec potem o 6:30 bylam nieprzytomna.
A smarkateria jak na zlosc zaczela dzien od wrzaskow i klotni. Znaczy sie darl sie Niko, a klocila Bi. Moje proby dobudzenia sie odbywaly sie wobec tego w akompaniamencie czegos takiego:

"AHHHHHHIIIIIIIGHHHHHHH!!!!! GHY HY HY..."
"TO MOJE! TO MOOOJEEEE!!! MOOOOOOJJJJEEEEEE!!! UEEEEEE!!!!"

I tak w kolko... :/

Wstalam wiec w humorze iscie wisielczym i wszyscy i wszystko mnie wkur... rzalo... Dzieci wpienialy, maz dobijal, sklepy mialam ochote zburzyc, a kawe mi przeslodzili... :( Gdyby nie to, ze do okresu troche mi jeszcze zostalo, pomyslalabym, ze to klasyczny PMS. Niestety, po prostu obudzila sie wewnetrzna jedza...

A po poludniu pojechalismy (w sniezyce, a co!) do sali zabaw na przyjecie urodzinowe. I tu okazuje sie, ze nasze dzieci sa zupelnie anty-towarzyskie... Z Nika jeszcze moze beda ludzie, w koncu maly jest, byl tam najmlodszym kurduplem. Ale Bi to mnie powaznie zmartwila. Wiekszosc dzieci byla mniej wiecej w jej wieku. Wiem, ze 2-3 latki nie bawia sie razem, tylko raczej obok siebie. Ale byla tam rowniez kobitka organizujaca dzieciom rozne gry i zabawy. Wszystko przystosowane do wieku i umiejetnosci takich maluchow oczywiscie. Myslelismy, ze Bi bedzie miala frajde, a ona zaszyla sie na drugim koncu salki i odmowila dolaczenia do pozostalych dzieci. Zajelo mi dobre 10 minut, zeby ja stamtad wywabic. Musialam obiecac, ze bedzie u mnie na raczkach i nie musi sie bawic, moze tylko popatrzec. Myslalam, ze z czasem sie oswoi, ale gdzie tam. Wczasie gier siedziala mi na rekach kurczowo trzymajac mnie za szyje. Kiedy dzieci usiadly przy stolikach, zeby zaspiewac Happy Birthday i zjesc torta, Bi jako jedyna nie weszla nawet do salki (a raczej weszla, pozniej, kiedy pozostale dzieci wrocily do zabawy...).
Musze przyznac, ze nie tego sie spodziewalam. Nasza uparta i zadziorna Bi, ktora usiluje rzadzic wszystkimi dziecmi u opiekunki, nagle w obcym miejscu i wsrod nieznanych dzieciakow okazala sie chorobliwie niesmiala i nietowarzyska... Bardzo przykro bylo patrzec jak wszystkie dzieciaki podskakuja i tancza, a twoje siedzi "sfoszone" w kacie...

Teraz o malzonku... Jakos tak w sobote, zgodnie z moim humorem rozejrzalam sie po kuchni i doszlam do wniosku, ze wszelkie moje zazalenia do M. koncentruja sie wlasnie w tym malym pomieszczeniu... I tu bede hipokrytka, bo naprawde ciesze sie, ze trafil mi sie chlop, ktory umie i co wazniejsze LUBI gotowac. Bo ja tez umiem, calkiem niezle, ale co z tego skoro nie znosze? :) No i super, M. ma moje blogoslawienstwo do gotowania w naszym domu wszystkiego oprocz bigosu i leczo z cukinii, bo te wychodza mu "przekombinowane". Po prostu M. lubi eksperymentowac i wrzuca do nich polowe polki z przyprawami. Ja zas mam sprawdzone receptury i ich sie trzymam. Bigos i leczo M. nie smakuja dla mnie jak bigos i leczo. Koniec, kropka. :)
Ale nie o tym mialo byc.
Dochodzac (pomalu) do sedna. Czy Wasi mezowie tez kreuja wokol siebie taki burdel??? Nie wiem czemu JA potrafie tak ugotowac, ze po tym gotowaniu prawie nie trzeba sprzatac, za to kuchnia po pichceniu M. wyglada jakby cos tam wybuchlo. Nachlapane, nakruszone, a juz najbardziej wku**ia mnie zwyczaj obierania warzyw lub owocow , kladzenia skorupek jajek, itd. na blat zamiast prosto do kosza. A wlasciwie to zostawianie tych obierek. W trakcie gotowania czasem nie ma mozliwosci pozbierania, rozumiem, ale czy musi to tam potem lezec do usranej smierci??? A jak strace cierpliwosc i zaczne sprzatac, slysze "ja bym to wyrzucil". Tiaaa, pytanie tylko kiedy, skoro czesto kiedy ja usypiam malego, M. obiera i kroi owoce dla Bi, a obierki leza sobie na blacie jeszcze nastepnego dnia kiedy wracam z pracy... To samo z garnkiem po budyniu. M. uwielbia budyn, czesto gosci on wiec w podwieczorkowym menu. Tyle, ze M. wrzuci gar do zlewu (dobrze, ze chociaz zaleje go woda) i ten gar tam tak stoi. Ja za budyniem nie przepadam, a ze nienawidze drapac przypalonych garow, wychodze z zalozenia, ze skoro czegos nie jadam, to czemu mam po tym sprzatac. Ale garnek siedzi w zlewie dzien, drugi, w koncu biore sie za niego, bo juz zaczyna podsmiardywac. I co slysze? "Ja bym go umyl". Kiedy sie pytam??? Jak zawartosc ozyje i sama ucieknie??? Poza tym M. namietnie wyciska cytryne do herbaty, a ze sily ma sporo, wiec sok z pryska po calej cholernej kuchni! Wszystko sie klei, blat, czajnik, cukierniczka... I kto musi to wiecznie wycierac? Ja oczywiscie! A jeszcze M. zrobi sobie herbatke, wypije pol, a reszta stoi tam gdzie z nia aktualnie przysiadl. Mamy wiec na kazdej (teraz przy dzieciach tej wyzszej) powierzchni plaskiej kubek lub szklanke z napoczeta herbata... Jak mnie to wkurza jak musze wieczorem zrobic rundke po domu zbierajac brudne naczynia! Chociaz teraz przy dzieciach i tak mam ulatwione zadanie, bo M. stawia gorace kubki tylko w kuchni lub jadalni. Kiedys znajdywalam je doslownie wszedzie, nawet w lazience... A jak juz M. zabierze sie za sprzatanie to musze go zawsze pilnowac, bo mimo zapasu recznikow papierowych, co moj malzonek uzywa do wycierania blatow? Sciereczki kuchenne! Dla mnie sa one do wytarcia rak, jakiegos jabluszka po umyciu, ewentualnie czystego talerzyka, a nie wylanej zupy i rozchlapanego tluszczu z patelni! Nic dziwnego, ze ciagle musze kupowac nowe scierki, bo pojawiaja sie na nich plamy, z ktorymi nawet odplamiacz sobie nie radzi. :/

I nie to, ze nie rozmawiamy o takich denerwujacych drobnostkach, bo rozmawiamy. Tyle, ze M. moje uwagi kwituje smiechem. Moze i zolza jestem, ze czepiam sie takich drobiazgow, ale co ja zrobie, ze jak trafi mi sie taka wisielcza sobota to doprowadzaja mnie one do szewskiej pasji???

No! Wiecej mezowych grzechow nie pamietam! A dzis w sumie i tak mi juz przeszlo. :)

A niedziela juz byla fajna, wyszlismy nacieszyc sie jeszcze sniegiem przed odwilza. M. odsniezal podjazd, Niko niezmordowanie dreptal w kolko, ja ciagnelam Bi na sankach (zmachalam sie jak dziki osiol, a na koniec za ostro skrecilam, sanki sie wywrocily, Bi zaryla buzia w snieg i dostalam opieprz: "Nie sypko mama, wooolnooo!"). I tylko corcia byla niepocieszona, bo nasz balwan czesciowo sie juz roztopil i stracil ksztalt. :)

30 komentarzy:

  1. Ze sprzątaniem po gotowaniu i ścieżkami mój Jedyny ma podobnie. Jedyny plus, ze najbrudzi niemozebnie, ale w miarę szybko posprząta i nic się nie moczy dniami:) Ale ścieżki tez dokupuje non stop :)))
    Może to jakiś męski gen tak im robi? :))
    A u nas wiosna na południu . Kwitną migdałowe drzewa i mimoza
    Pozdrawiam urlopowo i rozumiem twój ból niedospania, bo ja nareszcie w tym tygodniu śpię po 8 godzin i jest po prostu booosko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boooszzzz, jak ja Ci zazdroszcze tych 8 godzin!!! :)

      Laaal, wiosna pelna "geba"! U nas wszystko zakwitnie najszybciej za jakies 2 miesiace!

      Usuń
  2. Agata, co ja mam Ci napisać. No mój burdelu nie robi. Ale nie dlatego, że taki zajebisty z Niego czyścioch. On po prostu nic w kuchni nie przygotowuje. Nic! Właśnie poza tym budyniem, bo dziewczyny lubią, więc zlecam to Jemu- no do cholery, tyle to zrobić potrafi?! A wiesz, że On chciał iść do technikum gastronomicznego, bo tak lubił gotować?! Na moje liczne sugestie, żebyśmy dzielili się gotowaniem, On odpowiada, że ja za dobrze to robię i takie tam wykręty. Krew mnie zalewa, bo pal licho jakby nie umiał gotować, ale skoro umie?!!!!!

    A Bi? Hm, myślę, że jest wielka szansa, że się Dziewczyna rozkręci, bo jak piszesz u opiekunki dzikuską nie jest. Może potrzebuje więcej czasu na oswojenie się w nowym miejscu i wtedy dopiero zaczyna swe rządy :) A może zawsze będzie trochę na uboczu. To jest rzeczywiście problem, bo moja przyjaciółka miała właśnie taką córcię, no i Ola zawsze była taka dzika, co spędzało sen Renacie z oczu. Dziś Ola ma 16lat, duszą towarzystwa nigdy nie jest, ale gospodarzem klasy i owszem :) Ma koleżanki, wychodzi... Także wszystko w normie. Nie martw się może jeszcze tym, w końcu Bi to mała dziewczynka jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wlasnie nadzieje, ze Bi troche z tej "dzikosci" wyrosnie. Martwie sie, bo ja sama bylam bardzo niesmialym dzieckiem, a i teraz do pewnych siebie nie naleze. Wiem jak to utrudnia zycie. Poza tym kilka blizszych kolezanek powiedzialo mi, ze patrzac z boku nie wygladam na niesmiala, tylko na zarozumialca i samotnika i to juz mnie kompletnie podlamalo. Nie chce, zeby moje dziecko bylo w ten sposob postrzegane...
      A co do meza, to wyobraz sobie, ze moj SKONCZYL technikum gastronomiczne z tytulem piekarz-cukiernik! Tyle, ze wyslany zostal tam wlasciwie na sile przez swojego ojca, powolania to on do tego nie mial. A o tym jak moj maz piekl ostatnio babke musze napisac posta, bo rece mi opadly... ;)

      Usuń
  3. Ja tez musze sprzatac po swoim mezu... on tez by to zrobil sam ale jakos nie moze bo ja go uprzedzam. I jeszcze te komentarze - jejku po co sie denerwujesz i tyle gadasz skoro to tylko 2 minuty zajmuje- ten komentarz slysze od swego na okraglo... przed chwila dzieciaki padly i se spia a moj malzonek wpadl na pomysl by sobie watrobe usmazyc- teraz przynajmniej nikt mu nie bedzie w jedzeniu przeszkadzal. Zrobilam mu 20minutowy wyklad na temat obzerania sie na noc i zadowolil sie kanapka XXL. a u nas pogoda piekna 10 stopni. A co do krzyku dzieci to naucz sie nie zwracac uwagi i im przejdzie po jakims czasie- moje tez zaczynaja wrzaski ale jak ja nie zwracam uwagi na nich to przestaja. Nawet sasiedzi sie nie skarza :) a tak na serio to potem jeszcze gorzej bedzie- moje teraz kloca sie o wszystko o nalesniki na sniadanie o to kto pierwszy siku zrobi kto pierwszy do wanny wskoczy lub zeby umyle o miseczke i lyzeczke mimo ze wszystkie sa takie same o zabawki kredki o to ze starsz mi 2 buziaki dal a corcia tylko jeden doslownie o wszystko- nawet jak starszy mi w samolocie wymiotowal to corcia darla sie - ja tez ja tez... co se ludzie musieli pomyslec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padlam z tego wymiotowania! Zazdrosc w rodzenstwie jak widac nie ma granic! ;)
      Na wrzaski dzieci kiedy chca cos wymusic tez nie zwracamy uwagi. Ale jak maly sie drze, bo siostra go maltretuje to juz musimy zareagowac. Bi jednak narazie ma nad bratem spora przewage... ;)

      Usuń
  4. hmmm, moj sie garnkow "nie tyka", wiec nie mam po kim sprzatac.
    na poczatku strasznie mi imponowal wspaniala jajecznica z pomidorami- nawet skorke dla mnie sciagal :)..nie pytaj kiedy ostatnio ja zrobil?- kochana od LAT juz nie :(
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj to wspolczuje, bo ostatnio napomknelam M., ze zjadlabym domowej czekolady. Tak sobie mruknelam, a on sie rzucil do kuchni, sprawdzil czy mamy wszystkie skladniki i zrobil te czekolade! W szoku bylam! :)

      Usuń
    2. domowa czekolada?? nigdy nie jadlam, uwielbiam milke - taka z serduchem zrobiona, specjalnie dla ciebie:) ojej musi byc pyszna!!
      ps. wpadlam i nie wiem co z tego wyniknie ale jakbys chciala:)

      http://luxusowa.blogspot.de/

      Usuń
    3. Jest pyszna! Zazwyczaj za czekolada szczegolnie nie przepadam, ale jak mnie juz ochota najdzie, to ta domowa moge sie zajadac po kawaleczku caly dzien!
      Dziekuje za adres, chetnie zajrze! :)

      Usuń
  5. zachowaniem Bi nie masz sie co martiwc, moj syn - a jest w podobnym wieku co Twoja Bi, zachowuje sie bardzo podobnie, tez sie tym martwilam, ale jak poszedl do p-kola to sie nauczyl, ja sie denerwowalam ze jest taki 'dziki' ze inne dzieci lgna do siebie a on nic, albo jest moja 3noga az mi krew sie buzowala, teraz juz jest ok, ale uwazam ze to zasluga p-kola i podejscia pani.
    a jesli chodzi o meza to uwazam ze i tak ma zlotego. bo moj np to w kuchni wode zagotuje na herbate i ewentualnie jakies kanapki i jajecznice zrobic poza tym NIC, NUL, ZERO. za to swietnie sprzata, uwielbia miec porzadek na blatach w kuchni i w zlewie dlatrgo po kazdym moim gotowaniu elegancko sprzata :))) w sumie nie wiem co lepsze ;P
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... No tak, kazdy chlop inny... Chyba powinnismy sie cieszyc, bo mojej siostrze trafil sie egzemplarz, ktory nie dosc, ze przypali wode na herbate, to jeszcze balagani na potege. Nawet jak sie wieczorem rozbiera, to ubrania zostawia na podlodze dokladnie tam, gdzie je zdjal. Siorka juz prawie 6 lat z nim walczy. ;)
      A Bi mam nadzieje, ze tez z tego wyrosnie...

      Usuń
  6. No a jak :) Zawsze mówię, że fajnie, gdy Kocur gotuje, ale gdy JA gotuję, to muszę zmywać po sobie, a gdy On gotuje, to Ja muszę zmywać po nim :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak to wyglada u nas! Dobrze, ze chociaz mamy zmywarke! ;)

      Usuń
  7. Kochana Bi wyrośnie!
    U opiekunki są dzieci znane jej od hohohohohoho. Mała jest z Nimi oswojona i są jej codziennością. Więc dogaduje się z Nimi dobrze. Natomiast dzieci które były na urodzinach nie dość, że w innym miejscu, to jeszcze nieznane...
    Ale nie możesz odpuszczać! Bi musi jak najwięcej wychodzić do dzieci, po jakimś czasie może się rozkręci. Jest jeszcze mała, nawet trzech lat nie ma, ale w miarę jak będzie rosła sytuacja zacznie się poprawiać.
    Najgorsze co możesz teraz zrobić, to zacząć ją seperować od dzieci, by oszczędzić małej stresu. Bo znałam taki przypadek (z opowieści) gdzie dziewczynki rodzina gdy ta bała się ludzi na spacerze...szybko z małą wracali do domu.
    :/
    Ale TY jesteś mądra! I jesteś DOBRĄ mamą! I mogę Ci to napisać ile razy będziesz chcieć! I masz cudowne dzieci, które... czasami dają w kość, ale kochają Cię jak nikogo na świecie!
    Każdy ma czasem złe dni.
    A jak będziesz się chcieć wygadać to... mail! Odpiszę Ci zawsze! Chociaż wiedzę mam małą. Jak na dwudziestolatkę przystało :P
    Wszystko będzie dobrze!! :***

    Ale się rozpisałam. Dobrnęłaś? :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze dobrnelam! I dziekuje za taki mily komentarz!
      Och nie, nie mam zamiaru Bi izolowac! Wrecz przeciwnie, juz rozmawialam z M., ze trzeba z nia wiecej wychodzic "do ludzi". Juz jakis czas o tym myslalam, ale teraz pora to zrealizowac. Jak M. wreszcie znajdzie prace to chce zapisac Bi (a moze i Nika) na jakies zajecia muzyczne, basen, itp. Niech ma szanse na kontakt z innymi ludzmi i nowe wyzwania...

      Usuń
    2. No widzisz! To jest mądre podejście!
      Zwłaszcza, że wy tam w Hameryce ( ;) ) macie na pewno większe możliwości integracyjne dla dzieci niż w Polsce.
      A na pewno tańsze :PP
      Basen to dobry pomysł! :D

      Usuń
    3. Wieksze to chyba nie, jak widze ilosc zajec i miejsc, ktore opisuja znajome blogerki. :) Tutaj problemem jest, ze wszedzie jest daleko, minimum 15-20 minut autem. Mieszkamy w malym miasteczku (wlasciwie to bardziej wioska) gdzie malo co sie dzieje...
      A ceny? Kochana, jak za zboze... :/

      Usuń
  8. Ja mam tak samo z mężem...ja gotuję - ja sprzątam, on gotuje - ja sprzatam haha....widocznie taki męski gen.....pozdrawiam i zycze duzoooo snu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, najwyrazniej rzeczywiscie faceci tak maja!
      Duzo snu, hmm... Moze za jakies pare lat... ;)

      Usuń
  9. Robi burdel mj mąż, robi. Nie tylko w kuchni. WSZĘDZIE! Najpierw prosiłam, potem groziłam. Kłóciłam się, krzyczałam. Potem napisałam kartkę na lodówkę,grzecznie miło, acz smutno, że ja nie mogę spędzać swojego dnia wolnego na odgruzowaniu mieszkania...
    Pomogło. Na chwilę.
    Teraz się zbuntowałam. Od poniedziałku żyjemy w burdelu. Serio. Pieprzę już to :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. ogranicza sie do kuchni. Ale zeby nie bylo za dobrze, to w calym domu zaczyna "projekty" i zostawia je takie rozbabrane i skonczone w polowie. ;) I tak zerwany wieszak na reczniki naprawial "sie" prawie rok. Drzwi rozwalone po otworzeniu kopniakiem (Bi zamknela siebie i brata na klucz w sypialni) wymienia juz z pol roku. W piwnicy plama oleju po wyniesieniu starego baniaka czysci sie juz 1.5 roku. Mozna tak wymieniac i wymieniac...

      Usuń
  10. chyba Wam zazdroszczę tego śniegu :D
    małżon zmądrzeje, znaczy nauczy się porządku, jak Ty odpuścisz i w końcu przestaniesz po nim sprzątać. Wiem, że to trudne o bajzel razi w oczy, ale warto spróbować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boze, chyba nie dalabym rady, jak sobie wyobraze jak wygladalaby kuchnia gdybym sobie odpuscila. M. ma naprawde spora odpornosc na balagan. :)
      A zime mamy w tym roku naprawde fajna, az na nowo odkrywam milosc do niej, razem z Bi. Zaczela sie slabo i juz myslalam, ze bedzie kicha, a tu jak przyszly mrozy i zaczal padac snieg, to utrzymuje sie tak juz kilka tygodni. Dla dzieciakow rewelacja! :)

      Usuń
  11. Oooo, znam to! Mój mąż też zostawia po sobie wszystko co używa w miejscu, w którym przysiadł. Ohh, walczę z nim o to już od 7 lat, poprawy są minimalne.
    A co do Bi, to się nie przejmuj. O swoim dziecku jeszcze Ci nie napiszę, ale moja siostra była podobnym odludkiem. Jako dziecko kilkuletnie nawet nie raczyła się odezwać tylko buczała. Wyrosła na jedną z "najulubieńszych" w klasie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to troche mnie pocieszylas. Mam nadzieje, ze za kilka(nascie) lat spojrze w ten wpis i usmieje sie sama z wlasnych obaw. :)
      Czyli faceci sa niereformowalni bo ja walcze juz ponad 6 lat, a poprawy zero. :)

      Usuń
  12. Jejcia, jakbyś o moim P. pisała. Ty miałaś jedną taką sobotę. JA taką Jędzą jestem codziennie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak czytam o tych kubkach, garach....i myślę sobie: ooooops...wszystko przed nami :P

    OdpowiedzUsuń