poniedziałek, 18 listopada 2013

W kilka sekund mozna stracic to co najwazniejsze...

Za nami pierwsza (i mam nadzieje ostatnia) wizyta na pogotowiu...

Wiedzialam, ze musze pilnowac dwojki dzieci, nie wiedzialam jednak, ze pilnowac nalezy rowniez prawie 60-letniego dziadka. Chociaz w sumie, znajac mojego ojca, powinnam byla nie spuszczac go z oczu...

Dziadek przyjechal w odwiedziny. Zrobilam mu herbaty. I juz tu powinien byl mi sie wlaczyc alarm, bo wzial ta herbate do salonu (zazwyczaj zostawia na stole w jadalni). Ale zamiast tego, wlaczylo mi sie zacmienie, pt. szybko, szybko, mam dodatkawa pare rak i oczu (tylko mozgownicy zabraklo), musze wstawic zmywarke, przetrzec kuchenke, itd. Ja uwijalam sie w kuchni, a M. w pokoju goscinnym rozmawial z bratem na Skype. Dzieciaki zafascynowane wpatrywaly sie w wujka z komputera. A moj tata, po kilkukrotnej probie wywabienia Bi lub Nika do salonu, postanowil skorzystac z lazienki.

I tu dochodzimy do sedna. Moj genialny inaczej ojciec, poszedl do lazienki "na doslownie kilka sekund", a herbate zostawil na stoliku. Nik w tym czasie zdazyl wejsc do salonu, zobaczyc kubek, podejsc i wylac na siebie zawartosc...

Szczescie w nieszczesciu, ze herbata nie byla swiezo zaparzona, tylko stala juz kilka minut. Ale i tak Niko ma poparzenia 1 i 2 stopnia, robia mu sie paskudne bable, ktore co chwila pekaja i zostawiaja ranki. Cos lub Ktos rowniez nad nim czuwal i ma poparzona spora czesc brzucha i kawalek uda, ale genitalia, przykryte pielucha, ocalaly. Lekarze powiedzieli nam, ze gdyby jadra i penis tez zostaly oblane, to jechalibysmy na sygnale do centrum poparzen w innym miescie. No i kolejne szczescie, ze nie sciagnal sobie tej herbaty na glowe. Niby sporo tych "szczesc", ale jakos malo mnie to pociesza... :(

Mam straszne wyrzuty sumienia. Widzialam przeciez, ze moj ojciec bierze ta herbate do salonu. Powinnam byla juz wtedy go przystopowac i kazac zostawic ja w jadalni... Ale nie, zajeta zmywarka nie pomyslalam o konsekwencjach. Tyle, ze w zyciu bym nie przypuszczala, ze on ta pie***ona herbate zostawi na niskim stoliku i wyjdzie z pokoju!!! No jak mozna byc tak nieodpowiedzialnym, kiedy po domu krazy dwojka malych dzieci???

M. ma takiego wkurwa, ze twierdzi, ze nie wpusci tescia za prog...

A Niko znosi to wszystko bardzo dzielnie. Dzielniej niz jego rodzice... Jest caly czas na syropie przeciwbolowym, a cale oparzenie smarujemy mu antybakteryjna mascia, zeby nie wdalo sie zakazenie. Smieje sie, szaleje, biega, wspina i w ubraniu nikt by nie poznal, ze cos mu dolega. I taki jest cel na nastepne kilka dni - dbac, zeby nie cierpial i zeby oparzenie nie zabrudzilo sie i nie zainfekowalo... :(

Dziekuje losowi, ze tylko tak sie to skonczylo, bo moglo byc duzo, duzo gorzej... :(

40 komentarzy:

  1. Biedny Nikuś ;( Mam nadzieję, że nie boli go to bardzo. Pamiętam z dzieciństwa, że też dwa razy oblałam się herbatą i miałam bąble. Ale nie mam dziś nawet śladu. On jest malutki, szybko zapomni o tym nieszczęściu.
    Ściskam cię mocno, nie zadręczaj się, wypadki się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po Nikusiu w ogole nie widac, ze cos mu dolega. :) Balam sie starsznie tego smarowania mascia, bo myslalam, ze bedzie go pieklo, ale okazuje sie, ze on to uwielbia! Lezy bez ruchu z maslanym wzrokiem i daje sie pieknie wysmarowac. :)

      Usuń
  2. Biedny Niki oby szybko wrócił do zdrowia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh no z dzieciakami to tak już jest, jak się nie przydarzy rozlana herbata, to coś innego niestety. Całe szczęście, że one zwykle jakoś w miarę bez szwanku z tych opresji wychodzą :) Uszy do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to taki szok, bo Bi udalo nam sie przez 2.5 roku uchronic przed powazniejszym wypadkiem, a Nik nie ma nawet roku i juz pogotowie zaliczone. :/

      Usuń
  4. bardzo Ci współczuję, szkoda dzieciaka i Waszych nerwów również, to jak dziadek przyjeżdża w odwiedziny to musisz być czujna jeszcze bardziej bo on nie wie, co potrafią takie małe dzieci? ech:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utrafilas w sedno Klarko! Zawsze jak tata przyjezdzal to cieszylam sie, bo zabawil jedno dziecko, a ja mialam moment na zrobienie czegos pozytecznego. Teraz podczas wizyt dziadka nie bede chyba dzieci odstepowac na krok...

      Usuń
  5. Agata, wiem, że sama pewnie bym się zadręczała jeszcze długo, ale Tobie radzę jednak co innego-nie miej wyrzutów, to już się stało i nie odstanie, a mimo wszystko te "na szczęście" sprawiły, że nie skończyło się to dla Nika fatalnie, no i grunt, że On jest taki dzielny, pewnie już nic nie pamięta...
    Natomiast co do dziadka...Pewnie też ma ogromne poczucie winy. Wiesz ja już parę razy złapałam moją mamę na tym, że stawia w jadalni kawę blisko krawędzi, my mamy tam ławę, może nie jakąś bardzo niską, ale Lila bez problemu ściąga już z niej rzeczy. I powiem Ci, że byłą zaskoczona mamą, bo przecież sama wychowała dwójkę dzieci i była zawsze bardzo odpowiedzialna w stosunku do nas... I wtedy pomyślałam, że chociaż to przykre, ale rodzice niestety się starzeją i właśnie też trzeba Ich pomału pilnować...
    Dla Nika dużo zdrówka, a dla Ciebie Kochana podwójna melisa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, jak tam u Was? Nikuś ok? Dziadek i Twój M. też? Mam nadzieję, że wkrótce się odezwiesz, ściskamy.

      Usuń
    2. Dziekuje za troske Martus! Wszystko w porzadku, tylko zdrowie troche sie posypalo. :( I nie mam jakos weny. Jutro postaram sie sklecic jakas notke...
      A u mojego taty to nie wiem czy to postepujaca skleroza, czy po prostu brak doswiadczenia. Bo przez wiekszosc mojego i siostry dziecinstwa ojciec pracowal za granica, przyjezdzal od swieta i mama wlasciwie to wychowala nas sama...

      Usuń
  6. Biedny maluszek, wiedząc jak boli byle oparzenie, bardzo mu współczuję. Dobrze, że oparzenia w tym wieku łatwo się goją i często nie zostawiają śladu, choć znam drastyczne przypadki z udziałem garnka ściągniętego z kuchenki lub balii krochmalu, które zakończyły się bliznami na całe życie.
    Za późno, żeby się winić i szukać winnego. Takie rzeczy się zdarzają. Trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Musisz pilnować taty i jeśli jest roztargniony, to myśleć za niego, bo gdy w domu są dzieci, to wszyscy muszą być bardzo czujni. Ja mam taką obsesję, że nawet u siostry stawiałam kubek i moje tabletki daleko od brzegu stołu, zapominając, że jej dziecko ma kilka dni i taka ostrożność jest na wyrost.
    Współczuję Ci, że najadłaś się strachu i trzymam kciuki za zdrowie małego oraz za czujność dorosłych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, teraz przez dluzszy czas bede dziadka bacznie obserwowac podczas wizyt. Zanim mi przejdzie, mam nadzieje, ze dzieci troche podrosna i nabiora odrobiny instynktu samozachowawczego...
      Takim ekstremalnym przypadkiem jest moj wlasny maz. Jako maluch niewiele starszy od Nikusia wpadl ramieniem do garnka z wrzatkiem, ktory jego mama miala wlac do wanienki (nie mieli cieplej wody). Do dzis cale lewe ramie pokryte ma bliznami...

      Usuń
  7. Trudna sytuacja, również dla Dziadka, pewnie czuje się bardzo z tym wszystkim. W sumie tez nie jest przyzwyczajony do takiej ostrożności względem genialnych dzieci.

    Życzę siły w tej sytuacji a Słoneczko niech wraca do zdrowia, i wszystkie ślady znikną.

    pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadka tez gryza wyrzuty sumienia, to prawda.
      Oparzenia Nikusia w wiekszosci goja sie ladnie. Tylko to na nodze ciagle obciera (jest w takim miejscu, ze wszelkie opatrunki zsuwaja sie i spadaja), wiec nie chce sie goic tak szybko jak reszta. I to jedno moze zostawic blizne niestety...

      Usuń
  8. zdrowka dla Maluszka :)
    Dobrze, ze "tylko" tak sie skonczylo, po czasie Maly nawet sladu nie bedzie mial, wiem jak jak to jest- goraca kawa i rajstopki- sciagane razem ze skora :(((.
    Szkoda mi rowniez dziadka, bo pewnie gdyby mogl to sam by sie oblal aby tylko odkupic wine.
    Wszytkiego dobrego dla calej rodzinki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie, M. rozerwal oblany bodziak Nika i skora na brzuchu w niektorych miejscach zdarzyla juz zejsc. :/

      Usuń
  9. Hej- Ja cie pocieszac nie bede bo wypadki sie zdarzaja i to najczesciej w domu przy rodzicach, dziadkach itp, Malego dziecka nie upilnujesz a zadreczanie sie nic nie da. Ja kiedys swoja coreczke mialam w foteliku samochodowym i juz sie zbieralismy zeby jechac wiec chwycialm fotelik i JA NIEROZWAZNA MATKA zapomnialam zapiac pasy i mi mala runela glowa o posadzke- bylismy wlasnie w odwiedzinach w polsce i postanowilam odwiedzic siostre wiec wszystkie rzeczy - dokumenty mam na mysli- zostawilam u rodzicow bo tam mieszkamy gdy jestesmy w kraju... Mala po upadku usnela wiec strach, brat wiozl na pogotowie a tam nie chca przyjac trzeba w kolejke sie ustawic- koszmar- kolejka dluga mi kaza wypelniac dokumenty i czekac a tu kazda sekunda sie liczy... Wtedy do akcji wkroczyl moj brat i porozstawial wszystkich jak trzeba mala dostala nalezyta opieke jest zdrowa i cala a ja do dzis mam wyrzuty sumienia i nawet teraz jak pisze to rycze bo uwazam ze powinnam nawet 100 razy sprawdzic pas czy zapiety...
    Ja jak bylam mala to tez na siebie herbatke wylalam i bylam cala poparzona rowniez glowa i cale cialo- dzis zadnych blizn- mialam 2 lata- rodzice nie upilnowali-
    Im bardziej sie starasz tym wiecej nie wychodzi.
    Nikowi nic sie nie stalo- dziekuj Bogu i Aniolom ze czuwali. Powinnas tez porozmawiac z tata- on to pewnie tez bardzo przezywa-pewnie nawet bardziej niz ty czuje sie za to wszystko odpowiedzialny bo on te herbate tam zostawil...
    Pozdrawiam i zycze zdrowia oraz wypoczynku i pewninien ci twoj moz masaz zafundowac bo pewnie ze stresu wszystkie miesnie masz napiete

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam podobny wypadek ze starszą Córcią. Zablokowana spacerówka jakimś cudem ruszyła w dół prosto ze schodów w bloku u moich rodziców. Tego co było dalej nie opiszę, bo mimo, że minęło 6lat, nadal nie daje rady, nigdy sobie tego do końca nie wybaczę. Na szczęście nic się nie stało, ale tego co wtedy przeżyłam nikomu nie życzę i nigdy nie zapomnę.

      Usuń
    2. Dziadek wyrzuty sumienia rzeczywiscie ma, ale to nawet dobrze, moze bedzie ostrozniejszy. My z M. jakos narazie nie mielismy przypadku, ze cos stalo sie z ktoryms z dzieci przez nasza nieuwage. Chociaz przyznaje, ze zwyczajnie mielismy szczescie, bo pare razy blisko bylo. Za to moj tata juz kilka razy gonil przez caly ogrod za Bi, bo zabawil sie z psem i "zapomnial", ze jest z nim jeszcze wnuczka. A ta, znudzona, postanowila przejsc sie na przod domu. Niestety mieszkamy przy ruchliwej ulicy, a wtedy nie mielismy plotu. Dziadek musial niezle sprintowac, zeby ja zlapac zanim wybiegla na ulice. :/

      Usuń
  10. Wszystkiego nie przewidzisz, wszystkiemu nie zapobiegniesz, nie masz co się zadręczać teraz. Ważne, że nie jest tak najgorzej, a z czasem Niko zapomni. Wiem, bo mam poparzone dokładnie to samo co Twój syn (brzuch i uda, z tym, że na prawym udzie ślad jest niewidoczny prawie) tyle, że poparzyłam się w starszym wieku i poparzenie było wynikiem mej własnej bezmyślności.
    Ciesz się, że nie stało się nic gorszego i teraz dbaj o to by ukochany synek jak najmniej cierpiał.
    Serdeczności dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie wydaje sie, ze Nika te oparzenia nie bola. Nie wiem czy male dzieci jakos inaczej "czuja", ale nawet bez syropu przeciwbolowego maly szaleje jak zdrowy, smieje sie i wyglupia. A oparzenie na nodze ciagle obciera o pieluche i dopiero dzis widac, ze troche sie ono zasklepia, wczesniej to byla normalna rana. A on nic, biega, tarza sie i jest wesoly jak zwykle.

      Usuń
  11. Współczuję Nikosiowi bólu, a Tobie strachu jako mama. Jak pojawia się na świecie dziecko trzeba myśleć z wyprzedzeniem również za nie. Nie jest to łatwa dla niektórych.
    Zdrówka dla Was!
    Ściskam i przytulam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas okazalo sie kurcze, ze musimy myslec z wyprzedzeniem takze za dziadka... :/

      Usuń
  12. Biedny Nikuś i bardzo dzielny :(( ktoś nad nim czuwał... oj tak.
    Ale wiesz? Wypadki chodzą po ludziach. Zdarza się. Nawet najlepszym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje. Zdarza sie. Niestety...

      Usuń
  13. Nie wszyscy pamietają jak to jest miec malutkie dziecko w domu, współczuje wam tej sytuacji i zyczę, żeby wszystkie złe emocje szybko opadły a Niko nie miał nawet sladu po tym wydarzeniu.
    Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Kararelko! Wszystko juz wraca do normy. Pomaga to, ze Niko wydaje sie w ogole nie odczuwac dyskomfortu, szaleje i cieszy sie jak zwykle. :)

      Usuń
  14. Agatko, zdaję sobie sprawę, że czujesz się winna, ale teraz już nie cofniesz czasu. Stało się - niestety. To jest nauczka na przyszłość, aby nie popełnić takiego samego błędu.
    Twój tata też na pewno czuje się winny i nie jest mu łatwo.
    I tak jak piszesz - szczęście w nieszczęściu, że tylko na takim poparzeniu się skończyło.
    A rany na dzieciach podobno goją się jak na psie :D więc Nik na pewno szybko wyzdrowieje :)
    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzuszek goi mu sie ladnie i szybko. Noga troche gorzej, bo ciagle obciera tam pielucha i tylko tam moze zostac jakas blizna...

      Usuń
  15. Niech szybko wraca do zdrowia :*
    A Twój tata to tak jak moi teście. Gorące i dziecko, to jak najdalej od siebie.
    Trzymajcie się Kochani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, moj tata ma "lekkie" problemy z odpowiedzialnoscia w stosunku do dzieci. Dlatego po czesci czuje sie winna, bo powinnam byla pamietac, ze moj tato nie "pomysli" o tym co robi, juz pare razy sie o tym przekonalam...

      Usuń
  16. Nie da się niestety wszystkiego przewidzieć. Dobrze, że mimo takich przeżyć Junior daje radę. Trzymajcie się dzielnie! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje sie, ze Niko wszystko zniosl lepiej niz rodzice. Juz w szpitalu zasnal wtulony we mnie. Oczywiscie przy badaniu darl sie jak opetany, ale wydaje sie, ze raczej ze strachu niz bolu.
      Rowniez pozdrawiam! :)

      Usuń
  17. powiem tylko tyle, że doskonale Cię rozumiem bo jakieś dwa tygodnie temu Bombel też ściągnął na siebie kubek (a właściwie to KUBOL bo prawie litr w sobie miesci) herbaty ktora w naszym przypadku byla zaparzona doslownie kilka minut wczesniej.... całe szczescie ze kubek spadł jakos denkiem odbił mu się od biodra i spadł tylko na stópki które były tylko odrobinkę poparzone bo miał tylko jednego bombelka niedużego na zgięciu noga/stopa... aż byłam w szoku że tylko tyle i nic więcej się nie stalo. a kubek wcale nie stał nisko bo na ladzie w kuchni, a pół metra obok Bombelka stał dziadek podobnie jak w Twoim przypadku tyle że stał tyłem do Bombelka i nie zauważył że Ten coś kombinuje.... teraz jesteśmy mega wyczuleni na niego w kuchni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, te dzieci... Trzeba miec oczy dookola glowy. Mieliscie szczescie! :)
      U mnie tez zdarzylo sie, ze Nik albo Bi zaliczyli glebe (albo jak w przypadku Bi - upadek z kanapy), kiedy ja siedzialam dokladnie obok. To sa ulamki sekundy, trzeba miec niesamowity reflex, zeby zareagowac...

      Usuń
  18. Jeju,ale macie przeżycia :( Mam nadzieję, że to było ostatnie, bo osiwiejesz :( Jak się czuje Nik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, dobrze. :) Brzuszek goi sie szybko, z noga troche gorzej ale wydaje sie (odpukac!), ze uniknelismy zakazenia. To najwazniejsze.
      I rzeczywiscie, zycze sobie, zeby to byl moj pierwszy i ostatni raz na pogotowiu!

      Usuń