piątek, 22 listopada 2013

Jestesmy, zyjemy...

Nawet mamy sie niezle... Przynajmniej mlodsza czesc rodziny, a to najwazniejsze... Dziekuje za troske Martus! :*

Oparzenia Nika goja sie zadowalajaco. Tzn. zaczerwienienia i ranki na brzuszku znikaja szybko i jestem pewna, ze nie bedzie nawet sladu. O noge martwilam sie przez kilka dni, bo tam wygladalo to najgorzej, caly obszar to bylo poparzenie 2-iego stopnia, jeden wielki babel. W dodatku w takim miejscu, tuz przy pachwinie, ze Nik caly czas obcieral to pielucha lub ubrankiem. Bable pekaly i w ciagu jednego dnia zrobila sie jedna, wielka rana. A przez umiejscowienie, nie dalo sie tam nawet zalozyc porzadnego opatrunku. Probowalismy, ale poniewaz Niko jest w ciaglym ruchu, wszystko zaraz sie odklejalo, przesuwalo i dodatkowo obcieralo. Poprzestalismy wiec tylko na masci antybakteryjnej. Wreszcie wczoraj mozna bylo zobaczyc, ze zaczelo mu sie to porzadnie zasklepiac (ufff...), ale nie wiem czy nie zostanie tam blizna, bo wyglada to nieciekawie. Czas pokaze.

A po Malym nic nie bylo i nadal nie widac. Od pierwszego dnia zachowywal sie jakby mu nic nie dolegalo. Zaczelismy robic dluzsze przerwy miedzy podaniem srodka przeciwbolowego, ale nawet wtedy nie widac bylo, zeby go bolalo. Nie wiem czy niemowleta, przez to, ze uklad nerwowy im sie dopiero ksztaltuje, inaczej odczuwaja bol? Bo przeciez to oparzenie na nodze caly czas obcieral, zrobila sie mu porzadna rana, powinno to chyba piec przy kazdym kroku. A on nic, biegal jak zwykle... Oczywiscie bardzo mnie to cieszy, strasznie balam sie, ze bedzie cierpial. Dziwie sie troszke po prostu...

Co u nas poza tym? Znow tematyka chorobowa na tapecie. Pisalam w ostatnim tygodniu, ze cos mnie lapie i nie moze zlapac? No to wreszcie w srode zlapalo. I meza na dodatek tez. M. nawalaja zatoki, a ja glosu nie moge z siebie wydobyc i co chwila trabie w chusteczke. W dodatku mam wrazliwa skore i nos zrobil mi sie czerwony od ciaglego wycierania. Piecze jak jasna cholera i wygladam jak piep**ony renifer Rudolph. Bardzo na czasie, zwazywszy, ze wszedzie zaczyna dominowac tematyka swiateczna. ;) Mamy wiec dwoje chorych doroslych opiekujacych sie dwojka zdrowych, brykajacych dzieci. To nie jest dobre polaczenie, mowie Wam. Ale i tak chyba lepsze niz dwoje zdrowych doroslych przeciwko dwojce chorych, marudnych i zasmarkanych dzieci... ;)

Niestety pochorowal nam sie tez pies. Jakas narosl zrobila jej sie na wewnetrznej stronie powieki, obciera to oko, wiec cale ma podraznione i przekrwione. Bylismy wczoraj u weta i prognozy nie sa za dobre. Wet nie jest pewien co to moze byc. Wymienila trzy rzeczy: guz, zwykla infekcja, albo cos innego, czego nie zrozumialam. Dostalismy antybiotyk, steryd, masc i mamy sie stawic za tydzien na kontrole. Jesli nie bedzie poprawy to konieczny moze sie okazac zabieg chirurgiczny, polaczony z rekonstrukcja powieki, bo zeby usunac ta narosl beda musieli czesc powieki usunac. :( Wciskamy wiec biednej suni tabletki (dobrze, ze to nie kot, bo pewnie wychodzilibysmy z tego podrapani i pogryzieni) i modlimy sie, zeby to byla tylko infekcja. Nie wiem co zrobimy jak okaze sie, ze zaspiewaja nam kilka tysiaczkow za operacje pieska... :(

No i tak jest, ze jak juz zacznie czlowiek latac po lekarzach to nie ma konca. W zeszly piatek bylismy z psem na szczepieniu, w niedziele wyladowalismy na pogotowiu, w poniedzialek u pediatry z Nikiem, wczoraj u weta z psem. W przyszlym tygodniu mamy kontrole z Nikiem, a w piatek znow z psem. I trzymam kciuki, zeby to byl koniec na jakis czas...

Milego (i zdrowego) weekendu! :)

16 komentarzy:

  1. Kochana pamiętam jak my sami zapłaciliśmy grube pieniądze za ratowanie naszego psiaczka, ale niestety... :(
    Trzymam kciuki za Waszego, żeby mimo wszystko wyszedł z tego szybko i bez szwanku. No cóż, u nas też temat chorobowy na tapecie, MASAKRA.
    Ale najbardziej cieszy mnei to, że Nik ma się tak dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Nik szaleje jak zwykle. :) Dzis idziemy do kontroli, chociaz nie wydaje mi sie, zeby byla potrzebna. Ale pani doktor kazala przyjsc, to idziemy. :)
      Piesek jest kilka dni na lekarstwach i nie widze jakiejs dramatycznej poprawy niestety... :( Zostalo jeszcze pare dni, wiec licze na cud...

      Usuń
  2. To ja trzymam kciuki razem z Tobą!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Co cztery rece to nie dwie! ;)

      Usuń
  3. Oby z pieskiem skonczylo sie na lekach bo zdaje sobie sprawe jak kosztowne jest tu leczenie nawet zwierzaka, masakra jakas! Trzymam kciuki wiec!
    A Wy kurujcie sie.
    Maly dzielny zuch dla niego buziaczki dla mojej pulchnej mordeczki;-****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, za weterynarza licza sobie jak za zboze... Ale to nawet juz nie chodzi o koszty, tylko psa szkoda. To naprawde fajna, przyjacielska suczka, bardzo posluszna i ogolnie kochana... A co i rusz cos jej dolega, taki pechowiec... :(

      Usuń
  4. Zważywszy na ostatnie zdrowotne perypetie dobrze, że ten rok już się powoli kończy... Oby nowy był zdrowszy i spokojniejszy...
    Wiesz, co do odczuwania bólu przy maluchy to coś na pewno w tym jest, bo pamiętam jak pediatra mówiła mi kiedyś, że gdyby dzieci odczuwały ból jak dorośli to nigdy nie nauczyłyby się chodzić... Ja myślę, że jest szansa, że nóżka mimo wszystko będzie bez blizn, to jest młode ciałko, na pewno skóra w tamtym miejscu się zregeneruje, że tak to nazwę. Ale pewnie obawiać się i tak będziecie, dopóki zupełnie się nie wygoi. W najgorszym wypadku to jest to na szczęście takie miejsce, którego się nie eksponuje.
    Dla mnie zajmowanie się Elizą jak byłam chora, to był koszmar z ulicy Wiązów ;) Ale to fakt-opiekować się zasmarkanym, marudzącym dzieckiem jest jeszcze gorzej :)
    Zdrowiejcie Kochani, no a z psiną mam nadzieje, że będzie ok. U naszego psa zrobiła się taka narośl na dziąśle, niestety był to guz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nasza sunia jest juz pare dni na antybiotyku i masci i nie widze wiekszej poprawy. No, ale do piatku zostalo pare dni, trzeba miec nadzieje...
      Ja tez slyszalam, ze gdyby to dorosli np. zabkowali, to glowy by nam z bolu rozsadzilo! :)

      Usuń
  5. Cieszę się, że mały tak szybko dochodzi do siebie. A Wam rodzice oczywiście życzę zdrowia, bo choroba przy zdrowych dzieciach to nic fajnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale i tak modle sie tylko o to, zeby maluchy sie nie pozarazaly. Ja nalykam sie prochow i przezyje, ale z nimi sie meczyc to zarwane dni i noce...

      Usuń
  6. A próbowałaś smarowac aloesem te oparzenia?
    U nas zawsze mama miała w zapasie, ja to dość kaleka jestem ale ona sama sie kiedys mlekiem wrzącym oblała-miała poparzone całe przedramie i dłoń, smarowała kilka razy dziennie aloesem i została tylko niewielka blizna. Bardzo jej to pomogło a i my nie mamy żadnych sladów po oparzeniach.
    Jak sie oblałam wodą z gotowania ziemniakow to po palcach mi poleciał ten wrzątek i tez ślad nie został.

    Maluchy chyba inaczej reaguja na ból, nie mazgaja sie tak i szybko przyzwyczajają. Dorosły to zaraz jęczy i się żali, a maluch ma ciekawsze zajęcia. :)

    Zdrowia zycze !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aloesem nie, ale mamy specjalna masc, a oprocz masci mamy smarowac wazelina. Najwazniejsze, zeby utrzymac te miejsca dobrze nawilzone, wtedy ryzyko pozostania blizny jest najmniejsze.

      Usuń
  7. Mam nadzieję, ze już wyczerpiecie limit chorób na długi czas! Trzymajcie się ciepło. Jak to dobrze, że Niki tak dobrze to znosi. Szybko zapomni. Pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam taka nadzieje. Chcialabym, zeby to byla lepsza zima niz poprzednia, kiedy wyszlam z Bi na sanki RAZ na caly sezon. W tym roku Nik jest juz na tyle duzy, ze i on moglby poturlac sie w bialym puchu. :) Ale na to musimy byc zdrowi niestety...

      Usuń
  8. Dopiero przeczytałam, co się stało. Niewesoło, ale nie ma co się obwiniać, ani mieć żalu do ojca. Każdemu zdarza się zrobić coś bezmyślnie, czasem niestety pociąga to za sobą konsekwencje. Najważniejsze, że Nik nie cierpi, że wszystko się ładnie goi. Oby to była jedyna taka akcja w jego życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zal do taty w koncu sie ulotni, ale niepokoj pozostanie. Moj maz dlugo teraz nie zgodzi sie, zeby zostawic, nawet sama Bi, pod opieka dziadka... A ja boje sie, ze kiedys dziadek moze znow zrobic cos nieodpowiedzialnego, co skonczy sie znacznie tragiczniej niz tym razem...

      Usuń