wtorek, 30 kwietnia 2013

Cos ze mna nie tak...

Dzis juz mi lepiej, ale do wczoraj mialam strasznego kryzysa... ;)

Nie wiem czy to przesilenie wiosenne mnie dopada, czy po prostu hormony szaleja i wkrotce dostane znow okres, czy co... W kazdym razie jestem strasznie zmeczona i taka... przytloczona? Chyba tak, przytloczona, zduszona, bez checi do zycia... Wlasciwie widze dalsze zycie jako ciag pieluch, smarkow, wrzaskow i tej cholernej odpowiedzialnosci... I zero relaksu czy przyjemnosci, ze o szczesciu nie wspomne... Usmiech Nika wywoluje tylko chwilowa radosc, wiecznie marudzaca i placzaca Bi sprawia, ze tylko sie krzywie. A zaczelo sie w piatek wieczor...

Maly lezal na macie edukacyjnej, Bi biegala z balonem w reku. Zadzwonil telefon i odwrocilam sie, doslownie na pare sekund odwrocilam wzrok, zeby go odebrac i powiedziec zdanie lub dwa na powitanie, po czym spojrzalam co robia dzieci. A Bi juz siedziala przy Niku i wsadzila mu kijek od balona do buzi tak gleboko, ze maly zaczal sie dlawic. Krzyknelam w biegu, zeby przestala, ale ta idiotka oczywiscie kompletnie mnie zignorowala. Boze, widze to ciagle przed oczami. Maly z szokiem w lzawiacych oczkach, probujacy zlapac oddech. Te 4 metry odleglosci ciagnely sie jak 4 kilometry, to jak w zlym snie kiedy nogi masz z olowiu i chociaz starasz sie biec to stoisz w miejscu... Koniec koncow, dobieglam do dzieciakow, wyrwalam Bi balon z reki i zlapalam malego. Chyba tez dalam Bi po drodze klapsa, ale nie pamietam, bylam w zbyt duzym szoku. Nikowi nic sie nie stalo, na szczescie. Ale co by bylo gdybym odebrala jakis wazny telefon, skupila sie bardziej na rozmowie, albo co gorsza musialabym komus dyktowac jakies dane? I nie odwrocilabym sie przez dluzsza chwile? Wole o tym nie myslec... Ale zlosc na Bi pozostala mi na caly weekend. Wiem, ze to irracjonalne, wiem, ze ona ma dopiero 2 lata i nie miala pojecia co robi, nic nie poradze, ze sam jej widok przypominal mi dlawiacego sie synka...

Mam dosc tej odpowiedzialnosci za dwie male, ludzkie istoty. Przerasta mnie to. Moi koledzy i znajomi lataja sobie a to na Floryde, a to na Hawaje, teraz jedna kumpela leci do Irlandii, a ja? Ja wychowuje nowe pokolenie. I srednio mi to wychodzi, a jeszcze mniej sprawia przyjemnosci. Jestem przygnebiona i przytloczona i mam ochote uciec... Tak dlugo marzylam, zeby zostac matka, a teraz kiedy nia jestem nie widze w tym wiekszej radosci ani sensu. Wiem, za dzien, dwa mi przejdzie i znow znajde powod do smiechu i radosci, ale narazie ciesze sie, ze jestem w pracy, daleko od dzieciakow. I najchetniej bym tu zostala, nie chce mi sie wracac do domu...

Chyba jestem jakas nienormalna... :(

28 komentarzy:

  1. Agatko dzieci wyrosna szybciej niz myslisz.... sa kobiety co dałyby skarby aby miec dziecko...., ty masz dwoje cudownych dzieciaków i ciesz sie macierzyństwem...wiem że czasami trudno , masz prawo byc zmęczona ....ale masz własne dzieci :)))
    chyba znasz Martę ?
    http://tosinkowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Tosinkow, Martusia to moja bohaterka. :)

      Zdaje sobie sprawe, ze jest wiele kobiet, ktore wszystko oddalyby za posiadanie dziecka. Sama do nich nalezalam przez kilka lat. A teraz, kiedy mam swoje pociechy czasem tesknie za dawnym czasem swobodny... :)

      Usuń
  2. Agatko! Ja sama nie wiem jakbym się zachowała w takiej sytuacji. W końcu Niko był przez chwilę w bardzo niebezpiecznej sytuacji i widząc go w takim stanie teraz zapewne musisz to odchorować! A Bi jest mała i nie wiedziała, że zrobi bratu krzywdę, dla niej Niki to lalka.
    Siły! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Noelko, wlasnie, sily, sily jak najwiecej! :)

      Usuń
  3. jesteś jak najbardziej normalna ale masz za dużo obowiązków, przecież Twój organizm jest wyeksploatowany dwoma ciążami, porodami, karmieniem, całą ciążę pracowałaś, i ta podróż, ślub, obrona, krótki macierzyński - nie jesteś kobieto z żelaza, oj, nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem, to prawda, a przydaloby sie czasem cholera! ;)

      Usuń
  4. Heh, mam czasem tak samo. jednego dnia jestem dumną, zadowoloną z życia mamą, ogarniającą dom, robiącą wszystko co trzeba i jak robi perfekcyjna pani domu i gesslerowa w jednym. By następnego zastanawiać się po co mi to było?
    Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafilas w sedno! Mam dokladnie tak samo!

      Usuń
  5. kochana relax, każda z nas to czuje... ja się na chwilę ostatnio odwróciłam i eM spadł z nocnika czułem na panele... bywa... pomyśl, że za jakieś 10 lat będziesz miała w domu dwóch sługusów - ja to sobie cały czas wyobrażam w chwilach kiedy wycieram kupy i smarki :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, ze masz takie optymistyczne spojrzenie na przyszlosc. Ja widze dwoje pryszczatych, pyskujacych nastolatkow, wagarujacych i trzaskajacych drzwiami. ;)

      Usuń
  6. spokojnie, to niestety normalne przy takich maluchach i dokladnie rozumiem co mowisz, bo Estera dzisiaj probowala wetknac Sarze do paszczy pedzelek... co prawda nie udalo jej sie, zdazylam zareagowac, ale takich rzeczy ciezko uniknac, bo wystarczy chwila... trzeba usilnie pilnowac, tlumaczyc, ale sa to takie ulamki sekund, ze zawsze cos niespodziewanego moze sie zdarzyc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie to jest najgorsze, ze kazda taka sytuacja dzieje sie tak szybko, ze praktycznie nie ma czasu zeby jej zapobiec...

      Usuń
  7. Agatko - ja chyba już nic nowego nie napiszę, ale masz prawo do zmęczenia!! Jesteś TYLKO człowiekiem. Dziewczyny już tyle napisały - ja mogę tylko dodać, że podziwiam! Ja mam tylko Martę a czasami nie ogarniam tematu :(

    Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co podziwiac, bo ja juz czasem lece, jak to mowia, na oparach! ;) Po prostu gonie resztka sil, a slowo cierpliwosc staje mi sie coraz bardziej obce... :)

      Usuń
  8. To ja w takim razie też jestem nienormalna. Mam Alana 24h/dobę, ale mam go jednego. Nie wyobrażam sobie nawet jaka musiałaś być przerażona tą całą sytuacją. Twój klaps- nie klaps byłby tu na miejscu ze względu na emocje. Bi nie rozumie jeszcze niestety, że Nik to mały człowieczek. Moja chrześnica kiedyś próbowała Alana karmić żelkami, wytłumaczyłam, że nie wolno, bo to nie lala. Nie zrozumiała, ale posłuchała mnie, ostatnio winogrona podawała mi, żebym to ja mu dała. Podejrzewam, ze swojej mamy by nie posłuchała tylko by scene zrobiła. Takie już są te dwulatki. Nie można się odwrócić nawet na chwilę, bo może się to skończyć tragicznie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie... A ja jestem wieczorami z nimi sama i mam kupe rzeczy do ogarniecia. Sila rzeczy Nik i Bi beda zostawali sami w pokoju na momencik. Na szczescie Nik za pare miesiecy bedzie juz starszy i mniej bezbronny i durne zapedy siostry nie beda az tak niebezpieczne...

      Usuń
    2. Oj, tak. Bi będzie miała przerąbane ;-)

      Usuń
    3. Hihi, mam nadzieje, ze Nik nie da sobie w kasze dmuchac! ;)

      Usuń
  9. Jaka tam nienormalna! Przemęczona, obciążona obowiązkami, łaknąca chwili dla siebie to owszem.To nie zbrodnia przecież.Każda z nas tak miała jak znam życie. Dwoje maleńkich przecież dzieci, ogrom pracy. Nie jesteś robotem.Masz prawo do takich negatywnych uczuć. Głowa do góry. Buziaki serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Haniu! Wlasnie, niech te dzieci juz wreszcie troche podrosna! Odetchne wtedy wreszcie pelna piersia! ;)

      Usuń
  10. Ehh... Jesteś jak najbardziej normalna. Wszystkie mamy mają takie chwile. Na szczęście byłaś blisko. Są wzloty i upadki jak w życiu. Pamiętaj tylko, ze nie jesteś osamotniona w tych przeżyciach. Każda z Nas tak ma. U mnie też było ciężko... mimo,że przy jednym maluchu. Synka urodziłam na początku roku... później wszyscy powyjeżdżali w góry na deskę, narty... a ja musiałam siedzieć w domu. Z synkiem, po porodzie, z zakrzepicą żył głębokich. Wszyscy biegali, skakali, cieszyli się życiem, a ja nie mogłam ani siedzieć, ani chodzić. To od nas samych zależy czy wraz z macierzyństwem coś się kończy. Nie dopuszczajmy do tego.
    Zapraszam Cię do siebie. Przesyłam link z tekstem, który na pewno Ci się spodoba: http://zachowaj-chwile.blogspot.com/2013/04/jak-bog-stworzy-mame.html
    Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo piekny tekst!
      "Cos sie konczy, cos sie zaczyna"... Lubie ten cytat, pasuje do kazdego przelomu w zyciu, takze do urodzenia dziecka. Czekam z niecierpliwoscia, zeby synek juz podrosl i zebysm mogla bawic sie z obojgiem dzieci bez poczucia, ze kiedy zajmuje sie jednym, to drugie jest odrzucone...

      Usuń
    2. Już niedługo. Zobaczysz jak ten czas szybko zleci :) poza tym pewnie będziesz tęsknić do tych niemowlęcych chwil :)

      Usuń
    3. Zaloze sie, ze masz racje i jak juz zapomne jak to bylo ciezko, bede tesknic za czasami kiedy z moich dzieci byly takie "rozkoszne paczuszki". :)

      Usuń
  11. No! Aż fajnie poczytać jak mama tak szczerze pisze, że macierzyństwo to nie tylko cud miód i orzeszki! Kochana i zobacz ile pozytywnych odzewów. Nikt Ci nie pisze, że jesteś wyrodną matką, że jak mogłaś itd... Bo owszem chcemy mieć dzieci, kochamy je nad życie, no ale bądźmy szczerze-dzieciaki są też męczące!!! A jak zaczynają mieć te swoje chore pomysły... Brrr. Cholery momentami idzie dostać. Każda mama powinna częściej pisać tak szczerze o tym jak to jest naprawdę z tymi dzieciarami :) Co nie zmienia faktu, że żadna z nas już sobie nie wyobraża życia bez Nich. Ja czasami wieczorami jestem tak padnięta, że mam ochotę spać tydzień i mieć wszystko w d...
    Pozdrawiam i głowa do góry. Pociesz się, że jeszcze jakieś 20lat i może się już wyprowadzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja czasem chcialabym zasnac i obudzic sie jak dzieci beda mialy po 4-5 lat! ;)
      A co do pomyslow to masz racje, jestem czesto w szoku co przychodzi Bi do glowy, a co bedzie jak podrosnie?
      Stad wlasnie tytul mojego bloga. Macierzynstwo nie jest az tak kolorowe jak to przedstawiaja w magazynach i filmach. :)

      Usuń
  12. Każdy miewa kryzysy i każdy ma do nich prawo więc jak masz czarne myśli to nie odganiaj ich na siłę, a oswój je by nie przerażały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie moje ponure nastroje najczesciej trwaja gora dzien-dwa. A potem mam naplyw energii I radosci i znow moge gory przenosic. Az dzieciaki (lub maz) znowu cos zmaluja... ;)

      Usuń