środa, 8 stycznia 2020

Chyba najbardziej luzackie Swieta odkad poszlam "na swoje"

Witam Moje Drogie w Nowym Roku! Nie przepadam specjalnie za podsumowywaniami Starego, moze dlatego, ze jako ksiazkowa pesymistka zauwazam czesciej te gorsze strony, a nie lepsze... A 2019 byl... kiepski. Pierwszy kwartal zaznaczyl sie kolejna stracona ciaza, ostatni biochemiczna. W dodatku dopadla mnie w koncu cholerna 40stka i choc po drodze zdarzylo sie wiele milych chwil oraz odbylismy mnostwo fajnych wycieczek, to ciesze sie, ze tamten rok sie juz skonczyl. I, z wrodzonym sobie "optymizmem",  drze cala aby ten nowy nie byl gorszy. Nic nie poradze, im jestem starsza, tym wieksza jestem fatalistka. Juz od dawna nie cieszy mnie uplyw czasu,  a nowy rok nie jest dla mnie "czysta kartka" i nowym poczatkiem, lecz swiadectwem jak ten czas zapieprza coraz szybciej. I zamiast cieszyc sie chwilami z bliskimi i tym, ze nadal ich przy sobie mam, przeraza mnie, ze zycie jest tak potwornie kruche i nie wiem ile czasu nam pozostalo.

Tak wiec tego... Nie jestem ostatnio w zbyt kolorowym nastroju, choc zyje jak codzien i chyba tego po mnie nie widac. Czasem nawet ja sama sie zapomne i odczuwam zwyczajna radosc z chwili... Zeby wiec zyczenia noworoczne, ktore z zalozenia powinny przeciez byc pozytywne i cieple, nie byly tak ponure, wrzucam Wam obrazek skopiowany bezczelnie z "internetow". ;)


Urocze, prawda? :D

W tytule napisalam o Swietach bez spiny. Jak spedzilismy wiec Boze Narodzenie?

Swieta byly... luzackie, po prostu nie da sie tego lepiej okreslic. Wiele osob pisalo lub pisze, ze spedzilo je bez spinania sie i presji, ale tak jak my, spedzil je chyba malo kto (oczywiscie wsrod osob, ktore Boze Narodzenie w ogole obchodza). U nas ogolnie zazwyczaj jest spokojnie, bo mamy ledwie 6 osob na Wigilii (bylo 7 zanim ciotka M. wrocila do Polski), ale w tym roku pobilam wszelkie rekordy. Nie robilam gruntownych porzadkow. Posprzatalam jak zwykle, czyli odgruzowalam po lepkach. Zadnego mycia okien czy sprzatania w szafach (choc przydaloby sie). Upieklam sernik oraz chlebek bananowy (w pierwszy dzien Swiat, wiec chyba sie nie liczy ;P) i to byl moj caly wklad. Maz moj usmazyl rybe oraz "ugotowal" barszcz. W cudzyslowiu, bowiem, mimo, ze dalam mu liste zakupow, kupil barszcz w kartoniku oraz koncentrat, a o burakach... zapomnial. :O Zorientowalismy sie dopiero w Wigilie, wiec trzeba bylo wszystkie te sztucznosci rozcienczyc woda oraz doprawic i jakos sie zjadlo. Nawet smaczne bylo. ;) Do tego kupne uszka, (rowniez kupne) koreczki sledziowe oraz gotowa mieszanka salatkowa. I to byla nasza Wigilia. Tak naprawde zaprosilismy mojego tate oraz chrzestnego Potworkow tylko dla dzieci, zeby podtrzymac choc troche te swiateczna magie i otoczke.
Nie myslcie jednak, ze to jakis bunt i rezygnacja ze Swiat czy z tradycji, co to, to nie! Po prostu tak wyszlo, a dlaczego napisze pozniej. Teraz chce opisac troche te nasza namiastke Swiat, zeby cos zostalo na pamiatke.

Skonczylam ostatnio na przedswiatecznym piatku.
Weekend uplynal spokojnie. Troche odgruzowywalam chalupe, a troche juz nie pamietam co robilam. ;) W sobote zabralam Potworki na trening na basenie. Wyjatkowo, Bi sie nie chcialo, ale Nik pojechal chetnie i jego entuzjazm chyba udzielil sie siostrze. ;) W niedziele zas, pojechalam z dzieciakami na lyzwy.

Zaskoczona jestem, ze w tle widac jeszcze troche sniegu. Teraz nie pozostalo po nim ani sladu, zas temperatury mamy niemal wiosenne...

Tu nie chcialo sie mi, ale wiedzialam, ze przez kolejne 2 tygodnie (teraz okazalo sie, ze przez 3) Potworki nie beda mialy okazji zalozyc lyzew, wiec sie zmusilam. No i dla zabicia czasu. ;)
W poniedzialek siedzialam w domu bo szkoly byly juz zamkniete, ale poznym popoludniem ponownie zabralam Potworki na trening na basenie. Tu protestowali juz oboje, ale bylam nieugieta. ;) Chcialam wreczyc trenerom drobne upominki z okazji Swiat. Chlopaki wpisali sie juz jako staly element w nasza codziennosc, a przy tym raczej kokosow jako trenerzy nie zarabiaja. Chcialam okazac im wiec choc odrobinke wdziecznosci za cierpliwosc i wsparcie okazywane tej bandzie malych potworow (i nie mam tu na mysli wylacznie wlasnych). I ciesze sie, ze to zrobilam, bo trenerzy byli wyraznie mile zaskoczeni, a z calej grupy poczatkujacych zauwazylam tylko jeszcze jedna mame rozdajaca im upominki. Potworki zas tez skorzystaly, bo z okazji ostatniego treningu przed Swietami, zamiast cwiczyc style, dzieciaki mialy gry i zabawy w wodzie. :)

Cala poczatkujaca banda slucha zasad gry ;)

Poznym wieczorem upieklam serniczek, bo czego jak czego, ale bez sernika Bozego Narodzenia sobie nie wyobrazam. Jest dla mnie rownie wazny co barszcz, ryba i pierniki. ;) No i jest to ciasto, ktore u nas znika blyskawicznie, bo przepada moj tato, ja sama oraz Bi. Tylko Nik nie tyka. :)
Kiedy cale towarzystwo w koncu padlo, zajelam sie pakowaniem prezentow. Zabraklo mi papieru do pakowania i musialam uzyc torebek, co bylo mi kompletnie nie na reke, bowiem mialam co do paczek pewien plan. Musialam uzyc spinacza, co okazalo sie problematyczne przy grubych, ozdobnych torebkach. Cholera by to wziela. :D  Potem mialam problem, gdzie pochowac wszystkie paczki i torby. W starym domu mielismy wielka piwnice, do ktorej dzieciaki praktycznie nie wchodzily, ktora w dodatku miala wielkie polki az po sufit i mozna bylo tam bez problemu cokolwiek schowac przed ciekawskim wzrokiem. W obecnym domu piwnica jest mala, bo polowe zajmuje garaz. Dodatkowo jest podzielona na dwa pokoje - jeden z telewizorem i zabawkami, a drugi przeznaczony wlasnie na graciarnie. Problem w tym, ze jest ona naprawde mala, ma niewiele polek i praktycznie zero schowkow, drzwi sie nie zamykaja, a Potwory juz dawno wyczaily, ze mozna tam znalezc rozne interesujace rzeczy schowane przez rodzicow. Mialam wiec niezla zagwozdke gdzie schowac sterte paczek i torebek z wyraznym, swiatecznym akcentem. ;) W koncu wszystko pochowalam w plastikowe kubly i zastawilam prowizorycznie pudlami, choc zeszlo mi do polnocy. ;)

Caly wigilijny dzien zlecial szybko, z Nikiem dopytujacym kiedy w koncu przyjda goscie i Mikolaj. Marudzil strasznie, ze kiedy, no kiedy i kieeedy.
Teraz wyjasnie Wam, dlaczego tak skrzetnie pakowalam paczki oraz zszywalam torebki. Otoz, nie wiem skad, ale Nik zaczyna miec spore watpliwosci co do Mikolaja. Nie Bi - starsza, tylko ten maluch. A zaczelo sie juz ze dwa lata temu, kiedy mial raptem 5 lat i powinien wszystkie basnie i legendy lykac bez mrugniecia okiem. ;) Nik to, na szczescie, choc w tym wzgledzie chyba na pecha, bystre dziecko, przenikliwe i szybko laczace fakty. Od urodzenia dzieciakow robilismy to tak, ze wychodzilam z Potworkami na dwor lub, jak rok temu, kiedy zmogla mnie jelitowka, do drugiego pokoju, wypatrywac czy Mikolaj nie leci w saniach, a w tym czasie M. oraz moj tata i A., wybiegali do samochodu (tudziez piwnicy) po prezenty, podkladali je pod choinke i wolali, zeby sie pospieszyc, bo Mikolaj wlasnie sie pojawil. Oczywiscie zanim dzieciaki wbiegly po schodach, okazywalo sie, ze gosc w czerwonym kubraku juz musial leciec dalej. ;) Niestety, wszyscy podkladajacy traktowali to zawsze jak dobra zabawe, nie silac sie zupelnie na zachowanie dyskrecji czy wzglednej ciszy. Potwory slyszaly wiec trzaskanie drzwi wejsciowych oraz samochodowych, tupot nog i podniecone glosy i smiechy. Ktoregos roku w dodatku, ktos wypuscil psa, ktory przylecial do nas, po czym polecial za dom, gdzie reszta wlasnie przynosila upominki z aut. Nik pobiegl za Maya i choc natychmiast go zlapalam i odciagnelam, to cos musial przyuwazyc i skojarzyc fakty, bo od tego czasu zadawal mase niewygodnych pytan. Od oczywistego: "Czy ten Mikolaj naprawde istnieje?", poparte dodanym ze zmarszczonym czolem: "Tell me the truth!" [powiedz mi prawde!], az po: "A dlaczego nie mozemy na Mikolaja czekac w pokoju, ze wszystkimi?" "A moge sie cichutko zakrasc zeby zobaczyc Mikolaja?", "A czemu nie?", "To ja szybko wybiegne i mnie nie zlapiesz!". :O Te pytania oraz grozby, ze on i tak wpadnie znienacka do domu zeby tego Mikolaja przydybac, wracaly nie tylko w okolicy Swiat, ale przez caly rok. Stwierdzilam, ze ciezko bedzie mi ciagnac dluzej te farse i postanowilam zmienic taktyke. Polecilam tacie oraz chrzestnemu dzieci, zeby przyniesli paczki po prostu do domu i powiedzieli, ze Mikolaj je u nich zostawil. Nasze postanowilam "zalatwic" inaczej, sciagajac zreszta pomysl od niektorych z Was. ;)

W koncu pojawil sie wujek z torebkami z prezentami i... tu dopiero Mlodszy strzelil focha, kiedy postawilam je pod choinka i zabronilam ruszac. Mimo, ze pilnowalam i odganialam jak moglam, Potwory krazyly wokol tych paczek i usilowaly zagladac do srodka. Przewidzialam taki scenariusz... teraz juz wiecie dlaczego nasze spielam zszywaczem. :D

Pomimo permanentnego wigilijnego focha, Nik zgodzil sie jednak zapozowac pod choinka ;)

Musze tez nadmienic, ze A. zjawil sie niespodziewanie godzine wczesniej (nie wiem co mu strzelilo do glowy), kiedy jeszcze bez makijazu i w szlafroku po prysznicu, nakrywalam do stolu. :O Rzucilysmy sie z Bi do gory wciagnac przygotowane kiecki i umalowac oko (to ja, Bi nie ;P), przymusilam tez nadal obrazonego Kokusia do zalozenia koszuli. Pojawienie sie wujka oraz pierwszych prezentow stalo sie jednak korzystna dla mnie dywersja i moglam wprowadzic wlasny plan prezentowy w zycie. Wymknelam sie cichutko do piwnicy i popedzilam zeby powyciagac pochowane prezenty. Tym razem postanowilam bowiem podrzucic je bezposrednio pod drzwi. W tym celu musialam okrazyc caly dom i to od tylu, balam sie bowiem, ze jesli pojde frontem, ktos przyfiluje mnie przez jedno z okien. ;) Przy drzwiach tez mamy waskie okienko i cale szczescie, ze zadne z Potworkow tamtedy akurat nie przechodzilo. Jesli jednak ktos z sasiadow przypadkiem patrzyl przez okno, musial miec niezly ubaw ze mnie wdrapujacej sie pod gore z boku domu, kiedy nogi slizgaly mi sie na reszcie zmrozonego sniegu. ;) Zeszlo mi na 3 tury, balam sie bowiem, ze albo upuszcze ktorys pakunek na mokry grunt, albo wywine orla w obcislej spodniczce i ponczochach! ;) Kiedy juz wszystkie prezenty znalazly sie pod drzwiami, rozwazylam zadzwonienie do drzwi i umkniecie. W koncu jednak sobie odpuscilam, bo: 1) balam sie, ze albo ktos mnie zauwazy, uciekajaca wokol tui, albo tam fikne koziolka, 2) chcialam sie upewnic, ze Potwory nie otworza prezentow, a nie ufalam M., ze ich powstrzyma, bowiem przez wczesniejszy przyjazd A. nie udalo mi sie wtajemniczyc go w moj plan, 3) gdyby M. dzieci nie powstrzymal, bardzo chcialam byc przy rozpakowywaniu prezentow.
W koncu wrocilam do domu i czekalam az ktores z Potworkow wyjrzy przez okienko i samo zauwazy prezenty. A oni, chociaz caly dzien snuli sie od okien do drzwi, teraz przestali. Dopiero kiedy przyjechal moj tata i zawolalam, ze dziadek w koncu sie zjawil, polecieli do drzwi. Padlam ze smiechu na ich zszokowane miny! Nie przewidzialam tylko jednego scenariusza. Nik oczywiscie chcial jak najszybciej wziac paczki do domu i obrazil sie, kiedy powiedzialam, ze do wieczerzy te rowniez laduja pod choinka.

Natomiast Bi... Rozplakala sie, ze paczki musza zostac na zewnatrz, bo moze Mikolaj je tylko tam zostawil, zeby pozniej wrzucic przez komin albo przyniesc w nocy (klaniaja sie opowiesci amerykanskich kolegow), a jak je wezmiemy to obrazi sie i zabierze prezenty!

Takiej reakcji to sie nie spodziewalam! :D

Troche mi zajelo przekonanie jej, ze skoro Mikolaj zostawil paczki pod drzwiami, to po prostu nie mial czasu wejsc, ale na pewno sa dla nas i juz ich nie zabierze. Na to Bi pyta dlaczego nie zadzwonil dzwonkiem i nie zostawil paczek pod samymi drzwiami, tylko z boku?
Wlasnie, dlaczego? :D Dlatego, ze matka nie chciala zblizac sie za bardzo do szyby, ale dziecko wiedziec tego nie musi. ;) Tu na szczescie przyszedl mi nieswiadomie z pomoca Nik stwierdzajac, ze pewnie Mikolaj nie chcial zeby paczki sie przewrocily przy otwieraniu drzwi sztormowych, ktore otwiera sie na zewnatrz. ;)
W koncu zawarlysmy kompromis, ze paczki wniesiemy do domu po wieczerzy, zeby dac Mikolajowi ewentualny czas na ich zabranie.
Heh, dopiero bylby placz gdyby zniknely, a zlosliwy chochlik podpowiadal mi, zebym zrobila dzieciakom takiego psikusa. :D
Na szczescie teraz bylismy juz w komplecie, pozostalo wiec tylko zasiadniecie do stolu, przelkniecie malego co nieco i Potwory mogly wniesc reszte pakunkow i otworzyc upragnione prezenty. Jedzenie oczywiscie slabo im wchodzilo i zamiast konsumowac, chodzily wokol czworki doroslych dopytujac czy mozemy juz przejsc do salonu w celu rozdania prezentow. ;)

Kiedy w koncu wnosilam z Potworkami prezenty spod drzwi, wynikla smieszna sytuacja. Klarko, usmiejesz sie, jak to przeczytasz, bo sama pisalas niedawno o czyms podobnym. ;) Otoz, dzieciarnia oczywiscie nie mogla sie powstrzymac, zeby sprawdzic dla kogo jest kazda z paczek, odczytywaly wiec karteczki z imionami. Spostrzegawcze male bestie szybko zauwazyly, ze brakuje prezentu dla dziadka. A mnie az zmrozilo, bo przeciez upominek dla mojego taty wlasnorecznie pakowalam! I nie byl on malutki, bo dziadek dostal spore, portretowe zdjecia Potworkow oprawione w rame, wiec jego torba byla jedna z najwiekszych! :O Teraz pytanie - gdzie ja te torbe wsadzilam, ze zapomnialam o niej przy przenoszeniu prezentow pod drzwi?!
Rzucilam sie do piwnicy i zaczelam przewalac pudla. Na szczescie prezent zlokalizowalam w miare szybko. Schowal sie, skubaniec, w plastikowym kuble na ozdoby swiateczne. Zostalo w nim pare rzeczy, ktorych w koncu nie wyjelam, wiec w czerwono - srebrnej torebce ladnie sie zakamuflowal. :D Teraz problem, jak podlozyc do cichcem pod choinke. Na szczescie Potwory wyglupialy sie z dziadkiem i korzystajac z lekkiego zamieszania i smiechow, udalo mi sie postawic torbe przy drzewku. Pozniej oczywiscie Nik zauwazyl, ze tej torby wczesniej nie bylo i cos tam mruczal pod nosem, ale ze byla to juz pora rozdawania prezentow, olal to szybko i zapomnial. :) Z tym cholernym prezentem w ogole mialam pecha, bo kiedy Potwory wreczaly upominki, okazalo sie, ze brakuje na niej karteczki z imieniem! A wiem, ze ja przyklejalam i jeszcze wyciagajac schowany prezent upewnilam sie, ze jest dla taty, martwiac sie, ze jeszcze o jakiejs paczce zapomnialam! Potem jednak nioslam go z piwnicy po ciemku, zgasilam bowiem swiatlo na schodach, zeby Potworki nie zorientowaly sie, gdzie jestem. I gdzies po drodze musialam zahaczyc i karteczke odkleic. Do dzis jej jednak nie znalazlam. Ja oczywiscie wiedzialam dla kogo jest paczka, wiec przy rozdawaniu prezentow polecilam Kokusiowi wreczyc ja dziadkowi, na co oczywiscie uslyszalam zdziwione "A skad wiesz, ze to dla dziadzia?". :D Na szczescie, nie mogac sie juz doczekac otworzenia wlasnych pakunkow, nie zwrocil uwagi na moja odpowiedz, ze "po prostu wiem". ;)

Potwory w roli "Mikolajow" rozdajacych podarunki ;)

Nie mam ani jednego wyraznego zdjecia z tej chwili :D

Pozniej nastapilo normalne wariactwo, kiedy Potwory rozrywaly z entuzjazmem papier i odkrywaly kolejne cuda! ;) Kolejny juz rok wyglada na to, ze byly bardzo grzeczne, choc ja mialabym nieco odmienne zdanie na ten temat. :) Nikowi trafily sie dwa zdalnie sterowane auta, z ktorych jedno w dodatku moze bez uszczerbku przejezdzac przez wode oraz (rowniez zdalnie sterowana)... lodz podwodna! :D Furore zrobila tez "Moja wlasna wielka paczka zelkow!!!". :D
Bi dostala interaktywnego pieska i wymarzona lalke - American Girl Doll. O takiej lalce marzy predzej czy pozniej kazda amerykanska dziewczynka i Bi nie jest tu wyjatkiem, choc oprocz Barbie, za lalkami ogolnie nie szaleje. Lalki te sa dostepne w calej gamie kolorow skory oraz tekstury i odcienia wlosow, tak, zeby kazda dziewczynka znalazla jak najbardziej podobna do siebie. Ja tez wybralam dla Bi dlugowlosa blondynke i choc szkoda bylo mi takiej kasy za cos, co wedlug mnie jest niczym specjalnym ($150 za duza, ale jednk tylko lalke), to przelknelam to jakos. ;) Moja (juz nie taka) mala coreczka konczy w tym roku 9 lat, wiec jak dlugo bedzie sie jeszcze interesowac lalkami? Raczej niedlugo, wiec niech sie cieszy. ;)

Kolejne zdjecie niewyrazne, ale szalona radosc widac i bez ostrosci ;)

Zreszta, alternatywa byl punkt drugi z listy do Mikolaja, a bylo to... PonyCycle! :O Mozecie wyguglowac co to zacz, ale w wielkim skrocie to pluszowy kon, cos jak niegdysiejsze konie na biegunach, tyle, ze zamiast biegunow ma kolka i pod wplywem podskakiwania dziecka, porusza sie do przodu. W kazdym razie, ta "sensacja" w rozmiarze zdolnym udzwignac Bi, kosztuje, bagatelka, okolo $400, a wyglada dla mnie na taki "pic na wode, fotomontaz". No nie wierze, ze porusza sie to jakosc sprawnie i watpie, zeby Bi zbyt czesto na tym jezdzila po naszych wertepach, zas na dom ustrojstwo jest stanowczo za duze. Uznalam, ze raczej przelkne juz tez 150 dolcow za lalke. ;) A Bi, choc brak konika zauwazyla, a jakze, to jednak lalke pokochala miloscia natychmiastowa. A ze dokupilam jej jeszcze ubranko na zmiane, hulajnoge oraz zestaw identycznych pizamek - dla Bi oraz dla lalki (ktora otrzymala imie Sophia ;P), to w ogole jest pelnia szczescia. ;)

Reszta Wigilii uplynela na dzikiej jezdzie jednego z Kokusiowych aut oraz skladaniu do kupy drugiego, bo okazalo sie, ze to zadanie przeroslo 7-latka. Lodz podwodna musiala jeszcze poczekac na swoj czas. ;)
A! Pstryknelismy sobie nasze doroczne rodzinne zdjecie i wyobrazcie sobie, ze moj malzonek polecial specjalnie przebrac koszule! Choc raz nie bedzie w dziurawym t-shircie! :D

Ha! Calkiem przyzwoicie wyszlo! A Potwory co roku wyzsze... :O

Jak na takie male grono, talerzy oraz talerzykow uzbieral sie caly zlew, wiec jak co roku, podziekowalam losowi za zmywarke w domu. ;) A kiedy tata oraz A. pojechali, klapnelam na kanape, cieszylam sie, ze choc raz nie przyplacilam Swiat wzdeciem i czekalam na pasterke. W tym roku bowiem wiedzielismy, ze nie damy rady pojechac na msze w 1 dzien Swiat, postanowilismy wiec zbrac Potwory na pasterke. Na szczescie w pobliskim kosciele maja taka wczesniejsza, na 22. A i tak Nik zasnal w czasie mszy. :D Zreszta, nie tylko on. Zaobserwowalam kilkoro innych malolatow, pochrapujacych w szalik lub podpierajacy zwisajaca glowe reka, ktora co chwila gwaltownie opadala. ;) A msza byla naprawde piekna, uroczysta, chociaz po angielsku. Zreszta, na Boze Narodzenie jest wiele pieknych, anglojezycznych utworow, takich prawdziwych koled, ktorych w radiu, kochajacym niesmiertelne Last Christmas, sie nie uslyszy.
Po takim wieczorze pelnym wrazen, Potwory pomaszerowaly prosto do lozek. Nawet mycie zebow im odpuscilam. ;) M., ktory rano byl jeszcze w pracy, wiec wstal o 3:30, rowniez padl, a ja jeszcze chwile poczekalam, zeby upewnic sie, ze nikt juz nie wstanie na siusiu, piciu czy co tam jeszcze i zapakowalam dodatkowe drobiazgi do skarpet wiszacych na kominku. Rok temu zrobilam to troche dla jaj, ale w tym dzieciaki juz tego oczekiwaly, wiec nie chcialam ich zawiesc. Zreszta, dostali tylko pare drobiazgow, jak szczoteczki do zebow na baterie, po malej maskotce i troche slodyczy. Nic specjalnego, ze dla nich to radosc nie z tej ziemi. :)

Mialam pisac dalej o przerwie miedzyswiatecznej, ale opowiesc Wigilijna wyszla mi niespodziewanie dluga (a mam wrazenie, ze nic takiego sie nie dzialo i moglabym ja podsumowac w kilku zdaniach!), wiec poki co koncze.

Na zakonczenie dodam tylko maciupenka zapowiedz tego, o czym bedzie kolejny post.
Ciekawi Was dlaczego nie moglismy pojechac do kosciola w 1 dzien Swiat oraz co robilam pomiedzy lyzwami, treningami oraz niklymi przygotwaniami do swiat? Napisze tylko, ze sie... pakowalam!
Zaraz w Boze Narodzenie, ruszalismy bowiem w droge! ;)

10 komentarzy:

  1. Życzenia trafione, dzięki i wzajemnie! ;)

    Głowa do góry. Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. Ciesz się chwilą. Masz cudowne dzieci, piękny dom. Żeby tylko zdrowie dopisywało jak najdłużej! Zatem zdrówka!

    40stką to się nie przejmój. Zawsze uważałam, że najbardziej zmysłowe i seksowne kobiety są właśnie po 40stce, więc ciesz się swoją kobiecością Kobieto ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego dobrego na nowy rok. Oby okazał się lepszy niż miniony!
    U nas również święta bez spiny, jak co roku z resztą. Stefano też nie mógł doczekać się prezentów i już od kilku miesięcy powtarzał że w wigilię śpi w salonie (przy choince). Matka chciała być sprytna i największe paczki położyła pod choinką u niego w pokoju, ale o 7:30 rano miał już wszystko obcykane (która paczka dla kogo). Jako że miał zakaz otwarcia zanim wstaniemy, chwilę po ósmej stanął w drzwiach sypialni i oświadczył, że czas wstawać 😉 A mały jak oszalały rozrywał papier!
    p.s. te koniki są u nas centrum handlowym (do wypożyczenia na czas zakupów). Najczęściej kończy się na tym, że rodzice to ciągnąć, bo takie skakanie jest męczące i konik słabo idzie do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna ta Wasza Wigilia! Wyobraziłam sobie Ciebie wnoszącą te prezenty pod drzwi :D Dobrze, że ja jescze nie muszę się tak gimnastykować... Ale najważniejsze, że dzieciaki miały frajdę :)
    I czekam z niecierpliwością na post z wyjazdu! Dozujesz napięcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim wszystkiego dobrego w nowym roku! Jak już pisałam wiek to kwestia wyboru, także no ;) Oby spełniły się Wasze marzenia, a wszystkie plany udało się zrealizować, bądźcie zdrowi, a dzieciaki niech rosną, byle też nie za szybko, bo ja mam wrażenie, że ten czas to zwariował :(
    Ja lubię pakować rzeczy oddzielnie, bo jest większy fun z rozpakowywania, ale to chyba ostatni raz. Prezentów, a w zasadzie paczek było tak dużo, że zaczęliśmy się zastanawiać kiedy to podłożyć! No więc ja, trochę zakochana w Xmas z filmów amerykańskich w stylu Kevina ;) postanowiłam, że podłożymy w nocy, tak, żeby rano już były. No i fajnie, bo dzieciaki zbiegły z góry i krzyczały, że "Już są!" Tyle, że wredni rodzice (czyli my) nie pozwolili otworzyć, dopiero po kolacji :P W następnym roku chyba po prostu spakuję w jedną torbę i łatwiej będzie jakoś przemycić w ciągu dnia.
    To czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, bo rozumiem, że zaliczyliście jakiś super wypadzik :))

    Aha! Takie konie o których piszesz są u nas w zoo w Warszawie, dziewczyny jeździły, choć po jakimś czasie kazały się pchać, bo to nie takie proste :)

    OdpowiedzUsuń
  5. 7 Nas Wigilia byla bardzo podoba. I wiekszosc przygotowal moj Kochany Maz, bo ja nadal bylam strasznie oslabiona po tej k.. Wskiej grypie. Uwielbiam atmosfere Swiat I szkoda, ze juz po. Ja mam podobne nastawienie do Ciebie. Zamiast sie cieszyc chwila, to ja stresuje sie, ze czas tak pedzi.
    Moi chlopcy w tym roku wreszcie "zasluzyli" na Nintendo Switch. Graja wiec w Weekendy w Fife I Super Mario z Tatusiem do nocy. No coz. W weekendy to ja wstaje o 4.45,wiec nocne siedze ie nie dla mnie, a wciaga. U nas tradycyjnie. Chlopcy szukaja na nie ie pierwsze gwiazdki, a matka podklada prezenty pod choinke :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając opis ukrywania paczek i ich późniejszego podkładania, trochę się uśmiałam - ale dobrze rozumiem Twój problem. My w tym roku też mieliśmy problem, gdzie wszystko pochować, tym bardziej, że nie chcieliśmy, aby przy wyjmowaniu Młodzi zobaczyli ukryty w szafie rower stacjonarny (nikt o nim nie wie poza nami) :P Z tym, że u nas przy wyciąganiu prezentów jest pełna powaga i staramy się być jak najciszej, żeby nie zwrócić uwagi dzieciaków w drugim pokoju :)

    Powiem Ci, że rezygnacja z tego konika była chyba dobrym pomysłem. U nas można je spotkać w ZOO i latem na różnych promenadach. Jak Oliwka miała jakieś 5 lat to chciała się na tym przejechać, ale ja widząc cenę i wątpiąc, żeby to nasze Chucherko dostatecznie mocno się unosiło, odmówiłam. Jednak jakaś mama wykupiła, dziecko nie chciało jechać i resztę minut oddała nam - co prawda chciałam jej zwrócić pieniądze, ale nie chciała o tym słyszeć. Okazało się, że Oliwce ekscytacja szybko przeszła, bo faktycznie słabo jej szło. A jak już w końcu załapała, to się okazało, że szybko opadła z sił. A jednak lalka z pewnością zostanie na dłużej i zawsze może robić jako dekoracja na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też się uśmiałam czytając opis podkładania paczek. Dla dorosłych zawsze to niezłe wyzwanie ale i ile radochy i śmiechu przy tym. My zawsze jesteśmy sparaliżowani, żeby dzieciaki nie usłyszały itd i oczywiście kupa śmiechu przy tym jest, bo a to coś spadnie, a to się potknienmy itd :D W tym roku siostra Mistrza dała do pieca i nijak się nie zaangażowała w utrzymanie tej magii.. nawet nie wiem co mam o tym myśleć, ech. Ale chyba jakoś udało się naszym zaangażowaniem jeszcze z tej bajki Młodszych nie zabierac, niech trwa to jak najdłużej, bo jest fajne.

    Święta u Was wesołe i expresowe zarazem i w sumie dobrze. Czekam teraz na dalsze świąteczno wyjazdowe opowieści.
    najlepszego w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
  8. A moje Święta były słodko-gorzkie;) Życie!
    Wszystkiego najlepszego w nowym roku!!!
    Buziaki
    ps. ja też nie robię i nie lubię podsumowań minionego roku;))

    OdpowiedzUsuń
  9. oh działo się u Was. Nasze święta, jak wiesz, trochę kijowe. Ale prezenty dziecku się podobały i to najważniejsze.
    Aa! przynajmniej udało mi się skończyć opowieści wyjazdowe z Budapesztu :P
    http://ann-art-travel.blogspot.com/search/label/Budapeszt


    Ciekawe gdzie wybyliście...pewno w.. TROPIKI!?

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasze Boze Narodzenie tez udalo sie, bo jak zwykle wszystko kupilam w polskim sklepie od pierogow i salatek po makowca. A po swietach - lenistwo. Nigdzie nie wyjezdzalismy, bo sil nie mielismy aby sie ruszyc z domu.

    OdpowiedzUsuń