wtorek, 10 grudnia 2019

SIEDEM lat Kokusia

Stalo sie. Moje "malenstwo", moj chlopczyk, ktory dla mnie chyba na zawsze pozostanie "dzidziorkiem", skonczyl SIEDEM lat!



Solenizant podczas zabawy po ostatniej sniezycy

Swiezo upieczony siedmiolatek nadal jest kochanym przytulasem i uroczym pieszczochem uwielbiajacym drapanie po pleckach. Ulubiona kwestia jest zartobliwe angielskie "scratchy backie" (od scratch = drapac i back = plecy), wymowione bardzo proszacym tonem, gdzie Mlody nadstawia nam plechy i domaga sie ulubionej pieszczotki. ;)
Dosc czesto niestety wpada jednak w nastroj malkontenta. Potrafi juz rano zejsc na dol z naburmuszona mina i na pytanie co chce na sniadanie, zmarszczyc brwi i wymruczec tylko "Hmpf!". Wtedy juz wiadomo, ze caly dzien bedzie sobie znajdowal powody do jekow i fochow. :/

Mimo foszkow, Nik nadal jest raczej pokojowo nastawiony do swiata i nie znosi bezposredniej konfrontacji. Czy to z siostra, czy z kolegami, jest bardzo bierny i jak dzieje sie cos nie po jego mysli, po prostu placze. Czasem martwie sie, ze zycie moze dac mu ostro po doopie... :(

Jest niesmialy, nie lubi byc w centrum uwagi. Nie znosi popisow, ani wystepow. Niedawno urzadzil naprawde wyjatkowy placz przed wyjsciem do Polskiej Szkoly i dopiero po dluzszym "duszeniu" udalo mi sie wyciagnac z niego, ze ich Pani kaze dzieciom po kolei podchodzic do tablicy i na niej pisac. I to Kokusia tak zestresowalo - ze on nie umie, on sie wstydzi i on nie chce... Musialam przed lekcjami porozmawiac z nauczycielka i poprosic, zeby moze jednak Mlodszemu oszczedzila stresu. ;)

O ile Bi to urodzona modelka, ktora z kazda mina dobrze wychodzi na zdjeciach, strzelic Kokusiowi porzadna fote to jest wyzwanie... Zazwyczaj wychodzi sztywno i sztucznie. ;)

Zeby jednak nie bylo, ze Kokus to tylko taki placzliwy misiak, ma on tez zagrywki typowo chlopiece, podpatrzone zapewne u kolegow. Swojego czasu namietnie ogladal bajki oraz domagal sie ksiazek o "Power Rangers". Fascynacja przeszla, ale pozy "karateki" oraz udawane bitki zostaly. To niby tylko zarty, ale wychodze z nich nieraz pokopana i zupelnie mnie one nie bawia. To znaczy, Nik nie kopie i nie trafia z piesci specjalnie. To nie ten typ. On tylko "straszy", a ze dosc czesto zle wymierzy... ;) Potem zarliwie przeprasza, ale matka juz zdazy oberwac. ;) Czasem zreszta specjalnie podejmuje "walke", ale Mlodszy jest dla mnie za maly, za szybki i za zwinny. Wije sie jak piskorz, odkakuje jak kangurek, a ja w dodatku nie chce mu zrobic krzywdy i wychodze z zapasow zdyszana i z siniakami. ;)

Nik jest malym "krolewiczem" i zupelnie nie radzi sobie z ogarnianiem samego siebie i swojej przestrzeni. Gdzie Bi od dluzszego czasu ma zryw na scielenie lozka, czy robienie sobie sniadania, tak Mlodszy zupelnie nie ma problemu z byciem wyreczanym ze wszystkiego. Nie potrafi nawet (sorki za opis) wytrzec sobie tylka, ale tu nawet nie nalegam (poki co), bojac sie o stan jego bielizny. ;) Niestety, nadal tez od czasu do czasu zdarza mu sie w nocy posiusiac w lozko. Rzadko, bo raz na kilka miesiecy, ale nieprzemakalna podkladka musi nadal byc na miejscu. :/ Szczytem jest jednak, kiedy przy rozbieraniu Nik kladzie sie na lozko i jeczy zeby sciagnac mu portki i skarpety, bo on jest taaaki zmeczony i nie da rady... :D
Chociaz, niedawno przylapalam go jak robil porzadek na swoim biurku, wiec moze w koncu zaczyna lapac jakas swiadomosc otoczenia i samego siebie. ;)

Jest wielkim "zbieraczem", zeby nie powiedziec smieciarzem. Gdzie sie nie pojawimy, zawsze znajdzie jakis dlugopis, obszczerbiony olowek, lotke do Nerf gun'a, itd. Potrafi zanurkowac pod regal w sklepie, gdzie niezawodnie wypatrzy jakis skarb. ;) Ze szkoly rowniez przynosi caly stos takich "przydasiow". Niestety, czesto znajduje tez samochodziki, ludziki lub inne male zabawki. Nik zdecydowanie holubi powiedzeniu "znalezione nie kradzione" i jesli cos znajduje sie na podlodze, oznacza to dla niego, ze jest niczyje i mozna sobie wziac. Odbywamy niezliczone pogadanki na ten temat, ze gdzies w sklepie czy na kempingu, jasne, ktos zgubil, na pewno nie wroci zeby szukac. Ale w szkole, czy, o zgrozo, we wlasnej klasie, bierze zabawki kolegow. Tlumaczymy, ze tak nie wolno, ze jakies dziecko bedzie plakalo, ze cos zgubilo, ze jakby ie czul gdyby to jemu wypadlo i ktos wzialby mu te zabawke zanim zdazylby jej poszukac? Bez rezultatu, kleptomania jest silniejsza. ;)

O jego osiagnieciach w szkole pisalam calkiem niedawno przy okazji wywiadowek, wiec tu wspomne tylko, ze ogolnie radzi sobie bardzo dobrze. Nie ma problemu z liczeniem jesli tylko sie skupi i dodaje gdzie trzeba dodawac i odejmuje tam, gdzie trzeba odejmowac. Za to naprawde swietnie pisze. Fonetycznie jego teksty mozna bez problemu doczytac, choc oczywiscie zdarzaja sie byki, bo angielska pisownia do latwych nie nalezy. Za to ostatnio Nik podejmuje proby pisania po polsku i rezultaty sa oczywiscie takie, ze boki mozna zrywac! :D

"Mama jest kochana" :D

Slabo widac, ale jest tam napisane "caham chae mama", czyli "kocham cie mama" - polski z angielska pisownia, boskie! :D

Dla mnie oczywiscie te teksciki sa bardzo wzruszajace i cenne i pieczolowicie chowam je na pamiatke. ;)

Cwiczy gre na skrzypcach w miare chetnie, choc przyznaje, ze wychodzi mu to... roznie. Mimo dlugich i smuklych palcow (po mamusi ;P), naciskanie odpowiedniej struny w odpowiednim czasie, wymaga wprawy. Nik czasem nacisnie za lekko, czasem zahaczy smyczkiem o dwie struny, czasem nie naciagnie dobrze wlosia w smyczku, czasem go nie natrze kalafonia (rodzajem przetworzonej zywicy - zanim dzieci nie zaczely grac, nie mialam pojecia, ze cos takiego istnieje :D), itd. W dodatku, jak ze wszystkim, spieszy sie i gra byle jak i bez skupienia, byle szybko. W rezultacie instrument skrzypi i trzeszczy, zamiast grac. ;) Najwiekszym wysilkiem jest przecwiczenie melodii wolno i spokojnie, a najgorsza kara moj nakaz, zeby sprobowal jeszcze raz (chociaz to moje uszy najbardziej cierpia).

Wirtuoz w szlafroku ;)

Najczesciej konczy sie tak, ze klekam obok niego i skrobiac sie po glowie probuje zagrac sama, zeby znalezc przyczyne dlaczego Mlodszy nie moze wydobyc ze skrzypiec poprawnego dzwieku. Moje palce sa o wiele za duze na jego malutkie skrzypeczki, ale i tak osiagam lepsze rezultaty. I przyznaje, ze mam przy tym niezla zabawe! :D Slon mi na ucho nadepnal, ale zawsze marzylam, zeby nauczyc sie grac na instrumencie. Teraz mam okazje. Sprawdzam jak melodia powinna brzmiec, po czym daje Kokusiowi wskazowki, co robi nie tak. Na szczescie Mlodszy to nie Bi i nie rzuca sie wsciekle w obliczu konstruktywnej krytyki. W ten sposob uczymy sie grac razem. Z bardziej popularnych melodyjek, umiem juz zagrac "Twinkle, twinkle, little star". :D

Nik nadal nie garnie sie specjalnie do zorganizowanych sportow. Polubil druzyne plywacka, ale kiedy "okazalo sie", ze treningi sa dwa razy w tygodniu (wczesniej w czasie jednego treningu mial tenisa; teraz go z niego wypisalam), juz przewraca oczami, ze "znooowu?". Ciekawe jak by marudzil, gdyby w soboty nie mial Polskiej Szkoly i jezdzilby na trening trzeci raz w tygodniu? ;) Poza plywaniem, stanowczo odmawia propozycji jakiegokolwiek sportu, oprocz lyzew. Caly czas tez powtarza, ze on kocha zime, sporty zimowe, uwielbia lyzwy i narty. Moja propozycje zapisu na hokeja jednak odrzucil. Wszystko super, ale z mama i tata. ;)

Doczekal sie juz nawet nart w tym roku, ale o tym w innym poscie ;)

Dolne jedynki oraz dwojki wymienil na stale. Gorne jedynki jednak, mimo, ze "luzne" sa od okolo roku, nadal nie kiwaja sie na tyle mocno, zeby wypasc. Co dziwne tez, miejsca po mlecznych dwojkach nadal sa puste, mimo, ze jedna z nich wypadla juz we wrzesniu! :O
Za to, podczas mycia zebow, odkrylam, ze niewiadomo kiedy, wyrznely mu sie dolne szostki. ;)

Aktualne rozmiary dopisze po bilansie, ktory odbedzie sie dopiero tuz przed przerwa swiateczna.

STO LAT SYNKU!!! :*


Dopisek po-bilansowy:

wzrost: 125.7 cm
waga: 25.9 kg

12 komentarzy:

  1. Wszystkiego najjjsłodszego Nik!!! :* Sto lat! pozdrawiamy z nie zimowej Polski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat dla Kokusia! Ale ten czas leci, nie spiesz się tak, chłopaku ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystkiego najlepszego Nik:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sto lat Kokusiu!!! Spełnienia wszystkich marzeń ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego!!!
    ps. widzę spore podobieństwo do mojego siedmiolatka;)) Z kilkoma wyjątkami;)

    OdpowiedzUsuń
  6. 7 lat... !!! tak, wierzyć się nie chce. mały okruszek a tu już 7 lat!! Piękne podsumowanie osiągnięć w tym wieku, już nawet górne jedyneczki wymienione, wow, za chwilę nas to czeka z naszą sześciolatką co jeszcze troszke i w tą siódemkę wkroczy.. ja nie chcę!! :)
    Wszystkiego najlepszego dla Was obojga!! To Wasze wspólne świeto w sumie. Spełnienia marzeń, zdrówka, nauczenia się gry na skrzypcach, odwagi do sportów bez mamy i taty i moc uśmiechów - Moja Zuza też była takim "zbieraczem.śmieciarzem" tylko bardziej nie mogła się rozstać ze wszystkim co było jej, chćby np z opakowaniem po czymś itp ;)
    100 lat!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Sto lat sto lat dla Nica! :)) Wszystkiego najlepszego dla Niego :)

    Mój Junior to też taki zbieracz i co chwilę przynosi jakieś "skarby" do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepszego! Jak tez czas zasuwa!;D
    Przecież dopiero co czytałam, ze spodziewasz się dziecka;D:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Sto lat! Ma Nik swój charakterek, mój starszy to taka mieszanka Twoich dzieci - trochę w nim z Nika a trochę z BI ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sto lat, sto lat!!! Niech żyje żyje nam !!!!
    Wszystkiego najlepszego dla Nika :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I od nas sto latek, Kokusiu, w zdrowiu i miłości!
    Agaciu, wzruszył mnie ten post.
    Tak pięknie opisałaś swojego synka, czuć tyle miłości w Twoich słowach (choć nie gloryfikujesz młodego, tylko piszesz jak jest, ale to właśnie tak mi się u Ciebie podoba).

    OdpowiedzUsuń