czwartek, 3 stycznia 2019

Konce i poczatki

I tak Stary Rok odszedl do historii...
Nie jestem dobra w podsumowaniach, ale wypadaloby go opisac w choc paru slowach. Jaki byl wiec 2018? Na pewno poczatek jego byl bardzo ekscytujacy. Zaraz pod koniec drugiego miesiaca roku sprzedalismy bowiem stary domek i przeprowadzilismy sie do nowego. Ktory to nadal, po 10 miesiacach, nie jest do konca "nasz". Ciagle, mowiac o starym domu, czesto uzywamy okreslenia "tam u nas". I jedno drugiemu przypomina, ze "u nas" jest teraz tu. ;)
Stary Rok uplynal rowniez pod znakiem wizyty tesciow. Trzy miesiace to w koncu caly kwartal! Jedna czwarta roku spedzona z tesciami! :O Poza tym bylo tez kilka wyjazdow kempingowych, lokalnych atrakcji oraz imprez, byl cudowny wyjazd pod koniec listopada oraz krotszy, ale rowniez fajny tuz przed Sylwestrem (ale o nim za chwile).
W ogolnym rozrachunku byl to wiec... dobry rok. Oby 2019 nie byl gorszy. Tego zycze i sobie i Wam! ;)

Sama koncowka roku uplynela nam znacznie milej niz Swieta. Kiedy juz wszyscy "wychorowalismy sie" i jelitowka zdawala sie odplynac w zapomnienie, odwazylam sie zaprosic kolezanke z dzieciakami. Pomyslalam, ze my sobie poplotkujemy, a mlodziez sie pobawi. Potworki tak strasznie sie cieszyly, a potem... byla kicha. ;) Nooo, moze nie do konca az tak zle, ale wiem, ze Bi z cala pewnoscia bawila sie slabo. Coz jednak poradzic, skoro za towarzystwo przypadla jej 3-latka... ;) Starsza zna i lubi te dziewczynke, ale na wlasnym "gruncie" przekonala sie, ze taki maluch rozwala misternie ulozone Lego, a takze ze przechodzi akurat faze na "moje!" i uzywa tego zwrotu nawet w stosunku do rzeczy, ktore do niego nie naleza. Bylo mi niesamowicie wstyd kiedy moja prawie 8-latka, szarpala sie z 3-latkiem, przy czym i jedno i drugie wrzeszczalo "To moje!!!". Widac, ze Potworki nie maja do czynienia z mlodszymi dziecmi. Zreszta, Nik bawiacy sie z o rok starszym kumplem, po 2 godzinach tez mial juz wyraznie dosc i pojawily sie sprzeczki o to, ze np. obaj chcieli miec zielone naboje do pistoletu (szkopul w tym, ze takiego koloru byly tylko dwa), albo ze ktorys ma o jeden naboj wiecej. Ech... ;)

Jak wspomnialam wyzej, na przedsylwestrowy weekend zaplanowalismy maly wyjazd. Poczatkowo myslalam o wycieczce w samego Sylwestra, ale ze ceny zwalily mnie z nog, przesunelam go bez wiekszego zalu o dwa dni wczesniej. Wycieczka miala byc atrakcja glownie dla Potworkow i... taka byla. Liczylam na to, ze moze i nam - rodzicom sie spodoba, ale coz, raczej wynudzilismy sie. Ja moze i bawilabym sie lepiej gdyby nie to, ze akurat na wyjazd dostalam okres (taki juz moj los, ze na 90% rodzinnych wycieczek walcze z "tymi" dniami), ale M... coz, nie jego klimaty. ;)

Ale, klepie i klepie, ale nie napisalam w koncu gdzie pojechalismy! :D
Otoz wybralismy sie do miejsca zwanego Great Wolf Lodge. Jest to siec hoteli polaczonych z aquaparkiem. W Polsce krytych aquaparkow jest w cholere, ale w Hameryce to rzadkosc. Zazwyczaj polaczone sa one z parkami rozrywki na swiezym powietrzu i dzialaja wylacznie latem. W naszej okolicy nie ma krytego aquaparku do ktorego mozna sie wybrac zima. Ten, do ktorego pojechalismy ma jednak haczyk. Jaki? Znajduje sie on (jak napisalam) w hotelu i zeby miec do niego wstep, nalezy zaplacic za noc w hotelowym pokoju. Osobom z zewnatrz wstep wzbroniony. Mozna oczywiscie wykupic pokoj i z niego nie skorzystac, ale ze ceny sa sporo wyzsze od nocy w zwyklym hotelu, wiekszy sens ma jednak przenocowanie. Poniewaz jednak, jak juz wpomnialam, w okolicy krytych aquaparkow brak, taka drobna niedogodnosc nikomu specjalnie nie przeszkadza i hotel doslownie pekal w szwach. Oczywiscie byla to koncowka przerwy swiatecznej w szkolach. Mozliwe, ze w zwykly weekend jest tam spokojniej. ;)

Mimo, ze pokoj w hotelu przysluguje dopiero od 16, mozna sie zameldowac i korzystac z aquaparku juz od 13. W sobote rano M. jeszcze pracowal, planowalismy wiec dojechac troche pozniej, okolo 14-15, rozejrzec sie na spokojnie po hotelu i dopiero potem wrzucic toboly do pokoju i ruszyc na podboj basenow. Poniewaz jednak u nas nigdy nie moze sie obyc bez przygod, dojechalismy tuz po 16. ;) Nie, droga byla spokojna i nawet niezbyt dluga - troche ponad 1.5 godziny. Co wiec sie stalo, spytacie?
Maya zwiala, to sie stalo. :D
Tak tak, zajelo jej to 10 miesiecy, ale w koncu postanowila wyruszyc ku przygodzie z nowego adresu. ;) Oczywiscie zawinil M., ktory owszem, nalozyl jej obroze, ale nie wlaczyl "niewidzialnego pastucha". Tak juz ten moj malzonek ma, ze czasem machnie sobie reka na oczywiste sprawy. Ja mowie, zeby nakladal obroze, sprawdzal baterie, a ten sobie nie wlaczy urzadzenia, bo "No przeciez nie ucieknie!".
Tiaa... No wlasnie wziela i uciekla. I co teraz? :D
Oczywiscie kiedy zauwazylismy, ze psa nie ma? Kiedy juz spakowalismy walizke do samochodu i zaczelismy ubierac sie do wyjscia. M. wyszedl przed dom i zagwizdal. Zazwyczaj wtedy Maya przylatuje malo nie zabijajac sie o wlasne lapy, a tym razem... nic. ;)
Kiedy stwierdzilismy, ze Mai z cala pewnoscia nie ma na naszym ogrodzie, M. wsiadl w auto i zaczal objezdzac okolice. Okazalo sie, ze sasiadka kilka domow dalej pol godziny wczesniej widziala naszego psiura i nawet probowala go zwabic i zlapac, ale nadaremno. Maya uciekla w przeciwnym kierunku, czyli w strone naszego domu, ale zamiast do niego wrocic jak Pan Bog przykazal, pobiegla najwyrazniej dalej. :/
W skrocie. M. objezdzal okolice przez ponad godzine. Od czasu do czasu zajezdzal pod dom sprawdzic, czy nie wrocila. Naradzalismy sie wowczas, co robic. Czy juz zglaszac zaginiecie, czy jeszcze poczekac? Jechac, czy odwolywac wyjazd? A jak odwolamy, a pies sie za kilka godzin znajdzie? A jak pojedziemy, polecimy tacie, zeby przyjechal pozniej i sprawdzil czy wrocila, a ona nie wroci?
Ponad godzine siedzialam jak na szpilkach, zastanawiajac sie, co zrobic... Az w koncu M. wrocil... z Maya! :) Wypatrzyl ja na czyims ogrodzie dwie ulice dalej! Dobrze, ze ta cholera do niego podbiegla, bo pamietam, ze jak w starym domu uciekala do sasiadow, to czlowiek gardlo sobie zdzieral wolajac, a ona miala cie w... odwloku. ;)
W kazdym razie kryzys zostal pozytywnie zazegnany i pojechalismy. Ponad godzine pozniej niz planowalismy, no ale to niewazne. ;)

Mysle, ze wiekszosc z Was byla kiedys w aquaparku, wiec nie ma tu co za duzo opowiadac. Dla mnie w zupelnosci wystarczyloby kilka godzin. Zupelnie nie potrzebowalam spedzac tam dwoch dni, ale jak nie ma wyjscia, to trudno. ;) Dla uwielbiajacych wode Potworkow, to byla oczywiscie bajka.

Wyglada prosto? Nie bardzo. Kazda czesc "kladki" byla ruchoma i rozjezdzala sie na wszystkie strony ;)

Najchetniej nie wychodziliby z basenow, albo biegali non-stop gora - dol na zjezdzalnie.

W tym basenie robily sie od czasu do czasu ogromne fale :)

Dla mnie bylo... za zimno. :D Jestem okropnym zmarzluchem i chociaz wewnatrz aquaparku bylo 29 stopni, to woda byla letnia. Dla mnie zdecydowanie za chlodna. W rezultacie, jak tylko sie zamoczylam, zaraz szczekalam zebami. ;) Dodatkowo, jak juz wspomnialam, mialam okres i choc tampony to zdecydowanie swietny wynalazek, to niestety, zdarzyl mi sie lekki przeciek i przeklinalam swoja kobieca dole. :D

M. pierwszego wieczora nawet jeszcze zjezdzal z dzieciakami i wydawalo sie, ze dobrze sie bawi, ale kolejnego juz znudzony siedzial z nosem w telefonie i to mi przypadlo w udziale wdrapywanie sie z pontonami na wysokie zjezdzalnie, mimo, ze zoladek mialam w gardle jak tylko spojrzalam w dol. Czego sie dla frajdy dzieci nie robi. ;)

Tu jeszcze tata zapewnial dzieciom rozrywke, a matka foty pstrykala :)

Zanim pojechalismy do tego miejsca, dziwilam sie, ze ktokolwiek jedzie tam na dluzej niz jedna noc. Teraz juz sie nie dziwie, chociaz ja tam pieknie dziekuje. ;) Hotel, poza aquaparkiem, ma mnostwo atrakcji i wszystkie sa ukierunkowane na dzieci. Zeby dojsc na baseny, trzeba przejsc przez  dluuugi korytarz z automatami do gier.  Oczywiscie dzieciarnia az piszczala zeby tam pograc! :)


W osobnej czesci hotelu znajdowaly sie wieksze, wirtualne gry dla starszych dzieciakow. Poza tym, w holu obok rejestracji, caly czas odbywaly sie jakies atrakcje. A to zajecia plastyczne, a to tance z "maskotkami" hotelu, a to ktos robil zwierzatka z balonow...

Potworki i hotelowe "maskotki"

Wieczorem bylo czytanie przez owe maskotki opowiastek, a jeszcze pozniej z wielkiego monitora wyswietlana byla bajka. Dodatkowa atrakcja dla dzieciakow bylo to, ze przy meldowaniu sie do hotelu, otrzymywaly po opasce z wilczymi uszkami (glownymi maskotkami hotelu jest para wilkow, co mozecie zobaczyc na zdjeciu wyzej).


Wilczki dwa ;)

Podsumowujac, miejsce zapewnia mnostwo rozrywek dzieciom, a doroslym pozostaje wieczorne siedzenie w barze, jak juz potomstwo zasnie wymordowane calodziennymi uciechami. ;)

Do czego moge sie przyczepic, to jedzenie. O ile kolacje mozna bylo zjesc w jednej z kilku restauracji (czy raczej bardziej pub'ow), to juz ze sniadaniem bylo gorzej. W zasadzie tylko jedno miejsce serwowalo cos "sniadaniopodobnego", ale na slodko. Byla tam jednak jeszcze znana siec z kawa - Dunkin' Donuts. Dla tych, ktorzy nie wiedza, siec ta, poza kawa oraz slynnymi, hamerykanckimi paczkami, serwuje tez rozne kanapki sniadaniowe, np. croissant'y z jajkiem, szynka/ boczkiem i serem, lub bagel z serkiem, itp. W niedziele rano, nie chcac ciagnac na dol calej naszej czworki, wyslalam wiec do Dunkin' Donuts M., zeby kupil nam cos, co od biedy da sie zjesc. Za kilka minut otrzymalam zdjecie... kolejki na pol hotelowego korytarza! :O Najwyrazniej nie my jedni mielismy taki pomysl, zreszta trudno sie dziwic, skoro poza DD, tam naprawde nie bylo gdzie zjesc sniadania, a hotel znajdowal sie na totalnym zadupiu! :/ Nic to jednak. Po 40 minutach czekania, M. wrocil ze sniadaniem, przy czym okazalo sie, ze chwycil ostatnia butelke z mlekiem, a moje zamowienie pomylono i zamiast boczku, w kanapce mialam jakas ohydna kielbase. ;)

Nieco posileni, ruszylismy znow na podboj aquaparku. Potem obowiazkowo zaliczylismy rundke na automatach, po czym byla pora sie zbierac. ;) Wyjazd krociutki, ale Potworki juz dopytuja kiedy wrocimy. ;)
A! Jako bonusik, podczas jedzenia sniadania, Kokusiowi wypadla druga dolna jedynka! :D


Sylwestra spedzilismy juz wiec po staremu, w domu. Ja musialam nawet podjechac na chwile do pracy, ale na szczescie na raptem pol godziny. ;) Wieczorem machnelam salatke, na ktora produkty czekaly az od nieszczesnej Wigilii, przyjechal dziadek, ogladalismy transmisje Sylwestra w Zakopanem na polskiej tv i calkiem milo spedzilismy czas.


Zapalilismy ogien w kominku i przyrzadzilismy s'mores'y. :)


A przed polozeniem dzieciakow do lozek (na szczescie oni nawet nie wiedza, ze Nowy Rok rozpoczyna sie o polnocy, wiec wcale nie chca do niej czekac ;P) wyszlam z nimi przed dom i zamiast fajerwerkow zapalilismy zimne ognie.


Szkoda ze padalo, wiec musielismy stac na ganku, ale wazne ze Potworki mialy namiastke swietowania. :)

Zapomnialabym! W Sylwestra musielismy tez podjechac na szybkie zakupy poniewaz w lodowce zaczynalo brakowac kilku podstawowych produktow. Traf chcial, ze droga prowadzila kolo parku, w ktorym kilka dni wczesniej na drzewie utknal Kokusiowy dron. Bez wiekszej nadziei postanowilismy zajechac i sprawdzic czy nadal siedzi na galezi. I wiecie co?! Spadl! :D Piec dni spedzil najpierw na drzewie, potem na ziemi, w miedzyczasie padalo, a w nocy mamy przymrozki, tymczasem ta cholera nadal dziala! Jestem pod wrazeniem! Nie wiem jednak kiedy (i gdzie) znow odwazymy sie go puscic... :D

Po takim, calkiem udanym Sylwestrze, Nowy Rok rowno sie spieprzyl. Poprztykalismy sie z M. i choc tym razem nie skonczylo sie na "cichych dniach", to atmosfera nadal do konca sie nie oczyscila. Zaczelo sie od tego, ze kiedy wracalismy z wyjazdu, Bi ogladala stare zdjecia na moim telefonie i natknela sie na jedno z lodowiska. Oczywiscie poprosila czy mozemy znow sie wybrac i nieopatrznie stwierdzilam (tak troche na odczepnego), ze kolejne 2 dni sa wolne, wiec w ktorys mozemy jechac. Niestety, Bi o tej obietnicy nie zapomniala i w Nowy Rok juz od rana jeczala, ze ona chce na lyzwy. Na to M. oswiadczyl, ze on nigdzie nie jedzie, moge sobie jechac sama, on w tym czasie pojedzie na silownie i do sklepu. Wygarnelam mu rzecz jasna, ze zamiast spedzic Nowy Rok z rodzina, woli silownie i zakupy. I tak juz lawinowo polecialo, az w koncu (jestem pewna, ze zrobil to zlosliwie) namowil cichcem Kokusia, ze jesli nie pojedzie na lyzwy, to on zabierze go na rower! Majac taki wybor, wiadomo na co Nik sie zdecydowal? A wieczorem, kiedy utulalam go do snu, powiedzial ze smutno mu, ze z nami nie pojechal, bo na lyzwy tez chcial. :( Czyli co? Znow przepychanki rodzicow odbijaja sie tylko na dzieciach... :/
Nie mniej, wypad na lyzwy, pomijajac nieobecnosc Nika, uwazam za bardzo udany. Bi radzi sobie swietnie! Jezdzi sama, zupelnie nie przytrzymujac sie scianki i to szybciej ode mnie, bo ja to cykor jestem i wole jechac pomalutku i ostroznie. :)

Z drogi sledzie bo Bi jedzie! :D

Starsza wyrazila nawet zazdrosc co do umiejetnosci niektorych dzieci na lodowisku, wiec obecnie szukam jakichs lekcji z lyzwiarstwa. Niestety, na tym lodowisku, na ktorym bylysmy, nie maja juz miejsc. :/ Na szczescie w okregu 15-20 minut od nas, sa jeszcze trzy inne :)

Na koniec jeszcze raz:

Do Siego Roku!!!

22 komentarze:

  1. No to fajnie, zescie sie wybawili na koniec i na poczatek roku. Wielu udanych zabaw i wycieczek w 2019 zycze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zakończenie roku! Wyobrażam sobie radość Potworków :)
    Nad kominkiem będę się rozpływać chyba za każdym razem, kiedy wstawisz z nim zdjęcie ;)
    No i cieszę się, że Maya się znalazła. Też sobie rozrywkę na koniec roku zafundowała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radosc byla orgomna! ;)
      Niestety, kominek bez ozdob swiatecznych juz nie prezentuje sie tak wspaniale. ;)
      Ech, te nasze siersciuchy... Pamietam, ze Wasza tez kiedys zwiala i stresu sie najedliscie... :/

      Usuń
  3. Te "plastry drewna" i "żołędź" w basenie są obłędne!!!
    Wszystko się odnajduje - i Maya i dron;))

    Wszystkiego dobrego w nowym roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Caly ten hotel lacznie z aquaparkiem byly tak urzadzone, zeby udawaly las i drzewa. Calkiem fajny klimat. :)

      Wzajemnie, Do Siego Roku!

      Usuń
  4. Jak to dobrze że Maya się odnalazła!
    a wyjazd cudny mieliście, ta radość w oczach potworków! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dzieci taki wyjazd to szal! No chyba, ze boja sie wody (znam takie!). ;)

      Cale szczescie! Narzekam czesto, ale zaplakalabym sie za tym moim psiurem! :)

      Usuń
  5. Ta burza była Wam potrzebna
    Nie mielibyście przyjemności w godzeniu
    A tak....
    Sama wiesz
    Potworki macie niesamowite
    Matuchno kiedy to minęło
    Bazy kłótnie i godzenie dzieciarni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te burze to ciagle przelatuja, mniejsze i wieksze! :D Cos ciezko nam sie w tym roku dogadac, a dopiero sie zaczal! :)

      Usuń
  6. To się u Was działo w starym roku:)))
    Udanego Nowego Roku:))) !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche sie dzialo. Na szczescie pozytywnie. :)

      Wam rowniez Dobrego Roku!

      Usuń
  7. Ale fajny ten weekend w spa! Też mi się marzy taki relaks i odpoczynek od wszystkiego i wymoczenie dupki ;) Bo lubię ;)

    Na lodowisko wybieramy się w ferie, czyli niedługo ;)

    To zdjęcie z kominkiem i dzieciakami bardzo mi się podoba :))

    Wszystkiego dobrego w nowym roku!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubie moczyc dupke, ale w wodzie o temperaturze zblizonej do tej w wannie. W tamtym aquaparku byla dla mnie stanowczo za zimna. ;)

      Ja juz zdazylam wziac Potworki na lodowisko kolejny raz. Poki co, obojgu sie podoba. ;)

      Nasz kominek stracil nieco na uroku po zdjeciu ozdob swiatecznych. Musze sie zastanowic jak go udekorowac na codzien. :)

      Usuń
  8. Takim weekendem w spa to moje dziewczyny byłyby zachwycone. Całe szczęście, że psinka się znalazła. Pamiętam, jak Misiek na początku pobytu u nas zwiał z działki. Ile to było stresu, czy w ogóle się znajdzie, wróci :(
    Heh, my jaki na tych samych ogrodach działkowych zamieniliśmy jedną działkę na drugą, też o tej pierwszej długo mówiliśmy "nasza" :)
    Fajny i intensywny rok za Wami. Agatko, oby ten Nowy był co najmniej tak dobry jak ten miniony. Wszystkiego dobrego dla Was i Waszych rozkosznych Potworków!

    Ps. U nas też już była inauguracja lodowiska, Lila miała swój debiut, na szczęście chyba jeszcze nie połknęła bakcyla, bo raczej na chłodno, bez jakiś większych ekscytacji. Za to Eliza lubi i zimą kilka razy zawsze jest na lodowisku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż jestem w szoku, że tyle atrakcji jest w tym hotelu i to nastawionych na dzieci. Fajnie mieć takie miejsce, chociaż z tym śniadaniem to faktycznie dali ciała...
    My na lodowisko planujemy jechać podczas ferii, mam nadzieję że się uda, bo to ostatnio różnie u nas bywa. Przyznam, że zagrywka M. z Nikiem jest dla mnie niezrozumiała. Było wiadomo, że dziecko chciałoby na to i na to, i tylko niepotrzebnie będzie rozbite.

    OdpowiedzUsuń
  10. Agata, witaj w Nowym Roku!!!
    Ale Potworki rosna- niesamowite, wysokie Wasze dzieciaki beda/ sa :)
    Osobiscie popieram takie wyjazdy i mysle, ze dzieci mialy wielka frajde, a czesto wlasnie robi sie cos dla dzieci. Starzy niestety czesto musza sie "poswiecic" ;)
    Co do zgrzytow....to moze takie przesilenie, wiesz oczekiwania,a rzeczywistosc.... czaem drobiazg i juz sie ulewa...
    Mam nadzieje, ze w styczeni weszliscie z przytupem? Pozdrawiam za ocean!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrego, błogosławionego roku Wam życzę! Zakończenie minionego mieliście superowe. A jaka radość dla dzieci!

    OdpowiedzUsuń
  12. Super stary rok żeście zakończyli. Co prawda, dla mnie aquaparki tez nie są czymś co chętnie odwiedzam, ale moje dzieci byłyby równie szczęśliwe jak i Twoje :)
    Organizacja śniadaniowa faktycznie do poprawy, zwłaszcza w miejscu gdzie o nie trudno. Ale co tam, najważniejsze, że wyjazd się udał, dzieci zadowolone, czego chcieć więcej :)

    Tola goni Nika, u nas też już drugi ząbek na dobrej drodze do wypadnięcia, jezuuu no :) Czemu te dzieci nam się tak starzeją.

    Maya dała czadu, ach te czworonogi. Wszyscy mi mówią, że jak mamy wziąć kolejnego psa, to niech będzie to suka, bo one nie uciekają... tiaaaa. Widze, że to taki sam aparat jak Fux. Ten to był uciekinier do kwadratu.

    Sprzeczki w takie wolne dni to chyba norma. Za dużo wolnego chyba ;) Każdy też od tych dni oczekuje czegoś innego i chce je wykorzystać na maxa, a nie zawsze nasze plany idą w parze z planami pozostałych. My czekamy zawsze bardzo na to wolne, kiedy Mistrz będzie więcej w domu i zawsze wtedy na początku są jakieś małe przepychanki o nic w zasadzie. Chyba na tyle dużo żyjemy osobno w codzienności, że musimy się na poczatku wolnego dotrzeć i nauczyć żyć ze sobą tyle godzin naraz ;) Potem na szczęście jest już miło i błogo i wtedy szybko nadchodzi znowu czas tej normalnej codzienności i znowu ciężko się przestawić na inny tor.

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale u was się dzieje :-) u nas panują od miesiąca chorobska a ja się skupiam na tym, żeby nie urodzić za szybko...
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń