piątek, 9 marca 2018

Zmieniam styl bloga na wnetrzarski! :D

I tak minely juz sobie dwa tygodnie od naszej przeprowadzki...

Pierwszy tydzien to byla kompletna dezorganizacja i zycie w pewnego rodzaju zawieszeniu. Nowy dom to nowe zapachy, nieznane odglosy, to nadal slady zycia innych ludzi... W pierwszy weekend napredce wyszorowalam lazienki, zeby moc wykapac siebie i dzieci. M. musial kuc sciane, bo lodowka (wielka krowa), ktora wzielismy ze starego domu, nie miescila sie we wneke... To wymusilo na mnie odkurzenie i umycie podlog w kuchni i okolicach. Ale poza tym nie sprzatalam w ogole, uwierzycie?! Dopiero w kolejny weekend stwierdzilam, ze tak dalej byc nie moze i zlapalam za odkurzacz oraz mopa. I wiecie co? Nasz dom wcale nie jest ogromny, ale cholera, Ineska miala racje, jest co sprzatac! Kiedy uporalam sie z gora oraz schodami i okazalo sie, ze na dole M. rozmawia z tesciami na Skypie (co dalo mi przymusowa przerwe), klaplam na kanape i z westchnieniem stwierdzilam, ze podlogi w dawnym domu mialabym juz odkurzone i umyte cale, a tu dopiero polowa... ;) A nastepnego dnia po maratonie sprzataniowym oraz kilku rundkach gora - dol z praniem, okazalo sie, ze mam zakwasy! No ludzie kochani! Coz, albo musze uznac, ze to tylko dla wlasnego dobra, albo... szukac ekipy sprzatajacej. ;)

Poza tym, rzucilismy sie w wir zakupow. Na pierwszy rzut, poszly meble. Wiecie (a moze nie wiecie i to tylko my trzymamy stare graty) jak to jest - poki mebel stoi, to stoi i choc wie sie, ze ma swoje lata, a jakosc tez pozostawia sporo do zyczenia, to zostawia sie, bo jest. ;) Ale kiedy przyszlo do przeprowadzki, nagle okazalo sie, ze polowa to rozpadajace sie, obdrapane starocie, czesto do niczego nie pasujace... ;)
Komoda dzieci sie rozpadala (a konkretnie wypadaja dna szuflad), a regal na zabawki nadaje sie tylko do ich przyszlej bawialni na dolnym poziomie. W ten sposob Potworki zostaly bez mebli, poza dzieciecymi lozeczkami, z ktorych Nika jest juz "na styk", a Bi ma ledwie 20 cm zapasu zanim zrobi sie ono za krotkie. Nie mowiac juz o tym, ze sie zwyczajnie rozpada i mialam powazne watpliwosci, czy przetrwa przeprowadzke. ;)
Mielismy spory dylemat, skad wziac meble dla dzieci. Planujemy rozdzielic im pokoje, wiec juz na starcie ich brakowalo. Oboje potrzebuja nowych lozek oraz komod, bo same szafy wnekowe nie starcza na wszystkie rzeczy. Poza tym, sa juz poniekad w wieku szkolnym, wiec przydaloby sie, zeby mieli w swoich pokojach rowniez biurka (choc oboje lekcje jeszcze dlugie lata beda pewnie odrabiac w jadalni ;p). Do tego po jakims stoliku nocnym, bo fajnie jest miec chociaz gdzie ksiazke odlozyc. Czyli wlasciwie to potrzebowali pelnego wyposazenia. :)
Niestety, oba Potworki sa nadal na tyle male, ze meble zwyczajnie niszcza. Tu cos pobazgraja (a nawet "zmywalne" mazaki zostawiaja czasem slad), tam obkleja naklejkami (kto raz zdrapywal klej po nich paznokciami, ten wie, jakie to wnerwiajace), a Nik dodatkowo sie nie pierdzieli i wali po meblach (oraz scianach) swoimi pojazdami. Liczymy sie wiec z tym, ze najpozniej za 3-4 lata bedziemy Potworkom musieli meble kompletnie wymienic. Poki co wiec, postawilismy na niedrogie wyposazenie z Ikei. ;)
Pokoje potrzebuja jeszcze malowania, wiec meble narazie stoja w pudlach w piwnicy, ale jak juz przystapimy do urzadzania Potworkowych pokoikow, na pewno podziele sie efektami. :)

O tym, ze naszego lozka pozbylismy sie jakis czas temu, juz pisalam. Nadal spimy na materacu. ;)

Nasza sypialnia. Poki co, jest wrecz ascetycznie :D

No i biale sciany w pokoju mnie dobijaja. To juz minimalizm zahaczajacy stylem o pokoj szpitalny. Nie moge sie doczekac, zeby przeleciec tu jakims kolorkiem, ale na dzien dzisiejszy jeszcze nie wiem jakim. ;)
Poza tym, w starym domu od kilku lat zylismy bez stolika w salonie. Zamiast niego mielismy wielka pufe, ktora jednak sluzyla glownie jako podporka na nogi (nie powiem, bardzo wygodna) oraz skladowisko Potworkowego balaganu. Teraz, w duzo wiekszym salonie, wrecz prosilo sie o stolik i to byl nasz pierwszy zakup. :)
Niestety dosc szybko okazalo sie, ze swiatlo w sklepie dawalo mu zupelnie inny odcien niz nasz ponurawy salon. :/ Poza tym podlogi w nowym domu sa o kilka odcieni ciemniejsze i w rezultacie podloga, brazowy dywan oraz stol, zlewaly sie w jedno...

Niestety nie mam zdjecia ze stolem stojacym na tym dywanie. Dodajcie sobie tam po prostu ciemnobrazowa plame. ;)

Kolejnym zakupem wiec, musial byc jasny dywan.

Musicie uwierzyc mi na slowo, ze teraz jest duzo lepiej, a w kazdym razie "widac" stol ;)

Poza tym, planuje przemalowac salon na bialo. Jak pisalam wyzej, nie jestem fanka szwedzkich bieli, wole kapke koloru, ale ten pokoj wrecz sie o to prosi. Caly dom jest dosc jasny, oprocz wlasnie salonu. Zdjecie tego nie oddaje, ale tu, nisko osadzone okno wychodzace na zachod i otoczone wysokimi drzewami, nie daje niemal w ogole swiatla. Jest jeszcze drugie okno, poludniowe, ale ono jest z kolei waskie i mieszczece sie przy samym rogu (ktorego nota bene z tej strony nie ma, bo jest przejscie do jadalni :D), wiec niemal zupelnie pokoju nie rozjasnia.
I tu dochodzimy do sedna. Caly, jasny dom, ktos pomalowal na jasne kolory. A ciemny salon, pomalowany zostal na ciemny kolor, cos ala braz z delikatnym odcieniem fioletu! :O Trzeba miec fantazje iscie ulanska na cos takiego! ;)
Malowanie jednak nie bedzie taka prosta sprawa, bowiem salon ma ukosnie opadajacy sufit, ktory nad kominkiem jest baaardzo wysoko. Nie wiem ile tam jest metrow, ale na oko przynajmniej 4.

Telewizor juz zawisl na swoim miejscu. ;) Nie chce dobijac M., bo zawieszenie go nie bylo prosta sprawa, ale jest troche za wysoko. ;) Zle sie oglada, bo trzeba zadzierac glowe do gory... No i mam moj wymarzony kominek! Ktory fajnie byloby wylozyc kamieniem... ;)

Oprocz ww., brakuje nam tez stolu do kacika sniadaniowego przy kuchni. Poniewaz wiem, ze ciezko bedzie dobrac meble idealnie w odcieniu szafek z kuchni, wymyslilam tu sobie maly, szklany stolik, ale poki co, nie moge znalezc nic, co by mnie faktycznie zachwycilo...

W niezastapionej Ikei kupilam sobie tez regaly na ksiazki. Mam na nie dosc ciekawy pomysl, ale podziele sie nim z Wami, kiedy malzonek dojrzeje do tego, zeby mi je zlozyc. :D

Jak w tytule, chyba na jakis czas styl bloga z nudnej codziennosci, zmieni mi sie na wnetrzarski. :D Nie bojcie sie jednak, to nie bedzie zmiana calkowita, a juz na pewno nie permanentna! Brak mi do tego i checi i talentu! Chce sie po prostu urzadzic i potem zapomniec o meblach, kafelkach i kolorach scian, na dlugie lata! ;)

Zakupy zakupami, ale nowy dom ma tez dla nas niespodzianki niekoniecznie przyjemne. :)

Po pierwsze, ustawienie wody pod prysznicami to wyzsza szkola jazdy. Leci albo wrzatek, albo zimna. Ja i M. jakos to cierpliwie znosimy, ale kapiel Potworkow, to ciagle wrzaski i protesty...
Poza tym, obydwa zlewy w gornych lazienkach byly przytkane. Woda niemal nie schodzila, a kiedy M. zabral sie za przetykanie, odkryl kilkanascie cm wlosow zmieszanych ze szlamem. Kiedy mi to pokazal, zebralo mi sie autentycznie na wymioty... :/
No i mamy myszy! Tu jestem w autentycznym szoku, bo przeciez w tym domu mieszkali ludzie! Kiedy wprowadzilismy sie do starego, przez ponad rok nikt tam nie mieszkal i przez jakis czas lapalismy co noc po 2-3 gryzonie! Ale kiedy wylapalismy juz wszystkie, przez kolejne 9 lat mielismy spokoj. Dlatego nie moge uwierzyc, ze tutaj znow wracamy do punktu wyjscia. Myszy w garazu? Jasne, ze moga byc. W piwnicy tak samo, maja prawo sie czasem pojawic. Ale zebym znajdowala mysie bobki w garnkach, czy szufladzie ze sztuccami?! Ble!
Pulapki rozstawione, pierwsza ofiara ukatrupiona, wypowiedzielismy wojne! ;)

Pierwszy tydzien w nowym domu przywital nas rowniez pierwszym dluzszym brakiem pradu... Przeszedl kolo nas sztorm. Tylko tyci na polnoc spadla kupa sniegu, ale nam dostal sie deszcz i potworne wichury, ktore zaowocowaly masowym brakiem pradu w calym Stanie. Co ciekawe, nasze nowe sasiedztwo ma linie energetyczne wkopane w ziemie, ale awaria musiala miec zrodlo gdzies duzo dalej, bo na skrzyzowaniu dobre 2 km przed nasza ulica, nie dzialaly juz swiatla. Pradu nie bylo kiedy M. wrocil do domu okolo 15:30. Kiedy 1.5 godziny pozniej zajechalam ja, na calej ulicy slychac bylo szum agregatorow. Az boje sie myslec, jak czesto jest tu awaria pradu, jesli wszyscy sasiedzi naokolo posiadaja takowe. ;) W kazdym razie wiedzac, ze tysiace ludzi jest bez elektrycznosci (w samym naszym miasteczku niemal 3 tysiace!), obawialismy sie, ze moze to byc dluzsza naprawa. Pojechalismy po pizze, kawe oraz goraca czekolade, bo nawet kuchenke mamy na prad, wiec nie dalo sie wody zagrzac, ze o gotowaniu juz nie wspomne, a po powrocie napalilismy w kominku (dobrze, ze teraz go mamy!) i tak koczowalismy w salonie. :) Okolo 19:30 wszystkim zaczelo sie juz powaznie nudzic i rozwazalismy pojscie wczesniej spac. Wlasnie zaczelismy debate, czy jest szansa, ze w nocy wlacza prad i czy powinnismy pojsc spac do swoich lozek czy przytargac spiwory i spac w salonie przy kominku, kiedy... zapalily sie swiatla. :D

Jak widzicie, pierwszy tydzien na nowym miejscu zapamietamy na dlugo. :)

Drugi zreszta tez... ;)

W drugim tygodniu zakupilismy sprzet AGD! Niestety na dostarczenie musimy czekac niemal 3 tygodnie, buuu... :(
Poczatkowo mielismy jakis czas uzywac obecnych, mimo, ze sa naprawde staaare... Niestety, juz po tygodniu stwierdzilam, ze pralka strasznie slabo wiruje i wyciagam pranie praktycznie mokre. A suszarka cudem znosi moje 5 ladunkow tygodniowo. ;) W ktoryms momencie myslalam, ze juz ja wykonczylam, bowiem nie mogla "zalapac" (wydawala odglos jakby zaczynala cykl, po czym stawala...), a kolejnym razem nie chciala sie wlaczyc w ogole. Juz prosilam M., zeby wytrzasnal skads linke i rozwiesil mi w piwnicy bo nie mam jak wysuszyc prania, ale maz cos popatrzyl, cos z tylu pogmeral i suszarka ruszyla. ;) No ale z tak kaprysnym sprzetem nie mam ochoty przedluzac wspolpracy, szczegolnie ze wyglada jakby mial ze 20 lat... ;) Do tego pordzewiala kuchenka i pozolkla ze starosci zmywarka i stwierdzilismy jednoglosnie, ze trzeba wszystkie sprzety odeslac na zasluzona emeryturke. :D

W drugim tygodniu mieszkania w domu, nawiedzila nas tez najwieksza od ponad miesiaca sniezyca! A ja jak zwykle utknelam z Potworkami w domu, bowiem szkoly zamkniete zostaly na DWA dni... :/
Jak to tutaj bywa, srodki ostroznosci zostaly wprowadzone mocno na wyrost. W srode rano obudzilam sie przy proszacym sniegu i malenkiej warstewce na trawie oraz tarasie. Pomyslalam, ze "dobra, moze sie rozkreci, w koncu zapowiadali, ze najgorsze przyjdzie po poludniu". Taaa... W ktoryms momencie snieg w ogole przestal padac, a przy plusowych temperaturach ten, ktory juz spadl, zaczal topniec! :O W poludnie zostala juz tylko warteweczka na tarasie.

To ma byc sniezyca?! :D

Dopiero okolo 14 snieg znow zaczal padac i nagle zrobilo sie bielej, ale dzieciaki mogly z powodzeniem pojsc do szkoly na pol dnia. Wyszliby o 13:15 i dojechali akurat przed glownym uderzeniem sztormu.

Stan o 14:30. Jak widac, snieg ledwo co pokryl powierzchnie...

Pozniej jednak zrobilo sie juz rzeczywiscie nieciekawie. Mokry, ciezki snieg sypal ostro, a przy tym wial mocny wiatr. Szybko zrobily sie zawieje i zamiecie, a galezie i konary drzew opadaly wszedzie naokolo. Kilka razy nawet zagrzmialo (!), a swiatlo zamigotalo, co wywolywalo u mnie natychmiastowy zawal serca, bowiem nie mialam ochoty na powtorke z rozrywki, czyli brak pradu przez kilka godzin.

Stan podworka o 17:30. Drzewo stojace za Bi niestety mocno oberwalo. Obydwa grubsze, boczne konary sie zlamaly :(

W sumie nawalilo sniegu kilkadziesiat cm i pytanie tylko po cholere, skoro nawet mrozow nie ma??? W nocy lekkie przymrozki, ale w dzien 5-6 stopni na plusie! Kilka dni i wszystko stopnieje...

Za to wieczorem mialam przed wejsciem taka piekna Narnie :)

Zamkniete szkoly w czwartek, to bylo zaskoczenie, bo nawet nasza mala uliczka byla praktycznie czysta. Podobno jednak w calym miescie pozwalaly sie drzewa, poblokowaly ulice, a i wiele domow zostalo odcietych od pradu.
Skoro wiec utknelam w domu, pozwolilam Potworkom chociaz poszalec w sniegu. Okazalo sie, ze z boku domu mamy calkiem niezla gorke do zjezdzania.

Zdjecia oddalaja i wyplaszczaja, wiec musicie mi uwierzyc na slowo, ze tam jest calkiem stromo i mozna rozwinac spore predkosci ;)

Do Potworkow dolaczyla sasiadka - rowiesniczka Kokusia i dzieciaki szalaly we trojke. Poniewaz snieg byl mokry i lepki, Bi postanowila ulepic balwana. Niestety, nie mielismy nic, zeby go udekorowac. ;)

A przy okazji macie widok na tyl naszej nowej chalupy ;)

I tak minely sobie dwa tygodnie w nowej chalupie. Ciekawe, co przyniesie trzeci? Prognozy na poniedzialek mowia o kolejnej potencjalnej sniezycy. Narazie modele komputerowe pokazuja, ze raczej nas ominie, ale pewne ryzyko jest. ;) Caly luty zima nas olewala, a teraz wraca w marcu... Poza tym w ten weekend przesuwamy czas i znowu bedzie ciezko wstawac. Bede chodzic niczym snieta ryba. :/ Nie lubie tej wiosennej zmiany czasu... ;)

30 komentarzy:

  1. Fajne przygody, nie macie nudy. Przyzwyczaicie sie, polubicie ten dom, jak dawny. Wkrotce okaze sie, ze nawet telewizor wisi na dobrej wysokosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne tak wlasnie bedzie. :) A tv trzeba bedzie jeszcze ze 3 razy zdjac i przewiesic, wiec i wysokosc sie poprawi. ;)

      Usuń
  2. A u nas dziś +14 😁😁😁
    Co do sprzątania to zobaczysz, że to kwestia wypracowania sobie systemu. Mi po przeprowadzce sprzątanie zajmowało pół dnia a też 2-3 godzinki i z głowy. O myszach nawet nic nie mów. U nas zima są w garażu i ja do wiosny tam nie wchodzę 😜
    Fajny macie domek. Dopracujecie szczegóły i będzie super. A otoczenie rewelacja 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wlasnie przelaza najprawdopodobniej z garazu do piwnicy, a z tamtad juz swobodnie do domu. :/

      Ze sprzataniem juz sobie wypracowuje system - czesci rzeczy nie robie co tydzien. :D

      Usuń
  3. jak ja lubię te nowoczesne domy!
    i ciekawa jestem co wiosną urośnie w Twoim nowym ogrodzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi Klarko, ja tez jestem ciekawa! Gdzieniegdzie cos tam juz kielkuje i nie moge sie doczekac zeby zobaczyc, co to, bo poki co jest dla mnie nierozpoznawalne. ;)

      Usuń
  4. IKEA górą :D
    ładnie tam u Was <3
    A ja to jakaś dziwna jestem, bo biel uwielbiam :D
    Ze szpitalem kojarzy mi się zieleń :P (Ale tylko jeden odcień ;PP)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biel ma wiele zalet. Daje wrazenie przestrzeni, czystosci, przewiewu, do wszystkiego pasuje... Wiele osob ja lubi. No i jest teraz bardzo modna i nie wiem czy to nie dlatego tak mi nie podchodzi... Ja zawsze musze pod prad. ;)

      Oj tak, lubie Ikee! ;)

      Usuń
  5. Właśnie zdalam sobie sprawę, że my już prawie 2 lata po przeprowadzce a do tej pory nie dotrzymałam obietnicy by pokazać wnętrza ;) p.s. We Włoszech wszystkie ściany obowiązkowo białe, poczatkowo było mi z tym dziwnie, ale przywykłam (tylko syn ma w pokoju częściowo żółte).
    A myszy bleee - brzydzę się ich okropnie i nie wyobrażam sobie mieć takowych w domu. Moja siostra mieszka na wsi (w Polsce), gdzie drzwi wejściowe częśto otwarte i zdarza im się mieć myszy. Aż mnie dreszcze łapią na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa co u Was? Blog Twój zarósł kurzem. Jak nowy członek rodziny? Czekamy na wpis.
      Sylwia

      Usuń
    2. Mieszkajac w domu trzeba niestety zaakceptowac, ze myszy beda sie od czasu do czasu pojawiac, szczegolnie na jesien. Mieszkalam w domu z tata, w naszym dawnym domu i obecnym i w kazdym myszy wlazily. ;)

      Niektore kraje maja swoja wybrana kolorystyke. W koncu moda na biel wziela sie glownie ze Skandynawii. Amerykanie zazwyczaj wybieraja bardzo ciemne, mocne kolory i to tez nie do konca moj styl. Wole pastele, ale z nutka koloru. ;)

      Usuń
  6. No no zima u Was na całego ;) U nas dziś 10st na plusie było i czekamy już na wiosnę :))

    W nowym domku robi się Wam coraz przytulniej tylko tych myszy współczuję blee..

    Czekam na dalsze wieści i zdjęcia z nowego domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjecia beda sie pojawiac pomalutku. Obecnie wystroj domu jest bezplciowy i nudny. Za kazde pomieszczenie musimy sie zabrac, wiec w miare postepow w pracach bede wrzucac foty efektow. ;)

      Zima raz popuszcza, raz wraca. Nie moze sie zdecydowac. :D

      Usuń
  7. No, na nie narzekacie ;)))) kominka szczerze zazdroszczę! Natomiast nie wyobrażam sobiebkorzystać z pralki/ zmywarki itp sprzętów po poprzednich właścicielach o wannie Nie wspominając. Taka fobia. Mam jakiegoś zajoba na punkcie czystości. Ale z drugiej strony w hotelach korzystam, ale zachowując jakotakie środki ostrożności ;)))) ten typ poprostu tak ma. ;)))) domek przepiękny i czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nudę miało być. Słownik mi płata figle.

      Usuń
    2. Oj nie, nudy nie ma! :D

      Ja tez sie strasznie brzydze lazienek "po kims", ale tutaj nie mialam zbytnio wyjscia. Zastosowalam najmocniejsze srodki czystosci i jakos przelknelam, choc pierwsze 2 prysznice, pomimo szorowania, brzydzilam sie dotknac scianek. :D A zmywarke oraz pralke puscilam raz na pusto, zeby sie same umyly. :D

      Usuń
  8. Chciałam skomentować jeszcze poprzedni wpis, ale nie zdążyłam, także tutaj: GRATULUJĘ NOWEGO DOMKU! Jest piękny w takim amerykańskim stylu, do którego, nie wiedzieć czemu, mam słabość. A jako że sami od lat urządzamy nasz dom, to dla mnie Twoje wpisy wnętrzarskie są prawdziwą przyjemnością, serio :) Zresztą, też nie lubię modnej, szwedzkiej bieli, wolę kolor. Akurat najbardziej to lubię tapety, a wybór tapet w internecie jest taki, że ścian by mi nie starczyło... U dzieci mamy więc fototapetę niebo, w sypialni angielskie kwiatki, w korytarzu malowane sikorki, w salonie rustykalne wzory. Planuję jeszcze paski na schodach i coś baśniowego w nowym drugim pokoju dzieci. Jeszcze nad łazienką myślę :D

    A Wasza Narnia jest wręcz cudna. Ja też taką chcę! Właśnie się zastanawia, gdzie mogłabym przed domem wstawić taką latarenkę :D

    Uściski dla Was! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tak, ta latarnia jest piekna! Juz widze ja w grudniu, na Swieta, opleciona swiatelkami! :D

      Ja ostatnio tez namietnie pochlaniam wpisy wnetrzarskie, bo samej niestety brak mi takiego zmyslu dekoratorskiego. Zazwyczaj wybieram raczej wystroj "bezpieczny", neutralny i troche pewnie nudny. ;)
      Te kwiatki w Waszej sypialni sa urzekajace! Chetnie obejrzalabym wiecej fotek z Waszego domu!

      Usuń
  9. Zazdroszczę kominka :) Choć wiem, że sie kurzy z niego, sadze czasem wylatują i ogólnie robi syf to jednak ten buzujący ogień i lampka wina... ehhh :) Z czasem ogarniecie wszystko, a dom będzie taki jaki sobie zaplanowałaś :) Białe ściany przy dwójce dzieci to nie lada wyzwanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy czy dogadamy sie z kominkiem. Zeby sie nie kurzylo podobno trzeba przynajmniej co dwa lata wzywac kominiarza i miec lufcik do komina otwarty na maksa. Ale to tylko teoria, w praktyce narazie kominek odpalilismy tylko raz, wiec nie wiem. ;)

      Usuń
  10. Zdjęcie z latarnię - rewelacja, prawdziwa Narnia! :D
    Domek śliczny :) My niedługo ruszamy z remontem strychu i szczerze mówiąc to się nie mogę doczekać, kiedy będę miała dwa razy tyle do sprzątania :P Jednak fajnie mieć trochę przestrzeni...
    Wnętrza super! A co do sypialni to mnie się taki minimalizm nawet podoba ;) Biały też może być, przynajmniej jest jasno. W katalogach Ikei ostatnio królowały czarne i ciemne ściany - koszmar jakiś.
    A co do biegania z praniem - toż to zdrowo :D Sporty domowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tak sobie wlasnie powtarzam, kiedy wbiegam na gore i dysze jak lokomotywa! ;)
      Czarne sciany, brrr... Lubie kolor, ale raczej pastelowy.
      Minimalizm jest ok, tylko chociaz to lozko by sie przydalo... :D
      Heh, to prawda, ze przestrzen jest nieoceniona. A dla Was - przy czworce szkrabow, jest po prostu niezbedna. :)

      Usuń
  11. A myszy tyle mieliśmy w poprzednim domu, znam ten ból znajdowania bobków w garnkach :/ A próbowaliście odstraszacza? Takiego co dajesz do prądu i piszczy? :D Teraz mamy tylko jedną ryjówkę na stanie, daję jej przeżyć zimę u nas bo szkód nie robi, ale potem złapię jakoś i wypuszczę daleko. Mamy w domu chomika i nie mam serca zabijać gryzoni ;) Choć w poprzednim domu musieliśmy, ale to Krzysiek wyrzucał zwłoki bo ja patrzeć nie mogłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez sie brzydze niemozliwie, ale jak mi ostatnio Nik podchodzil do zdechlaka w pulapce coraz blizej i blizej, to nie czekalam az go dotknie, tylko odwracajac glowe w wymiotnym odruchem, zlapalam za pulapke i wyrzucilam truchlo na taras. ;)
      Mysza na szczescie jak narazie okazala sie byc pojedyncza sztuka. Na jesien pewnie bedzie ich wiecej. :D

      Usuń
  12. Jezu, no to się działo u Was na całego!! Jaki to stan, że takie pogodowe niespodzianki? Życzę wszystkiego najlepszego w nowym domu, jak widać, jeszcze sporo do zrobienia, ale będzie pięknie! Tylko szkoda tej łazienki z dwoma umywalkami, zrobiliście ładnie dla nowych lokatorów...
    PS No, niestety, telewizor za wysoko... I co teraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcemy obic kominek kamieniem, a zeby tv tam wisialo trzeba pociagnac elektryke, wiec tv jeszcze ze 2-3 razy bedziemy przewieszac. ;)
      A Stan na polnocnym - wschodzie, troche na polnoc od Nowego Jorku. ;)

      Usuń
  13. Kominek to super sprawa, nawet gdyby miał służyć tak jak nasz tylko do dekoracji;) Ja domu szukałam specjalnie z kominkiem!
    A z tymi myszami, to lipa straszna:( brrr
    Co do salonu - poszalałabym z oświetleniem:) Dużo lamp i problem z głowy:)
    Za dużo nie pokazałaś, ale i tak mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazywac bede po trochu, w miare jak bedziemy urzadzac kolejne wnetrza. ;) W salonie chcemy wlasnie dodac lamp i przemalowac go na jasny kolor.
      Mi tez marzyl sie dom z kominkiem. Z pierwszym sie nie udalo, ale z drugim - jest! :D

      Usuń
  14. Jejku! Ale zmiany. Trochę mnie tu nie było, a tu proszę- wielka przeprowadzka. Super! Wszystkiego najlepszego w nowym miejscu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eewelka! Ciesze sie, ze wrocilas!

      Usuń