piątek, 4 sierpnia 2017

Z serii: w tym domu sie gada! I troche sierpniowego ogrodu

No i nadszedl sierpien...

Kiedys, kiedy jeszcze sama sie uczylam, sierpien byl dla mnie nadal miesiacem wakacyjnym. Taki dluuugi sie wydawal, tyle jeszcze slonca (w Polsce na wybrzezu?! Hahaha!!!), zabawy, wolnosci... Kiedy poszlam na studia, to juz w ogole. :) Po sierpniu pozostawal jeszcze przeciez caly miesiac na bimbanie (oprocz pierwszego roku, kiedy na wrzesien zostal mi egzamin w sesji poprawkowej, bleee...). ;)

A teraz?

Teraz z lekkim przerazeniem patrze w kalendarz... U nas (w sensie w naszym miasteczku, bo kazde ma swoj grafik) szkola zaczyna sie tydzien wczesniej niz w Polsce, wiec za zaledwie 3 tygodnie (toz to juz zaraz!), Potworki beda mialy spotkania zapoznawcze, a za 3 tygodnie i 3 dni rozpoczna sie juz normalne zajecia... :O

We wtorek zamowilam dzieciom nowe plecaki z pasujacymi sniadaniowkami oraz po parze nowych adidasow do szkoly, bo te kupione wiosna nadaja sie juz tylko na ogrod przy domu. ;) Poczatki wyprawki szkolnej. ;) Gdzies w nastepnym tygodniu dostane pewnie listy z informacja, ktore nauczycielki beda uczyly Potworki (tutaj zmieniaja sie co roku) oraz konkretnymi "wyprawkami". W Hameryce nie ma tego duzo, bo szkola zapewnia podreczniki oraz cwiczenia, ale zawsze sa jakies kredki, kleje, segregatory, foldery, itp.

Tymczasem zas, w tym roku zamiescilam chyba "az" jeden lub dwa posty ze zdjeciami z ogrodu. Napisalabym, ze czas nadrobic zaleglosci, ale prawda jest taka, ze nie ma sie czym chwalic... :( Moze to wina bardzo zimnej wiosny oraz chlodnego (jak na tutejsze klimaty) i mokrego lata? A moze, zgodnie z powiedzeniem "panskie oko konia tuczy", wine ponosi to, ze moja uwage oraz energie pochlania poznawanie nowej pracy oraz kempingi? W koncu czytalam juz nie raz i nie dwa, ze do roslinek tez trzeba gadac... Zawsze uznawalam to za bzdure, ale teraz jestem gotowa rzeczywiscie cos im powiedziec. Konkretnie, to wygarnac, ze albo sie ogarna (w sensie urosna) albo wykopie i zamienie w kompostownik, o! ;)

Ogrod prezentuje sie w tym roku fatalnie. Pomijam ilosc chwastow, bo to moja i tylko moja wina, ale poza tym wlasciwie wszystkiemu moglabym cos zarzucic. Porzeczki mialy owocow raptem 4-5 (i to tylko jeden krzak!), ale w sumie ich prawo, bo sa nadal dosc male. Maliny troche owocowaly, ale slabiutko. Jerzyny w tym roku nawet nie zakwitly! Bee balm, ktory o tej porze jest zwykle w pelnym rozkwicie i przyciaga kolibry, w tym roku ledwie ciagnie. Ze zwyklej gestwiny kwiatow wyrosly tylko 4 badylki, a w dodatku jak normalnie kwiaty siegaja mi pasa, to w tym roku maja okolo 20 cm! Cholera jasnista, no!

Cos tam kwitnie, np. floksy, ktorych mam jednak bladziuchna i skromna odmiane.


Kwitly tez lilie. Nie tak pieknie jak Martusi, ale kwitly. Teraz zostaly juz tylko biale.


Mila niespodzianke sprawila mi za to hortensja zasadzona 3 lata temu. Nigdy wczesniej nie kwitla i jeszcze w zeszlym roku grozilam jej, ze ja wykopie. Jak widac podzialalo, bo w tym roku nie tylko zakwitla, ale tez zaskoczyla kolorem.


Spodziewalam sie bowiem zwyklego bladego rozu lub niebieskosci (wiedzialyscie, ze to zalezy od pH gleby?), a tymczasem kwiaty maja taki piekny gleboki odcien ciemnego rozu (fioletu?) z niebieskim srodkiem. Piekne!

Warzywnik to w tym roku porazka kompletna. Calosciowo prezentuje sie tak:


Wyglada to nie najgorzej, dopoki czlowiek sie blizej nie przyjrzy. Ten gaszcz po prawej to cukinie i tylko one radza sobie tak naprawde swietnie. Mam juz zapas cukini faszerowanej, po weekendzie chce zrobic leczo i pomrozic na zimowe miesiace.
Poza tym, rozczarowanie. O, np. pomidory. Widzalyscie takie krzaczki - nie krzaczki?


Pare lysych badyli i tyle. Jest kilka pomidorkow, ale slabo rosna i podejrzewam, ze zamiast dojrzec, w koncu zgnija. :( Baklazany sa wieksze o moze 2 liscie niz kiedy je sadzilam i nie kwitna...
Groszek i fasolka na pierwszy rzut oka wygladaja ok, ale w zeszlym roku pamietam, ze co zerwalam troche straczkow, to wypuszczaly nowe kwiatki i za chwile mialam kolejny zbior. W tym roku, po zerwaniu, kwiaty juz sie nie pojawily, a groszek dodatkowo zaczal usychac. :(


 Najgorzej jednak radza sobie ogorki. Wypuscily "prawdziwe" liscie i odrobine urosly. Ale nie puszczaja "wasow", nie ploza sie, ani nie rosna na tyczkach!

(Moze tez byc cos z gleba w tym miejscu, bo na zdjeciu widac, ze nawet chwasty tam za bardzo nie rosna...)

Gdzie ten ogorkowy gaszcz, ktory mialam rok temu, sie pytam?! Koper mam gotowy do zerwania na malosolne, a nie mam ogorkow!!! Bede musiala w koncu kupic, bo co robic... :(

Wszystko juz lepiej sobie radzilo w zeszlym roku, nawet pomimo swistaka! W tym roku zwierza brak, ze to jest plaga... mszyc. I moze to one robia takie spustoszenie... Na groszku rezyduja cale szarancze tych szkodnikow. :/ W ogole pelno ich wszedzie. Kwiaty moge spryskac, ale co z warzywami? Tych psikac chemikaliami nie chce... W tym roku juz chyba za pozno, ale za rok musze pomyslec o biedronkach. Podobno mozna je zamowic przez internet i wypuscic w ogrodzie. Nie jestem pewna jak to dziala, ale musze poczytac... Moze cos zaradza na te plage...

Z innych wydarzen, to M. w koncu postawil nowy plot wzdluz podjazdu. Odkladal to polowe lata, a jak sie w koncu wzial, to skonczyl w 5 dni i to pracujac tylko po 2-3 godziny dziennie, bo na wiecej Potworki mu nie pozwalaja. ;)

A ja mam moja wlasna "blyskawice"! ;)
Nie tylko nowy rower, ale moj pierwszy "goral", jesli nie liczyc M. :D Ktory to zrywal boki ze smiechu, ze zmiane przerzutek to ja znam tylko z teorii. ;) Ale co mam zrobic, skoro ich nigdy nie mialam?! Jako nastolatka jezdzilam na starym, starutenkim rowerze bez przerzutek i z oponami lysymi jak kolano. Co chwila odkrecal sie tez jeden z pedalow. :/ Potem zaczal bez przerwy spadac lancuch. Kiedy jednak napomknelam rodzicom, ze chcialabym nowy rower, stwierdzili, ze do niczego nie jest mi on potrzebny. :( Jezdzilam wiec na moim staruszku az go po prostu "zajezdzilam" i moja rowerowa przygoda skonczyla sie jakies 20 lat temu, kiedy rowery gorskie akurat zaczely szturmem zdobywac rynek...

(Ten czarny "drag" to nie meska rama, tylko takie specjalne cos, zeby dalo sie go zawiesic na bagazniku auta)

A teraz mam nowiutenki pojazd, ha! I w koncu nadaze za Potworkami na kempingach! To zreszta bylo glowna motywacja do zakupu, chociaz o powrocie do jazdy na rowerach gadalismy z malzonkiem juz od kilku lat. Gdyby jednak Potworki nie nauczyly sie nagle jezdzic na dwoch kolach, pewnie bysmy zwlekali, zwlekali i w koncu machneli reka. ;)
W kazdym razie, teraz juz mi dzieciarnia nie ucieknie! ;)

A na koniec zostawiam Was ze smieszna seria. ;)

Nik (stoicko, wskazujac na moja gabeczke do rozprowadzania cieni do oczu):
"A ja tym czasem mazam po blacie"

Wiem. To ja zmywam smugi... Dotychczas mialam nadzieje, ze tylko mu ta gabeczka spadala przypadkiem z puzderka, ale sam rozwial watpliwosci... :/


***

Nik (patrzac na mnie nakladajaca tusz do rzes):
"A co to jest to czarne?"
Matka: "To jest maskara, takie cos, zeby rzesy byly ciemne. Dorosle kobiety tego uzywaja"
Nik: "Zeby byc piekne?"
Matka: "Uhm..."
Nik (prycha pogardliwie): "To nie dla chlopakow!"


***

Potworki poraz pierwszy w zyciu dostaly po czekoladowej kulce Lindt'a. Patrza podejrzliwie, kontempluja (normalnie jakbym im pomidora do reki wlozyla!), ale w koncu wsadzaja je do buzi, po czym mrucza chorem z zachwytem:
"MMMHHYYY MMMMM"


***

Kokusiowe angielskie slowotworstwo:

long mowder - lawn mower (kosiarka)
about = without (cyt. "Bede teraz plywal about kamizelki!"). No nie moge, nie moge mu przetlumaczyc! :D

Bi tymczasem slowka without uzywa poprawnie, co nie przeszkadza jej serwowac mi kwiatki w stylu:
"Teraz I'm going to swim without mojej kamizelki!" 

Jakby sie ktos zastanawial, to tak, Potworki maja obsesje na punkcie swoich kapokow do plywania. Zakladaja je nawet do naszego basenu, w ktorym wody jest ledwie za moje kolano. ;) 


***

Po obejrzeniu filmu przyrodniczego:
Nik: "A czemu nie chcesz, zeby nas cos zjadlo?" (dziecieca ciekawosc bywa dosc... makabryczna...)
Matka: "Przeciez wtedy by was nie bylo, a ja was kocham i chce zebyscie byli!"
Nik: "Ale wtedy bylby spokoj w domu!

Co prawda, to prawda. ;)


***

Ulubiona ostatnio odpowiedz Nika na moje pretensje/zazalenia w stylu "Nik, dlaczego papierek lezy na ziemi, a nie w koszu? Dlaczego autka rozrzucone sa po calym pokoju? Dlaczego pociales kartke w paski i wszystkie strzepki zostaly na dywanie?". Itd., macie mniej wiecej obraz.
Nik: "Bo ja jestem gagatek!"

No. I co mu zrobisz? ;)


***

Z rozmowek koscielnych.

Nik (wskazujac sufit): "A Bozia jest tam u gory?"
Matka: "Bozia jest wszedzie i patrzy na nas"
Tak sie sklada, ze w naszym kosciele, na suficie wymalowane sa portrety roznych Swietych.
Nik (nadal wpatrzony w sufit): "O, tak! Tam sa te Bozie i one wszystkie na nas patrza!"


***

Matka rano postanawia wygarnac synowi nocna zmiane poscieli:
"Nik, dlaczego ty nadal sikasz w lozko? Ile mozna, co???"
Nik (oburzony): "Przeciez wczoraj nie!" [w sensie, ze wczoraj sie nie posikal]
Matka: "Jak to nie? Mama cie przeciez przebierala!"
Nik (marszczy czolo myslac): "Nie pamietam..."
Matka: "A nie widzisz, ze masz ubrana zupelnie inna pizamke, bo tamta zasikales?"
Nik: "Aaaaa..." [i szelmowski usmiech...]


***

Potworki zapalaly miloscia do serialu "Bylo sobie zycie". Ciesze sie, bo to naprawde madra bajka, a przy tym sama mam do niej sentyment, jako ze byla jedna z moich ulubionych w pozniejszym dziecinstwie.
W kazdym razie, cieszylam sie z tej Potworkowej sympatii, ale tez i dziwilam, bo bajka jednak jest trudna. Nie sadzilam, zeby dzieciaki w wieku Bi oraz Nika, wyniosly z niej jakas konkretna wiedze.
No i sie zdziwilam. ;)
Ktoregos dnia Nik zadrasnal sie w reke. Po zwyczajowym pozalowaniu dziecka i podmuchania (ledwie widocznej) ranki, Nik spytal:
"A czy moje platki sobie z tym poradza?"

W pierwszej chwili zupelnie nie wiedzialam o co mu chodzi. Nik jednak (troche rozczarowany moja ignorancja), zaczal tlumaczyc, ze przeciez widzial w bajce, ze w jego krewce sa takie platki. Wtedy, w koncu niekumata matka domyslila sie, ze Kokusiowi chodzilo o plYtki krwi! Przyznaje, ze zadziwil mnie wiedza. :O


***

Milego weekendu! My znow kempingujemy! ;)

8 komentarzy:

  1. Ja mam tylko róże, do niedawna obrośnięte zielem. Takie 30 cm chwasty dobrze się wyrywa. I my powoli kompletujemy wyprawkę. A rower mam w podobnym odcieniu i przerzutki normalnie gwałcę :) Mój tekst nr 1 to ten o spokoju ;)
    Udanego wyjazdu

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci potrafią zaskakiwać :) u nas wyprawka przedszkolna już gotowa, w stylu Spidermana, a jakże. Trochę mnie to stresuje, ale wierzę, że Kuba pokocha tam być i szybko złapiemy luz. Dziś już niedziela, więc pogodnego następnego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje Robaczki też lubią tą bajkę. A o Bozi też często zadają pytania :-) piękne masz te kwiatki w ogrodzie i to nic,że nie za wiele w tym roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie od 20.08 Martyna może na te ostatnie 10 dni wrócić do przedszkola, a wyprawkę juz zaczęłam - przynajmniej ta do I klasy, Kasi przedszkolna póki co zostawiłam, bo na ta mam więcej czasu. U mnie w tym roku folia po prostu zwariowała - takich pomidorów zwykłych i koktajlowych nigdy nie miałam, a o innych to nawet nie wspomnę, jakaś dobra ziemia ziemi mi się trafiła czy co? Rośnie wszystko jak szalone :) Także jak u Ciebie super ogród to u mnie średnio i odwrotnie jak widać ;) Może nam sie uda zgrać w przyszłym roku :D
    Fajne te Wasze weekendowe wypady, a Potworki jak zawsze teksty mają zabójcze ;)
    PS. Gratuluję zakupu :) Ja mam rower miejski i go uwielbiam po prostu, na góralu mi nie wygodnie bo leżę na rękach i mnie bolą nadgarstki

    OdpowiedzUsuń
  5. O, to mój F bierze się bardzo do kolorowych kosmetyków - szminki, pudry, pędzle...

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas też leci ta bajka i ja mam do niej ogromny sentyment, sym początkowo nie był nią zachwycony, ale teraz chętnie ogląda.
    Z rozmówek kościelnych - O tam jest Mama z dzieckiem (Matka Boska z dzieciatkiem), a tata? gdzie jest tata? Tłumaczę, że przecież jest, ale go nie widać itp... Swoja drogą czego ich tam uczą na religii w przedszkolu ;)
    Co do wakacji, to jednak włoskie dzieci nie mają na co narzekać - byczą się pełne 3 miesiące (albo i kilka dni dłużej).

    OdpowiedzUsuń
  7. W UK, to nasza szkolna wyprawka ogranicza się "tylko" do mundurków, worka na w-f i wąziutkiej teczuszki:)

    Rower superowy!!!

    Twój synuś rozwalił mnie tym mizianiem po blacie Twoją gąbeczką do cieni:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę, to faktycznie wakacje niedługo Wam się kończą... Ja już część wyprawki kupiłam, ale o szkole/przedszkolu nie myślimy. W końcu to tyyyle czasuuu (a potem będzie: aaaa, to już!) :P
    Super rower i ogród!
    Pozdr z upalnego Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń