wtorek, 24 stycznia 2017

Jeszcze o Kokusiu oraz o tym co Potworki w weekend porabialy :)

Chwalic sie bede, a co! Matka jestem, wolno mi! ;)

W piatek, tak jak pisalam, dostalam raport postepow Kokusia pod katem gotowosci szkolnej, a raczej zerowkowej. Pani zapomniala do raportu dolaczyc opis, ale wygrzebalam w piwnicy ten, dolaczony do zeszlorocznego "swiadectwa" Bi i sobie poczytalam. ;)
Jak wspominalam wczesniej, raport ten mial byc jednym z decydujacych elementow, w dylemacie poslania Nika do szkoly lub przetrzymania go w przedszkolu o kolejny rok.
Dla przypomnienia, nauczyciele oceniaja tu 30 zadan badz zdolnosci (ciezko okreslic co to tak naprawde jest) i do kazdego przypisuja poziom (level) na jakim jest dziecko, od L1 do L4. Dodatkowo, do kazdego poziomu przypisane jest "E" - od emerging (czyli dziecko dopiero zaczyna wykonywac zadanie na danym poziomie) lub "M" - od mastered (gdzie dziecko wykonuje zadanie konsekwentnie na tym poziomie).

Ogolnie, wyniki raportu sa tylko orientacyjne, ale okresla sie, ze dziecko, ktore wykonuje wiekszosc zadan na poziomie L3 lub wyzszym, poradzi sobie spokojnie w zerowce. Wyniki Kokusia, wskazuja wyraznie, ze jest gotow na szkole. :) Na 30 zadan bowiem, 18 wykonuje na poziomie L3, a 10 nawet na poziomie L4. Tylko dwa zadania ma na poziomie L2, ale nie jestem zaskoczona, bo dotycza one pisania, a wiem ze Mlodszy musi jeszcze popracowac nad motoryka mala. Tak czy owak, mamy dopiero styczen. Kokusia czeka jeszcze 5 miesiecy w przedszkolu, a przez wakacje tez mu zupelnie nie odpuscimy i bedziemy pracowac nad miesniami reki.

Z ciekawosci wyciagnelam tez raport Bi z zeszlego roku. Wiem, to porownywanie dzieci! Karygodne! Ale nie moglam sie oprzec... ;) W kazdym razie, chociaz Bi rok temu w styczniu byla od Kokusia sporo starsza (Nik ma 4 lata, 1 miesiac, ona miala 4 lata, 8 miesiecy), to wyniki miala nieco nizsze. Nik radzi wiec sobie rewelacyjnie!
No dobra, troche moze to byc subiektywnosc nauczycielki. ;) Wychowawczyni Bi byla duzo starsza i mam wrazenie, ze surowsza. Nik ma mloda, sympatyczna pania. Moze i stad te wysokie noty. Wole jednak myslec, ze mam bystre dziecko, a co bede se zalowac! ;)

Jakby chcial mnie dodatkowo przekonac, Nik w poniedzialek rano narysowal auto i oznajmil, ze ten rysunek bedzie wspolny - moj oraz jego. I zeby wszystko bylo jasne, podpisal go - "Nicholas", a obok dodal "MOM".

(Rozczochrany i dumny autor uparl sie pozowac z wlasnym dzielem. "MOM" zaznaczylam Wam strzalka, bo nieco ginie w bazgrolach :D)

Kopara mi opadla! Pisownie wlasnego imienia, tluka Nikowi w przedszkolu do glowy od poczatku roku i Mlodszy pisze je juz od jakiegos czasu, tylko zazwyczaj mu sie nie chce. ;) Tutaj nie jestem wiec zaskoczona. Ale "mom" (dla niezorientowanych, tak hamerykanckie dzieci pisza "mama" - "mom", nie "mum", jak w Wielkiej Brytani)! Nie mam pojecia gdzie sie go nauczyl! Jasne, to prosciutkie slowko, ale dla 4-latka to wcale nie taka latwa sprawa. A Nik je napisal sam (no, troche koslawo...) i z wlasnej woli. A ja o malo nie peklam z dumy! ;)

To jak juz chwale syna, dodam pare zdan na temat szczepien. Wczoraj musialam bowiem wyjsc z pracy wczesniej, zeby zabrac Nika do lekarza. Pewnie nie pamietacie, ale w grudniu, podczas bilansu 4-latka, Kokus mial powiekszone wezly, a w drogach oddechowych gralo mu az milo i lekarka szczepienia odroczyla. I cale szczescie, bo zaraz nastepnego wieczora, Nikowi wylazlo zapalenie ucha...
Pojechalismy wiec wczoraj kolejny raz. Troche obawialam sie reakcji Mlodszego, bo chociaz od 4 miesiaca zycia u lekarza zachowuje sie wzorowo, a w pazdzierniku, podczas szczepienia przeciw grypie tez nawet nie jeknal, ale nic nie wiadomo, w koncu to uklucie. ;)
Jak zwykle, martwilam sie niepotrzebnie, bo Nik nawet sie nie wzdrygnal, nic! Az zapytalam czy w ogole cos poczul i odpowiedzial, ze nie. :D Jakies magiczne igly maja, czy co?

Przy okazji, wyszlam na matke histeryczke. ;) Teoretycznie bowiem, Nik powinien byl dostac dwa wklucia, z czego kazde to szczepionka skojarzona przeciw kilku chorobom. A oprocz tego dowiedzialam sie, ze powinien dostac druga dawke szczepionki przeciw grypie. Poniewaz jednak Mlodszemu nadal do konca nie przeszedl katar, a dodatkowo, moze to moja wyobraznia, ale mialam wrazenie, ze ma lekka chrypke, stanowczo zaprotestowalam przeciw az takiej dawce. Szczegolnie, ze od wrzesnia, Nik praktycznie caly czas smarcze albo kaszle, albo jedno i drugie i ciezko wylapac kiedy jedna infekcja mu sie konczy, a kiedy wchodzi w nastepna... Dodatkowo, Mlodszemu zdarza sie goraczkowac po szczepieniach. :( Natomiast szczepionke przeciw grypie zupelnie odrzucilam. Lekarka popatrzyla na mnie troche jak na wariatke, osluchala i obejrzala Kokusia, po czym oznajmila, ze nie widzi przeciwskazan do szczepien. Dodatkowo zaczela przekonywac, ze bez drugiej dawki, szczepionka przeciw grypie bedzie bezuzyteczna i za rok Nik bedzie musial znow przyjac dwie dawki.
He he, o nastepnym roku nawet nie mysle, bowiem Nik idzie do zerowki, a w szkolach szczepionka przeciw grypie nie jest juz wymagana (ufff...)! W tym roku zmuszona bylam zgodzic sie na ta jedna dawke tylko po to, zeby zaspokoic wymagania przedszkola... Co do reszty, poniewaz okazuje sie, ze pozostale dwie szczepionki niestety wymagane sa przed rozpoczeciem szkoly, a lekarka zapewniala, ze Mlodszy ma resztke kataru i to wszystko, zgodzilam sie na kompromis. Nik dostal jedno wklucie, zawierajace szczepionki przeciw polio, tezcowi, krztuscowi i dyfterytowi. Po kolejne wklucie (odra, swinka, rozyczka) zglosimy sie w okolicach kwietnia - maja, przed oficjalna rejestracja do szkoly. Mam nadzieje, ze poniewaz bedzie to juz wiosna, Mlodszy wreszcie wykuruje sie na dobre...
Lubie nasza pediatre, ale tym razem wygladala na lekko poirytowana. ;) No trudno, to ja tu jestem rodzicem i ja podejmuje decyzje dotyczace mojego dziecka. Zeby byla jasnosc, nie jestem przeciwniczka szczepien (oprocz tych na grype, ktore sa wg. mnie bez sensu), ale zdecydowanie podchodze do nich ostroznie. To ja znam moje dziecko i wiem kiedy nie jest w 100% soba, a co do Nika mialam watpliwosci.


No dobrze, nachwalilam sie Kokusia, ponarzekalam na sluzbe zdrowia, to teraz pokaze Wam co robilismy w weekend. A konkretnie, co robily Potworki. Wypadlo nam to bowiem jakos tak spontanicznie, bez przygotowania i rodzice spasowali. ;)

A gdzie bylismy?! Na nartach! ;)

Najblizszy stok mamy doslownie 20 minut drogi od domu, a poza tym tak sie sklada, ze widac jego czubek w drodze powrotnej z kosciola, bo to tamte okolice. W niedziele rano, kiedy wracalismy z w/w przybytku, wpadla mi wiec w oko daleka biel stokow narciarskich i napomknelam, ze moze sie wybierzemy? Potworki akurat mniej wiecej zdrowe (poza upierdliwymi resztkami kataru), nie mamy zadnych przyjec urodzinowych do odhaczenia (a w lutym bedziemy je miec dwa weekendy pod rzad :/), jak nie teraz to kiedy? ;) M. dosc mocno sie opieral, bowiem wyszlo slonce i nagle zrobilo sie... +10 stopni! Dowiedzialam sie, ze chyba oszalalam, zeby w taka pogode ciagnac na narty. Jak jednak wbilam juz sobie ten pomysl do glowy, to nie mialam zamiaru tak latwo zrezygnowac. ;) Poniewaz w zamysle mialam zapisanie dzieci do szkolki narciarskiej, stwierdzilam, ze moge z nimi pojechac sama. Poradze sobie przeciez z wbiciem ich w buty oraz narty, a potem i tak oddam pod skrzydla instruktorow, nie musze za nimi ganiac. ;) M. jednak wzielo na ambicje kiedy oswiadczylam, ze moze zostac w domu i w koncu wybralismy sie cala rodzina. :)

Warunki zastalismy, hmm... gorzej niz srednie. Stok jest sztucznie nasniezany, ale poniewaz wiekszosc stycznia byla duzo cieplejsza niz przecietnie i nawet w nocy nie bylo ostatnio przymrozkow (tak, taka wiosne mamy tej zimy!), wiec snieg byl mokry i sliski. Dla dzieci, uczacych sie jazdy na "oslej laczce" nie mialo to znaczenia, ale my odpuscilismy. I dobrze, bo w ciagu godziny kiedy Potworki cwiczyly, patrol zwiozl ze stoku jedna osobe z "uszkodzona" noga, a chwile pozniej wyruszyl po nastepna... :O

Troche obawialam sie, jak Mlodszy Potworek zareaguje na propozycje sportu zimowego. ;) Bi obejrzala swoje filmiki sprzed dwoch lat i byla cala podniecona, natomiast Nik zupelnie nie wiedzial o co kaman. ;) Na widok stokow zrobil wielkie oczy i oswiadczyl, ze chce zjechac z "tej" gorki (pokazujac na najbardziej stroma, khem, khem...). Na nasze tlumaczenia, ze zacznie od mniejszej, bo musi najpierw nauczyc sie jezdzic, strzelil focha. ;)
Po wyplukaniu sie z kasy, wypozyczeniu sprzetu oraz wbiciu dzieci w sztywne buciory, ruszylismy pod czesc stoku wyznaczona jako szkolka. Tu zaczely dopadac mnie coraz wieksze watpliwosci, bo Nik zaczal przebakiwac, ze sie boi. Na moje zapewnienia, ze jesli nie chce, to nie musi uczyc sie jazdy, zapewnial ze mimo wszystko chce. Aby po chwili znow pisnac, ze ma stracha. I tak w kolko...

(Na szczescie slonce zaszlo za chmury, ale i tak bylo na tyle cieplo, ze czapki wlozylam Potworkom dopiero przed sama lekcja)

Oboje z Bi poszli jednak grzecznie za instruktorami... aby po doslownie 5 minutach, jeden z nich przyprowadzil Nika z powrotem. Juz myslalam, ze spelnil sie czarny scenariusz i Mlodszemu sie odwidzialo, ale na szczescie okazalo sie, ze to tylko przerwa na siusiu. :D Jak fajnie jest zabrac do toalety dziecko okutane w nieprzemakalne spodnie na szelkach, gruba kurtke i drepczace w sztywnych, narciarskich buciorach, wiedza tylko ci, ktorzy mieli "przyjemnosc" przeprowadzic taka akcje. Najwazniejsze jednak, ze zdazylismy, bo sadzac po "produkcji" Nikowi naprawde sie chcialo. ;)

("Gwiazdy" czekaja na instrukcje. Niestety, rodzice musieli stac poza ogrodzeniem, za daleko na porzadne zdjecia. Przyblizylam je nieco, ale i tak sa niewyrazne :/)

Reszta zajec uplynela juz bez awarii. ;)
Mimo zaledwie 1.5 roku miedzy Potworkami, widac jednak wyraznie roznice w kontroli miesni i ruchow. Bi w mig polapala sie jak ustawiac nogi w "plug" (zwany tutaj pizza), hamowac za pomoca tegoz, a pod koniec godzinnej lekcji podejmowala juz proby skrecania i wychodzilo jej to srednio tylko dlatego, ze osla laczka byla za plaska. Tam trzeba bylo sie wysilic, zeby choc troche sie rozpedzic, a zakret podczas stania w miejscu jest mocno utrudniony. ;)

(Widzicie ten "spad"?! :D)

Mlodszy... Coz, Mlodszy uparcie zjezdzal "na kreche" i zasmiewal sie do rozpuku kiedy instruktor lapal go w locie. ;) Trzeba oddac mu sprawiedliwosc, ze widac bylo iz stara sie cos tam pracowac nogami, ale w wieku 4 lat, brak mu po prostu kontroli nad miesniami. ;)


Najwazniejsze jednak, ze oba Potworki mialy frajde i chcialy jeszcze. ;) No i ze udalo mi sie wyciagnac z domu chlopa, ktory kiedys zapalony (i bardzo dobry!) narciarz, teraz zamienil sie w piecucha. Tata tez podlapal bakcyla i juz szuka po internecie uzywanych nart dla dzieciakow (buty kupimy im raczej nowe, bo nie sa duzo drozsze od uzywanych), bowiem ceny wypozyczenia zwalaja z nog. ;) My mamy wlasne narty oraz buty, teraz trzeba oporzadzic dzieciaki, skoro maja ochote na kolejne lekcje. Mam tylko nadzieje, ze nikt sie nie pochoruje (odpukac!) i skorzystamy ze sprzetu jeszcze przynajmniej kilka razy w tym sezonie. :)

26 komentarzy:

  1. Nik ma 4 lata i dopiero zaczyna, a ja chciałabym Kasię i Martynę od następnej zimy puścić do szkółki, ale nie wiem jak się zapatrują na 3,5 roczniaków (Kasiek), bedę się martwiła pod koniec roku, mam nadzieję, że obie będą mogły się uczyć. Lubię takie spędzanie weekendu, kiedy dzieciaki mahją radochę i nie miałczą w kółko nuuuudziii mi się :)
    Co do porównań, to też ich nie unikam niestety. Między moimi dziewczynami jest 3,5 roku różnicy, ale pamiętam jak Martynę w wieku dwóch lat spokojnie zostawiałam w pokoju samą z farbami przy stoliku i ona na prawdę potrafila malować (zresztą uzdolniona plastycznie jest więc to może dlatego?), mając niewiele ponad dwa lata przestała wyjeżdżać za linię, a długopis i kredki nauczyła się trzymać tak jak należy jeszcze przed skonczeniem dwóch lat (faktycznie od zawsze ciągnęło ją do rysunków), natomiast Kasię nudzą takie rzezcy po kilku sekundach, nie potrafi trzymać kredki, maluje a właściwie to bazgrze jak kura pazurem, o tym żeby zostawić ją z farbami to nawet mowy nie ma. Plastelinę ostatnio poupychała w otworki na wkręty w swoim krzesełku :/ Od września - mam nadzieję - pójdzie do przedszkola i nie wiem jak to będzie. Pracuję z nią, poprawiam jej kredki w rączce ale ona zaraz się denerwuje albo robi sobie ze mnie żarty i i tak przeklada jak chce. Przy stoliku usiedzi tylko w porze posiłku ;) Dwie dziewczynki, a dwie zupełnie różne osoby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, w przedszkolu zaraz Kasie przetrenuja! ;) Z Nikiem bylo to samo. Nie chcial malowac, rysowac, czasem siadl i maznal pare kresek, po czym zaraz odchodzil. :)

      Co do nart, to wiesz, jesli Kasia rocznikowo bedzie miala juz 4 lata, to moze po prostu nie przyznawaj sie, ze jeszcze ich nie ukonczyla? :D Z tego co wiem, szkolki przyjmuja dzieci, ktore juz maja 4 lata skonczone, ale wielu rodzicow uczy mlodsze dzieci samemu. My zabralismy Bi na stok dwa lata temu, kiedy miala 3 lata i 9 miesiecy i swietnie sobie radzila. :)

      Usuń
  2. Ale super, że liznęliście zimy :) ja wczoraj dostałam porcję zdjęć od poprzednich pracodawców i miałam okazję podziwiać moich Podopiecznych na nartach! Tymi nie ma jeszcze 3 latek a już podstawy miał ;) Li już jeździ całkiem ok, ale bardziej po swojemu ;) to kiedy następna taka wyprawa?? :D a mąż jak zareagował na to, że dzieciakom dobrze idzie?:) mój bratanek chodzi do 1 klasy od września i do pisania i czytania jest ostatni. I jak mu się chce, to ładnie napisze a tak to byle było.
    Pozdrawiam.. Chorobowo z pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam rowniez chorobowo! :)

      Szkoda, ze zima to u nas tylko na stoku. Wczoraj troche sypnelo, to dzis jest +6 stopni i wszystko topnieje. :/ A ze Potworki chore, to raczej nie uda im sie skorzystac poki jeszcze cos lezy na ziemi. Dobrze, ze na nartach mozna poudawac, ze mamy jako tako zime. ;)
      Jestem w szoku, ze oni juz Tymiego cwicza! ;) Niespelna trzylatek to jednak mlodo... Nik ma 4 lata i jakos mu idzie, ale jednak Bi radzi sobie lepiej bo i dluzsze nogi i lepsza kontrola miesni...

      Usuń
  3. Agata- no brawo!!! udalo Ci sie zrealizowac kolejne marzenie!!! Fajnie, ze jednak narty poszly w ruch a swoja droga goral z Zakopanego i nie jezdzi- badz dzieci nie uczy, toz to ganba ;)
    Nikus madrala, nie gorszy od Bi- nic innego nie oczekiwalam.
    Powiedz sama- mama i syn to wyjatkowa bliskosc?? To jakis inny uklad...przynajmniej ja tak to czuje.
    Usciski duzo sniegu Wam zycze na kolejne narciarskie wypady !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenie uznam za spelnione, jesli uda nam sie wybrac jeszcze chociaz ze 2-3 razy. ;)

      No to to to - dokladnie tak M. gadalam o tym goralu i nartach! To nie do wiary, ze ja - ceperka z Trojmiasta, bardziej na te narty ciagne niz on! :) Ale z niego sie po prostu straszny piecuszek zrobil. Jak zimno, to najchetniej zaszylby sie w domu z ciepla herbatka. ;)

      Cos jest w tym, ze corki i synow kocha sie troche inaczej. Nie mniej, nie wiecej, tylko wlasnie inaczej. Bi to dla mnie taka partnerka, towarzyszka wypadow, lubie z nia spedzac czas, bo ona zazwyczaj jest poza domem bezproblemowa. A Kokus to taka maskotka do przytulania i rozpieszczania. Ale moze to dlatego, ze jest mlodszy? ;)

      Usuń
  4. Ale super! Zazdroszczę, my nie mamy żadnego stoku w pobliżu ani sztucznego ani naturalnego niestety..
    A Nik brawo zdolniacha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czas pomyslec o feriach w gorach! ;)

      My na szczescie mamy w poblizu dwa stoki, niewielkie, ale sa. :)

      Nik radzi sobie rewelacyjnie, o wiele lepiej niz sie spodziewalam! Zdecydowanie to krew M.! :)

      Usuń
  5. Brawo dla Kokusia!!!. Choć dla mnie nadal to brzmi nieprawdopodobnie - SZKOŁA - On jest niewiele starszy od Toli, a my dopiero z Tymkiem wkraczamy w swiat szkoły od września :) I pewnie Tola by się równie nadawała, ale jakoś tak żal mi by było tego beztroskiego dzieciństwa. Ale u Was inny system, wyjścia w sumie nie macie. A dumę rozumiem doskonale :)
    Wiesz, że jak też tak porównuję - karygodne ;) - swoje dzieciaki :)

    Dzielny Nikuś, my tez mieliśmy niedawno zaległe szczepienia u Tymka, bo nefrolog wcześniej nie pozwalała i nie był aż tak dzielny, tzn był, ale skrywana łezka się pojawiła ;)

    Popieram Twoje podejście do szczepień. Przy pełnym zdrowiu i nie na wszystko. Ja Dzieci szczepię na podstawowe.Na grypę nie zdecydowaliśmy się nigdy, po przypadku ojca koleżanki, który po niej mało nie stracił życia i stał się inwalidą do końca życia.. choć do końca pewnie się nie dowiemy co było przyczyną, ale dziwny strach pozostał.

    Kochana, w jakim my musicie malowniczym miejscu mieszkać, że macie do stoku ok 20 min drogi :)
    Przerwa na siusiu mnie rozbawiła :)
    Brawo dla Potworków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie przerwa na siusiu rozsmieszyla, a ja az scierplam. ;) Wyobrazilam sobie, jak moje marzenie o rodzinnej jezdzie na nartach rozpada sie jak domek z kart. Wiadomo bowiem, ze jak jedno z dzieci zupelnie sie zbuntuje, to bedziemy albo musieli jezdzic osobno, albo wszyscy zrezygnowac. Zmuszac przeciez nie bedziemy. :)

      Utrzymuje swoje podejscie do szczepienia przeciw grypie. Nik byl szczepiony, a i tak zarazil sie od Bi. Poza tym, na poczatku wydawalo mi sie, ze przechodzi ja lagodniej, ale okazuje sie, ze jest po prostu o dzien - dwa do tylu. Teraz ma goraczke rownie wysoka co ona... :(

      Co do szkoly, to na upartego moglabym go przetrzymac kolejny rok, jest jednak kilka "ale". Po pierwsze problem z placowka. Moglabym go zostawic w obecnym przedszkolu, ale tutaj chodza dzieci 3-4 letnie i caly program dostosowany jest do tej grupy wiekowej. Nik nie nauczylby sie niczego nowego, ani nie poszedl naprzod w rozwoju. Wrecz moglby sie cofnac, gdyby wiekszosc grupy stanowily 3-latki. Sa tutaj placowki przeznaczone dla dzieci 5-6 letnich, takich wlasnie, ktorych rodzice zdecydowali sie je przetrzymac o rok. Tu jednak obawiam sie, jak Nik zareaguje na ciagla zmiane miejsca. Ciezko przeszedl adaptacje przedszkolna. Podejrzewam, ze we wrzesniu, czy pojdzie do zerowki, czy do innego przedszkola, pierwszy tydzien - dwa znow beda ciezkie. Tyle, ze jesli bedzie to zerowka, to aklimatyzacje przejdzie raz i pozniej przez 5 lat bedzie chodzil do klasy z tymi samymi dziecmi. Jesli jednak pojdzie teraz do innego przedszkola, znow na poczatku bedzie stres i placz, pozniej sie przyzwyczai, ale za rok bedzie go czekac kolejna zmiana i adaptacja od poczatku. Trzy lata pod rzad, to chyba troche duzo jak dla malego chlopczyka... Gdyby rzeczywiscie byl w tyle i nie nadawal sie do zerowki, pewnie wybralabym inaczej. Ale widze, ze Nik w niczym nie odstaje od rowiesnikow z poczatku roku i wydaje mi sie, ze tak bedzie dla niego najlepiej.

      Usuń
  6. Mamelek (4 latek) też umie napisać "mama" więc rozumiem Twoją dumę:))

    Takie rodzinne wyjście to super sprawa! Ja sama nart nie lubię, ale kto wie może Maluchom by się podobało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie by im sie podobalo. Nie spotkalam sie jeszcze z tym, zeby ktores dziecko (z tych mlodszych, ze starszymi nic nie wiadomo) nie lubilo nart. A u Was sa tam jakies stoki, czy musielibyscie w Alpy leciec? ;)

      Usuń
  7. Ale fajny sposób na rodzinne spędzanie czasu ! Ja mam 30 lat i do tej pory nigdy nawet nart na nogach nie miałam (aż wstyd się przyznać, ale gustuję raczej w letnich sportach ;) )

    Duma z Kokusia wcale mnie nie dziwi - bo jak Bąbel skończył 2 latka, nauczył się liczyć do 10 i zaczął rozpoznawać kilka literek alfabetu to aż unosiłam się kilka metrów nad ziemią ;)

    A szczepienia czy pobieranie krwi u nas wygląda bardzo podobnie - my w stresie, pielęgniarka cała spocona, a Bąbel nic - ostatnio nawet się nie skrzywił ;) Widocznie niektóre dzieci tak mają :)

    Pozdrowienia dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby to naszym chlopakom zostalo! Bi z kolei to nie dosc, ze starszna panikara, to jeszcze panna niedotykalska! Jak wczoraj jechalam do lekarza, chyba z 10 razy dopytywala sie czy napewno nie bedzie zadnych zastrzykow! :)

      Oj tak, dla matki kazde, nawet malutenkie osiagniecie, to powod do chwalenia sie wszystkim wszem i wobec! :)

      Kochana, ja narty pierwszy raz mialam na nogach w wieku 22 lat! :) Od razu polubilam ten sport, ale z racji, ze pozno zaczelam i wrodzonej ostroznosci, na zawsze zostane juz na "zielonych" szlakach. :)

      Usuń
  8. My juz nie szczepimy na nic. Dzieki Bogu, ze Irlandia jest normalnym krajem I szczepienia nie sa obowiazkowe. A te wymyslne na ospe, grype , krztusiec (polecany tez kobietom w ciazy) itp. To jakies nieporozumienie. No, ale kazdy ma prawo wyboru.
    Brawo dla Nikusia. Moj Mlody nie mial podsumowania, ale widze, ze juz bierze sie za blendowanie zdan czyli robi to, co Starszak teraz :-) chyba tym drugim dzieciom latwiej ze wszystkim :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak! Podpatruja co robi starsze i nieswiadomie sie ucza! :)

      Tutaj szczepienia sa obowiazkowe. Akurat to przeciw grypie jest wg. mnie bez sensu, bo wirus mutuje sie w takim tempie, ze to jak zabawa w kotka i myszke. Ale przeciw innym chorobom, mysle ze i tak bym szczepila. Ameryka to kraj emigrantow. Ci legalni to pol biedy, bo musza przejsc rygorystyczne badania. Ale przyjezdzajacy nielegalnie lub z wizyta na wizach turystycznych, czesto z egzotycznych krajow, to plaga. Niewiadomo co moga ze soba przywlec. :(

      Usuń
  9. Chwal się Mamo, chwal. Czemu masz się nie chwalić? Gratulacje dla Kokusia.
    A porównywania chyba nie da się uniknąć. To naturalne.
    Fajną mieliście niedzielę. Dzieciaki chyba złapały bakcyla.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, niestety teraz podlapaly gorszego bakcyla - grypy. :( Mamy szpital dzieciecy w domu... :/

      Usuń
  10. Nie, no - gratulacje dla Nika! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wcale mnie nie dziwi, że Nik może mieć lepsze wyniki niż Bi, w końcu ma starszą siostrę od której może się uczyć :) Nas Jasiu ostatnio zaskoczył, bo Krzysiek zaczął liczyć 1,2,3, a Jasiek sam z siebie dodał 4,5,6,7,8,9,10! Nie mieliśmy pojęcia, że potrafi liczyć do 10 :)

    Ale fajnie takie dzieciaczki wyglądają na nartach :) Mi się to zawsze podobało, ale jakoś nie było kiedy się nauczyć, a teraz jestem już na to raczej za stara. Może też inaczej by było, gdybyśmy mieszkali bliżej jakichś gór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, mieszkajac daleko od gor, to trzba tego sportu po prostu zasmakowac i pokochac. ;) Wielu moich znajomych z Polski, na ferie zimowe obowiazkowo wyjezdzaja w gory, zeby pojezdzic.

      Ja zaczelam jako dorosla osoba i od razu to polubilam. Tylko fakt, ze tutaj mam latwo, bo w poblizu dwa male stoki, a 2-3 godziny drogi od nas, sa juz takie porzadne. :)

      Tez mysle, ze drugie dzieci ucza sie od tych starszych i szybciej wszystko podchwytuja, bo chca im zwyczajnie dorownac. ;)

      Brawa dla Jasia! Prosze, nie ma nawet 2.5 roku, a juz liczy do 10! :)

      Usuń
  12. Czeeeeść :D ale wyrośli <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc Sylwia! Twoich chlopakow pewnie tez bym nie poznala! ;) Wracasz na bloga?

      Usuń