piątek, 2 września 2016

Dzien Piaty: wzloty i upadki

Ufff... Dobrnelismy do piatku... Co za szczescie, ze jeszcze 8 godzin (no, wlasciwie to juz tylko 2!) i bedziemy miec 3 dni na regeneracje oraz zebranie sil na kolejny tydzien stresu. ;)

Nik rano bez zmian. A wlasciwie to zmiana jest tyle, ze na gorsze, o! Synek moj "malutki", zaczal bowiem plakac jeszcze w domu, zanim nawet zaczelismy sie szykowac do wyjscia! :O I tak mu juz niestety zostalo. Poplakiwal w domu, poplakiwal w drodze, poplakiwal idac przez parking, a po wejsciu do sali juz rozryczal sie na dobre... :( I takiego, szlochajacego, musialam go niestety zostawic...

Czuje sie zreszta troche jak wyrodna matka, bo placz Nika nie rusza mnie juz tak, jak rok temu wycie Bi. W zeszlym roku, nieraz mialam ochote rozplakac sie razem z corka... Pare razy malo mi brakowalo. ;) Teraz jednak znam przedszkole, znam panie, wiem ze Kokus jest w dobrych rekach i jestem pewna, ze z czasem pokocha przedszkole tak, jak siostra. Musi tylko przyzwyczaic sie do nowej sytuacji. Wprowadzam wiec syna do salki, podpisuje liste, podprowadzam Nika do okna, po czym jak wzorowa (czy tez wyrodna) matka, caluje w czolko i predko, ciagnac Bi za reke, wychodze. ;)

Dzisiaj rano za to, zaskoczyla mnie (negatywnie) Bi! Po wczorajszym, spokojnym pozegnaniu, dzis znow sie do mnie kleila, domagala kilku(nastu) buziakow, przytulasow, przybijania piatek, itd. Ewidentnie miala problem z rozstaniem, lzy w oczach i buzie w podkowke... Zupelnie sie tego nie spodziewalam po czwartkowym przelomie! :/

Coz, zwale to na piatek i zmeczenie materialu... :D

A o 11 rano, otrzymalam telefon z przedszkola. Az mi serce stanelo, bo wyobrazilam sobie tysiace wypadkow i przypadkow, ktore mogly spotkac mego syna. Ewentualnie widzialam go juz z naglym atakiem goraczki, ktorej rano nie mial, ale wiadomo jak to jest z dziecmi...

Coz... Jak zwykle zagalopowalam sie nieco w matczynej wyobrazni... Nic takiego sie nie stalo... Po prostu Kokusio zrobil dwojeczke. W gacie... :/ Tak, tak, moj prawie 4-latek! Noszzzz... W kazdym razie panie zawrocily mi gitare pytaniem, czy chce jego majteczki oraz spodenki wziac do wyprania, czy maja je wyrzucic. Podobno byly w paskudnym stanie... Nie wiem, usiadl na tym czy co? :/ Bleee...

22 komentarze:

  1. O matko jedyna :( kurczę no nie spodziewałam się tego. Myślałam, że napiszesz, że płakał tylko w przedszkolu.. a ciekawe jakby Tata ich odprowadzał? Czy też byłby lament.. czy lepiej by to znieśli ;) a u Podopiecznego co chwila w majty siku kupa podobno musieli dać do żłobka pieluchy. Porażka. Mam nadzieję, że u Was wszystko w przyszłym tygodniu będzie lepiej. Choć trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, wczoraj Mlodego znow odebralam przebranego... Tym razem tylko sobie pierdnal, ale "soczyscie". ;)
      Niestety nie ma opcji, zeby tata ich odwozil. Przedszkole oraz swietlice otwieraja o 7 rano, a M. musi byc juz o tej porze w pracy. :(

      Usuń
  2. Och? I z takim Problemen dzwonia?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi jest trudno zostawić chlipiącego Synka z Babcią, więc wyobrażam sobie, co czujesz zostawiając płaczące dzieci w przedszkolu. I weź wykrzesaj w sobie człowieku pozytywne emocje, coby te złe maluchom się nie udzieliły. Mimo wszystko wierzę, że z każdym dniem będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku juz radze sobie z emocjami bardzo dobrze. Moze dlatego Nik adaptuje sie szybciej niz Bi? ;) W zeszlym roku, chodzilam strasznie rozbita...

      Usuń
  4. Gdybym miała dzwonić z takimi pytaniami do rodziców, to bym od tel. nie odchodziła. ;) Ale to "Ameryka", więc inne zwyczaje. A co placówka to inne standardy.
    Głowa do góry! Dzieciaki się ogarną- kwestia czasu. ;) (wiem, wiem- łatwo mówić, bo swoich nie odprowadzam, ale za to z takimi małymi płaczkami mam styczność cały dzień)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama pracuje w przedszkolu, nieraz przyjezdzalam pomoc jej na poczatku roku I tez nie pamietam, zeby panie kiedykolwiek dzwonily do rodzicow z takimi "problemami". ;) I tutaj tez, nie wiem, czy takie przepisy, czy panie po prostu nadgorliwe. ;)

      Usuń
  5. Nie dziwię się, że widząc numer przedszkola wyobraźnia zaczęła pracować :)
    My w takich sytuacjach ( a oduczamy dzieci od pieluszek na prośbę rodziców) przepieramy majteczki i resztę, wkładamy do reklamówki i rodzic decyduje po odebraniu dziecka co dalej :)

    Jeśli chodzi o Twoje odczucia względem Nika to myślę, że to jak najbardziej naturalne. Wiadomo- przy pierwszym dziecku to wszystko jest takie nowe, emocje się udzielają... Przy drugim w wielu kwestiach częściej potrafimy trzymać się pionie :) A uwierz mi- Kokusiowi Twoje zachowanie ułatwia ten proces adaptacyjny.
    Ciekawe jak będzie po tych 3dniach... Przerwy zazwyczaj nie robią dobrze dzieciakom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie zaskoczona jestem, bo Nik we wtorek ryczal - dokladnie tak jak sie spodziewalam. Ale tego samego wieczora stwierdzil (sam z siebie), ze on juz plakac nie bedzie i rzeczywiscie nie placze! :) Dopiero drugi dzien, wiec wstrzymuje sie z fanfarami, ale jestem pozytywnie zaskoczona... ;)
      Masz racje, w zeszlym roku sama bylam przejeta, zestresowana i pelna obaw. W tym roku przedszkole mnie juz nie rusza. Teraz przezywam szkole... I moze to jest powodem, ze Bi nadal ma rano problem z rozstaniem. ;)
      Normalnie, panie traktuja brudna bielizne tak samo - pakuja w woreczek i wieszaja w szafce dziecka. Tym razem majty oraz spodenki musialy byc naprawde zapaskudzone, skoro je wyrzucily. A nie chcialy tego robic bez mojej wiedzy. Milo z ich strony, tyle, ze ja na zawal prawie padlam. ;)

      Usuń
  6. Co do odczuć Nikowych to powiem Ci, że względem Kasi mam podobnie, jak Martyna płakała to leciałam do niej w te pędy i wogole przejmowałam się wszystkim (absolutnie wszystkim), a z Kasia mam większy dystans i luz. Oczywiście to nie oznacza ze olewam jej placz czy cos ale reaguje spokojniej. Mysle ze z przedszkolem będzie podobnie. Pozdrowionka i miłego długiego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak jest. W tym roku, przezywam poczatek szkoly. ;)

      Usuń
  7. Ja się nie dziwię, że się wystraszyłaś. A to tylko kupa ;) Mojej córce kilka razy zdarzyło się zrobić dwójeczkę w majtki na początku przedszkola. To chyba stres.... http://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. Chociaz Nikowi dosc czesto zdarza sie, ze kiedy zaczyna mu sie "chciec", popiarduje sobie i czasem popuszcza. Wczoraj odebralam go znow przebranego, bo wlasnie sobie puscil baczka... ;)

      Usuń
  8. Ja dziś jak zaprowadzałam Mi do przedszkola, to ledwie przebiłam się przez ścianę dźwięku. Poniedziałek, przyszły maluszki do najmłodszej grupy... co za ryk! W takich chwilach bardzo doceniam Małą Mi, która od pierwszego przez wszystkie dni chodziła z radością i naszą grupę, z której tylko jedna dziewczynka płakała na początku. Rok temu maluchy odprawiały histerie, ale dzisiejszy jazgot przebił wszystkich. Jeden chłopiec darł się, wyrywał i uciekał tak, jakby go rodzice przed przyjściem nastraszyli torturami odprawianymi w przedszkolu...
    Nik może wstydził się zawołać, albo ze stresu tak co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze Mlody sie po prostu zabawil. ;) Pani wspomniala, ze byli na dworze kiedy to sie stalo, a nawet w domu, Nikowi najczesciej zdarzaly sie takie wpadki, podczas zabawy w ogrodzie. Szkoda przeciez czasu na zalatwienie potrzeb. ;)
      U nas, czy to w przedszkolu, czy teraz w szkole, moje dzieci sa jedynymi, ktore odstawialy poranne histerie. ;)

      Usuń
  9. Ach te nasze dzieci, chociaż im się podoba w ciągu dnia, to rano idą jak na tortury... A my choć wiemy, że krzywda im się nie dzieje, to i tak się stresujemy....byle do czerwca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, czerwiec wydaje sie byc taaak daleeeko... :D
      No wlasnie. Nik wydaje sie juz ogarniac sytuacje, ale Bi, chociaz starsza, rano marudzi, ze nie chce, ze ja brzuszek boli (z nerwow zapewne), itd. A jak ja odbieram to rozesmiana, gania po placu zabaw i prosi zeby tam wrocic, bo nie nabawila sie jeszcze z kolezankami. ;)

      Usuń
  10. Ja nawet z dziadkami nie lubię Młodego zostawiać (choć w najbliższym czasie akurat taka okoliczność się nam szykuje, bo wybywamy na kilka dni tylko we dwoje po raz pierwszy historii naszego rodzicielstwa) - więc nie wiem, jak poradzę sobie zostawianiem go w przedszkolu. Chyba się rozsypię i totalnie rozkleję - i to bardziej ja będę potrzebowała wsparcia, niż on. Ale to dopiero za rok na szczęście - póki co cieszę się, że mogę jeszcze zostać z nim w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babelek pierwszy, wiec moze byc ciezko. Wiem po sobie, ze w zeszlym roku o wiele gorzej przezywalam przedszkole. W tym roku - luzik. Teraz stresuje sie szkola, ale za rok, kiedy bede wiedziec co i jak, pewnie i to zbyje wzruszeniem ramion. ;)

      Usuń
  11. No i jak Agatko? Dajecie radę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosisz - masz! Akurat jak komentowalas, konczylam posta! :D

      Usuń