sobota, 2 lipca 2016

Przedwakacyjny stres


Chyba jeszcze nigdy nie bylam tak NIEprzygotowana do wyjazdu! 

Do srody tak naprawde mialam tylko blado nakreslony plan co do tego, co chce zabrac. Nie pofatygowalam sie nawet do piwnicy, zeby sprawdzic w jakim stanie sa walizki i torby. ;) Zalozylam, ze od zeszlego roku raczej nie porwaly sie ze starosci, a ze na jesien nie mielismy inwazji myszy, to i nic nie powinno bylo ich poprzegryzac. ;)

Tak naprawde to ciezko zaczac sie pakowac, skoro jeszcze przez kilka dni bedzie sie uzywac kosmetykow i ubran. Jestem minimalistka jesli chodzi o odziez wlasna oraz dzieci. Szczegolnie te ostatnie maja ciuchow tylko na tyle, zeby przechodzic tydzien, plus kilka dodatkowych egzemplarzy, na wypadek zamoczenia/zabrudzenia/rozerwania. W rezultacie, na tygodniowy wyjazd zabieram praktycznie ich cale szafy, nie bylo wiec wlasciwie co pakowac.  Dopiero na piatkowy wieczor zaplanowalam 3 ladunki prania. Cale szczescie, ze mamy automatyczna suszarke, wiec zawsze mam pewnosc, ze wszystko w ciagu godziny wyschnie i bede mogla zaczac wrzucac czyste ciuchy do walizki jeszcze tego samego dnia. ;)

W srode w koncu wybralam sie do sklepu, zeby kupic mini plastikowe buteleczki. Nie usmiecha mi sie targac calych wielkich butli szamponu czy plynu pod prysznic, wiec beda jak znalazl. W zeszlym roku kupilam ich caly zestaw, ale oczywiscie potem dorwaly sie do nich Potworki i polamaly, pogubily nakretki, itd. Nic sie przy tych dzieciach nie uchowa. ;)

Przy okazji kupowania buteleczek, rozejrzalam sie tez za duperelkami, ktore maja pomoc mi zajac (i zapchac) Potwory podczas dziennej czesci podrozy oraz wieczorow w hotelu. Znowu – pozno. W zeszlym roku zaczelam pomalu kupowac to czy tamto juz z miesiecznym wyprzedzeniem. 

Coz, lepiej pozno niz wcale i tego sie trzymam. ;) 

Duzo nie znalazlam, ale bedzie musialo wystarczyc. Na droge mam dla nich po nowej ksiazeczce, kolorwance z flamastrami zamknietej w plastikowym pudelku, ktory moze sluzyc tez za stolik, dodatkowo biore tez normalny blok i dwa zestawy mazakow. Kupilam im tez (troche wbrew sobie) po malym ludziku z Paw Patrol, z nadzieja, ze moze pobawia sie (zgodnie) razem. Dostana tez po nowej butelce na picie ze slomka (ale nie modnych obecnie "sloikow", ktore jakos do mnie nie przemawiaja :D). Dla Kokusia z Paw Patrol (“Tomka” nie mieli, cholera), a dla Bi z ukochana Kraina Lodu. ;) Do tego cala spizarenke mini opakowan krakersow, ciasteczek i tym podobnych przekasek. Mam nadzieje, ze to skutecznie zapcha male paszcze. ;)

Najlepszym jednak "zabawiaczem" beda pozyczone od kolegi M. przenosne DVD, ktore mozna zaczepic o zaglowki w aucie. Bi juz nie moze sie doczekac. Co tam plaza, co tam basen... Po kilka razy dziennie slyszymy: "Jedziemy na wakacje!", po czym natychmiast dodane: "I bedziemy ogladac bajki w aucie!". :D



W pracy, kilka ostatnich dni to jakis zart. W srode szef poprosil mnie, zebym przypomniala, hmm… nie wiem jak ich nazwac, osobom odpowiedzialnym za projekty (ale to ani kierownicy, ani managerowie, czy raczej managerki, bo wszystkie to dziewczyny :D), ze w przyszlym tygodniu mnie nie bedzie. Wyslalam maila, wiedzac, ze moze on wywolac panike. I sie zaczelo! Nagle wszystkie raporty, dotychczas leniwie przesuwane z tygodnia na tydzien, musza zostac przejrzane i podpisane do konca tygodnia! Jak zwykle! Jak ja juz myslami jestem przy pakowaniu i z cyferek mam ochote najwyzej policzyc ile par gaci potrzeba na 6-dniowy wyjazd dla 4-osobowej rodziny, oni zwalaja mi na glowe zalegla prace sprzed dwoch tygodni… :/

Udalo mi sie jednak skutecznie obrobic wszystko i nawet wyjsc 1.5 godziny wczesniej. Nie duzo, ale zawsze cos. Wstawilam pierwsze pranie i zaraz ide po walizki i zaczne wrzucac w nie chociaz to, czego narazie nie potrzebuje, jak stroje kapielowe czy podpaski (ech...). Czuje sie potwornie zestresowana. Od rana mam rewolucje zoladkowe. :/ W dodatku jak na zlosc, u M. w pracy zamykaja miesiac, a polowa pracownikow jest na urlopach, wiec jest sam. Nie tylko dzis (pisane w piatek) zostaje dluzej, to jeszcze musi pracowac jutro, cholera! A tu zostaly ostatnie zakupy, prania, pakowanie, przygotowanie prowiantu, ze o zapakowzniu auta juz nie wspomne. Potworki sprawy nie ulatwia, a w dodatku M. chcial sie zdrzemnac z Nikiem w dzien. Jakos marnie widze to ostatnie... :/

Coz... Poki co zegnam sie i zostawiam Was z kilkoma zdjeciami ogrodu, ktorego po moim powrocie pewnie nie rozpoznam, tak zarosnie. Oby tylko nie pousychal, bo jest bardzo goraco i bardzo sucho, a rok temu, ciotka M. zamiast wziac weza i porzadnie wszystko polac, biegala z koneweczka... :/


Warzywa rozrastaja sie az milo. :)



Cukinie kwitna, a bystre oko moze dostrzec nawet nowa, malenka cukinke. Bedzie jak znalazl, akurat na nasz powrot. ;) Kwitna tez ogorki, pomidory oraz baklazany. Te ostatnie jak narazie chyba nie sa zapylane niestety... :/

Za to pomidory i owszem! :)

Jerzyny rowniez. Niestety, po zeszlorocznym opitoleniu przez tescia do samej ziemi, w tym roku nadal bedzie ich niewiele. :(



Rosna tez kwiaty i kwiatuszki...

Przepiekny beebalm, siegajacy moich piersi, zalatujacy mietowo i przyciagajacy kolibry niczym magnes.

Rownie wysokie i piekne, ale jak dla mnie smierdzace :D lilie.

Wypelnily sie tez donice. Niestety, kwiatek z tylu akurat przekwitl. Juz rosna nowe paczki, ale troche to potrwa.

A to juz moje nowe, tegoroczne nabytki:

Te dwa po bokach, to odmiany Echinacei. Juz kolejne w moim ogrodzie. No, nic nie poradze, ze mam do nich slabosc. ;) Narazie sa niewielkie, ale za rok - dwa, kiedy sie porzadnie rozrosna, powinny spokojnie zaslonic ten licznik z tylu i o to mi wlasnie chodzi. :) A to miedzy nimi, to kwiat z rodziny Rudbeckia (nie wierzcie mi na slowo jesli chodzi o pisownie), czyli black-eyed susan, ktorego uparcie szukalam po ogrodniczych cala wiosne. ;) Jeszcze nie kwitnie, ale bedzie wygladal podobnie do swoich sasiadow, tylko zamiast rozowych kwiatow, bedzie mial zolte.

Okazuje sie tez, ze czasem oplaca sie nie miec czasu na pielenie. Przedwczoraj, odkrylam taka samosiejke:

Gdybym pielila w tym kaciku czesciej, nawet bym nie zauwazyla malenkiej petunii i wyrwalabym ja razem z innymi chwastami! :)

I na tym skoncze, bo sniadanie wydane, czyli pora wlac w siebie jakas kawe i zajac sie pakowaniem. Potworki mowia Wam PA PA PA!!! :D



PS. Posta pisalam czesciowo w Wordzie, a czesciowo w Bloggerze, stad te wariacje czcionkowe. ;)

28 komentarzy:

  1. Agatko ja na mój wyjazd tez pakowałam się w ostatniej chwili . I tez korzystałam z dobrodziejstw suszarki , która ma jeszcze ten plus , że jak się wyjmie ubrania " ciepłe " to nie trzeba ich prasować :-) . Wiem jednak ze co innego spakować rzeczy dla jednej dorosłej osoby , a co innego dla 4- osobowej rodziny . Mam jednak nadzieję , że o niczym nie zapomnisz ( zawsze się zastanawiam wyjeżdżając czego nie wzięłam ) i wygrasz tą walkę z czasem .
    Odchwaszczania po powrocie nie zazdroszczę . Przez tydzień wszystko potrafi nieziemsko urosnąć . Zwłaszcza pokrzywy - jak u mnie .
    Wypoczywajcie !
    Życzę udanego pobytu i spokojnej podróży .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, suszarka to piekny wynalazek! i wlasnie dzieki niej, nie pamietam kiedy ostatnio cos prasowalam! :)

      A wiesz, ze wyjatkowo niczego nie zapmnialam?! Szok po prostu! :D

      U nas pokrzyw nie ma. Tzn. podobno w Stanach rosna, ale nie rozprzestrzeniaja sie tak, jak w Polsce. Na szczescie! Niestety, innych chwasciorow nie brakuje... :/

      Usuń
  2. Ja sie zawsze sie pakuję tuż przed wyjazdem, nie jedziecie chyba na koniec swiata nawet jeśli jakims cudem czegoś zapomnisz to mozna dokupić ostatecznie.
    W jeżówkach czyli echinacea tez sie zakochałam, a cos zolte u mnie kwitnie w ogromnych ilościach, to chyba rudbekia wlasnie, ale nie jestem pewna:-)
    Dobrej drogi i udanego wypoczynku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to one po polsku nazywaja sie Jezowki? Dobrze wiedziec! :D Teraz musze jeszcze ta informacje wtluc sobie do glowy! ;)

      Nie, nie jechalismy na koniec swiata, ale ja tam zawsze wole miec wszystko pod reka, zamist szukac sklepu... :)

      Usuń
  3. Ojojojojoj! To już??? Rany, jak ten czas leci! Kochana! Jakby nie było z pakowaniem, pracą i podróżą- w końcu dotrzecie na miejsce i będzie super. Pamiętaj o udokumentowaniu dla nas-czytelniczek Waszych wakacji na zdjęciach :)No i życzę Wam bezproblemowej podróży i dobrej zabawy.

    Jeżówkę też uwielbiam, ale żadnej nie mam- u mnie nie chcą rosnąć. W sklepie internetowym, w którym kupuję rośliny, mają chyba z 15odmian jeżówki- a kolory- zachwycają. Rudbekię za to mam (szalenie podoba mi się jej angielska, czy też amerykańska nazwa :)) rozrasta się bardzo.

    Wypoczywajcie, relaksujcie się i wracajcie do nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wlasnie slyszalam o black-eyed susan - ze sie bardzo rozrasta. I na to licze! :)
      O patrz, a u mnie jezowki rosna jak szalone! Moze wynika to stad, ze one naturalnie rosna wlasnie w Ameryce? Moze tutejszy klimat ma cos, co im odpowiada...

      Tak kochana, zapakowalismy sie jakos, dojechalismy bez wiekszych przebojow i swietnie sie bawilismy! Nawet pomimo mojego okresu i nikowego przeziebienia. ;)

      Usuń
  4. Będzie dobrze. Mój mąż mawia, że absolutnie niezbędne są dokumenty (wasze i samochodu), kluczyki, kasa i karty płatnicze. Resztę zawsze można dokupić. \Dobrego odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! W koncu na bezludna wyspe sie nie wybieralismy! Madry ten Twoj maz! :D

      Usuń
  5. Nam na wakacjach życie uratowaly Monopoly Junior, Zgadnij kto to? , Ciastolina i karty Uno: ). Pozdrawiam i udanego wypoczynku 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam zycie uratowaly bajki na DVD. ;) Farbek i ciastoliny w koncu nawet nie wyjelam z walizki. :)

      Usuń
  6. Nam na wakacjach życie uratowaly Monopoly Junior, Zgadnij kto to? , Ciastolina i karty Uno: ). Pozdrawiam i udanego wypoczynku 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojojojoj wyczuwam niezły Reisefieberr :D spokojnie, wdech, wydech, dasz radę! Ja nas zawsze pakuję wieczór przed wyjazdem i jakoś do tej pory nie zginęliśmy, a wychodzę z tego samego założenia co Ty - na koniec świata się nie jedzie, w końcu tam też są sklepy, tam też żyją ludzie. Trzymam kciuki by w pracy Cię oszczędzili i by Potworki dobrze reagowały na animacje samochodowe. Bawcie sie dobrze!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, choc po czasie! Pojechalismy, przezylismy, wrocilismy, chcemy wiecej. Tak w skrocie chyba mozna opisac moje odczucia po urlopie. ;)

      Usuń
  8. Udanego spokojnego i słonecznego wypoczynku! I czekamy na relację!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sloneczny byl bardzo, spokojny juz mniej. ;)

      Usuń
  9. Udanych wakacji a po powrocie mało zarośli w ogródku życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogrodku gorzej niz zarosla... :( Ale to temat na kolejny post..

      Usuń
  10. Jestem beztalenciem jeśli chodzi o pakowanie. Udanego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pakuje sie w miare bezproblemowo. Za to kiedy czas wracac, wrzucam wszystko do walizek jak leci. ;)

      Usuń
  11. Pieknego urlopu!! Z niecierpliwoscia czekam na relacje!

    OdpowiedzUsuń
  12. To teraz post pourlopowy :) Wypoczywajcie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też zawsze pakuję się na ostatnią chwilkę i chyba jednak tak wolę. Też jestem zawsze w niemałym stresie, a jednak rzadko (chyba nigdy?!) zapominam o czymś ważnym. Jak ja to robię;)?
    Wam życzę kolorowych wakacji!!! Wróćcie wypoczęci :) z pięknymi wspomnieniami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mi sie zapomnialo nieraz o czyms, moze nie waznym, ale potrzebnym na codzien, jak szczotka do wlosow. I musialam zaczynac urlop od poszukiwania sklepu, bo jak to: chodzic od rana rozczochrana?! :)

      Usuń
  14. Ja też zawsze pakuję się na ostatnią chwilkę i chyba jednak tak wolę. Też jestem zawsze w niemałym stresie, a jednak rzadko (chyba nigdy?!) zapominam o czymś ważnym. Jak ja to robię;)?
    Wam życzę kolorowych wakacji!!! Wróćcie wypoczęci :) z pięknymi wspomnieniami!

    OdpowiedzUsuń