piątek, 8 kwietnia 2016

Kwiecien - plecien i wiosenna grypa

Melduje sie w kwietniu! Dzis juz 8, a ja dopiero pisze. Powod na szczescie jest prozaiczny - praca, praca, praca... I chociaz zazwyczaj wlasnie z biura do Was pisuje, to tym razem natlok pilnych obowiazkow sprawil, ze wysiadlam z wagonika zwanego blogiem. Przynajmniej czesciowo. Ale nic to, co sie odwlecze, to nie uciecze, a w przeciagu ostatnich 2 tygodni, poza pogoda, nie zdarzylo sie zbyt wielu rzeczy wartych zapisania.

Wlasciwie to zdarzyla sie (poza ta wspomniana pogoda) jedna, wazna rzecz. Dokladnie 1 kwietnia i nie jest to Prima Aprilisowy zart, M. zabral starsze z naszych dzieci do dentysty. Zaraz, wroc. Konkretnie to oboje Bi tam zabralismy, bo tata wymawial sie, ze nie wie gdzie to jest i co jak w polowie zabiegu corka zacznie nawolywac mame, itp. Ogolnie szukal wymowek i za Chiny Ludowe nie wiem na co ja mu tam bylam potrzebna, poza zwyklym komfortem psychicznym. No ale wzielam pol dnia wolnego, posiedzialam pol godziny w dentystycznej poczekalni i okazalo sie, ze do niczego nie bylam Bi potrzebna, oprocz tego, ze po wszystkim, zaryczana i usmarkana, wystrzelila z gabinetu jak z procy prosto w moje ramiona. ;)

Za to, tam-ta-ra-ram! Obecnosc taty sprawila cud, na ktory liczylismy i Bi dala sobie zreperowac zeba! Ufff... Kolejna - ostatnia dziurka do zaplombowania za dwa tygodnie i koniec (tylko na jakis czas zapewne, niestety...)! Bi stanowczo oswiadczyla, ze tym razem idzie z mama, ale nie ma glupich. Tata tez jedzie, zeby w razie czego utemperowac histeryczna corcie. ;) Chociaz powiedzial mi, ze jedyne co zrobil to postraszyl Bi, ze wyjdzie z gabinetu i zostawi ja tam sama. Pomoglo jak widac. A M. przyznal po wyjciu, ze caly byl mokry od potu. ;) Ja zas uwazam, ze to dla niego dobre doswiadczenie, podobnie jak zostanie z dziecmi samemu w domu. Jakos tak zawsze wypada, ze to ja zostaje z dziecmi jak sa chore lub przedszkole jest zamkniete, ja jezdze z nimi po lekarzach i dentystach, ja biore udzial w spotkaniach, wywiadowkach, itd. Rozumiem zem matka, poza tym mam wiecej urlopu, ale czasem mierzi mnie z lekka, ze zawsze to ja, ja, ja... Niech tata tez raz posmakuje "wychowania" wlasnego potomstwa. :D

Ale dentysta swoja droga, a kwiecien przywital nas bardzo klasycznie, jesli o pogode chodzi. W ostatni dzien marca i pierwszy kwietnia, mielismy ponad 20 stopni! Juz ozdobna wisnia zasadzona przed budynkiem w pracy zaczela wygladac tak:






Przypominam, letnia pogoda byla w czwartek i piatek. Natomiast niedzielny poranek przywital nas tak:




Nie do uwierzenia! Wiem ze "bo przeplata, troche zimy, troche lata", ale wolalabym zeby ta kwestia pozostala tylko dziecieca rymowanka, no. :/ W kazdym razie moje dzieci byly wniebowziete. Nie nacieszyly sie biedactwa zima w tym roku... Ja zas pogratulowalam sobie choc raz, prokrastynacji. Zbieraaalam sie, zeby wyprac i schowac zimowe rzeczy i zbieraaalam i zebrac sie nie moglam. I prosze, jeszcze sie przydaly! :D Potworki nie mogly sie doczekac zeby wrocic z kosciola, ubrac ocieplane spodnie i ruszyc do zabawy.





Mnie zas zal bylo moich biednych bzow, ktore wlasnie rozwinely pierwsze malenkie listki i zalazki kwiatow i je przysypalo.


W niedziele jednak w sumie napadalo tego sniegu tyle, co kotek naplakal, a po poludniu, w mocnym, wiosennym sloncu, prawie caly stopnial. Moje hiacynty tez odtajaly.



Nie na dlugo. W nocy przyszedl bowiem kolejny front, tym razem jeszcze zimniejszy i przyniosl kolejna fale sniegu. Rano jeszcze nie wygladalo to tak zle, chociaz szkoly poopozniali o 2 godziny. I tu sie pomylili, bo majac porownanie jak wygladaly drogi rano, a jak po poludniu stwierdzam, ze powinni byli raczej pozamykac szkoly wczesniej. Rano przejechalam z domu do opiekunki, do przedszkola, do pracy bez najmniejszego problemu. Potem, poznym rankiem zaczelo naprawde sypac, ale sadzilam ze przy temperaturze okolo zera oraz drogowcach pracujacych caly dzien, po poludniu bedzie w porzadku. Dawno sie tak nie pomylilam... Tu zdjecie zrobione parkingowi pod praca, kiedy sniezyca dopiero zaczynala sie rozkrecac. Parking jeszcze "czarny". Ale juz 3 godziny pozniej byl bielusienki. Tylko, ze wtedy mialam pelno w gaciach i nie w glowie byly mi zdjecia. ;)


Drogowcy zas kompletnie odpuscili sobie odsniezanie w srodku dnia... Z reka na sercu stwierdzam, ze droga powrotna w poniedzialek byla dla mnie najgorsza tej "zimy"! A, o ironio, teoretycznie mamy juz wiosne! Po czesci zapewne dlatego, ze podczas poprzednich sniezyc przedszkole bylo nieczynne i siedzialam z dziecmi w domu. ;)

Najlepsze bylo to, ze ja prowadzilam z dusza na ramieniu, drogi sliskie, godziny szczytu wiec aut jak "mrowkow", skupiam sie, zeby komus w dupke nie przywalic, a Potwory z tylnego siedzenia cala droge mi jecza, ze dlaczego tak wolno jade, a kiedy bedziemy w domu, a w ogole to im sie nudzi i czy jak juz do tego domu dojedziemy, to bedziemy lepic balwana? Mieli szczescie, ze bylam zbyt skupiona na jezdzie, zeby ich uwaznie sluchac, inaczej zgarneliby niezly ochrzan. ;)

Szczesliwie do domu dojechalismy bez wypadku i... nie balwana nie lepilismy, ale Potworki z radoscia wdzialy zimowe ubranka i znow rzucily sie na podboj zimowej scenerii. ;)







I jak widac, moje trzecie, czworonozne "dziecko" tez mialo radoche. Taka, ze nie dalo jej sie zlapac na zadnym "statycznym" ujeciu. ;)

I czy ktos uwierzy, patrzac na te zdjecia, ze zostaly zrobione w kwietniu?! Toz to styczen jak sie patrzy! ;) Ale na dowod mam to:





Moje biedne kwiatki... Biedne, bo o ile przetrwaly bez problemu zasypanie i odtajanie w niedziele oraz kolejne przysypanie sniegiem w poniedzialek, o tyle bycia zawalonymi kupa sniegu podczas odsniezania, juz nie przetrwaly. Zostaly z nich nedzne, rozplaszczone na ziemi kikuty. :(

I to wlasciwie tyle z anomalii pogodowych. Wiosna, mokra i paskudna oraz nadal chlodna, wrocila wlasciwie dopiero wczoraj. Wczesniej, w nocy temperatury spadaly do -6 stopni, a w dzien dochodzily raptem do +2. Brrr...

Za to we wtorkowy wieczor odwiedzila nas nieproszona, tytulowa grypa. :( Albo jakis wirus bardzo grype przypominajacy. Odebralam od opiekunki wesolego, energicznego syna, ktory to w miare jak mijal wieczor robil sie coraz bardziej "mialczacy". Na poczatku wygladalo to jak wymyslanie i normalne u niego wymuszanie, nawet zostal ofukniety, ze ma przestac jeczec o nic. ;) Az ktores z nas dotknelo mu glowy i stwierdzilo, ze cos ona podejrzanie ciepla. Termometr w ruch i bingo! 38.6. W ten sposob, chcac czy nie, bujam sie w domu z dwojka szalonych dzieci w wieku przedszkolnym, bo Bi rzecz jasna oznajmila, ze tez chce zostac w domu, mimo, ze jej akurat nic nie dolega poza malym katarkiem.

A goraczka Nika okazala sie mocno upierdliwa, bo srodki na zbicie temperatury zbijaly ja tylko do stanu podgoraczkowego i ani kreseczki nizej... W srodowy wieczor, nie mogac patrzec jak mi sie dziecko meczy, podalam mu w akcie desperacji dwa rozne srodki (spokojnie, mozna je laczyc, pytalam kiedys pediatre) i dopiero to podzialalo. Oczywiscie, jak to bywa, nawet zbicie do stanu podgoraczkowego wystarczalo Kokusiowi, zeby szalec jak kazde zdrowe dziecko. ;)

I tak bimbam juz trzeci dzien. Bardzo mi to wolne nie na reke, bo moje urlopowe dni topnieja jak wiosenne sniegi (co za akuratny opis w swietle ostatniej pogody :D), a za tydzien Bi ma ferie wiosenne i czeka mnie znow tydzien siedzenia w domu... Dzis rano Nik juz w koncu mial normalna temperature i moze i bym zaryzykowala oddanie go do opiekunki, tyle, ze wczoraj po poludniu zaczelo lamac w kosciach mnie, a wieczorem dostalam goraczki. Cudnie! Nie ma to jak pielegnowac w chorobie dzieci, a potem sie od nich zarazic! :/

M. dzwonil z pracy, ze tez cos podejrzanie boli go glowa, wiec nie wiadomo czy i jego nie lapie. I tylko Bi jest wzglednie zdrowa, ale ona byla szczepiona przeciw grypie. Stad moje skojarzenie, ze moze to TO... A zeby bylo jeszcze weselej, to dzis rano, w pakiecie z grypa, dostalam okres. Zyc nie umierac. ;)

Pozostaje tylko miec nadzieje, ze przez weekend wszyscy dojdziemy do siebie, bo przed nami najintensywniejszy okres kwietnia. We wtorek kolejne spotkanie w sprawie zerowki. W sobote matka do dentysty na przeglad, a po poludniu z Bi na przyjecie urodzinowe przedszkolnej kolezanki. W kolejny piatek do dentysty znow Bi, a w miedzy czasie tydzien ferii. A za 3 tygodnie festyn z "Tomkiem i Przyjaciolmi". O drobnych sprawach jak czas na tabletki na robaki oraz srodek na kleszcze dla psa oraz wcisniecie gdzies fryzjera dla matki, bo zarosla niczym lew, nawet nie ma co wspominac. ;)

Milego weekendu!

41 komentarzy:

  1. Intensywnie u Was! Zdrowia życzę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, ze intensywnosc glownie chorobowa. ;)

      Usuń
  2. Oj dużo tego wobec tego ZDRÓWKA i sił!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wierzę, ale macie zimę!! Szok. U nas już były dni z 20stopniami ciepła, ale wczoraj pediatra straszyła że słyszała coś jeszcze o sniegu co ma przyjść.
    Ja też jeszcze nie popralam Zimowych rzeczy ;) mimo tych 20C, raz już tak zrobiłam i wyciagalam znowu..
    Kiepsko z tą grupą u Was, wylezec musicie choć wiem jakie to nieosiągalne przy Potworkach ale zdrowka życzę !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, chetnie bym sie walnela do lozka, ale dzieciaki by w tym czasie dom obrocily w perzyne! :D A oni chorzy, jak tylko goraczka spadnie do stanu podgoraczkowego, szaleja niczym zdrowe dzieci. ;)

      Z ta zima kwiecien dal nam do wiwatu, na szczescie juz sie nie powtorzylo. ;)

      Usuń
  4. Znam to. Grafik pekajacy w szwach a czasu dla mnie 0...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Kochana... Ty masz zapewne 100x gorzej. Ja juz przynajmniej spie w miare normalnie w nocy i po polozeniu dzieci wieczorem spac, zapakowaniu im lunch'y na nastepny dzien, mam te pol godzinki dla siebie...

      Usuń
  5. Agata, mi sie wydaje, ze jaka Ty bedziesz miala pogode - taka bedzie u Nas.
    Co prawda temp u Nas nie przekracza 10'C + zimno I wietrznie, ale.....
    Dzisiaj rano spadl snieg!!!! Snieg w Irlandii w prawie polowie kwietnia to jakis absurd! A ja zasadzilam kwiatki, a one minusowych temperatur nie lubia...
    Duzo zdrowka dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet u nas snieg w kwitniu to ewenement, chociaz sniezyce w marcu sa na porzadku dziennym. :)
      I chyba masz racje, kula ziemska kreci sie w takim kierunku, ze nasze fronty przelatuja nad Atlantykiem i docieraja do Was. Po drobnej modyfikacji oczywiscie, bo obszar oceanu musi zmienic temperature i ilosc wilgoci. Pewnie dlatego Wyspy Brytyjskie slyna z deszczu. ;)

      Usuń
  6. Ja ostatnio po tygodniu pielęgnowania zasmarkanego Starszaka też wylądowałam w łóżku z gorączką... na szczęście u nas w większości dni już ciepłe i słoneczne. W ogóle moje dziecię w tym roku śnieg widziało dosłownie PÓŁ dnia... :( i było z tego powodu strasznie niepocieszone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwie sie. Moje Potworki tez by narzekaly. :) My jednak mielismy sniegu duzo wiecej, choc jak na nasze standardy jednak srednio.
      U nas takie rodzinne chorowanie to rzadkosc. Najczesciej dzieci zarazaja sie od siebie, mnie cos tam lamie, ale nie az tak, a M. w ogole wychodzi obronna reka. Ale tym razem niezle nas wszystkich sieklo. Malzonek kaszlal prawie 3 tygodnie...

      Usuń
  7. Trzymam kciuki za Wasz powrót do formy. Kiedy sama chora byłam w domu z chora dwójką to chyba pobili rekord w czytaniu im książeczek i w oglądaniu bajek na DVD. Ale prawie 39 stopni bardzo skutecznie mnie wyłączyło.
    A tak w ogóle to piękną zimę macie tej wiosny.
    I gratuluję Bi, ja chwilowo plombowania zębów u Straszaka sobie nie wyobrażam. Pobranie krwi to horror, zastrzyk też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tata ma na Bi zbawienny wplyw. ;) A pobranie krwi znosila kiedys fatalnie. Ale teraz juz 3 lata nie miala robionej morfologii i podczas kolejnego bilansu chce poprosic pediatre o skierowanie (tutaj niestety nie da sie po prostu zglosic do laboratorium). Nie wiem jaka bedzie reakcja Bi, bo tym razem tata nie pomoze. Mojemu, twardemu normalnie mezczyznie, robi sie slabo na widok krwi. :D

      Usuń
  8. Zdrówka.
    U Was prawdziwy kwiecień plecień. U nas też zmienna pogoda, ale nie aż tak zróżnicowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiecien mielismy przyslowiowy! :D

      Usuń
  9. Oj tej zimy wiosną nie zazdroszczę . Ja właśnie kilka dni temu definitywnie wyłączyłam piec , więc lepiej zeby śniegi i mrozy do nas nie dotarły . Grypę tez bym wygoniła precz !
    Za to kleszczy u nas juz na potęgę . Ja o nich nie pomyslałam i moja Luna złapała 7 kleszczy jednego dnia na głowie + 1 na dupie . Jeden gnojek wbił jej sie całkowicie - nad okiem . Zrobiła Jej sie wielka napuchnięta gula . Pojechałam od razu z nią do weterynarza , skończyło sie na zastrzyku przeciwzapalnym i antybiotyku . Dwa dni pózniej kolejne 3 zastrzyki . I jeszcze w poniedziałek jadę z nią do kontroli . Założyłam im tez od razu obroże ( foresto , polecam , kupuje od dwóch lat i odkąd je noszą zero kleszczy ) i teraz juz mogą biegać ile dusza zapragnie . W sumie weterynarz twierdzi , że juz w lutym powinno sie zabezpieczać zwierzęta przed kleszczami , ale ja jakoś zawsze robiłam to w okolicach kwietnia , no i skończyło sie jak skończyło ...
    Mam nadzieje , że nie dacie się grypie !
    Zdrówka i miłego weekendu ( u nad weekend szary , bury i deszczowy , ale co tam ! Ważne , że temperatura dodatnia i śniegu brak )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nasz piec nadal trzymamy wlaczony. ;) I co noc wlacza sie ogrzewanie.
      Ja tez zima odpuszczam sobie srodki na kleszcze. Leje moja Maye Frontline, a to podobno oddzialywuje na watrobe, wiec chce dac jej chociaz te 3-4 miesiace odpoczynku. Zazwyczaj zaczynam gdzies w marcu. W tym roku ciagle zapominalam, a marzec mielismy wyjatkowo cieply i balam sie, ze tez nalapie kleszczy, ale jakos sie udalo. :)

      Usuń
  10. No to rzeczywiście tragedia z tą pogodą, zdecydowanie Wam nie zazdroszczę. U nas co prawda po wiosennych dniach się trochę pogorszyła, ale pozostaliśmy na deszczu i niższej temperaturze :)

    Ja muszę zabrać Oliwię na przegląd zębów, ale aż mnie mrozi na samą myśl jak ona zareaguje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powinnam zabrac Nika, ale podobnie - az mnie dreszcze przechodza... ;)

      Usuń
  11. Ech, no to ludowe powiedzenie sprawdza się u Was w 100%, nie ma co! U nas też są cieplejsze (były nawet gorące) i chłodniejsze dni, ale... no nie aż tak. U nas bzy też już rozwijają listki, chociaż u mnie na działce są bardziej w cieniu i widać różnice, choćby do tych przy bloku, gdzie widać już właśnie zalążki kwiatów.
    Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje bzy kiepsko w tym roku kwitna. Moze wlasnie mroz z poczatku kwietnia im "pomogl". :(

      Usuń
  12. Pogodę macie rzeczywiście "kwietniową" ;) U nas bez takich rewelacji. Dziś padało, no ale mało kogo to tu już dziwi.

    Zdrówka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a u nas caly dzien deszczu to juz wyjatek. Zazwyczaj popaduje kilka godzin, a potem mamy tydzien slonca. :)
      Ale w tym tygodniu mamy iscie angielska pogode. Caly tydzien, deszcz, pochmurno, mzawki I przelotne opady. :/

      Usuń
  13. Kurcze, u nas tez pogoda nieciekawa ale bez takich ekstremow;) Zycze duzo zdrowka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tegoroczna pogoda bije rekordy zmiennosci. Nie dosc, ze w jednym tygodniu mamy lato, w nastepnym zime, a w jeszcze nastepnym cos na ksztalt jesieni, to jeszcze temperatura w dzien skacze o kilkanascie stopni! :/

      Usuń
  14. Rany Julek, dzieje się u Was, faktycznie!
    Nadzieję żywię, że zdrowi żeście już, bez wyjątku!
    Wizyta u dentysty z małym dzieckiem to dopiero jest wyzwanie dla Rodzica, także ten, gratki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, mowie Ci, wybralam gabinet pedodontystyczny, myslac, ze bedzie to mialo pozytywny wplyw na Bi, ale jak widac nie bardzo... ;)

      Usuń
  15. Rany Julek, dzieje się u Was, faktycznie!
    Nadzieję żywię, że zdrowi żeście już, bez wyjątku!
    Wizyta u dentysty z małym dzieckiem to dopiero jest wyzwanie dla Rodzica, także ten, gratki!

    OdpowiedzUsuń
  16. O, widzisz, u nas bardzo podobnie. I tak przeplata i choroby nas męczą. Ale Wasza zima zwaliła mnie z nóg! Jezuśku, czy to tam u Was normalne czy to kompletna anomalia?

    Gratulacje dla Bi!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, snieg w kwietniu to anomalia. Na szczescie. ;)

      Usuń
  17. Oj, to u Was jeszcze większy plecień niż u nas ( u nas: deszcz-słońce-wiatr).
    I jakiś zły to czas, czekam na maj, mam nadzieję na lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rowniez mam nadzieje, ze maj przyniesie lepsze dni. :*

      Usuń
  18. Piszę 18-go już kwietnia,ale też grypowo.Wpisałam w necie"grypa w kwietniu"i natrafiłam na ten wpis☺ Zaczytałam się,bo tak brakuje teraz ludzi mówiących"normalnym czystym"językiem,bez wulgaryzmów i takich tam wszy słownikowych.Pozdrawiam i życzę zdrowia całej rodzince ☺
    Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, mi tez zdarza sie rzucic soczysta ku*wa. :D
      Rowniez pozdrawiam!

      Usuń
  19. Oj, choroba stopnieje razem ze śniegiem odejdzie w zapomnienie, a Ty się spróbuj cieszyć "wolnym"- tylko my matki wiemy, co to za wolne, reszta i tak myśli że cały dzień siedzisz i nic nie robisz ;)
    Ja to non stop słyszę, bo przecież nie wychodzę codziennie na przynajmniej 8h do biurowej pracy= się lenie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam wrazenie, ze to samo mysli moj maz podczas ferii. Ja, po calym dniu "siedzenia" z dzieciakami bylam wykonczona, szczegolnie, ze goniona wyrzutami sumienia staralam sie codziennie dodatkowo wykonac jakis maly projekcik, a on mam wrazenie, ze uwazal, ze siedzialam i pierdzialam w stolek. ;)

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Martus, kochana, dziekuje za troske! :*

      Usuń