czwartek, 23 kwietnia 2015

Trza by co napisac...

Nie pisze, bo... no nie wiem... Najlepsza odpowiedzia byloby chyba, ze nie chce mi sie. Moze w koncu, po niemal 3 latach, dopadl mnie blogowy kryzys? A moze to wiosenne przesilenie? Po prostu nie mam weny i nie chce mi sie wysilac szarych komorek, zeby sklecic cos, co bedzie mialo choc polowicznie rece i nogi. U Was chetnie komentuje, pomalutku nadrabiam zalegle odpowiedzi na komentarze u siebie, ale do nowego posta zabieram sie jak do jeza...

Troche tez nie mam o czym pisac... Odliczam czas do wylotu tesciow (juz tylko 2 tygodnie i 1 dzien!), wzdrygam sie na mysl o pierwszych tygodniach zostawiania dzieci rano u P. Marysi, pomalu rozmyslam o ogrodku warzywnym (nie moge przydusic meza, zeby mi go przekopal...), wstepnie zaklepalam przyjecie urodzinowe Bi w sali zabaw. Zaliczylam wizyte u ginekologa i rzecz jasna nie bylabym soba gdybym nie zapomniala wziac kartki z PINem, zebym mogla sprawdzic swoje wyniki (u mojego lekarza sprawdza sie je on-line). Za tydzien mam wizyte w sadzie w sprawie mandatu i zaczynam sie stresowac. Niby wiec cos sie dzieje, ale jakos nie chce mi sie rozwijac tematu. Poza tym tylko praca, dom, Potworki, gdzies tam po drodze jakis malo ciekawy weekend. A czas zasuwa do przodu...

Jedyne przemyslenia wpadly mi do glowy po wczorajszych zakupach. Po zalatwieniu sali zabaw na urodziny Bi, pojechalam rozejrzec sie za letnimi ciuszkami. Jak to na zakupach dzieciowych bywa, w moim koszyku szybko pojawialy sie kolejne sztuki odziezy. Po jakims czasie przejrzalam to, co wrzucilam i jakbym dostala obuchem przez leb! Wiecie, na wielu blogach pojawiaja sie stylizacje dzieci. Zazwyczaj patrzac na nie, lapie sie doslownie za glowe i wspolczuje maloletnim modelom. W ubiorze Potworkow stawiam glownie na wygode i nie ograniczanie im ruchow. Przyznaje jednak, ze sama nie znosze krzykliwych kolorow, wole lagodne tonacje i pastele. Lubie tez bardziej "dojrzale" dekoracje i styl. Kiedy jednak spojrzalam w koszyk, tknelo mnie, zeby spojrzec na ciuszki oczami moich dzieci. I co? Wiekszosc odwiesilam z powrotem. :) Potworki sa jeszcze male i ciesza sie z kazdej nowej rzeczy, zdecydowanie zaczynaja jednak wybierac to, co chca na siebie ubrac. A ze sa dziecmi, wybieraja rzeczy, ktore mnie przyprawiaja w najlepszym wypadku, o zmarszczenie nosa. :) Wczoraj jednak naszla mnie refleksja, ze czemu nie? Sa malymi bablami. Jesli teraz nie beda nosic kolorowych bluzeczek z wesolymi obrazkami lub durnowatymi postaciami z kreskowek, to kiedy? W ten sposob w koszyku znalazl sie t-shirt z okropna dla mych oczu, jaskrawo-zolta ciezarowka, postaciami z My Little Pony oraz psem Scooby'm. Myslac wlasnymi kategoriami, w zyciu bym ich nie wybrala, ale piski radosci i okrzyki "To koniki!" oraz "O, piesiek! Cienzialuwa!" potwierdzily, ze podjelam sluszna decyzje. Pewnie, ze w potworkowej szafie znajdzie sie tez "powazniejsza" odziez. Ale wesole, dzieciece ciuszki raczej beda stanowic wiekszosc. Kiedys, na jakims blogu przeczytalam, ze w dziecku od najmlodszych lat trzeba ksztaltowac gust i zamilowanie do elegancji. Zalozenie podniosle i piekne. Tylko, ze dziecko jest dzieckiem, po co robic z niego malego-starego? Gusta same im sie zmienia i wyksztalca. Teraz maja czas na krzykliwy roz oraz niebieskie samochodziki na pomaranczowym tle. :)

Na koniec, poniewaz przed weekendem juz raczej sie nie odezwe, zostawiam Was z paroma zdjeciami (i kilkoma dodatkowymi zdaniami).

Narcyzy oraz hiacynty niemal-rozkwitle
To zielsko w tle nazywa sie tutaj Garlic mustard. Narazie jest male, ale rosnie do pol metra wysokosci! Pochodzi z Europy, gdzie mialo (lub nadal ma) nawet jakies zastosowania kulinarne, ale u nas jest roslina inwazyjna i co roku doprowadza mnie do szalu! Wyrasta wszedzie tam gdzie nie ma trawy i to jak widac w ogromnych ilosciach. Na szczescie w miare latwo sie wyrywa, tylko, ze tyyyle tego jest... :/

W poprzedni weekend wiosna trwala w najlepsze, a w sobotnie popoludnie nawiedzilo nas nawet lato, bo temperatura skoczyla do 25 stopni, a matka spalila sobie nos. :) Potworki, tak jak z wielka pasja tarzaly sie w sniegu, tak teraz z luboscia korzystaja z dobrodziejstw kolejnej pory roku. A szczegolnie z lzejszych kurtek i wygodniejszego obuwia.



W niedzielne popoludnie nastapila tez inauguracja sezonu na placu zabaw. Gdzie wygralo co? Hustawki, a jakze. :)


 
Kiedy przestapily brame placu, Potworki doznaly silnego szoku. Bi dosc szybko sie ogarnela i po niepewnym pytaniu co ma robic, na nasza rozbawiona odpowiedz, ze ma sie bawic tam gdzie ma ochote, z piskiem pognala na zjezdzalnie. Nik za to stal jak slup soli i patrzyl oglupialy na taka ilosc dzieci, zabawek i halasu. W zeszlym roku kiedy zakonczylismy wypady do parku, nie mial jeszcze 2 lat i zaloze sie, ze przez zime zupelnie zapomnial o tym miejscu. Chwilke mu zajelo zeby sie otrzasnac. Na poczatku biegl na slepo za Bi, ale szybko odzyskal nieco pewnosci siebie i znalazl wlasne sciezki. I znow sie zaczelo: jeden rodzic za jednym dzieckiem, drugi za drugim! Pogadac w spokoju z M. moglam dopiero kiedy oba Potwory ulokowaly sie w tym samym czasie na hustawkach. :)
 
Udalo mi sie tez strzelic calkiem udane zdjecie naszego siersciucha.
 

 
Ten groznie wygladajacy psiur to najwieksza ciapa jaka znam. I najcierpliwsza. Dzieciaki robia z nia co chca. Milosc notorycznie okazuja jej w taki sposob:
 

 
A Majucha znosi to grzecznie i merdajac ogonem! :)
 
Po letnim weekendzie wrocila do nas wiosna w wydaniu bardzo wczesnym i Potworki zostaly skazane na zabawy glownie domowe. Tu musze sobie zapisac "ku pamieci", ze coraz czesciej bawia sie zgodnie razem. Nawet przez pol godziny! Mozna w spokoju wypic kawe! ;) Oczywiscie wszystko co dobre szybko sie konczy i za jakis czas rozlega sie wrzask, tudziez placz i jedno albo drugie przybiega na skarge, ze "on/ona mi dokucia!". :) Czasem trzeba tez ratowac syna z rak rzadzialskiej a przy tym sadystycznej starszej siostry i tu juz raczej nie jest mi do smiechu.
 
Co do zabaw, to kroluje bieg przez plotki, gdzie w korytarzu Bi uklada przeszkody w postaci rzadkow zabawek, ktore nalezy przeskakiwac. Poza tym hitem sa najzwyklejsze pudla, wypelnione drobnymi zabawkami majacymi symulowac wode. Dzieciaki odbywaja w nich na zmiane kapiele, po czym wycieraja sie nawzajem kocykiem udajacym recznik i nastepuje zamiana.
 

Co jest takiego fascynujacego w tej zabawie? Nie mam pojecia...
 
Poza tym czesto, na srodku salonu, wykwita nam taki twor:
 
 
Czyli po prostu namiot, albo po tubylczemu fort. :)
 
A Maya malo ze skory nie wyskoczy zeby sprawdzic co sie tam w srodku wyprawia.
 
 
 
A na koniec pokaze cos, co niezmiennie mnie zachwyca kazdego roku:
 
 
Poznajecie? To BEZ! Juz sie nie moge doczekac tego zapachu! :)
 
Milego weekendu!
 
PS. Wlasnie pada u nas deszcz ze sniegiem. DESZCZ ze SNIEGIEM! Pod koniec kwietnia!!!

31 komentarzy:

  1. Co do ubrań-popieram! Dzisiejsze ciuszki choć śliczne nie zawsze podobają się bąblom! Dobrze robisz, że patrzysz na to ich oczami. Fajna z Ciebie Mama, wiesz? :*
    A co do kryzysu to przejdzie!! To tylko przesilenie wiosenne i efekt ostatnich wkurwów/stresów :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Noelka - mow mi tak dalej! :D

      Usuń
  2. Moja droga- ja sobie wypraszam jakies kryzysy i niecheci do bloga ;)
    Czekam zawsze na nowiny od Was, wiec- cialo do pionu i pisz mi tu co slychac u Potworkow :)
    Czasami warto poszalec z ciuszkami- wlasnie tak aby dzieciaki mialy frajde, lubie ladnie ubrane dzieci- ale nie musza to byc kopie rodzicow badz co gorsza nosic jakis ciuchow pozal sie boze disajnera ;) , ktory przebiera dzieciaki zamiast ubierac.
    Dni mijaja , juz blizej niz dalej.... powodzenia, wytrzymasz te dwa tygodnie ;)
    Pozdrawiam slonecznie z Niemcowa!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz 2 dni - uwierzysz??? :)

      Ja tez lubie moje Potworki wystrojone. Przyznaje, ze do kosciola ubieram ich powazniej, na takie mini kopie doroslych. Ale na codzien, do biegania, niech tam sobie nosza bluzeczki w kotki i pomaranczowe spodenki. :)

      Usuń
  3. Ja też szykuje się na zakupy letnie.i chyba wykupie pół sklepu 5.10.15 bo teraz mają taką cudną, barwną kolekcje że nie mogłam wyjść z zachwytu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja moich obkupilam, a potem przejrzalam ich szafe i okazalo sie, ze 80% ciuszkow letnich z zeszlego roku nadal jest dobra, bo kupowalam na wyrost. ;) Dlatego narazie odpuszczam. Musze sie jeszcze tylko rozejrzec za sandalkami i lato mam z glowy. :)

      Usuń
  4. Witam.Jak tylko zaczęłam czytać to od razu mi się lżej zrobiło, (głupio mi że tak rzadko zaglądam tu i do siebie ) że nie tylko ja tak mam z brakiem weny i niechciejstwem.
    Co do ciuszków to mam to szczęscie w nieszczęściu,że większość dostaje,wiec z wydatkami nie mam problemu i ewentualnie dokupuje jak są braki albo cos do mnie krzyczy ze sklepowego wieszaka.Podobają mi się różne stylizacje,takie typowo dzidziusiowe jak i dorosłe.Myślę,ze fakt,kształtujemy gust w naszych dzieciach,ale one tez mają.będa mieć swoje " widzi mi się " i zdanie. Tesknie za naszym Fegarem,a Wasze zdęcia doprowadziły mnie do łez,wiem że dogadywaliby się z Riczi doskonale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdemu sie zdarza. :) Mi chwilowo przeszlo, to za to nie mam czasu. ;)

      Ja bylam do niedawna rozpieszczana z ciuszkami dla Bi, bo dostawalam mnostwo po siostrzenicy. Niestety, siorka urodzila druga corke i teraz wszystkie ubranka trzyma dla Mlodszej. Pozytyw jest jednak taki, ze w szafie Bi znajdzie sie mniej rozu, bo moja siostra miala chyba jakas obsesje. ;)

      Usuń
  5. Już niedługo, trzymaj się! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam, trzymam i nie puszczam! :D

      Usuń
  6. W jakim ładnym miejscu macie plac zabaw!
    Co do ubranek, 100% poparcia, czemu miałabym odmawiać dziecku przyjemności płynącej z różowej bluzki z świnką peppą? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie! Sama sie krzywie na polaczenie rozowego z rozowym, ale Bi az piszczy ze szczescia. ;)

      Plac zabaw jest na obrzezach duzego parku. Ta gorka z tylu jest idealna na zimowe saneczkowanie. :)

      Usuń
  7. Właśnie miałam (po fotach) pisać - o, u Was też lato!
    Jak to deszcz ze śniegiem???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak to... ;) Kwiecien - plecien...

      Teraz to naprawde mamy lato - 26-28 stopni. Przynajmniej w tym tygodniu, bo potem roznie moze byc... :)

      Usuń
  8. Ja letnie rzeczy kupuje na wyprzedazy. Na tegoroczne wakacje chlopcy maja juz wszystko.
    A jesli chodzi o pogode to wszystko od Was przychodzi do nas.
    Wczoraj 18'C- pelne slonce, a w poniedzialek ma padac deszcz ze sniegiem?
    Maya jest przeslodka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez sporo kupuje na wyprzedazach. poza tym mam ulubiony sklepik z uzywanymi, dzieciecymi ubrankami, gdzie czesto znajduje perelki - ciuszki nowiutkie, jeszcze z metkami.

      Jesli o pogode chodzi, to w takim razie szykujcie sie na upaly - do nas w tym tygodniu przyszlo lato! :D

      Usuń
  9. Ja ilekroć mam coś kupić do ubrania dla dzieci to przeżywam prawdziwy koszmar:(((( Nie lubię wydawać tylu piniędzy na tak małe rzeczy, więc jak mogę to kupuję używane... Piękne masz Potworki:))) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubie polowac w sklepie z uzywana odzieza, albo na wyprzedazach. Najbardziej przerazaja mnie ceny butow, a te niestety chce kupowac tylko nowe i porzadnej jakosci. Zwykle wydaje na nie wiecej niz na wlasne obuwie, a ja przeciez nosze je kilka lat, a nie jeden sezon! :)

      Usuń
  10. Ja weszłam dziś przed pracą do 5.10.15 i mało brakowało, a dostałabym oczopląsu :P Tyle tam pięknych ubranek :D
    Podobnie mam wchodząc do Smyka :)
    Nie da się jednak ukryć, że ceny potrafią być tam kosmiczne dlatego też jestem częstym gościem w lumpeksach :)
    Bardzo często można kupić tam prawdziwe perełki za grosze :)
    Piękny plac zabaw! Istny raj dla Dzieci :)
    Uściski! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten plac zabaw jest ogromny. Mamy do niego jakies 20 min autem, wiec nie tak blisko, ale dzieciaki go uwielbiaja. Z racji wielkosci zwykle nie ma tam tloku, a latem maja nawet fontanny dla dzieciakow. :)
      Ja tez lubie sklepy z uzywanymi ciuszkami. Ale buty zawsze kupuje Potworkom nowe, a to ich ceny najbardziej zwalaja z nog... :/

      Usuń
  11. A ja mam to szczęście, że ciuchy mam "spadkowe" i prawie nic nie muszę kupować. Głównie buty :) A co do kolorowych bluzek z nadrukami to ja nie jestem przeciwna - dzieciństwo powinno być kolorowe, wesołe i szczęśliwe, a skoro tak niewiele może uszczęśliwić szkraba, to czemu nie? A, że dziewczynka kocha spadermana - też nie ma w tym nic złego - tak jest u nas :)

    A Maya jest cuuuuuudownym psiakiem - sama bym ją wyściskała tego pięknego sierściucha :D

    Wiem, że mało piszę ostatnio, ale czytam Ciebie na bieżąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maya by Cie w odpowiedzi dokumentnie wylizala. :D

      Szczescie masz z tymi "spadkowymi" ciuszkami. Ja dostawakam dla Bi sporo po siostrzenicy, ale odkad siostra dowiedziala sie, ze jej drugie dziecko tez bedzie dziewczynka, zachowuje wszystkie ciuszki Starszej dla Mlodszej...

      Usuń
  12. Tak, taki blogowy kryzys jest okropny, przerabialam go jakis czas temu, mega dlugie przerwy w pisaniu, mega duze zaleglosci potem, co zloscic troche zaczelo, kiedy kryzys zmalal, bo zal mi sie zrobilo, ze tyle fajnych i waznych wspomnien z zycia moich dzieci nie spisalam. Powoli staram sie to jakos nadrobic.
    Jak na brak weny to i tak calkiem niezly i spory post Ci wyszedl ;) Super sa takie zabawy w "namiot", ilez ja sie w to wybawilam w dziecinstwie :) :)
    Temat ubranek - dokladnie tak, najbrzydszy dla mnie dresik z pociagiem Tomkiem jest ulubiona rzecza mojego synka. ;) Ale kiedy jak nie teraz maja to nosic, wiec nosza. Potem beda nosic koszulki z AC/DC ;)
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz zaczelam pisac, to poszlooo... :) Ale zebrac sie nie moglam. Tak samo mialam po 3-tyg. urlopie od bloga podczas wizyty w Polsce. Po powrocie kompletnie nie chcialo mi sie pisac. Gdybym wtedy po prostu przestala, pewnie nawet bym nie zatesknila... :)

      Taaak, za pare lat to oni beda mi dyktowac styl i sklep. A bron Boze wpadla bym na pomysl kupowania w lumpeksie! :)

      Usuń
  13. Tak, taki blogowy kryzys jest okropny, przerabialam go jakis czas temu, mega dlugie przerwy w pisaniu, mega duze zaleglosci potem, co zloscic troche zaczelo, kiedy kryzys zmalal, bo zal mi sie zrobilo, ze tyle fajnych i waznych wspomnien z zycia moich dzieci nie spisalam. Powoli staram sie to jakos nadrobic.
    Jak na brak weny to i tak calkiem niezly i spory post Ci wyszedl ;) Super sa takie zabawy w "namiot", ilez ja sie w to wybawilam w dziecinstwie :) :)
    Temat ubranek - dokladnie tak, najbrzydszy dla mnie dresik z pociagiem Tomkiem jest ulubiona rzecza mojego synka. ;) Ale kiedy jak nie teraz maja to nosic, wiec nosza. Potem beda nosic koszulki z AC/DC ;)
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  14. Piesek świetny. Namiot i zabawa w kąpiel tez ;-) Fajnie maja twoje dzieciaki, ze sa we dwojke z taka mala roznica wieku i moga wszystko robic razem :-)

    A jesli chodzi o pogode to coz sprawdza sie stare przyslowie: "kwiecien placien, co przeplata troche zimy troche lata" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ze taka mala roznica wieku, choc nieplanowana, to byl strzal w 10! :) Potworki maja wspolne zabawy, a Bi jest intelektualnie tylko troche "do przodu" w stosunku do Nika. Jeszcze z rok i Nik powinien dogonic ja rowniez fizycznie. Warto bylo sie przemeczyc 5 miesiecy z dwojka dzieci ponizej 2 lat. :)

      Usuń
  15. Blogowy kryzys masz nie tylko Ty więc się nie przejmuj :) musimy mieć tylko nadzieję, że to samo minie.

    Ciuchy z nadrukami są najlepsze, radość dzieciaków jak to widzą jest bezcenna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi juz kryzys przechodzi, ale za to nie mam czasu. Cos za cos. :)

      Usuń
  16. Hhheh, my też mamy takiego psiaka - husky z morderczym wzrokiem, a tymczasem to kompletna ciapa i tchórz, który na widok H. w ciemnym korytarzu posikał się ze strachu :D
    Mam tak samo z zakupami ubraniowymi. Również dla siebie. Zdarza mi się kupić coś ładnego, ale kompletnie niewygodnego, co potem z powodzeniem znajduje swoje miejsce na samym dnie szafy. Laura na razie jeszcze nie wyraża swoich preferencji ubraniowych, ale pamiętam z jaką przyjemnością ubierałam rzeczy z bajkowymi bohaterami więc nie będę tego odbierać własnej córce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest smiesznie, bo pierwszy zaczal zdradzac preferencje ubraniowe Nik, chociaz jest mlodszy Mial jedna bluzeczke z pieskiem i jedna ze straza pozarna i ciagle sie ich dopominal. Za jego przykladem poszla Bi i od tego czasu co rano mialam ryk, bo wybralam im nie takie ciuchy... :/

      Haha, usmialam sie z Waszego Huskiego! Nasz siersciuch z kolei przez ponad rok nawet raz nie szczeknal. W koncu zaczela szczekac, ale nie na obcych, gdzie tam! Obcy to dla niej kolejni kumple do zabawy! Szczeka na nas, jak tylko ktos wezmie miotle lub lopate, ogolnie jesli niesie w reku cos dlugiego, Maya mysli, ze to zacheta do zabawy. I szczeka tak, ze echo niesie, a ja az podskakuje. ;)

      Usuń