poniedziałek, 15 września 2014

Weekendy sa stanowczo za krotkie...

Pomimo tego, ze w piatek moja wiara w ludzi, ktora juz byla mocno ograniczona, zostala dodatkowo zachwiana, weekend zaliczam na plus...

Oprocz sytuacji z soboty wieczorem, kiedy moj syn znowu zemdlal... Chyba czas ponownie skonsultowac sie z pediatra. To juz trzeci raz w ciagu tygodnia (omdlenie, nie konsultacja). Obawiam sie, ze w miare jak Mlodszy wkracza glebiej w bunt dwulatka, takie sytuacje beda sie pojawiac coraz czesciej. Zauwazylismy bowiem, ze kiedys Niko zanosil sie az do omdlenia, kiedy sie przewrocil i mocniej uderzyl. Ale w minionym tygodniu, na te 3 razy, tylko raz sie potknal i zaryl uchem w podloge. Dwa pozostale razy, po prostu wymuszal rykiem, az stracil nad soba kontrole. :(

Z milszych wydarzen weekendowych, mam w koncu w kuchni nowy zlew! M. walczyl z tym cholerstwem cala sobote, od okolo 9 rano, do prawie 17! Malzonek sie smieje, ze odkad kupil dom, zaliczyl juz "kariere" stolarza, elektryka, a teraz mial przyspieszony kurs hydrauliki. ;) Co nie jest do konca prawda, bo juz zaraz po przeprowadzce 5 lat temu, musial naprawic przeciekajacy kibel oraz odplyw wanny. ;)

Rzecz jasna, nigdy nic nie idzie pomyslnie i gladko. Okazalo sie wiec, ze stary zlew byl chyba zeliwny (w kazdym razie z czegos tak ciezkiego, ze M. z trudem dal rade go podniesc zeby wyniesc z domu), siedzial wiec na blacie glownie sila wlasnego ciezaru i przy pomocy odrobiny kleju. Nowy zlew jest leciutki i latal sobie swobodnie po blacie. Sam silikon nie utrzymalby go w miejscu, M. musial uzyc specjalnych "przykretek". I tu powstal pierwszy problem, bo dziura po starym zlewie byla zbyt mala, zeby zmiescic nowy zlew i te "trzymadla". Pierwszy pomysl: powiekszyc otwor. M. zaczal szukac w domu odpowiedniego narzedzia, ktorego oczywiscie nie posiada, wiec improwizowal. Efektem jest szczerba w blacie, ktora nowy zlew ledwie, ledwie zakrywa. :/ Pomysl drugi: wypozyczyc potrzebny sprzet. Tutaj, z duma stwierdzam, ze oszczedzilam mezowi czasu i fatygi, a moze i wiekszego problemu. Spojrzalam bowiem na to co sie w kuchni wyprawia i natychmiast rzucilo mi sie w oczy, ze nawet jesli M. skutecznie powiekszy otwor, bedzie on siegal brzegow szafek i "trzymadla" od zlewu nie beda sie mialy o co zahaczyc... Koniec koncow, M. musial wiercic otwory w blacie i cos tam wykombinowal, ze nowy zlew jednak siedzi w miejscu i sie nie rusza. W szczegoly jak to zrobil, nie wnikam. :)

Problemem okazalo sie tez posiadanie garbage disposal. Nie mam pojecia jak sie to nazywa po polsku, ale jest to rodzaj mlynka zaczepionego pod spodem zlewu, do ktorego splukuje sie wieksze resztki, zeby je zmielil zanim poleca do wlasciwiego odplywu. Zapobiega po prostu zatkaniu rury. Sama z siebie nie instalowalabym takiego ustrojstwa, bo przyzwyczajona jestem do splukiwania wiekszych resztek do kibla. Jest to jednak kolejna z rzeczy "odziedziczona" z domem. A skoro juz jest, to czemu nie skorzystac? Dla M. oznaczalo to jednak wiecej akrobacji, bo okazalo sie, ze zasilanie tego urzadzenia, zamiast do kontaktu, idzie "w sciane". Nie mozna bylo wiec (jak to pokazywali na YouTube) przewrocic zlewu do gory nogami, przykrecic garbage disposal, po czym zwyczajnie odwrocic zlew i wsadzic go w blat. Trafienie w odpowiednie zaczepy od spodu, w szafce, kiedy cholerstwo troche wazy, okazalo sie wyzwaniem na dobre pol godziny. :) A kiedy w koncu zostalo przykrecone, okazalo sie, ze przy ponownym instalowaniu do odplywu, poszla jedna z uszczelek i cieknie...

Ja z kolei "walczylam" z potomstwem, ktore zamkniete w domu dostawalo kota... Bo oczywiscie, jak na zlosc, pogoda sie spierdzielila i udalo nam sie wyjsc na dwor tylko na marne pol godzinki, po czym zaczelo padac. :/ A kiedy wreszcie M. skonczyl i chcialam odkurzyc w kuchni, okazalo sie, ze zepsul sie odkurzacz. Po dokladniejszych ogledzinach odkrylismy, ze odkurzacz dziala, ale rura sie zatkala. Troche zajelo nam zlokalizowanie zatkanego miejsca, ktore okazalo sie byc (jakze by inaczej) w jedynym zgieciu rury. M. znow sie nameczyl, zanim wypchnal zrodlo "korka", ktorym okazal sie byc kawalek przysmaka Mai. Mowie Wam, jak nie dzieci to pies... Najwazniejsze jednak, ze odkurzacz znow dziala jak zloto... Moj malzonek spytal potem ironicznie czy mamy w domu jeszcze cos co wymaga zreperowania? Skoro leci na fazie napraw, to moze zmarnowac reszte soboty...

Nowy zlew niesamowicie rozswietlil nam kuchnie. Stary byl bowiem czarny...

Przed:



Po:



Tak przyokazji. Czy ktos wie jak czyscic zlewy ze stali nierdzewnej, zeby nie zostawaly na nich plamki od wody? Ten moj czyscilam juz kilka razy i szlag mnie trafia, bo wystarczy go lekko spryskac, a kropelki wysychaja w plamy... Wiem, wiem, nie mam wiekszych problemow, ale niesamowicie mnie to irytuje i zaczynam zalowac, ze nie wybralam zwyklego, bialego... Myslicie, ze M. zamordowalby mnie gdybym mu powiedziala, ze chce go zmienic? ;)

Wczoraj po poludniu oficjalnie otworzylismy sezon karmienia kaczuszek. :) Ostatni raz bylismy nad naszym ulubionym stawem jakos w maju i ptactwo bylo tak objedzone, ze kompletnie ignorowalo rzucane im okruchy. Wczoraj, po lekkim szoku, ze MAZ proponuje wyjscie z domu, ponuro przewidywalam, ze to dopiero wrzesien, ze jeszcze w miare cieplo, wiec pewnie ptaszyska dalej beda krecic nosem na suchy chleb. Ale czekala mnie niespodzianka, bo pierzaste stwory rzucily sie na jedzenie, jakby rok nie jadly!



Jak widac ptaszki podchodzily pod same nogi. Kaczuchy sa bardziej strachliwe, ale gesi braly chleb prosto z moich rak. Niko chetnie poglaskalby nowych "przyjaciol", ale niestety wykonuje zbyt gwaltowne ruchy. O takie:



Jak widac, przestrzen wokol niego gwaltownie opustoszala. :)

A tu moje dwa Jasie Wedrowniczki. ;)



Mozna juz z nimi pojsc spokojnie na dluzszy spacer! Na wiosne w sumie juz sie dalo, ale wtedy jeszcze Niko natrafiwszy na cos interesujacego (kamien, krzak, kapsel, papierek...) kontemplowal to przez 15 minut i odmawial dalszego spaceru. Teraz juz zaczyna (mam nadzieje) odczuwac przyjemnosc z samej wedrowki. Na prawdziwe szlaki, ktorych jest tu bardzo duzo i sa zazwyczaj swietnie oznaczone, po wiosennej przygodzie "niedzwiedziej" chyba sie jeszcze dlugo nie odwaze pojsc z dziecmi... Ale na dluzszy spacer w parku - czemu by nie? :)

A na koniec fota z serii: chodzcie zrobie Wam zdjecie, gdzie Bi strzela focha "Nieee..." i zaczyna sie chowac za tata, a Niko protestuje na swoj sposob, czyli ciagnie ojca za reke, wolajac "Dziamy!" [idziemy]...

Ech... Tak trudno jest z nimi zrobic pamiatkowe zdjecie... ;)


 
 
Za to dzis rano przezylam szok. Termiczny. Kto wylaczyl ogrzewanie??? Na termometrze mielismy 8 stopni! Oprocz bluz musialam ubrac dzieciom kamizelki, co Niko ostro oprotestowal i balam sie, ze mi sie zaniesie tak sie wil i szarpal za nieszczesna garderobe... Kurcze, musi sie przyzwyczaic, bo za chwile zaczna sie kurtki, czapki i szaliki... Brrr... Nie chce o tym nawet myslec! Poki co po poludniu temperatura ma wrocic do normalnych 20 stopni. A ja te "skoki" przyplacam bolem glowy. :(

21 komentarzy:

  1. Do zlewu polecam sodę oczyszczoną :) Super się błyszczy zlew po niej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdolnego masz męża :)
    Ja czyszcze zlew tak: trochę proszku na to ocet, po pięciu minutach ścieżką przecieram i spłukuje, płaszczy się długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze wyprobowac, dzieki! ;)

      No, musze pochwalic malzonka, ze jesli chodzi o takie drobne, domowe naprawy, to sie sprwadza, niech mu bedzie... ;)

      Usuń
  3. Niestety taki zlew ma to do siebie że kadą krople wody widać, jak już to polecałabym zlew metalowy ale taki z fakturą jakąś a nie gładki-no ale na takie rady to już chyba za późno; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, no za pozno, niestety... :(

      Usuń
  4. Kurcze, martwie sie o Niko... moze lekarz powinien skierowac na jakies badania neurologiczne ? Te omdlenia sa nieco niepokojace.... :(

    Zlew sliczny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mysle, ze powinnam to ponownie skonsultowac z pediatra... Najbardziej sie boje, ze on kiedys po takiej akcji NIE zacznie ponownie oddychac... :(

      Usuń
  5. Fajnie, że masz takiego fachowca w domu! Normalnie złota rączka do wszystkiego :)

    8 stopni? Szaliki i czapki? Oh yeahhhh!!! Przyślij do mnie taką pogodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaje, ze M. ma "dryg" do takich prac domowych. Tyle, ze kiedy je wykonuje, najlepiej schodzic mu z drogi, bo wsciekly jak osa. ;)

      Chetnie bym sie z Toba zamienila na klimaty. ;)

      Usuń
  6. Takiego zlewu pozbyłam się ponad 8 lat temu i nie żałuję, bo zawsze wyglądał poplamiony i jakby brudny. Moim marzeniem był zlew granitowy, ale ceny mnie zniechęciły, za to kupiłam imitację (materiał jak brodzik) dokładnie w kolorze blatu i do tego taką samą baterię i do dziś go uwielbiam właśnie za to, że nie wymaga czyszczenia i polerowania :D

    A u nas dziś grubo ponad 20 stopni - no bosko jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, zanim sie zdecydowalam, powinnam byla najpierw popytac na blogu, glupia ze mnie baba! :/

      U nas w dzien tez okolo 20, ale poranki i wieczory sa masakrycznie zimne...

      Usuń
  7. Jednak z takim zlewem jest ciężko. W rodzinnym domu taki mieliśmy i u siebie powiedziałam, że na pewno podobnego nie kupię. ;)
    Pogoda była bardzo ładna, oby taka ciepła jesień i mało deszczowa utrzymała się jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a ja mialam kiedys taki na wynajetym mieszkaniu i nie pamietam, zebym sie z nim tak mordowala. Tylko teraz mysle, ze wynajmujac nie przejmowalam sie az tak bardzo schludnoscia i estetyka... No i pamiec moze mnie zawodzic, bo to bylo 11 lat temu. :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zlew sliczny, nowy, czysciutki, swiezy! B. ladny, mam taki sam, tez dosc nowy.
    Ma slady po wodzie, bo sluzy do nalewania wen wody. Tak wyjasniam, jakbys nie wiedziala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no wlasnie przez to wlewanie wody zostaja potem plamki. Chyba przestane zmywac, o! ;)

      Usuń
  10. O zlewie przeczytałam z dużą ciekawością, bo jestem na fali urządzania nowego mieszkania.
    U nas są specjalne środki do usuwania kamienia i osadów z wody i mydła, dobrze też działa roztwór octu, szczególnie podgrzany. Ja sama bronię się przed stalowym zlewem, szczególnie błyszczącym, teraz mam matowy i chropowaty. Biały najłatwiej się czyści. Podobają mi się granitowe, ale cena trochę odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, gdybym wczesniej spytala na blogu, to w zyciu bym stalowego nie wziela. A wybralismy taki, bo wszystkie sprzety w kuchni tez mamy ze stali nierdzewnej i ten zlew nam po prostu elegancko pasuje. Tylko, ze okazal sie cholernie niepraktyczny, nie polecam... :/

      Usuń
  11. mam identyczny zlew, wycieram do sucha i ..ignoruję te ślady bo przecież się można zajechać, za każdym razem nie da się polerować, szkoda życia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie po krotkim czasie tez naucze sie "nie widziec" tych sladow po wodzie. Narazie tylko, poki zlew dopiero co zainstalowany, chcialabym zeby wszystko tak sliczniutko wygladalo, a tu kropki, plamki i osad... Chyba mam twarda wode, ale na to to juz nic nie poradze...

      Usuń