piątek, 6 grudnia 2013

Indyk i grudzien na wariackich papierach

Szybkie podsumowanie dlugiego weekendu:

W Thanksgiving, kiedy wszyscy siedza w domu i pichca, fajnie robi sie zakupy. Sklepy swieca pustkami (w sensie ludu, bo polki uginaja sie pod ciezarem produktow).

Nasza ulubiona kafejka, z okazji Swieta Dziekczynienia, rozdawala kawe za darmo. Bardzo mily gest, szczegolnie dla niedospanych rodzicow dwojki maluchow. ;)

Indyk pieczony w kawalkach nabiera lepszego smaku, nie jest suchy i nawet ja zjadlam go ze smakiem.

Bi chciala jesc indyka kiedy jeszcze surowy lezal w zlewie, ale upieczonego posmakowala i wyplula. Zjadla dwa plasterki pieczonego slodkiego ziemniaka i to byla jej cala kolacja. :/

Nik podlaczyl sie pod moj talerz, wpalaszowal dobra cwierc matczynej porcji indyka i ziemniaczkow, po czym porzucil mnie na rzecz talerza ojca, z ktorego tez niezle uszczknal. Balam sie, ze peknie. :)

Dzieci nie spiace od 11 rano (Nik) lub caly dzien (Bi), po godzinie 17 sa juz nie do zniesienia.

Wieksza ilosc osob w domu skutecznie odwraca ich uwage od tego, ze sa kompletnie wyrabane i jakos potrafia wytrzymac do 19. :)

Zima musimy koniecznie pamietac o dokarmianiu naszych znajomych kaczuszek. Biedaki zyja sobie w malej przerebli na jeziorku i malo nozek nie pogubily slizgajac sie na lodzie kiedy pedzily do rzucanych kawalkow chleba.

Niko w czasie dlugiego weekendu calkowicie porzucil raczkowanie. Teraz chodzi, chodzi, chodzi... Pomalu, ostroznie, na szeroko rozstawionych, palakowatych nogach, ale chodzi. Samodzielnie. Roczek mamy wiec oficjalnie "przetuptany". :)

Poza tym dzieci mi sie podczas dlugiego weekendu "popsuly". Z Bi nagle zrobila sie panna obrazalska. Kiedy cos idzie nie po jej mysli, przestala sie (prawie) drzec, za to idzie do kata i odwraca sie do wszystkich tylem, albo patrzy wzrokiem bazyliszka. I nie odzywa sie. Nie pomagaja wtedy proby odwrocenia uwagi czy zagadania. Musi swoje odsiedziec, a czasem trwa to nawet 10-15 minut. :) Nik za to zaczal proby wymuszania wszystkiego wrzaskiem. Nadal sie tez zanosi, ale teraz robi to kiedy chce cos dostac, albo kiedy ktos (najczesciej siostra) mu cos zabierze. Tak wiec dlugi weekend do spokojnych (a juz napewno do cichych) nie nalezal. :)

Teraz o grudniu. Juz po tych pierwszych kilku dniach miesiaca widze, ze nie bedzie mnie tu za duzo. Juz jestem ciagle do tylu z Waszymi postami, odpowiadaniem na komentarze pod wlasnymi, ze o pisaniu nowych nie wspomne... :(

Po pierwsze, wszyscy w pracy chca pokonczyc projekty przed koncem roku. Zostalismy wiec z kolega doslownie zasypani papierami. Sleczymy nad tym cholerstwem i czasem idzie rece zalamac. Znajdujemy bledy, ktore sa po prostu glupie i wynikaja z tego, ze nikt poza nami nie fatyguje sie, zeby dokument zwyczajnie przeczytac. Co gorsza, kiedy wreczamy poprawki, wspolpracownicy obdarzaja nas tak kwasnymi minami, ze mam ochote trzepnac jedna z drugim przez leb, zeby moze nastepnym razem sprawdzili wlasne wypociny...

Po drugie odeszla nam dziewoja zajmujaca sie administracja i dokumentami. Ktos musial tymczasowo przejac jej obowiazki i dokumentacja padla na mnie, poniewaz mam dostep do prywatnego serwera. Hurra... Latam wiec i drukuje, kseruje, roznosze kopie po laboratoriach, skanuje i loguje w archiwum. Niby prosta praca, ale wymaga idealnej organizacji (szczegolnie, ze musze ja polaczyc z moimi codziennymi obowiazkami) i co sie nabiegam to moje. Moze uda mi sie nawet zrzucic pare kilo przed Swietami. Dobrze by bylo, bo pod koniec miesiaca szybko nadrobie brak kalorii. Poki co jednak robie poltora etatu w jednym i jade glownie na kofeinie. Serio! Pije 3 kawy w 8 godzin!

Zeby jeszcze bardziej mnie dobic, w srode i czwartek mamy audyt. I to ten gorszego rodzaju bo od nowego klienta. Starzy klienci maja latwiejsze, bo zazwyczaj patrza na projekty, ktore juz dla nich wykonalismy. Nowi za to przegladaja nasze wszystkie systemy i szukaja przyslowiowej dziury w calym... :(

To by bylo o pracy. Poza tym w sobote mamy firmowe Christmas Party. Nadal bije sie z myslami czy isc. Caly rok czekalam na ta impreze, a teraz moja obecnosc stoi pod znakiem zapytania. :( A dlaczego? Poniewaz musialabym isc sama. M., po oparzeniu Nika stanowczo odmawia zostawienia dzieci z kimkolwiek poza nami samymi. A bez niego tak srednio mi sie chce isc, w koncu zazwyczaj sa tam same pary...

W nastepna sobote za to jest impreza Bozonarodzeniowa u mojej kumpeli. Juz obiecalam, ze wpadne, bedzie grupa fajnych ludzi, spedze milo czas i moze troche sie odstresuje. Impreza jest jednak "bezdzieciowa", wiec znow musialabym zostawic M. z Potworkami i troche mnie gryzie sumienie. No i wypada cos upichcic (tak jest tu przyjete, ze zazwyczaj na imprezy kazdy przynosi cos do przekaszenia)... Tylko kiedy? Chyba w nocy... Dodatkowo, nastepnego dnia chcemy urzadzic Nikowi przyjecie urodzinowe. Co prawda tylko w rodzinnym gronie, ale i tak trzeba cos ugotowac, zamowic tort, posprzatac chalupe, itd.

Jakby malo bylo stresu, M. dostal zawiadomienie w pracy, ze na czas miedzy Swietami i Nowym Rokiem przenosza druga zmiane na dzien. Tak sie wkurzylam, ze mialabym ochote podjechac do jego szefa i wygarnac co o tym mysle. Do cholery jasnej, jesli ktos wybiera prace w nocy, to zazwyczaj ma ku temu powod, czyli jakies dzienne zobowiazania! My mamy problem, co zrobic z Nikiem. Nie mamy zaufanej opiekunki, a moj tato juz powiedzial, ze nie podejmie sie calodziennej opieki nad wnuczkiem, zreszta po ostatnich wydarzeniach nie bardzo mu ufamy. Zostalo nam kilka opcji, ale zadna tak naprawde mi nie odpowiada. Pierwsza to oczywiscie wziac wolne z pracy. Nie chce jednak marnowac urlopu na opieke nad dziecmi, kiedy myslimy o przylocie do Polski tego lata. Niby to tylko 3 dni, ale jesli rzeczywiscie sie zdecydujemy, bede potrzebowala przynajmniej 10 dni wolnego, a przy tutejszym systemie (2 na miesiac) ciezko je uskladac. Druga opcja to oczywiscie dla M. nie przychodzic do pracy. Ale wtedy nie zaplaca mu ani za te dni, ani za Swieta... No i trzecia, z ktora wiaze najwieksze nadzieje, to zostawic Nika u opiekunki Bi. Tu oczywiscie zalezy czy sie zgodzi, bo opieka nad takim maluchem to w koncu troche ciezsze zadanie niz grupka dwulatkow...

Poza tym ida Swieta, a ja nie mam czasu na gruntowne porzadki. Chyba w ogole je sobie odpuszcze i po prostu ogarne chalupe "po lepkach", jak zwykle. Miedzy weekendowymi spotkaniami towarzyskimi, urodzinami Nika, oraz zwyklymi zakupami i zalatwianiem spraw, trzeba jeszcze znalezc czas na zakup i ubranie choinki. I pojechac z Nikiem na pobranie krwi przed bilansem roczniaka. I kupic ostatnie prezenty. I zapakowac i wyslac paczki do Polski. A zostaly tylko 3 weekendy, bo w tygodniu nie mam oczywiscie szans na zrobienie czegokolwiek. :(

Na szczescie bylam przewidujaca i prezenty na Mikolajki dla dzieci i urodziny Nika zamowilam przez internet. Jak rowniez czesc prezentow Gwiazdkowych. Ale sporo jeszcze zostalo do kupienia, a czasu brak... Mialam tez plan zrobic foty dzieciakom i przerobic je na kartki swiateczne. Zbieram sie juz drugi tydzien i nie mam jak, no nie mam. Chyba nie bedzie kartek w tym roku... A ja bardzo lubie wysylac (a jeszcze bardziej dostawac) nie maile, nie smsy, ale wlasnie tradycyjne kartki swiateczne...

Na weselsza nute, to wszyscy pisza dzis o Mikolaju, wiec jakbym ja mogla pominac ten temat. :) Wylamalam sie z tradycji w tym roku i zamierzam podlozyc dzieciom prezenty Mikolajkowe dzis w nocy. Po prostu chce byc w domu i zobaczyc mine Bi i spedzic z nia troche czasu na zabawie, zamiast pedzic do pracy. Ona w koncu nie zna sie jeszcze na datach i kalendarzu. :) U nas w domu zawsze prezenty znajdowalo sie w butach, wypucowanych do polysku w poprzedni wieczor. Ciekawe jak zereaguje Bi, kiedy zaczne jej tlumaczyc, ze musi wyczyscic buciory? ;)

A zmieniajac zupelnie temat na koniec, bedzie o chlopach i tym jak mnie zadziwiaja. Tzn. jeden, konkretny, czyli M. Jak wiecie, z racji pracy na druga zmiane, a potem opieki nad synem, M. spi po 3-4 godziny dziennie. Jest zmeczony, wiem to i sam czesto narzeka. Najbardziej wymordowany jest oczywiscie w piatki i sobote, po calym tygodniu. Ktos by pomyslal wiec, ze bedzie spal jak kloda. I zazwyczaj tak jest, czasem jednak "wyzsze" potrzeby przycmiewaja brak snu. Dzis na ten przyklad, Nik obudzil sie z rykiem przed 5 rano, bardzo glosno domagajac sie cycka. Poszlam nakarmic ssaka, a kiedy wrocilam do lozka zagrzac sie jeszcze chwilke przed budzikiem, M. nie spal i zaczal sie do mnie kleic, wyraznie domagajac sie same-wiecie-czego. ;) Napisze tylko, ze dopial swego, choc powiedzenie "seks z rana jak smietana" zupelnie do mnie nie przemawia. Ale w drodze do pracy zastanawialam sie nad fenomenem faceta. Ja po 3 godzinach snu nie wiem jak sie nazywam. A moj malzonek, jak go przypili, to prosze, jeszcze znajdzie energie na baraszkowanie pod koldra. ;))

Nooo... Posta pisalam 4 dni! To chyba rekord, ale wyglada na to, ze caly grudzien juz tak bedzie...

22 komentarze:

  1. Ale mnie rozbawiłaś końcówką... Czasem mam wrażenie, że nasi mężowie to bliźniacy... Mój nie tylko mimo totalnego zmęczenia zawsze znajdzie na TO siłę i ochotę, ale nawet jak całe popołudnie zrzędzi, że Go głowa boli, to w łóżku cudownie przestaje... Niesamowite :)
    Oj to grudzień masz, że tak powiem intensywnie napięty :) Ale Agatka, pomyśl, że coś się dzieje-zamieniłabyś się ze mną? Chyba nie :)
    Także życzę Ci powera i ogarnięcia tego wszystkiego, no i niech te kilogramy lecą w dół, bo u mnie szans na to z pewnością nie ma :) Na 60m2 ich nie wychodzę :)
    A na imprezę chociaż jedną to bym się na Twoim miejscu wybrała. M. przeżyje, a Tobie się należy i złapiesz trochę oddechu od konfiguracji dom-praca-dom-praca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martus, zapytaj mnie kazdego innego miesiaca i odpowiem, ze nie zamienilabym sie. Ale dzis to bym sie powaznie zastanowila. :)
      Na Christmas Party juz nie poszlam. :( Moze na impreze u kolezanki sie uda...

      Usuń
  2. hahaha, fajny dlugi post :)
    najbardziej rozbawilo mnie- "pisalam 4 dni" bo juz sie zastanawialam kiedy znalazlas na to czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, narzekam na brak czasu a pisze sobie 2 godziny posta, taka ze mnie hipokrytka! ;)

      Usuń
  3. O jak ja Cię rozumiem z tym grudniem i nawałem obowiązków . Ale mnie i tak jest łatwiej - nie mam Potworków przecież ...
    Seks z rana jak śmietana - do mnie tez nie przemawia. Za to do mojego Szanownego Małżonka tak - chodzi potem jak skowronek i milusi jest, że ho ho .

    Imprezki . Szkoda, że bez M . Ale Kochana Tobie się te wyjścia przydadzą . Na co dzień nie masz czasu na imprezowanie . Szkoda byłoby zmarnować taką okazję .

    Oj życie na obczyźnie nie tak znowu kolorowe . Czasem brakuje Babci, Cioci tudzież innej przyjaznej Duszy, która czasem zaopiekowałaby się Dziećmi . Nie zazdroszczę . Wprawdzie sama mieszkam z dala od Rodziny , a poza tym i tak nie bardzo mogłabym na nią liczyć , ale mam tu w koło wiele Przyjaznych Duszyczek , do których na pewno mogłabym się zwrócić o pomoc .

    Życzę Ci z całych sił leniwych świąt. Bo to chyba jedyna okazja w grudniu na złapanie oddechu


    Życzę Ci z całych sił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, ze w pracy to ja odpoczywam, w porownaniu z domowa gonitwa za dzieciakami. Ale teraz zaczynam miec watpliwosci. Do domu wracam padnieta jak po maratonie...
      Masz racje, moze chociaz Swieta beda spokojniejsze, w koncu bede w domu z mezem do pomocy...

      Usuń
  4. Łooooo Kobieto :) Posta pisałaś 4 dni ale przyznam szczerze, że to widać bo krótki on nie jest :) A po za tym to współczuję tego zaganiania. Masakra.
    A jak lubisz kartki świąteczne to możemy sobie wysłać nawzajem bo ja też je bardzo lubię :) Mają swoją moc :)
    Chwili spokoju życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze co pomyślałam, jak Ty znalazłaś czas na napisanie tak długiego posta, ale na samym końcu napisałaś, że 4 dni to trwało....

    Przyznam, że masz przekichane... bo ile Ty masz do ogarnięcia, a do tego praktycznie nikogo do pomocy. A teraz nawet wyjścia we dwoje odpadają, bo małżonek nie zgodzi się zostawić Nika pod opieką taty. No ni jak przekichane...

    I dlatego życzę Tobie, aby czas płynął pooooowoli i leniwie!
    Aby święta były dla Ciebie wytchnieniem a nie gonitwą.
    Abyś mogła tak po prostu usiąść w fotelu czy kanapie i wypić spokojnie kawkę i obejrzeć dobry film czy przeczytać książkę.
    Abyś mogła wyjść na romantyczną kolację z małżonkiem.
    Aby Potworki były w tym świątecznym czasie Aniołkami.
    Aby nie było kłótni.

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Pysiu, wymienilas wszystko czego sama bym sobie zyczyla! :)

      Usuń
  6. O matko, dzieje się u Was, nie ma co. Mam nadzieję, że znajdziecie rozwiązanie co zrobić z Nikiem, tak aby wszystkim Wam było jak najwygodniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, chyba bede musiala wziac jednak wolne... :/

      Usuń
  7. Oj, Ty dzielna kobieto! Ja nie wiem, jak Ty to wszystko ogarniasz i jeszcze nie zwariowałaś. Naprawdę podziwiam ten wasz tryb i życzę, abyście kiedyś mogli zwolnić. Przesyłam dużo energii na ten trudny czas i mam nadzieję, że w wszystko uda Ci się dobrze zorganizować i nowy rok będzie spokojniejszy. Obyś w święta miała czas na lenia.

    No cóż, czasem nawet nad potrzebą tak pilną jak sen coś weźmie górę ;) Ja bardzo lubiłam seks z rana, póki to jeszcze było możliwe, choć nie do końca jesteśmy w tej preferencji zgrani z mężem. On jest typem sowy - najwięcej wigoru ma późnym wieczorem, a ja istny skowronek, czego nie zrobię z rana, na to raczej nie znajdę sił później. Tak więc po cichu zazdroszczę, że Twój potrafi się obudzić o tak wczesnej porze, aby jeszcze w spokojnych warunkach zdążyć się nacieszyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, spokojnymi warunkami bym tego nie nazwala, bo ja zniecierpliwiona co chwila zerkalam na zegarek czy nie spoznie sie do pracy... ;)

      Caly czas powtarzam sobie, ze KIEDYS musze przeciez w koncu miec czas na relaks, prawda? Nik caly czas rosnie, wiec juz blizej niz dalej. :)

      Usuń
  8. Matko, jaki raport z pola walki :) Po raz stopięćdziesiąty powtórzę : SZACUN. Naprawdę ogarniasz jak złoto , a w dodatku poczucia humoru i dystansu do wszystkiego Ci nie brakuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, poczucie humoru wlacza sie dopiero w momencie pisania posta. Wczesniej jest zgrzytanie zebami ze zloscia i przeklinanie pod nosem. ;)

      Usuń
  9. Ale się u was dzieje. Przeczytałam teraz cały ostatni miesiąc- bo tyle mam zaległości :-(. Wierze, że dwójka maluchów (+ dziadek ;-) ) daje Ci popalić ale mam wrażenie, ze mogę się nawet tej jesieni z twoim przemęczeniem porównać. Nie, żeby mi ktoś jakieś dziecko nowe podrzucił, ja po prostu od trzech miesięcy jestem nieustannie przeziębiona lub mam zapalenie zatok- tak na przemian. Szlag mnie już trafia, nie mam na nic ochoty ani siły. Dzisiaj wyrwała mnie z mojego marazmu sms-em Stokrotka- i bardzo jestem jej wdzięczna za tego kopniaka bo w końcu wiem co u moich 3 blogowych kumpelek słychać :-) Parę tematów mnie zainteresowało szczególnie z Twoich ostatnich postów i mam nadzieję że uda mi się coś więcej tu w końcu w najbliższym czasie napisać.
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jestes! Zastanawialam sie niedawno co sie z Toba stalo! :) Nie mialam nawet Twojego maila, zeby napisac...
      Kurcze, wspolczuje z tym chorowaniem. A bylas u laryngologa? Moze to trzeci migdalek? Gdzies obilo mi sie o uszy, ze to czasem moze byc przyczyna spadku odpornosci...

      Usuń
  10. Nicolasie-sto lat, sto lat :)
    A Tobie mamusiu też wszystkiego Naj-to w końcu i Twoje święto!
    Buziaki Kochani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje w imieniu Solenizanta! :)

      Usuń
  11. To coś mnie z Twoim M. łączy ;)
    Biedna, taka zapracowana, świra bym dostała w takim natłoku spraw.
    Obrażalska Bi ma swoje plusy, w końcu to kwadrans spokoju ;)
    Czekamy na relacje z imprez!!!
    I najważniejsze: Nik, wszystkiego, wszystkiego wymarzonego i najpiękniejszego. Rośnij zdrowo, rozwijaj się szybko i niech otacza Cię zawsze pełnia miłości. Buziaki :*:*:*

    OdpowiedzUsuń