czwartek, 13 grudnia 2012

Samotnosc w szpitalu

Po pierwsze, odpisze hurtem na wszystkie komentarze pod poprzednim postem:

Bardzo dziekuje za wszystkie gratulacje od blogowych cioc!

Jestem jeszcze w szpitalu. Ostatnia noc, miejmy nadzieje. Mnie wypisza jutro napewno, juz nawet kilka pielegniarek i lekarzy zdziwilo sie, ze nie chce wyjsc wczesniej na zyczenie. Czuje sie w zasadzie dobrze, tylko jak chodze, to po paru minutach zszycie ciagnie mnie niemilosiernie, a jak dluzej posiedze, to potem przez chwilke chodze zgieta wpol jak stara babcia. :) Ale jest o niebo lepiej niz pierwszego dnia, kiedy z trudem doszlam do lazienki... Pielegniarki nie moga sie nadziwic, ze praktycznie nie biore srodkow przeciwbolowych, ja sama jestem zaskoczona...

Ze mna jest wiec niezle, ale z Nikiem troche gorzej. Nie jest mu nic powaznego na szczescie, ale ma zoltaczke i poziom bilirubiny na tyle wysoki, ze lekarz podjal decyzje o naswietlaniu. Zabrali mi go dzis na caly dzien, przywozili tylko na karmienia. :( Przed chwila sie dowiedzialam, ze beda go naswietlac calutka noc. Rano wyjma go spod lamp na kilka godzin i znow zmierza poziom bilirubiny, zeby zobaczyc czy nie skacze ponownie w gore. Dopiero wtedy lekarz podejmie decyzje o wypisaniu. Nie jest wiec pewne czy Nik wyjdzie jutro do domu. :( Podobno po calodobowym naswietlaniu, 95% dzieci pozbywa sie bilirubiny. Mam nadzieje, ze moj syn zmiesci sie w statystykach. Nie wyobrazam sobie wyjsc stad sama, chyba bym sie zaplakala... :( No i zostaje jeszcze kwestia karmien. Ja mam akurat naplyw mleka, mlody pieknie ssie, chce to kontynuowac... Oczywiscie jakby co, podadza mu sztuczne mleko, ale ja upieram sie przy karmieniu piersia... Jest tutaj opcja wykupienia pokoju w szpitalu, zebym mogla karmic mlodego, bo przyjezdzac co 2 godziny zupelnie nie ma sensu. Ale musimy sie dowiedziec ile taka przyjemnosc kosztuje, no i zalezy to od naplywu pacjentow, moga zwyczajnie nie miec miejsca... Poza tym tesknie za Bi, przez ostatnie 3 dni widzialam ja mniej niz godzine dziennie i brakuje mi tej mojej kaczerbichy... Juz sie nastawilam, ze w piatek do niej wracam, a tu taka niespodzianka... Ale w tej kwestii najwazniejszy jest oczywiscie Nik, Bi swietnie sobie beze mnie radzi, a Nik ma 3 dni i potrzebuje mamy non stop... :(

I siedzialam dzis caly dzien taka smutna, rozmyslajac co robic i oczywiscie jak to ja zamartwiajac sie na zapas... W dodatku M. urzadzil sobie wczoraj w pracy pepkowe (koledzy mu nie darowali, szczegolnie, ze urodzil sie SYN), wiec dzis nie nadawal sie do niczego. Przyjechal do mnie, owszem, ale przysypial na kanapie, a malego i tak nie bylo, wiec w koncu stwierdzil, ze pojedzie do domu przespac sie we wlasnym lozku. Zostalam wiec samiutka, szczegolnie, ze radze sobie tak dobrze, ze pielegniarki dzis prawie do mnie nie przychodzily. Dobrze, ze Nik byl wyjatkowo glodny i nienawidzi  swojeg inkubatora, takze "odwiedzal" mnie co 2 godzinki. :)

A na koniec zagadka:

Co robi Agata, kiedy siedzi sama w szpitalu i nie ma przy sobie nawet dziecka? I co robila Agata na porodowce, czekajac az przyjda silniejsze skurcze???
Robila wykresy do pracy magisterskiej, oczywiscie! To sie nazywa samozaparcie... :)

A zdjecie wgram dopiero z domu, bo mam problemy natury technicznej...

19 komentarzy:

  1. Gratulacje, i szybkiego powrotu do domu w komplecie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wytrzymam!!! Takiej pilnej studentki to świat nie widział! Medal Ci się należy Kochana.
    Biedny Niki - u nas trzymają mamę bez łaski na oddziale jak dziecko ma "dłuższą" żłótaczkę. Miejmy nadzieje, że mu przejdzie i nie będziesz musiała jeszcze dopłacać za hotel, bo z karmienia piersią nie warto rezygnować- choćby dla własnej wygody :-).
    Śiskam Cię mocno dzielna kobieto :-)
    P.S. A swoją drogą to Niki chyba rzeczywiście już sobie w Twoim brzuszku tylko leżał i obrastał w fałdki, bo mój mały miał wagę 3350 ale centymetrów 57.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealny suwaczek wybrałaś do Nikiego :-)

      Usuń
    2. Tylko nie wiem czemu ten suwaczek pojawia sie z boku, skoro w "ukladzie" mam go na srodku, pod suwaczkiem Bi... Hmm... Kieds, jak bedzie mie sie chcialo, to pomecze sie, zeby to zmienic. :)
      Tutaj niestety matke i dziecko wypisuja osobno, ale okazuje sie, ze moge zostac w szpitalu za darmo, wiec nikt mnie stad nie wykurzy! ;)

      Usuń
  3. Ależ siła od Ciebie bije kochana, mimo tego zamartwiania, które masz w naturze. Miło Cię czytać. Żółtaczka poporodowa rzecz powszechna, nie martw się. Mam nadzieję, że wyjdziecie razem. Ściskam Was mocno. Jesteś bardzo dzielna, że robisz te wykresy, ale cóż ma robić taka doświadczona mama? Fajnie, że mleko jest, bo po cesarce różnie bywa. Trzymaj się kochana ciepło! Myślę o Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez poczulam ulge, ze tak szybko dostalam mleko. Z Bi czekalam dobry dzien dluzej, a rodzilam naturalnie. No a dla malego jest bardzo wazne, zeby duzo pil, siusial i sie wyproznial, zeby pozbyc sie tej bilirubiny.
      Ta zoltaczka mnie az tak nie martwi, tylko chce juz zabrac malego do domu i sama wyjsc z tego szpitala...

      Usuń
  4. wykresy do pracy??? wow! jestes niesamowita kobieto!!!
    myslę, że Nik się zmieści w statystykach i wyjdziecie razem... jak eM się urodził to ze mną na sali była laska, której dzidziuś ten miał wysoką bilirubine i go naświetlali i wyszła równo ze mną, więc głowa do góry
    kurcze dziwne to, że Ciebie wypiszą a dziecko zostawią, u nas w PL (a przynajmniej w znanych mi szpitalach) nie wypisują matki póki dziecko nie może iśc do domu, po prostu leżysz/łazisz i czekasz aż będzie z małym na tyle ok, że możecie iśc razem, no właśnie dlatego, że dziecko potrzebuje karmienia... moja znajoma siedziała z córką ponad trzy tygodnie i nikt jej nawet nie zamierzał wypisywać chociaż ona była w super stanie...
    pozdrawiam i dużo mocy zyczę...
    a tęsknota za Bi... rozumiem, sama prawie co nie uschłam z tęsknoty za moją Zu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, tutaj inne zwyczaje, niekoniecznie lepsze... Mozliwe, ze dlatego, ze kazda kobieta ma swoj wlasny pokoj, wiec latwo mogloby im zabraknac miejsc. My mieszkamy tak blisko szpitala, ze gdyby nie to karmienie piersia moglabym wyjsc do domu i wpadac kilka razy dziennie (gorzej z noca). Ale poniewaz upieram sie przy piersi, nie chce zeby maly przyzwyczail mi sie do butli.

      Usuń
  5. mnie tam nie dziwi, wszak jesteś kobieta z żelaza;) uściski serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a mnie sie zawsze wydawalo, ze jestem plaksa i wrazliwiec. :)

      Usuń
  6. Gratulacje!!! Mam nadzieje ze razem wyjdziecie. A jak Ci ida te wykresy? Jestes juz blizej niz dalej? Powodzenia w obu sprawach zycze.
    Pozdrawiam,
    Klara F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykresy skonczylam, mam nowe poprawki od psora, ale nie mam kiedy ich odebrac... :(

      Usuń
  7. Moze jednak wyjdziecie razem;)
    Ciekawa jestem reakcji Bi;)
    Nie jesteś taka samotna w tym szpitalu, wszytskie myślami jesteśmy z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, wiem, ze wszystkie blogowe ciocie czekaja na wiadomosci. :) Ale strasznie tak smutno samej siedziec. Az zaluje, ze tak jak w Polsce, nie jestem w sali z jeszcze kilkoma babkami. Byloby do kogo gebe otworzyc...

      Usuń
  8. Serdeczne gratulacje:)) Mam nadzieję,że żółtaczka minie szybko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam taka nadzieje, mierzi mnie juz ten szpital. Ale bez syna sie nie ruszam! ;)

      Usuń
  9. Będzie dobrze, wierzę, że wyjdziesz razem z synkiem. Trzymam za to mocno kciuki;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, trzymaj Akularku, z calych sil! :)

      Usuń