poniedziałek, 20 sierpnia 2012

To juz!

Urlop! No prawie, bo jeszcze 5 godzin pracy zostalo, ale co to jest... Tak wiec to moj ostatni post przed wyjazdem.
Moze to byc tez moj ostatni zupelnie post, bo od kilku dni mam strasznego stresa i wizje katastrof lotniczych... Wiec jak uslyszycie o rozbitym samolocie lini AirBerlin lecacym z Nowego Jorku do Berlina, albo z Berlina do Krakowa, to zmowcie Zdrowaske za 4 duszyczki... I nie zartuje, naprawde sie boje...

Dzieki temu przynajmniej ustapil mi stres zwiazany z podroza w zaawansowanej ciazy i z rocznym maluchem, czyli nie ma tego zlego...

Pakowanie poszlo o dziwo calkiem sprawnie, juz prawie zakonczone, zostalo tylko kilka rzeczy, jak kosmetyki, ktorych potrzebuje na codzien. Opieka nad psem zalatwiona, wiec nic, tylko ruszac w droge...
Z trudniejszych rzeczy, to niestety nie udalo nam sie dostac miejsc w samolocie, gdzie mozna podwiesic takie przenosne lozeczko dla dziecka i jest troche wiecej miejsca na nogi. Zarezerwowane sa one dla dzieci ponizej roku, wiec Bi jest za "stara". Ale jak zobacze, ze siedza sobie na tych miejscach ludzie bez dzieci (co jest bardzo prawdopodobne, bo te miejsca sa bardzo pozadane) to zrobie awanture! Poza tym, poniewaz nie wykupilismy dla Bi miejscowki, nie przysluguje jej tez posilek. No to juz lekka przesada! Lot trwa prawie 9 godzin. Bedziemy musieli sami sie zaopatrzyc w jedzenie dla malej, co oczywiscie jest dla nas dodatkowa "zagrostka", no i zajmuje bagaz podreczny. Moglibysmy oczywiscie podzielic sie z nia swoimi posilkami, ale wiadomo jakie "ogromne" sa te samolotowe porcyjki. Zreszta, bez czestowania dziecka i tak sie pewnie nie obejdzie bo ona zawsze chce przynajmniej posmakowac tego, co jemy my. I jakims cudem, to co jedza mama i tata jest pyszne, w przeciwienstwie do tego co Bi ma na talerzyku. A tlumaczenie, ze to zupelnie to samo, rozbija sie jak groch o sciane... :)

I jeszcze "gagi" mamusine:
Wreszcie, po niemal miesiacu, udalo mi sie skontaktowac z mama. Mamusia wylatuje jednak w poniedzialek a nie niedziele (nie wiem, czy juz pisalam) po slubie. Za to wypalila z pytaniem czy oddam jej pieniadze! Na moje zaskoczone "a za co?!", zaczela sie goraczkowo tlumaczyc, ze bilety na samolot drogie i to tak daleko i ze ona juz miala w ogole na ten nasz slub nie przyjezdzac, itd. No po prostu szok! Przyjezdza na NASZ slub, slub swojej corki, nie kogos obcego i ona chce zeby jej oddac pieniadze za podroz i fatyge??? A co, laske mi robi? Warknelam na koniec, ze mogla w takim razie nie przyjezdzac, bo mialam juz dosc... I zeby nie bylo, moja mama nie jest ani stara i niedolezna, ani biedna. Jak zwykle po prostu szuka pretekstu, zeby nie ruszyc swoich pieniedzy, albo zeby wydatek jej sie "zwrocil". I wkurza mnie to, ze mojej siostry rodzice w ten sposob nie traktuja. Na wesele siostry i tata przylecial i jeszcze sie do niego dolozyli (bo mama musiala sie pokazac przed tesciami N., kasiastymi ludzmi). Chociaz, przepraszam, bylam swiadkiem, jak po slubie siostry mama zrobila jej i szwagrowi awanture, ze musi zaplacic wiecej bo ona chciala, zeby koszty byly podzielone na 3 (moi rodzice, tesciowie siostry i pieniadze weselne siostry i szwagra). Tymczasem mlodzi chcieli pieniazki z wesela uzyc na wykonczenie mieszkania, wiec koszt musialby zostac podzielony na pol miedzy rodzicow panstwa mlodych. Bardzo sie to mamusi nie spodobalo, wrzeszczala, ze nie tak sie umawiali, itd. Tak wiec jesli chodzi o kase to jednak czasem siorka jest traktowana podobnie jak ja, choc nie az w takim stopniu. Jednak matke krepuje troche opinia jej tesciow, ktorzy mieszkaja w tym samym miescie, wiec widuje ich na kazde swieta i uroczystosci rodzinne.
Na moj slub tata oczywiscie nie przylatuje, mama robi laske, ze przyjedzie i nie dokladaja do wydatku ani grosza. A wszystko rozbija sie o to, ze moja matka nie zna moich tesciow, wiec zwisa jej co pomysla o mojej rodzinie... I ma w nosie, ze ja musze swiecic za nia i tate oczami...

A z zupelnie innej beczki:
W czwartek zostalam nominowana przez JMJ (dzieki Joasiu!) do nagrody Versatile Blogger! Warunkiem nominacji jest podanie 7 rzeczy, ktorych o mnie nie wiecie i nominowanie kolejnych osob. Ale tym zajme sie po powrocie, bo teraz zupelnie nie mam do tego glowy. :)

Do uslyszenia 13 wrzesnia! No chyba, ze ktorys z cholernych samolotow rzeczywiscie spadnie...

18 komentarzy:

  1. Wypluj te słowa, że to ostatni post, żadnej katastrofy nie będzie, a Ty wrócisz tu zdać relacje z tego wielkiego dnia!:)
    Będę czekać z niecierpliwością!
    Uważajcie na siebie!:*
    szczęśliwego lotu i wszystkiego dobrego :):*

    (a z nominacji się nie wywiniesz:D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wcale nie mam zamairu sie wywijac, po prostu nie moge sie skupic. :)
      Dziekuje za zyczenia szczesliwej podrozy! Bedzie mi brakowac blogow, a wiem, ze w Polsce bede miec problemy z dostepem do internetu. :)

      Usuń
    2. Będziesz pewnie tak zaaferowana i zajęta, że tego braku nie odczujesz:) Chociaż kto wie, blogowanie wciąga bardzo:D
      jak dasz rade i gdzieś z internetu skorzystasz, daj koniecznie nać, że bezpiecznie dotarliście:*

      Usuń
    3. Jak dam rade to napisze napewno. Ale marnie to widze (znaczy sie dostep do neta :))...

      Usuń
    4. Nie możesz nas tyle czasu w niepewności trzymać,więc kombinuj kochaną:-D

      Usuń
  2. Twoja mama rzeczywiście powinna się wstydzić. To jest bezczelność bez dwóch zdań. Postaraj się teraz o tym zapomnieć, żeby nie psuć sobie chwil gdy na nią spojrzysz. My co prawda planowaliśmy zapłacić za podróż teściowej(przyszłej), bo wiemy że nie ma za co przylecieć, niestety nas nie stać, jednak wiem, że ona nigdy nie poprosiłaby nas o pieniądze. Co do lotu, to TYLKO 9 godzin i jakoś przecież przeleci (również dosłownie). Oby ani Wasz, ani szanownej mamusi machina nie zginęła w akcji, swoją drogą to się już bardzo rzadko zdarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby rzadko, a mnie zawsze przesladuje mysl, ze moze wlasnie TEN spadnie. :) A te 9 godzin to niestety tylko jeden z kilku etapow podrozy, calosc zajmie okolo 20 godzin... A moja mamusie nauczylam sie juz poniekad ignorowac, ale czasem jeszcze uda jej sie mnie zdenerwowac, szczegolnie teraz jak hormony mi szaleja i ogolnie jestem podatna na nerwy... :(
      A jak wroce to Ty mozesz miec juz przy sobie swoja coreczke! :)

      Usuń
  3. Jestem chora i moj synuś chory więc siedzę na zwolnieniu. Nie umiem się skupić na czytaniu blogów w domu. Ciągle mam wrażenie ze ktoś z domowników coś ode mnie będzie chciał i nie mogę wpaść w rytm pisania komentarzy. Ale do pracy wracam dopiero w przyszły poniedziałek więc wyrzuciłam rodzinkę na dwór i usiadłam przed komputerem.
    Ja się tak boję latać że już nawet mój M mnie nie namawia na żadne "latające" wakacje. Leciałam w swoim życiu osiem razy i nie zamierzam więcej. Ale swoją córkę puszczam z innymi członkami rodziny i wcale nie uważam że samolot z nimi spadnie. A ze mną - na pewno :-)) .Więc szczerze współczuję nerwów i tak długiego lotu. Trzymam kciuki i będę tęsknić :-)). Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wspolczuje choroby! Jak dziecko choruje to jest porazka, a jeszcze jak do tego samemu sie niedomaga to w ogole tylko siasc i plakac...
      Ja tez nie moge sie skupic na blogach w domu. Czytac, jeszcze przeczytam, ale zadnego sensownego komentarza juz nie wymysle. :)
      Ja nawet nie zlicze ile razy juz lecialam samolotem, ale wydaje sie, ze im wiecej latam tym bardziej sie denerwuje. A moze to wiek to robi? ;) Ale juz zapowiedzialam mezowi, ze po tej wyprawie mowie na jakis czas dosc i nie wiem kiedy znow uda mu sie zaciagnac mnie do Kraju. Szczegolnie, ze za pare miesiecy bedzie nas juz czworo. :)

      Usuń
  4. najpierw - szczęśliwej podróży, niech Wam się wszystko jak najlepiej poukłada, a dalej - ślubu, którego nic nie zmąci, radości, szczęśliwości wszelkiej i równie szczęśliwego powrotu. Serdeczności i uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje bardzo Klarko!
      A ja bede w Twoich stronach! Jak zobaczysz gdzies w Krakowie (bo chyba wybierzemy sie do Krakowa) poddenerwowana okularnice ciagnaca za soba jojczaca blondyneczke i meza - pakera, to bede ja! ;)

      Usuń
  5. Spokojnego lotu, wspaniałego ślubu, zero nerwów i stresu;) Pamiętaj,że czekają na Ciebie życzliwi ludzie, więc nie kombinuj nic ze spadaniem!
    Ściskam ,serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje bardzo Misiu! Ja spadac nie mam zamiaru, ale szkoda, ze nie uda mi sie poglaskac samolotu przed odlotem i ladnie poprosic, zeby grzecznie lecial do celu. :)

      Usuń
  6. No rzeczywiście rodzice dają Tobie popalić. Brak ojca na ślubie i matka z pretensjami i prośbą o zwrot biletów, to chore. Przecież to się odechciewa starać o ich względy. Skoro im nie zależy, to po co? Współczuję. Mnie by to dobiło.
    Samolotem też boję sie latać. Leciałam dwa razy i dwa razy ryczałam ze strachu. Brrrr.... I tylko mnie tu nie wkurzaj z tym spadaniem. Nie ma szans :)
    Życzę, by wsyztsko się dobrze skończyło, byś była szczęśliwa i dbaj o swoje i tylko swoje szczęście, czyli męża i Bi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spadnie! Udanej podróży! Udanego ślubu! No i jak najmniej kłopotów w podróży. Będę czekała na relację po powrocie.
    A do rodziców - ogromny dystans, bo faktycznie nie trafili Ci się najlepsi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy blog, na razie przeczytałam tylko kilka pierwszych notek. Rzeczywiście jesteś straszną gadułą, ale Twoje wpisy zachęcają do czytania. Na pewno będę Cie regularnie odwiedzać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Serdecznie zapraszam do zabawy z okazji pierwszych urodzin naszego bloga :)

    http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/08/urodzinowe-candy.html

    OdpowiedzUsuń